16 października 2013

19. ,,Ja byłem jej jedynym''


Hej :)
Na wstępie dziękuję z całego serducha za komentarze pod poprzednim rozdziałem!
Powiedzieć Wam coś przerażającego? Dziś mija dokładnie 7 miesięcy od opublikowania prologu Mine Again. Jak ten czas leci... :P
Na tym etapie mogę Wam już chyba zdradzić, że rozdziałów będzie 31 (niedokończony jeszcze, ale pracuję nad tym) + epilog (już gotowy). Także jeszcze trochę się z Mine Again pomęczycie :)
Pierwszą piosenkę kocham, druga może się nie spodobać Oli, ale zawsze możesz sięgnąć po oryginalną wersję, kochana. Będę tak miła i nawet dam Ci linka TU, a co! :*
Miłej lektury życzę i do następnego! :)
Trzymajcie się!
*** 

W snach znów widzę naszą wspólną przeszłość i twoje smutne oczy. Choć nie mogę cię dotknąć, czuję to tak, jakbyś zakorzenił się głęboko w moim sercu i był zawsze obok. Nie wiem, czy to dobrze, bo przecież gdyby nie ja, moglibyśmy pójść razem na piwo albo na mecz...

Niebo było rozkosznie błękitne, jak ocean i jak jego oczy. Mężczyzna szedł przed siebie, raz po raz schylając się, by palcami dotknąć nieco wilgotnej, soczyście zielonej trawy. Delikatny wiaterek zatrzymywał się na jego skórze, niczym pocałunek ukochanej kobiety. Chciał, aby była tu razem z nim, a jednak nie zamierzał się zatrzymać i poczekać na jej przybycie - szedł dalej, w milczeniu i z uśmiechem na twarzy. Czuł się tak, jakby po wielu latach trudów i starań, w tej jednej chwili dobiegł do miejsca, które nazywamy rajem. Tutaj nie istniały żadne problemy, zmartwienia. Był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, wolnym od jakichkolwiek trosk i z ufnością patrzącym w przyszłość. Dla niego było jasne, że kolejny dzień będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. Brunet obejrzał się za siebie, kiedy zobaczył jej twarz. Była dziwnie zamazana, jednak nawet przez mgłę, która nieoczekiwanie się pojawiła, potrafił dostrzec jej uśmiech. Chciał ruszyć w jej kierunku, złapać ją za rękę i razem z nią iść w dalszą drogę, jednak nagle jej postać zaczęła się rozpływać, odlatywać, znikać. Pragnął ją zatrzymać, jednak nie był w stanie oderwać stóp od ziemi. Mógł jedynie patrzeć, jak kobieta odchodzi i zostawia go tu całkiem samego. Właśnie wtedy poczuł strach. Niebo zaczęło się pokrywać granatowymi i szarymi obłokami, zwiastując rychłe nadejście deszczu. Stał z daleka od drzew, pod którymi mógłby się skryć i przeczekać ten czas. Nerwowo poruszał rękami, chcąc zrobić krok, jednak wciąż był jakby uwięziony, choć nigdzie nie dostrzegał łańcuchów ani lin. Nieznana siła nagle nakazała mu spojrzeć ze wzgórza na namiot, który po chwili zapłonął żywym ogniem, wkrótce potem zabierając ze sobą życie niewinnego człowieka, ginącego za chęć pomagania innym. Brunet słyszał jego krzyk i błaganie o ratunek w panice, jednak dopiero, gdy wszelkie odgłosy ucichły, poczuł się okradziony ze swojego skarbu, jakim była przyjaźń. Był przekonany, że mężczyzna już nie żyje, a jednak przez cały czas łudził się, że to nie może być prawda, że to tylko jakiś koszmarny sen...
Josh Hartley obudził się na podłodze w mieszkaniu Vanessy, zlany potem i oddychając wyjątkowo niespokojnie. Odczuwał zbliżające się zagrożenie, pomimo, iż obrazy, jakie widział we śnie, powoli zaczynały go opuszczać. Kiedy zapaliło się światło, niebieskooki aż się wzdrygnął.
- Spokojnie, to tylko ja! - powiedziała dziewczyna gwałtownie, nie wiedząc, jak się zachować. Po raz pierwszy w życiu widziała Josha w takim stanie. Podeszła bliżej i pochyliła się nad nim, ostrożnie kładąc dłoń na jego barku. - Wszystko w porządku?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową, po czym wgramolił się z powrotem na kanapę. Teraz jego twarz była blada, a oczy niemal bez przerwy były szeroko otwarte.
- Miałeś zły sen? - zapytała Vanessa, siadając obok niego. Choć mogło to się wydawać dziwne, że taki kawał faceta, jakim był Hartley, tak mocno przeżywa jakieś głupie nocne wizje, jednak jej wcale nie było do śmiechu. Byłaby skończoną idiotką, gdyby w takim momencie próbowała się z niego nabijać. - Chodź - szepnęła, wstając z kanapy i podając mu rękę, którą brunet chwycił bez wahania. 
Poszli razem do jej sypialni. Mężczyzna położył się, a dziewczyna przykryła go kołdrą i już po chwili zajęła wolne miejsce obok niego. Przytuliła się do niego najmocniej, jak tylko potrafiła.
- Tylko nie wyobrażaj sobie za dużo - nakazała żartobliwie, po czym oboje zamknęli oczy.
Zrobili to na próżno, bo i tak oboje byli w zbyt wielkim szoku, by ponownie zasnąć.

