Hej :)
Ja już po próbnych maturach. Mogę Wam zdradzić, że zdałam wszystko, oprócz rozszerzonej matematyki, ale to nic :) Nadal jednak mam ograniczony czas wolny ze względu na szkołę.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem :) Mam nadzieję, że dalszy ciąg historii przypadnie Wam do gustu, choć domyślam się, że może on budzić mieszane uczucia - zwłaszcza końcówka odcinka.
Pozdrawiam! :*
***
Ben Howard - Promise
Ja już po próbnych maturach. Mogę Wam zdradzić, że zdałam wszystko, oprócz rozszerzonej matematyki, ale to nic :) Nadal jednak mam ograniczony czas wolny ze względu na szkołę.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem :) Mam nadzieję, że dalszy ciąg historii przypadnie Wam do gustu, choć domyślam się, że może on budzić mieszane uczucia - zwłaszcza końcówka odcinka.
Pozdrawiam! :*
***
Ben Howard - Promise
Mężczyzna otworzył oczy, a kiedy zobaczył, jak piękny był ten poranek, uśmiechnął się od ucha do ucha i odetchnął. Po kilku deszczowych dniach, na niebie wreszcie pojawiło się słońce, a znużeni dotąd ludzie wyszli z domów, chcąc nacieszyć się wspaniałą pogodą. Blondyn poczuł chęć zrobienia tego samego. Jedną nogą był już na podłodze, kiedy usłyszał czyjeś westchnięcie obok. Właśnie wtedy zrozumiał, że nie musi nigdzie iść, bo jego prawdziwe szczęście, było właśnie tutaj - bez względu na to, czy na zewnątrz świeciło słońce, czy padało. U jej boku nigdy nie czuł zimna, nigdy nie miał ochoty, by zostawić ją choć na chwilę. Rozkoszował się każdą sekundą, w której mógł oddychać tym samym powietrzem, co ona. Była jego ucieczką, nadzieją. Nie znał słowa wystarczająco silnego, by opisać, jak bardzo wdzięczny był Bogu za to, że postawił ją któregoś dnia na jego drodze. Gdyby nie ona, być może nadal nie wiedziałby, czym tak naprawdę jest miłość. To ona nauczyła go, że nie ma w życiu człowieka rzeczy cenniejszej, niż świadomość, że dla kogoś innego jesteśmy całym światem. Właśnie to czuł za każdym razem, kiedy ich dłonie stykały się, kiedy spojrzenia natrafiały na siebie, kiedy ich usta łączyły się w pocałunku.
Austin wrócił z powrotem pod kołdrę i przysunął się bliżej ukochanej, odnajdując jej ciało bez problemu. Kobieta dopiero po chwili otworzyła oczy, po czym posłała mu uśmiech - co prawda nadal senny, jednak jego zdaniem nie ujmowało mu to wcale uroku.
- Dzień dobry - szepnął jasnowłosy, na co Paige skinęła głową. - Piękny mamy dzisiaj dzień.
- Codziennie tak mówisz - zauważyła brunetka. - Zaczynasz się robić nudny.
- To akurat twoja wina - odparł śmiało. - Albo raczej zasługa.
Pocałował ją. Dzień w dzień dziękował za to, że ona była tylko jego i że mógł w każdej chwili okazać jej, jak bardzo ją kochał.
- Chcę ci coś obiecać - rzekła Paige, uśmiechając się, a Austin dopiero teraz zauważył na jej policzkach rumieńce. - Obiecuję ci, że do końca życia każdy twój dzień będzie równie piękny. Obiecuję ci, że każdego ranka będę obok, byś mógł zobaczyć słońce w moich oczach. Obiecuję ci, że...
Po raz kolejny przywarł do jej ust, robiąc to delikatnie, niczym motyl, subtelnie dotykający ludzkiej skóry.
-...będę cię kochać już zawsze - skończyła ciemnowłosa pospiesznie, na krótki moment przerywając narzeczonemu.
Tak, jak przypuszczała, mężczyzna już po chwili ponownie ją pocałował i tym razem nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. Kochała go. Tamtego ranka była tego bardziej pewna, niż kiedykolwiek wcześniej.
Niebieskooki westchnął ponuro, kiedy jego wspomnienie dobiegło końca. Pięć miesięcy temu był człowiekiem, któremu niczego w życiu nie brakowało. Jego serce należało do kobiety, za którą dałby się pokroić - tak bardzo była dla niego ważna. Kiedy otwierał oczy, odnajdował ją obok siebie i przez jakiś czas był pewien, że tak już pozostanie. Przysięgła mu to i karmiła go wiarą, że wszystko będzie dobrze. Rzeczywistość okazała się trudniejsza, niż mogli się spodziewać. Teraz, kiedy budził się ze snu, nie było jej obok, nie czuł jej zapachu i nie mógł jej dotknąć. Istniała tylko w jego głowie i właściwie ani na chwilę nie opuszczała jego myśli. To on zdecydował o tym, że powinni się rozstać i choć wcale nie żałował tego kroku, bolał go fakt, że ją stracił. Kiedy leżał na łożu śmierci, myślał tylko o niej i o Adrianie - by za żadne skarby świata, nie zostawiać ich samych. Był przekonany, że obydwie potrzebują jego obecności. Jaki on był naiwny... Paige doskonale radziła sobie bez niego, miała przecież Josha. Od samego początku rola Austina ograniczała się do bycia pocieszycielem, chwilowym zastępcą Hartleya. Brzmi to dość irracjonalnie, bo przecież Paige nie miała prawa wiedzieć, że śmierć narzeczonego to nieporozumienie. Wątpiła w jego powrót i w tym samym czasie angażowała się coraz bardziej w swój związek z Lynchem. Uczyniła go najszczęśliwszym człowiekiem, chodzącym po tej ziemi, po to tylko, by po jakimś czasie złamać mu serce. Zdradziła go, jednak nie mógł powiedzieć, że ją znienawidził. Kiedy tylko pojawiała się w jego snach, jego ciało przeszywały przyjemne dreszcze, których nie mógł zatrzymać - gdyby Paige była mu obojętna, nie reagowałby w taki sposób na ich wspomnienia. Czy mógł mieć do niej żal o to, że wybrała Josha - swoją pierwszą i być może jedyną miłość? Odpowiedź nasuwała się sama, w każdym razie Austin widział to wszystko w takich, a nie innych barwach.
Mężczyzna wyjrzał przez okno na miasto, tonące w strugach deszczu. Ten dzień należał do najpaskudniejszych i tutaj obietnica złożona przez Paige zdawała się działać bez zarzutu - nie było jej, więc nie było też słońca.
