Hej :)
Dziękuję za cudowne komentarze i od razu przepraszam, że nie udało mi się na nie odpisać. Postaram się poprawić to następnym razem!
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu. Nad nowym opowiadaniem wciąż pracuję, kiedy tylko mam czas. Idzie świetnie i już nie mogę się doczekać, kiedy pokażę Wam nieco więcej. Póki co pozostaje końcówka Mine, która - mam nadzieję - nie rozczaruje żadnej z Was.
Całuję i do następnego! :*
***
Damien Rice - One
Dziękuję za cudowne komentarze i od razu przepraszam, że nie udało mi się na nie odpisać. Postaram się poprawić to następnym razem!
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu. Nad nowym opowiadaniem wciąż pracuję, kiedy tylko mam czas. Idzie świetnie i już nie mogę się doczekać, kiedy pokażę Wam nieco więcej. Póki co pozostaje końcówka Mine, która - mam nadzieję - nie rozczaruje żadnej z Was.
Całuję i do następnego! :*
***
Damien Rice - One
Ostatni dzień tego beznadziejnego, nieudanego pod każdym względem roku, a więc idealny czas na wszelkie podsumowania. Gdyby Paige Belle usiadła teraz przy biurku i zaczęła na kartce spisywać wszystko to, co udało jej się osiągnąć w ciągu tych trzystu sześćdziesięciu czterech dni, nie zużyłaby ani odrobiny tuszu. Rozpisałaby się, gdyby z kolei miała w punktach wymienić każdą swoją porażkę, każdy popełniony błąd i imię każdej osoby, którą skrzywdziła lub zawiodła - albo najlepiej jedno i drugie. Aby nie przygnębiać się jeszcze bardziej, postanowiła tego nie robić. Dobrze wiedziała, że ten rok był jednym z najbardziej pokręconych, jakie kiedykolwiek przeżyła. Pierwsze sześć miesięcy było w porządku. W głębi duszy nadal cierpiała, żyjąc w fałszywym przekonaniu, że Josh Hartley nie żyje, jednak mogła przez cały czas liczyć na wsparcie Austina Lyncha. To on pomógł jej stanąć na nogi, to on pokazał jej, że życie nadal może być piękne. Również dla jej córki Austin był wspaniały, robiąc wszystko, by choć trochę zastąpić jej ojca, za którym tęskniła. Wcale nie musiał tego robić. Od pierwszego spotkania nie darzył Paige sympatią, a wręcz wolał unikać ją, kiedy tylko było to możliwe. W imię przyjaźni pokonał swoje uprzedzenia. Wiedział, że Josh byłby z niego dumny, gdyby zobaczył, jak ten opiekuje się jego rodziną. Nie mieli pojęcia, kiedy pojawiła się między nimi miłość. Stało się to tak niespodziewanie, że nie od razu przyzwyczaili się do nowej sytuacji. Od tamtej chwili nie byli tylko dwójką ludzi, którzy patrzyli na siebie wilkiem i w myślach wyzywali się siarczyście. Zaczęli wiązać ze sobą przyszłość, a kiedy myśleli, co chcieliby zrobić następnego dnia, zawsze przywoływali twarz tej ukochanej osoby przed oczy. Czy robili coś złego? Nawet dziś Paige uparcie twierdziła, że nie. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby wtedy wiedziała, że informacja o śmierci Josha była nieprawdziwa. Była mu wierna. Gdyby prawdziwie go nie kochała, czy tak mocno zabolałaby ją jego strata? Czy rozpaczałaby tak po śmierci mężczyzny, który nie byłby dla niej tak ważny, jak Hartley? Zawdzięczała mu jeszcze więcej, niż Austinowi. To Josh uratował jej życie, tym samym ratując jej duszę. Pomógł jej wrócić na właściwą drogę i zacząć myśleć o swojej przyszłości, zamiast dalej marnotrawić teraźniejszość. Ilu dni nie pamiętała, bo przeżyła je po zażyciu narkotyków, w stanie niekoniecznie błogiej nieświadomości? Ile chwil przeciekło jej przez palce, choć tak naprawdę nie warto gubić ani jednej? Staczała się, powoli zabijając wszystko to, co miała w sobie cennego, a jednak on potrafił dostrzec każdą jej zaletę, nawet, kiedy wyglądała, jak siedem nieszczęść. Dla niego była piękna, nawet, kiedy sama patrzyła na swe odbicie z obrzydzeniem. Jego miłość naprawiała jej duszę, dzięki czemu Josh każdego dnia zakochiwał się w niej coraz bardziej, aż w końcu kompletnie stracił dla niej głowę. Paige aż bała się pomyśleć, co by było, gdyby tamtej nocy los nie postawił na jej drodze niebieskookiego. Na pewno nie byłaby tą samą osobą, co teraz, a kto wie, może w ogóle nie byłoby jej dzisiaj wśród żywych?
W sierpniu tego roku jej szczęście rozpadło się, jak domek z kart, choć na pewno nie w oczywisty sposób. Spełniło się jej marzenie, zdające się być tak nierealnym - Josh Hartley wrócił, choć chyba nikt nie wierzył wtedy, że to jeszcze możliwe. A jednak nie wspominała tamtej chwili pozytywnie, choć na jej policzkach gościły rumieńce, kiedy tylko wracała myślami do tamtego dnia. Sam moment, kiedy ich spojrzenia spotkały się po raz pierwszy od roku, był jednym z najwspanialszych, jakich brunetka kiedykolwiek doświadczyła w swoim życiu, jednak jego późniejsze konsekwencje wcale nie były takie kolorowe. Wszystko nagle zrobiło się tak skomplikowane. Miłość, którą dotąd tak beztrosko przeżywała z Austinem, nagle wydała się wręcz niepoprawna, mało tego, z czasem zaczęła w ogóle wątpić w szczerość i prawdziwość tego uczucia. Nieznana siła wciąż pchała ją w stronę Josha, choć próbowała z tym walczyć z całych sił, by nie sprawić Lynchowi bólu. Kiedy ten zachorował i o mały włos nie stracił życia, Paige postanowiła zostać przy nim i zapomnieć o tym, że mogłaby kiedykolwiek wrócić do Hartleya. Austin potrzebował jej bardziej. Kiedy tak bardzo błagała, by Bóg jej go nie zabierał, czuła, że ta miłość płonie w jej sercu prawdziwym ogniem, rozgrzewającym jej wnętrze aż do czerwoności. Wygrali. Nagle okazało się, że nie mają się już czego obawiać i właśnie wtedy coś się wypaliło. Oddalali się od siebie, a w tym samym czasie Paige coraz bardziej zbliżała się do dawnego narzeczonego. Robiła coś, czego nie powinna, jednak mimo tej świadomości nie potrafiła się powstrzymać. Zakazane uczucie, po które sięgała, napawało ją szczęściem, choć tym samym łamała serce Austinowi. Co do niego czuła? Czy był on tylko pocieszycielem, którego mogła bez wahania pozbyć się, kiedy tylko Josh znów pojawił się w jej życiu? Nie wierzyła w to. Nie była święta i swoje ma za uszami, jednak nie byłaby zdolna okłamywać drugiego człowieka i fałszywie wyznawać mu miłość. Austin naprawdę był dla niej kimś wyjątkowym i ważnym. Zrobiłaby wszystko, by nigdy nie znaleźć się w tak trudnej sytuacji, przez którą teraz musiała jakoś przebrnąć. Gdyby ktoś zaoferował jej, że uczyni jej życie prostszym, nie zawahałaby się nawet, bo brakowało jej tej pewności, że wszystko jest pod jej kontrolą. Może bezpieczniej byłoby nigdy się nie zakochiwać?
