Hej :)
Bardzo dziękuję za wszystkie opinie pod poprzednim rozdziałem! :)
W tym odcinku w końcu dowiecie się, jak to się stało, że Josh wrócił z zaświatów. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane. Co do piosenek użytych dzisiaj, mam mieszane uczucia, ale wybrałam je dość dawno i teraz nie umiałabym wybrać innych. Pozostawiam to Waszej ocenie.
Pozdrawiam i do następnego! :*
***
Ron Pope - A Drop In The Ocean
Bardzo dziękuję za wszystkie opinie pod poprzednim rozdziałem! :)
W tym odcinku w końcu dowiecie się, jak to się stało, że Josh wrócił z zaświatów. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane. Co do piosenek użytych dzisiaj, mam mieszane uczucia, ale wybrałam je dość dawno i teraz nie umiałabym wybrać innych. Pozostawiam to Waszej ocenie.
Pozdrawiam i do następnego! :*
***
Ron Pope - A Drop In The Ocean
Jeśli kiedykolwiek kochałeś kogoś szczerze, wiesz, że są dni, kiedy myślimy tylko i wyłącznie o osobie, która skradła nam serce. Cokolwiek robimy, nie jesteśmy w stanie zapomnieć o tej, której uśmiech nawiedza nas w snach. Co jakiś czas spoglądamy na zegarek, chcąc zmusić wskazówki do biegu, by jak najszybciej móc spotkać się z miłością naszego życia. Jeśli jeszcze nie przydarzyło ci się coś takiego, nie smuć się i nie trać nadziei. Optymiści twierdzą, że strzała Amora prędzej czy później trafia w każdego z nas, a kiedy już trafi w ciebie, na pewno nie pomylisz tego uczucia z żadnym innym. Ciesz się każdą chwilą i wyciśnij wszystko z każdej minuty, doceniając każde jej spojrzenie, każdy dotyk, każde słowo, jakie wyszepcze ci do ucha. Gwarantuję, że nie zapomnisz swojego pierwszego poważnego zauroczenia. Pośród wszystkich związków i relacji, jakie nawiążesz w swoim życiu, dwie miłości są najistotniejsze - ta ostatnia i ta pierwsza. Jeśli ci się poszczęści, zaliczysz obie za jednym zamachem.
Peter Hartley coś o tym wiedział. Doskonale pamiętał dzień, kiedy zobaczył Rose po raz pierwszy. Miała długie włosy w ciepłym odcieniu rudego, a na nosie i policzkach liczne piegi. Nauczyła go, co to tak naprawdę znaczy ,,kochać''. Pokazała mu piękniejszy świat, z którego po kilkunastu latach musiała odejść, kiedy zmusiła ją do tego choroba. Mijały kolejne dni rozłąki, a jego miłość nie słabła, nie wypalała się. Może kiedyś pojawi się w jego życiu nowa kobieta? Nawet, jeśli ją pokocha, nikomu już nie będzie w stanie ofiarować tak silnej miłości, jaką obdarował Rose - była jego pierwszą, ostatnią i jedyną. Mężczyzna widział podobną historię w oczach swojego syna. Obserwował go bacznie, odkąd wrócił do domu i zdążył zrozumieć, że temat Paige wciąż jest dla niego trudny. Wiele wskazywało na to, że Paige Belle była dla Josha kimś równie ważnym, co Rose dla Petera, jednak wcale nie było się z czego cieszyć. Dawne małżeństwo rozdzieliła choroba, natomiast uczucia młodego Hartleya i jego narzeczoną zostały pogrzebane przez pogłoski, w które Paige zbyt wcześnie uwierzyła.
- Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytał mężczyzna, nalewając sobie kawę do kubka. Wcześniej zaproponował ją synowi, ten jednak odmówił, nie wymawiając przy tym ani słowa. Zdołał jedynie skinąć głową i uśmiechnąć się w niezbyt przekonujący sposób.
- Muszę pozałatwiać parę spraw - odchrząknął Josh, przez cały czas wpatrując się w świat za oknem. Nie był już tak piękny, jak latem, a szkoda. Gdyby świeciło dzisiaj słońce, a niebo byłoby błękitne i całe w subtelnych obłokach, może jego nastrój siłą rzeczy nie byłby aż tak podły.
- Jak co roku - powiedział Peter. - Rozumiem cię. Kiedy ja mam urodziny, też robię podsumowanie swojego życia. Oczywiście ja jestem już, umówmy się, wiekowy, więc moje życie raczej nie jest zbyt ekscytujące, ale...
- Daj spokój, nie jesteś stary - zareagował Josh stanowczo i wreszcie się uśmiechnął tak, jak należy, a nie półgębkiem. - Najpierw idę do Austina i mam nadzieję, że w szpitalu nie natknę się na Paige.
- Nietrudno zauważyć, że unikasz jej jak ognia.
- Dziwisz mi się? - zapytał niebieskooki. - Mój najlepszy przyjaciel leży praktycznie na łożu śmierci. Sądzisz, że potrafiłbym akurat teraz ukraść mu dziewczynę?
- A gdyby Austin nigdy nie zachorował? - spytał Peter. - Czy wtedy walczyłbyś o serce Paige?
- Oczywiście - szepnął Josh, który nawet nie musiał zastanawiać się nad odpowiedzią.
Chłopak wstał, zdjął kurtkę z wieszaka i szybko narzucił ją na siebie. Skinął głową na ojca, po czym zostawił go samego i ruszył w kierunku szpitala.
Mężczyzna, dopijając swoją kawę, westchnął i spojrzał tęsknie na fotografię Rose.
- Jego pierwsza prawdziwa miłość - powiedział, jakby sam do siebie. - Dałbym sobie odciąć rękę, że Paige jest tą jedyną i wcale nie wiem, czy to dobrze.
***
Przypomniało mu się, jak bardzo nienawidził sprzątać, kiedy miał nie więcej, jak dziesięć lat. Choć Peter nie należał do nerwowych ludzi, bardzo często wpadał w szał, kiedy po podłodze walały się zabawki syna. On i Rose nienawidzili bałaganu, a niestety ich pierworodny nie przejmował się kurzem ani rozrzucaniem swoich rzeczy po całym mieszkaniu. Z czasem nauczył się dyscypliny i zrozumiał, że będzie mu się żyło łatwiej i przyjemniej, kiedy wszystko będzie we właściwym miejscu. To samo mógł powiedzieć o swoim życiu, o każdej sprawie, której nie udało mu się doprowadzić do końca i o wszystkich tych ludziach, którzy pokładali w nim nadzieję i którym na nim zależało. Dziś, w dniu jego dwudziestych trzecich urodzin, nadszedł moment na posegregowanie wszystkiego i odłożenia kilku zaniedbanych rzeczy na półkę, a także o pozbyciu się niepotrzebnych już bibelotów. Serce mu się krajało, kiedy docierało do niego, że jednym z nich był jego związek z Paige, o którym musiał jak najszybciej zapomnieć. Teraz musiał wykonać pierwszy, niezbędny krok, by zacząć nowe życie bez niej i bez tej tlącej się w jego sercu nadziei, że jest jeszcze szansa, by Paige należała do niego. Kiedy wchodził do sali przyjaciela, powtarzał sobie w duchu, że za kilka kwadransów wyjdzie z niego z o wiele lżejszym sercem.
