30 listopada 2013

23. ,,Czy masz już odwagę przyznać się do błędu?''

Hej :*
Postanowiłam opublikować rozdział troszkę szybciej, niż zwykle, chociaż i tak minął tydzień od ostatniego odcinka, więc nie jest źle. Nie wiem, czy wspominałam już, że udało mi się wreszcie ukończyć ostatni rozdział tej historii. Jest gotowa, czeka na opublikowanie. Mam nadzieję, że nie zawiedzie Was do samego końca.
Dziękuję za opinie pod poprzednią częścią. Obawiałam się tamtego rozdziału, na szczęście nie było to potrzebne. Mam nadzieję, że 23 również przypadnie Wam do gustu. Zrobiło się świątecznie, co oznacza, że przez przypadek udało mi się dopasować z historią do rzeczywistości i tego, że już jutro grudzień.
Miłej lektury!
Pozdrawiam i dziękuję! ;)
***
Jason Walker - Cry

The hardest part of letting go
is tryin' to find a way
to let you know...*

Kiedy wieszała czerwoną bombkę na gałązce, zobaczyła w niej swoje odbicie. Choć zarys jej postaci był mocno zniekształcony, Naomi skupiła uwagę przede wszystkim na swoich oczach, nienaturalnie małych z powodu zmęczenia i licznych nieprzespanych nocy. Ostatnio naprawdę ciężko jej było tak po prostu położyć się do łóżka i odpłynąć, zbyt wiele myśli biło się w jej głowie, by mogła odpocząć. Marzyła, by oderwać się choć na moment od rzeczywistości, która chyba trochę ją przerastała. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie przypuszczałaby, że tegoroczne święta spędzać będzie z innym mężczyzną, niż Russell. To on był jej ostoją przez ostatnie lata, to jego twarz musiała widzieć na chwilę przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu. Teraz nie było go przy niej, a w jej sercu gościła pustka. Kiedy dowiedziała się o jego zdradzie automatycznie poczuła się tak, jakby przestała go kochać - bo przecież zachował się tak, jakby dla niego jej uczucie było nic nie warte. Choć Russell nazwał ją egoistką, która wykorzystywała go, by zaspokoić swoje własne potrzeby dotyczące bycia matką, Naomi walczyła o ich małżeństwo. Trudno jej było patrzeć na jego twarz, bo za każdym razem przypominała jej się jego niewierność. Nieraz płakała przez niego, jednak nie wyrzuciła go z domu, bo nie potrafiła tak po prostu zrezygnować ze szczęścia, które budowali latami. Z drugiej strony, Russell też miał rację. W którymś momencie jasnowłosa pogubiła się w tym wszystkim i zaczęła traktować go jako swoją własną szansę na zostanie rodzicem. Dlaczego nie odłożyła tego marzenia na później, by ten czas poświęcić mężowi? Kobieta westchnęła. Nawet, gdyby teraz chciała wszystko cofnąć i przyjąć Russella z powrotem, on już tego nie chciał. Szczerze? Wolała okres, kiedy Russell się starał. Była dla niego okropna i oziębła, a mimo to odczuwała jakąś dziwną satysfakcję, patrząc na jego zbolałą minę i wysiłek, jaki wkładał w ratowanie ich małżeństwa. Wiedziała, że w którymś momencie jej mąż przekona ją do siebie i będą mieli ten kryzys za sobą, jednak okazało się, że była zwyczajnie naiwna. Zbyt długo czekała z wykonaniem jakiegoś stanowczego kroku, a teraz cierpi właśnie przez swoją własną niepewność.
Kiedy Knight usłyszała czyjeś kroki za sobą, poczuła się tak, jakby wróciła do rzeczywistości po króciutkiej podróży po przeszłości. Po co w ogóle myśli o tym, co miała z Russellem, skoro teraz też nie może narzekać? Ma wspaniałego faceta u boku i to bez znaczenia, co o ich związku myślą inni, grunt, że ona jest zadowolona. Dziewczyna odsunęła rękę od niemalże gotowej choinki i spojrzała na Lucasa. Mężczyzna zaskoczył ją tym, że wszedł do salonu w butach i w kurtce, choć do tej pory czuł się u niej jak we własnym domu.
- Nie rozbierasz się? - zapytała blondynka, uśmiechając się, czego brunet nie odwzajemnił. - Zimno jakoś.
- W końcu mamy grudzień - mruknął obojętnie.
- Nie to miałam na myśli - szepnęła, jakby sama do siebie. - Coś się stało?
- Naomi, posłuchaj mnie przez chwilę, dobrze? - chłopak podszedł bliżej, choć wciąż sprawiał wrażenie niepewnego. - Pamiętasz, co powiedziałaś, kiedy byliśmy w szpitalu i patrzyliśmy na te wszystkie niemowlaki?
Pamiętała doskonale.
- Dużo o tym myślałem - kontynuował Lucas. - Widziałem, jaka byłaś rozpromieniona, myśląc o zostaniu mamą i tym bardziej jest mi przykro, że nie mogę być częścią twojego świata.
- Co ty mówisz, głuptasie? - spytała. - Ty już jesteś częścią...
- Nie oszukujmy się - przerwał jej. - Nie kochasz mnie i ja nie kocham ciebie. Oboje mamy za sobą trudne przeżycia i chcieliśmy o nich zapomnieć, ale zabrnęliśmy za daleko. Ty marzysz o czymś, czego ja nie biorę nawet pod uwagę. Nie dogadamy się i nie pasujemy do siebie.
- Jak ty możesz? - zapytała Naomi. - Zrywasz ze mną w Wigilię i na dodatek w moim własnym domu? Wiesz, jak bardzo to boli?
- Wcale nie tak bardzo, jak ci się wydaje - uśmiechnął się i wcale nie wyglądało to ironicznie ani bezczelnie. Chłopak był wręcz miły, jakby jej los nie był jej obojętny, pomimo, iż właśnie teraz zamykali pewien rozdział. - Jesteśmy dwójką ludzi, która spędzała razem czas, by zagłuszyć głosy przeszłości, a teraz wracamy do rzeczywistości.
- Zabawne - mruknęła. - Jesteś kolejnym facetem, który odchodzi ode mnie przez moje marzenia.
- Co nie zmienia faktu, że życzę ci, aby się spełniły - powiedział.
Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie, milcząc, po czym Naomi skinęła lekko głową, a chłopak opuścił jej dom. Naomi podeszła do okna, żegnając powoli jego sylwetkę. Cały czas w jej głowie brzmiały słowa Lucasa. ,,Wcale nie boli tak bardzo, jak ci się wydaje''. Miał rację. Jej serce krwawiło, kiedy odszedł Russell, a teraz w jej oku nawet nie zakręciła się łza. Miała w swoim życiu kilku chłopaków, jednak nigdy przedtem rozstanie nie było dla niej tak spokojne. Właśnie odchodził człowiek, który był tylko jej pocieszycielem, nikim więcej. Uśmiechnęła się, jednak wyraz ten już po chwili zniknął z jej twarzy. W oddali zauważyła sylwetkę innego mężczyzny, idącego naprzeciw Lucasa. Właśnie wtedy jej serce niemalże wyskoczyło jej z piersi.

