28 grudnia 2013

25. ,,Dzisiaj zaczynamy żyć''

Witam, po raz ostatni w 2013 roku! :)
Mam nadzieję, że Święta były dla Was cudownym czasem spędzonym w gronie najbliższych osób. Naładujcie dobrze akumulatory, bo znając życie 2014 rok postawi przed nami niejedno wyzwanie. Trzeba być silnym i walczyć o swoje, co by się nie działo.
Cieszę się, że Mine Again mam już oficjalnie napisane i skończone, bo z czasem na tworzenie jest u mnie coraz gorzej. Mam rozdziały na kilka tygodni, a co będzie później - zobaczymy. Od niepamiętnych czasów tkwię na nowej historii w martwym punkcie, więc nie mogę obiecać, że po ukończeniu Mine zobaczymy się od razu w nowym miejscu (choć postaram się, aby tak było, ale matura rządzi się swoimi prawami niestety...).
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie Wam do gustu! Za wszystkie opinie z góry baaardzo dziękuję :)
Wybawcie się na Sylwku, bez względu na to, gdzie i z kim go spędzacie. W końcu trzeba godnie powitać Nowy Rok, prawda?
Do napisania w przyszłym roku! :)
***
Kelly Clarkson - Already Gone

Tej nocy miała sen, jeden z najpiękniejszych w jej życiu. Kiedy otworzyła oczy, cudowne wizje, którymi mogła rozkoszować się jeszcze przed momentem, nagle zaczęły się ulatniać, choć tak bardzo chciała, aby nie opuścił jej tak błogi nastrój. Jej prośby zostały wysłuchane, bo choć po minucie nie pamiętała już absolutnie nic ze swojego snu, na jej twarzy nadal gościł uśmiech od ucha do ucha. Nic dziwnego, skoro u swego boku odnalazła mężczyznę, przy którym pragnęła budzić się codziennie. Przyglądał się jej swymi dużymi, niebieskimi jak ocean oczami, po czym uśmiechnął się i odwrócił wzrok, jakby nie do końca dowierzając, że to wszystko dzieje się naprawdę. Dla niej również była to całkiem nowa sytuacja - mogli być razem, choć dotychczas na każdym zakręcie czekała na nich pułapka. To tak, jakby urodzili się na nowo, jako ludzie, którzy mogą wszystko. Nie mieli niewygodnej przeszłości, która uniemożliwiałaby im spotykanie się ze sobą i wspólne budowanie przyszłych lat. Świat otwierał na nich swe ramiona, stawiając jeden warunek - muszą trzymać się razem, bo jeśli kiedykolwiek się rozdzielą, utracą szczęście, w którym dziś mogli tak bezkarnie się rozsmakowywać.
- Uszczypniesz mnie? - zapytała Vanessa po chwili. - Trudno mi uwierzyć, że to wszystko prawda.
- Wiem, co czujesz - odparł Josh. - Dawno nie spało mi się tak dobrze, jak dzisiaj.
- Mam na ciebie niezły wpływ - powiedziała, trzepocząc rzęsami. - A teraz, skoro mamy już powitanie za sobą, może porozmawiamy o konkretach?
- To znaczy? - spytał ze zdziwieniem, jednak nadal nie przestawał się uśmiechać. - Tylko błagam, nie zaczynaj znowu tematu mojej terapii. Wiesz dobrze, że nie lubię o tym gadać.
- Nie miałam takiego zamiaru - odrzekła szczerze. - Po prostu, jako właścicielka tego mieszkania, chciałam się dowiedzieć, kiedy zamierzasz przywieźć tu resztę swoich rzeczy.
- Czy ja dobrze rozumiem? Tak niezależna dziewczyna, jak ty, nagle chce się ustatkować?
- Skąd! - prychnęła. - Po prostu w każdym domu przyda się ktoś, kto umie wymienić żarówkę, czy naprawić zlew. Ja się do tego kompletnie nie nadaję.
- A więc oferujesz mi pracę?
- I to na pełen etat - Vanessa poruszyła brwiami w zabawny sposób, co automatycznie skojarzyło się Hartleyowi z pewną osobą. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, czy pomysł, na jaki wpadł, jest rzeczywiście słuszny. Ostatecznie postanowił pójść na żywioł.
- Nie chciałabyś może poznać mojej córki? - zapytał wprost. Kiedy na twarzy ukochanej zauważył zaskoczenie, na moment pożałował, że nie zatrzymał tej idei dla siebie. - Oczywiście nie musisz, po prostu...
Nie zdążył dokończyć zdania, bo właśnie wtedy poirytowana lekko Vanessa pocałowała go w usta.
- Sądziłem, że to był mój sposób na uciszanie ciebie - rzekł, drapiąc się po głowie.
- Musiałam - wyjaśniła. - Jestem po prostu w szoku, że proponujesz mi coś takiego. I jest to pozytywne zaskoczenie, uwierz mi. Nie sądziłam, że traktujesz mnie aż tak poważnie.
- Zwariowałaś?
- Daj mi dokończyć, chyba, że planujesz zamknąć mi usta tak, jak ja tobie przed chwilą, to co innego - powiedziała Vanessa, a Hartley uśmiechnął się promiennie. - Z przyjemnością poznam Adrianę, naprawdę.
- Już? - zapytał chłopak.
- Ale co? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
- Czy mogę już cię uciszyć?
Vannie uśmiechnęła się, zamknęła oczy i wydęła usta, czekając na pocałunek, jednak upragniona chwila nie nastąpiła. Kiedy zniecierpliwiona kobieta rozchyliła powieki, na twarzy niebieskookiego gościł niepokój, którego jeszcze przed momentem na próżno było szukać. Były żołnierz wstał z łóżka i zaczął krążyć po pokoju, jak zjawa, co widocznie było jego sposobem na uspokojenie się.
- Co cię gryzie? - spytała w końcu Vanessa.
- Nic - odparł nieszczerze, po czym uśmiechnął się, chcąc nieco poprawić atmosferę. - Zaraz wracam, muszę tylko do kogoś zadzwonić.