- Nie śpisz? - zapytał Josh, zaglądając do pokoju, w którym leżał Austin. Blondyn uśmiechnął się, zerkając na niego sponad książki, a gestem dłoni zaprosił go dalej. Niebieskooki usiadł na krześle dostawionym tuż obok łóżka. Był pewien, że najczęściej to Paige zajmuje to miejsce, wspierając ukochanego. - Jak się czujesz?
- Wiesz, skłamałbym, jakbym powiedział, że śpiewająco - wyszczerzył się Lynch. - Zastanawiałem się, czy przyjdziesz. Właściwie to ja powinienem cię odwiedzić, w końcu to twoje święto, ale sam rozumiesz. Jestem przypięty dziesiątkami kabelków do pikających urządzeń, które działają mi na nerwy. Czasami czuję się jak maszyna, a nie człowiek.
- Kiedy miałem dwanaście lat spędzałem wakacje na wsi u wujostwa. Jechałem konno, kiedy nagle zobaczyłem piękną dziewczynę nieopodal. Tak mocno się zagapiłem, że już po chwili szybowałem w powietrzu, a koń beztrosko kłusował beze mnie, jakby szczęśliwy, że pozbył się ze swojego grzbietu tak nieudolnego jeźdźca - Josh uśmiechnął się. - Pech chciał, że praktycznie nadziałem się na metalowy płotek. Z bólu zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu mocno obity i podłączony do kroplówki, która uzupełniała niedobór krwi, której sporo straciłem tamtego dnia.
- A więc rozumiesz, przez co przechodzę - podsumował Austin. - No dobrze, a teraz przejdźmy do prawdziwego powodu twojej wizyty. Przyszedłeś po prezent.
- Chyba sobie jaja robisz? - zaoponował Josh gwałtownie, na co Lynch tylko się roześmiał.
- Spokojnie, przecież wiem, że jesteś moim przyjacielem - stwierdził. - Co nie zmienia faktu, że i tak mam coś dla ciebie.
- Ja też mam prezent - powiedział niebieskooki.
- Pospieszyłeś się, ja mam urodziny dopiero za pół roku. Chociaż w sumie, jest szansa, że mogę ich nie dożyć.
- Gdyby nie twój stan, przywaliłbym ci za takie gadanie - warknął Josh.
- Zanim to zrobisz, pozwól, że coś ci dam - mężczyzna wyciągnął rękę, otworzył szufladę i wyciągnął z niej nieduże pudełeczko. - Wszystkiego dobrego, stary. Przeżyłeś własną śmierć, więc właściwie nie powinienem życzyć ci zbyt wielu wrażeń, no ale spełnienia marzeń to chyba mi wolno.
- Dzięki wielkie - rzekł, po czym przystąpił do odpakowywania podarunku. Błysk złota, które odbiło strugę światła, zalśnił w jego niebieskich oczach. Był to medalik z dwiema maleńkimi fotografiami w środku. Obydwie przedstawiały Josha i Austina, najpierw podczas pierwszych wspólnych wakacji, kiedy obaj mieli po siedem lat, a potem na kilka miesięcy przed wyjazdem Hartleya na misję, jak dotąd jego ostatnią.
- Wiem, że to dość babski prezent, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy, a chciałem, żebyś miał mnie zawsze przy sobie. Poza tym będzie ci pasował do munduru, jak już wrócisz do wojska.
- Na razie o tym nie myślę - mruknął Josh.
- Zabieram cię na badania - powiedziała młoda dziewczyna, która niespodziewanie weszła do pokoju i dopiero, kiedy dostrzegła gościa, zreflektowała się, że pojawiła się w nieodpowiedniej chwili. - Przepraszam, przeszkodziłam?
- I tak miałem się zbierać - odrzekł Hartley, po czym wstał i uścisnął mocno dłoń przyjaciela. - Naprawdę dzięki. Za wszystko. A odnośnie twojej choroby, chciałem ci powiedzieć, że dasz sobie z nią radę. Masz u swoim boku osobę, która cię kocha i która nie pozwoli ci zginąć.
- Masz na myśli...
- Paige - Josh wzruszył ramionami. - To jest właśnie mój prezent dla ciebie. Od tego momentu nie będziemy konkurować o jej miłość. Jesteś zwycięzcą.
- Josh, ale...
- Daj spokój - niebieskooki machnął ręką lekceważąco, po czym uśmiechnął się jeszcze promienniej. - Trzymaj się, stary.
Brunet wyszedł na zewnątrz, nie zdążył jednak zamknąć za sobą drzwi, bo nagle młodziutka lekarka wyjrzała zza progu i uśmiechnęła się, wyraźnie zakłopotana. Hartley spojrzał na nią pytająco.
- Chciałam tylko powiedzieć, że to, co pan robi, jest bardzo szlachetne - rzekła. - Oddaje pan swoją ukochaną w ręce innego faceta. Naprawdę godne podziwu.
- Ale to chyba nie jest pani sprawa.
- Obserwuję ludzi - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic. - Ty nadal kochasz tą Paige. Nawet nie próbuj zaprzeczać.
- Muszę przyznać, że nochal masz wyjątkowo długi i wścibski, ale znasz się na rzeczy - powiedział, po czym wyciągnął dłoń w jej kierunku. - Jestem Josh.
- Vanessa - uśmiechnęła się. - Jakbyś chciał kiedyś pogadać, to wiesz, gdzie mnie szukać - skwitowała, po czym zniknęła znów za drzwiami.
Mężczyzna nie miał pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Przerażał go fakt, że od razu widać po nim, że nadal jest szaleńczo zakochany w Paige. Zupełnie obca osoba, w dodatku młoda i zapewne jeszcze niezbyt doświadczona przez los, w minutę rozszyfrowała jego uczucia, nawet nie mrugając przy tym powieką. Musiał wziąć się w garść, bo skoro już powiedział Austinowi, że raz na zawsze rezygnuje z miłości Paige, musiał dotrzymać słowa i być konsekwentnym w najcięższym postanowieniu, jakiego kiedykolwiek się podjął.