Brunetka westchnęła, stając przed drzwiami, które widziała właśnie po raz pierwszy w swoim życiu. Osoba, która jej za chwilę otworzy, pojawiła się w jej życiu w tym roku, czyniąc go jeszcze bardziej nieudanym.
- Otwarte - krzyknęła kobieta.
Paige niepewnie przycisnęła klamkę i popchnęła drzwi. Z duszą na ramieniu przekroczyła próg, naprawdę obawiając się tego, co miało się zaraz wydarzyć. Wcale nie chciała tego spotkania, jednak niebieskooka wyraźnie na to nalegała. Belle domyślała się, o co jej chodziło. Kiedy weszła do salonu, zobaczyła w nim Vanessę, siedzącą przy stole i wyraźnie na nią czekającą. Nigdzie w pobliżu nie zauważyła za to Adriany i właśnie to wprawiło Paige w niepokój.
- Gdzie jest moja córka? - zapytała nerwowo.
- W drugim pokoju, jeszcze śpi - odparła ze stoickim spokojem, spoglądając na wolne krzesło. - Usiądź.
- Żartujesz? - spytała niezbyt uprzejmie brunetka, jednak nie zrobiło to na rozmówczyni większego wrażenia. Brązowooka usiadła zatem, choć nie kryła, że nie robiła tego z przyjemnością.
- Trochę ci zajęło wytrzeźwienie - powiedziała Vannie, nie owijając w bawełnę, a to podziałało na Belle jak płachta na byka.
- Nawet nie próbuj mnie oceniać - warknęła. - Nie przyszłam tu po to, by ucinać sobie tu z tobą pogawędkę. Przyszłam po moją...
- Córkę, wiem - odparła niewzruszona. - Osobiście przypomniałam ci o jej istnieniu, kiedy dzwoniłam. Zamierzałaś ją w ogóle odebrać?
Paige uśmiechnęła się, wiedząc, że wygląda teraz na naprawdę bezczelną, jednak nie obchodziło jej to.
- Przyznaj, że masz po prostu dosyć bawienia się w niańkę. Spokojnie, już zdejmuję z ciebie ten ciężar - skwitowała i wstała od stołu. Bez trudu odnalazła drugi pokój, z którego już po chwili wyszła, niosąc czteroletnią dziewczynkę na rękach. Wyglądało na to, że malutka była tak zmęczona, że nadal słodko drzemała, nie zważając na nic.
- Adriana jest wspaniała - powiedziała Vanessa, a Paige zauważyła, że dziewczyna nie siedzi już przy stole, lecz stoi przy drzwiach, uniemożliwiając ciemnowłosej opuszczenie mieszkania. - Mam nadzieję, że weźmiesz się w garść i nigdy więcej nie zachowasz się tak, jak ostatnio i to na oczach swojego dziecka. I wiesz, co ci powiem? Że byłoby mi o wiele łatwiej cię nienawidzić, gdybym nie wiedziała, jak bardzo Josh cię kochał.
Niebieskooka przesunęła się, tak, by Paige mogła swobodnie wyjść, jednak ta nie od razu zrobiła krok w kierunku drzwi. Widać było po jej minie, że nadal przetrawiała słowa, które właśnie usłyszała. Uśmiechnęła się, co dla Vanessy było ogromnym zaskoczeniem, bo wcale nie wyglądało to ironicznie czy żartobliwie - był to szczery, prawdziwy uśmiech.
- Bo Josh nigdy nie zakochałby się w byle kim - rzekła brunetka i dopiero wtedy wyszła.
Vannie była w głębokim szoku. Czy powinna potraktować słowa Belle jak komplement, skoro teraz sama była wybranką serca Josha Hartleya? Czy nie było to zbyt dziwne, nawet jak na nią?
***
W jednej chwili ich zwykłe, szare i skomplikowane życie, przeistoczyło się w najpiękniejszą bajkę, o jakiej dotychczas nawet nie odważyliby się marzyć, by nie rozczarować się rzeczywistością. Dwadzieścia cztery godziny temu Russell nie mógłby tak po prostu jej pocałować, za to teraz był to tylko jeden z licznych przywilejów, które znów miał w swoim posiadaniu. W jednej chwili zapomnieli o wszystkim tym, co było złe. Żyli tak, jakby jej błędy i jego zdrada, nigdy się nie wydarzyły. Pewnie trudno w to uwierzyć, jednak nagle zniknęły wszystkie żale, jakie do siebie żywili. Żadne z nich nie zamierzało robić drugiemu wyrzutów o cokolwiek. Byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, mogąc po prostu poczuć znów zapach ukochanej osoby i móc z dumą powiedzieć całemu światu, że należał on właśnie do nich. Z tą wiedzą mogli góry przenosić. Miłość, którą przeżywali i która miała ten najpyszniejszy smak ze wszystkich uczuć, jakich kiedykolwiek doświadczyli, uskrzydlała ich i ani myśleli, by znowu namieszać i popsuć tą sielankę. Dopiero przyszłość pokaże, czy rzeczywiście wyciągnęli odpowiednie wnioski, jednak na ten moment nie chcieli odbiegać za daleko w przyszłość. Ludzie rozstają się z różnych przyczyn. Bardzo często dzieje się to nagle i bez zapowiedzi, kiedy uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi tak po prostu wygasa. Być może i oni któregoś dnia znudzą się sobą, poczują, że oczekują od życia czegoś innego? Może, jednak mimo to ufali, że ich nie będzie to dotyczyć. Wierzyli, że to, co ich łączyło, było najszczersze i miało trwać już zawsze. Na pewno zrobią wszystko, by to pielęgnować i by nigdy więcej nie musieć znosić tak bolesnej rozłąki. Cztery miesiące życia bez siebie, z ciągłymi pretensjami i wyrzutami sumienia, by wreszcie móc odzyskać to, co było dla nich najbardziej wartościowe - siebie nawzajem.
Brunetka westchnęła, stając przed drzwiami, które widziała właśnie po raz pierwszy w swoim życiu. Osoba, która jej za chwilę otworzy, pojawiła się w jej życiu w tym roku, czyniąc go jeszcze bardziej nieudanym.
- Otwarte - krzyknęła kobieta.
Paige niepewnie przycisnęła klamkę i popchnęła drzwi. Z duszą na ramieniu przekroczyła próg, naprawdę obawiając się tego, co miało się zaraz wydarzyć. Wcale nie chciała tego spotkania, jednak niebieskooka wyraźnie na to nalegała. Belle domyślała się, o co jej chodziło. Kiedy weszła do salonu, zobaczyła w nim Vanessę, siedzącą przy stole i wyraźnie na nią czekającą. Nigdzie w pobliżu nie zauważyła za to Adriany i właśnie to wprawiło Paige w niepokój.
- Gdzie jest moja córka? - zapytała nerwowo.
- W drugim pokoju, jeszcze śpi - odparła ze stoickim spokojem, spoglądając na wolne krzesło. - Usiądź.