***

Czteroletnia dziewczynka obracała się wokół własnej osi, w rączkach trzymając srebrzysty łańcuch na choinkę, a ten frunął w powietrzu, całkowicie jej podporządkowany. Widok ten sprawił, że dotąd zamyślona Paige uśmiechnęła się. Od ładnych kilku miesięcy nie poświęcała córce tyle czasu i uwagi, na ile ona faktycznie zasługiwała. Początkowo brunetka mogła usprawiedliwić to chorobą Austina i koniecznością czuwania przy nim i wspierania go, teraz jednak powódki ciemnookiej były zgoła inne. Czy to nie dziwne, że jeszcze parę tygodni wcześniej Paige gotowa była rzucić wszystko, byle tylko być przy Austinie, a teraz nawet nie umiała normalnie z nim rozmawiać? Mężczyzna unikał kontaktu wzrokowego z nią, nie odzywał się z własnej woli, a kiedy to ona próbowała zacząć rozmowę, odpowiadał jej czymś niemiłym albo zbywał ją byle wymówką. Zniechęcał ją do siebie na tyle skutecznie, że w którymś momencie dziewczyna przestała się starać, bo każda kolejna porażka była coraz bardziej gorzka. Teraz, siedząc w salonie i czekając na jego powrót do domu, przyszła jej do głowy pewna myśl. Może ona przestała się starać, bo straciła na to po prostu ochotę? Może wszyscy, którzy od początku skazywali jej związek z Austinem na porażkę, mieli rację? Wtedy przypomniała sobie, że wszyscy ci ludzie podpierali swoje zdanie opinią, że nikt nie zapewni jej tego, co Josh. Dziewczyna zamknęła oczy, a pod powiekami zobaczyła jego niebieskie oczy, które świdrowały ją kilka dni wcześniej, kiedy znowu stanowili jedność, po tak wielu miesiącach rozłąki. Dlaczego wciąż jedyne, co czuła, gdy powracała do tych wspomnień, to radość i to przyjemne ciepełko rozlewające się w okolicach jej serca? Dlaczego nie czuła się winna, a jej sumienie milczało?
- Gdzie byłeś? - zapytała, nim Austin zdążył ściągnąć kurtkę. Siedziała do niego tyłem, jednak wystarczył jeden szelest, by już wiedziała, że wrócił do domu.
- Srebrny to ewidentnie kolor w sam raz dla ciebie - rzekł blondyn, podchodząc do czterolatki. Usiadł w fotelu i posadził małą na swoich kolanach, a ta wykorzystała moment i zdecydowanym ruchem owinęła szyję Austina nieco większym łańcuchem w kolorze złota.
- Aha, więc nadal udajesz, że mnie nie ma, super - westchnęła niezadowolona Paige i wstała, gotowa jak najszybciej opuścić pomieszczenie, jednak w ostatniej chwili wróciła na dotąd zajmowane przez siebie miejsce. Spojrzała na jasnowłosego, a zaraz potem na swoją córkę. - Adi, może pójdziesz umyć buzię? Całe policzki masz w czekoladzie.
- A co dostanę, jeśli to zrobię? - zapytała z zaciekawieniem, wyczuwając nadarzającą się okazję.
- Na pewno nie czekoladę - odparła Paige, na co Austin, widząc zawiedzioną minę Adriany, powiedział z uśmiechem:
- Akurat mam w kurtce batonika, więc jak tylko wrócisz, dostaniesz go ode mnie jako nagrodę.
Dziewczynka w podskokach opuściła salon, umożliwiając matce spojrzenie na narzeczonego ze złością.
- Jestem jej mamą i to ja powinnam decydować o tym, co jej wolno.
- Skoro już jesteśmy przy kwestii rodzicielskich obowiązków, to czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele czasu poświęciłem na opiekę nad Adrianą, podczas gdy ty każdą wolną chwilę spędzałaś poza domem? Czasami naprawdę zastanawiałem się, czy za jakiś czas mała nie zapomni, jak wyglądasz.
- Przesadzasz.
- Nie, Paige - pokręcił głową. - Prawda boli, co?
- Ani trochę - odpowiedziała, głównie po to, by jeszcze bardziej go zdenerwować. - Właśnie powiedziałeś do mnie więcej, niż przez ostatnie tygodnie, jestem z ciebie dumna.
- Aż tak cię to trapi? Bo wiesz, jakoś nie zauważyłem, żebyś specjalnie zabiegała o moje zainteresowanie. Najwyraźniej byłaś zajęta kimś innym.
- Najwyraźniej - przytaknęła.
- To przy następnej okazji pozdrów Josha ode mnie - blondyn nie wytrzymał i wstał z miejsca. Rzucił okiem na narzeczoną i na jej twarzy odnalazł lekką panikę w połączeniu z niedowierzaniem.
- Nie wiem, o co ci chodzi - rzekła w końcu. - Ale skoro już o nim mowa, to myślę, że Josh potrzebuje pomocy. Dziwnie się zachowuje, a wczoraj wieczorem miał w oczach jakiś taki obłęd... Nawet nie wiem, jak to wytłumaczyć.
- A skąd ty wiesz, jak Josh zachowywał się wczoraj wieczorem? - zapytał chłopak i, nie czekając na odpowiedź, wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Dopiero teraz Paige poczuła, że przesadza, jednak było już za późno, by cofnąć pochopnie wypowiedziane słowa.