***
Josh przyglądał się uważnie prezentowi, który dostał od młodszej siostry. W dniu urodzin Adriany Isabel zachwyciła wszystkich portretem brata, teraz jednak okazało się, że była to tylko próbka jej umiejętności. Z dumą wręczyła mu o wiele większego formatu obraz, który przedstawiał całą ich rodzinę, czyli Petera i Rose z dziećmi, nowością była jednak obecność czteroletniej dziewczynki na kolanach tatusia. Hartley dopiero po chwili przypomniał sobie, że jego siostra nigdy nie zaakceptuje Paige i na pewno nie pozwoli jej, by ta została włączona do ich rodziny. Dla niej była raczej jak nieprzyjemna konieczność, jak insekt, którego trzeba unikać, skoro nie można się go pozbyć.
- Dzięki - rzekł Josh i odłożył obraz na bok, by nałożyć sobie kolejny kawałek tortu.
- Nie ma za co - odparła Isabel i szybko zarzuciła sobie kurtkę na ramiona. Kiedy zapinała guziki, spotkała się z wyraźnie zawiedzionym spojrzeniem ojca.
- A ty dokąd? - zapytał Peter, wycierając palce, które całe były w lukrze. - Dopiero co skręciłaś nogę. Powinnaś leżeć i odpoczywać, a nie całymi dniami szlajać się po mieście.
- Ciesz się, bo teraz przynajmniej mam jakieś życie, a nie tylko szkołę i dom - powiedziała, pokazując tacie rządek swoich zębów. - A poza tym nie grozi mi nic złego, bo akurat towarzystwo mam cudowne.
- O tak, poznałem już tego, jak mu tam...
- Giovanni, tato - przewróciła oczami, a Josh zaśmiał się pod nosem. - Kiedy ty zrozumiesz, że to nie on skręcił mi kostkę, tylko ja sama?
- No ale byłaś wtedy pod jego opieką.
- Opieką? - prychnęła. - Tato, ja nie jestem dzieckiem. Nie wymagam ciągłego nadzoru. Za parę miesięcy będę już dorosła.
- Nie, moja droga, będziesz pełnoletnia, a to spora różnica - stwierdził Peter. - Na dorosłość i dojrzałość trzeba zapracować.
- Tobie też tak truł? - Isabel zwróciła się do Josha, który kiwnął głową na tyle ostrożnie, by ojciec nie zdążył tego zauważyć. - Giovanni dba o mnie i zapewniam cię, że jestem przy nim całkowicie bezpieczna. Wracam wieczorem. A tobie braciszku jeszcze raz życzę wszystkiego...
Jej wywód przerwało trąbienie samochodu, który sekundę wcześniej zaparkował z piskiem opon pod ich domem.
- No leć już, bo potem będziesz marudzić, że przeze mnie spóźniłaś się na randkę - powiedział Josh, puszczając do siostry oko, a ta jak najszybciej wybiegła z domu. Brunet spojrzał na ojca, który miał przytłaczająco zmartwioną minę. - Tata, nie przejmuj się. Isabel wie, co robi. Ja jej ufam.
- To nie jest kwestia zaufania - rzekł Peter stanowczo. - Tobie też ufałem i co dostałem w zamian? Fałszywą śmierć własnego dziecka. Nie powinieneś się dziwić, że wolałbym zamknąć córkę w domu, niż codziennie drżeć o jej bezpieczeństwo.
- Przepraszam - powiedział chłopak cicho. - Nie mogę ci powiedzieć, gdzie to się wydarzyło, zbyt wielu szczegółów także nie mogę ci podać. Byłem trochę jak mózg całej operacji, a jej powodzenie opierało się głównie na mnie i na działaniach, które podejmowałem. Miałem coś, czego chcieli tamci. Byli gotowi zabić za tą rzecz i dokładnie to zrobili. Byli pewni, że żołnierz, którego pozbawili życia, detonując ładunek wybuchowy, który położyli mu na kolanach, to ja. Chłopak nazywał się Franco, był Włochem z krwi i kości, dwa lata starszym ode mnie i bardziej doświadczonym. Razem obmyśliliśmy strategię, która spodobała się pozostałym. Dałem mu fałszywkę rzeczy, którą tamci tak bardzo chcieli dostać. Sądziliśmy, że w ten sposób zwabimy ich w pułapkę i będziemy mogli ich wszystkich unieszkodliwić, jednak oni bardzo szybko podjęli decyzję o detonacji. Musiałem uciekać, kiedy tylko tamci dowiedzieli się, że zostali oszukani. Mike zadzwonił do Paige i powiedział jej, że nie żyję, choć to wcale nie była prawda, jednak dla powodzenia misji musiał to zrobić, bo gdyby Paige nagłośniła w mediach, że nie wracam i nie ma ode mnie żadnych wiadomości, cała misja musiałaby się zakończyć klęską. Potem tamci i tak mnie dopadli. Przez kilka tygodni torturowali mnie, bili i upokarzali, chcąc wyciągnąć ze mnie każdą informację. Minęło dużo czasu, nim powiedziałem im, gdzie ukryłem rzecz, na której tak bardzo im zależało. Kiedy uznali, że nie jestem im już potrzebny, wypuścili mnie. Pewnie zrobili to, bo byli przekonani, że i tak lada dzień umrę, ponieważ tak mocno mnie tłukli. Byłem kompletnie wycieńczony, obolały, a głód i pragnienie niemal mnie wykańczały. Wszystko, co działo się później, pamiętam jak przez mgłę. Obudziłem się w szpitalu, cały w opatrunkach, a przy moim łóżku stał dowódca. Uśmiechnął się i powiedział, że misja się powiodła. Złapali naszych wrogów w miejscu, które im wskazałem, bo oczywiście była to podpucha, jednak ja nawet nie myślałem o tym, by świętować. Przez kilkanaście następnych tygodni nie zdołałem wymówić ani słowa, choć psycholog interweniował i próbował mi pomóc. Czułem się winny za śmierć Franco i znienawidziłem samego siebie. Miałem na rękach krew tylu ludzi, a przecież chciałem tylko, aby świat wolny był od wojen. Nie chciałem nikogo pozbawiać życia. To ja powinienem wtedy iść do tamtych z fałszywką, a nie Franco. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle zgodziłem się, by to on wykonał tą parszywą robotę, zapewne zadecydowało jego doświadczenie. To powinienem być ja, ponieważ to ja dotarłem to najcenniejszej rzeczy naszych wrogów, której tamci pożądali bardziej, niż czegokolwiek innego. Zginąłbym, ale to byłoby lepsze, niż życie z wiecznym poczuciem winy i strachu. Co noc śni mi się tamten potworny moment, kiedy namiot, w którym przetrzymywali Franco, wyleciał w powietrze. Słyszę jego krzyk. Cały czas boję się, że to jeszcze nie koniec. Jestem tu, z daleka od tamtego miejsca, a mimo to niekiedy wydaje mi się, że jestem obserwowany, śledzony. Straciłem Paige, ale to jest tylko jedna z wielu strat, które na zawsze pozostawią lukę w moim sercu. Chciałem czynić dobro, a nie zabijać. Wojsko było najgorszą decyzją mojego życia i największym błędem. Gdyby nie to, miałbym dzisiaj żonę i dziecko, a może nawet zdążylibyśmy z Paige zmajstrować dla Adriany rodzeństwo. No i nie byłbym mordercą, a właśnie tak się czuję.