***

Kiedy promienie słońca zawitały w jej pokoju, Vanessa zastała puste miejsce obok siebie. Przetarła zmęczone oczy, po czym wyszła spod kołdry, a na szczupłe ciało narzuciła rozciągniętą bluzę w granatowym kolorze. Odnalazła mężczyznę w kuchni, tępo wpatrującego się w bliżej niezidentyfikowany obiekt na ścianie. Nie była pewna, czy powinna się w ogóle odzywać. Po raz pierwszy widziała Josha tak zdenerwowanego i choć było to dla niej swego rodzaju niespodzianką, to mimo wszystko przeczuwała, że taki moment kiedyś nadejdzie. Znali się dość krótko, a jednak nie musiała znać każdego aspektu jego życia, by stwierdzić, że chłopak skrywa w sercu jakąś bolesną tajemnicę. Któregoś dnia po prostu musiał pojąć, że nie można żyć, kiedy nosi się w sobie tak ogromny ciężar. Usiadła obok niego i cierpliwie poczekała, aż głos niebieskookiego przerwie ciszę.
- Odnośnie twojego pytania... Tak, miałem zły sen. Śniło mi się, że w jednej chwili byłem szczęśliwy, by już po minucie stać się najbardziej rozdartym człowiekiem na świecie. Patrzyłem na śmierć przyjaciela, choć to ja powinienem być na jego miejscu. To ja miałem wtedy zginąć, nie on.
- Nie mogłeś nic zrobić... - rzekła Vanessa, chcąc w jakikolwiek sposób załagodzić sytuację. Brunet spojrzał na nią gniewnie, jednak nim zdołał ją skarcić, kobieta postanowiła się obronić. - Tak, ja wiem, że nie znam twojej historii i nie powinnam się w ogóle wypowiadać, ale...
- To nie o to chodzi - przerwał jej, kręcąc głową. - Ja po prostu... Zrozum, w snach pojawiają się te potworne obrazy, o których nie potrafię zapomnieć. Powinienem był mu pomóc, jednak nic nie zrobiłem, nie mogłem... Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał. Kiedy mnie torturowano, byłem pewien, że jeśli przeżyję, to po pewnym czasie i tak wrócę do wojska, ale ja już chyba nie potrafię... To wszystko jest zbyt trudne, a ja czuję się tak, jakby nic już nie miało sensu i jakbym nie był bezpieczny. Czasami wydaje mi się, że ktoś mnie śledzi i właśnie wtedy czuję się tak, jakbym znów był na celowniku. Boję się, że w biały dzień złapią mnie i zaczną znów robić te wszystkie straszne rzeczy, przez które o mało nie straciłem życia.
- Jesteś bezpieczny, Josh - powiedziała Vannie i po raz kolejny zamknęła jego umięśnione ciało w uścisku.
- Chyba potrzebuję pomocy...
- Masz mnie - szepnęła. - Nie zostawię cię samego.


Powiedziałam, że cię kocham i przysięgam, że nadal tak jest.*

Jej długie palce instynktownie kierowały ołówek to w jedną, to w drugą stronę, aby na kartce papieru finalnie pojawiło się coś, co by jej się spodobało. Odkąd tylko pamiętała, kiedy miała jakiś problem na głowie, zamykała się w pokoju na klucz i rysowała, bo to pomagało jej uciec od rzeczywistości. Umiejętnie tworzyła kolejne obrazy, a te zawsze były wyjątkowe, bo kiedy cierpiała, dawała im cząstkę swojej duszy. W pewnym sensie było to jej ratunkiem w chwilach naprawdę kryzysowych. Po śmierci matki jej pokój niemal tonął w dziełach zagubionej nastolatki, podobnie było, kiedy wydawało jej się, że w taki sam sposób straciła starszego brata. Dziś, choć jej przygnębienie niewiele się różniło od stanu, w jakim znajdowała się kiedyś, nie potrafiła stworzyć nic, co przyniosłoby jej ulgę. Godzinami pracowała nad rysunkiem, by potem wściec się, zgnieść kartkę i rzucić ją w kąt. Próbowała sobie wytłumaczyć, dlaczego tak się działo. Czuła, jak potrzeba wyrzucenia z siebie wszelkich swych trosk, niemalże zabija ją od środka, jednak nie umiała pomóc samej sobie. Właśnie wtedy zrozumiała, dlaczego to wszystko było tak cholernie trudne. Kiedy zmarła jej matka i kiedy niemalże zginął jej brat, to nie Isabel była winna, że jej serce pękło. Teraz, gdy miała za sobą wpakowanie się w poważne uzależnienie, a także szereg kłamstw i słów, których wcale nie powinna była wypowiadać, sama była sobie winna. Właśnie dlatego była bezsilna. Potrzebowała pomocy jak tlenu, ale kiedy tylko ktoś proponował jej wsparcie, wzruszała ramionami i udawała, że jej to nie interesuje. Słyszała, że każdego dnia będzie jej łatwiej, ale to wcale nie była prawda. Codziennie czuła się jeszcze gorzej i tak naprawdę nie wiedziała, jak długo to jeszcze potrwa. Jak długo wytrzyma? I dlaczego odrzucała wszelką pomoc, kiedy w głębi duszy tak bardzo jej pragnęła?
Siedemnastolatka zacisnęła powieki, jednak zrobiła to zbyt późno, aby powstrzymać łzę przed wydostaniem się na zewnątrz. Słona kropla wylądowała na jej policzku, a następnie na kartce papieru, którą i tak prędzej czy później podarłaby na kawałki i wyrzuciła do kosza. Kiedy po raz ostatni wyszła z domu z własnej woli? Mijały kolejne dni, a ona nie wyściubiała nosa ze swojej sypialni. Co jakiś czas zaglądał do niej Josh, chcąc porozmawiać, jednak zbywała go, choć bynajmniej nie chciała sprawić mu przykrości. Odnosiła wrażenie, że jej brat i tak miał dość swoich własnych problemów, by jeszcze dodatkowo przejmować się jej losem. A ojciec? On traktował córkę jak swoje największe rozczarowanie. Nie pytał o jej stan, nie próbował rozmawiać ani do niej dotrzeć. Wiedziała, że to niemożliwe, aby nie interesował się jej życiem, ale nie mogła pojąć jego zachowania. Miała problem ze zdefiniowaniem swoich potrzeb. Czy chciała, aby powiedział, że jej wybacza? Czy chciała, by pocałował ją w czółko i obiecał swoją pomoc? Chyba nie, bo w głębi duszy wiedziała, że wcale na to nie zasługiwała. Skrzywdziła najbliższą osobę swoją lekkomyślnością. Zaczęła brać narkotyki, bo miała problemy, ale czy nie mogła wpierw spróbować porozmawiać z ojcem? I właśnie wtedy przypomniała sobie, że przecież próbowała... To on był jednym z powodów, przez które wpędziła się w to bagno.