***

Kiedy siedział tego ranka w pustym, cichym domu, jego myśli mimowolnie powędrowały w kierunku Naomi. Starał się nie rozpamiętywać tego, co było między nimi, jednak dziś nie potrafił z tym walczyć. W taki dzień powinni być razem, a nie osobno, w dwóch zupełnie różnych miejscach. Mężczyzna próbował znaleźć powód. Dlaczego nie umiał tak po prostu zapomnieć i żyć dalej? Zwłaszcza, że nadal utrzymywał, iż nie wróciłby do Naomi, nawet, gdyby faktycznie pojawiła się na to szansa. Czy już jej nie kochał? Na to pytanie wciąż nie potrafił sobie odpowiedzieć. Przez kilka lat stanowili jedność i uchodzili za idealną parę. Oczywiście zdarzało im się czasem pokłócić, ale nigdy nie było to nic poważniejszego, niż niepozmywane naczynia czy zbyt późny powrót Russella do domu z imprezy. Uzupełniali się i rozumieli bez słów, każdego dnia dziękując Bogu za to, że w przeszłości trafili na siebie. Nie wyobrażali sobie, jak by to było, gdyby nigdy się nie poznali. Tak było do niedawna, a teraz?
Rudowłosy westchnął i zatrzymał się w końcu przed brunetem, który początkowo nie planował stanąć w miejscu. Uległ, widząc poważną minę Knighta.
- Streszczaj się, bo nie mam czasu - powiedział niecierpliwie Lucas, chcąc jak najszybciej zakończyć to przedstawienie. Russell uśmiechnął się triumfalnie - właśnie tego spodziewał się po tym mężczyźnie.
- Dobrze się bawiłeś z moją żoną? - zapytał wprost, na co rozmówca roześmiał się.
- Bardzo dobrze - wycedził przez zęby, odczuwając satysfakcję z widoku niezadowolonej miny rudowłosego. Niespodziewanie z twarzy Lucasa zniknął uśmiech. Wyprostował się i po raz kolejny spojrzał na Russella. - Skoro mamy już to jakże milutkie powitanie za sobą, to może coś sobie wyjaśnimy? Nic nie łączyło mnie z Naomi.
- I co, może przez przypadek zamieszkałeś w jej domu? - spytał młody lekarz.
- Mniej więcej. Tak czy inaczej, przed chwilą rozstaliśmy się - rzekł. - Nawet, gdybym chciał z nią być, nie udałoby mi się to. Ona tak naprawdę zawsze była twoja.
Lucas poklepał Knighta po plecach, kiedy mijał go i oddalał się od domu Naomi, tym razem już ostatecznie. Russell przez dłuższą chwilę nie potrafił pojąć, co się przed momentem wydarzyło. Spodziewał się raczej rękoczynów i siarczystych przekleństw, niż uśmiechów i wiadomości, która sprawiła, że jego serce zadrżało, niczym struna. I choć dotychczas był przekonany, że Naomi już się dla niego nie liczy, jego ciało przeszył dreszcz. A co, jeśli ona nie zapomniała o tym, co kiedyś mieli?
- Jesteś z siebie zadowolony? - krzyknęła blondynka, szybkim krokiem podchodząc do zamyślonego męża. Włosy miała rozczochrane, a jej ciało drżało z powodu chłodu.
- O co ci chodzi? - zapytał i rzeczywiście nie miał pojęcia, o co tym razem Naomi miała do niego pretensje. - Nie przeziębisz się?
- Nie twoja sprawa - warknęła. - Mój związek to również nie twoja sprawa, więc nie rozumiem, jakim prawem wtykasz nochal...
- Twój związek? - zdziwił się. - A, masz na myśli ten, który właśnie zakończyliście?
Spoliczkowała go.
- Myślisz, że się wykpisz? - spytała ze złością. - Nie rozumiałam, dlaczego Lucas postanowił odejść, skoro jeszcze wczoraj układało nam się naprawdę dobrze, ale teraz wszystko stało się jasne. To twoja wina, prawda? To ty kazałeś mu mnie zostawić.
- Ty chyba naprawdę jesteś chora - stwierdził lekceważąco.
- Nienawidzisz mnie, co? - zapytała, a po jej zimnym policzku spłynęła łza. Jej głos nie był już pełen gniewu, lecz smutku. Russell spojrzał na nią i przez chwilę było mu jej nawet szkoda. - Nienawidzisz mnie tak bardzo, że postanowiłeś zniszczyć wszystkie moje plany, marzenia. Wiesz, że właśnie zabrałeś mi szansę na zostanie matką? I zrobiłeś to po raz kolejny zresztą...
- Naomi, ja wcale...
- Teraz to ja cię nienawidzę - szepnęła i obróciła się na pięcie, zostawiając męża samego z wyrzutami sumienia, które bolały go mniej więcej tak, jak serce pękające na pół.