Josh przerwał. Po raz pierwszy opowiedział komuś tą historię. Psychologowie, którzy zajmowali się nim, kiedy wycieńczony trafił do szpitala, gwarantowali poczucie ulgi, kiedy wyrzuci wszystko z siebie, jednak im nie ufał, a dziś okazało się, że mieli rację. Zrzucił z siebie wielki ciężar i choć nadal było mu trudno, od teraz nie był już sam z tym wszystkim. Spojrzał wreszcie na ojca i zorientował się, że mężczyzna jest kompletnie roztrzęsiony. Po jego policzkach łzy płynęły grubymi strugami, jakby miał ich niewyczerpany zapas. Nigdy nie widział go w takim stanie, nawet po śmierci Rose. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Podszedł i otworzył je, a kiedy zobaczył ciemnowłosą, z trudem powstrzymał jęk niezadowolenia.
- Cześć - Paige uśmiechnęła się promiennie, jednak twarz bruneta pozostawała kamienna. - Ostatnio mnie unikasz. Próbowałam się z tobą skontaktować, ale ignorowałeś wszystkie połączenia, poza tym trochę nieelegancko jest składać życzenia przez telefon.
- Paige, to nie jest odpowiedni moment...
- Przyniosłam dla ciebie prezent - mówiła dalej. - Nie mam do ciebie żalu o to, że masz mnie ostatnio dosyć. Przez tą chorobę Austina cała jestem jakaś rozdrażniona, ale...
- Przykro mi, Paige, ale nie interesuje mnie to - rzekł chłodno, a jej oczy nagle straciły cały blask, jakby nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Dzięki za wizytę, doceniam to, ale to nie jest odpowiednia chwila i najlepiej będzie, jak już pójdziesz - niebieskooki zamknął jej drzwi przed nosem, zapominając o prezencie, który dla niego miała. Miał nadzieję, że nie będzie walić do drzwi i odejdzie, zgodnie z jego życzeniem.
Josh podszedł do ojca i mocno przytulił go do siebie. Wyobrażał sobie, przez co mężczyzna przechodził, słuchając szokujących wspomnień syna. Gdyby Adriana opowiedziała Joshowi kiedyś o podobnie traumatycznych przeżyciach, chyba wyszedłby z siebie. Jako ojciec chciał, aby jego dziecko było bezpieczne i jak najdalsze od kłopotów, tymczasem niewiele brakowało, a Peter straciłby swojego pierworodnego. Nie musiał nic mówić. Najważniejsze, że mieli siebie nawzajem. Tu i teraz, bo to prawdziwy skarb, zważywszy na ilość okazji, przy których Josh mógł stracić życie.
***
- Gdyby nie twój stan, przywaliłbym ci za takie gadanie - warknął Josh.
- Zanim to zrobisz, pozwól, że coś ci dam - mężczyzna wyciągnął rękę, otworzył szufladę i wyciągnął z niej nieduże pudełeczko. - Wszystkiego dobrego, stary. Przeżyłeś własną śmierć, więc właściwie nie powinienem życzyć ci zbyt wielu wrażeń, no ale spełnienia marzeń to chyba mi wolno.
- Dzięki wielkie - rzekł, po czym przystąpił do odpakowywania podarunku. Błysk złota, które odbiło strugę światła, zalśnił w jego niebieskich oczach. Był to medalik z dwiema maleńkimi fotografiami w środku. Obydwie przedstawiały Josha i Austina, najpierw podczas pierwszych wspólnych wakacji, kiedy obaj mieli po siedem lat, a potem na kilka miesięcy przed wyjazdem Hartleya na misję, jak dotąd jego ostatnią.
- Wiem, że to dość babski prezent, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy, a chciałem, żebyś miał mnie zawsze przy sobie. Poza tym będzie ci pasował do munduru, jak już wrócisz do wojska.
- Na razie o tym nie myślę - mruknął Josh.
- Zabieram cię na badania - powiedziała młoda dziewczyna, która niespodziewanie weszła do pokoju i dopiero, kiedy dostrzegła gościa, zreflektowała się, że pojawiła się w nieodpowiedniej chwili. - Przepraszam, przeszkodziłam?
- I tak miałem się zbierać - odrzekł Hartley, po czym wstał i uścisnął mocno dłoń przyjaciela. - Naprawdę dzięki. Za wszystko. A odnośnie twojej choroby, chciałem ci powiedzieć, że dasz sobie z nią radę. Masz u swoim boku osobę, która cię kocha i która nie pozwoli ci zginąć.
- Masz na myśli...
- Paige - Josh wzruszył ramionami. - To jest właśnie mój prezent dla ciebie. Od tego momentu nie będziemy konkurować o jej miłość. Jesteś zwycięzcą.
- Josh, ale...
- Daj spokój - niebieskooki machnął ręką lekceważąco, po czym uśmiechnął się jeszcze promienniej. - Trzymaj się, stary.
Brunet wyszedł na zewnątrz, nie zdążył jednak zamknąć za sobą drzwi, bo nagle młodziutka lekarka wyjrzała zza progu i uśmiechnęła się, wyraźnie zakłopotana. Hartley spojrzał na nią pytająco.
- Chciałam tylko powiedzieć, że to, co pan robi, jest bardzo szlachetne - rzekła. - Oddaje pan swoją ukochaną w ręce innego faceta. Naprawdę godne podziwu.
- Ale to chyba nie jest pani sprawa.
- Obserwuję ludzi - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic. - Ty nadal kochasz tą Paige. Nawet nie próbuj zaprzeczać.
- Muszę przyznać, że nochal masz wyjątkowo długi i wścibski, ale znasz się na rzeczy - powiedział, po czym wyciągnął dłoń w jej kierunku. - Jestem Josh.
