8 sierpnia 2013

13. ,,Wygrałem życie u boku kobiety, którą kocham bardziej, niż siebie samego''

Dzisiaj bez słowa wstępu.
Przyjemnej lektury! :)
***
The Fray - Look After You

W powietrzu unosił się zapach świeżej kawy, a nie od dziś było wiadomo, że Peter Hartley robi ją najlepszą na świecie. Paige upiła kolejny łyk z bardzo wzorzystej, kolorowej filiżanki i uśmiechnęła się do siebie. Gdyby to od niej zależało, cała zastawa byłaby nieskazitelnie biała, elegancka i stylowa, jednak będąc tutaj, nie zmieniłaby niczego. Peter nigdy nie zastanawiał się, co powiedzą ludzie i zawsze był wierny głosowi swojego serca. Każdy metr jego mieszkania nosił jego imię i wszędzie dało się wyczuć obecność Rose, choćby dzięki jej fotografiom, którymi ozdobione były prawie wszystkie ściany. Rudowłosa kobieta z pewnością miała wielki wpływ na to, jakim człowiekiem był dzisiaj Peter. Był prawdziwym mężczyzną, który nie daje sobie w kaszę dmuchać, jednocześnie pozostając osobą wrażliwą na cudzą krzywdę i niemal o każdej porze gotową, by nieść innym pomoc. Paige przekonała się o tym bardziej, niż inni, ponieważ mężczyzna podał jej dłoń, kiedy naprawdę tego potrzebowała. Zawsze powtarzała, że to Josh uratował jej życie, ale podziękowania należały się także jego ojcu. Pojawił się w jej życiu niemal w tym samym momencie, kiedy jej własny tata postanowił odejść. Do dziś nie wybaczyła sobie tego, bo miała świadomość, że jej rodzina rozpadła się w głównej mierze przez jej lekkomyślne zachowanie. Kiedy wracała myślami do tamtych dni, niemal natychmiast w jej oczach stawały słone krople. Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby nie zaczęła brać narkotyków. Po pierwszym razie szybko zmieniła się z porządnej dziewczyny, która dobrze się uczy i nie sprawia rodzicom większych kłopotów wychowawczych, w osobę, która lekceważy wszelkie zakazy i nie okazuje najmniejszego szacunku ojcu czy matce. W jej głowie wciąż rozbrzmiewały kłótnie i zażarte walki pomiędzy nią, a ojcem. Po latach zrozumiała, że on po prostu był przytłoczony bezradnością - chciał pomóc córce, jednak każda jego próba była jak dolewanie oliwy do ognia. W pewnym momencie cała ta sytuacja go przerosła i nie wytrzymał tego.
Brunetka skrzywiła się, odstawiając filiżankę na stolik. Nie przypuszczała, że wspomnienia tamtych chwil wciąż są tak bolesne.

- Co ty robisz? - zapytał poirytowany Roger, wchodząc do salonu. Oparł się o ścianę i z kpiącym uśmieszkiem przyglądał się żonie. Drobna blondynka była cała w nerwach, obdzwaniając wszystkie koleżanki swojej nastoletniej córki.
- A jak ci się wydaje? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Lisa, odkładając słuchawkę i patrząc na męża z wyrzutem. - Próbuję ustalić, gdzie jest Paige i co się z nią dzieje. Nie wróciła na noc do domu.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz - bąknął mężczyzna.
- Gadasz, jakbyś czerpał z tego jakąś satysfakcję - powiedziała kobieta. - Powinieneś ją wspierać, a nie przyglądać się z boku, jak nasze dziecko się stacza.
- Jesteś taka naiwna... Nadal sądzisz, że wsparcie mogłoby w jakiś sposób wpłynąć na Paige? Jest smarkulą, która ma nas wszystkich gdzieś. Nie rozumiem, jak możesz jeszcze się nią przejmować.
- Słucham? - Lisa wybałuszyła oczy, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie wydostały się z ust brązowookiego. - Coś ty powiedział?
- Spakowałem swoje rzeczy, wyprowadzam się - rzekł Roger i już miał wychodzić, kiedy jednak zrozumiał, że musi dodać parę słów wyjaśnienia. Kochał swoją żonę i nie potrafiłby tak zwyczajnie jej zostawić i zapomnieć o wszystkim tym, co ich łączyło. - Przerosło mnie to wszystko, rozumiesz? Robiliśmy wszystko, by wyciągnąć Paige z nałogu, ale ona wcale nie chce naszej pomocy. Ona jest szczęśliwa, kiedy szlaja się Bóg wie gdzie z kolesiami, którzy poczęstowali ją tym gównem. Jeśli znajdzie się w bagnie, będzie to tylko i wyłącznie jej zmartwienie.
- Jak ty możesz tak mówić? - krzyknęła Lisa, kiedy mężczyzna zaczął się wycofywać. - To jest twoja córka! Płakałeś, kiedy się rodziła!
Brunet zatrzymał się i sprawiał wrażenie mocno poruszonego tym, co powiedziała żona. Dopiero po chwili spojrzał na nią, po czym powiedział stanowczo:
- Dziewczynka, przy której narodzinach płakałem, już nie żyje. Straciłem ją, kiedy po raz pierwszy się naćpała. Osoba, którą teraz jest Paige, napawa mnie wstydem i nie potrafię nazwać jej swoją córką. Może zachowuję się jak egoista, ale ja już po prostu nie mam siły. Przepraszam.
Zrobił kolejny krok w stronę drzwi, wlokąc za sobą walizkę i wtedy zobaczył Paige. Nie płakała, ale i tak miała mocno rozmazany makijaż, włosy rozczochrane i ubrudzone substancją, której pochodzenia Roger wolał nie poznawać. Wyglądała jak wrak człowieka i jak najbardziej przygnębiona osoba na świecie. Patrzyli sobie w oczy, jakby oboje chcieli cofnąć czas i przytulić się do siebie, jak za dawnych czasów, jednak ostatecznie żadne z nich nie wykonało tego kroku. Ciemnooki minął nastolatkę i wyszedł z domu, w którym prawdopodobnie miał się już nigdy nie pojawić.