***

Niebieskooka leżała na brzuchu, z twarzą wrytą w poduszkę tak mocno, że wręcz utrudniało jej to oddychanie. Bez wątpienia była to najgorsza Wigilia w całym jej życiu. Przepłakała kilka godzin, a w nocy nawet nie zmrużyła oka, wciąż trapiona wyrzutami sumienia. Po omacku przejechała dłonią po pościeli, a jej palce już po chwili odnalazły na kołdrze telefon. Nie musiała patrzeć na wyświetlacz, ponieważ jego numer znała na pamięć - od wczoraj wydzwaniała do niego jak wariatka. Ktoś, kto patrzyłby na jej życie z boku, zapewne roześmiałby się i pomyślał, że zwariowała. Rzucił ją facet, w dodatku z powodu swojej zdrady, a ta co? Dzwoni do niego i nalega na rozmowę? Vanessa uśmiechnęła się pod nosem. Tak, właśnie to robiła przez ostatnie kilkanaście godzin i za każdym razem, kiedy w telefonie rozbrzmiewał sygnał, modliła się, by Josh w końcu odebrał, do tej pory tak się jednak nie stało. We wściekłości cisnęła komórką o ścianę, a ta już po chwili z hukiem wylądowała na podłodze. Po pokoju rozległ się szloch dziewczyny, przerośniętej przez natłok zdarzeń, na które nie była przygotowana. Zrobiłaby wszystko, by cofnąć czas i to wcale nie do dnia, w którym Josh w ramionach innej kobiety odnalazł coś, czego Vanessa nie była w stanie mu zapewnić. Chciała wrócić do dnia, w którym popełniła największy błąd swojego życia.
Nagle Vannie usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi.
- Niedoczekanie, ja się dzisiaj z łóżka nie ruszam - obwieściła teatralnie i zatkała uszy, by nie słyszeć dobijania się do jej mieszkania.
Nie dość, że i bez tego czuła się fatalnie, to teraz dodatkowo rozbolała ją głowa od czyjegoś walenia w jej drzwi. Rozzłoszczona dziewczyna wstała z łóżka i pognała na korytarz, a tam energicznie przekręciła klucz w zamku i wyjrzała na zewnątrz.
- Czy ja naprawdę muszę mieć takiego pecha? - zapytał Russell, kręcąc głową w niedowierzaniu.
- O co ci się rozchodzi? Bo ja na serio nie mam nastroju...
- Właśnie o tym mówię - rzekł Knight i bez pytania władował się do mieszkania swojej pracownicy. - Przyszedłem tu, bo chciałem pogadać z kimś, kto zdoła podnieść mnie na duchu, a tymczasem widzę, że tobie wsparcie przyda się jeszcze bardziej.
Mężczyzna powiesił kurtkę na wieszaku i dopiero po chwili spojrzał znów na Vanessę. Przypominała swój własny cień, oczy miała podkrążone, w dodatku teraz po jej policzkach płynęły słone łzy, skapując chwilę później na podłogę. Rudowłosy nie musiał długo zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić. Podszedł do niej i bez proszenia o pozwolenie, zamknął ją w swych ramionach, na co ta odpowiedziała jeszcze bardziej rozpaczliwym płaczem.

***

- Spójrz na gwiazdy - rzekł Austin i kontynuował dopiero, gdy dziewczyna uniosła wzrok. - Zdałem sobie sprawę z tego, że gdyby coś poszło nie tak, mógłbym już tam być i patrzeć na ciebie z góry. Mogło tak być, a jednak jestem tutaj. Paige, od dzisiaj nie pozwolę, by umknęła mi choćby jedna minuta, którą mógłbym przeżyć razem z tobą. Prosiłem cię już o rękę, teraz błagam o twoją miłość. Pozwól mi poczuć, że naprawdę mnie kochasz.

Blondyn po cichu wszedł do domu, mając nadzieję, że narzeczona nie zorientuje się, że wrócił. Bezszelestnie zdjął kurtkę i buty, po czym na palcach udał się do salonu. Z szuflady komody wyjął notes i długopis, po czym położył je na stoliku i usiadł na kanapie. Przez kilka godzin chodził po mieście, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca, w którym choć na chwilę zapomniałby o tym, jak bardzo skomplikowane stało się jego życie. W którymś momencie znalazł się nawet pod domem Josha Hartleya i wcale nie był pewien, co tak naprawdę kazało mu tam pójść. Do drzwi jednak nie zapukał. Emocje ścisnęły mu gardło i nie był w stanie wypowiedzieć chociaż słowa, zresztą i tak nie wiedziałby, co powinien powiedzieć. Nie potrafił nazwać swoich uczuć. Był tak rozemocjonowany, że w nerwach potrafiłby skrzywdzić słowem osobę, która wcale nie zasługiwała na coś takiego. Postanowił upewnić się, że nie wyrządzi krzywdy kobiecie, którą wciąż kochał - a przynajmniej tak mu się wydawało, choć wraz z upływem kolejnych minut, zaczynał coraz bardziej w to wątpić. Austin wziął do ręki długopis, a po chwili na kartce papieru pojawiło się pierwsze słowo.