- Żartujesz? - spytała niezbyt uprzejmie brunetka, jednak nie zrobiło to na rozmówczyni większego wrażenia. Brązowooka usiadła zatem, choć nie kryła, że nie robiła tego z przyjemnością.
- Trochę ci zajęło wytrzeźwienie - powiedziała Vannie, nie owijając w bawełnę, a to podziałało na Belle jak płachta na byka.
- Nawet nie próbuj mnie oceniać - warknęła. - Nie przyszłam tu po to, by ucinać sobie tu z tobą pogawędkę. Przyszłam po moją...
- Córkę, wiem - odparła niewzruszona. - Osobiście przypomniałam ci o jej istnieniu, kiedy dzwoniłam. Zamierzałaś ją w ogóle odebrać?
Paige uśmiechnęła się, wiedząc, że wygląda teraz na naprawdę bezczelną, jednak nie obchodziło jej to.
- Przyznaj, że masz po prostu dosyć bawienia się w niańkę. Spokojnie, już zdejmuję z ciebie ten ciężar - skwitowała i wstała od stołu. Bez trudu odnalazła drugi pokój, z którego już po chwili wyszła, niosąc czteroletnią dziewczynkę na rękach. Wyglądało na to, że malutka była tak zmęczona, że nadal słodko drzemała, nie zważając na nic.
- Adriana jest wspaniała - powiedziała Vanessa, a Paige zauważyła, że dziewczyna nie siedzi już przy stole, lecz stoi przy drzwiach, uniemożliwiając ciemnowłosej opuszczenie mieszkania. - Mam nadzieję, że weźmiesz się w garść i nigdy więcej nie zachowasz się tak, jak ostatnio i to na oczach swojego dziecka. I wiesz, co ci powiem? Że byłoby mi o wiele łatwiej cię nienawidzić, gdybym nie wiedziała, jak bardzo Josh cię kochał.
Niebieskooka przesunęła się, tak, by Paige mogła swobodnie wyjść, jednak ta nie od razu zrobiła krok w kierunku drzwi. Widać było po jej minie, że nadal przetrawiała słowa, które właśnie usłyszała. Uśmiechnęła się, co dla Vanessy było ogromnym zaskoczeniem, bo wcale nie wyglądało to ironicznie czy żartobliwie - był to szczery, prawdziwy uśmiech.
- Bo Josh nigdy nie zakochałby się w byle kim - rzekła brunetka i dopiero wtedy wyszła.
Vannie była w głębokim szoku. Czy powinna potraktować słowa Belle jak komplement, skoro teraz sama była wybranką serca Josha Hartleya? Czy nie było to zbyt dziwne, nawet jak na nią?
***
W jednej chwili ich zwykłe, szare i skomplikowane życie, przeistoczyło się w najpiękniejszą bajkę, o jakiej dotychczas nawet nie odważyliby się marzyć, by nie rozczarować się rzeczywistością. Dwadzieścia cztery godziny temu Russell nie mógłby tak po prostu jej pocałować, za to teraz był to tylko jeden z licznych przywilejów, które znów miał w swoim posiadaniu. W jednej chwili zapomnieli o wszystkim tym, co było złe. Żyli tak, jakby jej błędy i jego zdrada, nigdy się nie wydarzyły. Pewnie trudno w to uwierzyć, jednak nagle zniknęły wszystkie żale, jakie do siebie żywili. Żadne z nich nie zamierzało robić drugiemu wyrzutów o cokolwiek. Byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, mogąc po prostu poczuć znów zapach ukochanej osoby i móc z dumą powiedzieć całemu światu, że należał on właśnie do nich. Z tą wiedzą mogli góry przenosić. Miłość, którą przeżywali i która miała ten najpyszniejszy smak ze wszystkich uczuć, jakich kiedykolwiek doświadczyli, uskrzydlała ich i ani myśleli, by znowu namieszać i popsuć tą sielankę. Dopiero przyszłość pokaże, czy rzeczywiście wyciągnęli odpowiednie wnioski, jednak na ten moment nie chcieli odbiegać za daleko w przyszłość. Ludzie rozstają się z różnych przyczyn. Bardzo często dzieje się to nagle i bez zapowiedzi, kiedy uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi tak po prostu wygasa. Być może i oni któregoś dnia znudzą się sobą, poczują, że oczekują od życia czegoś innego? Może, jednak mimo to ufali, że ich nie będzie to dotyczyć. Wierzyli, że to, co ich łączyło, było najszczersze i miało trwać już zawsze. Na pewno zrobią wszystko, by to pielęgnować i by nigdy więcej nie musieć znosić tak bolesnej rozłąki. Cztery miesiące życia bez siebie, z ciągłymi pretensjami i wyrzutami sumienia, by wreszcie móc odzyskać to, co było dla nich najbardziej wartościowe - siebie nawzajem.
Russell kończył się ubierać, kiedy spojrzał po raz kolejny na żonę, leżącą nadal pod kołdrą w łóżku, które od wczoraj rudowłosy mógł znowu nazywać swoim. Przyglądała mu się z uśmiechem, a i jemu ciężko było oderwać od niej wzrok. Zachowywali się, jak dwoje nastolatków, przeżywających pierwsze zauroczenie.
Kiedy mężczyzna dopiął ostatni guzik swej błękitnej koszuli, usiadł z powrotem na łóżku, a z apteczki, którą przyniósł wcześniej, wyciągnął wodę utlenioną i nowy bandaż.
- Czyżbyś chciał jeszcze raz poprosić mnie o rękę? - zapytała Naomi, po czym podała mężowi dłoń.
Opatrunek, który zrobił jej zeszłego wieczoru, był niestaranny, jednak nie potrafił wykonać tego lepiej, ponieważ był wówczas bardziej zainteresowany jej ustami, niż raną. Ukochana nie miała do niego jednak o to pretensji, bowiem kilkanaście godzin temu nawet nie myślała o licznych rozcięciach, które miała na skórze.
- Nie wygląda to najlepiej - powiedział Russell, przyglądając się jej dłoni. - Trzeba będzie to zaszyć.
Naomi stęknęła, ewidentnie wolałaby jeszcze się zdrzemnąć i nie było w tym nic dziwnego, bowiem tej nocy właściwie nie zmrużyli oka. Mężczyzna pocałował ją szybko, chcąc podnieść ją na duchu.
- Może pocieszy cię fakt, że i ja wybieram się do szpitala - rzekł, a blondynka rozpromieniła się, czyli wszystko było właśnie tak, jak chciał młody lekarz.