Straciła wtedy ojca, choć nie w tradycyjny sposób. Większość osób żegna się z ojcem, kiedy ten umiera, albo zdradza żonę i odchodzi, znudzony rodzinnym życiem. Ona była winna jego rezygnacji z bycia tatą. Zawiodła go i pogrzebała wszelkie nadzieje, jakie w niej pokładał, odkąd tylko pojawiła się na świecie. Była jego jedynym dzieckiem, więc z wiadomych przyczyn pragnął, by wyrosła na mądrą kobietę, która w przyszłości będzie odnosić sukcesy zarówno na polu zawodowym, jak i osobistym. Nigdy nie zmuszał jej do nauki, jedynie pilnował, by odrabiała wszystkie lekcje. To dzięki niemu była konsekwentna i wymagała od samej siebie bardzo dużo, stając się ambitniejszą od swoich rówieśników. Wspominał czasem, że marzyłoby mu się, aby Paige została prawniczką, jednak zawsze zaznaczał, że cokolwiek będzie robiła, on nie przestanie jej kibicować. Byli prawdziwymi przyjaciółmi, mówili sobie o wszystkim. W pewnym momencie Paige miała nawet lepszy kontakt z ojcem, niż z matką, choć teoretycznie powinno być na odwrót. Jak ona mogła to wszystko zaprzepaścić? Jak mogła zgodzić się na to, by z jej rąk wypadło jej największe szczęście?
- Paige, spokojnie - powiedział Peter łagodnym głosem, jak zwykle bezbłędnie odgadując jej myśli. Położył dłoń na jej nadgarstku, po czym ich palce splotły się w całość niczym warkocz. Mężczyzna niemal zmusił ją, by spojrzała mu w oczy. Nie pożałowała, bo odkąd go znała, za każdym razem odnajdowała w nich spokój i miłość.
- Dzisiaj być może znajdzie się nowe serce dla Austina - rzekła, chcąc uciec od tematu jej ojca. Wolną dłonią starła pojedynczą łzę z policzka.
- A więc to może być naprawdę udany dzień - Peter uśmiechnął się pogodnie.
- Niekoniecznie - sprostowała Paige pospiesznie. - Chciałabym, aby to było takie proste, ale niestety nie jest. Samo serce to dopiero początek. Nie wiadomo, jak potoczy się operacja. Istnieje ryzyko, że mogę nawet stracić Austina.
- Nie stracisz go! - stwierdził szybko mężczyzna, a jego głos był tak stanowczy chyba po raz pierwszy od kilkunastu lat, jakby każdy centymetr jego ciała przesiąknięty był pewnością, że śmierć Lyncha w ogóle nie wchodzi w grę. - Miłość pozwala pokonać każdą przeszkodę.
- Ale przecież...
- Tak, Rose umarła - dokończył za nią, jednak wcale nie poczuł się dotknięty. - Tylko, że ja nigdy nie poczułem się tak, jakbym ją stracił. Głęboko w sercu noszę pamięć o niej i dzięki temu czuję, że ona cały czas jest przy mnie. Cokolwiek się wydarzy podczas tej operacji, Austin już na zawsze będzie obok ciebie, jeśli tylko wasze uczucie jest szczere.
- Najszczersze - przyznała. - Peter, podziwiam cię. Naprawdę nie wiem, jak ty to robisz. Rozmawiasz ze mną o moim związku z facetem, którym równie dobrze mógł być twój syn. Ty jeden nie widzisz we mnie zdrajczyni.
- Już ci to tłumaczyłem, Paige. Jesteś dla mnie jak rodzona córka i chcę po prostu, abyś była szczęśliwa.
- Teraz jestem szczęśliwa, bo mam ciebie.
- Masz, masz... - mruknął i mocno ją przytulił. - I zawsze będziesz mnie miała.
W tym momencie w pokoju pojawiła się Isabel. Wyglądała trochę tak, jakby dopiero wyszła z łóżka - nie miała na sobie makijażu, co było nieczęstym zjawiskiem, zwłaszcza ostatnio. Jej strój stanowiła zwykła koszulka i spodnie z dziurą na kolanie. Oczy miała lekko zapuchnięte, jakby przepłakała całą noc. Po chwili w milczeniu wyszła z pokoju.
- Nawet nie skrzywiła się na mój widok - szepnęła Paige.
- Może dojrzewa? - zapytał Peter i wyszedł do kuchni, zabierając puste filiżanki po kawie.
Brunetka usłyszała, jak drzwi frontowe zamykają się za Isabel. Była przekonana, że jej zachowanie nie było spowodowane dorastaniem, a narkotykami. Patrząc na siedemnastolatkę Paige czuła się tak, jakby obserwowała siebie samą sprzed kilku lat. Kiedy rozmawiały po raz ostatni, zapomniała opowiedzieć Isabel historię o tym, jak straciła ojca, choć nastolatka chyba słyszała o tym wcześniej. Była mimo wszystko spokojna o to, że jej tragedia nie zostanie powielona. Peter Hartley był człowiekiem o szczerozłotym sercu i ostatnie, co przyszłoby mu do głowy, to zostawienie swojego dziecka samego z problemem.