- Vanessa - uśmiechnęła się. - Jakbyś chciał kiedyś pogadać, to wiesz, gdzie mnie szukać - skwitowała, po czym zniknęła znów za drzwiami.
Mężczyzna nie miał pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Przerażał go fakt, że od razu widać po nim, że nadal jest szaleńczo zakochany w Paige. Zupełnie obca osoba, w dodatku młoda i zapewne jeszcze niezbyt doświadczona przez los, w minutę rozszyfrowała jego uczucia, nawet nie mrugając przy tym powieką. Musiał wziąć się w garść, bo skoro już powiedział Austinowi, że raz na zawsze rezygnuje z miłości Paige, musiał dotrzymać słowa i być konsekwentnym w najcięższym postanowieniu, jakiego kiedykolwiek się podjął.
Wciąż jednak nie mogę sobie Ciebie odpuścić, przez większość nocy prawie nie śpię. Nie zabieraj ode mnie tego, czego nie potrzebujesz.*
***
Josh przyglądał się uważnie prezentowi, który dostał od młodszej siostry. W dniu urodzin Adriany Isabel zachwyciła wszystkich portretem brata, teraz jednak okazało się, że była to tylko próbka jej umiejętności. Z dumą wręczyła mu o wiele większego formatu obraz, który przedstawiał całą ich rodzinę, czyli Petera i Rose z dziećmi, nowością była jednak obecność czteroletniej dziewczynki na kolanach tatusia. Hartley dopiero po chwili przypomniał sobie, że jego siostra nigdy nie zaakceptuje Paige i na pewno nie pozwoli jej, by ta została włączona do ich rodziny. Dla niej była raczej jak nieprzyjemna konieczność, jak insekt, którego trzeba unikać, skoro nie można się go pozbyć.
- Dzięki - rzekł Josh i odłożył obraz na bok, by nałożyć sobie kolejny kawałek tortu.
- Nie ma za co - odparła Isabel i szybko zarzuciła sobie kurtkę na ramiona. Kiedy zapinała guziki, spotkała się z wyraźnie zawiedzionym spojrzeniem ojca.
- A ty dokąd? - zapytał Peter, wycierając palce, które całe były w lukrze. - Dopiero co skręciłaś nogę. Powinnaś leżeć i odpoczywać, a nie całymi dniami szlajać się po mieście.
- Ciesz się, bo teraz przynajmniej mam jakieś życie, a nie tylko szkołę i dom - powiedziała, pokazując tacie rządek swoich zębów. - A poza tym nie grozi mi nic złego, bo akurat towarzystwo mam cudowne.
- O tak, poznałem już tego, jak mu tam...
- Giovanni, tato - przewróciła oczami, a Josh zaśmiał się pod nosem. - Kiedy ty zrozumiesz, że to nie on skręcił mi kostkę, tylko ja sama?
- No ale byłaś wtedy pod jego opieką.
- Opieką? - prychnęła. - Tato, ja nie jestem dzieckiem. Nie wymagam ciągłego nadzoru. Za parę miesięcy będę już dorosła.
- Nie, moja droga, będziesz pełnoletnia, a to spora różnica - stwierdził Peter. - Na dorosłość i dojrzałość trzeba zapracować.
- Tobie też tak truł? - Isabel zwróciła się do Josha, który kiwnął głową na tyle ostrożnie, by ojciec nie zdążył tego zauważyć. - Giovanni dba o mnie i zapewniam cię, że jestem przy nim całkowicie bezpieczna. Wracam wieczorem. A tobie braciszku jeszcze raz życzę wszystkiego...
Jej wywód przerwało trąbienie samochodu, który sekundę wcześniej zaparkował z piskiem opon pod ich domem.
- No leć już, bo potem będziesz marudzić, że przeze mnie spóźniłaś się na randkę - powiedział Josh, puszczając do siostry oko, a ta jak najszybciej wybiegła z domu. Brunet spojrzał na ojca, który miał przytłaczająco zmartwioną minę. - Tata, nie przejmuj się. Isabel wie, co robi. Ja jej ufam.
- To nie jest kwestia zaufania - rzekł Peter stanowczo. - Tobie też ufałem i co dostałem w zamian? Fałszywą śmierć własnego dziecka. Nie powinieneś się dziwić, że wolałbym zamknąć córkę w domu, niż codziennie drżeć o jej bezpieczeństwo.
- Przepraszam - powiedział chłopak cicho. - Nie mogę ci powiedzieć, gdzie to się wydarzyło, zbyt wielu szczegółów także nie mogę ci podać. Byłem trochę jak mózg całej operacji, a jej powodzenie opierało się głównie na mnie i na działaniach, które podejmowałem. Miałem coś, czego chcieli tamci. Byli gotowi zabić za tą rzecz i dokładnie to zrobili. Byli pewni, że żołnierz, którego pozbawili życia, detonując ładunek wybuchowy, który położyli mu na kolanach, to ja. Chłopak nazywał się Franco, był Włochem z krwi i kości, dwa lata starszym ode mnie i bardziej doświadczonym. Razem obmyśliliśmy strategię, która spodobała się pozostałym. Dałem mu fałszywkę rzeczy, którą tamci tak bardzo chcieli dostać. Sądziliśmy, że w ten sposób zwabimy ich w pułapkę i będziemy mogli ich wszystkich unieszkodliwić, jednak oni bardzo szybko podjęli decyzję o detonacji. Musiałem uciekać, kiedy tylko tamci dowiedzieli się, że zostali oszukani. Mike zadzwonił do Paige i powiedział jej, że nie żyję, choć to wcale nie była prawda, jednak dla powodzenia misji musiał to zrobić, bo gdyby Paige nagłośniła w mediach, że nie wracam i nie ma ode mnie żadnych wiadomości, cała misja musiałaby się zakończyć klęską. Potem tamci i tak mnie dopadli. Przez kilka tygodni torturowali mnie, bili i upokarzali, chcąc wyciągnąć ze mnie każdą informację. Minęło dużo czasu, nim powiedziałem im, gdzie ukryłem rzecz, na której tak bardzo im zależało. Kiedy uznali, że nie jestem im już potrzebny, wypuścili mnie. Pewnie zrobili to, bo byli przekonani, że i tak lada dzień umrę, ponieważ tak mocno mnie tłukli. Byłem kompletnie wycieńczony, obolały, a głód i pragnienie niemal mnie wykańczały. Wszystko, co działo się później, pamiętam jak przez mgłę. Obudziłem się w szpitalu, cały w opatrunkach, a przy moim łóżku stał dowódca. Uśmiechnął się i powiedział, że misja się powiodła. Złapali naszych wrogów w miejscu, które im wskazałem, bo oczywiście była to podpucha, jednak ja nawet nie myślałem o tym, by świętować. Przez kilkanaście następnych tygodni nie zdołałem wymówić ani słowa, choć psycholog interweniował i próbował mi pomóc. Czułem się winny za śmierć Franco i znienawidziłem samego siebie. Miałem na rękach krew tylu ludzi, a przecież chciałem tylko, aby świat wolny był od wojen. Nie chciałem nikogo pozbawiać życia. To ja powinienem wtedy iść do tamtych z fałszywką, a nie Franco. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle zgodziłem się, by to on wykonał tą parszywą robotę, zapewne zadecydowało jego doświadczenie. To powinienem być ja, ponieważ to ja dotarłem to najcenniejszej rzeczy naszych wrogów, której tamci pożądali bardziej, niż czegokolwiek innego. Zginąłbym, ale to byłoby lepsze, niż życie z wiecznym poczuciem winy i strachu. Co noc śni mi się tamten potworny moment, kiedy namiot, w którym przetrzymywali Franco, wyleciał w powietrze. Słyszę jego krzyk. Cały czas boję się, że to jeszcze nie koniec. Jestem tu, z daleka od tamtego miejsca, a mimo to niekiedy wydaje mi się, że jestem obserwowany, śledzony. Straciłem Paige, ale to jest tylko jedna z wielu strat, które na zawsze pozostawią lukę w moim sercu. Chciałem czynić dobro, a nie zabijać. Wojsko było najgorszą decyzją mojego życia i największym błędem. Gdyby nie to, miałbym dzisiaj żonę i dziecko, a może nawet zdążylibyśmy z Paige zmajstrować dla Adriany rodzeństwo. No i nie byłbym mordercą, a właśnie tak się czuję.