Paige,
piszę do Ciebie ten list, bo wiem, że jest to o wiele bezpieczniejsza opcja. To, co zamierzam Ci napisać, z pewnością nie będzie przyjemne, ale w sumie chyba nie spodziewałaś się czegoś innego? Może będzie Ci łatwiej, jeśli nie usłyszysz tych słów prosto ode mnie? Dla mnie na pewno będzie to prostsze, bo choć ze świadomością, co mi zrobiłaś, żyję od dawna, to nadal nie potrafię ze spokojem mówić o tym wszystkim.
Pamiętasz ten dzień, kiedy przyszedłem do Ciebie? Byłaś wtedy w żałobie, a ja nigdy wcześniej nie widziałem Cię w tak koszmarnym stanie. Wiesz, dlaczego wtedy przyszedłem do Ciebie, choć dotąd nie darzyliśmy się sympatią? Bo wiedziałem, że Josh będzie ze mnie dumny, jeśli zobaczy z góry, że zaopiekowałem się Tobą i nie pozwoliłem Ci stoczyć się po jego śmierci. Obiecałem Ci, że Ci pomogę i myślę, że akurat z tej przysięgi udało mi się wywiązać. Zaczęłaś się uśmiechać i coraz mniej myślałaś o tęsknocie za narzeczonym. Pogodziłaś się z jego stratą i wtedy oboje zrozumieliśmy, że moglibyśmy zacząć wspólne życie. Pokochałem Cię. Przez ten czas, który spędziłem, będąc w Twoim bliskim otoczeniu, zobaczyłem w Tobie dziewczynę, której wcześniej nie znałem. Przedtem gardziłem Tobą i na wszelkie możliwe sposoby odradzałem Joshowi spotykanie się z taką dziewczyną, jak Ty. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy po raz pierwszy powiedziałaś mi, że mnie kochasz. Wierz lub nie, ale była to jedna z tych bezcennych chwil. Planowaliśmy nasz ślub, a Ty z dnia na dzień stawałaś się coraz bardziej pogodna. Wciąż pamiętam, jak wyglądała suknia, którą sobie wymarzyłaś i nawet nie wiesz, jak pięknie wyglądałaś w mojej wyobraźni. Właśnie wtedy okazało się, że Josh żyje i cały nasz świat, który dotychczas wydawał się stabilny, stanął na głowie. Kiedy tylko zobaczyłem sposób, w jaki patrzyliście na siebie tamtego wieczoru, gdy Josh pojawił się na urodzinach Adriany, poczułem, że zrobiłem coś strasznego, zakochując się w Tobie. Byłem pewien, że zapragniesz jak najszybciej wrócić do Josha, a mi podziękujesz za tymczasową troskę i na tym zakończy się nasza znajomość, jednak nie. Ty nie chciałaś wprost powiedzieć mi, że przez cały ten czas jedynym facetem, którego kochałaś naprawdę, był właśnie Josh. Długimi tygodniami karmiłaś mnie nadzieją, że Twój poprzedni związek to już przeszłość. Zastanów się teraz, czy gdyby nie moja choroba, zostałabyś ze mną? Za każdym razem, kiedy przychodziłaś do mnie do szpitala, czułem zarówno wdzięczność za Twoje zainteresowanie, jak i lęk, że robisz to z litości, a nie z miłości - a ja przez cały ten czas właśnie Twojego uczucia potrzebowałem najbardziej. Kiedy mówiłaś, że mnie kochasz, widziałem w Twoich oczach wątpliwość i było tak do samego końca. Pamiętasz jeszcze, kiedy po raz ostatni powiedziałaś mi coś takiego? Nie mogę rozgrzeszyć samego siebie, wiem bowiem, że i ja nie zachowywałem się tak, jak powinienem. Kiedy tylko wyszedłem ze szpitala, zacząłem odsuwać Cię od siebie, ale wiesz, co tak naprawdę spowodowało moją przemianę? Twój wyjazd, o którym nie chciałaś mi nic powiedzieć. Od razu pomyślałem, że wyjechałaś razem z Joshem. Miałem do Ciebie o to żal, ale czekałem, aż sama przyznasz się do tego, że nie chcesz już ze mną być i że podjęłaś decyzję. Mijały dni, a my oddalaliśmy się od siebie, wciąż jednak nie wiedząc, na czym stoimy. Obrzucaliśmy się błotem, albo milczeliśmy, by nie wszczynać kolejnych awantur i znowu się nie kłócić. Popełnialiśmy błędy i ja za swoje przepraszam - a Ty? Czy masz już odwagę, by powiedzieć mi, że między nami wszystko skończone? Czy masz odwagę przyznać, że byłem tylko pocieszycielem, marnym zastępstwem i że nigdy nie czułaś do mnie tego, co do Josha?
Paige Belle, oto moje ostatnie, najważniejsze pytanie: ,,Czy masz już odwagę przyznać się do tego, że mnie zdradziłaś?''.
Austin

- Nie usłyszałam, kiedy wróciłeś - powiedziała Paige, pojawiając się nagle za plecami blondyna.
Chłopak w pośpiechu odłożył długopis na blat i złożył na pół swój list. Wstał z miejsca i niechętnie skierował wzrok w jej stronę. Jej ciemne oczy wpatrywały się w niego w napięciu, a na twarzy gościł zagadkowy uśmieszek. Zaczynał mieć dość tego, że pomimo, iż przeżywali kryzys, Paige wciąż zachowywała się tak, jakby nie widziała nic złego w swoim postępowaniu. Czy oczekiwał, że ciemnowłosa padnie na kolana i zacznie błagać o przebaczenie? Nie. On chciał po prostu, by była z nim szczera, z każdą minutą zaczynał jednak coraz bardziej wątpić w to, że taka sytuacja kiedykolwiek się wydarzy.
Austin przełknął głośno ślinę, po czym spojrzał narzeczonej prosto w oczy. Kiedy na jej twarzy nie odnalazł ani odrobiny lęku ani wstydu, dotarło do niego, że Paige nie ma wyrzutów sumienia po tym wszystkim, co się stało. Dlaczego miało mu zależeć na tym, by jakoś uratować ich związek? Dlaczego to on miał się starać, skoro był jej wierny do samego końca? Pokręcił głową, kiedy zrozumiał, że żył fikcją. Miał tego dość.
- Jeszcze pięć minut temu byłem pewien, że chcę zadać ci jedno bardzo ważne pytanie - powiedział w końcu Lynch. - Teraz jednak wiem już, że to byłby błąd. Nie musisz nawet otwierać ust, bo ja i tak znam twoją odpowiedź. Właśnie dlatego musisz wiedzieć, że nie chcę cię tu dłużej oglądać. Daję ci trochę czasu na spakowanie i wyprowadzenie się z tego domu.
- Austin, ty nie mówisz poważnie - rzekła Paige, na co chłopak roześmiał się, choć taka reakcja pasowała raczej do niej, niż do niego. Wzruszył ramionami i minął narzeczoną bez słowa, zostawiając ją w pokoju samą.
Brunetka przez chwilę czuła się tak, jakby cały jej świat nagle runął, jednak gdy te najsilniejsze emocje opadły, uśmiechnęła się i poczuła ulgę. Nie żałowała, że to, co miała z Austinem, dzisiaj było już tylko nietykalnym wspomnieniem, bowiem rozstanie otworzyło jej pewną furtkę. Od tego momentu miała już wolną drogę do mężczyzny, z którym tak wiele przeżyła. Po wielu miesiącach rozłąki, podchodów i pokonywania przeszkód, teraz mogli już na dobre wrócić do siebie. Paige Belle nie mogłaby wymarzyć sobie lepszego prezentu na święta, niż ten, który otrzymała, choć brzmi to paradoksalnie, bo kilka minut wcześniej rozstała się z mężczyzną, którego do niedawna uważała za swoją prawdziwą miłość.