***

Dawno już nie śniły mu się tak piękne sny, a pobudka rano nie wiązała się z dochodzeniem do wniosku, że jego życie to jedna wielka porażka. Rozleniwiony przeciągnął się na kanapie i dopiero po chwili zrozumiał, że zazwyczaj nie budzi się w takim otoczeniu. Ściany pomalowane były na różowo, na stole stały kwiaty o podobnym odcieniu, a obok leżał stos pisemek dla kobiet. Na półce stało kilkanaście lakierów do paznokci i kosmetyczka, z której wysypywały się przybory Vanessy. W kącie stała niewielka, aczkolwiek stylowa i bogato zdobiona toaletka z okazałym lustrem, w którym przeglądanie się było prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza kiedy wyglądało się jak grecka bogini. Co prawda miniony wieczór pamiętał jak przez mgłę, jednak nie było siły, aby zapomniał o tym, jak sympatyczną i piękną dziewczyną jest Vannie. Spędzili razem wspaniały czas, on trochę wypił, potem szli do niej, a dalej...
No, właśnie. Czy od razu wylądował na kanapie w jej salonie, czy jednak zagościł też w jej sypialni? Jeśli prawdziwa była ta druga wersja wydarzeń, Josh powinien zacząć się martwić. Spędzanie nocy z dziewczyną, którą zna się zaledwie z kilku minięć na szpitalnym korytarzu i jednej wspólnej wyprawy do pubu, nie było w jego stylu. Dotychczas tak naprawdę był tylko z Paige. Szanował kobiety. A co, jeśli Vanessa zaczęła obiecywać sobie za dużo po nocy, którą razem spędzili?
- Dzień dobry - powiedziała pomiędzy jednym ziewem a drugim. - Jak się spało?
- Vanessa? - zapytał Josh, przecierając oczy i zaciągając koc po samą szyję, co kobieta skwitowała uśmiechem. - Czy ja... Czy my...
- Czy coś zaszło? - dokończyła za niego, a on pokiwał głową, w napięciu czekając na odpowiedź. - Spędziliśmy sympatyczny wieczór. Wypiłeś o jednego drinka za dużo. Zamierzałam odprowadzić, ale nie chciałeś mi podać swojego adresu, więc uznałam, że pójdziemy do mnie. Pomogłam ci się rozebrać i ululałam cię do snu, jak niemowlę.
- A więc my nie... - mruknął, po czym wyszczerzył się.
- Widzę, że ci ulżyło - zauważyła. - Posłuchaj, chłopczyku, nie jestem takim typem dziewczyny, za jaką mnie bierzesz. Mnie też nie interesują przelotne romanse, a w każdym razie już nie.
- Już nie? - powtórzył za nią. - Powinienem o czymś wiedzieć?
- Powinieneś, jakbyś był moim facetem - pokazała mu język. - A teraz mów, co chciałbyś na śniadanie. Zanim zamówisz kawior, przypomnę ci, że jestem tylko początkującą lekarką i w mojej lodówce znajdziesz jedynie jogurt, parę jajek i zgniłą połówkę cytryny.
- Ta cytryna brzmi zachęcająco - zażartował Hartley. - Daj spokój, nie musisz nic dla mnie robić, już i tak powinienem ci podziękować za przenocowanie mnie. Zazwyczaj tyle nie piję.
- A czy ja ci wmawiam uzależnienie od alkoholu? Nie, więc nie musisz sam zaczynać tego tematu - powiedziała stanowczo Vannie. - Zrobię ci jajecznicę, ale nie wyobrażaj sobie za dużo. Jesteśmy kumplami, zrozumiano?
Niebieskooki pokiwał głową, po czym wykorzystał moment, kiedy dziewczyna stała do niego tyłem i zaczął się ubierać. Już dopinał spodnie, kiedy usłyszał jej gwizdy.
- Nie podglądaj! - ryknął, odwracając się od niej, na co Vanessa wybuchła śmiechem.
- Kto by przypuszczał, że pod taką górą mięśni kryje się wstydniś - zawołała z uśmiechem. - Spoko, pamiętam, jesteś zarezerwowany dla Paige. Idź się ogarnąć i wróć na śniadanie, a potem odprowadzisz mnie do pracy.
Kiedy Josh ruszył w stronę łazienki, przypomniał sobie swoją pierwszą rozmowę z Vanessą na szpitalnym korytarzu. ,,Ty nadal kochasz tą Paige''. To, że wszyscy wokół widzą, że nadal nie wyleczył się z dawnej miłości, wcale nie pomoże mu w dotrzymaniu obietnicy, jaką złożył Austinowi, mało tego, może to tylko zaszkodzić. Po namyśle zawrócił z drogi i zaszedł Vanessę od tyłu, a kiedy ta wyczuła jego obecność i zaczęła obracać się w jego stronę, niebieskooki próbował skraść z jej ust pocałunek.
- Tak się zachowują kumple? - zapytała mocno zdenerwowana. - Skończ pajacować, idź się umyć, bo śmierdzisz wódą na kilometr, a potem wracaj tu i nigdy więcej nie próbuj powtórzyć tego, co wydarzyło się przed chwilą.
- Vannie, weź wyluzuj, ja tylko... - tłumaczył, jednak zrozumiał, że niepotrzebnie się wysilał. Zgodnie z jej rozkazem już po chwili stał pod prysznicem. Co chciał osiągnąć tym pocałunkiem, do którego ostatecznie nie doszło? Czy chciał sobie samemu udowodnić, że potrafi żyć bez Paige, z inną kobietą u boku, bez porównywania nowej miłości do tej starej? Dlaczego chciał to robić kosztem niewinnej dziewczyny, która ewidentnie nie chciała, aby między nimi zaistniało coś więcej, niż tylko zwykła przyjaźń? Kiedy strumień ciepłej wody wylądował na jego twarzy, pomyślał, że byłoby dobrze, gdyby to zmyło z niego poczucie winy, a także przekonanie, że zachował się jak idiota, chcąc oszukać siebie samego.
Po paru minutach wyszedł spod prysznica, a kiedy wrócił do kuchni, Vannie powitała go promiennym uśmiechem i zaprosiła do stołu. Rozmawiali tak, jak powinni i nawet nie zamierzali wracać do tego, co się wydarzyło. Vanessa nie należała zatem do osób pamiętliwych, co dodatkowo utwierdziło Josha w przekonaniu, iż trafił na naprawdę wyjątkową dziewczynę.