Josh przerwał. Po raz pierwszy opowiedział komuś tą historię. Psychologowie, którzy zajmowali się nim, kiedy wycieńczony trafił do szpitala, gwarantowali poczucie ulgi, kiedy wyrzuci wszystko z siebie, jednak im nie ufał, a dziś okazało się, że mieli rację. Zrzucił z siebie wielki ciężar i choć nadal było mu trudno, od teraz nie był już sam z tym wszystkim. Spojrzał wreszcie na ojca i zorientował się, że mężczyzna jest kompletnie roztrzęsiony. Po jego policzkach łzy płynęły grubymi strugami, jakby miał ich niewyczerpany zapas. Nigdy nie widział go w takim stanie, nawet po śmierci Rose. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Podszedł i otworzył je, a kiedy zobaczył ciemnowłosą, z trudem powstrzymał jęk niezadowolenia.
- Cześć - Paige uśmiechnęła się promiennie, jednak twarz bruneta pozostawała kamienna. - Ostatnio mnie unikasz. Próbowałam się z tobą skontaktować, ale ignorowałeś wszystkie połączenia, poza tym trochę nieelegancko jest składać życzenia przez telefon.
- Paige, to nie jest odpowiedni moment...
- Przyniosłam dla ciebie prezent - mówiła dalej. - Nie mam do ciebie żalu o to, że masz mnie ostatnio dosyć. Przez tą chorobę Austina cała jestem jakaś rozdrażniona, ale...
- Przykro mi, Paige, ale nie interesuje mnie to - rzekł chłodno, a jej oczy nagle straciły cały blask, jakby nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Dzięki za wizytę, doceniam to, ale to nie jest odpowiednia chwila i najlepiej będzie, jak już pójdziesz - niebieskooki zamknął jej drzwi przed nosem, zapominając o prezencie, który dla niego miała. Miał nadzieję, że nie będzie walić do drzwi i odejdzie, zgodnie z jego życzeniem.
Josh podszedł do ojca i mocno przytulił go do siebie. Wyobrażał sobie, przez co mężczyzna przechodził, słuchając szokujących wspomnień syna. Gdyby Adriana opowiedziała Joshowi kiedyś o podobnie traumatycznych przeżyciach, chyba wyszedłby z siebie. Jako ojciec chciał, aby jego dziecko było bezpieczne i jak najdalsze od kłopotów, tymczasem niewiele brakowało, a Peter straciłby swojego pierworodnego. Nie musiał nic mówić. Najważniejsze, że mieli siebie nawzajem. Tu i teraz, bo to prawdziwy skarb, zważywszy na ilość okazji, przy których Josh mógł stracić życie.
***
Siedemnastolatka po cichu weszła do domu. Dochodziła północ, czyli godzina, za którą bez dwóch zdań należał jej się szlaban i porządna bura od ojca. Ku zaskoczeniu Isabel, Petera nie było w pobliżu, choć przeważnie czekał na jej powrót w salonie, raz po raz wyglądając przez okno i niecierpliwiąc się. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Bu! - zawołał męski głos z kuchni. Isabel z trudem rozpoznała twarz brata, obraz śmiesznie rozmazywał się, a świat wirował przed jej oczami. Wyszczerzyła się i podała Joshowi niewielką paczuszkę. - Przecież ja już dostałem od ciebie prezent.
- To nie ode mnie - szepnęła. - Leżał pod drzwiami. A gdzie jest tata?
- Śpi - odparł brunet. - To nie był najprzyjemniejszy dzień. Napijesz się herbaty?
- O tej porze? - zapytała ze zdziwieniem. - Sorry, ale nie mam siły, jestem padnięta. Muszę...
- Spoko, nie wygadam, że wróciłaś tak późno - Hartley uśmiechnął się, a siedemnastolatka ruszyła w kierunku schodów. Zamknęła się w swoim pokoju na klucz i dopiero wtedy poczuła się bezpieczna.
Gdyby Peter zobaczył ją w takim stanie, dałby jej taką karę, że zapamiętałaby ją do końca życia. Nie czuła się na siłach, by teraz z nim rozmawiać. Prawdę mówiąc, nie była w stanie ocenić, jak się czuła. Na pewno przyjemnie, jakby nagle wszystkie jej problemy wyparowały, a zostało tylko to, co najlepsze. Może to, co robiła, nie było właściwie, ale w sumie, dlaczego nie? Jedyny efekt, jakiego doświadczyła, to uczucie nieskończonego szczęścia, a tego przecież mogło jej brakować w codziennym życiu. Wyjęła z kieszeni torebeczkę z białym proszkiem i uśmiechnęła się promiennie, po czym schowała ją głęboko na dnie szuflady i opadła na łóżko. Zaczęła pisać wiadomość do Giovanniego.