- Isabel, ty zaczęłaś brać, bo zakochałaś się w Giovannim i chciałaś robić to, co on - powiedział Logan.
- Nieprawda...
- Oboje dobrze wiemy, że nie miałaś większych powodów, by zacząć ćpać. Okazało się, że twój brat żyje, byłaś taka szczęśliwa... A potem nagle sięgnęłaś po narkotyki, akurat w momencie, kiedy zaczęłaś się spotykać z Gio.
- Zapomniałeś o czymś - zauważyła i przeszła kilka kroków, a chłopak szybko ją dogonił. - Zapomniałeś o tym, jak złamałeś mi serce i udawałeś, że mnie nie znasz! - wykrzyknęła mu prosto w twarz i znów zalała się łzami.

Nienawidziła momentów takich, jak ten. Kiedy tylko przypominała sobie tamtą rozmowę, w jej sercu jakby zapalał się płomień, ale nie taki przyjemny, kiedy kogoś kochasz i na sam jego widok czujesz rozlewające się w tobie ciepło - ten, który ona czuła, parzył ją boleśnie. To Logan był źródłem jej późniejszych kłopotów. Ktoś, kto spojrzałby na jej historię z boku, mógłby zaśmiać się z politowaniem. Pewnie nazwałby ją żałosną, naiwną nastolatką, która jest gotowa zrobić najpaskudniejszą rzecz z powodu pierwszego lepszego chłopaka, który nie odwzajemnił jej uczuć. Dla niej to wcale nie było głupie zauroczenie - przecież nim się w nim zakochała, traktowali siebie jak przyjaciół. Był dla niej kimś ważnym i nawet, jeśli jej nie kochał, mógł przecież powiedzieć jej to wprost. Z pewnością bolałoby to o wiele mniej, niż jego faktyczne zachowanie - kiedy ignorował ją i nagle zapomniał o tym, co ich łączyło przed jej wyznaniem. Logan nie stanął na wysokości zadania, a ona, cóż... Może gdyby na miejscu była jej matka, wszystko wyglądałoby inaczej? Bo niestety z ojcem nie mogła porozmawiać na ten temat, on troszczył się o nią, ale nie w taki sposób, w jaki ona by sobie tego życzyła. Tak naprawdę nie zważał na jej potrzeby i nawet nie zorientował się, kiedy przestała spotykać się z Giovannim. Z drugiej strony, może Isabel popełniała błąd, obarczając innych winą za swoje grzechy? Może przede wszystkim powinna zajrzeć wgłąb siebie i to tam poszukać prawdziwej przyczyny?
- To wszystko twoja wina - rzekła siedemnastolatka, patrząc z pogardą na swoje odbicie w lustrze
Jej oczy nie były już tak pełne optymizmu, jak kiedyś. Nie można powiedzieć, że nie patrzyła z wiarą w przyszłość - tak naprawdę ona już nie przewidywała żadnego jutra. Żyła, ale jakby uwięziona w swoim ciele. To, co czuła, nijak nie potrafiło wydostać się na zewnątrz. Nie prosiła o pomoc, choć tak naprawdę chciałaby o nią zawalczyć. Z góry przekreślała swoje szanse, bo niby dlaczego teraz miałoby się jej udać, skoro dotychczas wszystko, co robiła, kończyło się porażką?
Szybkim krokiem podeszła do regału, kiedy przypomniała sobie, że któregoś wieczoru ukryła tam coś przed światem. Pomiędzy książkami znalazła niewielką torebeczkę, a także śnieżnobiały proszek w jej wnętrzu. Isabel opadła bezsilnie na podłogę, czując się kompletnie bezradna. Przez ostatnie dni Peter Hartley mógł sądzić, że jego córka odzwyczai się od narkotyków i nie będzie musiał pakować jej na odwyk. Co by nie powiedzieć, trzeba przyznać, że siedemnastolatka trzymała się całkiem nieźle - pomimo czarnych myśli, jakie ją nękały, prawie wcale nie poruszała tematu nałogu w swojej głowie. Dopiero teraz, kiedy znów jedyne, na co miała chęć, to rozpaczliwy płacz, przypomniała sobie o swojej nowej drodze ucieczki. Może właśnie odnalazła odpowiedź, dlaczego rysowanie już nie pomagało jej w walce z rzeczywistością? Może narkotyki otworzyły jej drogę do świata, który o wiele skuteczniej pozwala zapomnieć o prawdziwym życiu i jego brutalnej naturze?
Isabel przez łzy patrzyła, jak drżące ręce szybko otwierają torebkę. Chwilę później dziewczyna przecierała nos i wrzucała puste opakowanie do kosza. Położyła się na łóżku, wiedząc, że za moment przestanie już płakać - dostanie ulgę, o którą się modliła, choć nie taką, jaką istotnie powinna otrzymać.          