***
The Fray - The Fighter

Kiedy siedemnastolatka weszła do klasy, oczy wszystkich momentalnie powędrowały w jej kierunku. Po pomieszczeniu rozniosły się dziesiątki szeptów, a co bezczelniejsi uczniowie otwarcie wytykali ją palcami. W jej szkole zawsze tak to wyglądało. Kiedy ktoś zrobił coś, co w jakiś sposób odbiegało od normy, zostawał odepchnięty na bok, a potem zrównany z błotem. Wystarczy wspomnieć o historii Any, która w poprzedniej klasie zaszła w ciążę. Zaczęło się od tego, że jej własne koleżanki nagle przestały się do niej przyznawać, jednak najgorsze dopiero miało nadejść. Chłopak, któremu Ana podobała się od podstawówki, tak ją zwyzywał, że zmieniła szkołę. Do dziś nikt nie wie, czy ostatecznie urodziła to dziecko, ponieważ Ana zerwała wszelkie kontakty. Po pewnym czasie jej byłe przyjaciółki zaczęły nalegać na rozmowę czy spotkanie, jednak dziewczyna zawsze je zbywała. Ludzie potrafią być okrutni i naprawdę ciężko odgadnąć, co powoduje tego typu zachowania. Uprzedzenia, a może zwykła zazdrość? Tak czy inaczej, Isabel w najśmielszych snach, a raczej koszmarach, nie przypuszczałaby, że sama kiedyś będzie na miejscu Any. Została zepchnięta na margines społeczeństwa, chociaż z drugiej strony miała już wprawę w byciu niewidzialną. Przez większość swojego życia właśnie tak to wyglądało - niby wszyscy znali jej imię, ale tak naprawdę nikt nigdy nie zabiegał o jej zainteresowanie i nikt nie zaprosił jej na imprezę. Miała swój moment sławy jako dziewczyna dilera narkotykowego, a teraz, kiedy ludzie zrozumieli, że popełniała błąd i wkrótce zapewne zaćpa się na śmierć, mogła znów nie istnieć dla nikogo. Cóż za rozkosz.
Isabel wyszła na zewnątrz i usiadła pod szkołą, wdychając chłodne październikowe powietrze. Po niebie szybował klucz ptaków, beztrosko, bo choć znały swój cel, to jednak w każdej chwili mogły obrać zupełnie inny kierunek. Tak bardzo chciałaby być teraz jednym z nich. Odlecieć z tego miejsca, zostawić tych malutkich ludzi na dole i pomachać im na pożegnanie. Była pewna, że ani trochę by za nimi nie tęskniła. No, może ewentualnie za jedną osobą... Za Loganem, ale nie tym, którego znała obecnie. Za tym, z którym spędziła wakacje, z którym tak cudownie jej się rozmawiało i który rozumiał ją, jak siostrę.
- Chcesz? - zapytał chłopak, którego nagłe pojawienie się przestraszyło dziewczynę. Spojrzała na niego i zobaczyła paczkę papierosów, którymi chciał ją poczęstować. Pokręciła głową i odwróciła wzrok. - Zapomniałem. Ty pewnie gustujesz teraz w czymś mocniejszym.
- Coś sugerujesz? - spytała z wyrzutem. - I właściwie, co ty tu robisz? Nie powinieneś siedzieć ze swoją bandą?
- A co, nie cieszysz się? - uśmiechnął się.
- Nie, bo jesteś zarozumiałym idiotą, który co pięć minut przegląda się w lustrze i układa włoski. Zadzwoń, jak wróci Logan, którego uważałam za przyjaciela - powiedziała Isabel i ruszyła w stronę ogrodzenia, jednak chłopak zreflektował się i zawołał:
- Czekaj - podszedł bliżej i zmusił ją, by spojrzała na niego, choć wyraźnie nie miała na to najmniejszej ochoty. - Masz rację. Jestem zarozumialcem. Przez jeden krótki moment w swoim życiu byłem po prostu zwyczajnym siedemnastolatkiem, którego nie interesowało, co powiedzą inni. Ten moment był w te wakacje.
- Było naprawdę świetnie - przyznała. - Ale ty to wszystko zepsułeś. Udawałeś, że mnie nie znasz. Wstydziłeś się mnie. Nie wierzę, że teraz nagle zebrało ci się na sentymenty i chcesz jednak być ze mną...
- Bo nie chcę! - rzekł pospiesznie, aby uniknąć niewygodnych sytuacji. - Chciałbym po prostu móc czasami z tobą pogadać, pobyć. Po przyjacielsku. Zwyczajnie. Naprawdę żałuję tego, jak się wtedy zachowałem.
- Bardzo dobrze, że żałujesz - wycedziła przez zęby. Przez chwilę była pod silnym urokiem Logana, jednak przypomniała sobie, jak bardzo ją zranił. W jego oczach nie widziała skruchy. Nie zasługiwał na to, by dała mu drugą szansę.
- Isabel! - krzyknął, kiedy dziewczyna zaczęła oddalać się od szkoły, jednak ona zignorowała go i szła dalej.
Zatrzymała się przy czarnym samochodzie, który znała już tak dobrze. Kiedy wysiadł z niego Giovanni, poczuła nieprzyjemne wiercenie w brzuchu. Nie było chwili, by nie myślała o tym, co wydarzyło się tamtej nocy na imprezie. Obiecała sobie, że już nigdy się do niego nie odezwie, ignorowała jego telefony, a wiadomości, które jej wysyłał, kasowała od razu, nawet nie wczytując się w treść. Teraz jednak wiedziała, że nie poradzi sobie bez niego. Miał coś, czego potrzebowała jak tlenu.
- Isabel, po raz setny chciałem cię przeprosić... - zaczął, jednak siedemnastolatka machnęła ręką lekceważąco. - Nie rozumiem. Chciałaś, żebym przyjechał, a teraz nie zamierzasz nawet ze mną gadać?
- Zamierzam, ale na pewno nie o nas - urwała krótko. - Zdziwiony? Sam przecież mówiłeś, że jak wyjdę, nas już nie będzie. Muszę ci przypominać, że ja wtedy wyszłam?
- W takim razie po co mnie wezwałaś? - zapytał, kompletnie zrezygnowany i zdezorientowany.
- Dobrze wiesz, po co - odparła i spojrzała na niego wyzywająco. Mężczyzna pokręcił głową, po czym niechętnie podał jej niedużą torebeczkę z białym proszkiem. - Dzięki.
- Isabel, może jednak porozmawiamy... Ja naprawdę żałuję.
- Nie ty jeden - stwierdziła i wróciła do szkoły.
Co z tego, że zarówno Logan, jak i Giovanni, żałowali swoich czynów? Co to właściwie zmieniało, skoro żaden z nich nie potrafiłby posklejać serca Isabel, które zostało przez nich tak brutalnie skatowane? Ich słowa były pozbawione jakiejkolwiek wartości, zresztą dokładnie tak, jak oni sami. Im szybciej odpuszczą sobie zabieganie o Isabel, tym lepiej dla wszystkich.


Paige zawsze obgryzała paznokcie, kiedy się denerwowała, a dziś poziom jej niepokoju osiągnął swoje apogeum. Już chyba wolałaby czekać na swój własny wyrok, niż na diagnozę ukochanego mężczyzny. Od tego, czy znalazło się nowe serce dla Austina, zależało całe jej życie. Drżała w trosce o człowieka, który zatroszczył się o nią w najczarniejszych momentach. Dał jej nadzieję, że trzeba żyć dalej, bez względu na to, jak bardzo bolesna była dla nas poprzednia porażka. Teraz musiała spłacić swój dług, jaki u niego zaciągnęła, choć Austin oczywiście nigdy by tak tego nie nazwał. Zawdzięczała mu bardzo dużo. Był silny i wyrozumiały, kiedy ona nie umiała dostrzec pozytywnych aspektów życia. Teraz, kiedy sam potrzebował kogoś, kto go wesprze, właśnie ona musiała być tą osobą. Poświęcała mu maksimum czasu, który faktycznie mogła mu sprezentować, a teraz, kiedy sprawa przeszczepu była już tak bliska finału, stresowała się tak, jakby to jej zdrowie wisiało na włosku. Kochali się i od pewnego momentu nie byli już dwiema osobami, lecz jedną. Trochę jej zajęło uświadomienie sobie tego, ale naprawdę nie umiałaby dzisiaj funkcjonować prawidłowo bez Austina obok siebie. Byli jednością i gdyby któreś z nich niespodziewanie zginęło, drugie szybko poszłoby w jego ślady - osobne istnienie wykańczałoby ich jak nowotwór.
Paige gwałtownie wstała z krzesła, kiedy drzwi gabinetu Russella otworzyły się, a młody lekarz wyjrzał na korytarz. Skinął delikatnie głową, zapraszając ją do środka, jednak brunetka ani drgnęła.
- Odchodziłam tu od zmysłów - powiedziała ciemnooka. - Chcę tylko wiedzieć, czy jest już to serce, czy nadal musimy czekać.
- Może jednak wejdziemy do środka? - spytał rudowłosy. - Zazwyczaj nie rozmawiam z bliskimi swoich pacjentów na korytarzu...
- Wyobraź sobie, co byś czuł, gdyby Naomi była na miejscu Austina - rzekła i, tak jak się spodziewała, trafiła w czuły punkt. Mężczyzna westchnął, po czym spojrzał jej prosto w oczy.
- Mamy to serce - wyznał w końcu. - Możemy operować nawet jutro, ale musicie jeszcze podpisać... Paige! - krzyknął, jednak dziewczyna biegła już tak szybko, że nawet nie umiałaby się zatrzymać.
- Dziękuję! - wrzasnęła, a w jej głosie nie było już ani śladu przygnębienia, które rozbrzmiewało jeszcze przed kilkunastoma sekundami.
Ciemnowłosa wparowała do sali, w której leżał blondyn, po czym zaczęła obcałowywać jego twarz, nawet nie przejmując się jego zarostem, który nieprzyjemnie podrażniał jej skórę.
- Najprzyjemniejsza pobudka na świecie - szepnął Lynch, który do tej pory drzemał. - Coś się stało?
- Po czym wnioskujesz? - zapytała, z trudem panując nad sobą. Rozpierała ją energia, zupełnie tak, jakby wiadomość, którą przekazał jej Russell, dodała jej skrzydeł.
- Masz takie szczęśliwe oczy...
- Austin, skarbie, nie zgadniesz, czego się właśnie dowiedziałam - mówiła.
- Też mi zagadka - prychnął. - Będzie przeszczep. Będę zdrowy.
- Wiedziałeś? - spytała nieco zawiedzionym głosem, chyba jednak wolała osobiście go o tym poinformować.
- A mam być szczery? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Kciukiem delikatnie gładził jej policzek. - Wiedziałem, że jeśli naprawdę mnie kochasz, właśnie w taki sposób zareagujesz na wieść o tym, że jednak mogę się z tego wygrzebać. Dzisiaj spełniły się moje dwa największe marzenia, tak potężne, że aż bałem się wymawiać je na głos. Wygrałem życie i to nie byle jakie, bo u boku kobiety, którą kocham bardziej, niż siebie samego.
Pocałowała go po raz kolejny, po czym położyła głowę na jego klatce piersiowej. Słyszała bicie jego serca, być może po raz ostatni, bo jeśli operacja się uda, Austin będzie żył już dzięki innemu, nowemu organowi. Nadal istniało ryzyko, jednak teraz nie zamierzali się tym zadręczać. Najważniejsze było to, co jej powiedział. Był najszczęśliwszym facetem na ziemi, a ona najszczęśliwszą kobietą. Oboje, tu i teraz, czuli się tak, jakby dobiegli do mety. Byli spełnieni, zakochani i mimo wszystko spokojni. Cokolwiek się wydarzy, nigdy siebie nie stracą. Jeśli którekolwiek z nich straci życie, to drugie zawsze będzie miało go na dnie swojego serca. Prawdziwa miłość nie znika, nie kończy się i nie jest do zapomnienia. Tego dnia Paige i Austin byli przekonani, że to, czego doświadczali, było właśnie przykładem takiego uczucia. Mając to mogli być pewni, że mogą góry przenosić. Razem już na zawsze.

