Witam po raz pierwszy w 2014. Przed nami jeszcze tylko/aż sześć spotkań tutaj. Mam nadzieję, że nie rozczaruję Was do samego końca :)
Jeśli chodzi o sam rozdział, lubię go, zwłaszcza ostatni fragment, ale pozostawię go już Waszej ocenie :)
Pracuję nad nowym opowiadaniem, ale to już wiecie. Robię, co mogę, by było nieco więcej pozytywnych rozdziałów, niż dotychczas. W sumie nie wiem, czemu piszę w taki sposób, no ale z każdym problemem można walczyć i ja właśnie to robię. Efekty ocenicie za kilka tygodni :)
Dla zainteresowanych powiem, że studniówka, którą miałam w sobotę, wypadła genialnie :D
Całuję i miłej lektury! :*
***
Cary Brothers - Alien
Jeśli chodzi o sam rozdział, lubię go, zwłaszcza ostatni fragment, ale pozostawię go już Waszej ocenie :)
Pracuję nad nowym opowiadaniem, ale to już wiecie. Robię, co mogę, by było nieco więcej pozytywnych rozdziałów, niż dotychczas. W sumie nie wiem, czemu piszę w taki sposób, no ale z każdym problemem można walczyć i ja właśnie to robię. Efekty ocenicie za kilka tygodni :)
Dla zainteresowanych powiem, że studniówka, którą miałam w sobotę, wypadła genialnie :D
Całuję i miłej lektury! :*
***
Cary Brothers - Alien
Kiedy jeszcze byłaś moja, wiedziałem o tobie wszystko.
Teraz nawet cię nie znam.
Mężczyzna z rozżaleniem spojrzał na swoją czteroletnią córeczkę, przysypiającą na rękach Vanessy. Kobieta stanęła na wysokości zadania, opiekując się dziewczynką tak, jakby znała ją nie od dziś. Widać było gołym okiem, że obie przypadły sobie do gustu i polubiły się, choć tak naprawdę jeszcze niewiele o sobie wiedziały. Dla Josha była to bardzo cenna wiedza, ponieważ wiązał z Vannie swoją przyszłość, miał wobec niej poważne plany i chciał, aby była częścią jego życia, co oczywiście było spójne z dobrymi relacjami z Adrianą. Początek tej znajomości był naprawdę obiecujący i napawał Hartleya optymizmem, a jednak, choć uśmiechał się tego dnia wielokrotnie, ani razu nie poczuł się maksymalnie szczęśliwy i odprężony. Cały czas miał przed oczami zawiedzioną twarz Paige, która nieco inaczej wyobrażała sobie ten dzień. Od początku wiedział, że stanie się coś złego, jednak postanowił nie słuchać intuicji, co ostatecznie okazało się błędem. Sprawił jej ból, choć była to ostatnia rzecz, na jaką miał ochotę. Żałował, że nie rozegrał tego wszystkiego inaczej, nadal jednak nie wiedział, jak powinien był postąpić, by Paige nie było przykro. Czy to by cokolwiek zmieniło, gdyby powiedział jej od razu, że chce tego dnia przedstawić Adrianę swojej nowej partnerce? W tym wszystkim Josh był pewien, że właśnie to zabolało brunetkę najbardziej - że straciła mężczyznę, którego tak kochała. Najchętniej cofnąłby czas, by uniknąć wspólnie spędzonej z Paige nocy. Był pewien, że właśnie wtedy rozpalił w jej sercu wiarę, że od teraz będą znowu razem. To dziwne, ale on wcale tak nie myślał i nie chciał, aby tak się stało. Pogubił się w swoim życiu. Choć był z Vanessą, czuł, że Paige nadal przyciągała go do siebie i nie potrafił zapobiec temu, co się stało. Był wdzięczny Bogu za to, że Vannie dała mu drugą szansę, choć wcale nie był pewien, czy na nią zasługiwał. Z drugiej strony, kochał ją od samego początku i kiedy Austin umożliwił mu związek z Paige, bez wahania odmówił, idąc prosto do niebieskookiej. Teraz widział, że wyrządził dawnej narzeczonej ogromną krzywdę. Za każdym razem, kiedy ich usta stykały się ze sobą w pocałunku, jej nadzieja, że znowu będą razem, rosła w siłę, a on nie robił nic, by to powstrzymać. Kiedy Paige budowała w głowie wizję ich wspólnego życia, on zaczął budować swój świat z Vanessą, nie informując brunetki o tym, że między nimi nic się nie wydarzy. Można powiedzieć, że ją oszukał i to w najbardziej okrutny sposób. Dziś mógł mieć pretensje tylko do samego siebie.
Mężczyzna dobijał się do jej domu, uderzając dłonią w jej drzwi i zaglądając w okna. Widział światło w jej mieszkaniu, jednak ona nie odpowiadała. Była późna godzina, czterolatka powinna już dawno być w łóżku. Hartley zaklął pod nosem, za co natychmiast skarciła go Vanessa.
- Czemu tatuś się denerwuje? - zapytała Adriana, patrząc na nowo poznaną wybrankę serca swojego ojca.
- Lepiej zapytaj o to swoją matkę - warknął Josh.
- Mógłbyś się opanować? - spytała Vannie ze złością. - Rozumiem, że jesteś wściekły, ale przypominam ci, że to jest jeszcze dziecko i nie powinieneś...
Nim niebieskooka zdążyła dokończyć zdanie, wszyscy troje usłyszeli kroki, a po chwili drzwi otworzyła Paige. Nie trzeba było być geniuszem, by wydedukować, że sporo wypiła tej nocy, choć przecież nie zdarzało jej się to zbyt często. Josh wiedział od początku, że ją zawiódł, nie sądził jednak, że jest aż tak źle.
- Dlaczego nie odbierałaś telefonu? - zapytał brunet stanowczo. - Miałaś odebrać Adrianę, ale ty wolałaś się napić, no nie?
- No tak - bąknęła Paige, po czym czknęła.
- Dobijam się do ciebie od kilkunastu minut.
- Byłam zajęta - odparła obojętnie.
- Chyba nawet wiem czym - rzekł, lustrując ją od stóp do głów. Teraz już nie było mu jej żal, mało tego, był na nią tak wściekły, że złość aż przeszywała całe jego ciało. Ciemnowłosa chwiejnie zrobiła krok w stronę córeczki, jednak Josh zatrzymał ją w połowie drogi. - Myślisz, że pozwolę, aby nasza córka oglądała cię w takim stanie?
Paige spojrzała na dawnego narzeczonego z poirytowaniem. Z jej twarzy wciąż nie znikał głupawy uśmieszek.
- To po co ją tu przyprowadziłeś? - spytała, na co Vanessa oddaliła się o kilka kroków, by Adriana nie musiała słuchać tych słów. - Twoja nowa kochanka nie mogła się nią zaopiekować? Niech się przyzwyczaja do roli.
- Bełkoczesz, połóż się... - rzekł Josh, przez chwilę wierząc, że Paige wcale nie myślała tego, co właśnie powiedziała. Usprawiedliwiał jej zachowanie tym, że tej nocy wypiła trochę za dużo, jednak mylił się.
- Przyznaj, że już mnie nie chcesz. Przyznaj, że teraz to ona jest dla ciebie tą jedyną. Fajnie było bawić się moimi uczuciami i karmić mnie nadzieją, która tak naprawdę od samego początku była bezwartościowa? - zapytała, a jej głos łamał się tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. Nim Josh zdążył cokolwiek odpowiedzieć, brunetka zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i zamknęła dom na trzy spusty.