,,Miałeś rację, niezły odlot. Mam nadzieję, że jutro to powtórzymy. Kocham cię, mój narkotyku''.
Nacisnęła ,,wyślij'' i zamknęła oczy, a następnie odpłynęła, całkowicie wolna, niczym ptak. Nawet, gdyby Peter przyłapał ją na późnym powrocie do domu i dał jej szlaban, nie żałowałaby niczego. Stan, w którym się znalazła dzięki Giovanniemu, był wart absolutnie wszystkiego.
Kochamy, dopóki nie zaczniemy krwawić,
A potem rozpadamy się na kawałki.**
A potem rozpadamy się na kawałki.**
***
Ron Pope - A Drop In The Ocean *
Lykke Li & Kleerup - Until We Bleed **
Pierwsza! Drugi raz! Ach, zaczynam się przyzwyczajać :)
OdpowiedzUsuńWybacz za tą dziecinadę wyżej, ale nie mogłam się powstrzymać! A poza tym, każdy z nas nosi w sobie dziecko, które u mnie uaktywniło się w tej chwili! Wybaczysz mi, prawda? :) Bez zbędnych słów przechodzę do czytania i komentowania.
OdpowiedzUsuńPierwszą piosenkę kocham i to bardzo! Sama często po nią sięgam, bo nie jest tylko kapitalnie wykonana, ale przede wszystkim ma bajeczny tekst.
Wstęp do odcinka powalił mnie na kolana, bo był tak prawdziwy, że aż poczułam to w moim sercu. Chyba nie ma na świecie człowieka, który nie marzyłby o pięknej i odwzajemnionej miłości. Czasami myślę sobie, że wolałabym pokochać z całego serca i być kochaną szczerze nawet tylko raz w życiu i przez chwilę - jeśli tak zdecydowałby Bóg - niż być oszukiwana do ostatniego dnia, żyjąc w iluzji wraz z niespełnionym snem noszonym w sercu.
Zazdroszczę Peterowi tego, że poznał smak prawdziwej miłości. Wraz z Rose musiał być niesamowicie szczęśliwy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zazna, chociaż namiastki tego, co przytrafiło mu się kiedyś, bo bardzo go lubię. Jest takim dobrym duchem tego opowiadania!
Powtarzam to chyba w każdym odcinku, ale serce mi się kraja, gdy czytam o Paige i Joshu. Ewidentnie zasługują na szczęście, które odnajdą tylko i wyłącznie w swoich ramionach. Nie chcę obwiniać Austina, bo choroba nie wybiera, ale nie mogę się nie gniewać na niego! No, bo naprawdę.. Akurat teraz musiał zachorować?! :)
I na dodatek Josh jest moim rówieśnikiem, ach!
Rozmowa Josha i Austina była taka lekka i przyjemna, że uśmiechałam się, gdy ją czytałam. Podziwiam Josha za to, że zrezygnował z własnego szczęścia na rzecz dobra przyjaciela. Tak chyba postępuje prawdziwy przyjaciel, prawda?
Vanessa sprawia wrażenie przyjaznej i bardzo spostrzegawczej młodej osóbki. Coś czuję, że z czasem jej wątek zostanie rozwinięty, więc na razie zakończę na takiej pobieżnej ocenie tej bohaterki.
Cieszę się, że wreszcie mogłam poznać powody fałszywej śmierci Josha. Był to moim zdaniem najmocniejszy punkt tego odcinka wraz z tym jak potraktował Paige. Ale po kolei. Po pierwsze nawet nie mogę sobie wyobrazić, co musi czuć Josh. Świadomość, że ktoś zginął za Ciebie (bo tak można napisać, prawda?) jest straszna i nie życzę jej nikomu. Z drugiej strony chłopak nie może się obwiniać. Gdyby tamten nie chciał, to by tego nie zrobił. Widocznie tak miało być. Dobrze, że Josh wyrzucił to wreszcie z siebie i opowiedział to osobie, której może ufać bezgranicznie. Przykro mi się jednak zrobiło, gdy przeczytałam o tym, jak potraktował Paige. Potrafię go jednak zrozumieć. Przed chwilą odkrył najważniejszy sekret swojego życia. Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Szkoda mi Josha. Szkoda mi tego, co mieli Paige i Josh. A najbardziej szkoda mi tego, że zamiast zbliżać się ku sobie, to oni oddalają się z każdym kolejnym dniem..
Lykke Li - uwielbiam ją! Piosenka bardzo mi się podoba! :)
Od samego początku czułam, że z Giovannim będą same problemy. I nie myliłam się, co do tego, że jest jakąś częścią ciemniejszej przeszłości Paige. Mam nadzieję, że ktoś przyjdzie na pomoc Isabel nim będzie za późno.
Jestem ciekawa, co takiego Paige podarowała Joshowi!
Chcę następną nowość! Teraz! Już! W tej chwili! :) Dobra, poczekam grzecznie!
Odcinek cudowny. Kocham to opowiadanie! Każdą jego część, zdanie, wyraz.. Cały pomysł. Jesteś genialna, ale to wiesz! :*
Hm, nieprędko się dowiesz, co Paige dała Joshowi, ale lepiej, żebym Ci nie mówiła, w którym rozdziale to nastąpi, bo jeszcze się załamiesz ;)
UsuńDzięki wielkie za słowa i mam nadzieję, że do ostatniej kropki nie przestaniesz kochać tego opowiadania. Dla mnie to Twoje wyznanie jest najcudowniejszym komplementem, Motyl :*
Hej Kochana:* nareszcie tutaj dotarłam. Przepraszam Cię za to, ale jak w pracy mam popołudniówki i wracam dopiero o 21 do domu, to uwierz mi, że nie mam już siły na nic. Praca męcząca, dojazdy do niej jeszcze bardziej męczące i tak się koło zatacza. Chciałam Cię jeszcze przeprosić za jakość i długość poprzedniego komentarza, postaram się, żeby ten wyszedł mi o niebo lepszy :) wiem, że pewnie się o to nie gniewasz, ale musiałam się usprawiedliwić. Nawet nie wiem, czy na niego odpisałaś, ale to sprawdzę później, teraz zabieram się za obecny rozdział :)
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment totalnie mnie zauroczył. Jesteś mistrzynią opisów, naprawdę! Tyle prawdy w jednym fragmencie. Napisałaś, że jeśli już przyjdzie do nas miłość, spotkamy tą właściwą osobę, to nie pomylimy tego uczucia z żadnym innym. A u mnie zdarzyło się odwrotnie. Pomyliłam się co do osoby, którą spotkałam dokładnie dwa lata temu. Myślałam, że to właśnie jest ten jedyny, właściwy, ale czas pokazał jak bardzo się myliłam. Gdyby nie moja siostra pewnie do dzisiaj nie wiedziałabym, że ma nową dziewczynę. Nie chcę tutaj ujawniać szczegółów, więc jeśli chciałabyś pogadać na ten temat, to odezwij się na Gadu, a na pewno zdradzę Ci więcej szczegółów :) a wracając do fragmentu to osobiście życzę każdemu przeżycia takiej miłości jaka była między Peterem a Rose. Skoro Peter ciągle jest sam, to może oznaczać, że albo nie spotkał jeszcze swojej drugiej połówki, albo po prostu chce być sam. Są ludzie, którzy świadomie wybierają samotność i też nie można ich za to winić. Każdy wiedzie takie życie jakie chce i nikt nie ma prawa do niczego zmuszać. Vanessa miała rację. Josh zachował się bardzo szlachetnie i przede wszystkim dojrzale. Nie chce zrobić krzywdy najlepszemu przyjacielowi, nie chce, żeby przez zbyt silne emocje stracił życie przez swoją chorobę, dlatego odstąpił mu Paige. Szczerze? Gdybym wiedziała, że nie mam innego wyjścia z takiej sytuacji, to postąpiłabym tak samo. Serce by mi pękało, że muszę zrezygnować z faceta, którego kocham, ale z drugiej strony nie wybaczyłabym sobie, gdyby ta druga osoba miała umrzeć przez mój egoizm. Sama jestem ciekawa czy Josh faktycznie zapomni o Paige i czy naprawdę odpuści sobie miłość do tej dziewczyny...
Historia rzekomej śmierci Josha rzeczywiście jest szokująca. Reakcja Petera w ogóle mnie nie dziwi. Chyba nawet wszyscy nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić przez co Josh przechodził. Do tego dochodzi jeszcze ta świadomość, że przez niego drugi człowiek stracił życie. To chyba jest w tym wszystkim najgorsze. Chociaż ja osobiście nie uważam Hartleya za mordercę, to jego wyrzuty sumienia mnie nie dziwią. Każdy normalny człowiek, który nie ma serca z kamienia czułby się dokładnie tak samo. Może i poczuł się odrobinę lepiej, kiedy wyrzucił to wszystko z siebie, ale jego lęk o dalsze życie też jest zrozumiały. Mam nadzieję, że nie będziemy czytały o jakiś kryminałach, pościgach, czyhaniu na czyjeś życie. Nie mówię, że nie lubię tego typu opowieści, ale zwyczajnie mnie przerażają i nie mogę wtedy siedzieć spokojnie. Jakaś dawka adrenaliny może być, ale też bez przesady :)
Czułam, że z Giovannim będą problemy. Nie wiem dlaczego, ale już samo jego imię wydaje mi się takie podejrzane. Najpierw skojarzyło mi się z jakimś artystą, ale później stwierdziłam, że bardziej pasuje mi do naprawdę niebezpiecznego człowieka. Ktoś, kto podaje narkotyki siedemnastoletniej dziewczynie nie może być mądrym człowiekiem. Ogólnie ktoś kto je bierze, bez względu na wiek nie należy moim zdaniem do rozgarniętych ludzi. Isabel oczywiście póki co jest zaślepiona, ale cały czas liczę na to, że w porę się opamięta i zrezygnuje z tej znajomości. Z pewnością to będzie dla niej najlepsze rozwiązanie :)
Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości. Buziaki :* :* :*
No tak, musimy wreszcie się jakoś zgadać na Gadu! :) Kochana, dziękuję Ci bardzo za opinię. Powiem to po raz kolejny - naprawdę, jeśli kiedykolwiek będę musiała pisać ze świadomością, że nie będzie Ciebie obok, przeżyję prawdziwy koniec świata. Nie wyobrażam sobie pisania bez Ciebie. Zrobiło się melodramatycznie, więc zakończę ;)
UsuńDzięki raz jeszcze ;*
Miałam najpierw przeczytać wszystkie zaległe rozdziały, a potem skomentować je wszystkie pod najnowszym rozdziałem, ale gdy przeczytałam ten rozdział, to stwierdziłam, że muszę napisać wsyztsko teraz. Boję się czegoś bym zapomniała, a poza tym jestem tak zaskoczona, że od razu muszę wyrzucić z siebie moje uczucia.
OdpowiedzUsuńSzczerze, to myślałam, że upozorowana śmierć Josha będzie niosła za sobą większą tajemnicę. Ale nie jestem rozczarowana. To co napisałaś było bardzo smutne. Nie dziwię się, że Peter zareagował tak jak zareagował. Bardzo mi żal Josha. Poszedł do wojska, bo chciał uwolnić świat od tych wojen, a okazało się, że to nie takie łatwe i na dodatek sprawy wzięły inny obrót. Musi mu być cholernie ciężko z myślą, że przez niego zginął Franco. Ja nie uważam, że to jego wina, ale Josh będzie już chyba tak myślał do końca życia. Te wszystkie wspomnienia, dręczące myśli. Jak ona daje radę? I jeszcze fakt, że przez to stracił ukochaną kobietę. Zdaje sobie sprawę, ze mógł zostać i prowadzić cudowne życie z tą jedyną i swoją córeczką. Żałuje pójścia do wojska. Ja na jego miejscu nie wytrzymałabym psychicznie. Pewnie próbowałabym się zabić, dlatego podziwiam go za to, że daje jeszcze radę. Jest silny. On przeżył dużo więcej niż myślą wszyscy dookoła. Nie jestem na niego zła za to jak potraktował Paige. Może tak powinno być? Może właśnie tak miał postąpić? Jestem ciekawa co kobieta sobie pomyślała. Bardzo się cieszę, że wreszcie ten najważniejszy i najciekawszy wątek został rozwiązany. Już wydawałoby się, że wsyztsko będzie okey, a tu nagle Isabel wkracza na złą drogę. Od początku ten cały Giovanni mi nie pasował. A teraz już wiem dlaczego. Mam nadzieję, że Isabel nie uzależni się do tego świństwa, i że ktoś zauważy jej problem. Boję się o nią. Cholernie. Jestem bardzo ciekawa co się dalej będzie działo, dlatego biorę się za następne rozdziały. Nie wiem czy każdy skomentuję czy zostawię jeden długi komentarz, ale spodziewaj się niedługo jakiejś opinii. :D
Ach! Zapomniałam dodać, że ten rozdział bardzo mi się spodobał. Jest jakiś wyjątkowy. Czytało mi się bardzo przyjemnie. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz tak miło czytało mi się jakiś rozdział na blogspocie. :)
Usuń