***

10 komentarzy:

  1. Pierwsza! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Kochana:* chciałam skomentować już wczoraj, ale jeśli mam być szczera, to powiem, że już nie miałam na to siły. Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć wolną chwilę, więc korzystam póki mogę. Aż się nie chce wierzyć, że to już trzynasty rozdział. Mam nadzieję, że ze względu na liczbę jak i na samą treść rozdziału nie będzie on pechowy. Dzisiaj wstęp krótki, bo sama nie wiem co jeszcze mogłabym napisać, ale też dlatego, że ciekawość jak zwykle zwyciężyła, więc zabieram się za czytanie :)
    Faktycznie życie Paige od początku nie było kolorowe i usłane różami. Gdybym była na jej miejscu, to nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że moja rodzina rozpadła się przeze mnie. Wiem, że zabrzmi to delikatnie mówiąc niegrzecznie, ale dziewczyna sama sobie zgotowała taki los. Przecież nikt nie zmuszał jej do tego, żeby brała narkotyki. Możliwe, że jej życie do tej pory było zbyt poukładane i chciała w nim coś zmienić. Widocznie znudziło jej się zgrywanie grzecznej córeczki rodziców, która poza szkołą i nauką nie widzi świata. Nie zawsze jest tak, że po narkotyki sięgają nastolatkowie z biednych rodzin, albo tacy, którymi rodzice w ogóle się nie interesują. Jak widać tyczy się to nawet tych z dobrego domu, którym wcale dużo do szczęścia nie brakowało. Uważam, że Paige powinna być wdzięczna do końca życia Joshowi i Peterowi za pomoc jaką ją obdarzyli. Nawet nie chcę myśleć co by było, gdyby nie oni. Oczywiście, że Roger zachował się egoistycznie. Czy tak postępuje prawdziwy facet? Jestem w stanie zrozumieć, że każdy ma swoje granice wytrzymałości, ale tutaj przecież chodziło o jego rodzinę, o jego jedyne dziecko! Tak po prostu spakował się, wyszedł i już nie wrócił? Sama jestem ciekawa co stało się z rodzicami Paige... czy będą mieli jeszcze swój udział w tej historii? Aż się nie chce wierzyć, że wcześniej Paige miała taki dobry kontakt z ojcem. Sama nie wiem jak to powinno wyglądać. Ja uważam, że dziecko powinno się dobrze dogadywać z obojgiem rodziców. Roger był świetnym ojcem, skoro bardzo wierzył w swoją córkę i kibicował jej z całego serca. Przykro to mówić, ale Paige w dużej mierze sama jest sobie winna. Ale z drugiej strony gdyby jej ojciec był silniejszy psychicznie, to razem na pewno by sobie poradzili z nałogiem dziewczyny. Straszna ta historia, w ogóle nie zazdroszczę Paige takiej przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie polubiłam Vanessy. Nie wiem dlaczego, ale ta kobieta wzbudza we mnie same negatywne emocje. I jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że między nią a Joshem do niczego nie doszło. Vanessa nie wygląda wcale na taką świętą, wydaje mi się, że ma swoje za uszami i pewnie nie darowałaby sobie tego, gdyby zaprzepaściła taką okazję. Na początku mogła wydawać się nawet sympatyczna bo, że jest spostrzegawcza to też już wiemy. Nie wiem, mam złe przeczucia, że ta kobieta wprowadzi wiele zamętu w życie Josha, że teraz sama się wypiera, że mogą być tylko kumplami, a jak przyjdzie co do czego to pokaże swoją prawdziwą twarz. W ogóle dobiły mnie ściany pokoju w różowym kolorze :P kojarzy mi się to z taką małą dziewczynką, zamiast lakierów do paznokci poustawiać jakieś misie i inne maskotki to już w ogóle :P
    Jeśli mam być szczera, to najlepszym rozwiązaniem dla Isabel byłoby, gdyby zarówno Logan jak i Giovanni zniknęli z jej życia raz na zawsze. Chociaż Logan wcale nie jest taki zły. Faktycznie, zachował się bardzo niedojrzale i niewątpliwie swoim zachowaniem zranił Isabel, ale lepszy zarozumialec, niż diler narkotykowy. A Logan jest pod silnym wpływem swoich kolegów i to nie pozwala mu być sobą. Pewnie robi to dlatego, by się im przypodobać, żeby nie został sam jak palec. O Giovannim powiedziałam już wystarczająco dużo, ale jednak miałam nadzieję, że już nie pojawi się w życiu Isabel. Moje najgorsze przeczucia chyba się sprawdzają... Isabel jest uzależniona i zaczynam się bać tego jak to się wszystko skończy. Cały czas chcę wierzyć, że Isabel się opamięta. Zdziwiło mnie też to, że nie jest zbyt lubiana w szkole, że nie ma swoich znajomych z którymi mogłaby gdzieś wyjść, pobawić się jak każda nastolatka w jej wieku. Ciekawa jestem czy to też ulegnie kiedyś zmianie...
    Z ostatniego fragmentu wnioskuję, że Paige już wybrała mężczyznę z którym chce być. W tym wszystkim najbardziej szkoda mi zakochanego w niej do szaleństwa Josha, który musiał zrezygnować z miłości swojego życia dla chorego przyjaciela. Nawet największemu wrogowi nie życzyłabym czegoś takiego. To chyba najgorsze z możliwych, zrezygnować z miłości na rzecz drugiego człowieka. Obojętnie czy to człowiek zdrowy, czy chory. Ale to pokazuje, że Josh nie jest egoistą, że jednak martwi go życie przyjaciela. Ciesze się, że znalazło się serce dla Austina. Teraz tylko trzeba liczyć na to, że operacja się powiedzie i Austin będzie mógł normalnie żyć jeszcze przez wiele lat :)
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się w tym komentarzu napisać wszystko, co powinnam :)
      Zacznę od odpowiedzi na Twoje pytanie - zarówno matka, jak i ojciec Paige, pojawią się jeszcze na tym opowiadaniu. Zwłaszcza Roger.
      Uspokoję Cię - między Vanessą a Joshem naprawdę do niczego nie doszło. Jestem ciekawa, czy z czasem polubisz Vanessę, czy nie - obie opcje są prawdopodobne, bo na pewno nie jest to cukierkowa, idealna postać.
      Teraz tylko czekać, aż się okaże, czy operacja się powiodła, czy nie. Wkrótce się dowiesz :)
      Pozdrawiam i dziękuję :*