Partnerka Josha była wyrozumiała, co dla niego było niczym błogosławieństwo. Wyszedł do drugiego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Na stole odnalazł swoją komórkę i przez chwilę układał sobie w myślach zdanie, które powinien wypowiedzieć, a które wcale nie przychodziło mu z łatwością. Pomysł przedstawienia sobie obu pań, które kochał całym sercem, tylko na początku wydawał mu się pozbawiony jakichkolwiek wad. Dopiero po chwili dotarło do niego, że umówienie spotkania wiązało się ze skontaktowaniem się z Paige, choć dotychczas sądził, że dla nich wszystkich najlepsze będzie odizolowanie się od siebie. Za żadne skarby świata nie zrezygnuje jednak z kontaktu z Adrianą, więc siłą rzeczy nadal będzie musiał widywać się z Paige. Mężczyzna westchnął i w końcu wybrał jej numer, a kiedy po drugiej stronie zabrzmiał jej głos, jego serce niemal wyskoczyło mu z piersi i ciężko mu było określić, czy była to reakcja pozytywna, czy wręcz przeciwnie.
- Cześć, Paige - zaczął, przełykając ślinę. - Chciałem tylko zapytać, czy mógłbym spędzić to popołudnie z córką.
- Nawet nie musisz pytać - odpowiedziała ciemnowłosa, a jej głos był naładowany entuzjazmem i radością, jakby telefon od dawnego narzeczonego, był dla niej bardziej wartościowy, niż wygranie głównej nagrody w jakimś konkursie. - Może być siedemnasta?
- Będę czekał w parku - skwitował Hartley i rozłączył się, nadal mocno zdziwiony sposobem, w jaki zareagowała Paige na kontakt z nim.
Niebieskooki odłożył komórkę na blat i wrócił do sypialni, gdzie czekała na niego Vanessa. Kiedy powitała go przyjaznym wyrazem twarzy, jego wątpliwości zbladły, choć nie mógł niestety powiedzieć, że zniknęły całkowicie.

***

Nawet, gdyby ktoś przewiązał jej oczy nieprześwitującą opaską, bez trudu znalazłaby drogę, prowadzącą w to miejsce. W ciągu ostatnich miesięcy to tutaj spędzała najwięcej czasu, to tu przychodziła, by się wypłakać ze smutku, albo z radości i wzruszenia. Ze wszystkim tym, co przeżywała, chciała dzielić się z Angelo, którego w pewnym momencie naprawdę zaczęła traktować jak swoje własne dziecko. Pielęgniarka, z którą Naomi rozmawiała za każdym razem, kiedy odwiedzała chłopca w szpitalu, wielokrotnie ostrzegała ją, że może kiedyś pożałować, że tak mocno przywiązała się do Angelo, jednak jasnowłosa nie brała tych słów na poważnie - do teraz. Tej nocy właściwie nie zmrużyła oka, przez cały czas myślała tylko o jednej z najbardziej dramatycznych chwil w jej życiu, która miała zaraz nadejść. Chłopczyk był oczywiście zbyt mały, by cokolwiek jej odpowiedzieć, lecz dla Naomi to wcale nie była pozytywna informacja. Może byłoby łatwiej przejść przez to wszystko, gdyby Angelo powiedział jej, że nie ma do niej pretensji, żalu? Zresztą, co za różnica, czy to powie, czy nie, skoro i tak wiadomo, że to właśnie poczuje, kiedy zorientuje się, że Naomi nigdy więcej go nie odwiedzi? Za jakiś czas na pewno zapomni o tym, że kiedykolwiek była obecna w jego życiu, ale teraz... Blondynka zacisnęła powieki, nie chcąc rozpłakać się na oczach wszystkich, którzy przemierzali korytarz, w którym stała. Przypomniała sobie, jak któregoś razu pielęgniarka wyznała jej, że Angelo może traktować Naomi, jak matkę, ponieważ to ona spędza z nim najwięcej czasu. To były słowa, których dziewczyna nigdy nie zapomni, bez względu na to, co się stanie później. Przez chwilę czuła, że jej marzenie o posiadaniu dziecka, ma szanse się ziścić, więc choć jej serce krwawi teraz, to może powiedzieć z czystym sumieniem, że była szczęśliwa. Dziś rezygnowała z planów, jakie snuła w swojej głowie przez ostatnich parę miesięcy, jednak wiedziała już, że nie ma innego wyjścia. Teraz, kiedy decyzja została już przez nią podjęta, przyszła, by się pożegnać.
- Naomi? - odezwał się kobiecy głos, który Knight rozpoznała bez trudu, nawet nie patrząc w stronę pielęgniarki. - Wiedziałam, że tak go nie zostawisz.
- Słucham? - zapytała zdezorientowana blondynka.
- Nie było cię tu przez kilka dni. To do ciebie nie podobne - odparła kobieta, po czym uśmiechnęła się serdecznie. - Martwiłam się, ale najważniejsze, że jednak wróciłaś. Ani przez chwilę nie wierzyłam w to, że mogłabyś tak po prostu zrezygnować z Angelo.
- Szczerze mówiąc, właśnie po to przyszłam - rzekła Naomi cicho, wstydząc się tych słów. Jeszcze przed momentem nie spodziewała się, że wyznanie prawdy będzie dla niej aż tak upokarzające i bolesne.
- Nie wierzę... - pielęgniarka pokręciła głową, a na jej minie malował się zawód. - Po tym wszystkim, co razem przeżyliście, teraz tak po prostu się wycofujesz?
- Nie oceniaj mnie - powiedziała Knight, a jej policzki zapłonęły. - Mam do ciebie ostatnią prośbę. Proszę, pozwól mi się z nim pożegnać. Chcę po raz ostatni wziąć go na ręce.
Kobieta spojrzała na Naomi z niechęcią, jednak po chwili postanowiła się zgodzić. Jasnowłosa weszła do sali, w której leżał chłopczyk. Do tej pory mały spał, jednak od razu, kiedy wyczuł jej obecność przy swoim łóżeczku, otworzył oczy i spojrzał na nią, a przez jego maleńką twarzyczkę przemknął uśmiech. Nie płakał, choć jego sen został właśnie zakończony. Patrzył na Naomi z zaciekawieniem. Choć miał dopiero kilka miesięcy, kto wie, może serduszko pozwalało mu zrozumieć każde słowo blondynki?
- Zrobiłabym wszystko, by do końca życia móc obserwować twój uśmiech i te twoje wielkie oczy, przyglądające mi się z taką ufnością - szepnęła Knight. - Stałeś się częścią mojej codzienności. Dla mnie nie było dnia, w którym choć przez chwilę nie myślałabym o tobie. Od początku wiedziałam, że któregoś dnia będę mogła nazwać cię swoim synkiem. Bywało, że przestawałam kontrolować swoje myśli i zapędzałam się w przyszłość, wyobrażając sobie ciebie za kilka lat. Twoje pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze sukcesy w szkole i pierwsza uwaga w dzienniczku, pierwsza rozbita szyba podczas gdy w piłkę w ogrodzie, pierwsze zauroczenie. Teraz wiem, że popełniłam błąd, wierząc naiwnie, że nic nam nie przeszkodzi, byśmy stworzyli prawdziwą rodzinę, na którą zasługujesz. Kiedy zrozumiałam, że nie mogę dać ci tego, co chciałabym ci ofiarować, nadszedł czas, by pożegnać wszystkie nadzieje, jakie z tobą wiązałam. Nigdy przedtem nie czułam tak wielkiego rozczarowania i bólu. Chciałabym, aby było inaczej, ale nie mogę nic zrobić, abyśmy mogli być razem, jako matka i dziecko. Starałam się, najlepiej jak tylko mogłam, ale poległam. Chciałam cię za to przeprosić. Być może za jakiś czas zapomnisz o moim istnieniu i o tym, że chociaż przez chwilę byłam obecna w twoim życiu. Nie chciałabym, abyś kojarzył mnie jako bezduszną kobietę, która najpierw coś ci obiecała, a potem nie dotrzymała słowa. Właśnie dlatego będzie lepiej, jeśli zakończymy dzisiaj naszą historię raz na zawsze - Naomi zrobiła pauzę, z trudem powstrzymując samą siebie od rozpłakania się jak dziecko. - Ty zapomnisz, ale ja będę cię pamiętać do końca swoich dni.
Blondynka przez chwilę zawahała się, jednak zaraz potem wzięła chłopca na ręce, mocno przytulając do swej piersi. Koniuszkami palców głaskała go po główce, coraz gęściej pokrytą ciemnymi włoskami. Kiedy odkładała go z powrotem do łóżeczka, poczuła się tak, jakby jej serce było rozrywane na kawałeczki i jakby ta agonia nie miała się skończyć.
- Przepraszam - skwitowała szeptem, po czym najpierw opuściła salę, a potem szpital.

***

Tyler siedział w salonie, co jakiś czas przewracając oczami. Nie chciał tu być, jednak nie miał wyboru, ponieważ ojciec chwilę wcześniej kazał mu na niego zaczekać. Choć Roger był obecnie w innym pokoju, Tyler nie musiał go widzieć, by wiedzieć, co mężczyzna robi. Z pewnością pił, by jakoś uprościć swoje życie, coraz bardziej beznadziejne z każdą chwilą. Nie mylił się. Już po paru minutach Roger wrócił do salonu, a za nim ciągnął się nieprzyjemny zapach wódki i papierosów. Nastolatek był zdezorientowany, widząc ojca w takim stanie. Choć nie mógł wypowiadać się o nim w samych superlatywach, to jednak musiał przyznać, że kiedy zmarła jego matka, Roger stanął na wysokości zadania. Może nie był idealnym tatą, popełniał błędy, ale dał synowi dom, którego potrzebował i pieniądze, bez których nie przeżyłby. Najpierw przez kilkanaście lat udawał, że nie wie o istnieniu Tylera, jednak potem, gdy życie chłopca stanęło pod znakiem zapytania i został całkiem sam, Roger nie odwrócił się od niego. Dla nich obu cała ta sytuacja była bardzo skomplikowana i choć minęło parę lat, ich relacje nie uległy poprawie, a wręcz pogorszyły się. Tyler oddałby wszystko, by jego matka mogła odzyskać życie i być teraz obok niego.
Mężczyzna usiadł na kanapie naprzeciwko syna i zamknął oczy. Widać było, że był już wstawiony, zresztą przez ostatnie tygodnie picie było jego głównym zajęciem. Nastolatek znów przewrócił oczami, chcąc, aby ta rozmowa skończyła się, zanim się w ogóle zaczęła. Właśnie wtedy Roger spojrzał na niego, a na jego twarzy gościł głupawy uśmieszek.
- I co, jesteś z siebie zadowolony, szczeniaku? - zapytał.
- Nie będę z tobą rozmawiał w taki sposób - rzekł Tyler i wstał, jednak Roger zerwał się na równe nogi i pchnął syna z powrotem na kanapę, tak, że temu aż zakręciło się w głowie.
- Nigdzie nie pójdziesz, zanim mnie nie wysłuchasz - oznajmił stanowczo. - Nie widzisz, jak wiele mi zawdzięczasz? Dałem ci dach nad głową, pieniądze na opłacenie szkoły i dodatkowych zajęć, nieograniczone kieszonkowe i opiekę, a ty tak mi się odwdzięczasz? Poszedłeś do mojej żony, by nawygadywać jej jakieś głupoty. Na co ty liczyłeś? Na brawa?
- Na to, że może dzięki temu coś do ciebie dotrze - odrzekł chłopak. - Swoją drogą, niezła wyliczanka. Pieniądze na czesne, pieniądze na dodatkowe lekcje, pieniądze na ciuchy... Twoim zdaniem bycie ojcem polega na sponsorowaniu wszystkiego, tak?
- Teraz będziesz mnie jeszcze pouczał? Jakim prawem...
- Jakim prawem? - roześmiał się. - Kiedy byłem mały, mama opowiadała mi o tobie i mówiła, że któregoś dnia będziemy razem. Wiedziała, że będzie ciężko, ale do samego końca nie przestała w ciebie wierzyć. Zazdrościłem kolegom, którzy opowiadali, jak to świetnie się bawili ze swoimi starymi. Co ja miałem opowiadać? Więc czekałem latami, aż może w końcu się odezwiesz i przestaniesz olewać moją matkę, ale nie, ty wolałeś udawać, że jej nie znasz. Popełniłeś tyle błędów w swoim cholernym życiu, że owszem, mam prawo cię pouczać, staruszku - Tyler wstał z kanapy, a Roger szybko zrobił to samo, jednak tym razem nie zmusił syna siłą, by z powrotem usiadł. - Co tak patrzysz? Mowę ci odjęło? Chciałbyś, żebym zwracał się do ciebie z szacunkiem, nie? Tylko, że na wszystko w życiu trzeba sobie zasłużyć, a ty zasługujesz tylko na to, by wszyscy o tobie zapomnieli. Za jakiś czas Lisa i Paige nie będą w ogóle pamiętać o twoim istnieniu. Ulotnisz się.
- Dobra dobra - warknął Roger. - A może powiesz mi, po co w ogóle poszedłeś do mojej żony?
- Z nudów - odparł Tyler od niechcenia, co podziałało na ojca jak czerwona płachta na byka.
Mężczyzna poczuł, jak grunt pali się pod jego stopami. Stracił ostatnią szansę, by odzyskać Lisę, bo ten gówniarz postanowił to wszystko rozwalić dla zabawy? Łatwiej byłoby zaakceptować jakąś sensowną formę kary, ale robienie tego ,,z nudów''? To było zbyt wiele. Roger podszedł bliżej i uderzył syna z całej siły w twarz, tak, że ten aż upadł na ziemię z hukiem. Przez chwilę ciemnooki nie myślał racjonalnie, opamiętał się dopiero, kiedy zobaczył potężny ślad ciosu na twarzy nastolatka. Roger osunął się na podłogę, oddychając szybko. Policzki zaczęły mu płonąć, czuł niewyobrażalny wstyd i żałował tego, co się stało. Do jego oczu cisnęły się słone łzy.
- Przepraszam... - powiedział, szlochając rozpaczliwie.
Tyler nadal był w szoku po tym, jak został dosłownie znokautowany przez ojca. Zimną dłoń przyłożył do twarzy, która zdawała się puchnąć w niewyobrażalnym tempie. Chłopak spojrzał na ojca, kompletnie zdołowanego, który nie miał nawet na tyle siły, by patrzeć synowi prosto w oczy. Uciekał wzrokiem, płacząc jak małe dziecko. Nawet dla Tylera był to nieprzyjemny widok, który sprawił, że coś zakuło go w sercu.
- Skłamałem - odezwał się nastolatek. - Spójrz, co ty robisz ze swoim życiem. Chcę ci pomóc, ty dupku, a nie ci zaszkodzić. Rozwiązuję za ciebie sprawy, a które ty nie umiałeś się zabrać przez ostatnie lata. Daję prawdę ludziom, przed którymi ty wstydziłeś się otworzyć usta. Daję ci szansę, byś wziął winę na siebie i przeprosił tych, którzy kiedykolwiek cię kochali i których skrzywdziłeś. Wykorzystaj to, zamiast staczać się na samo dno i doceń to, póki nie jest jeszcze za późno.
Chłopak podniósł się i skierował do wyjścia, jednak w ostatniej chwili zatrzymał go głos ojca.
- Dlaczego miałbyś robić to wszystko dla mnie? - zapytał zdziwiony i nadal roztrzęsiony Roger. - Po tym wszystkim, co ci zrobiłem...
- Bo moja matka musiała mieć powód, by się z tobą związać. Coś podpowiada mi, że tam w środku jest jeszcze facet, którego pokochała - zakończył i wyszedł z domu, zabierając wcześniej przygotowany plecak z rzeczami, których będzie potrzebował przez najbliższe tygodnie, albo i dłużej.

***

Jej długa sukienka w kolorze pudrowego różu współgrała z rumieńcami na jej policzkach, które nie opuszczały jej od czasu rozmowy z Joshem tego ranka. Długie włosy kobiety były delikatnie pofalowane, co tym bardziej dodawało jej uroku. Wyglądała tak, jakby szła na randkę, choć przeżywała to w nieco inny sposób, niż zazwyczaj. Spełniło się to, o co modliła się przez tak długi czas. Chciała, by Adriana miała znów oboje rodziców, kochających i wspierających się na każdym kroku. Do tej pory zrealizowanie tego planu było bardzo trudne, jednak teraz wszystko wskazywało na to, że ostatecznie uda im się dobiec do upragnionej mety. Dziś, po raz pierwszy od tak dawna, spędzą dzień jako rodzina, oni troje i nikt, kto mógłby im przeszkodzić.
Paige poczuła, jak córka pociąga ją za sukienkę, by zwrócić na siebie uwagę. Kobieta uśmiechnęła się promiennie i wzięła dziewczynkę na ręce, czego nie robiła zbyt często ostatnimi czasy. Musiała przyznać rację Austinowi, który zarzucił jej, że zaczęła zaniedbywać Adrianę. Żałowała, jednak była pewna, że wkrótce uda jej się to wszystko zatrzeć, oczywiście z pomocą Hartleya.
- Gdzie idziemy? - zapytała dziewczynka, zarzucając matce rączki na szyję.
- Już mówiłam - odparła wesoło Paige. - Tatuś chciał się z nami widzieć.
- A czemu nie przyszedł po mnie do domu, jak zwykle? - Adriana nie odpuszczała. Paige postawiła córkę z powrotem na ziemi.
- Posłuchaj mnie teraz, bo to bardzo ważne - zaczęła brunetka. - Mama i tata będą teraz razem się tobą opiekować. Będziemy robić wszystko to, co do tej pory robiłaś z tatą, ale teraz będziemy w tym uczestniczyć wszyscy troje.
- Obiecujesz? - zapytała wyraźnie podekscytowana dziewczynka, a kiedy ciemnooka skinęła głową, czterolatka przytuliła się do niej, piskami dając wyraz swojej radości po usłyszeniu takiej nowiny.
Chwilę później ruszyły dalej, a kiedy zbliżyły się do parku, w którym umówione były na spotkanie z Joshem, obydwie zaczęły się rozglądać. Nie minęło wiele czasu, a Adriana podskoczyła na widok tatusia nieopodal. Niebieskooki zaczął iść w ich kierunku, a kiedy spotkali się w połowie drogi, wziął córkę na ręce, witając ją uśmiechem od ucha do ucha.
- Witaj - powiedziała Paige i podeszła bliżej bruneta, po czym pocałowała go w policzek. Na jego twarzy automatycznie pojawiło się zakłopotanie. - Jakie mamy plany na to popołudnie?
- Właściwie... - Josh nie wiedział, jakich słów użyć, by wyjaśnić brunetce całą sytuację, skinął więc głową na Vanessę, która stała kilkanaście metrów dalej, wyraźnie czekając na ukochanego i jego córkę. Paige zmarszczyła czoło, po czym spojrzała na dawnego narzeczonego nieco gniewnie, choć i tak najintensywniej czuła teraz żal.
- Przecież chciałeś spędzić ten dzień ze mną...
- Chciałem go spędzić z Adrianą - sprostował Hartley. - Musiałaś mnie źle zrozumieć, przepraszam...
Paige poczuła się tak, jakby nagle zaczęła tracić grunt pod nogami. Raz patrzyła na Josha, raz na córkę, a zaraz potem na Vanessę i właśnie ten moment był dla niej najbardziej upokarzający. Przez ostatnie dni żyła wizją sielanki i wspólnego życia z mężczyzną, którego tak bardzo kochała, a teraz nagle wszystko to, w co wierzyła, legło w gruzach. Zrozumiała, że straciła wszystko, co było dla niej ważne. Nie miała ani Josha, ani Austina, córka pewnie też polubi Vanessę i zepchnie mamę na boczny tor, Peter również odwrócił się od niej, nie wspominając nawet o Rogerze, dla którego praktycznie nie istniała. Została całkiem sama, wokół nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc.
Obróciła się na pięcie i uciekła z parku, ile sił w nogach, zostawiając Josha samego z córką i nową wybranką, dokładnie tak, jak chciał. Brunet tymczasem miał tak ogromne wyrzuty sumienia, że nawet nie potrafił tego wyrazić słowami. Od początku czuł, że pomysł ze spotkaniem to błąd, jednak Vannie przekonywała go, że wszystko będzie dobrze. Nie miała racji, bo wszystko posypało się na jego oczach, sprawiając ból nie tylko Paige, ale także i jemu, a kto wie, może i Adriana rozumie o wiele więcej z całej tej sytuacji, niż wszyscy mogli sądzić?

***

Dziewczyna skradała się na palcach, obawiając się, że jeden niepewny krok, a Peter obudzi się i utrudni jej to, co planowała zrobić. Coś podpowiadało jej, że i tak nie przejąłby się jej losem, nawet, gdyby zobaczył ją w drzwiach z całym jej bagażem. Isabel straciła już rachubę, od jak dawna nie rozmawia z ojcem. Tu już nawet nie chodzi o normalną rozmowę, tak typową dla rodzica i dziecka, lecz o jakąkolwiek, o kilka głupich słów i odpowiedzi, usłyszanej w zamian. Nie pytał ani o szkołę, ani o jej samopoczucie, a i ona nie potrafiła się odezwać, bojąc się kolejnej kłótni. Mieli za sobą już tak wiele porażek w tej kwestii, że oboje stracili chęć, by pracować nad poprawieniem swych stosunków. Ta cisza między nimi doprowadzała ich do szału i właśnie dlatego siedemnastolatka czuła, że jest to najlepszy moment, by się wycofać. Choć uciekała z domu i nie miała pojęcia, kiedy wróci do domu, nie zamierzała zapaść się pod ziemię i już nigdy nie odezwać się do swoich bliskich. Nie chciała, aby przez nią przeżywali piekło, zamartwiając się o to, czy przypadkiem nie stała jej się krzywda. Chciała po prostu oderwać się od tego wszystkiego, choć na chwilę zapomnieć o problemach i przez jakiś czas żyć tak, jakby wszelkie kłopoty nigdy nie miały miejsca w jej życiu. Zamierzała zostawić smutek za sobą i zacząć cieszyć się życiem, które, choć było ciężkie, mogła i tak z czystym sumieniem nazwać najcenniejszym darem, jaki posiadała. Ostatnio widziała swoją przyszłość w nieco jaśniejszych, weselszych barwach, niż tylko te czarno-białe, a to za sprawą pewnego ciemnookiego młodzieńca, który pomógł jej zrozumieć parę spraw. Zastanawiała się, skąd Tyler posiadał taką dojrzałość. Byli w podobnym wieku, oboje stracili matkę, jednak nie da się ukryć, że to on z nich dwojga miał bardziej pod górkę w życiu. Wiele razy próbował przekonać Isabel, by pogodziła się z ojcem i spróbowała jeszcze raz, jednak ona nie widziała szans na to, by cokolwiek mogło się między nią, a Peterem zmienić. Może czas, który spędzą osobno, będzie dla nich cenną lekcją? Może kiedy zobaczą się po rozłące, przestaną patrzeć na siebie spode łba i zaczną ze sobą w końcu rozmawiać? Coraz częściej Isabel pragnęła, aby ojciec tak po prostu podszedł do niej i ją przytulił, jak to było w przeszłości. Nawet nie musiał nic mówić, wystarczyłaby jej po prostu świadomość, że jest dla niego ważna i że zawsze może na niego liczyć. Nie chciała wątpić w to, że to ciche marzenie kiedykolwiek się spełni. Bez względu na to, czy minie kilka dni czy kilkanaście lat, w pewnym momencie wszystko, o czym marzyła, stanie się rzeczywistością. W duchu podziękowała Tylerowi za to, że dał jej taką nadzieję, po czym zamknęła pokój i zeszła na dół po schodach.
Ciemnowłosa położyła plecak na podłodze, pochyliła się nad nim i wyjęła z kieszeni troszkę wymiętą kopertę. Usiadła przy stole w salonie i po raz kolejny przeczytała list, który napisała do ojca. Nie mogła przewidzieć, jak Peter zareaguje na słowa wypisane na kartce papieru, miała tylko nadzieję, że nie zlekceważy tego, co chciała mu powiedzieć. Było to dla niej na tyle ważne, że nie potrafiłaby powiedzieć mu tego, patrząc prosto w jego oczy. Liczyła, że i on potraktuje ten list jako wartość samą w sobie i wyciągnie wnioski, które im obojgu mogą pomóc w przyszłości.
Nastolatka włożyła list z powrotem do koperty, po czym położyła ją na stole. Kiedy odwróciła się, by pomału zbierać się do wyjścia, jej wzrok mimowolnie powędrował w kierunku fotografii matki, wiszącej nad kominkiem. Rudowłosa kobieta patrzyła na nią z ufnością, jakby wiedziała, że córka nie zrobi nic głupiego. Całe szczęście, że Isabel miała to samo, tylko mniejsze zdjęcie w swoim portfelu. Przez cały ten czas, kiedy będzie poza domem, matka wciąż będzie przy niej, a ona będzie mogła czerpać siłę z widoku jej wielkich, zatroskanych oczu.
- Opiekuj się tatą - szepnęła siedemnastolatka, po czym wyszła z domu, zamykając drzwi na klucz.
Kiedy była już na zewnątrz, mogła wreszcie przestać chodzić na palcach. Przeszła kilkanaście metrów i nagle, zupełnie niespodziewanie, poczuła się jak wolna osoba, która mogła frunąć niczym ptak, gdziekolwiek zechce. Mimo wszystkich dramatycznych powódek, które zmusiły ją do tak radykalnego kroku, jakim była ucieczka z domu, teraz odczuwała jakąś taką zaskakującą radość. Jej buntownicza natura dała o sobie znać. Była niczym młody wilk, który właśnie poczuł zew.
Dziewczyna szła po chodniku, kiedy nagle zauważyła w oddali pewną postać, która od razu wydała jej się znajoma. Długowłosa dziewczyna zmierzała w kierunku Isabel, a jej niespokojny i nienaturalnie szybki oddech słychać było z daleka. Dopiero na kilka metrów przed spotkaniem, siedemnastolatka rozpoznała w dotąd niezidentyfikowanej osobie Paige.
- Odczep się! - warknęła ciemnooka, nim Isabel zdążyła otworzyć usta, po czym minęła Hartley bez słowa. 
Światło latarni, które padło na jej twarz, pozwoliło Isabel zauważyć rozmazany makijaż brunetki, która z pewnością płakała tego dnia. Co się dzieje z tymi ludźmi? Paige, Josh i Austin wpakowali się w takie bagno, że aż trudno było cokolwiek powiedzieć na ten temat. A Russell i Naomi? Nie było tajemnicą, że od paru miesięcy nie mieszkali razem, a ich małżeństwo już praktycznie nie istniało. Isabel dałaby wszystko, by po jej powrocie do domu, nagle życie tych ludzi wróciło do normy, ale czy to jeszcze było w ogóle możliwe?
Hartley zobaczyła kolejną postać, idącą jej naprzeciw, jednak tym razem rozpoznała ją od razu. Dopiero teraz pomyślała o tym, że przecież Tyler był bratem Paige, a przecież oni mieli uciec od problemów, a nie wgłębiać się w nie jeszcze bardziej. Postanowiła na razie nie mówić mu o tym, w jak podłym stanie była jego siostra tej nocy, aby go nie martwić. Kiedy wreszcie stali blisko siebie, brunet pocałował ją na powitanie w policzek, po czym skrzywił się, ponieważ kontakt z jej skórą sprawił mu ból.
- Co ci się stało? - zapytała siedemnastolatka, wyciągając dłoń ku wyraźnie zapuchniętemu policzkowi chłopaka, ten jednak szybko złapał jej rękę, zatrzymując ją wpół drogi.
- To już przeszłość - powiedział Tyler, uśmiechając się. - Mieliśmy zapomnieć o tym, co było złe i żyć tak, jakbyśmy mieli czyste konta. Sama to powiedziałaś.
- No tak, ale...
- Dzisiaj zaczynamy żyć, Isabel - rzekł, a kiedy nastolatka spojrzała w jego oczy, postanowiła całkowicie zaufać jego słowom.
Młodzi ruszyli zgodnie w kierunku, który wydawał im się najlepszym możliwym wyborem. Nie wiedzieli, gdzie będą za dzień lub dwa, jednak nie martwili się o to, co miało nadejść. Tak naprawdę, mogło się wydarzyć cokolwiek, a oni i tak będą całkowicie spokojni, póki będą mogli przechodzić przez to wszystko razem, trzymając się za ręce i wspierając w każdej ciężkiej chwili.
***

7 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* wiem, że dokładnie to samo pisałam już u Motylka pod nowym rozdziałem, ale tutaj też muszę napisać to samo. Strasznie Cię przepraszam za to, że nie otrzymałaś ode mnie żadnych życzeń świątecznych. W tym roku ten przedświąteczny czas był wyjątkowo zabiegany, dlatego nie znalazłam wolnej chwili, żeby wysłać chociażby najkrótsze życzenia. Obiecuję poprawę na przyszły rok, bo teraz już chyba nie ma sensu składać życzeń na święta, które już za nami. Ale za to mogę życzyć wszystkiego co najlepsze w roku 2014, przede wszystkim pomyślnie zdanej matury i dostania się na wymarzone studia, bo domyślam się, że to teraz dla Ciebie najważniejsze ;) no i mam nadzieję, że mimo wszystko znajdziesz czas na pisanie ;) to tyle jeśli chodzi o wstęp, teraz zabieram się za czytanie.
    Ostatnie wydarzenia nie wywarły u mnie szczególnego entuzjazmu. Mam tutaj na myśli to, co się wydarzyło między Joshem a Vanessą. Od początku byłam przeciwna temu związkowi, sama tak do końca nie wiem dlaczego. Nie darzę Vanessy jakąś szczególną sympatią, chociaż wielokrotnie pokazała, że jest bardzo dojrzałą osobą i podziwiam ją za ten zdrowy rozsądek i podejście do wielu spraw. Przedstawiłaś nam ją jako tą złą, która zniszczyła małżeństwo Russella, ale gdyby spojrzeć na nią od drugiej strony, to wydaje się być całkiem normalną dziewczyną. Nie bez powodu chyba Josh się w niej zakochał. Ja w dalszym ciągu podchodzę do niej z dystansem. Rozumiem ją pod tym względem, że chce być szczęśliwa, przecież każdy z nas tego chce. Osobiście uważam, że na takie rzeczy jest stanowczo za wcześnie. Jeśli Josh naprawdę chce, żeby Vanessa poznała Adrianę, to uważam, że powinien jeszcze poczekać z tego typu decyzjami. Wszyscy wiemy, że Adriana to mądra dziewczynka, ale uważam, że jest jeszcze za mała i pewnych spraw może po prostu nie zrozumieć. Nie jestem pewna, czy zaakceptuje nową kobietę u boku swojego taty, no ale pożyjemy, zobaczymy :) może faktycznie nie będzie tak źle :)
    Drugi fragment był dla mnie dużym zaskoczeniem, naprawdę! Teraz zadaję sobie tylko jedno pytanie: dlaczego Naomi tak nagle zrezygnowała z adopcji? Do tej pory niemal całe jej życie skupiało się wyłącznie na małym Angelo, a teraz tak nagle podjęła decyzję o rezygnacji z dziecka? Myślałam, że nawet problemy w małżeństwie nie spowodują rezygnacji z adopcji, ale myślę, że właśnie to mogło mieć duży wpływ na decyzję Naomi. Bo czy tak naprawdę jako samotna kobieta mogłaby adoptować dziecko? Wiem, że jest wiele samotnych matek, ale w większości są to matki, które opiekują się swoimi biologicznymi pociechami, a nie tymi adoptowanymi. Wiem też, że takie dziecko niczym się nie różni od innych dzieci, ale wydaje mi się, że takie sprawy, jak pełna rodzina są ważne przy adopcjach. Nie znam się na tego typu sprawach, to tylko moje zdanie i moje spostrzeżenia, ale mimo wszystko przykro mi, że tak to się potoczyło. Największe marzenie Naomi legło w gruzach, ale mimo wszystko jestem ciekawa co dalej wydarzy się w jej życiu. Przyznaję, że jej postawa bardzo mnie zawiodła, ale mimo wszystko nie życzę jej źle :) nie jest złą kobietą, tylko zagubioną i zranioną przez ukochaną osobę. Oby jeszcze miała okazję zaznać w życiu szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już ostatnio pisałam, że jestem rozczarowana postawą Rogera. Od początku przedstawiłaś go nam jako tego złego człowieka, który wystawił swoją rodzinę tylko dlatego, że przerosły go problemy jego córki. Później okazało się, że był to jedynie pretekst, bo tak naprawdę miał już swoje drugie życie. Nigdy nie chciałam myśleć w ten sposób o Monice, ale w pewnym sensie zniszczyła małżeństwo Rogera z Lisą. Oczywiście przykre jest w tym wszystkim to, że Monica zachorowała, że przegrała walkę z chorobą, a najbardziej szokujące jest to, że Roger odwrócił się od niej, kiedy potrzebowała tej pomocy najbardziej. Nic nie usprawiedliwia jego zachowania. Tym bardziej to, co wydarzyło się w tym rozdziale. Dla mnie rodzic, który podnosi rękę na własne dziecko po prostu nie jest rodzicem. Nie wiem jak nisko trzeba upaść, żeby doprowadzić do takiej sytuacji. Roger powinien się wstydzić za siebie i mam nadzieję, że kiedyś dostanie nauczkę za swoje czyny.
    Sama jestem zdziwiona, że relacja Isabel i Tylera tak szybko się rozwinęła. W bardzo krótkim czasie przekonali się, że mogą na siebie liczyć bez względu na to, co działo się w ich życiu. Można powiedzieć, że oboje spadli sobie z nieba, bo byli w naprawdę przykrych momentach swojego życia. Nie jestem w stanie ocenić, które z nich miało gorzej, bo zarówno uzależnienie od narkotyków, jak i odrzucenie ze strony ojca jest naprawdę przykrą sprawą. Miejmy nadzieję, że ta rozłąka faktycznie pomoże Isabel i Peterowi nawiązać normalny kontakt, przede wszystkim poprawić tą relację, która powinna być między ojcem a córką. No niestety, Isabel całego świata zbawić nie może, ale ja też chciałabym wierzyć, że wszyscy bohaterowie jakoś ułożą sobie życie :) dlatego czekam na kolejne rozdziały w których wszystko na pewno się wyjaśni :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o życzenia, to w moim przypadku było identycznie - brak czasu, przez co i Ty nie dostałaś nic ode mnie. Postanowiłam nie wykręcać podobnego numeru teraz, więc życzenia na Nowy Rok dostałaś już punktualnie tutaj :) I ja też za rok postaram się o nieco lepszy wynik :) I oczywiście dziękuję za cudowne życzenia od Ciebie :*
      W sprawie adopcji ja też orientuję się tyle o ile. Możliwe, że w rzeczywistości te wszystkie procedury wyglądają inaczej, ale i tak starałam się przekazać to wszystko w miarę wiarygodnie. Podoba mi się zakończenie Twojego komentarza :) Być może będzie Happy End, tak, jak byś tego chciała, ale nie zamierzam niczego zdradzać przed czasem :)
      Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. Wczoraj obiecałam, że zjawię się tutaj dzisiaj i tak też czynię. Najedzona i wypoczęta zabieram się za czytanie nowej części, która jest udekorowaniem tego świątecznego tygodnia. Nim jednak przejdę do komentowania, to jeszcze chcę coś dodać odnośnie Twoich słów wstępu. A więc, Kochana, dziękuję za życzenia Noworoczne! :* To raz. A dwa - pamiętaj: nic na siłę! Daj sobie trochę czasu, a wena wróci do Ciebie jak bumerang. Nowa historia na pewno będzie niesamowita i magiczna, bo wiem ile wkładasz w nią serca. Nami się nie przejmuj - my poczekamy. Bo na takie dzieło warto czekać! :* A teraz przechodzę do konkretów. :)
    Lubię muzykę Kelly Clarkson. Nawet ostatnio znowu zabrałam się za przesłuchiwanie jej twórczości i nawet zapisałam sobie ten utwór.
    Jak napisała w swojej książce Maria Dąbrowska: ''Kochać prawdziwie można tylko raz i na całe życie.” Uważam, że te słowa są jak najbardziej prawdziwe. Co prawda w życiu wiążemy się z wieloma mężczyznami, ale jednak jest taka jedna miłość, której się nie potrafi zapomnieć i wyrzuć z głowy. I myślę, że taka miłość łączyła Josha i Paige. Oboje byli zakochani w sobie po uszy i po prostu czuję, że to nie prysnęło. Między nimi jest nadal to 'coś', ale życie skomplikowało to wszystko. W ich życiu przeszedł huragan, który rozdzielił ich. Nie mam pretensji do Josha, że związał się z Vanessą. Jeśli go to uszczęśliwi, to niech będzie i tak. Może po prostu za dużo wyjątkowości i mityczności przypisałam jego związkowi z Paige. Sama nie wiem. Mimo to, miło mi się czytało, gdy widziałam Josha zadowolonego i zrelaksowanego.
    Jason Walker i wszystko jasne. Kocham <3
    Popłakałam się. Nawet nie wiem, co mam napisać. Po prostu zamurowało mnie. Nienawidzę pożegnań - nawet tak pięknie napisanych. Nienawidzę niesprawiedliwości losu, bo naprawdę! Dlaczego taka cudowna, ciepła i pełna miłości kobieta nie może mieć dziecka, gdy jakaś nieodpowiedzialna kobieta wyrzuca swoje maleństwo na śmietnik. Nigdy nie chciałabym być w sytuacji Naomi. Bardzo, ale to bardzo pragnę wierzyć, że Angelo jeszcze będzie mówił do niej 'mamo', a tatą będzie nazywał pewnego doktorka. Chociaż na obecną chwilę niczego nie mogę być pewna. To opowiadanie zaskakuje mnie.
    Trzeciej piosenki nie znam, ale chętnie się z nią zapoznam.
    Tyler to dobry chłopak, który kompletnie nie zasługuje na takie życie. Podziwiam go, że zamiast uciec i zostawić ojca samego z własnymi problemami, został. Wszystko co robił, robił z myślą o nim. Ta scena była przerażająco piękna.. Serio! Tyle uczuć.
    Moje serce pękło! Przez całą historię czekałam właśnie na taką obietnicę, że teraz będą we troję. I co? I gdy wszystko się zaczęło układać, to okazało się, że Joshowi już nie zależy. Szkoda mi Paige. Ona naprawdę nie miała lekko w życiu, a teraz dostała jeszcze taki solidny cios. Aż mi się łza zakręciła. Cholerna Vanessa! Wybacz, że to napiszę, ale .. Chyba zbyt wyidealizowałam sobie miłość Josha i Paige.
    Oby Isabella odnalazła szczęście razem z Tylerem. Trzymam za nich kciuki, bo bardzo ich polubiłam. Zresztą jak całą obsadę tej historii. Mam nadzieję, że oni wszyscy odnajdą swoje drogi i każdy na swój sposób będzie szczęśliwy.
    Cudowny odcinek. Mam mętlik w głowie, ale dziękuję Ci za niego. Czekam na kolejny odcinek! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię jej muzykę, choć nie każdą piosenkę (ale chyba większość). Parę razy zainspirowała mnie ona do pisania :) Bardzo się cieszę, że ten rozdział wywołał u Ciebie takie emocje. To chyba najcenniejsza reakcja czytelnika, jaka może być :) Cieszę się też, że nie zapomniałaś napisać o piosenkach, bo zawsze staram się, aby były one jak najlepiej dobrane i opinia na ten temat jest dla mnie bardzo pomocna.
      Dziękuję ślicznie za cudowne słowa!
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Przykre, że Naomi rozstała się z Angelo. Ten chłopczyk się do niej przywiązał i chyba naprawdę poczuł, że to jego matka. Nie rozumiem czemu kobieta postanowiła się z nim pożegnać. Przecież mogłaby go zaadoptować pomimo tego, że nie ma partnera. Fakt, byłoby trudniej, ale pielęgniarka na pewno by jej w tym pomogła. Widziała przecież jak mały się do niej przywiązał, jak ona się nim opiekowała. To by na pewno pomogło. Dlatego nie rozumiem decyzji Naomi i mam cichą nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Jej słowa pożegnania były naprawdę piękne i wzruszające. Myślę, że Angelo coś z tego zrozumiał. Chociaż po zachowaniu kobiety, że nie będziesz go już odwiedzać.
    Od początku czułam, że pomysł Josha na spotkanie z Adrianą, która ma poznać Vanessę, jest zły. Już przez telefon, który wykonał do Paige można było zauważyć, że źle to zrozumiała. Biedna. Myślała, że ich związek ma jeszcze szansę, że wreszcie będą prawdziwą rodziną. I najgorsze, że obiecała to córce. Biedna mała. Miała już nadzieję, uwierzyła matce, a tu nagle takie coś. Była świadkiem tego nie miłego spotkania i rozstania. Na pewno to przeżyje. Według mnie Josh zachował się nieodpowiedzialnie. Ale dobrze, że zdaje sobie sprawę z tego, że źle postąpił i zranił bliskie mu osoby. Jestem ciekawa czy coś z tym zrobi.
    Bardzo fajnie, że Isabel wreszcie uciekła z Tylerem. Mam nadzieję, że ta przygoda pozwoli im się odprężyć, i gdy wróci, to kontakty z ojcem się poprawią. Jej myśli były prawdziwe i smutne. Chodzi mi o te, gdy myślała o swoich bliskich, których życie tak bardzo się zmieniło. W sumie teraz szczęśliwa jest chyba tylko Isabel. Może jeszcze Josh, ale on ma dużo zmartwień na głowie. Jestem ciekawa jak dalej potoczą się ich losy.
    Zapraszam do siebie. :)
    Pozdrawiam. :*
    www.marzenia-duszy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię! :) A zaległe rozdziały postaram się jak najszybciej nadrobić :)
      Pozdrawiam! :*

      Usuń