24 października 2013

20. ,,Przeszłość i tak w którymś momencie nas złapie''

Hej :)
W ten oto sposób dotarliśmy do dwudziestego rozdziału. Przed nami jeszcze jedenaście, więc chyba całkiem sporo :) Mam nadzieję, że ta część przypadnie Wam do gustu. Ja jestem zadowolona :)
Dziękuję za Wasze przepiękne komentarze!
Do następnego! :*

***
Nina Nesbitt - Statues

Nigdy nie była w więzieniu, co było dość zaskakujące, biorąc pod uwagę jej wybryki z przeszłości. Nawet, gdyby tam trafiła, dobrze wiedziała, że długo by nie wytrzymała i po pewnym czasie zaczęłaby kombinować, jak wydostać się na zewnątrz. Wystarczy mieć plan i konsekwentnie dążyć do zrealizowania go, a potem tylko przejść na drugą stronę muru i biec, uciekać, ile sił w nogach i powietrza w płucach. Tak naprawdę nie musiała dostać wyroku, by przekonać się, jak gorzko smakuje życie, kiedy cały czas uciekać przed czymś, z czym nie jesteś w stanie się pogodzić. Ona od lat próbowała zapomnieć o przeszłości, a nawet udawać, że nic się nie stało, dopiero niedawno zrozumiała, że na dłuższą metę takie życie nie ma sensu. Pragnęła poczuć się całkowicie wolną od wszelkich trosk i zmartwień i nie zamierzała z tego rezygnować, choć nadal nie miała pojęcia, jak oswobodzić się z kajdan i łańcuchów. Jedyny wniosek, jaki wyciągnęła ze spotkania z ojcem, polegał na tym, że nie ma sensu uciekać przed przeszłością, bo w którymś momencie i tak polegniemy. Można co najwyżej ją zaakceptować, albo spróbować naprawić to, co kiedyś nam nie wyszło. Od dziś postanowiła nie chować już głowy w piasek, nie tchórzyć, kiedy tylko robiło się ciężko. Co by powiedziała jej córka, gdyby dowiedziała się, że ma matkę, która nie potrafi stawić czoła codzienności? Jaki dałaby jej przykład? A przecież Paige najmocniej na świecie pragnęła, by Adriana miała udane życie, pełne szczęścia. Chciała, aby jej dziecko szło przez świat z wysoko uniesionym czołem i zamierzała skupić się teraz tylko i wyłącznie na tym, aby ją w tym wspierać. Musiała przekazać jej, że tylko silni i wytrwali mogą coś w życiu osiągnąć. Musiała być jej autorytetem, od zaraz.
Brunetka o niczym innym nie myślała, jak o tym, by możliwie jak najszybciej spotkać się z córką i zamknąć ją w swych ramionach. Tęskniła za nią bardziej, niż przedtem, ponieważ rozmowa z ojcem zmotywowała ją do bycia najlepszą matką, jaką tylko będzie potrafiła. Jej dziecko na to zasługiwało, tak jak kiedyś ona. Zanim jednak będzie mogła przytulić swoje czteroletnie szczęście, Paige Belle będzie musiała spotkać się z Peterem Hartleyem, który zadzwonił do niej kilka godzin wcześniej, prosząc, aby przyszła. W pierwszej chwili, kiedy zobaczyła jego imię na wyświetlaczu swej komórki, miała ochotę odrzucić połączenie, nie wiedziała bowiem, czego się spodziewać. Od samego początku wydawało jej się to podejrzane, ale może powinna mu zaufać? Bo niby jakie mógłby mieć intencje, dzwoniąc do niej? Przecież minęło trochę czasu od ich kłótni, nie sądziła zatem, by tematem ich rozmowy miał być znowu ten sam temat. A może Peter przemyślał wszystko i postanowił ją przeprosić? Może powie jej, że był pod wpływem silnych emocji, kiedy skierował pod jej adresem wszystkie te przykre słowa?
Paige nabrała powietrza w płuca i zapukała do drzwi, by już po chwili widzieć twarz mężczyzny, stojącego naprzeciwko. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli.
- Dzień dobry - powiedziała w końcu i uśmiechnęła się pogodnie, jednak Peter nawet nie drgnął. W jego spojrzeniu gościł tak niespotykany chłód, że ciało dziewczyny aż przebiegły dreszcze. - Dzwoniłeś...
- Musisz wiedzieć, że między nami nic się nie zmieniło - rzekł Hartley stanowczo, odsuwając się na bok, by Paige mogła swobodnie wejść do środka, jednak ta stała jak wryta, niepewna, czy powinna iść dalej. - Isabel chce się z tobą widzieć. Pomyślałem, że nie powinienem wam tego utrudniać.
Mężczyzna wycofał się i zniknął sprzed oczu ciemnookiej, ta z kolei zdjęła kurtkę i szybkim krokiem udała się na górę. Wydedukowała, że Josh i Adriana muszą być teraz na spacerze. Swoją drogą, była w głębokim szoku. Isabel naprawdę chciała się z nią skontaktować? A więc ich ostatnia rozmowa wcale nie była przypadkowa?
Ciemnowłosa zapukała delikatnie do pokoju siedemnastolatki.
- Wejdź, proszę - zawołała Isabel.
Brązowooka zamknęła za sobą drzwi i podeszła do Hartley, posyłając jej pełen ciepła uśmiech. Nastolatka wyglądała naprawdę marnie, ale trudno się dziwić, po tym, co przeszła. Paige usiadła obok niej na łóżku i po raz kolejny spojrzała jej prosto w oczy, próbując natrafić na jakiekolwiek emocje. Isabel naprawdę skutecznie się maskowała, choć sprawiała raczej wrażenie osoby, która ma wszystko w nosie. Brunetka wyczuwała nić porozumienia między nimi - w końcu i ona dobrze znała smak narkotyków i w którymś momencie swego życia, była w podobnym stanie, co Hartley.
- Czy to będzie bardzo nie na miejscu, jeśli zapytam, jak się trzymasz? - rzekła Belle ostrożnie, a nastolatka, ku jej zaskoczeniu, uśmiechnęła się i wzruszyła lekko ramionami.    
- Dużo ostatnio myślałam o naszej ostatniej rozmowie - powiedziała Isabel niewyraźnie, jakby od dłuższego czasu używała swego głosu tylko okazjonalnie.
- Tak, ja też - przyznała Paige. - To, co wtedy powiedziałaś, naprawdę dało mi do myślenia.
- A pamiętasz, co dokładnie mówiłam? - spytała, po czym kontynuowała, nie czekając na odpowiedź rozmówczyni. - Że zamieniam się w twoją kopię, na co ty odparłaś, że brakuje mi jeszcze dwóch rzeczy.
- Pamiętam - szepnęła. - Chcesz pewnie dowiedzieć się, co miałam na myśli? - zapytała, a siedemnastolatka skinęła głową. - Rycerz i dziecko.
- Słucham?
- Widzisz, w mojej historii naprawdę nie działo się najlepiej. Był taki okres, kiedy po imprezie, której nawet nie pamiętałam, budziłam się w miejscu, z którego nie potrafiłam wrócić. Bóg wie, jakie rzeczy robiłam, kiedy moja świadomość przestawała działać. Po jednej z takich nocy o mały włos, a nie zostałabym wykorzystana przez zupełnie obcego chłopaka. Właśnie wtedy poznałam twojego brata, który mnie obronił. Zachował się bardzo szlachetnie, biorąc pod uwagę fakt, że przedtem wyśmiewałam go i byłam wredna, choć tak naprawdę nie miałam powodu, by tak go traktować. Josh to prawdziwy dżentelmen.
- A więc kwestię rycerza mamy już wyjaśnioną - stwierdziła Isabel, która chyba po raz pierwszy w życiu słuchała Paige z aż takim zaciekawieniem.
- Tej drugiej chyba nawet nie muszę tłumaczyć - mruknęła brunetka i uśmiechnęła się pogodnie. - A więc, jak widzisz, sporo ci brakuje, by stać się moim młodszym odpowiednikiem.
- Chyba jednak nie tak sporo, jak ci się wydaje... - wyszeptała i nagle głos jej się urwał, a oczy zamigotały pod wpływem łez.
- Mała, co się stało? - zapytała Paige troskliwie, kompletnie zbita z tropu. Isabel straciła panowanie nad emocjami tak nieoczekiwanie, że ciemnowłosa nie zdążyła się nawet przygotować na taką sytuację.
- Chodzi o to, że chyba jestem w ciąży z Giovannim - wyznała dziewczyna i bez proszenia o pozwolenie wtuliła się z całych sił w ciało towarzyszki, a kiedy poczuła jej dłoń, poklepującą jej plecy w celu pocieszenia, rozkleiła się jeszcze bardziej.
Obydwie podskoczyły, kiedy do ich uszu dobiegło rozpaczliwe wołanie chłopaka z zewnątrz. Paige podeszła do okna i zobaczyła przystojnego nastolatka, rzucającego kamykami, które odbijały się od szyby i z powrotem lądowały na trawie.
- A oto i mój rycerz! - łkała Isabel, połykając słone łzy. - Rycerz, który złamał mi serce i który teraz nagle postanowił mi pomóc, kiedy jest już za późno, by jego starania mogły cokolwiek zmienić.
Nagle komórka Isabel, dotychczas milcząca, zaczęła wibrować. Paige spojrzała na nastolatkę pytająco, ta jednak pokręciła głową i zamknęła oczy, próbując powstrzymać płacz. Nie zamierzała odebrać telefonu i rozmawiać z Loganem. Przecież to nie jej wina, że chłopak tak późno zaczął o nią walczyć.

,,Dzwonię tylko po to, żeby ci powiedzieć, że możesz dalej ignorować moje wiadomości i udawać, że nie ma cię w domu. Rób, co chcesz, ale nie licz na to, że dam ci spokój. Musimy w końcu porozmawiać. Teraz stąd idę, ale jutro i tak znowu będę czekał pod twoim domem. Któregoś dnia pękniesz i wpuścisz mnie do środka, albo chociaż wyjrzysz przez okno. Nie uciekniesz mi, słyszysz?''.     

- Paige, dlaczego on jest takim idiotą? - zapytała siedemnastolatka, ocierając łzę z policzka. - Dlaczego zrozumiał, że jestem dla niego ważna, dopiero po tym, jak mnie stracił?
Brunetka pokręciła głową, nie wiedziała bowiem, jak odpowiedzieć dziewczynie na pytanie. Póki co to nie sprawa z Loganem wydawała się ciemnookiej najważniejsza, lecz prawdopodobieństwo, że zagubiona nastolatka wkrótce może zostać matką.   

***

Czy zdarzyła ci się kiedyś taka sytuacja, że leżałeś w łóżku i nagle, na chwilę przed zaśnięciem, zadrżałeś, bo wydawało ci się, że spadasz w dół? Nieprzyjemne, prawda? Russell Knight odczuwał podobny dyskomfort i lęk na okrągło. Źle sypiał, w pracy też nie umiał skupić się na niczym, bo cały czas myślał tylko o Naomi. Nie potrafił nic poradzić na to, że na każdym kroku zdawało mu się, że ją widzi. Tym okrutniejsza była rzeczywistość, bo blondynka ani razu go nie odwiedziła, nie zadzwoniła i nie próbowała nawiązać z nim kontaktu. Rozumiał ją. Właśnie tak powinna była zareagować od razu, kiedy tylko dowiedziała się o niewierności męża - wyrzucić go z domu i zerwać wszelkie kontakty, dając mu nauczkę. Kiedy wykrzyczał jej, że powinna się tak zachowywać, czuł, że postępuje słusznie i któregoś dnia na pewno zostanie wynagrodzony. Dziś, po kolejnych tygodniach samotności i niewyobrażalnej tęsknoty za ukochaną kobietą, żałował słów, które wówczas wypowiedział. O wiele bardziej wolałby, aby Naomi udawała, że nic nie słyszała o jego skoku w bok - wtedy przynajmniej miałby ją obok siebie i wiedziałby, że jeszcze jest dla nich jakakolwiek nadzieja. Teraz nie potrafił nawet do niej zadzwonić. Najbardziej w tym wszystkim bolało go to, że choć przez cały czas wydawało mu się, że Naomi będzie walczyła o ich związek i w którymś momencie mu wybaczy, ona już odnalazła szczęście w ramionach innego mężczyzny. Kiedy widział ich razem, czuł się tak, jakby ktoś wbił mu ostre narzędzie prosto w serce. Wykrwawiał się na myśl o tym, że inny facet teraz całuje ją i trzyma za rękę, choć do niedawna tylko on miał do tego prawo. Jak on mógł być takim kretynem i na tę jedną noc zdjąć obrączkę z palca?
Rudowłosy mężczyzna wziął do ręki telefon i przez dłuższa chwilę bezczynnie wpatrywał się w wyświetlacz. Tyle razy chciał wybrać jej numer i zawsze tchórzył. Teraz był niemal pewien, że to zrobi, że w końcu naciśnie zieloną słuchawkę i poczeka, aż po drugiej stronie usłyszy jej głos. Tylko, że nie towarzyszyło temu przyjemne podekscytowanie, wręcz przeciwnie - mężczyzna dzwonił, by pożegnać się raz na zawsze, bo właśnie dotarło do niego, że stracił ją bezpowrotnie.
Kiedy usłyszał sygnał, jego serce jakby przestało bić, a wskazówki zegara przestały się spieszyć tak niemiłosiernie, jak miało to miejsce dotychczas. Czuł, że jeszcze tylko chwila, a w końcu usłyszy Naomi po drugiej stronie. Niestety, nie doczekał się. Po kolejnym sygnale, na który jedyną odpowiedzią była cisza, włączyła się automatyczna sekretarka. Knight westchnął.
- Tak coś czułem, że nie będziesz chciała ze mną gadać - powiedział. - Naomi, chciałem ci tylko powiedzieć, że wiem już o twoim nowym związku. Powinienem uszanować twoją decyzję i życzyć ci szczęścia. Tylko po to dzwoniłem. Nie będę ci już więcej zawracać głowy. Straciłem cię i muszę się z tym raz na zawsze pogodzić. Trzymaj się.
Russell rozłączył się i wyłączył telefon. Nie chciał, aby ktokolwiek zawracał mu teraz głowę. Zdjął służbowy kitel i zawiesił na oparciu krzesła, po czym wyszedł z gabinetu i opuścił szpital. Szedł w kierunku, którym nikt o zdrowych zmysłach nigdy się nie chwali. Po paru minutach wszedł do cuchnącego dymem lokalu i zamówił piwo, wiedząc, że na tym jednym na pewno się nie skończy. Niech ktoś tylko spróbuje mu powiedzieć, że nie powinien zapijać smutków, a z pewnością nie wytrzyma i odpłaci mu się sowicie. Właśnie oficjalnie stracił żonę, miał zatem święte prawo cierpieć i radzić sobie z bólem w jedyny sposób, jaki wydawał mu się skuteczny.

***

Choć powieki co jakiś czas przysłaniały mu widok, mężczyzna chciał pozostać czujny, bo w każdej chwili kobieta, która była dla niego tak ważna, może wyjść na zewnątrz z eleganckiej willi, którą i on nie tak dawno nazywał swoim domem. Siedział w samochodzie i czekał, aż nadejdzie odpowiedni moment, by zapukać do jej drzwi i zmusić, by spojrzała mu prosto w oczy. Z jednej strony wcale nie chciał jej widzieć, a z drugiej czuł nieodpartą potrzebę, by spotkać się z nią tu i teraz. Nie zamierzał dociekać, czy to wypity alkohol dodał mu odwagi. Tak naprawdę nie powinien nawet siadać za kółkiem w takim stanie, ale obecnie nie interesowało go nic, prócz Naomi. Nie układał sobie w myślach słów, jakimi powinien obdarować jasnowłosą, nie potrafił bowiem wymyślić nic sensownego, z drugiej jednak strony był spokojny, bo jego serce zdawało się wiedzieć najlepiej, co należy powiedzieć. Właśnie wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, pojawiła się ona. Jej blond włosy i mleczna skóra stanowiły nieliczny jasny punkt tego wieczoru, kiedy niebo już dawno przybrało barwę granatu. Mężczyzna wysiadł z auta i zaczął iść w stronę kobiety. Dlaczego tak długo siedział w samochodzie i czekał? Cóż, chyba było to spowodowane lękiem, że gdyby drzwi otworzył mu jej nowy facet, Russell nie wytrzymałby emocjonalnie i pobił go tak, że bez wątpienia po tym zdarzeniu trafiłby za kratki. Nie znał go, jednak już teraz nienawidził go całym sercem, nie zamierzał zatem kusić losu, a był świadom, iż w takim stanie mógłby zrobić wszystko. Naomi walczyła na ganku z workiem na śmieci, który był tak wypełniony, że ciężko było go związać. Co jakiś czas słychać było, jak przeklinała pod nosem. Russell nie mógł wyjść z podziwu. Jego delikatna żona zmieniła się niemal nie do poznania. Ten nowy mężczyzna musiał mieć na nią fatalny wpływ.
- Zaproponowałbym ci pomoc, ale chyba masz już kogoś, kto zrobi to za mnie - powiedział chłopak, a blondynka aż podskoczyła. Spojrzała na niego wielkimi, przestraszonymi oczami, a kiedy się uspokoiła, bez słowa wróciła do wykonywanej przed momentem czynności. - Nie chcesz gadać? Wiesz, w sumie to nawet ci się nie dziwię, chociaż z drugiej strony, to trochę dziecinne nie odbierać telefonów i udawać, że zapadło się pod ziemię.
- Przyszedłeś tu po to, by mnie obrażać? - zapytała Naomi nerwowo.
- Może - odparł lekko, a jasnowłosa spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Odsłuchałaś moją wiadomość?
Naomi skinęła głową, uciekając znów wzrokiem.
- Powiedz mi, czy ten koleś kocha cię tak bardzo, jak ja kochałem?
- Co ty...
- Czy rozśmiesza cię do łez, jak ja? - mówił dalej. - Czy czujesz się przy nim tak samo dobrze? Naomi, spójrz na mnie.
- To nie twoja sprawa - warknęła, tracąc cierpliwość. - Nie wrócę do ciebie, zrozum to wreszcie.
Russell roześmiał się, po raz kolejny zaskakując swoją żonę.
- A kto powiedział, że ja chciałbym znowu być z tobą? - zapytał ironicznie. - Przejrzałem na oczy.
- To znaczy? - spytała, choć w głębi duszy nie była pewna, czy naprawdę chce kontynuować tą rozmowę.
- Ty mnie nigdy nie kochałaś - rzekł. - Bo gdyby było inaczej, chyba poczekałabyś trochę dłużej, zanim związałabyś się z kimś nowym. Podejrzanie szybko zapomniałaś o wszystkim tym, co było między nami. Właśnie wtedy zrozumiałem, że od dłuższego czasu byłem ci po prostu potrzebny, bo tak bardzo chciałaś mieć dziecko, że gotowa byłaś udawać przede mną miłość. Teraz robisz to samo z facetem, którego zapewne poznałaś przez przypadek. Mydlisz mu oczy, a pewnie kiedy już dostaniesz dzieciaka, puścisz go z torbami.
- Jak śmiesz...
- Prawda boli? - zapytał. - Bardzo dobrze. Właśnie teraz wycofuję się ze słów, jakie nagrałem ci na pocztę. Jesteś z tym facetem tylko po to, by móc adoptować dziecko, ale ja ci na to nie pozwolę. Chciałaś wojny, więc ją masz.
Mężczyzna zostawił jasnowłosą samą, puszczając jej chamskie teksty mimo uszu. Widział, że trafił w sedno i czerpał z tego niezdrową satysfakcję, a na jego twarzy gościł triumfalny uśmiech. Naomi próbowała się bronić, robiąc to jednak nieudolnie. Russell wsiadł z powrotem do samochodu i zamrugał kilkakrotnie oczami, gdyż zaczynał coraz słabiej widzieć. Gdyby nie wypił tego dnia tak dużo, z pewnością byłby w o wiele lepszej formie. W końcu umieścił kluczyk w stacyjce i przekręcił go. Nie minęło dużo czasu od startu maszyny, gdy mężczyzna stracił panowanie nad pojazdem, zatrzymując się na jednej z przydrożnych latarń, niemal natychmiast tracąc przytomność.

***
Kiedy nie ma ciebie obok, nie myślę o tobie i nawet nie pamiętam o wszystkim tym, co nas kiedyś łączyło.
Wtedy dla mnie nie istniejesz.

Niebieskooki miał już za sobą pierwsze spotkanie z psychologiem. Na początku czuł się niezręcznie i krępował się opowiadać o swoich przeżyciach, potem jednak rozluźnił się i otworzył, a specjalista naprawdę pomógł mu w choćby minimalnym stopniu zapomnieć o tym, co wydarzyło się w przeszłości. To, co się stało, już się nie odstanie. To, że wspomnienie tamtych chwil sprawia Hartleyowi tak potworny, niemożliwy do opisania ból, jest jak najbardziej normalne, jednak za jakiś czas myślenie o tym wszystkim będzie dla niego znacznie łatwiejsze. Zabawne, że choć powiedziała mu to praktycznie obca osoba, on ufał w każde jej słowo i od tego momentu patrzył w przyszłość z większym entuzjazmem, niż dotychczas. Zrozumiał, że musi wziąć się w garść, zamiast nieustannie udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wielu ludzi potrzebowało go i właśnie dla nich musiał się starać. Adriana z pewnością wolałaby mieć szczęśliwego ojca, wolnego od wszelkich zmartwień, to samo zresztą dotyczyło jego ojca i młodszej siostry. Josh uśmiechnął się promiennie na myśl o jeszcze jednej osobie. Prócz rodziny, którą kochał miłością bezwarunkową, był ktoś, kto tak samo zasługiwał na jego wysiłek. Mężczyzna wyciągnął telefon z kieszeni i bez wahania wybrał jej numer, a kiedy usłyszał jej głos po drugiej stronie, był pewien, że jego policzki zaczęły płonąć. Dzięki Bogu był już wieczór, zbyt ciemny, by ktokolwiek mógł dostrzec jego wyjątkowy stan.
- Tylko mi nie mów, że już tęsknisz, bo się zarumienię - rzekła Vanessa, na co Josh chciał wypalić, że on już dawno jest różowy na twarzy, jednak w ostatniej chwili zdążył ugryźć się w język. - Jak było?
- Ale z czym? - zapytał, wyrwany z głębokiego zamyślenia.
- Z obiadkiem u królowej Elżbiety II, ty głupku, a niby co mogłam mieć na myśli? Twoje spotkanie z psychologiem? Skądże znowu!
- Zawsze jesteś taka sarkastyczna.
- Dopiero zauważyłeś? - spytała.
- A więc, obiadek był całkiem całkiem, a Elka jest naprawdę fajną babką - stwierdził Hartley i mógłby przysiąc, że słyszał chichot Vannie po drugiej stronie. - Gdybyś jednak przypadkiem chciała wiedzieć, jak było u psychologa...
- Może i bym chciała - przerwała mu, a jej głos brzmiał niemal marzycielsko. - Mam bardzo wygodną kanapę, możemy z niej zrobić kozetkę.
- Czyli chciałabyś być moją osobistą terapeutką?
- Skończmy już te podchody, czekam na ciebie i masz tu być za pół godziny - rzekła, tym razem bardziej stanowczo.
- A czemu nie teraz? - zapytał zaintrygowany.
- Potrzebuję trochę czasu, żeby zrobić się na bóstwo.
- Nie musisz - stwierdził. - Ty zawsze jesteś boska.
Rozłączył się, nim Vanessa zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, a następnie przyspieszył kroku. Nie był jeszcze pewny swoich uczuć, jednak w pewnym sensie nie umiał jej się oprzeć. Dotąd była dla niego bardziej przyjaciółką, jednak po ich ostatniej rozmowie, kiedy pomogła mu wziąć się w garść po sennym koszmarze, zobaczył w niej coś więcej. Cokolwiek to było, pragnął jak najszybciej to odkryć, krok po kroku i kęs po kęsie.
- Hartley?
Niebieskooki obejrzał się, kiedy usłyszał kobiecy głos za sobą. Kiedy udało mu się zidentyfikować jego właścicielkę, poczuł się niepewnie. Jak to możliwe, że kiedy myśli o spotkaniu z nią, ona się nie zjawia, z kolei kiedy nawet o niej nie pamięta, to ona nagle staje naprzeciwko, patrząc na niego swymi ogromnymi, czekoladowymi oczami?
- Paige? - zapytał kontrolnie, choć od dłuższej chwili był stuprocentowo pewien, że to była właśnie ona. - Wróciłaś?
- Jak widać - odrzekła.
- Super - mruknął tylko, przyglądając jej się podejrzliwie.
- Wszystko gra?
- Tak, sorry - odparł nerwowo, po czym uśmiechnął się głupawo. - Ja po prostu... Kurczę, chyba się za tobą stęskniłem, tak po prostu.
Paige uciekła spojrzeniem, nie wiedząc, co powinna odpowiedzieć, po chwili jednak uśmiechnęła się do dawnego narzeczonego.
- A więc... - zaczęła niepewnie. - Co robiłeś przez ten czas?
- Próbowałem uciec przed przeszłością - odpowiedział brunet po namyśle, na co dziewczyna pokręciła głową. - No co?
- Nic, po prostu jestem w szoku, że jeszcze nie nauczyłeś się, że przeszłość i tak w którymś momencie nas złapie.
- A więc nie warto biec? - zapytał Josh i zatrzymał się, a jego dłoń w niewyjaśniony sposób powędrowała ku dłoni ciemnowłosej. Ich oczy spotkały się, elektryzując ich.
- Nie warto - szepnęła w końcu Paige, nadal nie odrywając wzroku od mężczyzny, który kiedyś skradł jej serce, nawet nie prosząc o pozwolenie.
Kiedy tylko ją zobaczył, zapomniał o całym świecie i z podekscytowaniem czekał na to, co wydarzy się za chwilę. Ścisnął dłoń dziewczyny jeszcze mocniej, po czym oboje ruszyli, tym razem obierając ten sam kierunek - a warto podkreślić, iż wcale nie prowadził on do domu Vanessy.

Kiedy jesteś obok mnie, zapominam o wszystkim, co jeszcze przed chwilą miało dla mnie znaczenie.
Od tego momentu liczysz się tylko ty.

***

8 komentarzy:

  1. Pierwsza :) wracam niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Kochana:* niestety wczoraj nie znalazłam wolnej chwili, dlatego wracam dzisiaj. Aż trudno mi uwierzyć w to, że właśnie dzisiaj będę czytać dwudziesty rozdział. Czas jednak szybko leci, widzę to chociażby po tym tygodniu, który minął nawet nie wiem kiedy. Powiem tak, z jednej strony jedenaście rozdziałów to jeszcze całkiem sporo, ale czuję, że tych jedenastu doczekam się jeszcze szybciej, niż pozostałych, a nie chciałabym, żeby ta historia tak szybko się zakończyła. Pociesza mnie fakt, że później ruszysz z kolejnym opowiadaniem, ale jednak zostaje sentyment do każdej poprzedniej historii. Dzisiaj sobie postanowiłam, że wstęp nie będzie powalał długością. Postaram się bardziej skupić na ważniejszym, czyli samej treści rozdziału :) nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie, ale oczywiście postaram się, żeby ten komentarz miał ręce i nogi :)
    Pierwszy fragment przypomniał mi ostatni rozdział, a dokładniej spotkanie Paige z ojcem. Nie napisałam wtedy wszystkiego, więc myślę, że teraz mam ku temu najlepszą okazję. Sama nie wiem jak czułabym się na miejscu Paige. To naprawdę przykre, że dwoje dorosłych ludzi nie potrafi się ze sobą dogadać. Minęło sporo czasu od momentu, kiedy Roger spakował walizki i wyprowadził się z domu, ale bardziej zastanawia mnie fakt, dlaczego sam nie próbował odnaleźć swojej córki i wyjaśnić to, co się wydarzyło wtedy w jego życiu. Pewnie najzwyczajniej w świecie było mu wstyd i nie miał odwagi stanąć twarzą w twarz ze swoją córką, a tym bardziej ze swoją żoną. Podejrzewam, że matka Paige do teraz nie zna prawdziwego powodu odejścia swojego męża. Nie wiem, czy Roger pojawi się jeszcze w życiu Paige, ale po cichu liczę, że nie zostawi tak tej sprawy i będzie się starał o normalne relacje z córką. Nie wiem, czy po tylu latach i wyrządzonych krzywdach będzie w stanie to naprawić, ale przynajmniej będzie miał świadomość, że wykonał jakieś kroki w tym kierunku, żeby było lepiej. Szczerze? Jestem zdruzgotana ciążą Isabel. Nie samym faktem, że być może będzie miała dziecko, ale bardziej dobijający jest fakt z kim będzie miała to dziecko. Nie oszukujmy się, ale Giovanni nie jest odpowiednim kandydatem na chłopaka, a co dopiero na ojca. Byłam też zdziwiona tym, że chciała rozmawiać właśnie z Paige. Pamiętam, że od początku opowiadania nie darzyła jej sympatią, ale widzę, że zaczyna się to zmieniać :) trzeba przyznać, że jednak coś je łączy, szkoda tylko, że obie w swoim życiu musiały się zetknąć z czymś tak paskudnym jak narkotyki. Oby ciąża Isabel nie okazała się prawdą. Nie z Giovannim. Ciekawi mnie też to, czy siedemnastolatka da drugą szansę Loganowi. Widać, że chłopak nie odpuści tak łatwo. Niestety zazwyczaj tak jest, że jak kogoś lub coś stracimy, to dopiero wtedy zaczynamy to doceniać. Ja mimo wszystko nie chcę, żeby dla Logana i Isabel było za późno, może faktycznie powinni sobie dać jeszcze jedną szansę? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię takiego użalania się nad sobą i swoim życiem. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, każdy z nas ma przecież jakieś kłopoty, większe czy mniejsze, ale jednak są i tego już nie zmienimy. Osobiście uważam, że Russell zniszczył swoje życie, małżeństwo na własne życzenie. A wystarczyło wypić troszeczkę mniej i być w pełni świadomym tego co się robi, to wtedy z pewnością nie byłoby takiego tematu, jak jego romans z Vanessą. Zwalając całą winę na tę dziewczynę próbował pewnie w jakiś sposób sobie ulżyć, zmniejszyć jakoś poczucie swojej winy. Czego się spodziewał? Że po czymś takim Naomi rzuci się w jego ramiona i będzie udawać, że jest tak jak dawniej? Chyba się troszeczkę przeliczył. Alkohol zawsze dodaje odwagi i najczęściej pod jego wpływem mówimy rzeczy, które na trzeźwo nigdy nie mielibyśmy odwagi wypowiedzieć. Russell w jakimś sensie wyrzucił z siebie to wszystko, co go męczyło od czasu rozpadu małżeństwa. Ja powiem szczerze, że też trochę się zawiodłam na Naomi. Do pewnego momentu byłam nawet po jej stronie, ale ona też zachowała się nie fair, kiedy tak szybko znalazła sobie nowego faceta. Mogła oczywiście założyć, że jej małżeństwo z Russellem nie rozpadło się z jej winy, ale czy to jest powód, żeby od razu lecieć do pierwszego, lepszego kolesia? Poplątane to wszystko, jeszcze ten wypadek Russella... oby nic mu się nie stało. Nawet zaczynam się zastanawiać czy ten wypadek będzie miał jakiś wpływ na dalsze losy tej dwójki.
    Lubię fragmenty z Joshem i Paige w roli głównej. Ostatnie wydarzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że tutaj już nic się nie wydarzy, że przez wzgląd na Austina i jego chorobę Josh będzie się trzymał swojego postanowienia. Wystarczyło jedno spotkanie, spojrzenie w oczy, by jego postanowienie zwyczajnie się ulotniło. Wychodzi na to, że Paige do tej pory nie wie czego chce. Jeszcze nie poskładała swoich uczuć w jedną całość, bo w dalszym ciągu jest rozdarta między Joshem, a Austinem. Ciekawa jestem co takiego wydarzy się między nią, a Joshem, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Ściskam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja mogę napisać w odpowiedzi? Rękami i nogami podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś. Dziękuję za cudowne słowa i zapraszam na nowość ;) Postaram się odpowiedzieć nieco szybciej ;)

      Usuń
  4. Przepraszam, że dopiero teraz tutaj dotarłam, ale naprawdę nie miałam czasu w tym tygodniu. Był on dosyć intensywny, ale korzystam z okazji, że wreszcie jest weekend i mam wolną chwilkę, więc zabieram się za czytanie i komentowanie!
    Piosenka cudowna. Opisy magiczne. Po prostu nie można przejść obok nich obojętnie. Zawsze zmuszają mnie do refleksji. Zastanowienia się nad własnym życiem oraz tym, co powinnam zrobić z nim dalej. Podziwiam Paige za odwagę jaką się wykazała, gdy postanowiła odnaleźć ojca. Przykro mi jedynie, że tak to się wszystko potoczyło, chociaż akurat w tym wypadku prawda była najlepszym rozwiązaniem. Paige pozbyła się wyrzutów sumienia i raz na zawsze uporządkowała swoją przeszłość. Mam nadzieję, że dalej będzie działać tak samo, że będzie równie zdeterminowana i odważna, aby poukładać swoje życie. Nie musi martwić się o Adriannę, bo dziewczynka kocha ją całym sercem. Paige jest dobrą matką. Taką na jaką zasługuje każde dziecko. :)
    Przez chwilę naprawdę miałam nadzieję, że Peter zadzwonił po Paige, bo postanowił ją przeprosić. Przykro mi, że nie zdobył się na to i nadal podtrzymuje swoje zdanie, że wszystkiemu winna jest Paige. Ech. Najłatwiej jest zwalić winę na kogoś innego niż przyznać przed samym sobą, że się zawaliło.
    Jestem w szoku. Nie spodziewałam się, że życie Isabelli zmieni się tak diametralnie. Nie dość, że jeszcze nie doszła do siebie po tym całym zamieszaniu z narkotykami, to jeszcze na dodatek jest w ciąży! Za dużo rzeczy spadło na jej głowę, ale jakby nie była jest sama sobie winna. Zachowywała się dziecinnie, nie słuchała, gdy inni ją ostrzegali.. Była zbyt pochłonięta własnym bólem i żalem, że nie dostrzegła największego błędu jaki popełniła. Poszła do łóżka z nieodpowiednim mężczyzną. Mam nadzieję, że Giovanni nigdy nie dowie się, że zostanie ojcem, bo on po prostu na to nie zasługuje. Cieszę się, że Logan zaczął walczyć o Isabellę. Okej, można mu zarzucić wiele, ale przecież każdy popełnia błędy, prawda? Moim zdaniem zasługuje na drugą szansę, bo jego zachowanie z ostatnich odcinków pokazuje, że naprawdę wszystko sobie przemyślał i naprawdę mu zależy na nastolatce. Oby doszli do porozumienia, bo Isabella teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześnie potrzebuje bratnich dusz.
    Strasznie ciężko mi się czyta o sytuacji Naomi i Russella. Na początku byłam tak bardzo zła na lekarza, że nic go nie tłumaczyło, a teraz... Dalej nie pochwalam tego, co zrobił. Zdrada jest zdradą i nic tego nie zmieni, ale nie mogę patrzeć jak oboje ranią się nawzajem. Nie mogę uwierzyć, że Naomi tak łatwo zapomniała o uczuciu do Russella i zaczęła układać swoje życie na nowo u boku innego mężczyzny. Ciągle mam przeczucie, że to ma związek z adopcją i tylko udaje szczęśliwą, aby otrzymać dziecko. Nie wiem czy się mylę, czy nie, ale naprawdę chciałabym, aby ona i Russell znowu byli małżeństwem. Tak bardzo ubóstwiałam ich razem!
    One Republic - chyba nie muszę pisać jak bardzo kocham ich twórczość? :)
    Rozmowa Russella i Naomi chwyciła mnie za serce. Pytania mężczyzny po prostu mnie rozwaliły. Aż nie wiem, co mam napisać. Oni się tak kochają. Matko, gdyby ktoś na początku tego opowiadania powiedział mi, że ta dwójka później będzie darła ze sobą koty - nie uwierzyłabym. Byli tak idealni. Tak szczęśliwi i przede wszystkim tak bardzo zakochani. Gdzie to się podziało?
    Mam nadzieję, że Russellowi nic poważnego się nie stało!
    Część mnie współczuje Vanessie, bo niefajnie jest być wystawioną, ale... Ja tak bardzo kibicuję Paige i Joshowi, że nikt inny nie ma dla mnie znaczenia. Aż jestem ciekawa dokąd zmierzają i jak potoczy się ten wieczór! Jak mogłaś skończyć w takim momencie? ;> Nieładnie :p
    Czekam na nowość ! :* Kolejny rewelacyjny odcinek za nami :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiadomo, czy Isabel jest w ciąży. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam :P Tobie też się zdarza kończyć rozdział w takim momencie. Uznaj to za małą zemstę :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  5. Miło, że Isabel chciała rozmawiać właśnie z Paige. Nie sądziłam, że może do tego dojść – Isabel jest w ciąży. Wprawdzie to niepotwierdzona wiadomość, ale mam przeczucie, że tak będzie. Biedna. Jak ona sobie poradzi? Jest taka młoda. Szkoda, że Logan zainteresował się nią dopiero teraz, ale lepiej później niż wcale. Mam nadzieję, że uda mu się dotrzeć do Isabel i dziewczyna mu na to pozwoli. On się nie podda, więc może ona w końcu z nim porozmawia i da mu drugą szansę?
    Na początku było mi żal Russella, potem byłam na niego wściekła, a teraz go rozumiem i uważam, że ma rację. Zawsze broniłam Naomi, ale on otworzył mi oczy. Przecież jej chodzi tylko i wyłącznie o dziecko. Jest okropna i egoistyczna. Dobrze, że ktoś wreszcie powiedział jej prawdę. Nie wiem tylko co Russell miał na myśli z tą wojną. Pewnie chce rozbić jej związek. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało i ten wypadek nie był poważny. Ale trochę się martwię. :(
    Dobrze, że Josh poszedł do psychologa. Już myślałam, że zakochał się w Vanessie i chciałam się cieszyć, a tu nagle zjawia się Paige. Ogólnie się cieszę, bo chcę, żeby byli razem, ale uważam, że Josh postępuje nie fair. Wystawił Vanesse i poszedł z Paige, a na dodatek obiecał cos Austinowi. Nie wiem co o tym myśleć. Nie mogę doczekać się nowego rozdziału, bo mam nadzieję, że wyjaśnisz ten wątek. ;)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, że Josh jest nie w porządku wobec Vanessy. Wątek powoli będzie się wyjaśniał :) Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu ;)
      Dziękuję za opinię! ;)

      Usuń