***

Przez dłuższą chwilę dziewczyna wpatrywała się w czerwoną ciecz w swoim kieliszku, by po chwili zaczerpnąć kolejny łyk wina. Nie bez powodu mówi się, że topienie smutków w alkoholu wcale nie rozwiązuje problemów, lecz daje chwilową ulgę i zapomnienie na krótki moment o wszystkim tym, co złe. Choć powoli zaczynała odczuwać skutki wypicia paru kieliszków trunku, jej problemy ani myślały, by zniknąć - wręcz przeciwnie. Vanessa odstawiła szkło na stolik, po czym skryła twarz w dłoniach, zalewając się łzami. Właśnie wtedy z toalety wrócił Russell, który bez wahania usiadł obok niej na kanapie i objął ją ramieniem. Mężczyzna zamarł w bezruchu, kiedy niebieskooka odtrąciła go energicznie, patrząc na niego jak na bandytę. Dopiero po chwili kobieta zrozumiała, że postąpiła dziwnie i nietaktownie. Spojrzała na rudowłosego, mając nadzieję, że ten nie żywi urazy - w końcu on chciał ją wesprzeć, a ona jego pomocną dłoń odrzuciła.
- Przepraszam - szepnęła Vanessa. - Każdy twój dotyk przypomina mi o tym, co wydarzyło się między nami w przeszłości. Cokolwiek robię, nie potrafię o tym zapomnieć i pewnie już nigdy się od tego nie uwolnię.
- Tłumaczyłem ci już, że to nie twoja...
- Nie moja wina, tak? - zapytała z niedowierzaniem. - Tak, mówiłeś mi to tysiąc razy, ale ja i tak wiem, że to bzdura. Nikt nie zmuszał mnie, żebym właziła pomiędzy ciebie, a twoją żonę. Ja nawet tego nie planowałam, rozumiesz? Jeden cholerny moment, a oboje daliśmy się ponieść emocjom. Może mi nie uwierzysz, ale nie ma dnia, abym nie żałowała tego, co się stało. Spośród wszystkich błędów, jakie popełniłam w swoim życiu, ten jest zdecydowanie najgorszy. Mam na sumieniu twoje małżeństwo, które przeze mnie rozpadło się na kawałki.
- Nie mów tak - rzekł Russell opanowanym głosem, obawiając się kolejnego wybuchu dziewczyny, ta jednak machnęła na niego lekceważąco ręką i kontynuowała.
- Wiem, że w oczach innych ludzi wyglądam na zimną sukę, która tak po prostu wzięła sobie zajętego faceta, bo miała taką ochotę. To boli, bo ja przecież wcale taka nie jestem.
- No, nie jesteś... - mruknął niepewnie, po czym zaczął mówić bardziej stanowczo, gdy tym razem uniknął gwałtownej reakcji Vannie. - Od dawna tłumaczę ci, że całą winę biorę na siebie. Zachowałem się jak gówniarz, który nie potrafi stawić czoła problemom. Kiedy tylko zaczęło się psuć między mną, a Naomi, od razu zacząłem zachowywać się jak rozkapryszone dziecko. Nie myślałem racjonalnie, przez co popełniłem błąd - ten sam, za który i ty płacisz do tej pory cenę. Chciałbym, abyś się od tego odcięła, bo to nie twoja wina, rozumiesz?
Vanessa pokiwała twierdząco głową, a następnie sama zabrała głos.
- Od samego początku żałowałam tej naszej chwili słabości i robiłam wszystko, by naprawić szkody, które wyrządziłam. Byłam tak zdesperowana, by wam pomóc, że sięgnęłam po naprawdę ekstremalne środki.
- A co masz na myśli, jeśli wolno mi zapytać? - odezwał się zaciekawiony Russell. Widział, że kobieta waha się, czy odpowiadać na to pytanie. Ucieszył się, kiedy ostatecznie ta znów otworzyła usta.
- Kojarzysz Lucasa, faceta, z którym przez ostatnie tygodnie spotykała się Naomi? - zapytała, choć i tak dobrze znała odpowiedź. - To nie przypadek, że oni trafili na siebie w Londynie. Lucas to mój kuzyn i mieszka tam od lat. Któregoś razu opowiedział mi o tym, że poznał dziewczynę. Opisywał ją jako drobną blondynkę o jasnych, dużych oczach i tak dalej. Nie skojarzyłam, dopóki nie wyznał mi, że nazywała się Naomi. Połączyłam fakty i pomyślałam, że to moja szansa na to, by wszystko zmienić. Poprosiłam go, by podtrzymywał ich znajomość i by przyjechał z nią tutaj. Pragnęłam, byś zobaczył, że Naomi odnalazła szczęście w ramionach innego mężczyzny.
- Czy ja dobrze rozumiem? - zapytał Russell, marszcząc czoło w gniewie. - Chciałaś, abym widział moją żonę z innym? I to niby miało mi pomóc?
- Chciałam, abyś zrozumiał, że Naomi nie czeka na ciebie. Kiedy ty się poddałeś, chciałam dać ci impuls, abyś znowu zawalczył o jej miłość. Sądziłam, że kiedy zobaczysz ją i Lucasa razem, poczujesz zazdrość i dotrze do ciebie, że to ty powinieneś być na jego miejscu. Musiałam to zrobić, bo bez tego nigdy nie udałoby mi się wam pomóc. Teraz już wiesz, że przynajmniej próbowałam.
Mężczyzna przez dłuższą chwilę przetwarzał w myślach to, co powiedziała mu Vanessa. Było to dość niewiarygodne, jednak po zastanowieniu zaczynało mieć sens. Przypomniał sobie, jak Vannie próbowała powiedzieć mu prawdę, jednak on nie chciał słuchać. Przez cały ten czas robiła wszystko, by odkupić winy. W jednej chwili rudowłosy poczuł wdzięczność za to, że poznał w swoim życiu tak wyjątkową osobę, jak Vanessa. Tym razem nie obawiał się odtrącenia. Przysunął się bliżej i zamknął jej drżące ciało w silnym uścisku swych ramion.
- Nigdy się nie zmieniaj, Vannie - powiedział, po czym pocałował czubek jej głowy z czułością. - Zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Dziękuję ci.
- Niby za co? - spytała przez łzy.
- Za to, że jesteś - odrzekł Russell.
- Co za banał... - stwierdziła we właściwym sobie stylu, a kiedy oboje skwitowali to śmiechem, poczuli, że cokolwiek się stanie, przyszłość należy do nich i to oni zadecydują, czy zechcą walczyć o tych, których kochają, czy postanowią kontynuować życie bez nich. Teraz jednak nie zamierzali dłużej myśleć o innych, liczyli się bowiem tylko oni i przyjaźń, która po raz pierwszy ukazała się im w swoim pełnym wymiarze.