Hartley miał jeszcze większe wyrzuty sumienia, niż wcześniej. Chciał to wszystko naprawić, jednak nie miał najmniejszej ochoty na dłuższą rozmowę z Paige. Kiedy poczuł dłoń Vannie na swoim barku, przypomniał sobie o tym, że nie był sam, jednak wcale nie poprawiło mu to humoru.
- Chodźmy do domu - burknął od niechcenia i ruszył, oddalając się od domu Belle. Był wkurzony i zdezorientowany, dlatego chociaż tyle dobrze, że Vanessa nie próbowała go zagadywać. Mógłby w emocjach powiedzieć słowa, których potem by pożałował, więc tym lepiej, że ukochana pozwoliła mu milczeć.
***
Kiedy jeszcze kilkanaście minut temu Russell pochylał się nad pacjentem leżącym na stole operacyjnym, mężczyzna pomyślał, że byłoby przyjemnie, gdyby swoje własne życie też mógł tak po prostu załatać. Gdyby tylko potrafił, zaszyłby wszystkie rany na sercu Naomi i choć na zawsze pozostałyby blizny, to byłyby one już tylko wspomnieniem złych chwil z przeszłości, niczym więcej. Czasem Knight nie rozumiał samego siebie. Jednego dnia potrafił nawet nie myśleć o żonie, by z kolei następnego dnia nie myśleć o niczym innym, jak tylko o niej. Jego uczucia, jakimi ją darzył, również były niejasne. Choć to on ją zdradził, ona również nie była idealną żoną i popełniała błędy, jak każdy człowiek. Potrafiłby jej wybaczyć, jednak wątpił, by i ona umiała zapomnieć jego głupstwa. Skrzywdził ją i rozłąka była karą za to wszystko. Musiał zacisnąć zęby i jakoś zaakceptować fakt, że stracił ją bezpowrotnie. Codziennie coraz mniej wierzył w to, że któregoś dnia będą znowu razem, więc teraz skupiał się głównie na tym, by pogodzić się z życiem, brać je takie, jakim jest i jakoś iść do przodu. Nie było to łatwe, jednak nie mógł zrobić nic innego, właśnie dlatego musiał stawić czoła wyzwaniu, które spoczywało na jego barkach.
Rudowłosy wyszedł na korytarz, czując satysfakcję po udanej, choć skomplikowanej operacji. Uratował kolejnego człowieka od śmierci i właściwie tylko praca napawała go teraz dumą, nadając jego szaremu życiu choć odrobinę kolorytu. Nagle wpół drogi zatrzymała go kobieta, którą dotąd kojarzył właściwie tylko z widzenia. Wiedział, że pracowała na oddziale dziecięcym, jednak nie przypominał sobie, by kiedykolwiek mieli okazję, by porozmawiać.
- W czym mogę pomóc? - zapytał Russell uprzejmie.
- Mi w niczym, ale może pan pomóc Naomi i Angelo - powiedziała, nie owijając w bawełnę, a rudowłosy nie potrafił ukryć zdziwienia. Nie spodziewał się, że kobieta, której właściwie nie znał, nagle zacznie mówić o jego żonie.
- Zacznijmy od tego, kim jest Angelo.
- To pan nic nie wie? - spytała i tym razem to ona była zaskoczona. Lekarz pokręcił głową przecząco. - No to może od początku. Od paru miesięcy pańska żona spędzała bardzo dużo czasu z małym Angelo. Chłopiec nie ma rodziców, został oddany do okna życia zaraz po tym, jak urodziła go matka. Naomi bardzo przejęła się jego losem. Przychodziła do niego czasem tylko po to, by po prostu na niego popatrzeć, a mały bardzo ją polubił. Może się wydawać, że takie maleństwo niewiele rozumie, ale proszę mi wierzyć, Angelo na nikogo innego nie reagował tak, jak na pana żonę. Od razu wiedziałam, że będzie dla niego wspaniałą matką adopcyjną.
- Że co? - zapytał, tym razem mniej dyplomatycznie. - Naomi chciała go adoptować?
- Nic panu nie powiedziała? Sądziłam, że to była wasza wspólna decyzja.
- To było nasze wspólne marzenie, ale decyzję musiała podjąć sama. No dobrze, ale właściwie po co pani mówi mi to wszystko?
- Bo Naomi ostatecznie wywalczyła prawo do adopcji, jednak wczoraj zrezygnowała z tej możliwości - odpowiedziała kobieta. - Cały czas pojawiały się przeszkody, jednak do tej pory udawało jej się je pokonywać i nie załamywać się. Nie wiem, co się zmieniło, wiem jednak, że Angelo bardzo jej potrzebuje. Jeśli jest szansa, że przekona pan żonę, by zmieniła zdanie, uszczęśliwi pan więcej, niż tylko jedną osobę. Proszę, niech pan nie będzie obojętny na to, co panu powiedziałam.
Przez chwilę panowała między nimi martwa cisza, potem jednak nieco skołowany Russell zabrał głos.
- Proszę zaprowadzić mnie do tego chłopca.
Nie musiał długo przekonywać kobiety, ponieważ niemal od razu ruszyli w drogę. Kiedy zbliżyli się do celu, usłyszeli przeraźliwy płacz dziecka. Nadal idąc, lekarka spojrzała na Russella i powiedziała:
- Angelo płacze tak od wczoraj, praktycznie nie uspokaja się ani na moment.
- A więc to jest Angelo... - wydedukował Knight, drapiąc się po głowie.
Przez chwilę patrzył na chłopczyka przez szybę. Jego małe ciałko było napięte pod wpływem ciągłych wrzasków. Widział, jak jakaś pielęgniarka próbowała go uspokoić, jednak bezskutecznie. Widać było, że maluch jest uparciuchem. ,,Wypisz wymaluj Naomi'' pomyślał mężczyzna i nawet się uśmiechnął. Bez pytania o pozwolenie, wszedł na salę i zamknął za sobą drzwi, nie chcąc, by ktokolwiek mu przeszkadzał. Pielęgniarka, dotąd zajmująca się chłopcem, teraz wyszła i zostawiła ich samych. Kiedy tylko Russell podszedł do łóżeczka, Angelo ucichł i spojrzał na niego z aż podejrzaną ufnością. Knight był pewien, że nie tylko on był teraz w szoku.
- A więc to ty jesteś tym tajemniczym facetem, który podkradał mi żonę przez ostatnie kilka miesięcy? - zapytał żartobliwie.
Dłonią przejechał po brzuszku malucha, by ten po chwili zacisnął piąstkę na palcu mężczyzny, sprawiając, że jego serce drgnęło. Russell poczuł coś, czego nawet nie był w stanie opisać. To tak, jakby znał tego chłopca nie od dziś, lecz od zawsze i jakby miłość do niego była czymś oczywistym.
***
Czteroletnia dziewczynka ze smakiem jadła śniadanie w mieszkaniu Vanessy. Kobieta przyglądała się dziecku, w myślach stwierdzając, że Adriana była bardzo podobna do taty, zresztą nie tylko z wyglądu. Oboje potrafili skrywać swoje uczucia, dusić w sobie to, co ich bolało. Josh nosił na sercu niewyobrażalny ciężar, a jednak nie lubił o tym rozmawiać, choć zapewne otworzenie się przed drugim człowiekiem, mogłoby dać mu ulgę, której potrzebował, by nie zwariować. Adriana również przeżywała swoje pierwsze, życiowe problemy. Gdyby ktoś spojrzał teraz na nią, zapewne pomyślałby, że to zwyczajna, beztroska dziewczynka, dla której świat kończy się na lalkach i oglądaniu bajek przed snem. Vanessa również wierzyła w taką wizję, zmieniło się to jednak tej nocy. Aby wszystkim było możliwie jak najwygodniej, Vannie spała na kanapie, a Josh i Adriana zajęli jej łóżko. W środku nocy, kiedy Hartley już zasnął, czterolatka przyszła do salonu i skorzystała z okazji, kiedy mogła pobyć sam na sam z niebieskooką. Dziewczynka była niezwykle ufna i z własnej woli opowiedziała nowo poznanej kobiecie, co ją gryzie. Mówiła, że bardzo kocha swoich rodziców, ale widzi, jak się kłócą. Wspomniała, że tęskni za czasami, kiedy miała ich oboje na co dzień. Zaskakujące, jak dojrzałe było to dziecko. Wiele przeszła i właśnie teraz najbardziej potrzebowała obecności matki, która niestety kompletnie się do tego nie nadawała.
- Dlaczego nic nie jesz? - zapytała czterolatka, na co dotąd zamyślona Vanessa wzdrygnęła się. - Mogę się z tobą podzielić, chcesz? - spytała, podsuwając kobiecie swoją miskę z płatkami.
- To twoje płatki - odparła dziewczyna, po czym uśmiechnęła się. - A jak ci się spało?
- Nie tak dobrze, jak w domu, ale było w porządku - rzekła Adriana. - Po śniadaniu wracam do domu? - zapytała dziewczynka, a Vannie odczekała chwilę, nim odpowiedziała. W końcu uśmiechnęła się, choć w głębi duszy wcale nie była radosna.
- Nie wypuszczę cię stąd, zanim się trochę nie pobawimy.
- A w co? - spytała Adriana ochoczo, momentalnie ożywiając się. - Może w teatr?
- Zgoda, a teraz jedz - odrzekła, nadal nie mogąc wyjść z podziwu nad czterolatką. Była wyjątkowa, pod absolutnie każdym względem. Zachwycała ją. Josh był prawdziwym szczęściarzem, mogąc pochwalić się taką córką.
Właśnie wtedy do pomieszczenia wszedł on, rzucając jakieś powitanie od niechcenia. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej jogurt. Kiedy go otwierał, zachlapał sobie bluzkę, przez co zaklął pod nosem rozwścieczony. Vanessa wstała od stołu i zbliżyła się do mężczyzny, patrząc na niego karcąco.
- Mógłbyś się ogarnąć? Nie zapominaj, że jest z nami dziecko.
- Tak się składa, że przez całą noc myślałem tylko o tym - odpowiedział poirytowany. - W głowie mi się nie mieści, jak Paige mogła się tak zachować.
- Mi też - szepnęła, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, by dodać mu otuchy, ten jednak w ostatniej chwili zdążył się odsunąć. - Wiesz co? Rozumiem, że jest ci ciężko, ale czy daje ci to prawo, by się na mnie wyżywać?
Kiedy dźwięk jego komórki przerwał krępującą ciszę między nimi, Vanessa wróciła do stołu, przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech. Nie chciała, by czteroletnia dziewczynka widziała jej nerwy.
- Uspokój się i powiedz mi powoli, co się stało - mówił Josh do telefonu i nie sposób było go nie usłyszeć. Po chwili dodał: - Nie denerwuj się. Zaraz będę.
Hartley rozłączył się. Kiedy przechodził obok córeczki, pocałował ją mocno w główkę, a ta odwdzięczyła się pogodnym uśmiechem. Gdy mężczyzna zakładał kurtkę w przedpokoju, Vanessa podeszła do niego i spojrzała z wyrzutem.
- Zawsze będziesz na każde jej zawołanie? - zapytała wprost, drogą dedukcji dochodząc do wniosku, że Josh odbył właśnie rozmowę z Paige.
- Dzwonił mój ojciec - odparł nieco urażony podejrzeniami ukochanej. - Powiedział, że moja siostra uciekła z domu. Jak mi nie wierzysz, możesz sama go o to zapytać - brunet rzucił Vannie swój telefon tak gwałtownie, że ta ledwie zdołała go chwycić.
Kiedy Josh wyszedł z mieszkania, kobiecie zrobiło się głupio, nie miała jednak dużo czasu, by rozmyślać nad tym, co się wydarzyło.
- Zjadłam, odstawiłam miskę do zlewu, więc teraz będziemy się bawić - zawołała Adriana.
- Dlaczego nic nie jesz? - zapytała czterolatka, na co dotąd zamyślona Vanessa wzdrygnęła się. - Mogę się z tobą podzielić, chcesz? - spytała, podsuwając kobiecie swoją miskę z płatkami.
- To twoje płatki - odparła dziewczyna, po czym uśmiechnęła się. - A jak ci się spało?
- Nie tak dobrze, jak w domu, ale było w porządku - rzekła Adriana. - Po śniadaniu wracam do domu? - zapytała dziewczynka, a Vannie odczekała chwilę, nim odpowiedziała. W końcu uśmiechnęła się, choć w głębi duszy wcale nie była radosna.
- Nie wypuszczę cię stąd, zanim się trochę nie pobawimy.
- A w co? - spytała Adriana ochoczo, momentalnie ożywiając się. - Może w teatr?
- Zgoda, a teraz jedz - odrzekła, nadal nie mogąc wyjść z podziwu nad czterolatką. Była wyjątkowa, pod absolutnie każdym względem. Zachwycała ją. Josh był prawdziwym szczęściarzem, mogąc pochwalić się taką córką.
Właśnie wtedy do pomieszczenia wszedł on, rzucając jakieś powitanie od niechcenia. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej jogurt. Kiedy go otwierał, zachlapał sobie bluzkę, przez co zaklął pod nosem rozwścieczony. Vanessa wstała od stołu i zbliżyła się do mężczyzny, patrząc na niego karcąco.
- Mógłbyś się ogarnąć? Nie zapominaj, że jest z nami dziecko.
- Tak się składa, że przez całą noc myślałem tylko o tym - odpowiedział poirytowany. - W głowie mi się nie mieści, jak Paige mogła się tak zachować.
- Mi też - szepnęła, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, by dodać mu otuchy, ten jednak w ostatniej chwili zdążył się odsunąć. - Wiesz co? Rozumiem, że jest ci ciężko, ale czy daje ci to prawo, by się na mnie wyżywać?
Kiedy dźwięk jego komórki przerwał krępującą ciszę między nimi, Vanessa wróciła do stołu, przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech. Nie chciała, by czteroletnia dziewczynka widziała jej nerwy.
- Uspokój się i powiedz mi powoli, co się stało - mówił Josh do telefonu i nie sposób było go nie usłyszeć. Po chwili dodał: - Nie denerwuj się. Zaraz będę.
Hartley rozłączył się. Kiedy przechodził obok córeczki, pocałował ją mocno w główkę, a ta odwdzięczyła się pogodnym uśmiechem. Gdy mężczyzna zakładał kurtkę w przedpokoju, Vanessa podeszła do niego i spojrzała z wyrzutem.
- Zawsze będziesz na każde jej zawołanie? - zapytała wprost, drogą dedukcji dochodząc do wniosku, że Josh odbył właśnie rozmowę z Paige.
- Dzwonił mój ojciec - odparł nieco urażony podejrzeniami ukochanej. - Powiedział, że moja siostra uciekła z domu. Jak mi nie wierzysz, możesz sama go o to zapytać - brunet rzucił Vannie swój telefon tak gwałtownie, że ta ledwie zdołała go chwycić.
Kiedy Josh wyszedł z mieszkania, kobiecie zrobiło się głupio, nie miała jednak dużo czasu, by rozmyślać nad tym, co się wydarzyło.
- Zjadłam, odstawiłam miskę do zlewu, więc teraz będziemy się bawić - zawołała Adriana.
***
Przez dłuższą chwilę Tyler nie mógł oderwać wzroku od Isabel, w myślach karcąc potem siebie za to, że czasem zdarzało mu się zapomnieć. Choć było chłodno, świeciło piękne słońce. Jego promienie wpadały do rzeki, nad którą siedzieli nastolatkowie, po czym odbijały się i lądowały na włosach i twarzy siedemnastolatki. Spośród wszystkich chwil, jakie dane mu było spędzić do tej pory w towarzystwie Hartley, właśnie teraz wyglądała najlepiej - w pełni naturalna, uśmiechnięta i... szczęśliwa? Czy to możliwe, że już teraz, na samym początku ich podróży, Isabel odzyskała radość, której tak bardzo mogło jej brakować ostatnimi czasy? Jeśli tak, to szkoda, że Tylerowi nijak się ten nastrój nie udzielał. Przez cały czas myślał o ojcu i o tym, w jaki sposób mógłby naprawić jego życie, reperując przy okazji również swoje własne. Jeszcze kilkanaście dni temu wstydziłby się przyznać przed samym sobą, że zależy mu na ojcu - dotąd wolał na każdym kroku podkreślać, jak bardzo go nienawidził. Po ich ostatniej rozmowie wszystko się zmieniło. Jeszcze w jej trakcie do Tylera dotarło, jak bardzo chciałby, aby Roger stanął na nogi i wziął się w garść. Chłopak wierzył, być może naiwnie, że któregoś dnia tak właśnie się stanie. Skoro sam był taki silny, to po kimś przecież musiał to odziedziczyć i jakoś nie mógł uwierzyć w to, że miał to tylko po matce.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała Isabel. Ciemnooki wywnioskował po jej minie, że przez parę ostatnich minut musiała mu coś opowiadać, jednak był tak bardzo zamyślony, że nie dotarło do niego ani jedno jej słowo.
- Przepraszam, wyłączyłem się na chwilę - odparł, szczerząc się. - Zacznij od początku, tym razem skupię się wyłącznie na tobie.
- Produkowałam się przez dobre dziesięć minut - stwierdziła. - Skoro mnie ignorowałeś, to teraz musisz za to zapłacić. I ja nawet wiem, w jaki sposób.
- Mam się bać? - spytał Tyler, jednak czuł spokój, ponieważ twarz nastolatki nie wskazywała na jej rozwścieczenie, wręcz przeciwnie, była wyrozumiała. Zaraz potem jej mina przybrała bardziej zatroskaną postać i teraz już chłopak zaczął się niepokoić.
- Opowiedz mi, skąd się wziął ten ogromny siniak na twojej twarzy - rzekła. - Jesteś mi to winien.
- Nie mogłabyś zażądać czegoś innego w ramach spłaty długu? Może całusa? - zażartował, jednak Isabel pokręciła przecząco głową, zresztą właśnie takiej reakcji się spodziewał. - No, dobrze. Powiem ci, jak było. Widzisz, wczoraj mój ojciec zrobił mi małą awanturę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że trochę sobie popił. Chyba nie muszę ci mówić, jak skończyła się nasza pogawędka.
- Nie mogę w to uwierzyć - Isabel pokręciła głową. - Jak ojciec może przyłożyć własnemu dziecku? Jakim człowiekiem trzeba być, aby tak postąpić?
- Nie gniewaj się, ale nie możesz go oceniać - rzekł Tyler.
- I ty go jeszcze bronisz? - spytała. - Przepraszam, ale jak tylko wyobrażam sobie tamten moment, kiedy twój stary tak po prostu dał ci w twarz...
- W porządku - stwierdził. - W sumie nawet go rozumiem. Facet jest w rozsypce i to tak bardzo, że ani ja, ani ty, nie mamy pojęcia, co on teraz czuje. Być może właśnie tak to jest, kiedy ląduje się na samym dnie? Może wtedy człowiek już nie myśli racjonalnie i nie zastanowi się, zanim da komuś w mordę?
- Nadal nie rozumiem, jak możesz go usprawiedliwiać - powiedziała Isabel, tym razem jednak o wiele ciszej i spokojniej. - Wierzę, że dobrze postępujesz, nawet, jeśli nie jestem w stanie tego pojąć.
- Mam taką nadzieję.
- Wiesz, nigdy nie spotkałam równie szlachetnego człowieka - mówiła dalej siedemnastolatka. - Poważnie! Jesteś w stanie poświęcić wszystko, co dla ciebie ważne, by pomóc swojemu ojcu, którego do niedawna nawet nie potrafiłeś tak nazywać.
- Jeszcze chwila, a obrosnę w piórka.
- Nie zasługujesz na to, by ktokolwiek robił ci coś takiego - rzekła i nachyliła się, po czym pocałowała jego zapuchnięty policzek. Chłopak skrzywił się, czując ból. Isabel odsunęła się, a następnie otworzyła usta, chcąc powiedzieć coś, co dla Tylera było dość oczywiste. Właśnie dlatego wstał z ziemi i uśmiechnął się głupawo, wycofując się.
- Pójdę do sklepu po coś do jedzenia, zaraz wracam - zawołał i odszedł, a dziewczyna, widocznie skołowana, nawet nie próbowała go zatrzymać.
Brunet był przekonany, że siedemnastolatka chciała wyznać mu miłość. Być może coś takiego wisiało w powietrzu już od dawna, jednak on do tej pory tego nie zauważał. Przypomniał sobie jej znajomość z Loganem i to, że powiedziała mu, że jest dla niej kimś więcej, a on potraktował ją gorzej, niż można to sobie w ogóle wyobrazić. Tyler kochał ją, ale możliwe, że tylko jak siostrę. Przyjechali tutaj po to, by odpocząć od problemów. Gdyby teraz powiedział jej, że nie chce z nią być, złamałby jej serce, a przecież nie o to tutaj chodzi. Miał nadzieję, że jakoś uda mu się z tego wszystkiego wyplątać, choć czasem i jego serce zabiło mocniej na widok Isabel.
***
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała Isabel. Ciemnooki wywnioskował po jej minie, że przez parę ostatnich minut musiała mu coś opowiadać, jednak był tak bardzo zamyślony, że nie dotarło do niego ani jedno jej słowo.
- Przepraszam, wyłączyłem się na chwilę - odparł, szczerząc się. - Zacznij od początku, tym razem skupię się wyłącznie na tobie.
- Produkowałam się przez dobre dziesięć minut - stwierdziła. - Skoro mnie ignorowałeś, to teraz musisz za to zapłacić. I ja nawet wiem, w jaki sposób.
- Mam się bać? - spytał Tyler, jednak czuł spokój, ponieważ twarz nastolatki nie wskazywała na jej rozwścieczenie, wręcz przeciwnie, była wyrozumiała. Zaraz potem jej mina przybrała bardziej zatroskaną postać i teraz już chłopak zaczął się niepokoić.
- Opowiedz mi, skąd się wziął ten ogromny siniak na twojej twarzy - rzekła. - Jesteś mi to winien.
- Nie mogłabyś zażądać czegoś innego w ramach spłaty długu? Może całusa? - zażartował, jednak Isabel pokręciła przecząco głową, zresztą właśnie takiej reakcji się spodziewał. - No, dobrze. Powiem ci, jak było. Widzisz, wczoraj mój ojciec zrobił mi małą awanturę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że trochę sobie popił. Chyba nie muszę ci mówić, jak skończyła się nasza pogawędka.
- Nie mogę w to uwierzyć - Isabel pokręciła głową. - Jak ojciec może przyłożyć własnemu dziecku? Jakim człowiekiem trzeba być, aby tak postąpić?
- Nie gniewaj się, ale nie możesz go oceniać - rzekł Tyler.
- I ty go jeszcze bronisz? - spytała. - Przepraszam, ale jak tylko wyobrażam sobie tamten moment, kiedy twój stary tak po prostu dał ci w twarz...
- W porządku - stwierdził. - W sumie nawet go rozumiem. Facet jest w rozsypce i to tak bardzo, że ani ja, ani ty, nie mamy pojęcia, co on teraz czuje. Być może właśnie tak to jest, kiedy ląduje się na samym dnie? Może wtedy człowiek już nie myśli racjonalnie i nie zastanowi się, zanim da komuś w mordę?
- Nadal nie rozumiem, jak możesz go usprawiedliwiać - powiedziała Isabel, tym razem jednak o wiele ciszej i spokojniej. - Wierzę, że dobrze postępujesz, nawet, jeśli nie jestem w stanie tego pojąć.
- Mam taką nadzieję.
- Wiesz, nigdy nie spotkałam równie szlachetnego człowieka - mówiła dalej siedemnastolatka. - Poważnie! Jesteś w stanie poświęcić wszystko, co dla ciebie ważne, by pomóc swojemu ojcu, którego do niedawna nawet nie potrafiłeś tak nazywać.
- Jeszcze chwila, a obrosnę w piórka.
- Nie zasługujesz na to, by ktokolwiek robił ci coś takiego - rzekła i nachyliła się, po czym pocałowała jego zapuchnięty policzek. Chłopak skrzywił się, czując ból. Isabel odsunęła się, a następnie otworzyła usta, chcąc powiedzieć coś, co dla Tylera było dość oczywiste. Właśnie dlatego wstał z ziemi i uśmiechnął się głupawo, wycofując się.
- Pójdę do sklepu po coś do jedzenia, zaraz wracam - zawołał i odszedł, a dziewczyna, widocznie skołowana, nawet nie próbowała go zatrzymać.
Brunet był przekonany, że siedemnastolatka chciała wyznać mu miłość. Być może coś takiego wisiało w powietrzu już od dawna, jednak on do tej pory tego nie zauważał. Przypomniał sobie jej znajomość z Loganem i to, że powiedziała mu, że jest dla niej kimś więcej, a on potraktował ją gorzej, niż można to sobie w ogóle wyobrazić. Tyler kochał ją, ale możliwe, że tylko jak siostrę. Przyjechali tutaj po to, by odpocząć od problemów. Gdyby teraz powiedział jej, że nie chce z nią być, złamałby jej serce, a przecież nie o to tutaj chodzi. Miał nadzieję, że jakoś uda mu się z tego wszystkiego wyplątać, choć czasem i jego serce zabiło mocniej na widok Isabel.
***
Jasnowłosa przechadzała się po domu, dotykając wszystko to, co kojarzyło jej się z mężem - a więc z czasem, kiedy była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Doskonale pamiętała tamten dzień, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy. Fakt, że taki facet chciał zamienić z nią słowo, już był dla niej spełnieniem marzeń i ogromnym zaskoczeniem, więc co dopiero mówić o tym, że parę lat później stanęła z nim na ślubnym kobiercu? Przeżywali tą swoją miłość, wbrew wszystkiemu i wszystkim, myśląc tylko o tym, by krok po kroku budować wspólną przyszłość. Byli wyjątkowo zgodnym małżeństwem. Kiedy już zdarzało im się pokłócić, zazwyczaj chodziło o jakąś błahostkę, z której oboje śmiali się zaraz po pogodzeniu. Żadne z nich nigdy nie wyciągało ręki i nie przepraszało. Po kilku cichych dniach, kiedy nawet nie potrafili się do siebie odezwać, ich spojrzenia nagle spotykały się ze sobą i nijak nie mogły uciec w żadnym innym kierunku. Było tak do momentu, kiedy Naomi zaczynała się śmiać, jak zwykle zresztą. Russell właściwie nie musiał nic robić, by poprawić nastrój swojej ukochanej. Zaskakiwał ją tym, że choć sam nigdy by się do tego nie przyznał, potrafił być prawdziwym romantykiem. Zapewne nikt nawet nie pomyślałby, że wspaniały lekarz, który w pracy nie pozwalał sobie na szaleństwa, miał na piersi wytatuowane imię swojej żony. Oboje wierzyli, że któregoś razu tuż pod napisem ,,Naomi'', pojawi się także kilka kolejnych liter, składających się na imię ich syna lub córeczki. O niczym innym nie marzyli tak bardzo, jak o tym, by zostać rodzicami. Wiedzieli, że to dopełniłoby ich szczęście i gotowi byli zrobić wszystko, aby to pragnienie kiedyś się ziściło. Właśnie dlatego tak niezrozumiałe jest to, w jakim punkcie byli teraz. Nie potrafili ze sobą rozmawiać tak, by to nie skończyło się awanturą i mnóstwem gorzkich słów. Ich związek wisiał na włosku, a właściwie już nie istniał, choć czuli, że wystarczy jedna, mała iskra, by między nimi znów zapłonął ogień, wypełniając ich serca przyjemnym ciepłem. Stracili to, co mieli najcenniejszego, kiedy próbowali spełnić to swoje najpotężniejsze marzenie. Naomi zaczęła zaniedbywać męża, a on pogubił się i znalazł pocieszenie w ramionach innej. Oboje postąpili źle i gdyby tylko mogli cofnąć czas... Blondynka zatrzymała wzrok na ich wspólnej fotografii, która wisiała na ścianie. Nie mogła nic poradzić na to, że kiedy tylko patrzyła na jego twarz, czuła złość, zwłaszcza teraz, kiedy była w totalnej rozsypce. Zdjęła fotografię w antyramie ze ściany i już miała cisnąć nią o podłogę, kiedy nagle zobaczyła jego. Nic nie powiedział, nawet nie odchrząknął, po prostu się na nią gapił w sposób bezczelny, bo przecież czasy, kiedy mógł lustrować ją spojrzeniem od stóp do głów, minęły i nigdy nie wrócą. Jak on w ogóle śmiał tu przyłazić? Naomi czuła, że przestaje panować nad emocjami.
- Co ty tu robisz? - zapytała, z trudem kontrolując swój głos. - Zapomniałeś, że to już nie jest twój dom?
- Dlaczego zrezygnowałaś z adopcji? - spytał, puszczając mimo uszu to, co usłyszał od niej.
Knight przez chwilę nie mogła nabrać powietrza, tak bardzo zaskoczona była pytaniem, które jej zadał. Kiedy w jej wnętrzu zaczęły kumulować się gniew i smutek jednocześnie, Naomi straciła panowanie nad sobą. Tak mocno zacisnęła palce, że ramka, którą trzymała i o której zdążyła zapomnieć, pękła, a z jej dłoni krew zaczęła skapywać na podłogę. Russell szybko ruszył w jej kierunku, jednak w ostatniej chwili jasnowłosa krzyknęła:
- Zostaw!
Początkowo mężczyzna chciał zignorować jej żądanie, jednak postanowił ulec, kiedy napotkał jej gniewne spojrzenie. Minęła dłuższa chwila, nim Naomi odezwała się ponownie.
- Chcesz wiedzieć, dlaczego zrezygnowałam, tak? - powtórzyła jego pytanie, a rudowłosy lekko skinął głową, oczekując w napięciu na odpowiedź, którą tak bardzo chciał poznać. - Marzyłam o tym, jak o niczym innym. Byłam gotowa zrobić dosłownie wszystko, by któregoś dnia zostać matką. Kiedy zobaczyłam Angelo po raz pierwszy, poczułam... - zatrzymała się, a przez jej twarz przemknął uśmiech. - Nawet nie potrafię tego opisać. Od początku czułam, że to wyjątkowy chłopiec i nie bez przyczyny los postawił go na mej drodze. Byłam jeszcze bardziej zdeterminowana, by osiągnąć swój cel. Zaniedbałam wielu ludzi, będąc tak zapatrzoną w swe pragnienia, w tym również ciebie. Wiem, że popełniłam błąd. Chciałam, abyśmy byli szczęśliwi, ale wszystko popsułam...
- Nadal możemy być szczęśliwi - wtrącił Russell. - Jeśli tylko spróbujesz mi wybaczyć...
- Wybaczyć tobie? - zdziwiła się, a na jej twarzy pojawił się grymas. - Nawet nie chodzi mi o twoją zdradę, wiesz? Próbowałam dojść do celu bez ciebie. Lucas był moją szansą.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie ja kazałem mu cię zostawić? - zapytał. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi, a blondynka odwróciła wzrok, Russell postanowił spróbować inaczej. - I to dlatego zrezygnowałaś z adopcji? Dlatego, że Lucas...
- Och, zamknij się - westchnęła, masując obolałe skronie. Była już tym wszystkim zmęczona, a jednak z jakichś przyczyn nie umiała tak po prostu zakończyć tej rozmowy. - Marzyłam o tym, by mieć szczęśliwą rodzinę, a nie o tym, by być samotną matką. W końcu dotarło do mnie, że nigdy nie spełnię tego pragnienia, więc zrezygnowałam.
- I naprawdę nie chcesz dać mi szansy? - zapytał z nadzieją w głosie, choć i tak nie zamierzał jej o nic prosić. Sam wciąż czuł do niej żal, jednak nie chciał znów obarczać ją winą o to, co się stało z ich życiem.
- Mówiłam ci już, że cię nienawidzę? - spytała, a w jej głosie rozbrzmiała bezsilność. Jej oczy zalśniły smutno, a twarz wyglądała teraz tak, jakby Naomi była po prostu zmęczona tą sytuacją. - Wyjdź, proszę.
Russell nie posłuchał jednak, mało tego - zrobił krok w stronę żony. Zdumiona kobieta spojrzała na niego. Młody lekarz chwycił jej dłoń, nie przejmując się, że teraz i on był ubrudzony krwią. Drugą ręką dotknął jej twarz, a jej mina wyrażała przedziwną, nieoczywistą przyjemność i radość. Kciukiem otarł pojedynczą łzę z jej policzka, po czym jego palec delikatnie musnął jej ust. Nie mógł tak po prostu jej pocałować, po tych długich miesiącach kłótni i wzajemnych żali. Przez cały ten czas wahał się, czy Naomi jeszcze należy do niego, czy już nie. Teraz byli tylko oni i nikt nie mógł im przeszkodzić. Dosłownie pożerał ją wzrokiem, chcąc upewnić się, że ona czuje to samo. I choć chwila ta dla nich obojga nie była łaskawa, bo mogli tylko na siebie patrzeć, bojąc się zrobić odważniejszy ruch, żadne z nich nie zamierzało niczego przyspieszać. Bicie ich serc z każdą kolejną sekundą było szybsze i wcale nie było to spowodowane nerwami, a już na pewno nie tymi negatywnymi. Dopiero wtedy Russell uśmiechnął się, bardziej do siebie samego, niż do nadal zaintrygowanej jego działaniami żony.
- A czy ja mówiłem ci już, że cię kocham i że nigdy nie przestanę? - zapytał tym razem on, kręcąc głową. Nie dowierzał, że to wszystko dzieje się naprawdę. Kiedy tu szedł, wcale nie zamierzał w taki sposób kończyć ich rozmowy. Wszystko ułożyło się samo, jakby los wyręczył ich w podejmowaniu trudnych decyzji. - Ja nigdy nie zmieniam zdania, Naomi.
Dziewczyna patrzyła na niego swymi wielkimi, błękitnymi jak ocean oczami, w których lśniły łzy. Jej wargi drżały, zdradzając silne emocje, które nią władały. Chciała coś powiedzieć, bała się jednak, że popełni błąd. Dopiero, gdy zdała sobie sprawę, że na twarzy męża gości szczery uśmiech, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wreszcie powiedzieć to, co cisnęło jej się na usta od dawna, jednak była zbyt wściekła, by móc wyrzucić to wszystko z siebie.
- Nie potrafiłabym tak naprawdę znienawidzić osoby, która nauczyła mnie, czym jest miłość - rzekła. - Spróbujmy jeszcze raz.
- Najpierw powiedz to - odparł Russell. Jasnowłosa nie od razu zrozumiała, o co mu chodzi, jednak po chwili wszystko stało się dla niej jasne. Uśmiechnęła się i szepnęła:
- Kocham cię.
Wreszcie stało się to, czego oboje podświadomie pragnęli od tak dawna - ich usta złączyły się w pocałunku, a potem w jeszcze jednym i w następnym... Byli tak zakochani, jak pierwszego dnia, a nawet bardziej i nie bez powodu zasnęli dopiero, kiedy za oknami zaczęło się robić jasno.
***
Początkowo mężczyzna chciał zignorować jej żądanie, jednak postanowił ulec, kiedy napotkał jej gniewne spojrzenie. Minęła dłuższa chwila, nim Naomi odezwała się ponownie.
- Chcesz wiedzieć, dlaczego zrezygnowałam, tak? - powtórzyła jego pytanie, a rudowłosy lekko skinął głową, oczekując w napięciu na odpowiedź, którą tak bardzo chciał poznać. - Marzyłam o tym, jak o niczym innym. Byłam gotowa zrobić dosłownie wszystko, by któregoś dnia zostać matką. Kiedy zobaczyłam Angelo po raz pierwszy, poczułam... - zatrzymała się, a przez jej twarz przemknął uśmiech. - Nawet nie potrafię tego opisać. Od początku czułam, że to wyjątkowy chłopiec i nie bez przyczyny los postawił go na mej drodze. Byłam jeszcze bardziej zdeterminowana, by osiągnąć swój cel. Zaniedbałam wielu ludzi, będąc tak zapatrzoną w swe pragnienia, w tym również ciebie. Wiem, że popełniłam błąd. Chciałam, abyśmy byli szczęśliwi, ale wszystko popsułam...
- Nadal możemy być szczęśliwi - wtrącił Russell. - Jeśli tylko spróbujesz mi wybaczyć...
- Wybaczyć tobie? - zdziwiła się, a na jej twarzy pojawił się grymas. - Nawet nie chodzi mi o twoją zdradę, wiesz? Próbowałam dojść do celu bez ciebie. Lucas był moją szansą.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie ja kazałem mu cię zostawić? - zapytał. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi, a blondynka odwróciła wzrok, Russell postanowił spróbować inaczej. - I to dlatego zrezygnowałaś z adopcji? Dlatego, że Lucas...
- Och, zamknij się - westchnęła, masując obolałe skronie. Była już tym wszystkim zmęczona, a jednak z jakichś przyczyn nie umiała tak po prostu zakończyć tej rozmowy. - Marzyłam o tym, by mieć szczęśliwą rodzinę, a nie o tym, by być samotną matką. W końcu dotarło do mnie, że nigdy nie spełnię tego pragnienia, więc zrezygnowałam.
- I naprawdę nie chcesz dać mi szansy? - zapytał z nadzieją w głosie, choć i tak nie zamierzał jej o nic prosić. Sam wciąż czuł do niej żal, jednak nie chciał znów obarczać ją winą o to, co się stało z ich życiem.
- Mówiłam ci już, że cię nienawidzę? - spytała, a w jej głosie rozbrzmiała bezsilność. Jej oczy zalśniły smutno, a twarz wyglądała teraz tak, jakby Naomi była po prostu zmęczona tą sytuacją. - Wyjdź, proszę.
Russell nie posłuchał jednak, mało tego - zrobił krok w stronę żony. Zdumiona kobieta spojrzała na niego. Młody lekarz chwycił jej dłoń, nie przejmując się, że teraz i on był ubrudzony krwią. Drugą ręką dotknął jej twarz, a jej mina wyrażała przedziwną, nieoczywistą przyjemność i radość. Kciukiem otarł pojedynczą łzę z jej policzka, po czym jego palec delikatnie musnął jej ust. Nie mógł tak po prostu jej pocałować, po tych długich miesiącach kłótni i wzajemnych żali. Przez cały ten czas wahał się, czy Naomi jeszcze należy do niego, czy już nie. Teraz byli tylko oni i nikt nie mógł im przeszkodzić. Dosłownie pożerał ją wzrokiem, chcąc upewnić się, że ona czuje to samo. I choć chwila ta dla nich obojga nie była łaskawa, bo mogli tylko na siebie patrzeć, bojąc się zrobić odważniejszy ruch, żadne z nich nie zamierzało niczego przyspieszać. Bicie ich serc z każdą kolejną sekundą było szybsze i wcale nie było to spowodowane nerwami, a już na pewno nie tymi negatywnymi. Dopiero wtedy Russell uśmiechnął się, bardziej do siebie samego, niż do nadal zaintrygowanej jego działaniami żony.
- A czy ja mówiłem ci już, że cię kocham i że nigdy nie przestanę? - zapytał tym razem on, kręcąc głową. Nie dowierzał, że to wszystko dzieje się naprawdę. Kiedy tu szedł, wcale nie zamierzał w taki sposób kończyć ich rozmowy. Wszystko ułożyło się samo, jakby los wyręczył ich w podejmowaniu trudnych decyzji. - Ja nigdy nie zmieniam zdania, Naomi.
Dziewczyna patrzyła na niego swymi wielkimi, błękitnymi jak ocean oczami, w których lśniły łzy. Jej wargi drżały, zdradzając silne emocje, które nią władały. Chciała coś powiedzieć, bała się jednak, że popełni błąd. Dopiero, gdy zdała sobie sprawę, że na twarzy męża gości szczery uśmiech, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wreszcie powiedzieć to, co cisnęło jej się na usta od dawna, jednak była zbyt wściekła, by móc wyrzucić to wszystko z siebie.
- Nie potrafiłabym tak naprawdę znienawidzić osoby, która nauczyła mnie, czym jest miłość - rzekła. - Spróbujmy jeszcze raz.
- Najpierw powiedz to - odparł Russell. Jasnowłosa nie od razu zrozumiała, o co mu chodzi, jednak po chwili wszystko stało się dla niej jasne. Uśmiechnęła się i szepnęła:
- Kocham cię.
Wreszcie stało się to, czego oboje podświadomie pragnęli od tak dawna - ich usta złączyły się w pocałunku, a potem w jeszcze jednym i w następnym... Byli tak zakochani, jak pierwszego dnia, a nawet bardziej i nie bez powodu zasnęli dopiero, kiedy za oknami zaczęło się robić jasno.
***
Ohhh... Jestem zachwycona tym rozdziałem, a najbardziej końcówką. No, ale po kolei.
OdpowiedzUsuńW sumie nie dziwię się, że Paige sięgnęła po alkohol. Poczuła się odtrącona i niechciana, mężczyzna, którego chciała wybrał inną. Najlepszym sposobem na smutek był alkohol. Jednak zachowała się nieodpowiedzialnie. Ma w końcu dziecko i to jest najlepszy argument na to, by alkohol stał jak najdalej od niej. Nie dziwię się, że Josh się rozzłościł, ale w sumie to przez niego, więc dobrze, że ma wyrzuty sumienia.
Cieszę się, że Adriana polubiła Vanessę. To było bardzo ważne.
Nie rozumiem zachowania Josha. Rozumiem, że jest zły i smutny, ale zawsze gdy taki jest, to wyżywa się na ukochanej osobie. Boję się, że Vanessa w końcu tego nie wytrzyma. Josh powinien nad sobą popracować.
Od początku czułam, że Isabel czuje coś do Tylera i miałam nadzieję, że on coś do niej, ale teraz... Mam nadzieję, że to nie jest 'siostrzana' miłość. Inaczej dziewczyna znów będzie cierpieć. Ale skoro czasami Tylerowi bije szybciej serce, gdy ją widzi, to może coś jest na rzeczy? Fajnie by było. :)
Gdy ta pielęgniarka przyszła do Russella, czułam, że między nim a Naomi będzie lepiej. To wszystko dzięki Angelowi, który pomimo tego, że jest tak mały, poczuł, że Russell jest dla niego kimś bliskim i... ważnym. Dobrze, że mężczyzna nie zrezygnował i walczył o Naomi i o rozmowę z nią. Zaimponował mi. :) A to co potem się działo... Ach, magia. Czekałam na to bardzo długo. Tak jak oni. :) Nareszcie coś się układa. :)
Pozdrawiam :*
Hej Kochana:* niestety nie udało mi się dotrzeć tutaj na czas, dlatego pojawiam się dopiero dzisiaj. Ten tydzień miałam strasznie zabiegany, więc ciesze się, że w końcu znalazłam wolną chwilę. Myślę, że następny już taki nie będzie, a przy następnej nowości postaram się być już punktualnie, albo chociaż minimalnie spóźniona. Ciesze się, że studniówka się udała :) ja mojej nie wspominam zbyt dobrze, chociażby z tego względu, że moja klasa nie należała do zgranych, więc towarzystwo było raczej nieciekawe. No ale było, minęło, dobrze, że chociaż Ty jesteś zadowolona ze swojej :) tylko sześć rozdziałów zostało do końca? Nie ukrywam, że ta informacja nie wywołała na mojej twarzy uśmiechu, ale pocieszam się faktem, że ruszasz z nowym projektem :) to tyle, jeśli chodzi o słowo wstępu, a teraz zabieram się za najważniejsze.
OdpowiedzUsuńSama nie wiem, czy w tym przypadku można jakkolwiek usprawiedliwiać zachowanie Paige. Uważam, że Josh rozegrał to dość nieumyślnie. Pewnie działał pod wpływem chwili i nie wziął pod uwagę późniejszych konsekwencji swojej decyzji. Jakby nie patrzeć wina w dużej mierze leży po jego stronie. Z pewnością obawiał się reakcji swojej córki na wiadomość, że w życiu jej tatusia pojawiła się inna kobieta, którą nie jest jej mama. To naturalne i takie rzeczy bierze się pod uwagę, ale Josh najwyraźniej zapomniał o tym, że Paige też ma jakieś uczucia i z pewnością nie będzie zachwycona jego związkiem z Vanessą. Ludzie zazwyczaj topią smutki w alkoholu i najczęściej nie widzą w tym nic złego, bo niby jak inaczej zapomnieć o problemach zbytnio się przy tym nie wysilając? Nieodpowiedzialne w zachowaniu Paige było jedynie to, że zapomniała o Adrianie i czasami mam wrażenie, że to dziecko jest przekazywane z rąk do rąk. To normalne, że dziecko powinno mieć obojga rodziców, ale pomimo problemów Paige powinna na pierwszym miejscu stawiać właśnie Adrianę. Dziewczyna jest zawiedziona, czuje się zraniona, bo Josh dawał jej nadzieję, że jeszcze uda im się stworzyć szczęśliwy związek. Nie lubię takich sytuacji i mężczyzn, którzy w ten sposób traktują kobiety. Myślą, że można się nami bawić, a później tak po prostu rzucić w kąt. Delikatnie mówiąc, było to bardzo niedojrzałe ze strony Josha, a wracając do Paige, to mam nadzieję, że taki wybryk w jej przypadku był pierwszy i ostatni raz :)
Czyli Russell poznał wreszcie Angelo. Byłam ciekawa, czy w ogóle dojdzie do tego spotkania, skoro Naomi zrezygnowała z adopcji. No i przecież po ich rozstaniu Knight nie wiedział, że jego żona przychodzi do szpitala na odwiedziny do dziecka. Jestem ciekawa czy to spotkanie coś zmieni w relacjach lekarza i Naomi, może ten maluszek sprawi, że w końcu się dogadają i wybaczą sobie wszystkie błędy, które popełnili? Z moich obserwacji wynika, że Isabel jakoś szczególnie nie zmieniła się pod wpływem znajomości z Tylerem. Odzyskała radość życia, to na pewno, ale dla mnie w dalszym ciągu pozostała tą dojrzałą dziewczyną, która swoją dojrzałością przebiłaby niejednego swojego rówieśnika. Czy to możliwe, że tak szybko obdarzyłaby Tylera miłością? Po ostatnich wydarzeniach z chłopakami na jej miejscu byłabym ostrożniejsza. Wiem, że chciałaby być szczęśliwa, ale Isabel jest przecież młoda, ma dopiero siedemnaście lat i nikt przecież nie powiedział, że do końca życia będzie sama. Cierpliwości, a na pewno wszystko się jeszcze ułoży w jej życiu :)
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się takiego zakończenia tego rozdziału. Wstyd mi się do tego przyznać, ale ja już przestałam wierzyć w to, że uda się odbudować małżeństwo Russella i Naomi. Tak bardzo ranili siebie nawzajem, że nawet nie przypuszczałam, że dwoje ludzi może sprawić sobie aż tyle bólu. Tak jak wspominałaś wcześniej, w tym przypadku wina była obustronna, nie tylko zdrada Russella miała wpływ na tymczasowy rozpad ich małżeństwa. A teraz okazuje się, że ich pogodzenie się było tylko kwestią czasu. Chyba jednak trafiłam ze stwierdzeniem, że mały Angelo będzie miał istotny wpływ na pogodzenie Naomi i Russella. Piękne zakończenie rozdziału, naprawdę bardzo mi się podobało :)
Czekam na kolejne nowości z niecierpliwością :)
Buziaki :*
Jak obiecałam wczoraj - pojawiam się tutaj dzisiaj! :) Tylko 6 odcinków? Jak ten czas szybko zleciał. Mam wrażenie, że dopiero co startujesz z tym opowiadaniem, a tutaj właściwie już koniec historii. Cieszę się, że nie przestajesz tworzyć i już wkrótce zaprezentujesz nam nowe opowiadanie, którego bardzo nie mogę się doczekać! ;)
OdpowiedzUsuńUbóstwiam tą piosenkę, a na dodatek idealnie pasuje do tego fragmentu. Jak zwykle - świetnie to wszystko dobrałaś. Moje serce pękało, gdy czytałam ten fragment. Szkoda mi Paige. Nie spodziewała się, że jej ukochany mężczyzna układa sobie na boku życie z inną kobietą. I kiedy ona miała nadzieję na ich happy ending, pojawiła się Vanessa. Nie lubię Vannie. Bo znowu miesza. Najpierw w życiu doktorka, a teraz tej dwójki. Czy ona nie może znaleźć sobie wolnego faceta? Reakcja Josha na widok Paige była naturalna. Każdy by się chyba wściekł, ale mimo to nie miał prawa jej osądzać. To on namieszał jej w głowie. Od samego początku karmił złudną iluzją, że nadal ją kocha. Bo jeśli byłaby to prawda i naprawdę zależałoby mu na niej tak bardzo, to nie zostawiłby jej tak szybko dla innej. Prawdziwa miłość nigdy nie umiera - ponoć. Szkoda mi tej dwójki, naprawdę.
Popłakałam się. I mówię szczerze. Kocham ten fragment. Kocham Russella. Mam nadzieję, że mały Angelo sprawi cud i na nowo połączy tą dwójkę. I jeszcze ta piosenka w tle. Coś pięknego. Kocham ten fragment. KOCHAM!
Uwielbiam Adrianę. Jest taki mądrym dzieckiem i na dodatek tak uroczym. Chciałabym wierzyć, że to co dzieje się miedzy jej rodzicami na nią nie wpłynie, ale wiem, że to tylko czcze życzenie. Tak naprawdę, to właśnie dzieci na tym najbardziej cierpią. A Vanessy dalej nie lubię.
Tayler jest fantastycznym chłopakiem. Ma w sobie tyle dobroci i miłości. Jestem pełna podziwu wobec niego. W dzisiejszych czasach tak trudno znaleźć kogoś, kto pomoże bez żadnych ukrytych intencji. Chciałabym, aby pokochał Isabel, bo dziewczyna zasługuje na kogoś takiego. Po tym wszystkim, co musiała przejść - Tayler wydaje się być bezpieczną przystanią. :)
I znowu mam łzy w oczach, a stado motyli szaleje w moim brzuchu. Cieszę się jak dziecko, które dostało upragnionego cukierka. Ta dwójka od początku była na siebie skazana. Ta miłość po prostu paruje ze słów, które napisałaś. Teraz tylko pozostało dokończyć im adopcję i cieszyć się rodzinnym życiem, o jakim zawsze marzyli.
Przepraszam za jakoś komentarza, ale mam taki emocjonalny kocioł w głowie, że momentami brakowało mi słów. Kocham tą część. Moim zdaniem - jedna z najlepszych w tym opowiadaniu. Już nie mogę się doczekać kolejnej nowości. Pisz dalej i nigdy nie przestawaj, bo Twoja twórczość jest mi potrzebna tak samo jak tlen. :)
Całuję mocno:*