***
Niebieskooki ani na moment nie wypuszczał telefonu z ręki, wciąż wydzwaniał na policję, modląc się o jakieś informacje o Isabel, jednak nadal nie dowiedział się niczego na temat jej zniknięcia. Świadomość, że nie możesz nic zrobić, by komuś pomóc, choć tak bardzo byś tego chciał, sprawia nieprawdopodobny ból. Josh Hartley nie czuł się tak podle jeszcze nigdy przedtem, choć bycie żołnierzem wielokrotnie wiązało się z trudnymi do przejścia próbami. Był bezsilny. Jego dłonie trzęsły się, a serce biło z trudną do opisania szybkością. Zrobiłby cokolwiek, gdyby istniała szansa, że to pomoże jego siostrze wrócić do domu całej i zdrowej, jednak teraz mógł tylko czekać na przełom - sam nie był bowiem w stanie niczego przyspieszyć. Kiedy spoglądał na ojca, siedzącego bezczynnie w salonie i wpatrującego się namiętnie w sufit, a zaraz potem w list, który zostawiła mu siedemnastolatka, Josha ogarniała złość. Dlaczego Peter był taki nieobecny, kiedy jego zaangażowanie naprawdę mogłoby im się przydać? Musiał być zrozpaczony, kiedy dotarło do niego, że jego ukochana córka, którą wciąż uważał za dziecko, znajduje się poza domem, być może daleko od niego i Bóg wie, czy jest bezpieczna, czy jednak grozi jej coś złego. Josh mógł sobie tylko wyobrażać, jak zachowałby się, gdyby to Adriana uciekła od niego. Podejrzewał, że robiłby wszystko, by ją odzyskać, więc tym bardziej nie rozumiał zachowania ojca. Zresztą, nie potrafił go rozgryźć już od dłuższego czasu i dopiero teraz przyszło mu do głowy, że być może Isabel uciekła, bo miała z ojcem dokładnie ten sam problem.
Josh odłożył komórkę na stolik, po czym usiadł obok ojca. Peter nie spojrzał na syna, właściwie wyglądał tak, jakby nawet nie zorientował się, że nie był w domu sam - ani drgnął, kiedy były żołnierz położył dłoń na jego barku.
- Nie wydaje ci się, że to nienajlepsza pora na siedzenie w miejscu i podziwianie sufitu? - zapytał Josh i akurat w tym momencie nie obchodziło go, że nie brzmiał zbyt uprzejmie. Starszy Hartley nie odezwał się, spojrzał jednak na syna, co dla niebieskookiego było satysfakcjonujące, choć w niedużym stopniu. - Przez cały czas, kiedy Isabel próbowała do ciebie dotrzeć, ty byłeś obrażony. Teraz, kiedy uciekła z domu, masz być może ostatnią szansę, by to naprawić, więc rusz się i pomóż mi jej szukać, do cholery! - krzyknął i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Chłodne powietrze uderzyło w niego z potężną siłą, w ostatniej chwili osuszając jego łzy i uniemożliwiając im wypłynięcie na jego policzki. Kiedy Josh ochłonął, wszedł z powrotem do środka. To, co zobaczył, wcale nie podniosło go na duchu, wręcz przeciwnie, obarczyło go olbrzymimi wyrzutami sumienia. Peter ukrył twarz w dłoniach i rozpłakał się, wpędzając syna w zakłopotanie. Kiedy po raz ostatni widział ojca w tak paskudnym stanie? Wydał niesprawiedliwy osąd, twierdząc, że Peter nie przejmuje się tym, że Isabel nie było teraz z nimi. Usiadł znów obok ojca, przez dłuższą chwilę nie mając pojęcia, co powinien powiedzieć i jak należałoby się zachować.
- Chciałem cię przeprosić - zaczął niepewnie, wówczas Peter spojrzał na niego. Jego oczy były zapuchnięte, a nos czerwony jak róża.
- Masz rację - rzekł i były to jego pierwsze słowa od dawna. - Traktowałem Isabel tak, jak na to nie zasługiwała. Powinienem był jej pomóc, kiedy mnie o to prosiła, jednak ja skupiłem się bardziej na sobie, niż na niej. Zanim odeszła wasza matka, obiecałem jej, że uczynię wszystko, abyście byli z Isabel szczęśliwi i abyście nigdy nie zeszli na złą drogę. Nie dotrzymałem słowa. Nie mogłem znieść tej porażki. Dopiero teraz widzę, że przez cały ten czas wyrządzałem wam krzywdę. Potrzebowaliście mnie, a ja zawiodłem.
- Żadne z nas nie jest bez winy - mruknął Josh. - Chciałem cię przeprosić za coś innego. Pamiętasz tamten dzień, kiedy darłem się na ciebie i o mały włos dałem ci w twarz? Kocham cię, tato i naprawdę żałuję, że byłem takim idiotą. Musimy trzymać się razem.
- Cała nasza trójka.
- Czwórka - poprawił go Josh, patrząc na fotografię matki. Jej rude włosy pięknie współgrały z ogniem tlącym się w kominku. - Jestem pewien, że nie ma ci niczego za złe. Może nie zawsze było idealnie, ale nadal jesteś najwspanialszym staruszkiem na świecie, nie zapominaj o tym.
Między mężczyznami pojawiła się cisza, jednak żaden z nich nie czuł się z tego powodu zmieszany. Twarz Petera przeciął uśmiech, który, choć nie był promienny i nie wyrażał szczęścia, to był dla Josha naprawdę pokrzepiającym widokiem.
Nagle drzwi wejściowe zostały otwarte, a w pomieszczeniu pojawił się gość, którego żaden z Hartleyów nie mógł się spodziewać - a w każdym razie taka była pierwsza myśl Josha. Zaraz potem dotarło do niego, że Austin nie zawodził nigdy. Powinien być przygotowany na jego wizytę i na to, że zrobi wszystko, by pomóc im w odnalezieniu Isabel i w uporaniu się z tą nową, piekielnie trudną sytuacją.
- Razem będzie nam łatwiej znaleźć zgubę - powiedział blondyn, a w jego oczach zapłonęła troska.
Josh poczuł, jak w jego sercu zaczyna rozlewać się żar. Wielu ludzi oddałoby wszystko, by mieć tak wspaniałego przyjaciela, jak Austin Lynch. Biorąc pod uwagę wszystkie te zakręty, które pojawiały się na ich drodze, Josh był zdumiony tym, że Austin nadal chciał się z nim zadawać. Czy naprawdę zasłużył na jego wsparcie i na to, by wciąż był obecny w jego życiu? Jeśli tak, do końca świata będzie dziękował za to Bogu. Jeśli nie, zrobi wszystko, by któregoś dnia być znów godnym tej przyjaźni.
***
Jasnowłosa siedziała na korytarzu, przyglądając się swej opatrzonej dłoni. Moment szycia nie należał do najprzyjemniejszych, jednak wszystko było do przeżycia. Z pewnością byłoby jej jednak łatwiej, gdyby Russell cały czas był przy niej, tymczasem on wyszedł z sali w połowie pracy pielęgniarki i do tej pory nie wrócił. Naomi czekała na niego, coraz bardziej się nudząc, w dodatku intrygowało ją, gdzie tak nagle poniosło jej męża. Przychodziły jej do głowy przeróżne, nawet najdziwniejsze scenariusze, w tym wszystkim jednak nie zamierzała snuć teorii spiskowych na temat jego ewentualnej schadzki z kochanką - kimkolwiek oczywiście mogła być. Ufała mu, choć ten jeden raz mocno ją zawiódł. Miłość nie zawsze jest usłana różami, niekiedy są to raczej ciernie, a jednak nie warto się poddawać i odpuszczać, kiedy tylko robi się ciężko. Ona już swoje wypłakała, teraz chciała być szczęśliwa, tak dla przełamania monotonii. Russell był jedyną osobą, która mogła jej to szczęście zapewnić. Kiedy przysięgali sobie przed ołtarzem te wszystkie wspaniałe rzeczy, była pewna, że to u jego boku chce się zestarzeć i ani na chwilę nie porzuciła tego marzenia. Kochała go całym swoim sercem, akceptując jego wady i godząc się z błędami, które popełnił - w końcu sama też nie była święta i nie mogła pochwalić się nieskazitelną przeszłością. Teraz zaczynali wszystko od nowa, odkrywając samych siebie jeszcze raz. Z jednej strony było tak, jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki cofnęli się do dnia, w którym się poznali, a z drugiej znali się już jak łyse konie, wiedzieli o sobie wszystko i byli przekonani, że są sobie pisani. Bez względu na to, jakie jeszcze pułapki zastawi na nich życie, pokonają wszystko, trzymając się za ręce i z ufnością patrząc w przyszłość. Oni po prostu musieli być razem i Naomi życzyła każdemu, aby spotkali na swej drodze swojego własnego Russella Knighta - swoją drugą połówkę, bez której po pewnym czasie nie będą sobie wyobrażali ani jednego kolejnego dnia.
Kiedy usłyszała kroki, od razu rozpoznała, czyje mogły być. Podniosła wzrok i ujrzała go, z przepraszającym uśmiechem na twarzy. Wyglądał tak, jakby wiedział, że choć mogła być na niego wściekła za jego nagłe zniknięcie, to po usłyszeniu tego, co miał jej do przekazania, natychmiast wybaczy mu wszystko.
- Co ty znowu kombinujesz, mężu? - zapytała, przyglądając mu się podejrzliwie. W powietrzu czuć było napięcie i Naomi miała pewne trudności z określeniem, czy było to pozytywne, czy nie.
- Jak ręka? - spytał Russell, a kiedy chciał przyjrzeć się dłoni ukochanej, ta szybko zakryła ją, zmuszając go do udzielenia odpowiedzi. Mężczyzna podrapał się po głowie, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Zamierzasz mi to wszystko wytłumaczyć jeszcze w tym życiu, czy nie? - niecierpliwiła się, czując, jak podekscytowanie osiąga swoje apogeum.
- Kochanie, przepraszam - rzekł rudowłosy. Jego mina zdradzała, że nie mógł się doczekać, aż wreszcie poda jej prawdziwy powód swej chwilowej nieobecności u jej boku. - Po prostu chciałem lepiej poznać naszego syna.
Russell mógłby przysiąc, że usłyszał bicie jej serca, a właściwie łomot, którego nie dało się zignorować. W jej prześlicznych oczach zamigotały łzy, a jej dłonie drżały z emocji.
- W nowym roku będziemy w końcu rodzicami, obiecuję - powiedział.
Naomi wstała z krzesła i przez chwilę patrzyła na męża, nie wiedząc, jak powinna się zachować. Zacisnęła powieki, spod których wydostało się kilka łez, jednak innych, niż te, które wypłakiwała po zdradzie Russella - te były oznaką nieprawdopodobnego szczęścia, którego nie mogłaby przewidzieć, nawet w najśmielszych snach. Knight rozłożył swe ramiona, by żona mogła przytulić się do niego, jednak ona uśmiechnęła się i dosłownie rzuciła mu się na szyję, szepcząc, jak bardzo go kocha i jak bardzo jest mu wdzięczna. Przez kilka ostatnich miesięcy sprawiała wrażenie egoistki, która marzy przede wszystkim o posiadaniu dziecka, lecz dopiero teraz jej prawdziwe pragnienie stało się wyraźnie zauważalne. Chciała mieć pełną, fantastyczną rodzinę i z pewnością nie osiągnęłaby pełni szczęścia, gdyby miała dziecko z kimkolwiek innym, niż Russell. On był miłością jej życia, a wkrótce do jej rodziny dołączy ktoś równie ważny - ich synek Angelo.
Zakochani udali się na oddział, na którym znajdował się chłopczyk. Przez cały ten czas trzymali się za ręce, z wiarą patrząc w przyszłość. Rok, który rozpocznie się za parę godzin, będzie jednym z najważniejszych w ich życiu. Szykowała się prawdziwa rewolucja, a oni czekali na nią w napięciu, ufając, że teraz nic nie mogło stanąć im na drodze do pełni szczęścia.
***
Kiedy mężczyzna dopiął ostatni guzik swej błękitnej koszuli, usiadł z powrotem na łóżku, a z apteczki, którą przyniósł wcześniej, wyciągnął wodę utlenioną i nowy bandaż.
- Czyżbyś chciał jeszcze raz poprosić mnie o rękę? - zapytała Naomi, po czym podała mężowi dłoń.
Opatrunek, który zrobił jej zeszłego wieczoru, był niestaranny, jednak nie potrafił wykonać tego lepiej, ponieważ był wówczas bardziej zainteresowany jej ustami, niż raną. Ukochana nie miała do niego jednak o to pretensji, bowiem kilkanaście godzin temu nawet nie myślała o licznych rozcięciach, które miała na skórze.
- Nie wygląda to najlepiej - powiedział Russell, przyglądając się jej dłoni. - Trzeba będzie to zaszyć.
Naomi stęknęła, ewidentnie wolałaby jeszcze się zdrzemnąć i nie było w tym nic dziwnego, bowiem tej nocy właściwie nie zmrużyli oka. Mężczyzna pocałował ją szybko, chcąc podnieść ją na duchu.
- Może pocieszy cię fakt, że i ja wybieram się do szpitala - rzekł, a blondynka rozpromieniła się, czyli wszystko było właśnie tak, jak chciał młody lekarz.
***
Niebieskooki ani na moment nie wypuszczał telefonu z ręki, wciąż wydzwaniał na policję, modląc się o jakieś informacje o Isabel, jednak nadal nie dowiedział się niczego na temat jej zniknięcia. Świadomość, że nie możesz nic zrobić, by komuś pomóc, choć tak bardzo byś tego chciał, sprawia nieprawdopodobny ból. Josh Hartley nie czuł się tak podle jeszcze nigdy przedtem, choć bycie żołnierzem wielokrotnie wiązało się z trudnymi do przejścia próbami. Był bezsilny. Jego dłonie trzęsły się, a serce biło z trudną do opisania szybkością. Zrobiłby cokolwiek, gdyby istniała szansa, że to pomoże jego siostrze wrócić do domu całej i zdrowej, jednak teraz mógł tylko czekać na przełom - sam nie był bowiem w stanie niczego przyspieszyć. Kiedy spoglądał na ojca, siedzącego bezczynnie w salonie i wpatrującego się namiętnie w sufit, a zaraz potem w list, który zostawiła mu siedemnastolatka, Josha ogarniała złość. Dlaczego Peter był taki nieobecny, kiedy jego zaangażowanie naprawdę mogłoby im się przydać? Musiał być zrozpaczony, kiedy dotarło do niego, że jego ukochana córka, którą wciąż uważał za dziecko, znajduje się poza domem, być może daleko od niego i Bóg wie, czy jest bezpieczna, czy jednak grozi jej coś złego. Josh mógł sobie tylko wyobrażać, jak zachowałby się, gdyby to Adriana uciekła od niego. Podejrzewał, że robiłby wszystko, by ją odzyskać, więc tym bardziej nie rozumiał zachowania ojca. Zresztą, nie potrafił go rozgryźć już od dłuższego czasu i dopiero teraz przyszło mu do głowy, że być może Isabel uciekła, bo miała z ojcem dokładnie ten sam problem.
Josh odłożył komórkę na stolik, po czym usiadł obok ojca. Peter nie spojrzał na syna, właściwie wyglądał tak, jakby nawet nie zorientował się, że nie był w domu sam - ani drgnął, kiedy były żołnierz położył dłoń na jego barku.