***

Co tu robił, skoro dobrze wiedział, że nie był tu mile widziany? Nieznana siła kierowała dziś jego nogami do momentu, aż znalazł się pod jej domem. Kiedy się zatrzymał, jego ciało przeszył dreszcz i wcale nie było to spowodowane grudniową, coraz mniej życzliwą pogodą. A co, jeśli Isabel nie będzie chciała nawet na niego spojrzeć? Tak naprawdę, nie zdziwiłaby go właśnie taka reakcja. Zasłużył sobie na to i teraz miał już tego świadomość - pytanie tylko, czy nie zorientował się zbyt późno.
Odsunął się od drzwi, by móc spojrzeć na jej okna. Nie mógł mieć tej pewności, ale przeczuwał, że siedemnastolatka była w swoim pokoju. Wolałby od razu się z nią zobaczyć, niż po drodze rozmawiać jeszcze z jej ojcem, a intuicja podpowiadała mu, że niestety nie uda mu się tego uniknąć. Niechętnie wrócił pod drzwi, obawiając się tego, co nadejdzie, jednak próbował powtarzać sobie w duchu, że będzie, co ma być. Tak naprawdę nie powinien nawet się zastanawiać, skoro od wielu dni Isabel była jedyną osobą, jaka gościła w jego umyśle. Nie potrafił jeszcze nazwać swoich uczuć, ale był pewien, że musi z nią porozmawiać, nawet, jeśli jest to ostatnia rzecz, na jaką dziewczyna mogłaby mieć ochotę. Nabrał chłodnego powietrza w płuca i zapukał do drzwi, a kiedy naprzeciwko pojawił się ojciec Isabel, Logan zmusił się do uśmiechu, choć wciąż był zbyt zdenerwowany, by się odezwać.
- O co chodzi? - zapytał niecierpliwie Peter, przyglądając się nastolatkowi uważnie. Ten nadal milczał. - Słuchaj, nie mam czasu na...
- Zastałem Isabel? - spytał Logan szybko, obawiając się, że mężczyzna lada chwila nie wytrzyma i zamknie mu drzwi przed nosem.
Hartley spojrzał na niego ze zdziwieniem, zupełnie tak, jakby czuł, że się przesłyszał.
- Chciałbym z nią pogadać - dodał chłopak cicho.
- Niestety nie sądzę, aby moja córka miała na to teraz czas.
- Ale pan nie rozumie... Widzi pan, ja naprawdę muszę się z nią zobaczyć.
- Teraz musisz? - zapytał Peter pretensjonalnie. Obejrzał się za siebie, chcąc jakby upewnić się, że Isabel nie przysłuchuje się tej rozmowie, po czym jego duże oczy znów powędrowały w kierunku Logana. - A nie uważasz, że jest już trochę za późno? Kimkolwiek jesteś, gdzie byłeś, kiedy moja córka zaczęła brać narkotyki? Gdzie byłeś, kiedy naprawdę potrzebowała czyjejś pomocy? Żaden z jej tak zwanych przyjaciół nie przyszedł i nie zapytał, jak Isabel się trzyma.
- Przepraszam - powiedział nastolatek i zaczął się oddalać, jednak po chwili coś w niego uderzyło i zrozumiał, że nie może tak postąpić. Zdążył wrócić do Hartleya, nim ten zamknął drzwi.
- Chcesz coś dodać? - spytał Peter, a chłopak kiwnął głową.
- Gdyby pan znał swoją córkę, wiedziałby pan, że ona nie miała żadnych przyjaciół - rzekł Logan o wiele mniej uprzejmie, niż dotychczas. - Ja byłem jej jedynym. Nawaliłem i być może to przeze mnie wpakowała się w kłopoty, ale teraz tu jestem i chcę to wszystko naprawić. Wiem, że jestem w stanie jej pomóc, bo nigdy nie przestałem widzieć w niej swojej najlepszej przyjaciółki. Zależy mi na pańskiej córce bardziej, niż na kimkolwiek innym. W odróżnieniu od pana, ja ją znam i nie zamierzam odpuścić.
Nastolatek naciągnął kaptur na głowę i jak najszybciej oddalił się od domu Isabel. Nie mógł uwierzyć w to, że ten facet zajmował się córką, skoro tak naprawdę nie miał pojęcia o jej prawdziwym życiu. Dziś się poddał, ale wiedział, że tu wróci i znajdzie sposób, by dotrzeć do Isabel. Był jej ostatnią szansą na powrót do normalności i nie zamierzał jej tego odbierać.

Nigdy nie powiedziałem, że cię nie kocham, co nie zmienia faktu, że złamałem twoje serce.

