Nowość z małym poślizgiem pojawia się dzisiaj. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Dziś właściwie bez wstępu. Po prostu zapraszam do czytania :)
Miłej lektury!
Całuję! :*
***
Jason Walker - Everybody Lies
Dziś właściwie bez wstępu. Po prostu zapraszam do czytania :)
Miłej lektury!
Całuję! :*
***
Jason Walker - Everybody Lies
Brunetka szła przez miasto bardzo niespokojna, raz po raz oglądając się za siebie i zerkając na boki. Bała się, że ktoś nakryje ją na kłamstwie, które właśnie pojawiło się na jej koncie. Zacmokała z niezadowoleniem, mając ochotę wykrzyczeć wszystkim ludziom niesprawiedliwość tego świata. Przypomniało jej się, jak jej matka, ślepo zapatrzona w jej ojca, próbowała przeróżnych diet, aby jej sylwetka była jeszcze bardziej doskonała. Miała z tym problem, bo zawsze ciągnęło ją do wszelkiego rodzaju słodyczy. Kiedy tylko widziała w pobliżu jakąś czekoladę czy ciasteczko, nagle myślała tylko o tym, aby przerwać dietę i na chwilę zapewnić sobie tę małą, niewinną przyjemność. Łamała swe zasady i brała pierwszy kęs, by po chwili zrozumieć, że to wcale nie dało jej pozytywnych doznań. Przez ułamek sekundy słodki smak sprawił, że na jej twarzy zagościł uśmiech, jednak zaraz potem pojawiły się wyrzuty sumienia i złość na siebie samą - że była zbyt słaba i dała się skusić byle czekoladce. Paige, która nigdy nie musiała szczególnie pracować nad swoją figurą, czuła się dziś dokładnie tak samo, jak jej matka tamtego dnia. Sięgnęła po coś, czego pożądała, aby teraz mieć niesamowity żal do siebie samej. Powinna być silniejsza, odporniejsza. Powinna być wreszcie rozsądna i dojrzała. Jak mogła tak postąpić? Jak mogła być tak żenująco słaba?
Jej ciemne oczy zatrzymały się na drzwiach wejściowych. Szybkim ruchem poprawiła fryzurę i nabrała powietrza w usta, by po chwili wejść do środka z duszą na ramieniu. Kurtkę powiesiła na wieszaku i spojrzała w lustro, zawieszone na ścianie w korytarzu. Boże, jak ona wyglądała... Zupełnie tak, jakby przez całą noc nie zmrużyła oka. Paige westchnęła cicho. Przecież taka właśnie była prawda.
Weszła do salonu, gdzie w pierwszej chwili nie dostrzegła żywego ducha. Dopiero potem zauważyła jasnowłosego mężczyznę, siedzącego na sofie i oglądającego jakiś film. Blondyn był zwrócony do niej tyłem, więc ciemnooka zakradła się i dłońmi przysłoniła mu oczy.
- Zgadnij, kto to! - nakazała wesoło.
- Po głosie? - zapytał z poirytowaniem. - Tak dawno cię nie słyszałem, że mogłem zapomnieć, kim jesteś.
- Bardzo śmieszne - rzekła Paige i zabrała ręce, po czym usiadła obok Austina na kanapie. - Tęskniłam za tobą.
- Jasne - burknął. - Tęskniłaś tak bardzo, że aż przedłużyłaś sobie wyjazd o jeden dzień. Miałaś wrócić wczoraj.
- Tak, wiem, ale coś mi... Boże, Austin, czy ty naprawdę musisz zachowywać się jak rozkapryszone dziecko? Nie było mnie, ale już jestem, więc mógłbyś okazać trochę więcej radości.
- Pod sufit jeszcze nie podskoczę, wybacz - odparł chłodno. - Miałem przeszczep serca.
- Wiem, do cholery! - krzyknęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że nie powinna narażać narzeczonego na aż takie wybuchy.
Brunetka wyszła z pokoju, mając ochotę opuścić też ten przeklęty dom, najpierw jednak udała się do kuchni. Podskoczyła, kiedy zobaczyła w niej jasnowłosą kobietę. Na moment zapomniała, że to przecież jej dom.
- Miło cię widzieć - powiedziała Naomi na powitanie, dopijając swoją kawę. - Zrobić ci? - spytała, pokazując dziewczynie filiżankę.
- Nie, dzięki.
- A ja sobie zrobię - rzekła śpiewnie. - To już moja czwarta.
- Coś się stało? - zapytała Paige. - Wyglądasz trochę...
- Daj spokój - Naomi machnęła ręką lekceważąco. - Nic mi nie jest. Po prostu ta noc była dość trudna, pełna wrażeń.
Ciemnowłosa chciała się z tym zgodzić, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język.
- Jadę do szpitala - kontynuowała blondynka. - No co? - zapytała, kiedy zauważyła promienny uśmiech na twarzy Belle. Ta wzruszyła lekko ramionami.
- Pijesz kawę - zauważyła. - Chyba jednak nie jesteś w ciąży.
- A kto mówił... - zaczęła, jednak przypomniała sobie, że to właśnie ona wygadała się Paige, że wkrótce zostanie mamą. Zmarszczyła czoło. - Umawiałyśmy się, że wymazujemy tamtą rozmowę z pamięci.
- Spoko, myślałam tylko...
- To nie myśl tyle, bo jeszcze się zmęczysz - warknęła Naomi, a kiedy odchodziła, zdążyła jeszcze dodać: - Dobrze ci radzę, zajmij się swoim własnym życiem.
Paige poczuła się tak, jakby zupełnie nieoczekiwanie ktoś podmienił jej przyjaciółkę z jakąś obcą osobą. Tylko parę razy zdarzyło się, by widziała ją w tak paskudnym nastroju. Naomi z natury nie była taka. Cokolwiek się działo, czy to upoważniało ją do tego, aby tak traktować ciemnowłosą? Mimo nagłego skoku ciśnienia dziewczyna postanowiła skorzystać z rady Knight. Wróciła do salonu, gdzie czekał na nią Austin i modliła się w duchu, aby udało jej się jakoś do niego dotrzeć.
***
W jej życiu, dotychczas okrutnie monotonnym, nastąpił pewien przełom. Do tej pory całe dnie spędzała samotnie w swoim pokoju, chcąc uniknąć ewentualnej konfrontacji z ojcem czy bratem. Godzinami leżała na łóżku, wpatrując się tępo w sufit i próbując w jakiś sposób odciągnąć myśli od wizji siebie samej w roli matki - bezskutecznie, bo obraz ten nawiedzał ją nawet w snach, gdy jakimś cudem udawało jej się zmrużyć oko na trochę dłużej. Od zawsze wiedziała, że któregoś dnia będzie chciała mieć dziecko, planowała jednak najpierw znaleźć sobie porządnego kandydata na ojca. A jednak to nie Giovanni i jego specyficzna profesja najmocniej denerwowały siedemnastolatkę, bowiem najmniej zaufania miała do swojej własnej osoby. Bycie rodzicem to niezwykle ważna i trudna rola, wiążąca się z wielką odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Jak ktoś, kto nie potrafi upilnować siebie samego, może zapewnić bezpieczeństwo maleńkiej istocie, która przecież sama nie zdoła się obronić? Nie mówiąc o tych bardziej przyziemnych czynnościach, no bo przecież taki brzdąc nie zmieni sobie pieluszki, nie nakarmi się i w ogóle nie powie, kiedy będzie głodny, tylko zacznie drzeć się wniebogłosy. Na dzień dzisiejszy dziewczyna nie potrafiła cieszyć się z tego, że być może nosi pod sercem osóbkę, która sprawi, że Isabel już nigdy w życiu nie będzie samotna. Spadło to na nią, jak grom z jasnego nieba i choć dotychczas uważała się za w miarę odporną i twardą, nie umiała sobie poradzić z tą sytuacją. Z pewnością byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby przynajmniej mogła komuś się wyżalić. Póki co zwierzyła się tylko jednej osobie, jednak Paige prawdopodobnie miała zbyt wiele własnych problemów, by zajmować się również życiem nastolatki. Zrozumiała, że nie należy szukać pomocy, bo jeśli będzie taka potrzeba, to stanie na rzęsach, aby zapewnić temu dziecku godne życie. Żadna inna możliwość nie wchodziła w grę, niż wychowanie go i ofiarowanie mu dozgonnej, bezwarunkowej miłości. Isabel doskonale wiedziała, jak to jest żyć bez matki, swoją drogą czasami czuła się też tak, jakby i ojca nie miała. Nie potrafiłaby oddać swojego potomka do adopcji i być może skazać go na tułacze życie. Pomimo, iż bywało między nimi różnie, siedemnastolatka ufała Paige i wiedziała, że w krytycznym momencie będzie mogła poprosić ją o radę, no a kto zna się na macierzyństwie lepiej, niż matka? Adriana była wspaniałym dzieckiem, choć życie jej nie oszczędzało. Paige musiała włożyć wiele wysiłku w to, by dziewczynka nie widziała łez mamy, kiedy rzekomo Josh zginął. Dała jej całe swoje serce, całą swą miłość. Isabel prędzej czy później też się tego nauczy.
Najpierw jednak wypadałoby zrobić test ciążowy, a dopiero potem gdybać.
Dziewczyna podeszła do lustra, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Jej długie włosy były tak splątane i zaniedbane, że przypominały gniazdo dla ptaków. Widać było również, że całkiem sporo schudła, choć w gruncie rzeczy wcale nie miała takiego zamiaru. Zdjęła koszulkę, której nie zmieniała od paru dni, traktując ją jako podomkę, bo w końcu i tak nie przekraczała progu swej własnej sypialni. Żebra były tak mocno zaznaczone, że w pierwszej chwili aż przestraszył ją ten widok. I pomyśleć, że miliony nastolatek dałyby się pokroić za tak chudą sylwetkę - paranoja! Isabel do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo nienawidzi swego ciała. Co konkretnie jej w nim przeszkadzało? Z jednej strony wszystko, a z drugiej nawet nie potrafiła wymienić chociaż jednej rzeczy. Może problem tkwił o wiele głębiej? Może brzydziła się swoim wnętrzem i przez to znielubiła również opakowanie swej duszy? Podeszła do szafy, mając ochotę zakryć się możliwie jak najszczelniej. Skrzywiła się, kiedy przypomniała sobie, że gdy zaczęła spotykać się z Gio, ubierała się jak najbardziej kuso, by podkreślać swe atuty. Jej garderoba pełna była obcisłych koszulek i sukienek, a także ultrakrótkich spódniczek. Jak ona mogła się tak ubierać? Przecież musiała wyglądać co najmniej gorsząco. Ostatecznie Isabel wygrzebała z samego dna szafy wielką, szarą bluzę, która była jedynym tego typu elementem, jaki udało jej się znaleźć. Nic dziwnego - bluza nie należała do niej, lecz do Giovanniego. W obecnym momencie wcale jej to nie przeszkadzało. Wróciła do lustra i związała włosy w niedbałego kucyka, ponieważ nawet nie miała siły, by je umyć. Jedyne, czego chciała, to wyjść z tego domu jak najszybciej i wreszcie rozwiać wszelkie wątpliwości, które spędzały jej sen z powiek. Przekręciła klucz w zamku i wyszła z pokoju, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów.
Zeszła po schodach na dół, niespecjalnie starając się robić to po cichu. Wreszcie nie interesowała się zdaniem swoich bliskich, tylko robiła to, na co miała ochotę. Chwileczkę, a czy ona nie postępowała w identyczny sposób, kiedy łamała wszystkie reguły i brała narkotyki? Tak, ale wtedy robiła coś złego, natomiast dziś wychodziła z domu bez pozwolenia, aby zrobić coś dobrego - odnaleźć odpowiedź, która może komuś uratować życie. No bo jeśli okaże się, że faktycznie jest w ciąży, to powinna wreszcie zacząć o siebie dbać, by w żaden sposób nie zaszkodzić dziecku.
- I niech ktoś mi powie, że nie jestem odpowiedzialna... - mruknęła sama do siebie, narzucając na siebie kurtkę.
- Nie jesteś odpowiedzialna - powiedział surowo Peter, wyglądając z kuchni i bacznie obserwując córkę. - Dokąd się wybierasz?
Isabel wzruszyła ramionami lekceważąco.
- Mam powtórzyć pytanie?
- Rób co chcesz, nie obchodzi mnie to - oznajmiła nieuprzejmie, w duchu pytając samą siebie, co w nią wstąpiło. Dlaczego tak go traktowała, skoro w środku odnosiła czasem wrażenie, że Peter robi wszystko, by jej pomóc i bardzo się o nią martwi?
- Wolałbym, żebyś została w domu - rzekł Hartley spokojnie, jednak kiedy zobaczył, jak córka ignoruje go i otwiera drzwi, podszedł szybko do niej i złapał ją za ramię. - Nie słyszałaś? Wolałbym, żebyś...
- A ja wolałabym, żebyś wreszcie dał mi święty spokój, rozumiesz? - krzyknęła, wyrywając się ojcu i wychodząc z domu. Kiedy była pewna, że nie uda mu się już zaciągnąć jej do domu, spojrzała na niego oczami pełnymi żalu. - Nadal uważasz, że to ja jestem odpowiedzialna za całą tą popieprzoną sytuację, prawda?
- Tak właśnie uważam - odpowiedział bez ogródek, dobrze wiedząc, że tymi słowami zadaje córce ból, jednak nie mogąc zatrzymać ich w ustach. - Nigdy nie byłbym tak głupi i nie brałbym narkotyków.
- A ja nigdy nie zostawiłabym swojego dziecka w momencie, kiedy to najbardziej by mnie potrzebowało - oświadczyła Isabel i szybkim krokiem odeszła od domu.
Jakim cudem nie pękła i nie rozpłakała się? Wewnątrz miała ochotę rozkleić się jak dziecko i przytulić się do kogoś, kto potrafiłby ująć jej cierpienia. Pragnęła tego, ale nie mogła tego dostać, bo wokół tak naprawdę nie było nikogo, kto sprawdziłby się w roli jej pocieszyciela i przyjaciela.
- Pijesz kawę - zauważyła. - Chyba jednak nie jesteś w ciąży.
- A kto mówił... - zaczęła, jednak przypomniała sobie, że to właśnie ona wygadała się Paige, że wkrótce zostanie mamą. Zmarszczyła czoło. - Umawiałyśmy się, że wymazujemy tamtą rozmowę z pamięci.
- Spoko, myślałam tylko...
- To nie myśl tyle, bo jeszcze się zmęczysz - warknęła Naomi, a kiedy odchodziła, zdążyła jeszcze dodać: - Dobrze ci radzę, zajmij się swoim własnym życiem.
Paige poczuła się tak, jakby zupełnie nieoczekiwanie ktoś podmienił jej przyjaciółkę z jakąś obcą osobą. Tylko parę razy zdarzyło się, by widziała ją w tak paskudnym nastroju. Naomi z natury nie była taka. Cokolwiek się działo, czy to upoważniało ją do tego, aby tak traktować ciemnowłosą? Mimo nagłego skoku ciśnienia dziewczyna postanowiła skorzystać z rady Knight. Wróciła do salonu, gdzie czekał na nią Austin i modliła się w duchu, aby udało jej się jakoś do niego dotrzeć.
***
W jej życiu, dotychczas okrutnie monotonnym, nastąpił pewien przełom. Do tej pory całe dnie spędzała samotnie w swoim pokoju, chcąc uniknąć ewentualnej konfrontacji z ojcem czy bratem. Godzinami leżała na łóżku, wpatrując się tępo w sufit i próbując w jakiś sposób odciągnąć myśli od wizji siebie samej w roli matki - bezskutecznie, bo obraz ten nawiedzał ją nawet w snach, gdy jakimś cudem udawało jej się zmrużyć oko na trochę dłużej. Od zawsze wiedziała, że któregoś dnia będzie chciała mieć dziecko, planowała jednak najpierw znaleźć sobie porządnego kandydata na ojca. A jednak to nie Giovanni i jego specyficzna profesja najmocniej denerwowały siedemnastolatkę, bowiem najmniej zaufania miała do swojej własnej osoby. Bycie rodzicem to niezwykle ważna i trudna rola, wiążąca się z wielką odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Jak ktoś, kto nie potrafi upilnować siebie samego, może zapewnić bezpieczeństwo maleńkiej istocie, która przecież sama nie zdoła się obronić? Nie mówiąc o tych bardziej przyziemnych czynnościach, no bo przecież taki brzdąc nie zmieni sobie pieluszki, nie nakarmi się i w ogóle nie powie, kiedy będzie głodny, tylko zacznie drzeć się wniebogłosy. Na dzień dzisiejszy dziewczyna nie potrafiła cieszyć się z tego, że być może nosi pod sercem osóbkę, która sprawi, że Isabel już nigdy w życiu nie będzie samotna. Spadło to na nią, jak grom z jasnego nieba i choć dotychczas uważała się za w miarę odporną i twardą, nie umiała sobie poradzić z tą sytuacją. Z pewnością byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby przynajmniej mogła komuś się wyżalić. Póki co zwierzyła się tylko jednej osobie, jednak Paige prawdopodobnie miała zbyt wiele własnych problemów, by zajmować się również życiem nastolatki. Zrozumiała, że nie należy szukać pomocy, bo jeśli będzie taka potrzeba, to stanie na rzęsach, aby zapewnić temu dziecku godne życie. Żadna inna możliwość nie wchodziła w grę, niż wychowanie go i ofiarowanie mu dozgonnej, bezwarunkowej miłości. Isabel doskonale wiedziała, jak to jest żyć bez matki, swoją drogą czasami czuła się też tak, jakby i ojca nie miała. Nie potrafiłaby oddać swojego potomka do adopcji i być może skazać go na tułacze życie. Pomimo, iż bywało między nimi różnie, siedemnastolatka ufała Paige i wiedziała, że w krytycznym momencie będzie mogła poprosić ją o radę, no a kto zna się na macierzyństwie lepiej, niż matka? Adriana była wspaniałym dzieckiem, choć życie jej nie oszczędzało. Paige musiała włożyć wiele wysiłku w to, by dziewczynka nie widziała łez mamy, kiedy rzekomo Josh zginął. Dała jej całe swoje serce, całą swą miłość. Isabel prędzej czy później też się tego nauczy.
Najpierw jednak wypadałoby zrobić test ciążowy, a dopiero potem gdybać.
Dziewczyna podeszła do lustra, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Jej długie włosy były tak splątane i zaniedbane, że przypominały gniazdo dla ptaków. Widać było również, że całkiem sporo schudła, choć w gruncie rzeczy wcale nie miała takiego zamiaru. Zdjęła koszulkę, której nie zmieniała od paru dni, traktując ją jako podomkę, bo w końcu i tak nie przekraczała progu swej własnej sypialni. Żebra były tak mocno zaznaczone, że w pierwszej chwili aż przestraszył ją ten widok. I pomyśleć, że miliony nastolatek dałyby się pokroić za tak chudą sylwetkę - paranoja! Isabel do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo nienawidzi swego ciała. Co konkretnie jej w nim przeszkadzało? Z jednej strony wszystko, a z drugiej nawet nie potrafiła wymienić chociaż jednej rzeczy. Może problem tkwił o wiele głębiej? Może brzydziła się swoim wnętrzem i przez to znielubiła również opakowanie swej duszy? Podeszła do szafy, mając ochotę zakryć się możliwie jak najszczelniej. Skrzywiła się, kiedy przypomniała sobie, że gdy zaczęła spotykać się z Gio, ubierała się jak najbardziej kuso, by podkreślać swe atuty. Jej garderoba pełna była obcisłych koszulek i sukienek, a także ultrakrótkich spódniczek. Jak ona mogła się tak ubierać? Przecież musiała wyglądać co najmniej gorsząco. Ostatecznie Isabel wygrzebała z samego dna szafy wielką, szarą bluzę, która była jedynym tego typu elementem, jaki udało jej się znaleźć. Nic dziwnego - bluza nie należała do niej, lecz do Giovanniego. W obecnym momencie wcale jej to nie przeszkadzało. Wróciła do lustra i związała włosy w niedbałego kucyka, ponieważ nawet nie miała siły, by je umyć. Jedyne, czego chciała, to wyjść z tego domu jak najszybciej i wreszcie rozwiać wszelkie wątpliwości, które spędzały jej sen z powiek. Przekręciła klucz w zamku i wyszła z pokoju, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów.
Zeszła po schodach na dół, niespecjalnie starając się robić to po cichu. Wreszcie nie interesowała się zdaniem swoich bliskich, tylko robiła to, na co miała ochotę. Chwileczkę, a czy ona nie postępowała w identyczny sposób, kiedy łamała wszystkie reguły i brała narkotyki? Tak, ale wtedy robiła coś złego, natomiast dziś wychodziła z domu bez pozwolenia, aby zrobić coś dobrego - odnaleźć odpowiedź, która może komuś uratować życie. No bo jeśli okaże się, że faktycznie jest w ciąży, to powinna wreszcie zacząć o siebie dbać, by w żaden sposób nie zaszkodzić dziecku.
- I niech ktoś mi powie, że nie jestem odpowiedzialna... - mruknęła sama do siebie, narzucając na siebie kurtkę.
- Nie jesteś odpowiedzialna - powiedział surowo Peter, wyglądając z kuchni i bacznie obserwując córkę. - Dokąd się wybierasz?
Isabel wzruszyła ramionami lekceważąco.
- Mam powtórzyć pytanie?
- Rób co chcesz, nie obchodzi mnie to - oznajmiła nieuprzejmie, w duchu pytając samą siebie, co w nią wstąpiło. Dlaczego tak go traktowała, skoro w środku odnosiła czasem wrażenie, że Peter robi wszystko, by jej pomóc i bardzo się o nią martwi?
- Wolałbym, żebyś została w domu - rzekł Hartley spokojnie, jednak kiedy zobaczył, jak córka ignoruje go i otwiera drzwi, podszedł szybko do niej i złapał ją za ramię. - Nie słyszałaś? Wolałbym, żebyś...
- A ja wolałabym, żebyś wreszcie dał mi święty spokój, rozumiesz? - krzyknęła, wyrywając się ojcu i wychodząc z domu. Kiedy była pewna, że nie uda mu się już zaciągnąć jej do domu, spojrzała na niego oczami pełnymi żalu. - Nadal uważasz, że to ja jestem odpowiedzialna za całą tą popieprzoną sytuację, prawda?
- Tak właśnie uważam - odpowiedział bez ogródek, dobrze wiedząc, że tymi słowami zadaje córce ból, jednak nie mogąc zatrzymać ich w ustach. - Nigdy nie byłbym tak głupi i nie brałbym narkotyków.
- A ja nigdy nie zostawiłabym swojego dziecka w momencie, kiedy to najbardziej by mnie potrzebowało - oświadczyła Isabel i szybkim krokiem odeszła od domu.
Jakim cudem nie pękła i nie rozpłakała się? Wewnątrz miała ochotę rozkleić się jak dziecko i przytulić się do kogoś, kto potrafiłby ująć jej cierpienia. Pragnęła tego, ale nie mogła tego dostać, bo wokół tak naprawdę nie było nikogo, kto sprawdziłby się w roli jej pocieszyciela i przyjaciela.
***
I pomyśleć, że kiedyś kochałem cię tak bardzo, że gotów byłem oddać za ciebie własne życie.
Spędzał tu całe dnie, bo na tym polegała jego praca, jednak nigdy nie przypuszczał, że z punktu widzenia pacjenta wygląda to aż tak beznadziejnie. Jako lekarz uspokajał ludzi, którzy musieli uporać się z różnorodnymi schorzeniami. Próbował ostudzić emocje tych, którzy nic sobie nie robili z zagrożenia swego życia i chcieli jak najszybciej opuścić szpital, wracając tym samym do swych rutynowych zajęć. Dziś, po raz pierwszy w życiu, Russell Knight mógł wreszcie powiedzieć, że rozumie swych podopiecznych, bowiem dla niego każda upływająca minuta, jaką musiał przeleżeć w szpitalnym łóżku, była męczarnią. Nawet nie chodziło o to, że zwyczajnie się nudził - on po prostu cały czas miał przed oczami twarz Naomi, taką, jaką ją widział po raz ostatni tamtego wieczoru, z kolei w jego głowie wciąż rozbrzmiewał jej głos. Pozazdrościł tym, którzy na jakiś czas tracą pamięć po silniejszym urazie głowy. Boże, jak bardzo on chciał zapomnieć o tamtej rozmowie, którą odbył z żoną... Na samą myśl o tym robiło mu się niedobrze i wzbierały się w nim niezliczone pokłady złości. Jeśli Naomi jeszcze nie zapomniała o tym, co ich łączyło, to z pewnością jego słowa sprawiły jej ból i przykrość. Mężczyzna nie owijał w bawełnę, wprost powiedział, co mu chodziło po głowie, nie zważając na to, że w oczach blondynki wyjdzie na nieczułego palanta. Dlaczego to on ma ponosić winę za to, że ich małżeństwo nie przetrwało próby losu? Tak, zdradził ją i z ciężkim sercem przyznał się do swego błędu, ale czy ona rzeczywiście nie przyczyniła się do tego, że stracili dawną relację? Z dnia na dzień rudowłosy zaczął widzieć ją w coraz mniej korzystnym świetle. Kolejne jej wady uwidaczniały się, a Russell zaczynał czuć do niej wstręt. Oszukiwała go przez tyle czasu. Sądził, że go kochała? A więc czemu nagle chęć posiadania dziecka stała się ważniejsza, niż to, co naiwnie nazywali prawdziwą miłością? Przecież jakoś by sobie poradzili. W końcu znaleźliby sposób, aby spełnić swe marzenie i zostać rodzicami. Russell naprawdę tego chciał, pogubił się jednak, bo w tych trudniejszych momentach Naomi nie potrafiła znaleźć dla niego chociaż chwili. Tęsknił za nią. Do dziś nie rozumiał, dlaczego tak naprawdę spędził noc z Vanessą, jednak coraz mniej żałował, że to zrobił. Może gdyby nie to, dalej dawałby mydlić sobie oczy? Dzięki niej widział już, że kobieta, która była dla niego wszystkim, przestała go kochać, a zaczęła tylko potrzebować. ,,Nie kocham cię dlatego, że cię potrzebuję. Potrzebuję cię, bo cię kocham''. Tymi słowami Naomi rozpoczęła nowy rozdział w ich życiu, kiedy wychodzili z kościoła zaraz po tym, jak ksiądz ogłosił ich mężem i żoną. Najwidoczniej jej wyznanie przedawniło się i straciło na wartości. Dzisiaj były to tylko puste, nic nie znaczące słowa, które równie dobrze można włożyć między bajki. Jak będzie wyglądało jej życie u boku nowego mężczyzny? Czy będzie szczęśliwa? Czy w końcu zostanie matką? Russell czułby się jak skończony drań, gdyby słowa te zdołały przecisnąć się przez jego gardło, ale właśnie teraz poczuł, że szczerze nie interesowała go przyszłość Naomi.
- Szef już nie śpi? - zapytała Vanessa, zaglądając nieśmiało do środka, co automatycznie przywołało uśmiech na twarz mężczyzny, a jej dodało odwagi, by podejść bliżej. - Jak się czujesz?
- Jak widać - odparł lekko zachrypniętym głosem. - Narozrabiałem, co?
- Nie chcę nic mówić, ale jazda po alkoholu...
- To może faktycznie lepiej nic nie mów - powiedział Russell, szczerząc się. - Czas pożegnać się z prawem jazdy. Właśnie tego było mi trzeba.
- Co ty taki markotny? - spytała. - I nie próbuj mnie zmylić, wiem dobrze, że nawet ten wypadek nie byłby w stanie aż tak cię zdołować.
- Kiedy ja wcale nie jestem zdołowany - żachnął się. - Zaczynam nowe życie.
- To znaczy, że...
- Tak, to koniec mojego małżeństwa - odrzekł lekko. - Wyglądasz na zmartwioną, czy mi się tylko wydaje?
- Dziwisz mi się?
- Vannie, wiesz dobrze, że to nie przez ciebie rozstaliśmy się z Naomi.
- Rozstaliście? - prychnęła dziewczyna. - Russell, zdradziłeś ją i to ze mną. Nie rozstaliście się w pokoju, jak przyjaciele, między którymi coś się po prostu wypaliło. Wy nawet nie potraficie ze sobą rozmawiać. A wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja przyczyniłam się do powstania tego szamba, w którym toniesz, więc pozwól, że to naprawię.
- Znowu zaczynasz? - przewrócił oczami.
- A może byś mi jednak zaufał? - zapytała słabo. - I proszę, nie poddawaj się, bo jeśli zrezygnujesz z Naomi, to nigdy nie uda mi się odkręcić tego, co narobiłam.
- Za późno, Vannie - rzekł Russell. - Przykro mi, ale ja już nie chcę o nią walczyć.
- I może jeszcze mi powiesz, że jej nie kochasz? Boże, doktorku, kogo ty chcesz oszukać? Bo jeśli mnie, to chyba faktycznie mocno rąbnąłeś się w tą głowę.
Mężczyzna już miał jej odpowiedzieć, kiedy nagle w pomieszczeniu pojawiła się niespodziewana postać. Vanessa i Naomi przyglądały się sobie z uwagą, nie mówiąc jednak ani słowa, z kolei Russell jak najszybciej uciekł spojrzeniem jak najdalej od kobiety, której wcale nie chciał tu teraz oglądać. Blondynka odchrząknęła, czując się coraz bardziej skrępowana obecnością Vannie.
- Mogłabyś zostawić nas samych? - zapytała Knight, nie do końca uprzejmie.
Vanessa nawet nie musiała patrzeć na swojego szefa, by wiedzieć, że mężczyźnie to spotkanie z żoną wcale nie było na rękę. Nie chciała zostawiać go tu samego, jednak wiedziała, że powinna się oddalić. Przeszła obok Naomi, czując napięcie między nimi, po czym wyszła na korytarz i zamknęła za sobą drzwi.
- Jak się trzymasz? - zapytała dziewczyna, chcąc usiąść na brzegu łóżka, jednak rudowłosy w ostatniej chwili przesunął się tak, by jej to uniemożliwić, wciąż unikając kontaktu wzrokowego z nią. Blondynka postanowiła nie przejmować się jego zachowaniem i spróbować jeszcze raz. - Martwiłam się o ciebie. Przez całą noc praktycznie nie zmrużyłam oka.
,,Wzruszające'', pomyślał mężczyzna.
- Może czegoś potrzebujesz? Załatwię ci, o cokolwiek poprosisz - mówiła, jednak chłopak nadal ją ignorował, gapiąc się za okno. W końcu osiągnął cel - wyprowadził Naomi z równowagi. Właśnie tego chciał - aby cierpiała, bo właśnie na to zasłużyła w jego odczuciu. - Dlaczego ty się tak zachowujesz? Jestem tu dla ciebie, a ty mnie olewasz. Wiesz co? Zachowujesz się jak naburmuszony dzieciak, a nie jak szanowany lekarz i poważny, dorosły człowiek.
- Chyba lepiej będzie, jak stąd wyjdziesz, nie uważasz? - powiedziała Vanessa, wchodząc znów do środka. W rękach trzymała tackę z lekarstwami, które były jednak tylko pretekstem, aby przerwać monolog jasnowłosej. Tak naprawdę Vannie chciała po prostu uwolnić Russella od kobiety, której obecność wcale go nie cieszyła. Blondynka po raz ostatni spojrzała na męża, po czym wyszła na korytarz, czując się podle.
Russell traktował ją jak powietrze i to wcale nie tak, jakby była mu niezbędna do życia, niczym tlen - on zachowywał się tak, jakby jej nie zauważał, a to sprawiało jej ból, którego się nie spodziewała. Jej policzki zapłonęły żywym ogniem, a pod powiekami zaczęły gromadzić się łzy. Kiedy otworzyła oczy, słone krople sprawiały, że te śniły dokładnie tak, jak poprzedniej nocy. Może gdyby Knight wiedział, że Naomi płakała po tym, jak ją ostatnio potraktował, dziś nie byłby na nią tak obojętny? Z drugiej strony, kobieta zaczynała wątpić w to, czy nadal zasługiwała na jego zainteresowanie. Dostała dokładnie to, na co zasłużyła.
- Naomi? - odezwał się męski głos, którego dźwięk w brutalny sposób wyrwał jasnowłosą z zamyślenia. Spojrzała na niego wielkimi, błyszczącymi oczami, mając nadzieję, że ten nie zauważy jej negatywnego stanu. - Co ty tu robisz?
- A ty? - zapytała, również zaskoczona. - Zresztą, mniejsza z tym. W sumie to dobrze, że jesteś.
- Pewna jesteś? - spytał kontrolnie, uśmiechając się jednak. - Bo wiesz, nie brzmisz na szczególnie uradowaną z powodu mojej obecności.
- Wydaje ci się - rzekła dziewczyna, po czym bez namysłu chwyciła jego dłoń i oboje ruszyli w kierunku, który znany był tylko jej. Gdy znaleźli się u celu, zatrzymali się, a blondynka spojrzała ponownie na mężczyznę. - Chciałam ci kogoś przedstawić.
Nim Lucas zdążył zadać pytanie, dziewczyna nakazała mu spojrzeć w prawo. Jego oczy natrafiły na kilkanaście maleńkich łóżeczek oraz inkubatorów, w każdym z nich leżało inne, kruche i bezbronne dzieciątko.
- Ten ma na imię Angelo i jeśli tylko zechcesz, będziesz mógł nazywać go swoim synem - oznajmiła Naomi, a kiedy cisza pomiędzy nimi zaczęła robić się nieznośna, przytuliła się do bruneta, chcąc w jego ramionach odnaleźć ukojenie, którego niewątpliwie potrzebowała.
***
Kiedy tylko weszła do sklepu na stacji benzynowej, poczuła się tak, jakby oczy wszystkich momentalnie przylgnęły do niej. Podchodząc do kasy zdążyła posłać kilka kąśliwych uwag pod adresem starszych kobiet, wyraźnie zgorszonych widokiem produktu, który siedemnastolatka dzierżyła w dłoniach. Również sprzedawczyni spojrzała na nią tak, jakby miała ochotę natychmiast odprawić jakieś kazanie. Gdyby to jeszcze mogło cokolwiek zmienić... Isabel westchnęła, odbierając resztę, po czym schowała brzęczące monety do kieszeni i udała się do toalety. Wyjęła test ciążowy z niewielkiego opakowania i przez chwilę wpatrywała się w niego, jak zahipnotyzowana. Jeszcze trochę, a pozna prawdę i dowie się, czy jej życie faktycznie zostanie wywrócone do góry nogami, czy nie. Swoją drogą, czy to w ogóle możliwe, aby jeszcze bardziej skomplikować jej świat? Przecież ona już teraz ledwo radziła sobie z tym, aby rano wstać z łóżka. Jest tak źle, że teraz może być już tylko lepiej, a jeśli cokolwiek się jeszcze zepsuje, Hartley straci ostatnią nadzieję na to, że jeszcze kiedyś będzie szczęśliwa.
Nie musiała czytać instrukcji, bo zdążyła już dawno zapoznać się ze szczegółowymi wskazówkami w Internecie. Kiedy już było po wszystkim i jedynym, co mogła robić, było czekanie, Isabel poczuła, jak wzmagają się jej mdłości. To wszystko na pewno z nerwów - bo kto niby zachowałby spokój w takiej sytuacji? Te kilka minut stanowiło najbardziej niepewny czas w jej życiu. Teraz nie mogła już nic zmienić, nie miała wpływu na wynik testu i nie mogła już uciec przed rzeczywistością.
Zamknęła oczy wierząc, że nim otworzy je, życie znów nabierze sensu - a było to coś, czego najbardziej potrzebowała w tym momencie. Kiedy uniosła powieki i spojrzała na test, automatycznie rozpłakała się i wiedziała, że minie jeszcze sporo czasu, nim weźmie się w garść i wyjdzie z tej łazienki. Na razie była zbyt skołowana, by ruszyć się z miejsca.
***
Russell traktował ją jak powietrze i to wcale nie tak, jakby była mu niezbędna do życia, niczym tlen - on zachowywał się tak, jakby jej nie zauważał, a to sprawiało jej ból, którego się nie spodziewała. Jej policzki zapłonęły żywym ogniem, a pod powiekami zaczęły gromadzić się łzy. Kiedy otworzyła oczy, słone krople sprawiały, że te śniły dokładnie tak, jak poprzedniej nocy. Może gdyby Knight wiedział, że Naomi płakała po tym, jak ją ostatnio potraktował, dziś nie byłby na nią tak obojętny? Z drugiej strony, kobieta zaczynała wątpić w to, czy nadal zasługiwała na jego zainteresowanie. Dostała dokładnie to, na co zasłużyła.
- Naomi? - odezwał się męski głos, którego dźwięk w brutalny sposób wyrwał jasnowłosą z zamyślenia. Spojrzała na niego wielkimi, błyszczącymi oczami, mając nadzieję, że ten nie zauważy jej negatywnego stanu. - Co ty tu robisz?
- A ty? - zapytała, również zaskoczona. - Zresztą, mniejsza z tym. W sumie to dobrze, że jesteś.
- Pewna jesteś? - spytał kontrolnie, uśmiechając się jednak. - Bo wiesz, nie brzmisz na szczególnie uradowaną z powodu mojej obecności.
- Wydaje ci się - rzekła dziewczyna, po czym bez namysłu chwyciła jego dłoń i oboje ruszyli w kierunku, który znany był tylko jej. Gdy znaleźli się u celu, zatrzymali się, a blondynka spojrzała ponownie na mężczyznę. - Chciałam ci kogoś przedstawić.
Nim Lucas zdążył zadać pytanie, dziewczyna nakazała mu spojrzeć w prawo. Jego oczy natrafiły na kilkanaście maleńkich łóżeczek oraz inkubatorów, w każdym z nich leżało inne, kruche i bezbronne dzieciątko.
- Ten ma na imię Angelo i jeśli tylko zechcesz, będziesz mógł nazywać go swoim synem - oznajmiła Naomi, a kiedy cisza pomiędzy nimi zaczęła robić się nieznośna, przytuliła się do bruneta, chcąc w jego ramionach odnaleźć ukojenie, którego niewątpliwie potrzebowała.
***
Kiedy tylko weszła do sklepu na stacji benzynowej, poczuła się tak, jakby oczy wszystkich momentalnie przylgnęły do niej. Podchodząc do kasy zdążyła posłać kilka kąśliwych uwag pod adresem starszych kobiet, wyraźnie zgorszonych widokiem produktu, który siedemnastolatka dzierżyła w dłoniach. Również sprzedawczyni spojrzała na nią tak, jakby miała ochotę natychmiast odprawić jakieś kazanie. Gdyby to jeszcze mogło cokolwiek zmienić... Isabel westchnęła, odbierając resztę, po czym schowała brzęczące monety do kieszeni i udała się do toalety. Wyjęła test ciążowy z niewielkiego opakowania i przez chwilę wpatrywała się w niego, jak zahipnotyzowana. Jeszcze trochę, a pozna prawdę i dowie się, czy jej życie faktycznie zostanie wywrócone do góry nogami, czy nie. Swoją drogą, czy to w ogóle możliwe, aby jeszcze bardziej skomplikować jej świat? Przecież ona już teraz ledwo radziła sobie z tym, aby rano wstać z łóżka. Jest tak źle, że teraz może być już tylko lepiej, a jeśli cokolwiek się jeszcze zepsuje, Hartley straci ostatnią nadzieję na to, że jeszcze kiedyś będzie szczęśliwa.
Nie musiała czytać instrukcji, bo zdążyła już dawno zapoznać się ze szczegółowymi wskazówkami w Internecie. Kiedy już było po wszystkim i jedynym, co mogła robić, było czekanie, Isabel poczuła, jak wzmagają się jej mdłości. To wszystko na pewno z nerwów - bo kto niby zachowałby spokój w takiej sytuacji? Te kilka minut stanowiło najbardziej niepewny czas w jej życiu. Teraz nie mogła już nic zmienić, nie miała wpływu na wynik testu i nie mogła już uciec przed rzeczywistością.
Zamknęła oczy wierząc, że nim otworzy je, życie znów nabierze sensu - a było to coś, czego najbardziej potrzebowała w tym momencie. Kiedy uniosła powieki i spojrzała na test, automatycznie rozpłakała się i wiedziała, że minie jeszcze sporo czasu, nim weźmie się w garść i wyjdzie z tej łazienki. Na razie była zbyt skołowana, by ruszyć się z miejsca.
Teraz, kiedy wszystko wróciło do normy i wreszcie wiem, na czym stoję, mogę znowu zacząć żyć.
Kiedy wyszła z łazienki, bez wahania wyrzuciła test ciążowy do kosza, ocierając ostatnią łzę ze swego policzka. Zdziwiła się, widząc te same leciwe kobiety. Czyżby czekały specjalnie na nią, chcąc dowiedzieć się, czy kolejna nastolatka zaliczyła wpadkę? Dziewczyna wyprostowała środkowy palec i bezceremonialnie pokazała go starszym paniom, po czym wyszła na zewnątrz, puszczając mimo uszu głosy ich sprzeciwu. Kiedy chłodne powietrze zetknęło się z jej skórą, zatrzymując się na jej ciele niczym pocałunek, odetchnęła z ulgą, mając ochotę iść gdziekolwiek - miała bowiem tyle nowej energii w sobie, że doszłaby najdalej, jak to tylko możliwe.
- To było coś - powiedział chłopak, którego Isabel zlokalizowała dopiero po chwili. Jego ciemne, niemal czarne tęczówki, od pierwszego wejrzenia zrobiły na niej piorunujące wrażenie.
- Niby co? - spytała, zaskakując samą siebie, ponieważ po raz pierwszy od bardzo dawna była dla kogoś miła. Tym bardziej zadziwiające było to, że był to dla niej zupełnie obcy człowiek.
- No ta akcja w sklepie - wyjaśnił, podchodząc bliżej. Po jego wyglądzie Hartley zgadywała, że brązowooki jest w podobnym wieku do niej. - Normalnie jakbym widział żeńską wersję siebie samego.
- Daj spokój - rzekła i uśmiechnęła się promiennie.
- Coś mi mówi, że razem zawładnęlibyśmy tym miastem - stwierdził chłopak. - O ile oczywiście miałabyś ochotę zmarnować trochę czasu w moim towarzystwie.
- Zmarnować? Z kimś takim, jak ty? - zdziwiła się, po czym wyciągnęła dłoń w jego kierunku. - Isabel.
- Tyler - odparł brunet, przyglądając się jej z uwagą, nadal będąc pod wrażeniem jej zachowania w sklepie.
Hartley zastanowiła się, jak można zaufać komuś tak szybko. Może to przez tak długi pobyt w domu i kompletne odizolowanie się od świata zewnętrznego dziewczyna straciła instynkt i intuicję wobec ludzi? A może po prostu miała powody, by uznać nowo poznanego chłopaka za porządnego człowieka, który jej nie oszuka ani nie wykorzysta? Może ten jeden raz powinna przede wszystkim zaufać samej sobie?***
Mężczyzna szedł przez miasto z kapturem na głowie i mnóstwem myśli, bijących się wewnątrz niej. Choć pewnie brzmi to jak kompletny nonsens, niebieskooki zaczął na poważnie zastanawiać się, czy jego życie nie było mniej skomplikowane, kiedy był na froncie, niż teraz. Tu nikt nie czyhał na jego życie z karabinem w ręku, ale niebezpieczeństwo nie groziło mu tylko fizycznie. W środku czuł się niepewny tego, co wydarzy się za minutę, nie wspominając już o nieco dalszej przyszłości. Przez ułamek sekundy miał już wrażenie, że odzyskał panowanie nad swoim życiem i gotów był zaufać nowej kobiecie, teraz jednak znowu tkwił w miejscu, niezdolny, by wykonać krok do przodu. Mało tego, czuł się tak, jakby cofał się i w dodatku ranił przy tym osobę, która absolutnie nie zasługiwała na taki cios. Z trudem patrzył w lustro, nosząc w sobie poczucie winy tak ciężkie, że wręcz utrudniało mu poruszanie się. Czuł olbrzymi wstyd i najchętniej cofnąłby czas, chociaż z drugiej strony... Ilekroć złota rybka nie pozwoliłaby mu wrócić do dnia wczorajszego i rozegrać wszystko od początku, on zawsze wybrałby tą samą drogę - tą, która prowadziła go prosto do niej.
Nie to obiecywał Austinowi i samemu sobie. Przecież to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej i wydawać by się mogło, że nic nie mogło przeszkodzić Joshowi, by w końcu dobiegł do tej najwłaściwszej mety. Może nie udało mu się, bo nie pożądał tego wystarczająco mocno? Może w głębi duszy nigdy nie przestał chcieć tylko jednego - być w jej ramionach i nie ruszać się stamtąd ani na jeden krótki moment? Cokolwiek teraz czuł, wiedział jedno - nie ma prawa okłamywać Vanessy. Powie jej wprost, jak się sprawy mają i choć dziewczyna zapewne go za to znienawidzi, przynajmniej Hartley będzie z nią szczery. W jego głowie scenariusz ten brzmiał nawet nieźle, co sprawiło, że coraz mniej obawiał się spotkania z kobietą o błękitnych tęczówkach.
Kiedy stanął pod jej drzwiami, nabrał powietrza w płuca, aby po chwili nacisnąć dzwonek. Drzwi otworzyły się dopiero po upływie około minuty, kiedy Josh zaczął się robić nachalny, niemal nie odrywając palca od przycisku.
- Zabłądziłeś? - zapytała dziewczyna, patrząc na niego spode łba.
- A co, pomyliłem drzwi? - odpowiedział pytaniem na pytanie, uśmiechając się, jednak Yorke nawet nie pomyślała o tym, by odwzajemnić jego wesołość.
- Mam na myśli wczoraj - wyjaśniła. - Umówiliśmy się, a ty nie przyszedłeś. Rozumiem, że musiałeś mieć bardzo poważny powód, aby mnie wystawić.
- Chciałem przeprosić - rzekł, zgodnie z prawdą, aby od następnego słowa kłamać jak z nut. - Po prostu przestraszyłem się tego, co dzieje się między nami. Mój ostatni związek... Sama wiesz, jak to się wszystko potoczyło. Właśnie dlatego chciałbym być ostrożny. Musiałem sobie to wszystko poukładać.
- Ach tak - westchnęła, dogłębnie analizując jego słowa, po czym, co było dla niego wielkim zaskoczeniem, uśmiechnęła się. - I co wymyśliłeś?
- Że jesteś wspaniała? - zapytał, gdy Vanessa zawiesiła dłonie na jego karku, po czym stanęła na palcach, by móc go pocałować.
- Tyle mi na razie wystarczy - rzekła, a potem oboje nie myśleli już dużo.
Wciąż się obejmując, wparowali do jej mieszkania, z hukiem zamykając za sobą drzwi. Zręcznie zdejmowali ubrania, rzucając je niedbale na podłogę, a ich nogi same prowadziły ich prosto do sypialni.
Pomiędzy jednym pocałunkiem, a drugim, brunet zastanowił się, co on właściwie wyprawia. Przyszedł tu po to, by pozbyć się problemu, tymczasem właśnie teraz komplikował sobie życie jeszcze bardziej, zataczając błędne koło. A potem, kiedy wyrzuty sumienia zostały całkowicie uśpione przez pożądanie, które wzrastało wraz z każdą upływającą minutą, przestał myśleć o konsekwencjach i skupił się na dziewczynie, która bez wątpienia zaczynała czuć do niego coś więcej, niż do tej pory.
***
Hej Kochana:* chyba naprawdę czytasz mi w myślach. Tak się właśnie dzisiaj zastanawiałam, kiedy pojawi się kolejny rozdział, a tu proszę, przyjeżdżam z uczelni, włączam laptopa i zaraz pojawia się wiadomość od Ciebie :) i już tak nie przepraszaj za ten poślizg, bo wiesz dobrze, że żadna z czytających i komentujących się za to nie gniewa :) ja uważam, że w tym przypadku cierpliwość jak najbardziej się opłaca, bo nawet swoją najdłuższą nieobecność wynagrodzisz nam cudownym rozdziałem :) w sumie to nie chciałam się dzisiaj rozpisywać we wstępie, dlatego zabieram się za czytanie.
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment wydawał mi się bardzo tajemniczy. Domyśliłam się, że minie jeszcze trochę czasu zanim szczegóły ostatniego fragmentu poprzedniego rozdziału ujrzą światło dzienne, ale tylko sprawiłaś, że jestem jeszcze bardziej ciekawa tego co wydarzyło się między Paige a Joshem. Nie wiedziałam, że z Austina taki zazdrośnik jest. Widzę, że niektórzy ludzie lubią robić problemy z niczego. To, że Paige przyszła do Austina dzień później, to chyba jeszcze nic złego, prawda? Postać Naomi totalnie mnie rozbraja. Ta kobieta sama nie wie czego chce. Raz jest ujmująco miła, a kiedy indziej wstępuje w nią nie wiadomo co i wszystkim sprawia przykrość. Dziwna jest ta kobieta, naprawdę.
Przez moment myślałam, że w życiu Isabel będzie się przynajmniej w mniejszym stopniu układać. Faktycznie, minęło bardzo dużo czasu odkąd dziewczyna wyszła z domu. Początkowo myślałam, że to Peter najzwyczajniej w świecie zamknął ją w swoim pokoju, żeby ponownie nie zaczęła brać. Teraz dopiero zorientowałam się, że to ona sama tak postąpiła. Nie dziwie jej się, bo pewnie zrobiłabym tak samo. Rzekoma ciąża chyba nie tylko jej nie daje spokoju. Ja sama też próbuję wyobrazić sobie Isabel w roli matki. Uważam, że mimo tej sprawy z narkotykami byłaby dobrą matką. Nastolatka zwyczajnie się pogubiła w swoim życiu, popełniła błąd, ale myślę, że dostała już porządną nauczkę i może sama sprawi, że przestanie brać. Ta krótka wymiana zdań z ojcem nawet mi samej sprawiła ból. To jest po prostu przykład na to, jak bardzo się od siebie oddalili. Myślałam, że Peter będzie działał, że zrobi wszystko, by pomóc Isabel, a ja mam wrażenie, że tak naprawdę nie robi kompletnie nic. Przeraża mnie fakt, że chyba nawet nie ma zamiaru jakkolwiek pomóc córce. To naprawdę smutne, że dziecko nie może liczyć na własnego ojca. Jeśli nie on, to uważam, że powinna szukać wsparcia u Josha. Starszy brat z pewnością by jej nie odtrącił :)
Sprawa Russella i Naomi zawsze będzie wzbudzała wiele emocji. Ja sama nie mogę uwierzyć w to, że tak idealne małżeństwo może się rozpaść w tak krótkim czasie. Czasami mam wrażenie, że oni oboje zachowują się jak dzieci. Jeden na drugiego próbuje zrzucić całą winę za rozpad małżeństwa, a tak naprawdę im obojgu powinęła się noga i sprawy wymknęły się spod kontroli. Zdrada Russella niewątpliwie miała jakiś znaczący wpływ na to, że się rozstali, ale prawda jest taka, że Naomi też nie jest święta. Momentami wcale nie dziwi mnie to, że lekarz miał takie myśli. Adopcja dziecka stała się dla Naomi wręcz obsesją, zachowywała się tak, jakby nic innego nie miało znaczenia. Mąż poczuł się zaniedbany i odtrącony i zdrada gotowa. Zastanawia mnie jednak nagła zmiana w postępowaniu Knighta. Do tej pory zależało mu i chciał walczyć o Naomi, a teraz z dnia na dzień zmienił zdanie. Możliwe, że Lucas jakoś się do tego przyczynił, ale z drugiej strony czego można było się spodziewać? Człowiek ma swoje granice cierpliwości i widocznie te u Russella zostały przekroczone. Mimo wszystko i tak nie widzę sensu w ranieniu siebie nawzajem. Lepiej rozstać się w zgodzie jak cywilizowani ludzie, zamiast cały czas się kłócić i toczyć wojny tak naprawdę nie wiadomo o co. Ciekawi mnie reakcja Lucasa na słowa Naomi. Coś czuję, że on nie ma takich planów na życie jak ona, chociaż oczywiście mogę się mylić :) kolejne rozdziały pokażą, czy będzie chciał mieć z Naomi dziecko.
OdpowiedzUsuńTo Isabel jest w tej ciąży, czy nie? Ja z tego fragmentu zrozumiałam, że nie. Nie wiem dlaczego, ale po ostatnich wydarzeniach miałabym pewne uprzedzenia względem chłopaków, którzy pojawiają się w życiu nastolatki. O nowo poznanym Tylerze właściwie nic nie wiemy, więc nie można z góry założyć, że to jakiś potwór pokroju Giovanniego. Oby tym razem się nie pomyliła i trafiła na normalnego chłopaka :)
Od początku obawiałam się tego jak potoczy się relacja Josha z Vanessą. Przyznam się, że nawet pozbyłam się podejrzeń, że może być między nimi coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale ten fragment utwierdził mnie w przekonaniu, jakie to życie potrafi być zaskakujące. Przyznaje otwarcie, że nie chciałam, żeby to się tak skończyło. Vanessa okazała się dobrą przyjaciółką, można powiedzieć, że to dzięki niej Josh postanowił wziąć się w garść i pójść do psychologa, żeby uporządkować swoje życie i za to jak najbardziej powinien być jej wdzięczny. Ale żeby od razu do łóżka? Po tej nocy sprawy skomplikują się pewnie jeszcze bardziej, ale mimo wszystko jestem ciekawa co będzie dalej, dlatego czekam na kolejny rozdział :)
Ściskam i całuję :* :* :*
Dzisiaj bez zbędnych słów przejdę do komentowania odcinka! :*
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa, co takiego wydarzyło się w nocy, że Paige była ewidentnie zestresowana i poddenerwowana. Dobrze wiedzieć, że Austin jest już dobrze i powoli wraca do zdrowia. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie się nad sobą użalać. Naomi też jakaś w niehumorze. Niezbyt dobrze zaczął się ten dzień dla obu bohaterek.
Przykro mi, że Isabella dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad swoimi czynami oraz konsekwencjami z nich płynącymi. Niestety czas nie można cofnąć i jak niektórzy mawiają: 'lepiej późno niż wcale'. Tak więc mam nadzieję, że jeśli okaże się, że Isabella jest faktycznie w ciąży, to zrobi wszystko, aby zapewnić temu dziecku pełen ciepła i miłości dom, że wydorośleje i stanie na wysokości zadania. No i najważniejsze: wierzę, że ostatnie zdarzenia będą dla niej najlepszą nauczką. Ciągle nie mogę zrozumieć Petera. Jak z dnia na dzień mógł się zmienić z kochającego ojca w zimnego potwora, którego mam ochotę kopnąć w jego cztery litery?! Rodzice to jedyni ludzie na świecie, którzy kochają swoje dzieci bezwarunkowo. Wspierają je, gdy tego potrzebują. Nie odpychają ich, gdy popełnią błąd. Do tej pory myślałam, że Peter jest jednym z takich ojców, ale jak widać bardzo się myliłam...
Sytuacja między Russellem i Naomi staje się coraz bardziej napięta. Najbardziej martwi mnie fakt, że lekarz przestał już walczyć o ukochaną żonę, a Naomi postanowiła ruszyć do przodu z innym mężczyzną. Jeszcze do niedawna myślałam, że ta dwójka ma jeszcze jakieś szanse, ale teraz wiem, że byłam w błędzie. Pewnych sytuacji nie da się zmienić i czasami lepiej coś zakończyć niż brnąć w coś na siłę. Dzisiaj nie ma już kochające się dwójki ludzi, którzy postanowili spędzić razem wspólnie życie.. Dzisiaj jest dwójka ludzi, którzy ranią się wzajemnie i z każdym dniem oddalają się coraz bardziej od przysięgi: 'aż do śmierci'.
Oby Tyler nie był kolejną pomyłką Isabelli. Teraz chyba nie tego potrzebuje.
Szkoda, że nadal nie wiem, co wydarzyło się między Joshem a Paige, chociaż domyślam się, że spędzili ze sobą noc. Dla mnie byłaby to cudowna informacja, bo jak nie od dzisiaj wiadomo - kibicuję im. Ale to co wydarzyło się później już mi się nie podoba. Nie wiem jak faceci to robią, że zawsze jak chcą coś wyjaśnić, to komplikują to jeszcze bardziej?! Teraz to mam totalny mętlik i naprawdę nie wiem, co mam myśleć. Nie chcę Vanessy i Josha! Chociaż ta wizja staje się coraz bardziej prawdopodobna.. niestety :(
Kochana, cudowny odcinek. Jak zawsze odwaliłaś kawał dobrej roboty. Opisy zachwycają, a dialogi są napisane idealnie. Nie zmieniłabym nic. Przepraszam za ten beznadziejny komentarz. Postaram się, aby następny był lepszy! :*
Jak zwykle cudowny rozdział. Mam wrażenie, że w większość komentarzy się powtarzam. :D Ale to dlatego, że czasami nie wiem co mam pisać. Twoje rozdziały zawsze mi się podobają. Czasami mam tak, że traktuję to opowiadanie jak książkę, którą właśnie czytam. Przeżywam wszystko wraz z bohaterami i nie myślę o tym jak skomentować. Dlatego czasami moje komentarze są krótkie. Ale to nie dlatego, że się spieszę, albo nie chce mi się komentować. Po prostu nie chcę znowu się powtarzać. No i to o czym już wspomniałam - ta książka. Ale to pozytywna rzecz! Żebyś czasem źle nie zrozumiała. ;)
OdpowiedzUsuńNie napisałaś tego wprost, ale wydaje mi się, że Paige przespała się z Joshem. Nie ogarniam tej dwójki. Kobieta wróciła do Austina i udaje jakby nigdy nic. A przecież go okłamuje. I wcale się nie dziwię, ze mężczyzna był na nią zły. W końcu wróciła o jedne dzień później i nawet nie zadzwoniła. Ale on ją kocha, więc na pewno jej wybaczy. A o Paige to ja już nie wiem co myśleć. Myślałam, że kocha Austina, ale po tej nocy... Ona sama chyba nie wie co czuje.
Zachowanie Isabel w tym rozdziale bardzo mi się spodobało. Myślałam, że będzie chciała usunąć ciążę, a tym czasem bardzo mnie zaskoczyła. Chce jak najlepiej dla tego dziecka, chce się zmienić, by nic mu się nie stało. To postawa jest godna podziwu. Naprawdę jestem z niej dumna. :) Teraz też nie napisałaś wprost, ale wydaje mi się, że jest w ciąży. Trudna sytuacja, ale chyba da radę, co? A ten tajemniczy chłopak, to kto to? Mam nadzieję, że nie ma złych zamiarów. Muszę przyznać, że od początku mi się spodobał, ale pozory mogą mylić.
Josh mnie bardzo zdziwił. Najpierw się cieszyłam, że chce być z Vanessą, potem, że poszedł z Paige, a potem, że chce wsyztsko wyjaśnić Vanessie. A teraz... Już sama nie wiem. Strasznie zakręcony koleś. :D Czułam, że nie da rady jej powiedzieć prawdy, ale nie myślałam, że skończy się na tym, że pójdą do łóżka. Nie wiem co teraz będzie i jestem tego bardzo ciekawa. Kobieta naprawdę coś do niego czuje, a on? On się bawi i Paige i Vanessą. Nie zasługuje na żadną z nich. Tak uważam.
Napisałam jednak więcej niż myślałam. :D
Życzę dużo weny i wolnego czasu na pisanie! :)
Pozdrawiam ;3