***

Jason Walker - Cry *

6 komentarzy:

  1. Pierwsza! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Kochana:* korzystam z okazji, że jestem tutaj pierwsza i przy wolnej chwili, bo później to może być różnie. Zaskoczyła mnie ta nowość, bo po Twoich ostatnich słowach nastawiłam się na to, że kolejny rozdział pojawi się dopiero w grudniu. Ale ciesze się, że dodałaś ją właśnie dzisiaj, bo ten dzień jest jakiś wyjątkowo nudny, nie wiem czy u Ciebie jest tak samo? Więc umilam sobie czas czytając Twoje opowiadanie, a uwierz mi, że dla mnie to jedna z lepszych form relaksu :) zawsze gadam od rzeczy we wstępie, sama już nie wiem dlaczego moje komentarze zaczynają się właśnie od tego :) ale przechodzę już do rzeczy, bo strasznie jestem ciekawa co wydarzy się w tym rozdziale :)
    Zawsze pod wpływem chwili wypowiada się słowa, których później najczęściej się żałuje. Wiele osób czytających tą historię było rozczarowanych zachowaniem Naomi i przyznaję, że ja też należałam do tych osób. Nie podobało mi się to, że cały swój wolny czas poświęcała tylko i wyłącznie myśleniu o byciu matką. Oczywiście nie można jej tego zabronić, chociażby dlatego, że to jedno z jej największych marzeń, a każdy z nas ma przecież jakieś swoje marzenia. Chodzi mi o to, że nie podobał mi się fakt, że ta chęć bycia matką przysłaniała jej inne równie ważne sprawy. Dopiero teraz sama przed sobą przyznała się, że zaniedbała przez to swojego męża i być może to spowodowało, że Russell ją zdradził. Prawda jest taka, że oboje wyrządzili sobie wiele przykrości, świadomie lub nieświadomie, ale każde z nich powiedziało te kilka słów za dużo, których oboje z całą pewnością żałowali. Lucas od początku był dla mnie podejrzanym typkiem. Z biegiem czasu sama doszłam do wniosku, że to raczej nie będzie typ faceta, który będzie podzielał marzenie Naomi. Plus dla niego jest taki, że otwarcie się do tego przyznał nim było na to za późno. Niestety coraz więcej jest takich mężczyzn, którzy nie są gotowi na bycie ojcem, ale są też tacy, którzy wręcz sami się do tego spieszą. To smutne, że rozstali się akurat w Wigilię, ale z drugiej strony, czy warto było to ciągnąć dalej? Teraz przynajmniej każdy pójdzie w swoją stronę i może tym razem zdołają jakoś poukładać swoje sprawy tak jak chcą? Oby tak było :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory też uważałam, że Austin naprawdę przesadza. Faktycznie od czasu wyjścia ze szpitala zachowywał się naprawdę dziwnie. Myślałam, że to tylko chwilowe, że mu przejdzie. Próbowałam to sobie tłumaczyć pobytem w szpitalu i długim leczeniem, ale po kilku przeczytanych rozdziałach naprawdę zastanawiam się o co mu chodzi. Musi być przecież jakiś konkretny powód tego, że traktuje Paige jak powietrze. Nigdy nie uważałam go za jakiegoś głupka, ale czy to możliwe, że tak szybko zorientował się, że Paige go zdradziła? Nie sądzę, bo faceci rzadko kiedy bywają aż tacy błyskotliwi, oczywiście nie obrażając tutaj nikogo, ale domyślam się, że chyba żaden facet nie czyta Twojego opowiadania :P zawsze myślałam, że święta to taki magiczny czas, że nie ma żadnych kłótni, nieporozumień, a tutaj czytając pierwsze dwa fragmenty odnoszę zupełnie inne wrażenie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu kolejnych chociaż w mniejszym stopniu poczuję tą świąteczną magię :)
    Nie spodziewałam się, że związek Paige i Austina rozpadnie się tak szybko. Ale z drugiej strony była to tylko kwestia czasu, bo ostatnio faktycznie nie układało się między nimi najlepiej. Moje wcześniejsze przypuszczenia się potwierdziły. Zatkało mnie, bo nie sądziłam, że Austin tak szybko domyśli się prawdy. Sama jestem ciekawa jak się o tym dowiedział. Przecież wcale nie był nie wiadomo jak dociekliwy, nie śledził Paige, a mimo to domyślił się, że narzeczona go zdradziła. Przykre, że rozstali się akurat w Wigilię, ale zachowanie Paige pokazało, że ona wcale nie przeżyła tego tak jak wypadałoby, żeby przeżyła. Do tej pory uważałam, że Belle sama nie wie czego chce, że nigdy nie potrafiła się zdecydować, którego z nich tak naprawdę kocha. Ja jakby cały czas miałam wrażenie, że od początku kochała tylko i wyłącznie Josha, chociaż ona sama by się do tego nie przyznała. Możliwe, że dzięki rozstaniu z Austinem, będzie mogła na nowo związać się z Joshem, ale czuję, że będą ku temu pewne komplikacje. Mam złe przeczucia, że coś się stanie, albo już się stało i dotyczy to właśnie Josha. Obym się myliła, bo nie chciałabym, żeby cokolwiek mu się stało :)
    Vanessa zawsze wzbudzała we mnie różne emocje. Pamiętam, że nie polubiłam jej niemal od początku jej pojawienia się w tej historii. Uważałam ją za taki czarny charakter tego opowiadania i przez pewien czas naprawdę można było odnieść takie wrażenie. Wskoczyła do łóżka żonatemu mężczyźnie, który miał wręcz idealne życie, a które sam z własnej woli zaprzepaścił. Widać, że oboje bardzo tego żałują, ale niestety czasu nie da się cofnąć, no i niestety stało się. Momentami Russell był naprawdę irytujący, kiedy całą winą chciał obarczyć Vanessę, a prawda jest taka, że on był tak samo winny jak ona. Ta kobieta nigdy nie kojarzyła mi się z kimś dobrym, kimś, kto dobrowolnie pomaga innym, ale jej relacja z Joshem sprawiła, że powoli zaczynałam patrzeć na nią inaczej. Okazała się naprawdę rewelacyjną przyjaciółką i w niewielkim stopniu pomogła Joshowi uporać się z przeszłością, choć i tak w całości się od niej nie uwolnił. Nie podobał mi się fakt, że spędzili ze sobą noc, ale na to też nikt nie miał wpływu. Próbowałam sobie wyobrazić Russella i Vanessę jako przyjaciół i myślę, że jest to możliwe. Oboje trochę przeszli w swoich życiach, więc myślę, że takie wsparcie bardzo im pomoże. Oboje się rozumieją i gdyby była taka potrzeba umieliby sobie wzajemnie pomóc.
    Jestem bardzo ciekawa co dalej się wydarzy, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba domyślam się, jakie są te Twoje przypuszczenia na temat Josha... Tyle ode mnie na ten temat, nie zamierzam ani przytakiwać, ani zaprzeczać - jeszcze :) Cieszę się, że powoli przekonujesz się do Vanessy. Po wcześniejszych komentarzach nie spodziewałam się, że to nastąpi, a tu proszę, niespodzianka.
      Jeszcze powiem tylko, że ja tam lubię te Twoje wstępy w komentarzach, serio.
      Całuję :* Do następnego, który będzie wkrótce :) :)