***

Brunetka po raz ostatni spojrzała na karteczkę, którą trzymała w dłoni, po czym zgniotła ją i umieściła na dnie kieszeni swoich dżinsów. Miała jeszcze szansę, by się wycofać, wrócić do domu i tak po prostu zapomnieć o tym, że przez jeden krótki moment chciała naprawić swoje relacje z ojcem. Mogła najzwyczajniej w świecie żyć dalej, a swój wyjazd potraktować jako chwilową słabość, szaleństwo, nic wielkiego. Mogła, ale nie zamierzała się poddać. Właśnie teraz musiała być silna i twarda jak skała, bo czuła, że jeśli raz na zawsze nie zamknie tego rozdziału swego życia, to już nigdy nie przestanie się zadręczać. Zapukała do drzwi i postanowiła czekać. Istnieje jeszcze możliwość, że adres, który miała zapisany na kawałku papieru, był zły, a za chwilę otworzy jej jakaś starsza, przysadzista kobieta w sukience w kwiaty, a nie jej ojciec, którego nie widziała od tylu lat. Właśnie wtedy ze środka wyjrzały ciemnobrązowe oczy, które wydawały jej się wyjątkowo znajome, lecz kiedy zapanowała nad emocjami, zorientowała się, że to nie z Rogerem ma do czynienia. Zamrugała kilkakrotnie powiekami, by w miarę się otrząsnąć, po czym uśmiechnęła się serdecznie, widząc, jak około dziewiętnastoletni chłopak zaczyna się niecierpliwić.
- Przepraszam, czy jest może... - zaczęła niepewnie, więc postanowiła spróbować jeszcze raz, tym razem śmielej. - Zastałam Rogera?
- Prawie - odparł młodzieniec i otworzył szerzej drzwi. - Możesz na niego poczekać, powinien niedługo przyjść.
Dziewczyna widziała, jak chłopak wchodzi do środka i jedyne, co mogła teraz zrobić, to pójść za nim. Zamknęła za sobą drzwi i zdjęła kurtkę, a na wieszaku odnalazła męską kamizelkę, której rozmiar idealnie pasowałby na Rogera. Zdziwił ją tylko jej kolor - jaskrawo niebieski. Najwyraźniej facet, który przez większość swego życia wolał stonowane kolory, zmienił nie tylko miejsce zamieszkania, ale również swe upodobania. Paige zaczynała coraz bardziej obawiać się ich spotkania, tym bardziej, że jej pojawienie się będzie dla Rogera wielkim szokiem - w końcu nawet nie uprzedziła go, że zamierza go odwiedzić. Czy będą potrafili ze sobą rozmawiać? Czy to w ogóle możliwe po tym wszystkim, co się wydarzyło?
- Chcesz pić? - spytał dziewiętnastolatek, którego niespodziewany powrót wyrwał ciemnowłosą z głębokiego zamyślenia. Pokręciła głową przecząco, na co brunet wzruszył ramionami. - I tak zrobię ci drinka, żeby stary nie zarzucił mi, że jestem niegościnny.
Belle uśmiechnęła się pod nosem, po czym weszła dalej. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to ogromne zdjęcie nad kominkiem w salonie, przedstawiające jej ojca. Teraz już była pewna, że trafiła we właściwe miejsce. Usiadła na kanapie, nie przestając rozglądać się dookoła. Cała ta sytuacja była przytłaczająco dziwna, ponieważ Paige nie mogła przewidzieć, co wydarzy się za chwilę. Kim był dzisiaj człowiek, którego niegdyś nazywała swoim ojcem?
- Masz - powiedział chłopak, podając dziewczynie kolorowego drinka, po czym rozsiadł się wygodnie w fotelu i utkwił wzrok w wyświetlaczu swej komórki.
- Jestem Paige - rzekła brunetka, chcąc w jakiś sposób rozluźnić atmosferę.
- Tyler - odparł, zerkając na nią od niechcenia. - Stary zaraz przyjdzie.
- Masz na myśli Rogera?
- Jak sobie chcesz.
Ciemnowłosa próbowała w jakiś sposób wywalczyć odpowiedź chłopaka, jednak bezskutecznie, gdyż ten już po chwili wstał i poszedł na piętro, zostawiając ją całkiem samą w salonie. Nie minęło pięć minut, a drzwi frontowe zaskrzypiały charakterystycznie. Paige wstała i wyprostowała się, a jej dłonie zupełnie niespodziewanie zaczęły się trząść.
- Weź się w garść - powiedziała sama do siebie i miała nadzieję, że ciemnowłosy mężczyzna, który w tym samym momencie stanął naprzeciwko niej, nie dosłyszał jej słów.
- Paige... - szepnął, podchodząc bliżej.
Na jego twarzy gościł wyraz, którego brązowooka dotychczas nie widziała u swojego ojca. Jego ręce poruszały się niepewnie - jakby chciał ją dotknąć, ale z drugiej strony powstrzymywał się, bo wiedział, że stracił możliwość na bliskie relacje z nią. Ostatecznie uścisnęli sobie dłonie, po czym usiedli na kanapie, przyglądając się sobie. W jej oczach wyraźnie widać było nieufność, za to w jego - kompletną bezsilność.
- Strasznie to popieprzone, nie uważasz? - zapytała wprost. - Nie potrafimy nawet się do siebie odezwać. Co, może chciałeś zapytać, co u mnie słychać? Dobrze wiesz, że gdybym zaczęła ci opowiadać, co działo się przez ostatnie pięć lat, nie skończyłabym do jutra. Narobiliśmy sobie takich zaległości, że nie wierzę, aby udało nam się je kiedykolwiek nadrobić.
- Więc po co tu przyjechałaś? - spytał Roger, wyraźnie zawiedziony jej słowami. Czego właściwie się spodziewał? Że padną sobie w ramiona, jak córka i ojciec? Że wszystko będzie dobrze, tak po prostu?
- Dobre pytanie - powiedziała Paige. - Kiedy tu jechałam, sądziłam, że chcę przeprosić cię za to, że przeze mnie musiałeś odejść. Chciałam wyciągnąć do ciebie rękę, ale wszystko się zmieniło, kiedy poznałam tego chłopaka, Tylera. Zagramy więc według innych zasad. Teraz to ty, a nie ja, musisz się wyspowiadać. Powiedz, czy to faktycznie przeze mnie musiałeś wyjechać?
Mężczyzna uciekał spojrzeniem, byle tylko nie patrzeć córce w oczy. Przerażał go fakt, że w jej głosie na próżno szukać jakiegokolwiek współczucia czy chęci naprawienia ich stosunków - ona przyjechała po to, by oczyścić swe sumienie. O wiele bardziej odpowiadałaby mu rola kochanego taty, który razem z córką wiele przeszedł, ale i tak zawsze był dla niej kimś ważnym. Obecnie czuł się raczej jak intruz i osoba najbardziej znienawidzona przez swoje dziecko.
- Oczywiście, że nie przez ciebie - odrzekł Roger w końcu. - Po tym, co zaraz usłyszysz, znienawidzisz mnie na zawsze...
- Chcę znać prawdę - stwierdziła brunetka szybko. - Nawet, jeśli jest ona okrutna.
- Kiedy miałaś kilka, może kilkanaście miesięcy, poznałem pewną kobietę, która zawróciła mi w głowie. Wiem, że kochasz swoją matkę i prawdopodobnie ciężko ci słuchać tego, co ci teraz mówię, ale niestety nie zmienię przeszłości, ani błędów, które popełniłem.
- Miałeś romans?
- To było coś poważniejszego, bardziej jak związek - powiedział prosto z mostu. - Jednocześnie byłem z twoją matką i uwierz mi, że była ona najważniejszą kobietą w moim życiu. Właśnie dlatego zerwałem kontakt z Monicą, kiedy miałaś cztery lata. Skupiłem się na rodzinie i obiecałem sobie, że nigdy więcej nie wystawię swojego małżeństwa na tak ciężką próbę. Próbowałem wychować cię na porządnego człowieka i jakoś wynagrodzić ci to, że nie robiłem wszystkiego tak, jak powinienem.
- A w ogóle chciałeś nam kiedykolwiek powiedzieć prawdę?
- Nie umiałem... - przyznał i widać było, że miał ochotę jak najszybciej zakończyć tą rozmowę, która stawała się coraz trudniejsza. - Próbowałem, ale brakowało mi odwagi. Kiedy miałaś siedemnaście lat, dowiedziałem się, że Monica ma raka. Wiedziałem o jej chorobie, ale nawet do niej nie pojechałem, bo uważałem tamten rozdział za zamknięty. Kilka tygodni później Monica już nie żyła, a ja dostałem wiadomość, że... Słuchaj, musiałem wyjechać i was zostawić, a twoje coraz gorsze wybryki były dla mnie idealnym pretekstem. Wiem, że brzmię jak skończony egoista, ale nie chciałem was zranić, bo obydwie na to nie zasługiwałyście.
- I co, wydaje ci się, że swoim odejściem w ogóle nie sprawiłeś mi bólu? - zapytała, rozkładając ręce w akcie bezradności. - Całymi dniami płakałam w poduszkę, a kiedy widziałam matkę w takim samym stanie, obwiniałam się o całą tą sytuację! Przez długie lata wierzyłam, że to ja zniszczyłam naszą rodzinę, chociaż tak naprawdę to była tylko i wyłącznie twoja wina.
- Nie sądziłem, że tak mocno to przeżyjesz, Paige.
- Dlaczego musiałeś wyjechać? - spytała, ignorując łagodny ton ojca, który najwyraźniej chciał teraz wyciągnąć do niej rękę w geście pojednania. Nie musiał się fatygować, i tak by go odrzuciła. - Czyżby z powodu Tylera?
- Kiedy Monica zmarła, musiałem się nim zająć. Miał tylko trzynaście lat.
- Ale dlaczego? - zapytała niepewnie. - Chcesz mi powiedzieć, że Tyler to mój...
Dziewczyna wstała i odgarnęła włosy do tyłu, rzucając potępiające spojrzenie swemu ojcu. Mężczyzna zatrzymał ją przy drzwiach, prosząc, aby dała mu jeszcze jedną szansę, jednak ona uśmiechnęła się tak, jakby jego słowa zabrzmiały w jej uszach niczym najśmieszniejszy żart.
- Twoje życie mnie nie interesuje - oznajmiła chłodno. - Przyjechałam tylko po to, by móc wreszcie uwolnić się od poczucia winy. Dostałam to, czego chciałam i mogę już jechać.
- Kochanie, proszę...
- Dla mnie nie istniejesz - skwitowała beznamiętnie i wyszła, a drzwi zamknęły się za nią z przeraźliwym hukiem.
Ciemnowłosa oddalała się od domu ojca, lecz jej emocje nie ulatniały się - wręcz przeciwnie, czuła się tak, jakby z każdym krokiem była coraz bliżej jeszcze większego koszmaru. Czy faktycznie otrzymała ulgę po spotkaniu z Rogerem? Śmiała w to wątpić, bo właśnie teraz miała ochotę usiąść na środku chodnika i rozpłakać się jak małe, zagubione i całkowicie osamotnione dziecko.