- Nie wydaje ci się, że to nienajlepsza pora na siedzenie w miejscu i podziwianie sufitu? - zapytał Josh i akurat w tym momencie nie obchodziło go, że nie brzmiał zbyt uprzejmie. Starszy Hartley nie odezwał się, spojrzał jednak na syna, co dla niebieskookiego było satysfakcjonujące, choć w niedużym stopniu. - Przez cały czas, kiedy Isabel próbowała do ciebie dotrzeć, ty byłeś obrażony. Teraz, kiedy uciekła z domu, masz być może ostatnią szansę, by to naprawić, więc rusz się i pomóż mi jej szukać, do cholery! - krzyknął i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Chłodne powietrze uderzyło w niego z potężną siłą, w ostatniej chwili osuszając jego łzy i uniemożliwiając im wypłynięcie na jego policzki. Kiedy Josh ochłonął, wszedł z powrotem do środka. To, co zobaczył, wcale nie podniosło go na duchu, wręcz przeciwnie, obarczyło go olbrzymimi wyrzutami sumienia. Peter ukrył twarz w dłoniach i rozpłakał się, wpędzając syna w zakłopotanie. Kiedy po raz ostatni widział ojca w tak paskudnym stanie? Wydał niesprawiedliwy osąd, twierdząc, że Peter nie przejmuje się tym, że Isabel nie było teraz z nimi. Usiadł znów obok ojca, przez dłuższą chwilę nie mając pojęcia, co powinien powiedzieć i jak należałoby się zachować.
- Chciałem cię przeprosić - zaczął niepewnie, wówczas Peter spojrzał na niego. Jego oczy były zapuchnięte, a nos czerwony jak róża.
- Masz rację - rzekł i były to jego pierwsze słowa od dawna. - Traktowałem Isabel tak, jak na to nie zasługiwała. Powinienem był jej pomóc, kiedy mnie o to prosiła, jednak ja skupiłem się bardziej na sobie, niż na niej. Zanim odeszła wasza matka, obiecałem jej, że uczynię wszystko, abyście byli z Isabel szczęśliwi i abyście nigdy nie zeszli na złą drogę. Nie dotrzymałem słowa. Nie mogłem znieść tej porażki. Dopiero teraz widzę, że przez cały ten czas wyrządzałem wam krzywdę. Potrzebowaliście mnie, a ja zawiodłem.
- Żadne z nas nie jest bez winy - mruknął Josh. - Chciałem cię przeprosić za coś innego. Pamiętasz tamten dzień, kiedy darłem się na ciebie i o mały włos dałem ci w twarz? Kocham cię, tato i naprawdę żałuję, że byłem takim idiotą. Musimy trzymać się razem.
- Cała nasza trójka.
- Czwórka - poprawił go Josh, patrząc na fotografię matki. Jej rude włosy pięknie współgrały z ogniem tlącym się w kominku. - Jestem pewien, że nie ma ci niczego za złe. Może nie zawsze było idealnie, ale nadal jesteś najwspanialszym staruszkiem na świecie, nie zapominaj o tym.
Między mężczyznami pojawiła się cisza, jednak żaden z nich nie czuł się z tego powodu zmieszany. Twarz Petera przeciął uśmiech, który, choć nie był promienny i nie wyrażał szczęścia, to był dla Josha naprawdę pokrzepiającym widokiem.
Nagle drzwi wejściowe zostały otwarte, a w pomieszczeniu pojawił się gość, którego żaden z Hartleyów nie mógł się spodziewać - a w każdym razie taka była pierwsza myśl Josha. Zaraz potem dotarło do niego, że Austin nie zawodził nigdy. Powinien być przygotowany na jego wizytę i na to, że zrobi wszystko, by pomóc im w odnalezieniu Isabel i w uporaniu się z tą nową, piekielnie trudną sytuacją.
- Razem będzie nam łatwiej znaleźć zgubę - powiedział blondyn, a w jego oczach zapłonęła troska.
Josh poczuł, jak w jego sercu zaczyna rozlewać się żar. Wielu ludzi oddałoby wszystko, by mieć tak wspaniałego przyjaciela, jak Austin Lynch. Biorąc pod uwagę wszystkie te zakręty, które pojawiały się na ich drodze, Josh był zdumiony tym, że Austin nadal chciał się z nim zadawać. Czy naprawdę zasłużył na jego wsparcie i na to, by wciąż był obecny w jego życiu? Jeśli tak, do końca świata będzie dziękował za to Bogu. Jeśli nie, zrobi wszystko, by któregoś dnia być znów godnym tej przyjaźni.
***
Jasnowłosa siedziała na korytarzu, przyglądając się swej opatrzonej dłoni. Moment szycia nie należał do najprzyjemniejszych, jednak wszystko było do przeżycia. Z pewnością byłoby jej jednak łatwiej, gdyby Russell cały czas był przy niej, tymczasem on wyszedł z sali w połowie pracy pielęgniarki i do tej pory nie wrócił. Naomi czekała na niego, coraz bardziej się nudząc, w dodatku intrygowało ją, gdzie tak nagle poniosło jej męża. Przychodziły jej do głowy przeróżne, nawet najdziwniejsze scenariusze, w tym wszystkim jednak nie zamierzała snuć teorii spiskowych na temat jego ewentualnej schadzki z kochanką - kimkolwiek oczywiście mogła być. Ufała mu, choć ten jeden raz mocno ją zawiódł. Miłość nie zawsze jest usłana różami, niekiedy są to raczej ciernie, a jednak nie warto się poddawać i odpuszczać, kiedy tylko robi się ciężko. Ona już swoje wypłakała, teraz chciała być szczęśliwa, tak dla przełamania monotonii. Russell był jedyną osobą, która mogła jej to szczęście zapewnić. Kiedy przysięgali sobie przed ołtarzem te wszystkie wspaniałe rzeczy, była pewna, że to u jego boku chce się zestarzeć i ani na chwilę nie porzuciła tego marzenia. Kochała go całym swoim sercem, akceptując jego wady i godząc się z błędami, które popełnił - w końcu sama też nie była święta i nie mogła pochwalić się nieskazitelną przeszłością. Teraz zaczynali wszystko od nowa, odkrywając samych siebie jeszcze raz. Z jednej strony było tak, jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki cofnęli się do dnia, w którym się poznali, a z drugiej znali się już jak łyse konie, wiedzieli o sobie wszystko i byli przekonani, że są sobie pisani. Bez względu na to, jakie jeszcze pułapki zastawi na nich życie, pokonają wszystko, trzymając się za ręce i z ufnością patrząc w przyszłość. Oni po prostu musieli być razem i Naomi życzyła każdemu, aby spotkali na swej drodze swojego własnego Russella Knighta - swoją drugą połówkę, bez której po pewnym czasie nie będą sobie wyobrażali ani jednego kolejnego dnia.
Kiedy usłyszała kroki, od razu rozpoznała, czyje mogły być. Podniosła wzrok i ujrzała go, z przepraszającym uśmiechem na twarzy. Wyglądał tak, jakby wiedział, że choć mogła być na niego wściekła za jego nagłe zniknięcie, to po usłyszeniu tego, co miał jej do przekazania, natychmiast wybaczy mu wszystko.
- Co ty znowu kombinujesz, mężu? - zapytała, przyglądając mu się podejrzliwie. W powietrzu czuć było napięcie i Naomi miała pewne trudności z określeniem, czy było to pozytywne, czy nie.
- Jak ręka? - spytał Russell, a kiedy chciał przyjrzeć się dłoni ukochanej, ta szybko zakryła ją, zmuszając go do udzielenia odpowiedzi. Mężczyzna podrapał się po głowie, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Zamierzasz mi to wszystko wytłumaczyć jeszcze w tym życiu, czy nie? - niecierpliwiła się, czując, jak podekscytowanie osiąga swoje apogeum.
- Kochanie, przepraszam - rzekł rudowłosy. Jego mina zdradzała, że nie mógł się doczekać, aż wreszcie poda jej prawdziwy powód swej chwilowej nieobecności u jej boku. - Po prostu chciałem lepiej poznać naszego syna.
Russell mógłby przysiąc, że usłyszał bicie jej serca, a właściwie łomot, którego nie dało się zignorować. W jej prześlicznych oczach zamigotały łzy, a jej dłonie drżały z emocji.
- W nowym roku będziemy w końcu rodzicami, obiecuję - powiedział.
Naomi wstała z krzesła i przez chwilę patrzyła na męża, nie wiedząc, jak powinna się zachować. Zacisnęła powieki, spod których wydostało się kilka łez, jednak innych, niż te, które wypłakiwała po zdradzie Russella - te były oznaką nieprawdopodobnego szczęścia, którego nie mogłaby przewidzieć, nawet w najśmielszych snach. Knight rozłożył swe ramiona, by żona mogła przytulić się do niego, jednak ona uśmiechnęła się i dosłownie rzuciła mu się na szyję, szepcząc, jak bardzo go kocha i jak bardzo jest mu wdzięczna. Przez kilka ostatnich miesięcy sprawiała wrażenie egoistki, która marzy przede wszystkim o posiadaniu dziecka, lecz dopiero teraz jej prawdziwe pragnienie stało się wyraźnie zauważalne. Chciała mieć pełną, fantastyczną rodzinę i z pewnością nie osiągnęłaby pełni szczęścia, gdyby miała dziecko z kimkolwiek innym, niż Russell. On był miłością jej życia, a wkrótce do jej rodziny dołączy ktoś równie ważny - ich synek Angelo.
Zakochani udali się na oddział, na którym znajdował się chłopczyk. Przez cały ten czas trzymali się za ręce, z wiarą patrząc w przyszłość. Rok, który rozpocznie się za parę godzin, będzie jednym z najważniejszych w ich życiu. Szykowała się prawdziwa rewolucja, a oni czekali na nią w napięciu, ufając, że teraz nic nie mogło stanąć im na drodze do pełni szczęścia.
***
Te wspomnienia z życia Paige były przykre. Może niektóre momenty w jej życiu były radosne, jednak fakt, że te chwile już nie powrócą jest przykry. Wiele w życiu przeżyła i jakoś nie może odnaleźć swojego szczęścia. Jestem ciekawa czy będzie próbować odzyskać Austina. Mam nadzieję, że w końcu będzie szczęśliwa. Z kim i gdzie pozostaje jak na razie wielką tajemnicą. Vanessa potraktowała ją okropnie. Nagle moja sympatia do niej całkowicie zmalała. Od sameog początku bardzo lubię Paige i fakt, że to Vanessa przyczyniła się do rozpadu związku Paige i Josha, sprawił, że ją znielubiłam na zawsze. Nic już chyba nie sprawi, że znów ją polubię, bo kiedyś tak było. Podobała mi się reakcja Paige na docinki Vanessy. nie pokazała, że ją to zraniło czy coś tylko dumnie jej odpowiedziała i sprawiła ją w zakłopotanie. Brawo! :)
OdpowiedzUsuńTak się cieszę, że w życiu Naomi i Russella wreszcie się układa! Są cudowną parą i powinni być ze sobą do końca życia. Dobrze, że o tym wiedzą. :) Gdy czytałam o nich to mimowolnie na twarzy zagościł mi uśmiech. Russell sprawił wielką niespodziankę Naomi, która uszczęśliwiła nie tylko ją, ale także jego i co najważniejsze Angelo. Wreszcie stworzą rodzinę, o której Naomi zawsze marzyła. Wierzę, że Russell też. Mam nadzieję, że nic już nie stanie im na drodze do szczęścia. :)
Jak dobrze, że między Peterem a Joshem jest już dobrze. Wszystko sobie wyjaśnili i naprawili. Teraz tylko niech wróci Isabel i wszystko będzie jak dawniej, a może będzie nawet lepiej? Wizyta Austina trochę mnie zdziwiła, ale w końcu to przyjaciel Josha, który pokazał, że pomimo wsyztsko zawsze przy nim będzie. Przyjaciel skarb. Tylko pomarzyć o takim.
Rozdział niesamowity i cudowny i bardzo udany. :)
Pozdrawiam :*
Hej Kochana:* docieram również tutaj, standardowo spóźniona. Niestety wysłałaś powiadomienie o nowości w taki dzień, że zdążyłam jedynie je odebrać i to tyle w temacie. Zjawiam się dopiero dzisiaj, bo znalazłam wolną chwilę, a nie chciałabym sobie robić u Ciebie jakichkolwiek zaległości. Ciesze się, że z nowym opowiadaniem wszystko idzie jak trzeba, że nie ma żadnych utrudnień. Ja również nie mogę się doczekać, kiedy je nam przedstawisz, ale póki co spędzam wolne chwile tutaj przenosząc się do Twojego świata, a jest to jedna z lepszych możliwości wyciszenia się i zrelaksowania, przynajmniej dla mnie :) a teraz zabieram się za czytanie, bo strasznie jestem ciekawa co te ostatnie rozdziały w sobie zawierają :)
OdpowiedzUsuńCzęsto tak jest, że ludzie w ostatnim dniu starego roku robią sobie takie małe podsumowanie. Przyznaję, że ja też tak mam, chociaż nie przyznałabym się do tego na głos, ani otwarcie z nikim się tym nie podzieliła. Zbyt wiele złych rzeczy się wydarzyło, żeby tak beztrosko sobie o nich opowiadać. W życiu Paige też nie było ciągłej sielanki. Zazwyczaj tak jest, że jak za długo jest pięknie, to później wszystko zaczyna się psuć. W jej przypadku powrót Josha można uznać za coś w rodzaju przełomu, bo przecież wrócił ktoś, kogo bardzo kochała. Ale sytuacja ta doprowadziła też do wielu innych późniejszych nieporozumień, które nie odbiły się na Paige za dobrze. Ja sama przez jakiś czas też sądziłam, że Austin jest dla niej tylko pocieszeniem po stracie ukochanego, że tak naprawdę nigdy nie pokocha Lyncha tak samo jak Josha. Ale z upływającym czasem można było się przekonać, że może jednak uczucia Paige wobec niego były szczere? Do dzisiaj nie wiem, co tak naprawdę wpłynęło na ich rozstanie. Przecież było naprawdę dobrze, Austin wygrał walkę z chorobą i nic nie wskazywało na to, że wkrótce nastąpi rozstanie. Jestem bardzo ciekawa, czy ta dwójka jeszcze do siebie wróci, bo nie zanosi się na to, by Josh zrezygnował z Vanessy tylko po to, by wrócić do byłej narzeczonej. Vanessa powaliła mnie szczerością. Nie owijała w bawełnę i powiedziała wprost co myśli o całej tej sytuacji. Podejrzewam, że nie miała złych intencji, chciała raczej sprowadzić Paige na ziemię, by więcej taka sytuacja się nie powtórzyła. Czy miała prawo ją oceniać? Nie wiem i nie chciałabym się wdawać w dyskusję na ten temat. Uważam, że najlepiej by było, gdyby obie panie nie wchodziły sobie w drogę i zajęły się sobą :) to chyba najlepsze rozwiązanie dla wszystkich.
Jak już pisałam wcześniej, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nie ukrywam, że straciłam już nadzieję na to, że Russell i Naomi jeszcze do siebie wrócą i będą szczęśliwi. Zbyt dużo pretensji i żalu było między nimi, żeby mogli na nowo odbudować to, co kiedyś między nimi było. A jednak jeden wieczór, jedna wymiana zdań sprawiła, że zapomnieli o wzajemnych pretensjach i błędach przez siebie popełnionych. Bardzo mnie to cieszy, bo od początku im kibicowałam i była to jedna z moich ulubionych par w tej historii. Mam nadzieję, że te cztery miesiące rozłąki jakie musieli przeżyć dadzą im do myślenia, że oboje wyciągną z tego wnioski na przyszłość, by znów nie popełniać tych samych błędów.
OdpowiedzUsuńTa cała sytuacja z zaginięciem Isabel... cóż, chyba kiedyś musiało do tego dojść. Najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że dopiero ucieczka Isabel z domu dała Peterowi do myślenia. Że dopiero po jej zniknięciu tak naprawdę się ocknął i zrozumiał jak duży błąd popełnił, tym samym krzywdząc swoją córkę. Trzeba przyznać otwarcie, że Isabel też nie jest święta, że ma swoje za uszami co udowodniła wpadając w złe towarzystwo tym samym, kiedy pojawiło się jej uzależnienie od narkotyków, ale to nie był powód do tego, by ją odtrącać. Co jak co, ale w najbliższej rodzinie zawsze powinna odnaleźć wsparcie i niestety Peter zawiódł, chociaż to na jego wsparcie Isabel liczyła najbardziej. Nigdy nie chciałam tego pisać, ale w jakimś stopniu sam doprowadził do tego, że jego młodsza pociecha uciekła z domu i gdyby nie Josh, to zapewne nie zrobiłby nic, żeby odnaleźć Isabel. Jego wyznanie było trochę poruszające, ale żeby jego urażona duma doprowadziła do czegoś takiego? Wiadomo, że obietnic się dotrzymuje, ale trzeba otwarcie przyznać, że Peter nie uchroni Isabel przed złem całego świata. Ona sama dostała nauczkę z której wyciągnęła wnioski, teraz czas na to, żeby Peter zrobił to samo. Mam nadzieję, że zaangażuje się bardziej w poszukiwania córki i że w końcu będą normalną rodziną :)
Ostatnim fragmentem jestem zbyt oczarowana by na tą chwilę napisać coś sensownego :) możliwe, że później coś dopiszę.
Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości :*
Dzisiaj bez zbędnych słów wstępu zabieram się za czytanie nowości! :)
OdpowiedzUsuńWspółczuję Paige. Życie od samego początku nie było dla niej łaskawe. Ciągle musiała walczyć o siebie, o swoje miejsce w tym zakręconym świecie, o miłość. O wszystko. Najgorsze jednak jest to, że za każdym razem, gdy wydawało się jej, że wygrała, to los dawał jej kolejnego kopniaka w tyłek. Najpierw odebrał jej niesłusznie Josha, później Austina, następnie znowu nakarmił iluzją szczęśliwej rodziny.. A jeszcze między tym wszystkim była sytuacja z jej ojcem, kłótnia z tatą Josha. Ta dziewczyna przeszła zdecydowanie za dużo. Podziwiam ją, bo niejedna osoba będąca na jej miejscu - strzeliłaby sobie w głowę. Lecz nie Paige. Ona wbrew pozorom jest silną i zdeterminowaną kobietą, która jeszcze wszystkim udowodni, że jak nikt inny zasługuje na szczęście! :)
Vannie podniosła mi ciśnienie - po raz kolejny zresztą. Nie lubię jej. Uważam, że nie ma prawa osądzać czy tym bardziej prawić morałów Paige. Sama nie jest święta. Najpierw zniszczyła małżeństwo Russella, a teraz weszła między Josha i Paige. Jestem za to dumna z Paige. Nie dała się wyprowadzić z równowagi i z wysoko uniesioną głową wyszła z domu pielęgniarki. Jest cudowna! :)
Mam uśmiech na twarzy i to tak szeroki, że mogłabym nim obdarować ze sto osób! Od początku im kibicowałam. Nawet, gdy wściekałam się na Russella czy później na Naomi. Nawet wtedy ani przez chwilę nie wątpiłam w ich powrót. Masz rację - ludzie rozstają się z wielu powodów. Czasami błahych i idiotycznych. A czasami naprawdę poważnych. Czasami uświadamiają sobie, że pozwolenie na odejście drugiej osobie było ich największym błędem, a czasami najlepszym, co mogli zrobić. I chociaż między tą dwójką wydarzyło się tak wiele złego.. To nigdy ani przez krótką sekundę nie przestałam widzieć tej miłości, która zdarza się w życiu tylko raz. Błądzili jak dzieci we mgle, całkowicie pogubieni, gdy stracili siebie. Ale na szczęście nigdy nie przestali walczyć i dzięki temu są teraz tutaj. Razem. I masz zupełną rację, że może za jakiś czas okaże się, że to nie to.. Że ich drogi znowu się rozejdą - w co ja szczerze wątpię. Ale jedno pozostanie pewne - nigdy w życiu nie będą żałować, że dali temu uczuciu drugą szansę. Tego jestem pewna! :)
Cieszę się, że Josh i Peter wyjaśnili sobie wszystko. Rodzice nie zawsze rozumieją swoje dzieci. I to co wydaje się dla nich dobre, dla ich pociech wcale takie nie jest. Peter popełnił błędy. Nadal mam do niego żal. Ale wierzę, że teraz, gdy los da mu drugą szansę - wykorzysta ją w pełni. Będzie wspierał Isabellę i Josha. Będzie im pomagał, gdy tylko taka najdzie potrzeba i pozwalał im popełniać błędy, aby mogli nauczyć się życia. Mają siebie. Rodzina to świętość. I kto jak nie ojciec lub matka podaruje Ci bezpieczeństwo i bezgraniczną miłość mimo tak wielu wad?
Już nie mogę się doczekać momentu ,w którym Angelo trafi do ich domu. Po prostu kocham tą dwójkę i życzę im jak najlepiej. Oby ten Nowy Rok był dobry dla wszystkich bohaterów :)
Cudowny odcinek. Optymistyczny, mimo wszystko. Rozmarzyłam się. Na dodatek ta piosenka. Nie słyszałam jej coveru w wykonaniu Damiena. Na początku nie umiałam się skupić, bo jego głos zwalił mnie z nóg, ale po chwili - gdy się przyzwyczaiłam do tego seksownego szeptu - stwierdziłam, że lepiej wybrać nie mogłaś. Cudownie! Czekam na nowość :*