      Usuń
  4. Bez zbędnych słów zabieram się za czytanie i komentowanie odcinka! :)
    Ojciec Paige zachował się jak egoistka i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Można tłumaczyć go bezsilnością, itd. Ale to niczego nie zmienia. Rodzice są po to, aby wspierać i pomagać swojemu dziecku w trudnych i gorszych momentach, a także tych radosnych i pełnych szczęścia. Roger zamiast pakować walizki powinien zachować się jak mężczyzna i zawalczyć o rodzinę i własne dziecko. Gdyby był chociaż odrobinę silniejszy, to zamknąłby Paige w zakładzie dla uzależnionych, a po jej wyjściu zastosował drastyczny rygor. Mógł jej pomóc, gdyby tylko chciał. Wydaje mi się jednak, że poddał się na samym początku. Przykro mi, bo mama Paige została sama. Straciła nie tylko męża, ale została też obdarta ze wsparcia. Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo to ją bolało. A Paige w przeszłości była niezłym ziółkiem. Jestem pełna podziwu, że udało się jej odciąć od tego wszystkiego i prowadzić teraz normalne, spokojne życie.
    A dlaczego w ogóle Paige zaczęła brać narkotyki? Nie umiem sobie przypomnieć czy wspominałaś o tym.
    Peter jest jednym z moich ulubionych bohaterów. Już chyba wcześniej wspominałam, że uważam go za takiego dobrego ducha tej historii. Mam wrażenie, że ten facet nie ma żadnej skazy. Jest perfekcyjny do bólu. Mało jest takich ludzi. Fajnie, że jednak w tym opowiadaniu znalazł się, aż tak pozytywny bohater. :)
    Vanessa wydaje mi się być twardo stąpającą po ziemi dziewczyną. Podoba mi się to, że szanuje samą siebie. Nie mam pojęcia dokąd doprowadzi ich ta znajomość, ale jedno jest pewne - dobrze czują się w swoim towarzystwie. A taki zawstydzony Josh mnie rozbawił. Zachowywał się jak mały chłopczyk. :))
    Tak jak myślałam, Isabella tak szybko nie uwolni się od Giovanniego, a raczej tego, co ma jej do zaoferowania. Nie umiem pojąć jak taka mądra i rozsądna dziewczyna, wplątała się w takie gó*wno. Szkoda mi jej, bo wiem, że pewnego dnia będzie tego żałować. Chociaż w sumie nie wiem, czy powinnam jej współczuć. Jakby nie było wie, co robi i co najgorsze robi to dobrowolnie. Jest strasznie naiwna. Co do Logana, to sam zapracował sobie na takie chłodne traktowanie.. Teraz nagle zaczęło mu brakować Isabelli? Szkoda, że wcześniej zamiast z nią porozmawiać i wszystko wyjaśnić, potraktował ją jak powietrze. Nie dziwię się dziewczynie, że mu nie wybaczyła. Sama nie zrobiłabym tego tak szybko. Bo kto da jej gwarancję, że znowu nie zachowa się jak du*pek? ;>
    Ostatni fragment był taki przyjemny i radosny, że uśmiechałam się przez cały czas! Cieszę się, że znalazło się serce dla Austina. Mam nadzieję, że operacja zakończy się sukcesem i chłopak wyjdzie ze szpitala, aby razem z Paige tworzyć dalszą przyszłość. :))
    Cudowny odcinek. Kocham to opowiadanie. Piszesz tak dobrze, że czasami aż nie wiem, co mam napisać. Chciałabym, aby moje komentarze, chociaż w połowie były tak dobre, jak każdy odcinek tej historii. Ale niestety tak się nie stanie, bo nie idzie dorównać takiej mistrzyni jak Ty! :* Czekam na kolejną, fantastyczną nowość! Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czego by tu zacząć?
      Chyba nie wspominałam, jak Paige zaczęła brać narkotyki. Zawsze wyobrażałam sobie tą sprawę tak, że po prostu wpadła w złe towarzystwo. Nie mogę obiecać, że na życiorysie Petera nie pojawi się jakaś rysa... no ale nikt nie jest idealny i każdy ma swoje za uszami... :) Vanessa to skomplikowana postać i mogę obiecać, że jeszcze namiesza na Mine Again.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :) Mam nadzieję, że następny rozdział nie rozczaruje :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Kochana, ja jestem pewna, że nie rozczaruje! Śliczne zmiany zaszły na blogu. Bardzo mi się podobają! :*

      Usuń
    4. Cieszę się, że Ci się podoba! ;) Tak trochę bardziej letnio się zrobiło :) Buziaki ;*

      Usuń
  5. Nie myślałam, że przeszłość Paige była aż tak przykra. Straciła ojca przez swoją głupotę. Ale uważam, że to jednak nie do końca jej wina. Co to za ojciec, który zostawia córkę, która go bardzo potrzebuje. Zachował się jak tchórz. Nie miał już siły. Taką wymówkę mogą dać piętnastolatki, ale nie facet, który ma córkę, która na dodatek ma poważny problem. To przykre, że jej ojciec tak się zachował. Ale przykre jest też to, że do tego zachowania przyczyniła się Paige. Gdy opisywałaś to co straciła, zachciało mi się płakać. Wyobraziłam sobie, że to ja tracę ojca i doszłam do wniosku, ze bym sobie z tym nie poradziła. Biedna Paige. Musi być jej cholernie ciężko z myślą co straciła przez swój dawny nałóg. Ale tez ją podziwiam, że daje sobie radę.
    Już miałam nadzieję, że Isabel zmądrzała. Ale nie. Cały czas bierze to świństwo. Dobrze chociaż, że nie umawia już się z tym dilerem. Mam nadzieję, że ktoś zauważy, że jej problem i jej pomoże. Albo niech Paige o tym komuś powie, bo inaczej to wszystko może się bardzo źle skończyć dla Isabel.
    Ten ostatni fragment był najlepszy. To było takie słodkie i kochane. Wreszcie widzę, że Paige naprawdę kocha Austina. To co on powiedział było niesamowite. Chyba każda kobieta chciałaby coś takiego usłyszeć od swojego faceta. Para idealna. Mam nadzieje, że operacja Austina przejdzie pomyślnie (tak w ogóle bardzo się cieszę, że znalazło się to serce) i ta para wreszcie będzie mogła żyć w szczęściu.
    Tak w ogóle to poruszasz w tym opowiadaniu bardzo dużo życiowych problemów. Bardzo mi się to podoba. Dzięki temu to opowiadanie jest wyjątkowe. Nie jest to kolejna historia o miłości dwojga ludzi. Poruszasz problemy, na które ludzie najczęściej nie zwracają uwagi. Chodzi mi o tych, którzy nie doznali tych rzeczy. Narkotyki, choroba, wojna, miłość, dojrzewanie, bezpłodność. Te i wiele więcej problemów. To naprawdę wyjątkowe i świetne opowiadanie. Dziękuję Ci za nie. Wiem, że piszę teraz tak jakby to był koniec tego opowiadania, ale jak tak czytam kilka rozdziałów na raz to właśnie dochodzę do takich wniosków. No i po prostu uznałam, że muszę się z tym z Tobą podzielić. Doszłam też do wniosku, że bardzo lubię to opowiadanie. Wręcz kocham. Chciałabym je mieć kiedyś wydrukowane w formie książki. :)
    Biorę się za ostatnie dwa rozdziały! :)

    OdpowiedzUsuń