***

Avril Lavigne - How You Remind Me (cover) *

7 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle genialny. Wywołał we mnie wiele emocji. Czytało się szybko i bardzo przyjemnie. To taki wstęp, a teraz dokładniej.
    Biedny Josh. Nie może się pozbierać po tym co przeszedł i cały czas bije się z myślami i wspomnieniami, a pomimo tego tak dobrze sobie radzi i to ukrywa. Wydaje mi się, że już nie wytrzymał skoro wygadał się Vanessie. Bo przecież o tym wiedział tylko jego ojciec, a teraz i ona. Czy mu pomoże? Jestem tego bardzo ciekawa. Choć według mnie bardziej przydatna byłaby dla niego pomoc psychologa. Ciekawe co zrobi.
    Lubię czytać o Isabel, dlatego dla mnie te fragmenty były najlepsze. Bardzo spodobał mi się ten moment z rysunkami. Takie rzeczy są charakterystyczne dla danej osoby, kształtują postać i pokazują jej wyjątkowość. Ciekawy sposób na ból. Naprawdę mi się to spodobało. :)
    Mam wrażenie, że Logan czuje coś do Isabel. Jego wizyta i wypowiedź tylko to potwierdziła. Nie jest to jeszcze miłość, ale mam nadzieję, że w końcu się w nią przerodzi.
    W ogóle nie spodziewałam się takiego obrotu spraw w związki z Paige i jej ojcem. Bardzo mnie zaskoczyłaś. Z jednej strony Roger okazał się dobry, bo jednak nie opuścił córki z powodu jej narkomaństwa, z którym nie dał sobie rady. Ale z drugiej strony (mocniejsza storna) opuścił je dlatego, bo okazał się cholernym egoistą. Nie dość, że zdradzał żonę, to jeszcze miał syna i wybrał opiekę nad nim niż zostanie ze starą rodziną. Zresztą mógł to inaczej pociągnąć. Mógł się przyznać żonie do zdrady, a ta może by mu wybaczyła i zgodziła się na zamieszkania Tylera z nimi. To wszystko mogło potoczyć się inaczej. Nie wiem czy Paige zachowała się słusznie czy też nie. Wydaje mi się, że była zbyt zszokowana i rozemocjonowana. Może gdyby się uspokoiła, to porozmawiałaby z ojcem. Bo to w końcu ojciec, więc warto mieć z nim dobre kontakty. Bo potem może tego żałować. Mam nadzieję, że to sobie przemyśli i wróci jeszcze do niego. Nie dziwię się, że jest na niego ciekła, jednak mogłaby spróbować polepszyć te kontakty. Cóż, zobaczymy jak to się dalej potoczy.
    Pozdrawiam. ;3
    P.S. Zapraszam do siebie na nowy rozdział. :)
    http://otchlan-czasu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za wspaniałe słowa ;) Rozdział u Ciebie nadrobię za chwilkę ;)
      Pozdrawiam! ;)