Drzwi pubu otworzyły się, czemu towarzyszył dźwięk dzwoneczka, zawieszonego ponad nimi. Austin spojrzał w tamtą stronę, by po chwili instynktownie odwrócić wzrok. Po chwili dosiadł się do niego niebieskooki mężczyzna, wyraźnie zestresowany ich spotkaniem. Niepewnie wyciągnął dłoń ku Austinowi, a ten, ku jego wyraźnemu zaskoczeniu, uścisnął ją i nawet się uśmiechnął, choć nie tak promiennie, jak to robił zazwyczaj.
- No więc... - odchrząknął Josh, rozglądając się po pomieszczeniu nerwowo. Lynch nie przyznałby się do tego, jednak odczuwał przedziwną satysfakcję, widząc emocje przyjaciela. Właśnie na to zasłużył - by bać się, co za chwilę nastąpi. - Chciałeś się spotkać, a ja nie wiem...
- Poprosimy dwa piwa - zawołał Austin w stronę baru, tym samym przerywając brunetowi.
- Ja nie piję - powiedział Josh niepewnie.
- A kto mówił, że zamówiłem dla ciebie? - spytał rozbawiony blondyn.
- Dobra, to wszystko zaczyna się robić dziwne. Powiesz mi, po co mnie zaprosiłeś, czy będziemy dalej...
- Nie chciałem odpowiadać na to pytanie, a wiesz, dlaczego? - odezwał się Austin, po raz kolejny wcinając się przyjacielowi w pół słowa. - Bo uważam, że znasz na nie odpowiedź.
Hartley po raz kolejny uciekł spojrzeniem, by po upływie chwili zajrzeć znów w oczy jasnowłosego. Mężczyzna czuł, jak szybko i niespokojnie biło jego serce.
- Chciałeś rozmawiać o Paige - stwierdził Josh, a Austin przytaknął. - Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to ,,przepraszam''.
- Nie przyjmuję przeprosin - rzekł stanowczo. - Nie stresuj się tak, stary. Wiadomo, że nie jest mi z tym wszystkim lekko, ale przecież nie mam prawa cię nienawidzić. Nawet, gdybym chciał, nie udałoby mi się to. Jesteśmy przyjaciółmi i nic tego nie zmieni.
- Tylko tak mówisz. Zrobiłem ci największe świństwo.
- A pamiętasz jeszcze, kto to zaczął? - zapytał Austin. - To ja jako pierwszy zabrałem ci Paige. Przez jakiś czas wydawało mi się, że mnie kocha, ale po prostu się łudziłem. Ona od początku pragnęła tylko ciebie. Nie kochała mnie i dzisiaj jestem pewien, że to ty byłeś cały czas w jej myślach.
- Ty chyba nie wiesz, co mówisz...
- Doskonale wiem - upierał się. - Jesteście sobie przeznaczeni. Powinniście być razem. Kiedy tylko dowiedziałem się, że jednak żyjesz, byłem przekonany, że wasz związek powróci i jest to tylko kwestia czasu. Nie myliłem się. Chcę, abyś wiedział, że nie mam do ciebie żalu o to, co się stało. Wiem, że z nas dwóch to ty zasługujesz na nią bardziej.
- Paige to nie rzecz, którą można sobie przekazywać z rąk do rąk - zauważył Josh.
- Wcale tego nie robię - odrzekł Austin ze spokojem. - Mówię ci tylko, że nie będę już stał na waszej drodze. Nie mam pretensji ani do ciebie, ani do niej. Między mną, a tobą, nic się nie zmienia.
- Dlaczego ty to robisz? - zapytał Hartley. - Dlaczego nie dasz mi po mordzie, nie powiesz, że mam zostawić twoją kobietę, tylko prawisz mi jakieś morały i na dodatek oddajesz mi ją bez walki?
- Bo ja sobie poradzę bez Paige, a ty nie. Potrzebujesz kogoś, kto kocha cię całym sercem i kto zrobi dla ciebie wszystko. Obaj wiemy, że masz taką osobę. Idź do niej, przytul jej mocno i obiecaj, że nigdy więcej nic was nie rozdzieli. Zrób to dla mnie. Chcę wiedzieć, że znowu jesteś szczęśliwy.
Przez dłuższą chwilę żaden z mężczyzn nie był w stanie wypowiedzieć chociaż słowa. Austin uważnie obserwował przyjaciela, a w jego oczach odnalazł tajemnicze światełko, którego przedtem jakoś się nie dopatrzył. Dałby sobie rękę uciąć, że przez chwilę widział na twarzy Josha również uśmiech.
- Dzięki tobie wiem już, gdzie powinienem teraz być - rzekł w końcu Hartley i wstał z miejsca. Po raz kolejny uścisnął dłoń blondyna, a ten pożegnał go skinięciem głowy. Po przejściu kilku kroków, były żołnierz spojrzał znów w kierunku przyjaciela. - Przepraszam cię za wszystko.
Niebieskooki wyszedł z baru, zostawiając jasnowłosego sam na sam z własnymi przemyśleniami. Wszystko to, co dzisiaj powiedział, było prawdą. Nie znienawidził Josha po tym, co się stało. Nie zamierzał przekreślić ich przyjaźni. Chciał, by Hartley odnalazł szczęście i nawet, jeśli stanie się to w ramionach Paige, Austin musi to uszanować - w końcu kto, jak nie Josh, miał prawo do serca ciemnowłosej?
***
Mężczyzna wyjrzał przez okno na miasto, tonące w strugach deszczu. Ten dzień należał do najpaskudniejszych i tutaj obietnica złożona przez Paige zdawała się działać bez zarzutu - nie było jej, więc nie było też słońca.
Drzwi pubu otworzyły się, czemu towarzyszył dźwięk dzwoneczka, zawieszonego ponad nimi. Austin spojrzał w tamtą stronę, by po chwili instynktownie odwrócić wzrok. Po chwili dosiadł się do niego niebieskooki mężczyzna, wyraźnie zestresowany ich spotkaniem. Niepewnie wyciągnął dłoń ku Austinowi, a ten, ku jego wyraźnemu zaskoczeniu, uścisnął ją i nawet się uśmiechnął, choć nie tak promiennie, jak to robił zazwyczaj.
- No więc... - odchrząknął Josh, rozglądając się po pomieszczeniu nerwowo. Lynch nie przyznałby się do tego, jednak odczuwał przedziwną satysfakcję, widząc emocje przyjaciela. Właśnie na to zasłużył - by bać się, co za chwilę nastąpi. - Chciałeś się spotkać, a ja nie wiem...
- Poprosimy dwa piwa - zawołał Austin w stronę baru, tym samym przerywając brunetowi.
- Ja nie piję - powiedział Josh niepewnie.
- A kto mówił, że zamówiłem dla ciebie? - spytał rozbawiony blondyn.
- Dobra, to wszystko zaczyna się robić dziwne. Powiesz mi, po co mnie zaprosiłeś, czy będziemy dalej...
- Nie chciałem odpowiadać na to pytanie, a wiesz, dlaczego? - odezwał się Austin, po raz kolejny wcinając się przyjacielowi w pół słowa. - Bo uważam, że znasz na nie odpowiedź.
Hartley po raz kolejny uciekł spojrzeniem, by po upływie chwili zajrzeć znów w oczy jasnowłosego. Mężczyzna czuł, jak szybko i niespokojnie biło jego serce.
- Chciałeś rozmawiać o Paige - stwierdził Josh, a Austin przytaknął. - Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to ,,przepraszam''.
- Nie przyjmuję przeprosin - rzekł stanowczo. - Nie stresuj się tak, stary. Wiadomo, że nie jest mi z tym wszystkim lekko, ale przecież nie mam prawa cię nienawidzić. Nawet, gdybym chciał, nie udałoby mi się to. Jesteśmy przyjaciółmi i nic tego nie zmieni.
- Tylko tak mówisz. Zrobiłem ci największe świństwo.
- A pamiętasz jeszcze, kto to zaczął? - zapytał Austin. - To ja jako pierwszy zabrałem ci Paige. Przez jakiś czas wydawało mi się, że mnie kocha, ale po prostu się łudziłem. Ona od początku pragnęła tylko ciebie. Nie kochała mnie i dzisiaj jestem pewien, że to ty byłeś cały czas w jej myślach.
- Ty chyba nie wiesz, co mówisz...
- Doskonale wiem - upierał się. - Jesteście sobie przeznaczeni. Powinniście być razem. Kiedy tylko dowiedziałem się, że jednak żyjesz, byłem przekonany, że wasz związek powróci i jest to tylko kwestia czasu. Nie myliłem się. Chcę, abyś wiedział, że nie mam do ciebie żalu o to, co się stało. Wiem, że z nas dwóch to ty zasługujesz na nią bardziej.
- Paige to nie rzecz, którą można sobie przekazywać z rąk do rąk - zauważył Josh.
- Wcale tego nie robię - odrzekł Austin ze spokojem. - Mówię ci tylko, że nie będę już stał na waszej drodze. Nie mam pretensji ani do ciebie, ani do niej. Między mną, a tobą, nic się nie zmienia.
- Dlaczego ty to robisz? - zapytał Hartley. - Dlaczego nie dasz mi po mordzie, nie powiesz, że mam zostawić twoją kobietę, tylko prawisz mi jakieś morały i na dodatek oddajesz mi ją bez walki?
- Bo ja sobie poradzę bez Paige, a ty nie. Potrzebujesz kogoś, kto kocha cię całym sercem i kto zrobi dla ciebie wszystko. Obaj wiemy, że masz taką osobę. Idź do niej, przytul jej mocno i obiecaj, że nigdy więcej nic was nie rozdzieli. Zrób to dla mnie. Chcę wiedzieć, że znowu jesteś szczęśliwy.
Przez dłuższą chwilę żaden z mężczyzn nie był w stanie wypowiedzieć chociaż słowa. Austin uważnie obserwował przyjaciela, a w jego oczach odnalazł tajemnicze światełko, którego przedtem jakoś się nie dopatrzył. Dałby sobie rękę uciąć, że przez chwilę widział na twarzy Josha również uśmiech.
- Dzięki tobie wiem już, gdzie powinienem teraz być - rzekł w końcu Hartley i wstał z miejsca. Po raz kolejny uścisnął dłoń blondyna, a ten pożegnał go skinięciem głowy. Po przejściu kilku kroków, były żołnierz spojrzał znów w kierunku przyjaciela. - Przepraszam cię za wszystko.
Niebieskooki wyszedł z baru, zostawiając jasnowłosego sam na sam z własnymi przemyśleniami. Wszystko to, co dzisiaj powiedział, było prawdą. Nie znienawidził Josha po tym, co się stało. Nie zamierzał przekreślić ich przyjaźni. Chciał, by Hartley odnalazł szczęście i nawet, jeśli stanie się to w ramionach Paige, Austin musi to uszanować - w końcu kto, jak nie Josh, miał prawo do serca ciemnowłosej?
***
Jego duże, brązowe oczy błądziły po okolicy, on sam jednak doskonale wiedział, gdzie się znajduje. Odkąd poznał Paige, wiedział, że wkrótce dojdzie do jego spotkania z Lisą Belle, jednak do tej pory wciąż próbował przygotować się do rozmowy, która ich czekała. Tego ranka pojął, że nie ma sensu tracić więcej czasu na gdybanie - czas działać, tym bardziej, że ostatnio coraz częściej myślał o swoim ojcu, o siostrze i o historii jego rodziny, o ile to w ogóle można tak nazwać. Był młodym chłopakiem, który tak naprawdę cały czas poznawał życie. Byłoby mu o wiele prościej, gdyby miał kogoś, kto stanowiłby dla niego prawdziwe wsparcie. Taką osobą była dla niego matka. Potrafiła po samej jego minie odgadnąć, kiedy działo się coś złego. Wystarczyło, że powiedziała jedno słowo, a Tyler od razu miał lepszy humor i nadzieję, że to wszystko da się jeszcze posklejać. Czasami nie musiała nawet otwierać ust, ponieważ sama jej obecność, dodawała nastolatkowi skrzydeł. Teraz, kiedy nie mógł już na nią liczyć, błąkał się po tym świecie niepewnie, jakby każdy jego krok mógł skończyć się potknięciem i bolesnym upadkiem. Jak ktoś tak nieufny będzie mógł poradzić sobie w życiu? Przecież im starszy się robił, tym więcej wyzwań stawało na jego drodze. Musiał im sprostać i stawić czoła trudnościom, jednak coraz częściej czuł się bezsilny. Zazdrościł Isabel, że miała takiego ojca. Wielokrotnie słuchał jej narzekań na niego, sam musiał zresztą zgodzić się z tym, że Peter Hartley nie jest idealnym tatą, ale lepszy taki, niż żaden. A kim dla Tylera był Roger? Chłopak roześmiał się na samą myśl o człowieku, który ponoć dał mu życie. Nic go z nim nie łączyło! Pojawił się w jego życiu znikąd i Tyler nawet nie zauważyłby, gdyby Roger któregoś dnia wyszedł i nie wrócił - przecież i tak ze sobą nie rozmawiali, więc już teraz czuł się tak, jakby nikogo nie było obok.
Brązowooki wyjął z kieszeni spodni komórkę, po czym wybrał numer siedemnastolatki. Ta odebrała niemal po pierwszym sygnale. Jej głos był radosny i gdyby ktoś inny mógł teraz jej słuchać, w życiu nie pomyślałby, że ta dziewczyna ma jakiekolwiek problemy. Tyler niedawno zauważył, że Isabel zawsze tak reagowała, kiedy do niej dzwonił, albo kiedy się spotykali. Zachowywała się tak, jakby nagle przestawały istnieć wszelkie troski, uśmiechała się od ucha do ucha, promieniała. Cieszył się, że pomagał jej zapomnieć o smutkach - choć na jedną, krótką chwilę.
- Zdecydowałem się - powiedział w końcu chłopak, wypuszczając z ust powietrze. Po drugiej stronie zrobiło się cicho. - Stoję pod jej domem i mam zamiar powiedzieć jej wszystko, co do ostatniego słowa. Kimkolwiek jest, zasłużyła na to, by znać prawdę.
- Jeśli będziesz chciał o tym porozmawiać, możemy się spotkać później - zaproponowała przejęta Isabel.
- Liczyłem na to - odparł i zaśmiał się pod nosem. Wesołość siedemnastolatki zawsze poprawiała mu nastrój. - Pamiętasz, o czym gadaliśmy wczoraj?
- Jak mogłabym zapomnieć? - rzekła.
Isabel położyła głowę na klatce piersiowej Tylera, wsłuchując się w bicie jego serca. Był to pierwszy raz, kiedy to ona pojechała do niego - miała bowiem dosyć tego, że dotychczas to on pokonywał kilometry, by być przy niej. Przyszła kolej na nią. W jego pokoju rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dziewczyna odnajdywała w tym wszystkim pewną magię, ponieważ choć rozmawiali o problemach, nie martwili się o to, co nadejdzie. Świadomość, że mają siebie nawzajem, dawała im poczucie bezpieczeństwa. Isabel była wdzięczna Bogu za to, że zesłał jej prawdziwego przyjaciela. Przez ostatnie miesiące właśnie takiej osoby potrzebowała najbardziej. Choć w jej życiu niewiele się zmieniło, gdyż nadal nie potrafiła dogadać się z ojcem, a do tego miała coraz więcej problemów z samą sobą, wszystko nagle zaczęło wyglądać na łatwiejsze.
- Wiesz, co sobie pomyślałam? - odezwała się Isabel, zerkając na ciemnookiego, który odłożył książkę i z zaciekawieniem spojrzał w jej kierunku. - Że skoro tak dobrze nam razem, to może powinniśmy gdzieś wyjechać? Uciec od tych wszystkich kłopotów i zacząć żyć od nowa.
- Ty tak na poważnie? - zapytał z niedowierzaniem. - Chciałabyś już nigdy nie zobaczyć swojego ojca?
- Nie powiedziałam, że nigdy... Chodzi mi o to, że kiedy jestem z tobą, nie potrafię przestać się uśmiechać, a kiedy po naszym spotkaniu wracam do domu, ojciec od razu na mnie naskakuje i kończy się to niepotrzebną kłótnią. Dajesz mi ulgę, która ulatnia się, kiedy się rozchodzimy. Potrzebuję czegoś więcej.
- A nie byłoby lepiej, gdybyś spróbowała poprawić swoich relacji z ojcem? - spytał niepewnie, obawiając się, że słowa te podziałają na siedemnastolatkę, jak płachta na byka. Nie mylił się - dziewczyna odsunęła się od niego jak oparzona, a potem spojrzała na niego z wyrzutem.
- Myślisz, że nie próbowałam? - zapytała urażona. - Każdego, cholernego dnia robię wszystko, byśmy mogli normalnie porozmawiać, ale nie potrafię już zrobić nic więcej. Wydaje ci się, że to dla mnie takie proste?
Chłopak bez pytania objął ją ramieniem, po czym zmusił ją, by spojrzała mu głęboko w oczy.
- Zrób coś dla mnie - powiedział. - Spróbuj raz jeszcze dogadać się z tatą. Jeśli ci się nie uda, uciekniemy stąd i znajdziemy inne rozwiązanie twoich kłopotów. Jestem z tobą, rozumiesz? Zawsze, cokolwiek się stanie, możesz na mnie liczyć.
Siedemnastolatka poczuła, jak jej policzki zaczynają płonąć, a spod jej powiek zaczynają wydostawać się łzy. Przytuliła się mocno do Tylera, w myślach powtarzając sobie jego słowa. ,,Cokolwiek się stanie, możesz na mnie liczyć''. Właśnie o takie słowa modliła się w ciągu ostatnich lat.
- A co byś powiedziała, gdybyśmy zrobili to dzisiaj? Gdybyśmy olali wszystko i uciekli, zaczynając nowe, lepsze życie, z daleka od tych wszystkich zmartwień?
- Nawet nie chcesz wiedzieć, czy wywiązałam się z obietnicy? - zapytała zdziwiona Isabel. - Dlaczego nie zapytasz, czy spróbowałam pogodzić się z ojcem?
- Bo teraz już nawet nie chodzi o ciebie - przyznał Tyler. - Po raz pierwszy poczułem, że nie wytrzymam tu dłużej. Nie umiem patrzeć w oczy temu człowiekowi.
- Masz na myśli swojego ojca?
- Dobrze wiesz, że nigdy w życiu go tak nie nazwę - warknął. - To jak?
- Będziemy w kontakcie - skwitowała Isabel i rozłączyła się, tymczasem brązowooki nabrał powietrza w płuca i zapukał do drzwi jasnowłosej. Nadszedł ten moment i to spotkanie, które przez ostatnie tygodnie spędzało mu sen z powiek.
***
Choć znał ją dopiero od kilku minut, już teraz miał wyrobione zdanie na jej temat. Sam fakt, że wpuściła go do środka, choć tak naprawdę nic o nim nie wiedziała, dobrze o niej świadczył - wystarczyło, że powiedział, jaki jest cel jego przybycia. Kiedy tylko wspomniał o Rogerze, kobieta bez wahania otworzyła szerzej drzwi, po czym kazała brązowookiemu rozgościć się, a sama zniknęła w kuchni. Chłopak był przekonany, że temat jej małżeństwa to dla Lisy Belle wciąż świeża sprawa, która boli tak samo, jak kilka lat wcześniej. Tylko ci, którzy kochali naprawdę, leczą się z miłości tak długo, a czasem nie udaje im się to do samego końca i oddają ostatnie tchnienie, wciąż nosząc w sercu osobę, która zaczarowała ich świat któregoś dnia. Jasnowłosa z pewnością nadal pamiętała o Rogerze, kochała go i kto wie, może nadal miała nadzieję, że pewnego dnia do siebie wrócą. Tym trudniej było Tylerowi powiedzieć jej prawdę, wiedział bowiem, że będzie to dla niej potworny cios, jednak skoro już tu był, nie mógł się teraz wycofać. Kiedy blondynka wróciła do salonu, niosąc na tacy herbatę i ciasteczka, jej twarz przecinał pogodny, choć mało przekonujący uśmiech. Próbowała zamaskować silne emocje, które jej towarzyszyły, jednak Tyler rozgryzł ją bez trudu.
- A więc mówisz, że przysłał cię mój mąż? - zapytała Lisa, dmuchając na herbatę, by szybciej wystygła. Chłopak pokręcił przecząco głową.
- Tego nie powiedziałem - odparł stanowczo. - Przyszedłem z własnej woli, ale faktycznie w sprawie Rogera. Wiem o czymś, co dotyczy również pani i sądzę, że powinna pani dowiedzieć się o tym wszystkim.
- A tak właściwie, kim jesteś?
Brunet zawahał się. Miał nadzieję, że kobieta nie zada tego pytania, z drugiej strony było to do przewidzenia. Jedyna odpowiedź, jaka przychodziła mu do głowy, była brutalnie bezpośrednia. Oczami wyobraźni już widział zaskoczoną minę Lisy, jednak skoro faktycznie chciała poznać jego tożsamość, Tyler nie miał wyboru.
- Jestem jego synem - powiedział cicho i postanowił kontynuować, by kobieta nie zdążyła zadać mu kolejnego, kłopotliwego pytania. - Kilka tygodni temu poznałem Paige. Przyszła do naszego domu, by porozmawiać z ojcem. Choć nie mieli o tym pojęcia, przez cały czas ich podsłuchiwałem i dowiedziałem się rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałem. Przede wszystkim zrozumiałem, jakim Roger jest oszustem. Na własne uszy słyszałem, jak ten facet wmawiał Paige, że przez trzynaście lat nie wiedział o moim istnieniu, ale to bzdura. Wielokrotnie byłem świadkiem jego rozmów z moją mamą, jej desperackich prób zwrócenia na nas jego uwagi. Słyszałem, jak ją zbywał. Traktował ją, jak obcą osobę, choć przez parę ładnych lat byli parą.
- Mówisz, że ile ty masz lat? - zapytała Lisa, kalkulując w myślach. Tyler uśmiechnął się serdecznie. Było mu jej szkoda.
- Roger zdradzał panią przez kilka lat - mówił dalej. - Potrafię to zrozumieć, bo jeśli była pani dla niego najważniejsza, to miał prawo zrobić wszystko, by ratować wasze małżeństwo. Nie wiem tylko, jakim trzeba być człowiekiem, by traktować moją matkę, jak powietrze. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Kiedy miałem trzynaście lat, moja matka zachorowała na raka. To ja namówiłem ją, by skontaktowała się z Rogerem. Miałem nadzieję, że nam pomoże, bo sami nie mieliśmy nawet pieniędzy na leczenie. Prosiła go, błagała, ale on był niewzruszony. Zachował się jak skończony egoista i nigdy w życiu mu tego nie wybaczę. Kiedy moja matka przegrała nierówną walkę z chorobą, Rogera ruszyło sumienie. Zostawił panią i Paige nie przez jej problemy z narkotykami, lecz przez to, że nagle zachciało mu się być dobrym tatusiem dla jedynego syna. Nie interesuje mnie jego życie, jego problemy i to, czy chce być moim ojcem, czy nie. Ja nawet nie potrafię go tak nazwać! Nie mogę znieść tego, że w tak perfidny sposób oszukał najbliższe sobie osoby - panią, Paige, moją matkę... Podejrzewam, że ta lista ciągnie się w nieskończoność. Kilka razy przyłapałem go, jak przeglądał wasze zdjęcia sprzed lat. Nie wiem, czy on nadal panią kocha, mam jednak nadzieję, że nigdy mu pani nie wybaczy. Ten facet nie zasługuje na taką kobietę i oczywiście zrobi pani, co zechce, jednak ja radziłbym raz na zawsze zamknąć ten rozdział w pani życiu.
Brązowooki wstał z miejsca, a Lisa szybko zrobiła to samo.
- Przepraszam, że zająłem pani tyle czasu - powiedział Tyler. - Być może to spotkanie było potrzebne tylko mi i być może dla pani nie miało ono żadnego znaczenia, jednak mimo wszystko wierzę, że postąpi pani słusznie.
- Poczekaj chwilę - nakazała blondynka, nie przestając się uśmiechać, choć przez chwilę nastolatek odnosił wrażenie, że w jej oczach zalśniły łzy. Kobieta wzięła do ręki telefon i z pamięci wybrała numer męża. Kiedy po drugiej stronie odezwał się głos, Lisa spojrzała na swojego gościa porozumiewawczo. Zależało jej na tym, by przysłuchał się tej rozmowie. - Witaj, Roger. Przez ostatnie lata udawałam, że przechodzimy mały kryzys i że po pewnym czasie uda nam się wszystko naprawić. Byłam głupia i naiwna. Przez cały ten czas usprawiedliwiałam cię i kochałam. Do dzisiaj. Rozumiem, że w małżeństwach różnie się dzieje i najmniej w tym wszystkim boli mnie to, co mi zrobiłeś, ale na Boga, jak mogłeś tak skrzywdzić swoje dzieci i matkę swego syna? Od tego momentu jesteś historią, do której nie chcę wracać. Przekreślam nas na zawsze. Chcę, byś żył ze świadomością, że to ty zniszczyłeś wszystko, co mieliśmy. Żegnam.
Kobieta rozłączyła się i cisnęła telefon na kanapę, kryjąc twarz w dłoniach. W pierwszej chwili Tyler nie wiedział, jak powinien się zachować, jednak zaraz potem zrobił to, co wydawało mu się najwłaściwsze - podszedł do jasnowłosej i przytulił ją. Choć jeszcze przed chwilą zamierzał wyjść, teraz wiedział już, że powinien tu zostać. Wystarczyło jedno, krótkie spotkanie, by polubił kobietę, której teoretycznie nie powinien darzyć sympatią - jego matka właśnie z Lisą przegrała walkę o serce Rogera. Mimo to, Tyler chciał być przy niej w tych trudnych chwilach. W pewnym sensie był jej to winien, ponieważ gdyby nie on, Lisa nie płakałaby dzisiaj tak bardzo.
***
,,Potrzebujesz kogoś, kto kocha cię całym sercem i kto zrobi dla ciebie wszystko. Obaj wiemy, że masz taką osobę. Idź do niej, przytul ją mocno i obiecaj, że nigdy więcej nic was nie rozdzieli. Zrób to dla mnie. Chcę wiedzieć, że znowu jesteś szczęśliwy - powiedział Austin.''
Josh analizował słowa przyjaciela, chcąc upewnić się, że to, co planował zrobić, było słuszne. Kiedy usłyszał wyznanie Austina, niemal natychmiast zrozumiał, że od samego początku wiedział, gdzie jest jego miejsce. Dlaczego tak długo zwlekał? Mimo niepewności, niebieskooki nie dopuszczał do siebie myśli, że może jest już za późno, by nadrobić stracony czas. Nie było dnia, aby nie zastanawiał się, co u niej słychać. Codziennie chciał ją zobaczyć, dotknąć, posłuchać jej głosu i ujrzeć, jak uroczo się uśmiecha. Skoro tak bardzo mu jej brakowało, dlaczego tak skrupulatnie odrzucał każdy jej telefon i unikał kontaktu? Może dlatego, że w głębi duszy wiedział, że na nią nie zasługiwał? Dopiero teraz zaczął się zastanawiać, dlaczego ona przez cały czas tak bardzo chciała z nim porozmawiać i tak bardzo się nim przejmowała. A może tak mu się tylko wydawało? Może kobieta dzwoniła tylko po to, by nawrzucać mu wreszcie za jego szczeniackie zachowanie? Mężczyzna westchnął, po czym zdjął kaptur z głowy, wchodząc na klatkę schodową. Pokonując kolejne stopnie, czuł, jak jego serce zaczyna bić coraz szybciej. Teraz, kiedy miał ostatnią chwilę, nim będzie mógł znów spojrzeć w jej oczy, po raz kolejny przywołał w pamięci słowa Austina. Wybranka jego serca faktycznie od samego początku gotowa była zrobić dla niego absolutnie wszystko. Była przy nim, kiedy nie wiedział, co robić. Wspierała go, kiedy tak bardzo wstydził się prosić o pomoc. Czy go kochała? Być może zaraz się przekona.
Niebieskooki zapukał do drzwi i odczekał chwilę. Kiedy usłyszał jej kroki, poczuł, że emocje dopiero teraz sięgnęły zenitu. Złapał oddech. Teraz albo nigdy. Gdy otworzyła drzwi i wyjrzała na niego zza progu, stres przestał odgrywać rolę. Josh spojrzał jej głęboko w oczy, jakby na ich dnie był ukryty skarb, a następnie zabrał głos.
- Zanim cokolwiek powiesz, pozwól, że przede wszystkim cię przeproszę - zaczął Hartley. - Skrzywdziłem cię, choć wcale nie chciałem, aby tak wyszło. Zawiodłem twoje zaufanie i złamałem ci serce. Zrozumiem, jeśli nie będziesz potrafiła zapomnieć tego, co się stało, jednak jestem tu, by prosić o wybaczenie.
Zapadła cisza, której przez dłuższą chwilę nie zakłócił żaden dźwięk. Właśnie wtedy przed oczami Josha stanął obraz z przeszłości, który pamiętał tak, jakby miał on miejsce wczoraj.
Josh Hartley
obudził się na podłodze w mieszkaniu Vanessy, zlany potem i oddychający
wyjątkowo niespokojnie. Odczuwał zbliżające się zagrożenie, pomimo, iż obrazy,
jakie widział we śnie, powoli zaczynały go opuszczać. Kiedy zapaliło się
światło, niebieskooki aż się wzdrygnął.
- Spokojnie, to
tylko ja! - powiedziała dziewczyna gwałtownie, nie wiedząc, jak się zachować.
Po raz pierwszy w życiu widziała Josha w takim stanie. Podeszła bliżej i
pochyliła się nad nim, ostrożnie kładąc dłoń na jego barku. - Wszystko w
porządku?
Mężczyzna
pokręcił przecząco głową, po czym wgramolił się z powrotem na kanapę. Teraz
jego twarz była blada, a oczy niemal bez przerwy były szeroko otwarte.
- Miałeś zły sen?
- zapytała Vanessa, siadając obok niego. Choć mogło to się wydawać dziwne, że
taki kawał faceta, jakim był Hartley, tak mocno przeżywa jakieś głupie nocne
wizje, jednak jej wcale nie było do śmiechu. Byłaby skończoną idiotką, gdyby w
takim momencie próbowała się z niego nabijać. - Chodź - szepnęła, wstając z
kanapy i podając mu rękę, którą brunet chwycił bez wahania.
Poszli razem do jej sypialni.
Mężczyzna bez wahania położył się, a dziewczyna przykryła go kołdrą i już po
chwili zajęła wolne miejsce obok niego. Przytuliła się do niego najmocniej, jak
tylko potrafiła.
- Tylko nie wyobrażaj sobie za dużo
- nakazała żartobliwie, po czym oboje zamknęli oczy.
Zrobili to na próżno, bo i tak
oboje byli w zbyt wielkim szoku, by ponownie zasnąć.
Od samego początku gotowa była zrobić dla niego wszystko. Poświęcała czas i energię, by być jego podporą w kryzysowych sytuacjach. Z głębokiego zamyślenia wyrwał go jej głos.
- Jestem ostatnią osobą, która mogłaby cię oceniać - powiedziała Vanessa, przyglądając mu się z uwagą. - Kilka miesięcy temu pewien mężczyzna zdradził ze mną swoją żonę. Nic do niego nie czułam, on do mnie też nie. Miał gorszy moment, a ja nie myślałam wtedy racjonalnie, bo i u mnie nie działo się najlepiej. Choć on i jego żona ucierpieli na tym, jestem pewna, że któregoś dnia uda im się do siebie wrócić. On ją kocha i wiem, że ona czuje to samo, choć ją skrzywdził. Nie ma dnia, żebym nie chciała cofnąć się do dnia, w którym spędziłam z nim noc i podjąć inną decyzję. Do końca życia będę żałować tego, co zrobiłam i wiem, że ty również będziesz się z tym męczył. Myślę, że wyrzuty sumienia zabijają cię od środka. Jesteś w tej samej sytuacji, co facet, z którym spędziłam wtedy noc. Mówi, że jest inaczej, ale ja dobrze wiem, że nadal jedyną kobietą, o której myśli, jest jego żona. Któregoś dnia do niej wróci, bo tęsknota nie pozwoli mu dłużej bez niej żyć. Sądzę, że ty też zrozumiałeś, że tak naprawdę ważna jest dla ciebie kobieta, którą zdradziłeś, a nie ta, z którą miałeś romans. Inaczej nie stałbyś tu dzisiaj przede mną.
- I co teraz zrobimy? - zapytał Josh, nie mogąc określić, czy Vanessa chce dać mu drugą szansę, czy nie. Niepewność sprawiała, że zaczynał się coraz bardziej niepokoić.
- Proponuję zapomnieć o tym, co się stało, skoro dla nas dwojga nie miało to większego znaczenia. Żyjmy tak, jak wcześniej i dbajmy o to, by już nigdy więcej nikt ani nic nie zniszczyło nam tego, co mamy.
- Propozycja nie do odrzucenia - przyznał. - Vannie, tak strasznie cię przepraszam...
- Mam jeszcze jedną propozycję - powiedziała, podchodząc bliżej i kładąc mu palec na ustach. - Zamknij się wreszcie i mnie pocałuj. Wystarczająco długo na ciebie czekałam.
Przez chwilę mężczyzna nie był pewien, czy Vanessa mówi poważnie. Zanim tu przyszedł, dopuszczał do siebie nawet to, że dziewczyna może zrobić mu awanturę i odprawić z kwitkiem. Teraz znów mógł posmakować jej ust, rozkoszować się miękkością jej skóry, tonąć w jej prześlicznych oczach. Brzmiało to jak sen i Hartley nadal bał się, że za chwilę zostanie z niego wybudzony.
Kobieta, widząc jego wątpliwości, jako pierwsza wykonała krok do przodu. Kiedy go pocałowała, oboje poczuli się tak, jakby dotknęli nieba. Po chwili Josh zrozumiał, że to wszystko dzieje się naprawdę, co dodało mu odwagi. Podniósł ją, ani na moment nie rozdzielając dwóch spragnionych ust. Po omacku odnalazł drzwi do jej mieszkania, po czym wniósł ukochaną do środka i zamknął za sobą drzwi prowadzące do raju - a w każdym razie dla nich nie istniało piękniejsze miejsce, niż to, w którym tak naprawdę zakochali się w sobie i w którym dzisiaj zaczynają nowy rozdział w swoim wspólnym życiu.
***
***
Hej Kochana:* bardzo się ciesze, że zdałaś egzaminy próbne. Trzymałam mocno kciuki za Ciebie i jak widać pomogło :) a rozszerzoną matematyką się nie przejmuj. Teraz przynajmniej wiesz czego musisz się jeszcze poduczyć i już na tych majowych egzaminach będzie sto razy lepiej, zobaczysz. Chociaż domyślam się, że stres przed samymi egzaminami był ogromny. Nie martw się ja miałam dokładnie tak samo. Ale jak to mówią "pierwsze koty za płoty" i nie ma się co stresować na zapas. Mam nadzieję, że matura majowa pójdzie jeszcze lepiej i wyniki na niej uzyskane będą Cię w pełni zadowalać, czego naprawdę Ci życzę :)
OdpowiedzUsuńDzisiaj wstęp króciutki, bo chyba nic więcej nie miałam w nim do powiedzenia. Zabieram się za tą właściwą część, czyli czytanie i komentowanie. Austin jest niesamowity. Nie spodziewałam się po nim takiej reakcji. Rozstanie z Paige przyjął ze stoickim spokojem, zupełnie tak, jakby już dawno się z tym pogodził, jakby od początku wiedział, że tak właśnie się stanie. Nigdy nie darzyłam go jakąś szczególną niechęcią. Uważam, że jest naprawdę świetnym facetem, ma po prostu pecha do kobiet. Najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że nachodzą go takie myśli. Nigdy nie chciałabym myśleć, że ktoś kogo kocham należy do kogoś innego, tak samo przykry jest fakt, że Austin traktuje siebie jako chwilowego pocieszyciela dla Paige, bo po powrocie Josha stało się dokładnie to co przewidział. To, jak potraktował Josha było dla mnie wręcz szokujące. Gdybym to ja była na jego miejscu pewnie nie umiałabym wybaczyć takiej krzywdy, nawet najlepszemu przyjacielowi. Austin jest naprawdę dobrym człowiekiem i mam nadzieję, że ta dobroć kiedy zostanie mu wynagrodzona :)
Zadziwiające jest w tym wszystkim to, że Isabel tak szybko odnalazła wspólny język z Tylerem. Wystarczyło praktycznie kilka spotkań i szczerych rozmów, które sprawiły, że stali się sobie naprawdę bliscy. Taka relacja szczególnie dobrze zrobi Isabel, która od pewnego czasu czuła się naprawdę samotna. Widać, że przyjaźń z Tylerem sprawia, że się uśmiecha i choć na chwilę zapomina o wcześniejszych zmartwieniach. Można by stwierdzić, że na kogoś takiego czekała od bardzo dawna. To dobrze, że Tyler namawia Isabel do tego, by zawalczyła o dobre relacje z ojcem. Jeśli ona sama tego nie zrobi, to Peter tym bardziej nie wyciągnie do niej pomocnej dłoni, co ostatnio robi niemalże bez przerwy. To smutne, że Tyler nie ma z Rogerem najlepszych relacji. Moim zdaniem jest zwyczajnie rozżalony. Ojciec pojawił się znikąd w jego życiu, pewnie chciał mieć w miarę poprawne relacje z synem, a Tyler zwyczajnie przekreślił go na starcie. Jego zdaniem już jest za późno na odbudowywanie relacji. Ciekawi mnie, dlaczego zdecydował się na spotkanie z matką Paige... w jakimś sensie Tyler na pewno dobrze postąpił. Sprawił, że Lisa przestała się łudzić, że mąż jeszcze do niej wróci i uda im się nadgonić stracone lata. Faktycznie, trzeba nie mieć serca, żeby nie pomóc chorej kobiecie. Nawet się nie zainteresował nią, kiedy jej stan był naprawdę zły. To jest naprawdę podłe, tym bardziej, że kiedyś jednak coś łączyło Rogera i Monicę. Ja też uważam, że Lisa dobrze postąpiła. Teraz może zacząć nowe życie, już bez Rogera i jego kłamstw. Oby jeszcze zaznała w życiu szczęścia :)
Nie ukrywam, że jestem trochę rozczarowana. Nie tego się spodziewałam, ale znów z przykrością przyznaję, że i tak nie mam wpływu na to, co się dzieje w tej historii. Już kiedyś mówiłam, że kupuję wszystko co tylko napiszesz, ale nie będę ukrywać, że spodziewałam się powrotu Josha do Paige, a nie do Vanessy. Jakoś nie potrafię nic więcej od siebie napisać, przynajmniej na chwilę obecną. Możliwe, że później coś napiszę, kiedy już dojdzie do mnie to co przeczytałam i jakoś to sobie przeanalizuję :) widzisz, właśnie takie emocje wzbudza we mnie ta historia. Więcej takich poproszę :)
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział, buziaki :*
Jeszcze raz gratuluję zdanych matur! :* Od początku wiedziałam, że niepotrzebnie się stresujesz, bo zdolna z Ciebie istota. Rozszerzoną maturą z matematyki się nie przejmuj. Do maja masz jeszcze dużo czasu, aby poduczyć się! :)
OdpowiedzUsuńA teraz zabieram się za czytanie odcinka! :*
Uwielbiam tą piosenkę! I to bardzo, bardzo! Dawno jej nie słuchałam. Dziękuję za przypomnienie mi o niej! :*
Boskie wspomnienie. Chwyciło mnie za serce. Austin nie jest złym mężczyzną i pewnie, gdyby nie było Josha, to uważałabym go za idealnego partnera dla Paige. Ale jest Josh. I mimo iż, uśmiechałam się czytając ten fragment, to jednak dalej nie mogę się przekonać do tej dwójki. Piękna gra słów, Kochana. Cudownie to opisałaś.
Wreszcie! Nareszcie widzę dwójkę dorosłych mężczyzn, którzy zamiast obrażać się nawzajem czy bić, postanowili porozmawiać! Cieszę się, że tak to rozegrałaś, naprawdę. Przywróciłaś mi wiarę w mężczyzn. :-) Wracając do ich rozmowy, to nie jestem tak do końca przekonana, że ta cała sytuacja nie wpłynie na ich relację. Jakby nie było Austin został zraniony i nadal kocha Paige. Więc będzie musiało upłynąć dużo czasu, aż znowu będą czuć się komfortowo we własnym towarzystwie. Mam nadzieję, że Josh pobiegł do Paige! Innej opcji nie przyjmuję.
Chcę wierzyć, że nareszcie Isabella znalazła chłopaka, który podaruje jej wszystko to na co zasługuje. To dobra dziewczyna, która trochę się pogubiła. Nie wiem, czy ucieczka jest dobrym wyjściem, ale jeśli oboje czują, że to jest to, czego potrzebują, to niech wyjadą. :) Byle byli szczęśliwi.
Jestem bardzo ciekawa rozmowy Tylera z Lisą!
Coldplay <3 <3 <3
Takie oczyszczające rozmowy są potrzebne, aby ruszyć do przodu. Czasami warto wyrzucić coś z siebie, zamknąć niedomknięte drzwi i raz na zawsze przestać dusić się problemami z przeszłości. Teraz Tyler i Lisa mogą zrobić krok ku przyszłości, w której nie ma miejsca dla Rogera. Facet sam na własne życzenie stracił to, co w życiu jest najważniejsze - rodzinę.
Kocham Bruno Marsa bezapelacyjnie! A w połączeniu z Twoim opowiadaniem... Wybuchowa mieszanka! :**
Nie wiem, co mam napisać. Nie tego się spodziewałam. Naprawdę wierzyłam, że Paige i Josh mają szansę. Taka miłość zdarza się tylko raz, prawda? Najwidoczniej ta ich nie była tą prawdziwą i jedyną, na którą czeka każdy człowiek na świecie. Chcę wierzyć, że przy Vanessie Josh zazna szczęścia. Chyba nic więcej nie jestem w stanie napisać. Nadal jestem zaskoczona.
Cudowny odcinek, Słońce! Boskie opisy. Widać, że bardzo się napracowałaś przy tej części. Wszystko dopracowałaś do perfekcji. Czekam na kolejną nowość! Całuję:*
Zastanawiałam się od czego zacząć i w końcu doszłam do wniosku, ze najlepiej komentować od początku. Wtedy wszystko jest poukładane i jasne.
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment. To wspomnienie było słodkie i urocze, jednak fakt, że to przyszłość i takie chwile już nie wrócą, sprawił, że było to smutne. Żal mi austina, bo widać, że ona naprawdę kocha Paige. Uważa, że ona go nie, że bł dla niej tylko pocieszeniem, jednak ja nie jestem tego taka pewna. Kobieta wielu sytuacjach pokazała, że go kocha. Nawet wtedy gdy wrócił Josh. Nie sądzę, żeby tak łatwo można było udawać miłość. Coś na pewno do niego czuła i może cały czas czuje. To co między nimi zaczęło się burzyć, chyba dlatego, że Paige go zdradziła. Ale co będzie dalej miedzy nimi? Nie wiem i jestem tego bardzo ciekawa.
Nie sądziłam, że Austin spotka się z przyjacielem. Nie dziwię się, że Josh był zaskoczony słowami Austina. Tak łatwo oddał Paige i na dodatek nie ma do nikogo pretensji. W sumie racja, że to on pierwszy zaczął, ale uważał, że Josh nie żyje, więc nie jest niczemu winny.
Drugi i trzeci fragment. Znowu mnie zaskoczyłaś, bowiem myślałam, że Tyler to tylko przypadkowy bohater tego opowiadania, ale jednak ma tu dużo znaczenie. Dobrze, że spotkał na swojej drodze Isabel. Dziewczyna wreszcie znalazła prawdziwego przyjaciela, który tak bardzo był jej potrzebny. Po tym krótkim fragmencie można stwierdzić, że naprawdę się rozumieją i są ze sobą szczęśliwi. To cudowne, że dziewczyna wreszcie znalazła ukojenie. Bo chyba tak to można nazwać. Może coś się między nimi zrodzi? Jakieś większe uczucie? Zwłaszcza, gdy zamierzają uciec.
Dobrze, że chłopak poszedł do matki Paige. W końcu poznała prawdę o mężu i przestała się zadręczać myślami, że to jej wina i przestała mieć nadzieję, że wróci. Dobrze, że do niego zadzwoniła i to co mu podziałała, spodobało mi się. Chyba jest silną kobitą. Takie odniosłam wrażenie.
Ostatni fragment. Szczerze, to od początku czułam, że Josh nie pójdzie do Paige. To wydawało się zbyt proste. Ale muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona. W końcu tyle razem przeszli, tak bardzo się kochali, a teraz? Trochę to dziwne i smutne. Ale z drugiej strony cieszę się, że poszedł do Vanessy. Od początku ją lubiłam i zasłużyła na szczęście i miłość Josha. Ten fragment był kochany i uroczy. Dobrze, że od razu mu wybaczyła. Tak jakoś ten moment, gdy wziął ją na ręce najbardziej mi się spodobał. Nie wie m czemu, ale jakoś tak do mnie przemówił. Takie szczęście z niego wypływa. ;)
Może teraz będzie jakaś szansa dla Austina i Paige? Tylko niech Austin dowie się, że Josh poszedł do innej kobiety.
Jestem bardzo ciekawa co będzie się dalej działo. Nie mogę doczekać się nowego rozdziału! :)
Zostały tylko 3 dni do świąt, dlatego życzę Ci wesołych świat, spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze, dużo weny i wolnego czasu oraz szczęśliwego Nowego Roku! <3 Ach, no i bogatego gwiazdora! ;)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :*
www.marzenia-duszy.blogspot.com