4 lipca 2013

9. ,,A kiedy zostawiła mnie dla ciebie, dowiedziałem się jako ostatni''

Hej :)
 Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten rozdział. Powoli zbliżamy się do dziesiątki :)
Dziękuję za wszystkie kapitalne słowa! Bardzo wiele dla mnie znaczą.
Do napisania! :*
***
Counting Crows - Colorblind

Oboje wybudzili się ze snu w środku nocy, Naomi z uśmiechem na twarzy, a Russell z grymasem niezadowolenia. Jasnowłosa śniła o pierwszym dniu ich dziecka w domu. W swoich sennych marzeniach widziała, jak wszyscy troje przekraczają próg i pokazują córeczce bądź synkowi, że tutaj rozpocznie się nowe, lepsze życie. Dopięli swego, zostali rodzicami, choć los od początku działał przeciwko nim. Kiedy Naomi otworzyła oczy, dopiero po upływie kilkunastu sekund dotarło do niej, że na urzeczywistnienie się swego snu będzie musiała jeszcze trochę poczekać, jednak postanowiła niczego nie spowalniać, gdyż jej pragnienie zostania matką rosło w siłę z każdym kolejnym uderzeniem jej serca. Im szybciej w ich domu pojawi się maleństwo, dla którego staną się najlepszymi rodzicami, na jakich mogło trafić, tym lepiej. Kiedy blondynka spojrzała w bok, z zaskoczeniem stwierdziła, że jej mąż również nie śpi. Dziękował Bogu za to, że Naomi nie posiadała daru jasnowidzenia, bo z pewnością zrzedłaby jej mina, gdyby mogła odgadnąć jego sen, a raczej koszmar. Russell w milczeniu wstał i udał się do łazienki, gdzie stanął nad umywalką i obmył sobie twarz lodowatą wodą. Same sny nie są takie złe, najgorzej jest, kiedy uświadamiasz sobie, że twój koszmar wcale nie mija się z twoim prawdziwym życiem.
Rudowłosy przełknął głośno ślinę, kiedy w lustrze dostrzegł sylwetkę Naomi. Dziewczyna podeszła do niego i objęła go w pasie. Była od niego sporo niższa i teraz w zasadzie całkowicie skryła się za jego plecami. Była delikatna, niewinna i bezbronna. Zrobiłby dosłownie wszystko, by udowodnić jej i sobie, a także całemu światu, że kocha ją na zabój, zastanawiał się tylko, czy na podobne deklaracje nie było już za późno.
- Mam dla ciebie propozycję - powiedziała Naomi, co każde słowo robiąc przerwę, by pocałować czule szyję męża. Aby to zrobić musiała oczywiście stanąć na palcach. - O której wracasz z pracy?
- Właściwie to dzisiaj mam wolne - odparł Russell, a dziewczyna nie kryła zaskoczenia.
- W takim razie nie rozumiem, po co wstałeś z łóżka tak wcześnie. Zły sen?
,,Nawet nie wiesz, jak bardzo'' pomyślał mężczyzna, jednak głos nie zdołał wydobyć się z jego gardła. Właściwie to chyba dobrze, że tak się stało.
- Tak czy siak, pomyślałam, że może pojedziesz ze mną do ośrodka adopcyjnego? Do tej pory sama załatwiałam większość formalności, ale byłoby miło, gdybyśmy mogli coś zrobić razem.
- Świetny pomysł - stwierdził i zmusił się do uśmiechu. - O której?
- Jeśli chcesz, możemy nawet za godzinę.
- Wolałbym po południu - rzekł Russell. - Mam jeszcze coś do załatwienia na mieście.
- I będziesz to załatwiał przez kilka godzin? - zapytała zaskoczona. - Dobra, tak czy inaczej, ubierz się ładnie i przygotuj, bo być może dzisiaj zobaczymy nasze maleństwo po raz pierwszy.
Naomi pocałowała męża w usta, po czym wyszła z łazienki i zeszła na dół do kuchni, tymczasem Knight zaczął się zastanawiać, w którym konkretnie momencie między nimi wyrósł mur nie do przebicia? Z goryczą stwierdził, że co gorsza to on był głównym budowniczym owej ściany.

***

Po co ludzie sięgali po alkohol, kiedy problemy zaczynały ich przerastać? Czego oczekiwali od wódki? W gruncie rzeczy wszyscy dobrze wiemy, że picie nie pomoże nam znaleźć odpowiedzi na trudne pytania, które toczą nieustanny bój w naszych głowach, a mimo to wszyscy w którymś momencie czujemy się na tyle zrozpaczeni, że desperacko szukamy każdego rozwiązania. Wielu z nas wybiera drogę, którą pokonywał dzisiaj Russell Knight, z czego wcale nie był dumny. Kiedy przekroczył próg pubu, natychmiast uderzył w niego smród papierosów oraz charakterystyczny zapach alkoholu. Rozejrzał się. Przy stoliku obok okna siedział mężczyzna z żoną i dwoma synami. Wyglądali na naprawdę porządnych ludzi, jednak kiedy facet poczęstował swoje kilkuletnie dziecko piwem, do Russella dotarło, że ma do czynienia z patologią. Jakiś mężczyzna podszedł do owej rodziny, chcąc interweniować i było oczywiste, że za moment rozpęta się prawdziwa awantura, czyli nic nowego. Młody lekarz kontynuował wertować salę niczym książkę - od deski do deski. Na środku sali siedziała grupka studentów, którzy piwo traktowali raczej jako towarzysza do rozmów na przyjemne i łatwe tematy. Russell tak bardzo chciałby być teraz na ich miejscu. Kiedy sam był na studiach, niemal przez cały czas siedział z nosem w książkach, a mimo to chętnie powróciłby do tamtych czasów. Czy chciał przez to powiedzieć, że żałował, że poznał Naomi? Chyba raczej żałował, że to ona poznała takiego dupka, jak on.
- Ej, stary, to nie kino - zagadnął człowiek za barem, a był to pogodny Włoch, zbliżający się wiekiem do czterdziestki. Russell zrozumiał, że musiał wyglądać podejrzanie, gapiąc się na wszystkich jak na potencjalnych morderców. Już po chwili siedział przy barze i zdążył złożyć swoje pierwsze i zapewne nie ostatnie zamówienie. Poczuł się poirytowany, kiedy mężczyzna siedzący obok szturchnął go w ramię, jednak szybko mu to przeszło, kiedy zorientował się, że był to Josh Hartley.
- Nie spodziewałem się doktorka w takim miejscu - stwierdził niebieskooki z dziwną satysfakcją w głosie. - Nie powinieneś być teraz przy Austinie?
- Mam dzisiaj wolne - odparł Russell posępnie. - A ty?
- Paige z nim jest - rzekł Josh i tym razem to jemu mina zrzedła. - Pewnie pójdę tam za jakieś cztery piwa.
- A ile już wypiłeś?
- Dwa piwa i kieliszek wódki - wyrecytował barman z uśmiechem, po czym podał Russellowi jego szklaneczkę z whisky.
- W wojsku nauczono cię takiego chlania? - zapytał Knight bez owijania w bawełnę.
- Życie mnie tego nauczyło, doktorku - odrzekł Josh.
- Byłbym wdzięczny, jakbyś przestał mnie tak nazywać.
- Ja byłbym wdzięczny, gdybyś łyknął jakąś tabletkę na uspokojenie i trochę się wyluzował - powiedział Hartley. - Stary, to jest pub, a nie poradnia psychologiczna.
- Poważnie? - zapytał Russell ironicznie, wybałuszając oczy. - No popatrz, a ja odniosłem wrażenie, że chcesz się komuś wypłakać w ramię. Powiedz, jak to boli, kiedy widzisz swoją narzeczoną w ramionach innego faceta?
- Widzę, że jesteś w podłym nastroju - zauważył Josh ze spokojem. - Jak chcesz, to się przesiądę.
- Nie, czekaj - rzekł lekarz, masując obolałe skronie. Co się z nim działo? Naskoczył na Bogu ducha winnego człowieka, żeby jakoś zapomnieć o własnych zmartwieniach? - Przepraszam, stary. Masz rację, jestem w podłym nastroju.
- Widzę, że szykuje się dłuższa konwersacja - wtrącił barman. - Podać coś jeszcze?
- O tak, Arturo, tutaj trzeba wytoczyć ciężkie działa - powiedział Josh, szczerząc się, po czym szepnął coś do ucha barmana, a ten posłusznie zaczął napełniać dwa kieliszki czystą wódką. - No więc?
- Co? - zapytał Russell, na co Hartley przewrócił oczami. - Powiedzmy, że moje życie trochę się pokomplikowało.
- Chcesz mi powiedzieć, że doktorek narozrabiał? - spytał niebieskooki, po czym wybuchnął śmiechem, udowadniając, że istotnie sporo już wypił tego dnia. - Dobry żart, a tak na poważnie?
- Josh, skup się - burknął coraz bardziej zirytowany mężczyzna. - Zrobiłem coś tak głupiego, że najchętniej spakowałbym swoje rzeczy i spieprzył do innego kraju.
- Ty tak na serio? - zapytał. - Sorry, po prostu trochę mnie to zaskoczyło. Do tej pory uważałem cię za chodzącą świętość, brakowało ci jedynie sutanny. Nie śmiej się! Zawsze w wyprasowanej koszuli, pachnący najdroższymi perfumami i jeżdżący swoją wypasioną furą za kasę, o jakiej nam, prostym ludziom, nawet się nie śniło. W dodatku masz u boku naprawdę cudowną dziewczynę. Wiem, bo znam Naomi równie długo, co znam Austina. Chcąc nie chcąc była skazana na moje towarzystwo, tak jak ty teraz.
- Stracę ją... - szepnął Russell, jakby ignorując wszytko to, co powiedział Hartley. Żołnierz dopiero teraz mógł ocenić rangę problemu lekarza. Postanowił odstawić żarty na bok i naprawdę wysłuchać rudowłosego, który wyraźnie potrzebował takiej rozmowy.
- Chcesz mi powiedzieć, że ty...
- Zachowałem się jak skończony kretyn - stwierdził mężczyzna. - Ona robiła wszystko, byśmy byli szczęśliwi, a ja całe to szczęście wyrzuciłem do kosza. Co ze mnie za facet?
- Słuchaj, stary, myślę, że bez względu na wszystko, powinieneś o nią walczyć - rzekł Josh. - Nie ma takich przewinień, których nie można wybaczyć.
- I mówisz to ty, facet, któremu laska przyprawiła rogi? - zapytał Russell, a już po chwili pożałował tych słów. - Przepraszam, to wszystko przez ten alkohol - mężczyzna skrył twarz w dłoniach, kompletnie się posypał.
- Arturo, miej na niego oko - rzekł Josh do barmana, który skinął lekko głową. Sam żołnierz postanowił jak najszybciej wyjść, choć nogi zaczynały mu powoli odmawiać posłuszeństwa. Dobrze wiedział, jaki kierunek powinien obrać. Droga prowadząca do niego była jedyną, jaką dostrzegał.

***

To była moja pierwsza miłość, ona była pierwszą, która odeszła, a kiedy zostawiła mnie dla ciebie, dowiedziałem się jako ostatni.*

Niebieskooki był wściekły i przypuszczał, że nawet, gdyby nie wypił tego dnia tak dużo, to i tak byłby w równie okropnym stanie. Nigdy wcześniej nie próbował obarczać Paige winą za to, co się stało, dopiero dzisiaj podobne myśli pojawiły się w jego głowie. Ona sama próbowała usprawiedliwiać się tak, że była samotna, a Austin zaoferował jej wsparcie, którego potrzebowała jak powietrza, dlatego skorzystała. Czy to znaczy, że związałaby się z każdym, kto powiedziałby jej, że może jej pomóc? Oczywiście, że nie. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Sam fakt, że pocieszyła się tak szybko po rzekomej śmierci Josha, wystarczająco ją obciążał. Przecież Peter też stracił ukochaną osobę. Na pewno nie raz pojawiła się okazja, by rozpocząć nowe życie i spróbować ponownie się zakochać, jednak on nie skorzystał. Jego miłość do Rose była tą jedyną, niepowtarzalną i niezastąpioną. Wiedział o tym, czuł to, więc nawet nie musiał próbować zaufać komuś innemu, bo to z góry było skazane na porażkę. Josh dobrze pamiętał, jak czasami jego rodzice wyznawali sobie miłość, szykując kanapki do szkoły jemu i Isabel. Sam nadal słyszał w swojej głowie głos Paige, która mówiła mu, jak bardzo go kocha i tak dalej. Zaufał jej, bo co do własnych uczuć nie miał żadnych wątpliwości od samego początku. Jak to możliwe, że Peter wybrał samotność i czekanie na ponowne spotkanie z ukochaną w niebie, a Paige niemal od razu związała się z nowym mężczyzną? Jedno z nich na pewno nigdy nie kochało nikogo całym sercem. Hartley ufał swym rodzicom. Przyznanie tego bolało go, a jednak od tej pory chyba nie ufał już Paige. Jak to się stało, że dopiero dziś zrozumiał, dlaczego Isabel tak bardzo jej nienawidziła? Potrzebował rozmowy z Russellem, którego małżeństwo wisiało na włosku, by przekonać się, jak bardzo został zraniony i oszukany.
W pierwszej chwili chciał usłyszeć, co ma mu do powiedzenia Paige, jednak uznał, że powinien zacząć przesłuchanie od Austina. Zatrzymał się pod szpitalem, chcąc uspokoić nienaturalnie szybki oddech. Właśnie wtedy podeszła do niego ciemnowłosa, uśmiechając się pogodnie.
- Przyszedłeś odwiedzić Austina? - zapytała Paige.
- A jak ci się zdaje? - warknął. - W końcu jesteśmy przyjaciółmi - prychnął, nadając ostatniemu słowu niemal prześmiewczy charakter.
- Jesteś pijany... - stwierdziła brunetka. - Chyba będzie lepiej, jak wrócisz później.
- To nie może czekać - odparł. - Ja i Austin mamy sobie coś do wyjaśnienia. Zresztą ty powinnaś wiedzieć najlepiej, o co mi chodzi. Wiesz, że powinienem mu od razu dać w pysk za to, co mi zrobił? I taki właśnie mam zamiar, więc jeśli możesz, przepuść mnie. 
Uśmiech dopiero teraz znikł z twarzy dziewczyny. Była wystraszona i równocześnie zszokowana.     
- Josh, musisz wytrzeźwieć - powiedziała Paige.
- Bo co?! - krzyknął.
- Bo Austin walczy tam o życie, ty idioto! - wrzasnęła, choć starała się panować nad emocjami. Nie przywykła do widoku Josha w takim stanie, a to, co powiedział, zabolało ją podwójnie. Kiedy już sądziła, że wszystko między nimi dobrze, nagle w jego oczach stała się wrogiem, pod rękę z Austinem.
Hartley patrzył, jak Paige znika z powrotem w szpitalu. Jego policzki płonęły żywym ogniem, a dłonie trzęsły mu się i nie mógł nad nimi zapanować. Jak on mógł zapomnieć o chorobie przyjaciela? Wiedział, że przyczynił się do tego głównie nadmiar wypitego alkoholu, ale jakie to było usprawiedliwienie? Jak mógł wybuchnąć i stracić nad sobą kontrolę? Obrócił się na pięcie i odszedł, czując się jak napiętnowany i to na własne życzenie. Właśnie zdał sobie sprawę z czegoś, co na zawsze zmieni jego relacje z Paige 

***

Naomi siedziała w salonie, nerwowo stukając palcami o blat stolika do kawy. Kiedy mijała kolejna godzina jej czekania na męża, nieoczekiwanie drzwi zostały otworzone właśnie przez niego. Nie podeszła, by go powitać. Była wściekła. Nie mogła przewidzieć, że za kilka minut będzie na dodatek zrozpaczona. Mężczyzna poruszał się tak, jakby nie miał żadnej władzy nad swoimi kończynami. Kiedy tylko wszedł do salonu i oparł się o futrynę, do nozdrzy jasnowłosej dobiegł zapach alkoholu. Pokręciła głową, nie wierząc w to, co się działo. Jej mąż nie miał w zwyczaju upijania się, on raczej sączył szampana czy wino i to przeważnie w jej towarzystwie. Dzisiaj zrobił to sam. Dlaczego?
- Tak strasznie cię przepraszam, Naomi - powiedział smętnie Russell, a kobietę dosłownie zatkało. W myślach już szykowała słowny atak na niego, tymczasem on wyglądał jak zbity pies. Jego oczy były smutne i przez cały czas unikały kontaktu wzrokowego z tęczówkami jasnowłosej.
- Już dobrze... - szepnęła łagodnie. - Nic się takiego nie stało - dodała i uśmiechnęła się, jednak Russell ani myślał, by to odwzajemnić.
- Musiałem odreagować - rzekł.
- To pewnie przez ten sen, który ci się śnił ten nocy.
- Co? - zapytał zdezorientowany, po czym pokręcił głową. - Naomi, ja nie o tym mówię. To, co się stało dzisiaj, to tylko konsekwencja błędu, jaki popełniłem. Próbuję ci powiedzieć, że kilka tygodni temu musiałem odreagować to, że przestałaś znajdować dla mnie czas.
- Mówiłam ci już - powiedziała. - Adopcja to nie jest coś, co załatwia się od ręki w jeden dzień.
- Wiem, kochanie! - zaoponował. Stąpał z nogi na nogę, walcząc z myślami. Najprościej byłoby znowu schować głowę w piasek i uciec przed odpowiedzialnością, jednak każdy kolejny dzień zwłoki sprawiałby, że wyrzuty sumienia nie dawałyby mu żyć. - To nie twoja wina. Ty robiłaś wszystko, byśmy byli szczęśliwi. Nie potrafiłem tego docenić i widzę to dopiero teraz, kiedy jest już za późno.
- Russell, co ty...
- Zdradziłem cię, Naomi - przyznał w końcu i choć wyrzucił z siebie wielki ciężar, wcale nie poczuł, że jest mu lżej na sercu. - Zrób coś. Wiem, że zasłużyłem na każdą karę.
Blondynka podeszła do niego i, zgodnie z jego życzeniem, spoliczkowała go po raz pierwszy, drugi i trzeci. Jej policzki były zaczerwienione ze złości, a wargi ściągnięte, jakby zdesperowane, by udowodnić Russellowi, że nie ma co liczyć na jej uśmiech.
- Ty bydlaku! - wrzasnęła. - Ty pieprzony draniu! Jak ja mogłam ci zaufać? Jak mogłam być taka głupia i naiwna?
- Naomi, to nie twoja... - powiedział łagodnie, jednak jasnowłosa odepchnęła go z dużą siłą.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła Naomi. - Dzisiaj śpisz na kanapie, a jutro rano pakujesz swoje rzeczy i wynosisz się z mojego domu, rozumiesz? - wycedziła przez zęby, po czym wybiegła z salonu prosto do sypialni, w której zamknęła się na klucz.
Mężczyzna był przygotowany na podobną reakcję, nie przewidział jednak, że będzie ona dla niego aż tak bolesna i trudna. Opadł bezwładnie na kanapę i zakrył uszy poduszką, chcąc nie słyszeć płaczu żony, jednak to nic nie dało. Gdyby to od niego zależało, cofnąłby czas i nigdy, przenigdy by jej nie zdradził, jednak na tego typu rozważania było już o jedną noc za późno.

***

- Nie wyśpisz się do szkoły - oznajmił Peter, zabierając córce pilota i zerkając na zegarek. - Już prawie północ.
- Tata, przecież ja zawsze chodzę spać o tej porze - powiedziała Isabel na swoją obronę i właśnie wtedy coś do niej dotarło. - Czekaj, czekaj... Czy ty nie chcesz się mnie pozbyć, żeby przeprowadzić z Joshem poważną rozmowę?
- Nie wiem, co ci strzeliło do głowy.
- Nie udawaj! - zaśmiała się. - Jesteś na niego wkurzony, bo nie wraca do domu. Tatuś, ale ty wiesz, że mój braciszek nie ma już piętnastu lat, tylko dwadzieścia trzy?
- Dwadzieścia dwa, póki co - odparł Peter. - A ty nie bądź znowu taka sprytna.
- Spoko, ale chyba mam prawo wypowiedzieć swoje zdanie? - zapytała. - Josh sporo przeszedł, a ty chcesz go teraz zamknąć pod kloszem i pilnować, jak małego dziecka, żeby przypadkiem nóżka mu się nie powinęła. Nie zaprzeczaj.
- Jak zostaniesz matką, zrozumiesz - stwierdził, po czym szybko dodał: - Tylko na razie wstrzymaj się z tym macierzyństwem, dobra?
- Tego nie mogę obiecać - powiedziała Isabel, a kiedy ojciec już szykował się do wybuchu, nagle do domu wszedł Josh. Opadł na kanapę, zajmując wolne miejsce obok siostry. Peter westchnął i załamał ręce.
- Wrócimy do tej rozmowy rano, bo dzisiaj to już chyba nie ma sensu - rzekł mężczyzna i poszedł do sypialni, zostawiając swoje dzieci sam na sam.
Isabel dźgnęła brata palcem, zastanawiając się, jak ten zareaguje, a kiedy ten burknął coś pod nosem, roześmiała się na głos.
- Mój mały braciszek jest nawalony jak stodoła - oświadczyła, szczerząc się od ucha do ucha. - Niecodzienny widok.
- Straciłem ją - mruknął Hartley. - Wiesz, że Austin walczy o życie w szpitalu?
- A co, ty się dopiero dowiedziałeś? - zapytała ze zdziwieniem.
- Nie, ale kiedy wypiłem trochę za dużo, kompletnie o tym zapomniałem. Miałem ochotę dać mu w mordę za to, że przywłaszczył sobie moją narzeczoną. Ona związała się z nim, bo potrzebowała wsparcia, tylko tyle. Między nimi nie ma miłości, ona była tylko między mną, a Paige. Wiem, że mógłbym ją odzyskać, gdyby nie to, że teraz to Austin potrzebuje wsparcia i tylko Paige może mu je dać. Przecież nie mogę mu tego zrobić. Nie mogę odbierać mu kobiety, w której się zakochał i która jest mu niezbędna, by nie stracić nadziei. Muszę zrezygnować.
Isabel chyba po raz pierwszy widziała brata w aż tak paskudnym stanie. Niemal natychmiast przytuliła się do niego, chcąc, by ten czuł, że nie jest sam. W duchu popierała jego decyzję i wcale nie tylko dlatego, że to oznaczało upragnione pozbycie się Paige.
- Spróbuj o niej zapomnieć, Josh - rzekła łagodnie. - A potem spróbuj się zakochać w kimś innym. Z własnego doświadczenia wiem, że tylko nowa miłość pozwala nam wyleczyć się z tej starej, nawet, jeśli była do tej pory jedyna. 
W normalnych okolicznościach niebieskooki na pewno zainteresowałby się nowym chłopakiem siostry, jednak teraz nie miał do tego głowy. Mocno przeżywał fakt, że musiał ostatecznie pogrzebać to, co łączyło go z Paige. Wiedział, że podjął najlepszą decyzję z możliwych, mimo to nie potrafił się z tego cieszyć. Nie wyobrażał sobie życia bez niej, a także bez przyjaźni z Austinem. A co, jeśli oni kiedyś zechcą wziąć ślub? Czy zaproszą Josha na uroczystość? Jak on wtedy się poczuje? Czy za kilka lat mężczyzna nadal będzie przekonany, że dobrze zrobił, przestając walczyć o serce ukochanej kobiety?

To była moja najgorsza miłość. Ona będzie pierwszą, która odejdzie, a kiedy zostawi cię umierając, będziesz ostatnim, który się dowie.*

***

Three Days Grace - Last To Know *

4 komentarze:

  1. olka19926/7/13 14:33

    Hej Kochana:* chciałam napisać jeszcze kilka słów odnośnie tego, co napisałaś mi na Gadu. W pierwszej chwili było mi zwyczajnie przykro, że to wszystko się tak potoczyło. Wiem, że różne sytuacje się zdarzają, dlatego od razu chciałabym zaznaczyć, że nie jestem na Ciebie o to zła. Jeżeli podjęłaś taką decyzję, to ja ją w pełni szanuję i oczywiście czekam na pozostałe rozdziały, które z ogromną chęcią przeczytam :) mam tylko nadzieję, że z tym opowiadaniem będzie zupełnie inaczej, że ta historia jest przemyślana, że doczekam epilogu. Do tej historii też się przywiązałam, nie tylko do Owned Me :)
    To już dziewiąty rozdział, jak ten czas leci... niedawno czytałam tutaj dopiero prolog. Tak z ciekawości pozwolę sobie zapytać ile będzie wszystkich rozdziałów? Czytając pierwszy fragment wróciłam pamięcią do pierwszych rozdziałów, kiedy małżeństwo Naomi i Russella przypominało istną sielankę. Pamiętam nawet jak bardzo byłam zdziwiona, że ludzie mogą być ze sobą aż tak szczęśliwi. Żadnych kłótni, nieporozumień, czy nawet odmiennych zdań na dany temat. Ich życie dosłownie przypominało bajkę i nawet zaczęłam zazdrościć Naomi takiego wspaniałego męża. Prawda jest taka, że niejedna by jej zazdrościła. A teraz zadaję sobie pytanie co takiego się właściwie wydarzyło, że Russell zdradził żonę? Czy faktycznie był ku temu jakiś konkretny powód? Nie wiem, ale przeglądając rozdział zdążyłam zauważyć, że ostatni fragment nieco uchyla rąbka tajemnicy, dlatego czytam dalej :)
    Do tej pory starałam się być po stronie Paige. Za każdym razem usprawiedliwiałam ją mówiąc, że ona też ma prawo do szczęścia jak każdy inny człowiek. Co prawda ja również do teraz jestem w szoku jak szybko dziewczyna otrząsnęła się po rzekomej stracie Josha. Oczywiście nie chodzi mi o to, że miała trzymać się od mężczyzn z daleka, ale od razu taka wielka miłość między nią a Austinem? Akurat w to ciężko mi uwierzyć. Według mnie ze strony Paige to raczej wdzięczność i wsparcie ze strony drugiej osoby są uczuciami, którymi dziewczyna obdarzyła Austina. Na domiar złego doszła jeszcze choroba chłopaka. Oczywiście nie życzę mu źle, ale teraz ta cała sytuacja prezentuje się w następujący sposób: Paige musi zrezygnować z Josha, którego kocha dla Austina, tylko dlatego, by utrzymać go przy życiu. Możliwe, że później będzie to wyglądało inaczej, ale na tą chwilę taki jest mój punkt widzenia. Co ten alkohol robi z człowiekiem... dobrze, że Josh opanował się w ostatniej chwili, bo mogło dojść do nieszczęścia, którego później z pewnością by żałował.
    Czyli moje podejrzenia okazały się prawdą. Nie lubię poruszania takich tematów. Od razu sprawiają, że niepotrzebnie się irytuję. Szczerze? Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że Russell mógłby zdradzić Naomi. To prawda, zwyczajnie nie docenił jej starań, by byli szczęśliwi. Co prawda Naomi też przesadziła odstawiając męża na drugi plan, bo adopcja jest ważniejsza. To bardzo rozżaliło lekarza i stąd pewnie ten skok w bok. Pomyślał, że od teraz żona nie będzie zwracała na niego uwagi, więc szukał pocieszenia u innej kobiety i teraz ma za swoje. Czego innego się spodziewał? Że Naomi powie, że nic się nie stało, że to niczego między nimi nie zmienia? Zakończenia tej sprawy mogę się domyślić, ale mimo wszystko i tak jestem ciekawa co dalej się wydarzy :)
    Zawsze podkreślałam, że Josh i Isabel to naprawdę zgodne rodzeństwo. Niby nie ma między nimi aż tak sporej różnicy wieku, ale i tak zadziwia mnie to z jaką łatwością się dogadują i to nawet w tych poważnych, sercowych sprawach. Ja sama jestem ciekawa jakiego chłopaka ma teraz Isabel. Domyślam się, że chodzi o któregoś z tych z którymi odjechała spod szkoły. Czyli znowu wyszło na moje. Josh musiał zrezygnować z Paige, żeby Austin był szczęśliwy. Cóż, na świecie nie ma sprawiedliwości. Sama się zastanawiam jak to teraz z nimi będzie, dlatego czekam na kolejne nowości :)
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, nie dodała mi się odpowiedź na Twój komentarz, który napisałam jakieś 3 godziny temu... A więc, po pierwsze dziękuję za cudowne słowa, za reakcję na moją wiadomość - mam nadzieję, że podobnych rozczarowań już Ci nie będę fundować :) Odnośnie Mine Again, piszę obecnie 28 rozdział i odcinków łącznie będzie 30-31 (nadal się to waha). Tej historii jestem o wiele bardziej pewna, niż Owned, dlatego myślę, że o epilog możemy być spokojne :)
      Buziaki i do następnego :*

      Usuń
  2. Dzisiaj bez zbędnych słów przejdę do komentowania odcinka:)
    Przykro mi czytać o tym, jak Rusell i Naomi się od siebie oddalili. Na początku tej historii wydawało mi się, że będą przykładem takiego idealnego małżeństwa, które z uporem będzie dążyć do realizacji swojego największego marzenia. I gdy to drugie faktycznie się dzieje, to o idealnym małżeństwie pozostało jedynie mgliste wspomnienie. Najgorsze, że tak właściwie pogubili się w jednym momencie i już nie mogą do tego powrócić. Chcę wierzyć, że pewnego dnia obudzą się i znowu będzie między nimi tak jak dawniej, ale obawiam się, że może to nie być takie proste.
    Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne przeczucie, że Rusell zdradził Naomi. Mam nadzieję, że nie potwierdzą się moje przypuszczenia, bo znienawidzę go. Bardzo podobała mi się rozmowa między Rusellem i Joshem. Oboje są na zakrętach swoich żyć i obaj mają problemy sercowe. Uwielbiam czytać o Joshu w każdej postaci. Mam do niego przeogromną słabość.
    Chciałabym również zwrócić uwagę na cudownie przeprowadzony dialog między bohaterami. Z każdym odcinkiem piszesz je znakomitsze. Naprawdę! Zazdroszczę Ci tej umiejętności, bo ja zawsze mam z tym problem.
    Rozkleiła mnie rozmowa Josha i Paige. W ogóle początek tego fragmentu, to jak nagle Josh otworzył się i dopuścił do siebie ból z ostatnich dni. Uwielbiam ich i oboje wybielam, ale naprawdę momentami nie mogę pojąć, dlaczego Paige tak szybko się z kimś związałam. Wiem, że najlepszym lekarstwem na cierpienie jest odnalezienie szczęścia, ale nie wiem, czy pośpiech w tym wszystkim jest dobry. Naprawdę. Pewnie jak będziesz czytać ten komentarz, to niczego nie zrozumiesz, ale ja sama już się pogubiłam w swoich osądach. Z jednej strony jestem w stanie usprawiedliwić Paige, z drugiej jestem na nią wściekła. Czekam też z niecierpliwością na jakieś wyjaśnienie odnośnie 'zmartwychwstania' Josha. To wszystko jest tak skomplikowane. Tak bardzo im dopinguję, że takie sytuacje jak ta, łamią mi serce. I jeszcze ta muzyka - lepszej nie mogłaś wybrać! :)
    I moje przypuszczenia odnośnie zdrady Rusella okazały się być prawdą. W tej chwili miałabym ochotę przywalić mu. W moich oczach nic go nie tłumaczy. Okej, Naomi może troszeczkę zbytnio zaangażowała się w adopcję dziecka, ale czy można ją o to winić? Nie. Ja ją rozumiem, bo pewnie, gdybym była na jej miejscu, to zachowywałabym się tak samo. A Rusell co zrobił?! Zamiast jej pomóc, wspierać ją i być wyrozumiałym, to wolał iść do obcej baby i się z nią przespać. Zachował się jak każdy facet, który szuka najłatwiejszej drogi do ucieczki, gdy tylko pojawiają się problemy. Bo po co się z nimi zmierzyć?! Jestem zła i to bardzo! Naprawdę, nie sądziłam, że jest takim bydlakiem. I na miejscu Naomi nie wybaczyłabym mu. Ostatnio rozmawiałam z Tobą o zdradzie i nadal podtrzymuje swoje stanowisko: można wybaczyć, ale nigdy się nie zapomni, a wtedy o zaufaniu nie ma mowy. Nie mam pojęcia, może teraz przychodzi mi pisanie tego z łatwością, bo jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji, może gdybym kogoś kochała tak mocno jak bez wątpienia Naomi kocha Rusella, to inaczej bym myślała.. Nie mam pojęcia. Dzisiaj wiem jedno - nie wybaczyłabym mu tak szybko, a już na pewno nie umiałabym żyć już z takim człowiekiem.
    Słowa Josha mnie wzruszyły. Tak bardzo chciałabym zobaczyć go i Paige znowu szczęśliwych! Fakt, że chce się odsunąć, świadczy tylko i wyłącznie o tym, jak bardzo ją kocha. To niemal bolesne czytać o nim w takim wstanie. Matko, kocham go!
    Kochana, wybacz ten chaotyczny komentarz. Powinien być o niebo lepszy, ale pisałam go jednocześnie czytając, więc jestem pod wpływem emocji. Mogłabym zrobić tak jak przeważnie robię, czyli dać sobie czas na ochłonięcie, ale wtedy nie wiem, kiedy by się pojawił komentarz, bo z czasem u mnie znowu bywa różnie. Mam nadzieję, że mi wybaczysz? ;>
    Kocham tą historię całym swoim sercem i nie mogę doczekać się nowości !
    Całuję:*

    P.s. Co z Owned Me? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz naprawdę mi się podoba! I to bardzo :) Aż nie wiem, od czego zacząć, pisząc odpowiedź. Może od Josha? ^^ Podobnie jak Ty, ja też mam do niego słabość :) Cieszę się, że piosenka wg Ciebie pasuje do fragmentu - miałam co do niej pewne wątpliwości, ale uwielbiam ją i chciałam ją wykorzystać.
      Odpowiadając na Twoje pytanie, nowość wkrótce :)
      A na pytanie o Owned odpowiem Ci na Gadu, żeby tutaj już nie przedłużać.
      Dziękuję kochana za cudowne słowa!
      Całuję :*

      Usuń