      Usuń
  2. Hej Kochana:* mam szczęście, bo w tym tygodniu miałam wolne od pracy, więc bez problemu mogę usiąść i na spokojnie przeczytać rozdział. Tak właśnie sobie patrzę i nie mogę uwierzyć, że to już dziewiętnasty rozdział. Ja czuje się tak, jakbym wczoraj czytała dopiero prolog tego opowiadania. Faktycznie, czas strasznie szybko ucieka, siedem miesięcy od prologu to naprawdę sporo. Pomęczycie się? Mam nadzieję, że nie miałaś tutaj na myśli mnie. Ja się w ogóle nie męczę, doskonale wiesz, że dla mnie to czysta przyjemność, kiedy tutaj wchodzę, czytam i komentuję. Dla mnie nie ma lepszego momentu na relaks i totalne wyciszenie. Przeczytałam Twoją odpowiedź na mój komentarz pod poprzednim rozdziałem i zaskoczyłaś mnie totalnie. Oczywiście na wstępie powiem, że wcale nie chodzi tutaj o to, że nie wierzę w Twoje zdolności, ale rozszerzona matura z matmy to naprawdę hardcore. Ja miałam problemy z podstawą, więc rozszerzona matura nawet mi przez myśl nie przeszła :P wyobrażam sobie ile się nacierpisz, ale oby Ci się to opłaciło. Będę trzymać kciuki, żeby się udało :) a teraz przechodzę już do czytania :)
    Pamiętam, że od początku tego opowiadania byłam bardzo ciekawa tego, co takiego wydarzyło się w życiu Josha, że pomimo tej rzekomej śmierci mężczyzna jednak żyje i wrócił w rodzinne strony. Kiedy po raz pierwszy opowiedział swojemu ojcu o tym, co się wydarzyło wtedy w wojsku byłam naprawdę przerażona, że człowiek jest w stanie tyle znieść. Przykro to mówić, ale poczucie winy chyba już będzie go dręczyć do końca. Ciężko pozbyć się takich myśli, takich wspomnień, które jednak się wydarzyły. To co się przytrafiło Joshowi przypomina mi historię z jakiegoś kryminału, która nie skończy się tak szybko. Mam wrażenie, że ta sprawa jeszcze będzie do niego wracać i mam złe przeczucia, że w jego życiu może wydarzyć się coś złego, że zarówno jemu grozi niebezpieczeństwo, jak i jego najbliższym. Obym się myliła, co wolałabym bardziej od innych czarnych scenariuszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. W takich przypadkach jaki dotyczy Isabel zwalanie winy na drugą osobę jest dla mnie dość dziwnym zachowaniem. Tutaj winą za całą tą sytuację w której się znalazła obarczyła Logana, chociaż chłopak nie miał z tym nic wspólnego. Ile jest przypadków nieodwzajemnionej miłości i mimo wszystko ludzie nie popadają w nałóg narkotykowy. Wiadomo, że jest ciężko podnieść się po takim ciosie, bo sama coś takiego przeżyłam i wiem jak bardzo to boli, ale bez przesady. Zawsze znajdzie się jakieś wyjście z sytuacji, nawet tej najgorszej. Isabel zwyczajnie nie radzi sobie z życiem. Ktoś, kto cały czas jest sam jak palec jak ma się czuć? Kiedy nie ma obok niej żadnych przyjaciół, kiedy nie ma do kogo się odezwać? Tutaj mamy do czynienia z potworną samotnością tej dziewczyny. Przeraża mnie fakt, że osoba w tak młodym wieku jest tak samotna. To mógł być jeden z powodów dla których sięgnęła po narkotyki. Wydaje mi się, że zamknięcie Isabel w pokoju na klucz nie rozwiąże jej problemu z nałogiem, jeśli ona cały czas ma do niego dostęp. Jak tak dalej pójdzie, to wydaje mi się, że odwyk będzie nieunikniony. Zachowanie Logana z jednej strony mnie zdziwiło, ale z drugiej strony jestem mu wdzięczna za to, że on jeden zainteresował się teraz Isabel. Oczywiście nadal pamiętam to, jak ją potraktował, kiedy wyznała mu miłość, ale czy w obecnej sytuacji warto to rozpamiętywać? Teraz najważniejsze jest to, żeby Isabel się podniosła i pokonała nałóg. Wydaje mi się, że Logan jest jedną z odpowiednich osób, które są w stanie pomóc dziewczynie. Sama jestem ciekawa jak to dalej z nimi będzie...
    Bałam się konfrontacji Paige z ojcem. Na początku zastanawiałam się czy w ogóle do niej dojdzie, czy dziewczyna nie wycofa się w ostatniej chwili. To, co wyczytałam totalnie mnie zaskoczyło. Domyśliłam się, że za odejściem Rogera kryje się coś więcej, niż tylko ostatnie wybryki Paige, ale nie spodziewałam się, że chodzi akurat o coś takiego. Roger zachował się paskudnie, a całą winę chciał zrzucić na własną córkę. Tak to jest, kiedy ma się coś za uszami i chce się znaleźć byle jaką wymówkę, by odciąć się od problemów. Zdrada nie była najlepszym rozwiązaniem. Paige ma przyrodniego brata. Nie ma co Tyler to jeszcze dziecko i jakoś nie wyglądał na grzecznego synka, który słucha swojego taty. Kiedy mówił o ojcu wyczułam wiele pretensji i bólu w tonie jego głosu. W sumie nie ma się czemu dziwić, stracił matkę w tak młodym wieku i tylko Roger mógł się nim zaopiekować. Ciekawa jestem jak to dalej będzie. Czy ojciec Paige jeszcze się pojawi w jej życiu?
    Czekam na kolejne nowości. Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zaskoczyć Cię jeszcze bardziej? Ze wszystkich matur najbardziej przeraża mnie ta z polskiego. Mam spore szanse się na tym wyłożyć - nieczytanie lektur i nie ogarnianie klucza w wypracowaniu z pewnością jeszcze o sobie przypomni. Matma mnie wykończy, a najlepsze jest to, że wcale się na żadne studia matematyczne nie wybieram :P Ot, pomyślałam sobie, że fajnie będzie zdać coś rozszerzonego i wychodzi na to, że do matmy w klasie matematycznej jest mi jednak najbliżej ;)
      Co do rozdziału, właściwie nie mam nic do dodania. Wolę nie wypowiadać się na temat przyszłości Josha, Isabel i tak dalej, żeby nie zdradzić za dużo. Nie chcę psuć wrażeń, choć nie ukrywam, że tych najbliższych odcinków obawiam się najbardziej (mam skłonność do lekkiego gubienia się pod koniec historii).
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam :*

      Usuń
  4. U mnie właśnie było odwrotnie. To matury z matmy obawiałam się najbardziej. Ogólnie denerwowałam się przed każdym egzaminem, nawet przed ustnymi, więc ciesze się, że chociaż tą maturę mam już za sobą. W tym roku czeka mnie o wiele gorsze wyzwanie, a mianowicie licencjat. Czuję, że tutaj dopiero będzie jazda. No ale zostało mi jeszcze trochę czasu, więc wolę nie denerwować się na zapas :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To już siedem miesięcy? Ja bym powiedziała, że dopiero co zaczęłaś tą historię. Ale jak widać czas jest bezlitosny i biegnie bardzo szybko. Czasami aż za szybko. Podobnie jak za szybko kończą się Twoje niesamowite historie. Zdecydowanie za szybko.
    Zabieram się za czytanie nowości! :)
    Bardzo lubię pierwszą piosenkę, chociaż muszę przyznać, że w oryginale jest dużo lepsza (według mnie, of course).
    Uwielbiam Twoje opisy. To jak dopasowujesz do siebie słowa. Na pewno już Ci to pisałam, więc się powtórzę: w moich oczach jest jak malarz, który za pomocą swojego pędzla tworzy zachwycające obrazy. Kocham to jak malujesz mi słowem piękny świat, który nie jest idealny, nie jest prosty i nie panuje w nim tylko sielanka, a mimo to jest czarujący i tak realny. Jesteś właścicielką przeogromnego talentu, który musisz pielęgnować. Jesteś młodą, mądrą i bardzo ambitną dziewczyną, więc jestem niemalże pewna, że pewnego dnia cały świat będzie zaczytywał się Twoimi historiami.
    Sen Josha był przerażający. Czasami zastanawiam się jak żołnierze, którzy byli na misji potrafią wrócić do domu i żyć normalnie. Domyślam się, że to ciągle ciągnie się za nimi, bo inaczej być nie może. Mam wujka, który był na dwóch misjach w Afganistanie. Nie chce w ogóle o tym rozmawiać. Czasami coś tam wspomni, ale to tak bardziej sporadycznie lub przez zupełny przypadek. Wiem, że stara się od tego odizolować. Josha sytuacja jest o tyle gorsza i trudniejsza, że na jego oczach zginął człowiek. Jego przyjaciel. I tak naprawdę nigdy nikt nie zrozumie jego bólu. Miałam dreszcze. Serio.
    Jestem zadowolona, że mimo wszystko była przy nim Vanessa.
    Nie mam bladego pojęcia w jakim kierunku zmierza znajomość Josha i Vanessy. Domyślam się, że zostanie wystawiona na jeszcze nie jedną próbę - jak choćby moment, gdy Josh dowie się, że miała romans z Russellem. Nie wiem czy podoba mi się wizja ich jako pary.. Chyba nie. Mimo to chcę, aby przede wszystkim Josh był szczęśliwy. Bo jest moim ulubieńcem.
    Sama nie wiem, czy ten cover mi się podoba czy nie. Jest dobry i pasuje do fragmentu. :)
    Szkoda mi Isabel. Sama się wpakowała w to, wiem. Nie słuchała, gdy inni ją ostrzegali, wiem. Ale czy nie takie jest właśnie życie? Robimy mu na przekór, uczymy się na błędach i czasami potrzebujemy dostać solidnego kopniaka, aby docenić to, co mamy obok. Isabel przeszłą dużo. Strata matki w tak młodym wieku, to chyba najgorsze, co może spotkać człowieka. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej rodzicielki, więc mogę sobie wyobrazić jak osamotniona jest nastolatka. Najgorsze, że ojciec - człowiek, którego uważałam za honorowego, pełnego ciepła i oddania rodzinie - odsunął się od niej. I jeśli mam być szczera - to nie ona zawiodła, lecz on. Dla mnie to on jest największym przegranym tej historii i nic go nie tłumaczy. Rodzicem jest się przez całe życie, a nie tylko wtedy, gdy jest dobrze!
    Logan pierwszy raz w życiu zachował się jak mężczyzna i powiedział to, co powinien zrobić już dawno. Mam nadzieję, że jego przyjaźń z Isabel jeszcze powróci. Niektórzy ludzie zasługują na drugą szansę. I jest nim Logan.
    Mogłabym spodziewać się wszystkiego, ale nie tego. Tak mi szkoda Paige. Przez tyle lat obwiniała samą siebie za odejście ojca, a tak naprawdę to on ich zawiódł. Nienawidzę Rogera. Nienawidzę takich mężczyzn, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Mam nadzieję, że to spotkanie pomogło Paige!
    Kochana, cudowny odcinek. Naprawdę. Aż nie wiem, co jeszcze mogę napisać. Uwielbiam Ciebie jako osobę i Twoją twórczość! :* Pisz tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń