23 listopada 2013

22. ,,Jestem dla was zagrożeniem''

To mój ulubiony i zarazem najdłuższy rozdział. Żaden wcześniej nie dostarczył mi tutaj takich emocji, jak ten. Nie jestem pewna, czy przypadnie Wam do gustu, no ale zobaczymy :) Raz się żyje :P
Dziękuję za słowa pod poprzednim odcinkiem! <3
Nowość pewnie w grudniu, bo z moim czasem jest coraz gorzej. Próbne maturki w przyszłym tygodniu, próby poloneza po lekcjach, korki z matmy itp. Ale nie znikam stąd, żeby nie było :)
Jeszcze 9 rozdziałów!
Całuję i do następnego! :*

***

Macklemore & Ryan Lewis - Otherside

Tego ranka, kiedy żegnał się z nią pocałunkiem, na jego twarzy gościło wyraźne zagubienie. Jak ona mogła tego nie zauważyć? Jak mogła odnosić wrażenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Mężczyzna wciąż bił się z myślami, jednak było coś, co mógł stwierdzić z całą pewnością - chciałby, aby ktoś podpowiedział mu, co należy zrobić. Nie miał pomysłu, nawet takiego najbardziej irracjonalnego, na rozwiązanie problemu, który w gruncie rzeczy sam sobie stworzył. Wraz z upływem kolejnych minut jego życia, Josh Hartley stawał się coraz bardziej niepewny swej przyszłości. Kiedy widział wskazówki zegara, które mijały kolejne cyfry z zabójczą prędkością, ogarniał go lęk. Czuł, że kłamstwo, które nosił w sercu i którym codziennie karmił Vanessę, staje się coraz większe i kiedy już będzie gotów jej się do tego przyznać, może być już za późno, by mogła mu jeszcze wybaczyć. W tym momencie nie mógł spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Było mu wstyd, jak jeszcze nigdy wcześniej, choć swoje w życiu przeżył i miał wiele okazji, by zawieść samego siebie. Tym razem przesadził. Jak on mógł jedną noc spędzić z Paige, by kilkanaście godzin później zostać z Vannie i towarzyszyć jej, gdy zasypiała? Kiedy był żołnierzem, nauczył się przekleństw, których wcześniej nawet nie znał, dziś jednak nie umiał znaleźć wystarczająco silnego słowa, by nazwać swoje postępowanie. Był po prostu żenujący.
Pokonując kolejne metry chodnika, który znał na pamięć, zastanawiał się, czy powinien powiedzieć ojcu o tym, co zrobił. Z pewnością Peter pomógłby mu znaleźć wyjście z tej podbramkowej sytuacji, tyle, że Josh nie był wcale taki pewien, że ojciec z łatwością zaakceptuje postępowanie syna. Od zawsze uczył go, że należy być uczciwym. Od najmłodszego przestrzegał go przed wszelkiego rodzaju oszustwami, nawet tymi niewinnymi. Jego pierworodny właśnie zdradził kobietę, a także najlepszego przyjaciela, któremu obiecywał, że nigdy tego nie zrobi. Złamał obietnicę, którą złożył z własnej, niczym nieprzymuszonej woli. Hartley z duszą na ramieniu nacisnął klamkę i popchnął drzwi wejściowe, obawiając się tego, co miało nadejść.
- Isabel? - zawołał natychmiast Peter, bardzo szybkim krokiem wychodząc synowi na przeciw. Widząc go, nieco się zmieszał, nie chciał jednak wyjaśniać mu swej nerwowości. Skinął lekko głową, po czym wrócił do salonu, gdzie już po chwili znalazł się również Josh.
- Nie wróciła na noc? - zapytał niebieskooki.
- Pokłóciliśmy się wczoraj - odparł.
- To chyba nic nowego? - spytał Josh. - Ale widzę, że raczej nie chcesz o tym rozmawiać.
- Jakbyś zgadł - szepnął. - Nie obraź się, ale nie wyglądasz najlepiej. Coś się stało?
Hartley spojrzał prosto w oczy ojca, by już po chwili oderwać od niego wzrok, panicznie bojąc się, że rodzic wyczyta z jego twarzy niczym z otwartej księgi, z jakim problemem do niego przyszedł. Gdyby to wyszło na jaw, zapadłby się pod ziemię. Jeszcze przed chwilą wahał się, co zrobić, teraz jednak miał już jasność - nie był w stanie opowiedzieć ojcu, co zaszło między nim, a Paige.
- Ja też martwię się o Isabel - rzekł w końcu Josh, mając nadzieję, że nie będzie musiał wracać do tematu swojej osoby. - Chciałbym jej jakoś pomóc, ale...
- Pomóc? - zdziwił się Peter. - Ona nie jest chora ani biedna. Jest uzależniona od narkotyków i sama się wpakowała w ten syf.
- Uzależnienie to choroba...
- Pieprzysz - mężczyzna machnął ręką lekceważąco, a młodszy Hartley zdumiał się. Nie przypominał sobie, by ojciec kiedykolwiek zachowywał się w taki sposób.
- Zastanów się przez chwilę - kontynuował Josh. - Może gdybyś poświęcił jej więcej uwagi, Isabel nie musiałaby szukać pocieszenia w tego typu środkach. Co tak patrzysz? Nigdy przedtem nie zauważyłeś, że Isabel ma problem, z którym sobie nie radzi?
- Ty mnie uczysz, jaki powinien być dobry ojciec? - zapytał kpiąco Peter, wstając z miejsca. - Jako facet, który świadomie zrezygnował z miesięcy z własną córką, by być wzorowym żołnierzem? Ja poświęciłem życie tobie i Isabel, a ty nigdy nie traktowałeś Adriany jak najważniejszej osoby w swoim życiu. Nie było cię przy niej, choć powinno być inaczej, nie sądzisz? Więc zamiast prawić mi kazania, pilnuj, aby i twojej córce nie zebrało się na eksperymentowanie z używkami.
- Nadal uważasz, że Isabel sięgnęła po narkotyki od tak, z ciekawości? Nigdy nie chciałeś zajrzeć wgłąb i zainteresować się, czy może w ten sposób ona nie prosi nas o pomoc?
- Ja sobie ze swoim dzieckiem poradzę - żachnął się Peter. - A wracając do Adriany, naprawdę miej na nią oko. Nie zdziwiłbym się, gdyby za kilkanaście lat stała się ruiną, w końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Josh nie wytrzymał. Szybkim krokiem podszedł do ojca, złapał za koszulę i niemal przygwoździł do ściany zdecydowanym ruchem swoich rąk. Kątem oka dostrzegł, jak wszystkie jego mięśnie pracują. Był silny i gdyby tylko chciał, mógłby zrobić mu krzywdę i mógłby przysiąc, że przez jeden krótki moment naprawdę miał na to ochotę. Kiedy się opamiętał, oswobodził ojca ze swojego uścisku i spojrzał na jego minę, na pół przerażoną i niedowierzającą.
- Nigdy więcej nie waż się obrażać Paige, jasne? - powiedział cicho, ledwie słyszalnie, jednak te słowa i tak dotarły wprost do serca adresata.
Niebieskooki wycofał się, zdjął kurtkę z wieszaka i wyszedł z rodzinnego domu, z hukiem zamykając za sobą drzwi. Zabawne, że przyszedł tu, by odnaleźć ukojenie, tymczasem odchodził w jeszcze podlejszym nastroju. Przed oczami miał twarz ojca o wyrazie, którego nigdy przedtem nie widział, a w głowie nadal kotłowały mu się słowa, które wypowiadał. Co się stało z tą rodziną i z tym człowiekiem, który zawsze pomagał innym, a tym razem sam sprawiał wrażenie osoby, która potrzebuje wsparcia, bo w natłoku wszelkich trosk, zaczyna tracić zmysły? Josh najchętniej zamknąłby ojca i siostrę w jednym pomieszczeniu, by wreszcie zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać, jednak był on ostatnią osobą, która mogła im pomóc. Teraz miał ochotę usiąść na samym środku chodnika i rozpłakać się jak dziecko, bezradne i bez jakiegokolwiek pomysłu na wyjście z kłopotliwej sytuacji. W tym wszystkim zaczynał rozumieć, że coś jest z nim nie tak. Choć początkowo nie wiedział dokąd iść, teraz już doskonale znał kierunek, jaki należało obrać. Chociaż nie biegł, mógłby przysiąc, że jego serce nigdy przedtem nie biło tak szybko i tak niespokojnie, jak teraz.

***

Dlaczego nie wróciła na noc? Przecież nie ze strachu przed tym, że ojciec zrobi jej karczemną awanturę. Nie spodziewała się jakiegokolwiek słowa z jego strony, wręcz przeciwnie - nastawiała się na ciszę, która jeszcze bardziej by ją dołowała. Nie chciała iść do domu, bo za każdym razem zastawała tam tylko te negatywne emocje, żadnych pozytywnych. Gdyby chociaż przekroczyła próg, momentalnie wydarzyłoby się coś, co zmusiłoby ją do płaczu albo napadu wściekłości - przecież było tak przez cały czas. Ile razy wychodziła z pokoju, by przeprosić ojca za swoje zachowanie i powiedzieć, że chce zacząć się starać i właśnie dla niego wyjść w końcu na prostą? Tysiące, aż wreszcie zrozumiała, że to nie ona powinna przepraszać jako pierwsza. Dlaczego jej ojciec był tak zaślepiony i głuchy na wszelkie sygnały, jakie mu wysyłała? Dlaczego nie chciał jej pomóc i czemu nie przeszło mu przez myśl, że jego mała córeczka może mieć poważny problem w życiu i właśnie dlatego bierze narkotyki i buntuje się przeciwko niemu? Może na to nie zasłużyła, ale chciała, by Peter opamiętał się, przytulił ją do siebie i obiecał, że od teraz będą walczyć razem. Był jej jedynym rodzicem, więc na jego barkach spoczywały zarówno jego własne obowiązki, jak i te przejęte po zmarłej żonie. Miał trudniej, niż inni ojcowie, więc miał prawo w którymś momencie pogubić się i zapomnieć o tym, że córki nie wystarczy tylko kontrolować - trzeba też z nią rozmawiać. Nie wolno wyłącznie karać jej za błędy - trzeba zauważać każde jej osiągnięcie i chwalić ją za to, by w żadnym wypadku nie podcinać jej skrzydeł. Po raz pierwszy poczuła się jak intruz, kiedy dotarło do niej, że ojciec nawet nie zauważył, kiedy rozstała się z Giovannim. Jaki ojciec nie widzi, kiedy jego córka przeżywa rozpad swojego pierwszego związku? Przecież jest to wyjątkowa rzecz w życiu każdej dziewczyny, która tego doświadcza. Ile godzin przepłakała, wspominając, w jaki sposób rozpadło się to, co wydawało jej się wyjątkowe? A Peter nie widział jej łez. Otworzył oczy dopiero, kiedy jego córka była już uzależniona od narkotyków, w fatalnym stanie, zarówno fizycznym, jak i, a może przede wszystkim, psychicznym. Czuła się tak, jakby on wcale nie chciał jej pomóc. Zawiodła go, ale czy to rzeczywiście było silniejsze od miłości, którą jako ojciec bez wątpienia powinien ją darzyć? Nie czuła się kochana, ale odepchnięta i znienawidzona. W jej odczuciu Peter nie zasługiwał na to, by nazywać się ojcem. A może to ona już nie zasługiwała na to, by być nazywana córką?
Wiatr kierował jej włosy we wszystkie strony, podczas gdy siedemnastolatka siedziała na ziemi, mimo chłodu, który z oczywistych przyczyn ją ogarnął. Nagle zrobiło jej się cieplej, kiedy zauważyła na horyzoncie dobrze znaną sobie postać. Natychmiast wstała z ziemi i obróciła się na pięcie, modląc się w duchu, by chłopak nie zauważył jej z daleka, jednak jej nadzieje były próżne - brunet po chwili dogonił ją i złapał za rękę, zatrzymując ją i zmuszając, by na niego spojrzała.
- Nie uciekaj przede mną, bo całymi dniami czatowałem pod twoim domem, chcąc, abyś w końcu wyszła i porozmawiała ze mną. Zasłużyłem na to - powiedział Logan. - Jak się trzymasz?
- Czego ty chcesz? - spytała drwiąco. - I puść w końcu moją rękę, bo twoja dziewczyna zrobi się zazdrosna.
- Moja... - zdziwił się, jednak zamilknął, kiedy przypomniał sobie, że jeszcze przed momentem obściskiwał się z jasnowłosą równolatką, którą zarówno on, jak i Isabel, znali ze szkoły. - Mam ci się z tego tłumaczyć?
- A uważasz, że mnie to obchodzi? - zapytała. - Puść mnie.
Chłopak spełnił jej prośbę, jednak nie pozwolił jej odejść, pomimo, iż ta wyraźnie miała na to ochotę.
- Jesteś zazdrosna - stwierdził bez ogródek. - Przykro mi, bo nie chciałem, abyś tak się czuła. Zależy mi na tobie.
- Gdyby tak było, nie uganiałbyś się za innymi, czyż nie? Nie znudziłbyś się kilkudniowym czekaniem na to, aż w końcu się do ciebie odezwę. Byłbyś cierpliwy.
- W takim razie powiedz mi, jak długo jeszcze kazałabyś mi na siebie czekać? - spytał Logan, trafiając w sedno. Po chwili Isabel uśmiechnęła się bezczelnie, a więc we właściwy sobie sposób.
- Po co czekać? - zapytała dziewczyna. - Przecież ty i tak nigdy mnie nie chciałeś, prawda?
Zapanowała niezręczna cisza. Przez chwilę Isabel odnosiła wrażenie, że chłopak pokręci przecząco głową, oleje to, co powiedzą inni, pocałuje ją i powie, że od samego początku nie widział poza nią świata. Właśnie wtedy siedemnastolatka wróciła na ziemię. Logan skinął twierdząco głową i spuścił wzrok.
- Dzięki za szczerość - rzekła Hartley i odeszła, a chłopak tym razem nie próbował jej zatrzymać.

***

Jego dłonie drżały, jego serce też, z tą tylko różnicą, że robiło to o wiele mocniej i gwałtowniej - jakby za chwilę miało mu wyskoczyć z piersi. Zresztą, co by to zmieniło, skoro już teraz zachowywał się bezdusznie, jakby był pozbawiony sumienia? Siedział na krześle na korytarzu i czekał, aż nadejdzie jego kolej, choć najchętniej wtargnąłby bez pytania do gabinetu swego psychologa, ignorując zakazy nieuprzejmej pani w recepcji. Potrzebował rozmowy z kimś, kto nie będzie go oceniał. Wśród swych bliskich nie odnalazł ani jednej osoby, która nadawałaby się do tej roli. Tak naprawdę tamtej nocy, kiedy pocałował Paige na dobranoc, patrząc, jak jej oddech uspokaja się, a ona sama zaczyna śnić, skrzywdził nie tylko ją i siebie, ale również Vanessę, Austina i wielu innych, którzy na niego liczyli. Kiedy złożył przyjacielowi obietnicę, czuł się szlachetnie, niczym bohater z książek, które czytał przed laty. Rezygnował z kobiety, którą kochał nade wszystko, by być uczciwym wobec Austina. Oddawał mu to, co miał najcenniejszego, bo równie ważna była dla niego przyjaźń, którą posiadał. A teraz? Jak mógł pogodzić się z faktem, że dobrowolnie wypuścił całą swoją godność z rąk? Zrobił to, bo ten jeden raz przestał myśleć o konsekwencjach. Od wielu miesięcy marzył tylko o tym, by znów zobaczyć jej wielkie, czekoladowe tęczówki i zatracić się w nich, jak dawniej. Kiedy walczył o życie, myślał tylko o niej i układał sobie w głowie przeróżne możliwe powitania, kiedy już uda mu się wrócić do domu. W życiu nie pomyślałby, że zwykłe przytulenie jej będzie zadaniem niemożliwym do wykonania. Miesiącami walczył z samym sobą, by nie zboczyć z drogi. Kiedy Austin stawiał czoła poważnej chorobie, Josh wiedział, że byłby skończonym bydlakiem, gdyby w takiej chwili odebrał mu Paige. Nie zrobił tego, choć w głębi duszy wciąż była ona kobietą, o której śnił, kiedy jakimś cudem udawało mu się zmrużyć oczy. Wtedy pojawiła się Vanessa, która wniosła w jego życie coś, czego przedtem nie znał. Pomogła mu zapomnieć o wszelkiego rodzaju problemach, stanowiąc promyk nadziei w jego szarej rzeczywistości. Była jego siłą i bardzo szybko ze zwykłej znajomej przerodziła się w przyjaciółkę, a potem w... No, właśnie, w kogo? Czy faktycznie ją pokochał? Czy gdyby to, co ich połączyło, było prawdziwe, bez wahania spędziłby noc z dawną narzeczoną, na dodatek okłamując potem Vanessę? W tym momencie przypomniał sobie również o sytuacji, jaka miała miejsce godzinę wcześniej w jego rodzinnym domu. Podniósł rękę na własnego ojca! W życiu nie pomyślałby, że będzie zdolny do czegoś takiego. Dopiero teraz naprawdę wstydził się samego siebie. Gdyby w porę się nie opamiętał, zrobiłby coś, czego żałowałby do końca życia. Ten prawdziwy Josh nigdy nie doprowadziłby do powstania takiej sytuacji, ale ten człowiek, którym był teraz, zdolny był dosłownie do wszystkiego. Przerażało go to, z każdą minutą coraz bardziej.
Kiedy w końcu nadszedł jego czas, Hartley wstał z krzesła i wszedł do gabinetu swego terapeuty.
- Zakładam, że stało się coś naprawdę poważnego, skoro tak szybko do mnie wracasz - powiedział mężczyzna, uśmiechając się do żołnierza, choć ten ani myślał, by odwzajemnić serdeczność psychologa. - No, dobrze, więc o co chodzi?
- Mam problem ze swoim życiem.
- Przyjmujesz leki, które ci przepisałem? - spytał, a Josh kiwnął głową. - A jak sny? Nadal widzisz w nich śmierć swojego przyjaciela?
- Coraz rzadziej - przyznał Hartley, choć sprawiał wrażenie jakby nieobecnego.
- Czy twoje obecne problemy są związane z traumatycznymi przeżyciami, jakich doświadczyłeś w wojsku?
- Ja po prostu czuję, że nie panuję nad swoim życiem - powiedział niebieskooki. - Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale robię rzeczy, o które nawet bym siebie samego nie podejrzewał.
- Chcesz o tym porozmawiać?
- Kilka tygodni temu obiecałem swojemu przyjacielowi, że nie będę już walczył o jego narzeczoną, która w przeszłości była moja i z którą mam dziecko. Austin otarł się o śmierć i wiedziałem, że jeśli zabiorę mu Paige, wyrządzę mu ogromną krzywdę. Potrzebował jej, by przetrwać. Udało mu się, wygrzebał się z tego. W tym czasie w moim życiu pojawiła się nowa kobieta, dzięki której choć na chwilę przestałem myśleć o Paige. Naprawdę wierzyłem, że nam się uda. Umówiłem się z nią na wieczór, by w końcu dać nam szansę. Rozmawialiśmy przez telefon i już byłem w drodze do niej, kiedy nagle pojawiła się Paige. Kiedy ją zobaczyłem, coś mnie opętało i już nie byłem sobą. Spędziłem z nią noc, choć dobrze wiedziałem, że była to ostatnia rzecz, do jakiej miałem prawo. Następnego wieczoru poszedłem do Vanessy, by przeprosić ją i powiedzieć, że nie możemy być razem, jednak nie umiałem przyznać się do zdrady, nie potrafiłem złamać jej serca, kiedy patrzyła na mnie wielkimi, zakochanymi we mnie oczami. Kiedy obudziłem się rano, odnajdując jej ciało u swojego boku, poczułem się znowu jak ten dawny ja. Miałem wyrzuty sumienia i potrzebowałem obok kogoś, komu mógłbym się wyżalić, poszedłem więc do ojca, z którym od dłuższego czasu nie rozmawiałem, bo i on nie ma teraz lekko w życiu. Kiedy tylko powiedział coś, z czym nie mogłem się zgodzić, wybuchłem i znowu stałem się facetem, którego z całego serca nienawidzę. Tak, jakby siedział we mnie ktoś zupełnie inny, zły, bezwzględny. Prawie uderzyłem własnego ojca.
Hartley przerwał, czując, jak zaczynają mu płonąć policzki. Był w takim stanie, że z trudem powstrzymywał łzy przed wydostaniem się spod jego powiek.
- Kiedy robię te wszystkie rzeczy, jestem żołnierzem, ale wcale nie tym dobrym, walczącym o słuszne racje. Jestem złym człowiekiem, zdolnym zabijać innych nie po to, by ludzie czuli się bezpieczniej, ale po to, by usatysfakcjonować samego siebie. Rozrabiam, a potem znowu staję się sobą, by żałować i nie wiedzieć, co zrobić z życiem, które na własne życzenie sam sobie rujnuję. Jeśli tak dalej pójdzie, zrobię coś, czego już nie będę mógł naprawić, bo będzie to zbyt poważne, by móc to tak po prostu cofnąć. Boję się o samego siebie i moich bliskich, którzy oddalają się ode mnie, bo to ja ich ranię, choć kocham ich całym sercem. Muszę odejść, by nie wyrządzić im krzywdy nigdy więcej.
Josh wstał z krzesła, nim jego psycholog zdążył się odezwać. Przyszedł tu po radę, jednak kiedy przyszło co do czego, postanowił odejść. Sam odpowiedział sobie na trudne pytania. Rozmowę, a raczej monolog, który właśnie przeprowadził, potraktował niczym spowiedź, dzięki której zrozumiał swoje błędy i doszedł do najrozsądniejszego rozwiązania. Teraz był tym starym dobrym Joshem i póki jeszcze nie utracił resztek dawnego siebie, musiał się pożegnać.

***

Kiedy otworzyła mu drzwi, wyglądała jak anioł. Jasne włosy spięte miała w kucyk, tylko kilka niesfornych pasm opadało jej na twarz. Jej oczy były naturalnie piękne, nie podkreślane na siłę żadną kredką czy maskarą. Ubrana w luźną, bladoróżową koszulkę i dżinsy z niewielką dziurką na kolanie, w samych skarpetkach i z kawałkami świeżo zagniatanego ciasta pomiędzy palcami, prezentowała się lepiej, niż mogłaby przypuszczać. Nawet nie musiała pytać Josha o powód jego nagłej, niezapowiedzianej wizyty - sam fakt, że był tu teraz z nią, napawał ją wielką radością, której nawet nie próbowała ukrywać. Promienny uśmiech to jedno, a radosne ogniki w jej oczach to drugie.
- Uścisnęłabym cię na powitanie, ale sam rozumiesz... - wzruszyła ramionami, pokazując mu swoje umorusane dłonie.
Przyglądał się jej bez słowa, nie był jeszcze bowiem gotowy, by powiedzieć jej prawdę. Nie chciał być osobą, która rujnuje jej szczęście. Znał ją krótko, jednak wystarczało to, by mógł ocenić, jak bardzo Vanessa zasługiwała na to, aby wreszcie móc budzić się z uśmiechem na twarzy. Była wspaniałą dziewczyną i życzyłby sobie, aby w jej życiu od teraz wszystko działo się po jej myśli. Pragnął tego. Właśnie dlatego tak bardzo nienawidził faktu, że musi jej dzisiaj wbić nóż prosto w serce - to, które pałało do niego tak silnym, szczerym uczuciem.
Nabrał powietrza w usta, jakby szykował się na zanurkowanie w bezdennym zbiorniku wodnym. Nawet, gdyby musiał to zrobić, odczuwałby wówczas mniejszy lęk, niż ten obecny. Bał się jej reakcji. Nie chciał w jej oczach stać się antybohaterem. Dzisiaj rezygnował z ich wspólnego życia i robił to dla jej dobra, choć zdawał sobie sprawę, że brzmiało to idiotycznie.
- Chciałem się pożegnać - powiedział ledwie słyszalnie, na co zdezorientowana Vannie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- A nie przywitać? - spytała. - Bo wiesz, dopiero przyszedłeś.
- Zrobiłem coś, za co mnie znienawidzisz - rzekł z powagą. - Wiem, że nasze rozstanie to dla ciebie cios, ale uwierz mi, że nie mogę być z tobą. Codziennie musiałbym rozwijać to kłamstwo, które tkwi we mnie. Nie potrafię sprawiać ci bólu, bo jesteś dla mnie zbyt ważna.
- To jakiś żart? - zapytała i właśnie wtedy Hartley zauważył, że na jej twarzy nie ma już ani śladu po wcześniejszym, radosnym wyrazie. - Co ty zrobiłeś?
Pokręcił głową.
- Josh, bądź poważny! - krzyknęła, zaskakując go. - Przychodzisz tu po to, by mnie rzucić i opowiadasz o jakimś błędzie, który popełniłeś, a jak przychodzi co do czego, to nie potrafisz nawet podać mi konkretów?
- Czy to aż takie ważne? - spytał. - Chcesz usłyszeć słowa, przez które będziesz jeszcze bardziej cierpieć? Dobrze, a więc słuchaj: zdradziłem cię. Dotarło?
Jej wielkie oczy momentalnie zaszkliły się. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku, choć miała na to ogromną ochotę. Nie potrafiła uwierzyć w to, czego się właśnie dowiedziała, również jego ton w negatywny sposób podziałał na jej wyobraźnię.
- A nie mówiłem, że mnie znienawidzisz? - zapytał, choć wcale nie zamierzał czekać na odpowiedź.
Mężczyzna obrócił się na pięcie i zbiegł po schodach na dół, zostawiając Vanessę całkiem samą w nowej, trudnej sytuacji. Dla niego to wszystko też nie było proste. Nadal nie rozumiał, jak mógł postąpić w taki sposób i skrzywdzić kobietę, która była dla niego tak dobra. Zastanowił się. Tak naprawdę nie potrafił określić, czy kiedy przyznał się Vannie do zdrady, był tym dobrym sobą, czy złym.

***

Austin traktował ją w sposób tak oziębły, że jej ciało przebiegały dreszcze. Cokolwiek powiedziała, chłopak odbierał jej słowa niczym atak na swoją osobę. Przez całe dnie albo milczał, unikając kontaktu wzrokowego z nią, albo na nią warczał i już sama nie wiedziała, co było gorsze. Choć nie wiedział o tym, że go zdradziła, to zachowywał się tak, jakby miał do niej o coś wielki żal. Byłaby mu wdzięczna, gdyby w końcu wyjaśnił jej, dlaczego tak bardzo się zmienił, z drugiej strony nie wiedziała, czy usłyszenie prawdy byłoby dla niej lekkie. Paige próbowała rozmawiać o tym z Naomi, pomimo, iż ta też ma na głowie wiele własnych spraw. Siostra Lyncha usprawiedliwia jego specyficzne zachowanie przeszczepem, który ocalił mu życie. Przez kilka tygodni chłopak balansował na cienkiej linie, w każdej chwili ktoś mógł przekreślić jego szanse na pokonanie choroby. Gdyby nie znalazło się dla niego nowe serce, już by go tu dzisiaj nie było. To bardzo wiele wrażeń jak dla jednego faceta, dotąd stroniącego od bardzo ekstremalnych sytuacji. Może nie radził sobie ze swoim życiem, które po operacji niewątpliwie uległo zmianie? Wtedy Naomi powiedziała coś, co doprowadziło Paige do szału. ,,Powinnaś go wspierać''. Łatwo powiedzieć, o wiele trudniej wykonać. Jak można stanowić oparcie dla kogoś, kto traktuje cię jak obcą osobę, a nawet gorzej? Starała się, jednak każdego dnia miała coraz mniej cierpliwości do narzeczonego. Co jeszcze mogła zrobić? I czy odkrycie prawdziwych powodów Austina, by zachowywać się w taki sposób, ułatwiłoby jej cokolwiek? A może, jeśli to jej wina, prawda byłaby dla niej jak gwóźdź do trumny?
Ciemnowłosa tęsknym wzrokiem spojrzała na dobrze znane sobie zakątki miasta, choć jeszcze wczoraj nie pomyślałaby, że z taką łatwością tu wróci. To miejsce nie kojarzyło jej się pozytywnie, w każdym razie nie do końca. Pokaźnych rozmiarów budynek, w którym jeszcze kilka lat temu znajdowała się dyskoteka, dzisiaj miał okna i drzwi zabite deskami i stał pusty. Przypominał ruinę. Belle szła przed siebie w ciemności, gdzie odnalazła pamiętną ścianę. Kiedy nieznajomy mężczyzna przyparł ją do muru, obcałowując jej szyję, była w fatalnym stanie, jednak mimo wszystko nie miała wątpliwości, że cała akcja rozgrywała się właśnie tutaj. Mało brakowało, a chłopak wykorzystałby ją i pozostawił na jej sercu o wiele większą, boleśniejszą bliznę, niż tą, która faktycznie się tam znajdowała. Do końca życia żałowałaby, że nie była rozsądniejsza. Również do końca swych dni będzie dziękować Bogu za to, że zesłał jej na ziemię swojego wybawiciela, Josha Hartleya.
Dziewczyna uśmiechnęła się do wspomnień, które teraz już zaczynały przeradzać się w te najpiękniejsze, najlepsze. Powoli oddalała się od dawnej dyskoteki, a stopy prowadziły ją prosto do miejsca, w którym po raz pierwszy poczuła się kochana. Kilka lat temu, kiedy obudziła się i zobaczyła niebieskookiego, który ją uratował, oboje znajdowali się w wilgotnym, zapuszczonym miejscu. Dziś te same metry to już była inna rzeczywistość. Piękne mieszkanie, co prawda bez mebli, ale za to zadbane i ze śnieżnobiałymi ścianami. Kilkakrotnie była tu, by przez okno patrzeć na podłogę, na której obudziła się tamtej nocy. Tym razem postanowiła wejść na klatkę schodową i choć wątpiła w powodzenie tej misji, nacisnęła klamkę. O dziwo, drzwi nie były zamknięte na klucz.
Paige przez chwilę zastanawiała się, co powinna zrobić, właśnie wtedy wewnątrz mieszkania zauważyła sylwetkę mężczyzny, którego znała na pamięć. Dodało jej to odwagi. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Kiedy zobaczyła jego twarz dostrzegła ogromną wściekłość, a zarazem smutek i bezradność. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli.
- Co ty tu robisz? - zapytała Paige z niedowierzaniem. - Myślałam, że tylko ja mam sentyment do tego miejsca.
- Żartujesz? - spytał i uśmiechnął się na moment. - To tutaj się w tobie zakochałem.
Poczuła, jak jej policzki zaróżowiły się, a w brzuchu pojawiły się motyle. Minęły wieki, odkąd doświadczała czegoś takiego po raz ostatni.
- Nigdy przedtem nie zastanawiałam się, co to właściwie za miejsce - rzekła Paige, przyglądając się każdej ścianie z osobna. - Skąd my się tu wzięliśmy tamtej nocy?
- To mieszkanie mojej matki - rzekł. - Wiem, parę lat temu było w opłakanym stanie. Odziedziczyła je po kimś, a teraz należy ono do mnie. Ale to długa historia, której zapewne nie chcesz teraz słuchać.
- Wręcz przeciwnie - ciemnooka usiadła na podłodze, nie przejmując się absolutnie niczym. Spojrzała na Josha wyczekująco i uśmiechnęła się. - Opowiadaj.

***

Niebieskooki wypowiadał kolejne słowa, widząc zaciekawienie na twarzy słuchaczki. Mógłby się założyć, że nawet, gdyby opowiadał jej totalne bzdury, ona słuchałaby go z wielką przyjemnością. Sposób, w jaki na niego patrzyła, niczym nie różnił się od tego sprzed lat, kiedy jeszcze byli szczęśliwi jako para. Mijały kolejne minuty, a on coraz bardziej pragnął znów posmakować jej ust i zapomnieć o całym świecie. Chciał żyć tylko tutaj i tylko z nią, nawet, jeśli było to największym ryzykiem, jakie kiedykolwiek podejmował. Równocześnie głos w jego głowie podpowiadał, że jeśli znowu straci nad sobą kontrolę i spędzi z nią kolejną noc, jeszcze bardziej skomplikuje sobie życie. Pożałuje, jeśli ulegnie i wbije kolejną szpilkę w i tak już słabe serce Austina. Kim trzeba być, by odebrać kobietę swemu najlepszemu przyjacielowi? Hartley skrzywił się. W natłoku tych wszystkich wątpliwości rozbolała go głowa. Czuł, jak krew w jego żyłach zaczyna wrzeć. Przelotnie spojrzał na Paige, na której twarzy nieoczekiwanie pojawiło się przerażenie.
- Josh, co się...
- Ja wariuję! - wrzasnął przeraźliwie, nerwowo wymachując rękami. - To coś, co jest we mnie, zabija mnie od środka, rozumiesz? Mam krew niewinnych ludzi na rękach! A teraz to Austin jest moją ofiarą!
Paige nie miała pojęcia, jak powinna się zachować. Czuła, że Hartley nie panuje nad sobą i lada chwila może ją nawet uderzyć. Nie rozumiała nic ze słów, które wypowiadał w emocjach. W końcu odważyła się i podeszła bliżej, obejmując go, choć nie było to łatwe, ponieważ jego umięśnione ręce były dosłownie wszędzie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nienaturalnie szybko, oddech miał niespokojny, a policzki czerwone. Czy kiedykolwiek widziała go w tak paskudnym stanie? I czy kiedykolwiek przedtem bała się człowieka, któremu zawdzięczała życie?
Nie myśląc więcej, dziewczyna stanęła na palcach i pocałowała Josha najmocniej, jak potrafiła. Nie wiedziała, czy to go uspokoi, jednak na nic innego nie wpadła. Gdy oderwała się od niego, wyraz jego twarzy był przedziwny. Jakby czuł się błogo i bezpiecznie, a zarazem nie wierzył w to, co się właśnie wydarzyło. Uśmiechnął się, czym zaskoczył ją mocniej, niż ktokolwiek przedtem. Podszedł do niej i pocałował, a jej ciało objął i podniósł do góry.
- Kocham cię, Paige - powiedział, po czym zaśmiał się i kontynuował to, co przed momentem przerwał, by wyznać jej swe uczucia.
Trzymał ją tak mocno, że aż skrzywiła się i była przekonana, że nazajutrz na jej skórze pojawią się siniaki. On jednak nic sobie z tego nie robił, był jakby w transie. Nagle przestał ją całować, postawił ją z powrotem na ziemi i odsunął się.
- Co ja wyprawiam... - mruknął pod nosem. Tym razem w jego oczach widać było panikę.
- Już dobrze... - rzekła Paige, chcąc go uspokoić, jednak Josh oddalił się o kolejne kilka kroków od niej.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje - powiedział ze smutkiem. - Jestem dla was zagrożeniem. Muszę odejść.
- Co ty...
Nie zdążyła dokończyć zdania. Josh wybiegł z mieszkania, jakby uciekał przed ogniem. Brunetka usiadła na ziemi, czując się kompletnie zdołowana i bezsilna. Nie sądziła, że jej dawny narzeczony ma aż takie problemy ze sobą. Widok go w takim stanie był dla niej dramatem. Z całych sił pragnęła mu pomóc, jednak on nie wyglądał, jakby zamierzał się jej poddać. On uciekał, by chronić najbliższych sobie ludzi przed samym sobą, a ona nie mogła go zatrzymać, choć była to rzecz, na której zależało jej najbardziej na świecie. Przyciągnęła kolana do swojej klatki piersiowej i spuściła głowę. Słone krople wypłynęły z jej oczu i wylądowały na podłodze. Zaczęła martwić się, czy Josh, unikając skrzywdzenia swej rodziny i przyjaciół, nieumyślnie nie zrani samego siebie.

***

8 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* sama jeszcze pamiętam jak to było u mnie, kiedy pisałam próbne matury, chodziłam na próby poloneza ( u mnie była tylko taka różnica, że te próby odbywały się podczas lekcji w-fu, bo po lekcjach większość i tak by nie przyszła :P) ale powiem szczerze, że nie wspominam tego z jakimś szczególnym sentymentem. Przez tą maturę miałam naprawdę wiele stresu, ale wiem, że to było niczym w porównaniu z tym, co mnie czeka w tym roku. Nie ukrywam, że troszkę się tego obawiam, ale nie będę się denerwować na zapas. Mam jeszcze trochę czasu, żeby przygotować się psychicznie do egzaminu licencjackiego :) oczywiście na próbnych maturach życzę powodzenia i mam nadzieję, że chociaż dasz znać jak poszło :)
    Do tej pory myślałam, że Josh to poukładany facet, że jego życie jest przynajmniej trochę poukładane, ale ostatnie wydarzenia pokazały, że jest zupełnie odwrotnie. Do pewnego momentu uważałam, że to Paige nie wie czego chce, a teraz wychodzi na to, że z Joshem jest dokładnie tak samo. Polubiłam tego faceta, ale teraz mam mieszane uczucia względem niego. Zachował się bardzo nie fair zarówno w stosunku do Paige, jak i do Vanessy. Przez całe opowiadanie był święcie przekonany, że to właśnie Belle jest miłością jego życia, że tak naprawdę nie liczą się dla niego inne kobiety, bo to Paige jest tą jedyną, najważniejszą. Nie wiem, czy zrobił to świadomie, czy nie, ale w takiej sytuacji zwykłe "przepraszam" nie wystarczy. Josh niewątpliwie narozrabiał i ja sama nie umiałabym doradzić mu co powinien zrobić. Domyślam się, że jak prawda wyjdzie na jaw, to obie mu tego nie wybaczą. Nie lubię mężczyzn, którym nie wystarczy jedna kobieta, bo muszą jeszcze na boku kogoś mieć. Przepraszam za te słowa, ale Hartley właśnie tak postąpił. Oby udało mu się jakoś wyjść z tej nieciekawej sytuacji, chociaż nie wróżę mu sukcesu. Nie poznaję Petera. Co się stało z tym serdecznym, pomocnym człowiekiem jakim był jeszcze na początku tej historii? Mam wrażenie, że nie zostało po nim śladu. Nie wiem, dlaczego Peter zachowuje się w ten sposób... możliwe, że najzwyczajniej w świecie przerastają go te wszystkie problemy, które spadły na jego rodzinę? Ale to go nie usprawiedliwia, bo obojętnie co by się nie działo, powinien pomóc własnemu dziecku w potrzebie. Dobrze, że Josh wygarnął mu pewne sprawy, może to da mu do myślenia. Obrażanie Paige i własnej wnuczki jest naprawdę dziwne. Po co jeszcze mieszać w to wszystko Adrianę? To dziecko nie jest niczemu winne i nikt nie może z góry zakładać, że ona też będzie uzależniona od narkotyków. Mam nadzieję, że Peter jeszcze pójdzie po rozum do głowy, że się opamięta. Ja wiem, że niektórzy ludzie potrafią być naprawdę podli, ale zachowanie Petera momentami przekracza wszelkie granice. Niech naprawdę przemyśli swoje zachowanie, bo będzie coraz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wszystkie czytające to opowiadanie dały się nabrać. Ja przyznaję się do tego bez bicia, bo przez chwilę myślałam, że Loganowi naprawdę zależy na Isabel, ale ten rozdział pokazał, że jednak było inaczej. W takim razie powinno się zadać pytanie po co czekał pod jej domem? Po co do niej wydzwaniał i pisał sms'y? W końcu się przyznał jakie naprawdę są jego uczucia. Teraz przynajmniej Isabel wie na czym stoi i że jej przypuszczenia okazały się prawdą. Ja też wiem jak to jest być odrzuconą i akurat w tej sprawie doskonale rozumiem Isabel. To okropne uczucie i nawet nie ma znaczenia tutaj fakt, czy to był pierwszy chłopak, czy któryś z kolei, bo za każdym razem boli to tak samo mocno. Zastanawiam się, czy w życiu Isabel jeszcze będzie dobrze? Czy jest na to chociaż cień szansy? Jej relacje z ojcem są tragiczne. To aż nie do pomyślenia, że ojciec nie potrafi dojść do porozumienia z własną córką. Oboje mają do siebie o coś żal i może faktycznie, gdyby usiedli i na spokojnie to sobie wyjaśnili może by pomogło? Nie można już zakładać, że nic nie da się naprawić. Zawsze jest jakaś nadzieja, że uda się naprawić relacje Isabel z ojcem. Chęci muszą być jednak obustronne, więc czekam co wydarzy się w kolejnych rozdziałach.
    Naprawdę zaczyna niepokoić mnie to co się dzieje z Joshem. Nie poznaję tego faceta. Czytając kolejne fragmenty byłam i w sumie nadal jestem tak zdziwiona, że nie umiem sensownie skomentować tej całej sytuacji.
    Czekam na kolejne nowości, chociaż nie ukrywam, że zaczynam się obawiać tego, co ma się w nich wydarzyć. Mam złe przeczucia, ale oby się nie sprawdziły :)
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się tutaj ładnie zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że dam znać, chociaż obawiam się, że z maturą z polskiego nie będę się miała czym pochwalić. Trzymam za Ciebie kciuki. Nie denerwuj się na zapas, na pewno dobrze Ci pójdzie :)
      Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu. Naprawdę obawiałam się reakcji na ten rozdział, ale chyba nie jest tak źle, jak sądziłam :)
      A co do szablonu, zrobiło się, hmm, zimowo :) O coś takiego mi chodziło od dłuższego czasu, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego zdjęcia. Cieszę się, że Ci się podoba! :)
      Całuję :*

      Usuń
  4. Ależ piękne zmiany zaszły na blogu! Jestem zachwycona. Moim skromnym zdaniem jest to najlepsza grafika na tym opowiadaniu do tej pory (nie żeby poprzednie były złe, ale po prostu ta ma to 'coś' w sobie).
    Po pierwszym zachwycie i Twoich słowach, które aż zachęcają do czytania, zabieram się za lekturę.
    Zacznę od muzyki. Osobiście nawet lubię twórczość Macklemore. Mam kilka ulubionych kawałków, ale ten... To tylko moje osobiste wrażenie, za które mam nadzieję się nie obrazisz, ale ten utwór nie pasował mi do odcinka. Nie umiałam się skupić jednocześnie na słuchaniu i czytaniu, więc wyłączyłam piosenkę.
    Co do treści to masz mnie całą. Uwielbiam Twoje niebanalne opisy oraz to jak pięknie wpływasz na moją stronę emocjonalną. Szkoda mi Josha. Zaczynam pomału uważać go za postać tragiczną tej historii. Trudne początki z Paige, później to, co wydarzyło się na wojnie, powrót i rozstanie z miłością swojego życia, a teraz jeszcze relacje z ojcem. Chcę wierzyć, że nadejdzie taki moment, gdy jego życie wyda się być mniej skomplikowane. Peter natomiast staje się najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobą (co za paradoks, nie? Na początku wychwalałam go pod niebiosa, a teraz nie mam ani jednego dobrego słowa do napisania o nim). Jego rozmowa z Joshem po prostu wbiła mnie w krzesło. Nies podziewałam się usłyszeć takich słów pod adresem jego własnej córki! Josh ma rację - Isabella potrzebuje teraz pomocy. Wsparcia i miłości, a nie wiecznego obwiniania i odpychania. To jest po prostu tragiczne. Rodzice powinni być na dobre i na ZŁE przy dziecku, a nie tylko wtedy, gdy latorośl rośnie po ich myśli. Reakcja Josha zaskoczyła mnie, ale była adekwatna do sytuacji. Gdy ktoś obraża Twoje własne dziecko i jego matkę, to zasługuje na łomot (chociaż osobiście jestem osobą przeciwną przemocy!).
    Szkoda mi Isabelli. Wiem, że jest sama sobie winna, ale czy nie na błędach uczy się człowiek? A Peter - jako ojciec - nie powinien być osobą, która poda jej pomocną dłoń, a nie skopie jeszcze bardziej? Szkoda mi jej, bo została zupełnie sama. I kiedy myślałam, że chociaż Logan jej pomoże, to okazał się być tchórzem. Wiem, że mu na niej zależy - bo ewidentnie tak jest, inaczej nie wystawałby godzinami pod jej oknem - ale czegoś się boi. Pytanie: czego? Mam nadzieję, że najbliższe odcinki udzielą mi odpowiedzi.
    Kocham Josha. KOCHAM! :) Jest po prostu cudowny. Słodki. Zagubiony. Honorowy. Ciepły. Troskliwy. Facet, który potrafi słowami sprawić, że aż chce się być tą, którą kocha. Naprawdę. Bardzo, ale to bardzo chcę, aby ułożył sobie życie. Aby odnalazł szczęście i spokój, którego tak bardzo potrzebuje! Zasługuje na to!
    Wiem, że powinnam współczuć Vanessie, ale nie jest zła. Sama jest powodem rozpadu małżeństwa, bo poszła do łóżka z żonatym mężczyzną. Niech więc teraz poczuje na własnej skórze jak czuje się zdradzona kobieta. Wiem, że to niewłaściwe i nie powinno tak być, ale nie mogę zmienić swoich odczuć. Nie chcę!
    Austin mnie irytuje. Rozumiem, że przeszedł ciężką chorobę, ale to już jest za nim. Czas najwyższy, aby się ogarnął i zaczął funkcjonować w miarę normalnie. Nie podoba mi się jego chłodny stosunek wobec Paige.
    Uwielbiam tą dwójką i tą chemię, która przesiąka przez każde słowo mówiące o ich uczuciu. Wierzę, że skończy się ta historia na ich powrocie. Chcę widzieć tą dwójkę razem, abym mogła uwierzyć, że mimo wszelakich przeciwności - prawdziwa miłość nie umiera. Mam nadzieję, że Josh nie zrobi żadnej głupoty!
    Cudowny odcinek, Kochana! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę możesz być z niego bardzo zadowolona:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się cieszę, że napisałaś o piosence. Uważam, że to bardzo ważny element każdego opowiadania i zawsze jestem ciekawa opinii. Dobrze mi się przy tym utworze pisało, to wpłynęło na wybór tej piosenki do rozdziału. Aczkolwiek opinię rozumiem :)
      Dziękuję za cudowne słowa. Postaram się nie zrobić Joshowi krzywdy, ale niczego nie będę Ci zdradzać.
      Całuję :*

      Usuń
  5. Siedzę sobie w ten czwartkowy wieczór przed komputerem, piję sok pomarańczowy i czytam Twoje opowiadanie, które po ciężkim dniu bardzo mnie odprężyło. Uwielbiam czytać o przygodach bohaterów tego opowiadania. Nawet jak jest coś co mnie zdziwi, rozzłości lub zasmuci, to i tak czytam z wielką przyjemnością i ... uwielbieniem? Nie wiem jak inaczej to nazwać, więc niech zostanie tak.
    Josh naprawdę się zagubił i jest mi go strasznie żal. Jakoś wcześniej nie zauważałam jego złej i dobrej strony, a teraz wydaje mi się to bardzo logiczne i wyjaśnia to jego zachowanie. Żal mi go i naprawdę z bólem czytam o jego stanie. Wojna go zmieniła i pomimo tego, że chciał sobie pomóc poprze psychologa, nie udało mu się to. Nie uważam jednak, że odejście było dobrym pomysłem. Nie sądzę, że dzięki temu nie będzie ranił już swoich bliskich. W końcu teraz będą się o niego martwić i bardzo za nim tęsknić. Może ktoś będzie obwiniał siebie za jego odejście? I takie rozwiązanie ie jest też dobre dla niego. Mam nadzieję, że nie zrobi żadnego głupstwa i nie odbierze sobie życia. Nie wiem czemu, ale mam taką obawę. Oby to było złe przeczucie. Nie wiem co może się teraz wydarzyć. Mam pustkę w głowie, dlatego czekam z wielką niecierpliwością na następne rozdział.
    Myślałam, że Logan jednak coś czuje do Isabel. Nie wiem czy się myliłam, czy on jednak nie mówi jej prawdy. Skomplikowany ten chłopak. Mógłby wreszcie określić swoje uczucia. Skoro mu na niej zależy, to chyba coś musi być na rzeczy. Naprawdę go nie rozumiem. Jestem ciekawa czy jeszcze coś o nim będzie, czy już zniknie z życia dziewczyny. W sumie nie wiem co byłoby dla niej najlepsze.
    Rozdział jak zwykle udany, ale bardzo smutny.
    Pozdrawiam :*
    P.S. Zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz sprawił mi naprawdę dużą radość. Bardzo się cieszę, że darzysz to opowiadanie taką sympatią :)
      Dziękuję ślicznie :*

      Usuń