      Usuń
  4. Przepraszam! Jest mi strasznie głupio, że dopiero dzisiaj zjawiam się tutaj, aby napisać komentarz. Nawet nie wiem jak mam się wytłumaczyć. Nie chcę obiecywać, że następnym razem będę wcześniej, ale przysięgam, że zrobię wszystko, aby tak było! :) Jeszcze raz przepraszam :* <3
    Kocham tą piosenkę, więc na mojej twarzy już gości uśmiech :-) To co stało się z małżeństwem Naomi i Russella do teraz bardzo mnie smuci. Oboje zaczęli się w pewnym momencie zachowywać egoistycznie. Oboje się pogubili. I tego konsekwencje wychodzą właśnie teraz. Naomi wydawało się do tej pory, że ruszyła naprzód, ale prawda jest taka, że niezamknięte sprawy prędzej czy później upominają się o nas. Ona ciągle kocha Russella. I Lucas to widział, dlatego od niej odszedł. Tak przynajmniej mi się wydaje. Moim zdaniem nadszedł czas, aby Russell i Naomi porozmawiali poważnie nad dalszą przyszłością. Aby podjęli jakieś kroki - albo rozwód, albo dają sobie drugą szansę.
    Od początku nie kibicowałam Paige i Austinowi. Lubię go, ale dla mnie po prostu Josh jest tym facetem, który powinien stać u boku Paige. I mam nadzieję, że niebawem tak się stanie! :) Niemniej jednak mam dziwne przeczucie, że Austin dowiedział się w jakiś magiczny sposób o zdradzie Paige. Bo jak inaczej wytłumaczyć to jego nagłe chłodne zachowanie?
    Po prostu nie mogę uwierzyć, że dwoje kochających się ludzi potrafi być dla siebie tak bezlitosna. Oboje na przemian obrzucają się pretensjami, żalami i winą. Zamiast usiąść przy stole i porozmawiać jak dorośli ludzie. Jakby nie było kiedy łączyło ich coś wyjątkowego i choćby ze względu na to, powinni porozmawiać ze sobą. Przykro mi patrzeć na to. Zaczynam się powoli zastanawiać, czy oni jeszcze kiedykolwiek odnajdą drogę do siebie.
    Druga cudowna piosenka <3 <3
    List Austina mnie wzruszył. Naprawdę. Nawet nie wiem jak ubrać w słowa to, co czuję. Od początku było jasne, że Austin jest bezapelacyjnie zakochany w Paige. I chociaż im nie kibicuję, to jednak uważam, że Austin zasługiwał na coś więcej niż zdrada kobiety, której oddał własne serce. Mogę sobie tylko wyobrażać jego ból. Zmiażdżyłaś mnie tym listem. Cudo!
    Mam nadzieję, że teraz Paige będzie wreszcie z Joshem. Proszę! :-)
    Sama nie wiem, co mam myśleć o Vanessie. Część mnie nadal nie może się do niej przekonać, bo naprawdę kochałam Russella i Naomi. A ona jakby nie było - przyczyniła się do rozpadu ich małżeństwa. Gdyby tamtego dnia nie poszła z Russellem do łóżka, to dzisiaj nie musiałaby nic naprawiać. Sama nie wiem, co mam o niej myśleć. I chyba nigdy nie przekonam się do niej w 100%.
    Kochana, cudowny odcinek. Zakochałam się w nim, a list Austina przeczytałam z trzy razy! Jest cudowny. Muzyka dobrana genialnie. Wszystko pasowało. Wybacz za ten beznadziejny komentarz. Postaram się, aby następne były lepsze. Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przyjemnie czytało się ten rozdział, gdy za oknem pada śnieg. Niecierpliwie czekam na święta, uwielbiam tę atmosferę, dlatego bardzo ucieszyłam się, że ten rozdział będzie o Wigilii. Niestety, troszkę się zawodziłam, bo świąt tak naprawdę było mało i na dodatek dla wszystkich ta wigilia była bardzo smutna. W sumie to zrozumiałe, bo u każdej osoby tego opowiadania dzieje się coś nie miłego, więc dlaczego nagle miałoby być dobrze?
    Coś od początku mi ten Lucas nie pasował. Ale nie myślałam, że wymyśliła to Vanessa. Trochę dziwnie, no ale chciała pomóc. Szkoda, że nie pomogło. Nie wiem czemu Naomi tak gwałtownie i dziwnie zareagowała. Na moje ona go kocha, ale coś ją powstrzymuje przed wyznaniem tych uczuć. Przykre.
    Jakoś nie jest mi smutno z tego powodu, że Paige i Austin się rozstali. Żal mi mężczyzny, ale on chyba jakoś bardzo nie cierpi, więc powinien się pozbierać. Od dłuższego czasu im się nie układało i miałam przeczucie, że ich związek się zakończy. Szkoda tylko, że w Wigilię. Reakcja Paige mnie zdziwiła. Tak w ogóle to jak ona chce wrócić go Josha skoro on uciekł i nie wie gdzie jest? Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy.
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń