19 kwietnia 2013

2. ,,A co, jeśli twoje życzenie spełni się w niewłaściwym momencie?''

Hej!
Dzisiaj wyjątkowo widzimy się w piątek, w dodatku od poprzedniej publikacji minęły 3 tygodnie. Taka sytuacja już się więcej nie powtórzy. Miniony tydzień był wyjątkowy, przez co nie miałam ani chwili, by opublikować tutaj rozdział pierwszy. W końcu jestem i mam nadzieję, że odcinek przypadnie Wam do gustu. Jest w pewnym sensie przełomowy :)
Odcinek dedykuję szczególnej osobie, za całokształt ale też w pewnym sensie jako meeega spóźnione życzenia urodzinowe dla niej. Olka1992, najlepszego! 
 
 ***

The Polar Dream - Last Day, Last Breath

To nie tego, że twoje życzenie się nie spełni, jeśli wypowiesz je na głos, powinieneś obawiać się najbardziej.

Czteroletnia dziewczynka czekała w ciszy, aż będzie mogła zgasić płomień, który tlił się na każdej ze świeczek na jej torcie. Zanim będzie mogła nabrać powietrza w usta, a potem z całej siły dmuchnąć w stronę ognia, jej matka chciała z nią porozmawiać. Paige czuła, że powinna zainterweniować, nim Adriana po raz kolejny na głos zażyczy sobie powrotu swojego ojca. Choć była dość dojrzała jak na swój wiek, nie potrafiła zrozumieć, że jej tata nigdy nie wróci - a może po prostu nie zamierzała tego zaakceptować i pogodzić się z tym. Paige, dobrze znając treść życzenia, które pomyśli jej córka na moment przed zdmuchnięciem świeczek, chciała być dzisiaj jej zabezpieczeniem, kiedy mała zrozumie, że jej marzenie wcale się nie spełni.
- Chcę, żebyś wiedziała, że dzisiaj jesteś królową - powiedziała Paige, uśmiechając się i bawiąc się warkoczykiem córeczki. - To jest twój dzień i bez względu na to, co się stanie, musisz być dzisiaj szczęśliwa.
- Ja wiem, o co ci chodzi, mamusiu - Adriana machnęła ręką lekceważąco, a Paige przełknęła głośno ślinę, zdając sobie sprawę z tego, że po raz kolejny rozgryzło ją dziecko. - Odkąd taty nie ma, codziennie proszę, żeby wrócił, a on jeszcze tego nie zrobił.
- Właśnie dlatego boję się, że będziesz dzisiaj smutna, jeśli tata nie przyjdzie.
- Bo będę, ale przecież to nic wielkiego - rzekła lekko. - Ja wiem, że tata w końcu znajdzie dla nas czas i przyjdzie, musimy tylko na niego poczekać.
Paige poczuła się dziwnie, jakby w jej gardle nagle stanęła wielka gula, uniemożliwiająca powiedzenie czegokolwiek. Była w proszku. To, co przekazała jej córka, mocno ją dotknęło i to w niezbyt przyjemny sposób. ,,Musimy na niego poczekać''. A ona co, już zaręczyła się z innym? Tak zachowuje się kochająca kobieta? Nawet, jeśli od śmierci Josha minął rok, to czy nie powinna przypadkiem cały czas wierzyć w to, że nic mu się nie stało i że wróci? Może w oczach innych ludzi byłaby naiwna, ale co z tego? Przynajmniej mogłaby ze sobą żyć, bo po tym, co zrobiła, czuła się jak napiętnowana. Wszyscy dookoła sądzili, że ona nawet nie kochała Josha - bo gdyby było inaczej, czy faktycznie tak szybko potrafiłaby otrząsnąć się po stracie najbliższej osoby?
- Możesz zaczynać - powiedziała w końcu Paige, kiedy dotarło do niej, że czterolatka patrzy na nią swymi wielkimi oczami i czeka na jej odpowiedź. Brunetka podeszła do Austina, który stał nieopodal, a ten automatycznie objął ją w pasie i oparł twarz na jej barku, co przychodziło mu z łatwością, gdyż był od niej sporo wyższy. Kiedy byli tak blisko, niemalże słyszała bicie jego serca, które ponoć było jej oddane i zakochane w niej do szaleństwa. Dziś miała problem z dopuszczeniem do siebie wiadomości, że Austin faktycznie ją kocha, że są zaręczeni i za jakiś czas wezmą ślub. Co by powiedział Josh, gdyby widział ją teraz w objęciach Lyncha? Gdyby istniała możliwość na ich ponowne spotkanie, Paige chyba umarłaby ze wstydu.

***

Naomi czuła się szczęściarą, kiedy Russell trzymał ją mocno za rękę, zapominając o całym świecie. Kiedy byli razem na mieście, dziewczyna lubiła patrzeć na inne kobiety, zerkające z ukosa na nią i jej męża, którzy nigdy nie kryli się ze swoją miłością. Russell był przystojnym mężczyzną, ambitnym lekarzem już teraz zarabiającym krocie, dobrze wychowanym, eleganckim, czułym i delikatnym, a zarazem stanowczo broniącym tego, co do niego należało. Oczywiście nie był chodzącym ideałem, jak każdy człowiek i on posiadał wady, jednak nigdy żadna z jego ciemniejszych stron nie przyćmiła szlachetnych cech, którymi ujął Naomi. Kochała go mocniej, niż kogokolwiek przedtem. Była zaszczycona, gdy zaprosił ją na pierwszą randkę, a łzy popłynęły z jej oczu strumieniami, kiedy poprosił ją o rękę. Płakała również w dniu ślubu, ale to akurat była jego wina - kiedy Naomi dostrzegła łzę w oku Russella, sama się wzruszyła i przestała dbać o to, by nie rozmazał się jej makijaż. Można by pomyśleć, że tworzyli perfekcyjną parę, której absolutnie nikt ani nic nie rozdzieli. Pragnęła wierzyć, że ich uczucie przetrwa nawet te ciężkie chwile, a tych przecież było ostatnio wiele w ich kalendarzu. Tak bardzo chcieli mieć dziecko, wiedzieli o tym od samego początku. Kiedy mijała ich pierwsza rocznica, Naomi w żartach zastanawiała się, czy ich dziecko będzie miało jasne włosy, czy rude, po tatusiu. Z perspektywy czasu tamte przemyślenia były bardzo przyjemne, natomiast teraz temat potomstwa zmuszał kobietę do płaczu z bezsilności. Kiedy dowiedzieli się, że nigdy nie będą mogli mieć dzieci, załamali się. To Naomi była bezpłodna, jednak Russell nie odwrócił się od niej. Poświęcał mnóstwo czasu na szukanie nowych możliwości, aby mogli spełnić swoje największe marzenie. Był jej wielkim wsparciem w czasach tak trudnych, że Naomi otarła się o depresję.
- Brawo! - ryknął Russell na cały pokój, kiedy znad tortu zaczął unosić się dym świeżo ugaszonych świeczek, a wszyscy obecni zaczęli głośno klaskać w dłonie. Naomi uśmiechnęła się, po raz tysięczny dochodząc do wniosku, że jej mąż będzie najlepszym ojcem na świecie, kiedy już zostaną rodzicami.

***

- Wszystkiego najlepszego, młoda! - powiedziała pogodnie Isabel, kucając przed czterolatką, by choć przez chwilę ich twarze znajdowały się na podobnym poziomie. - Mam coś dla ciebie - dodała, po czym zza pleców wyciągnęła starannie zapakowany, prostokątny przedmiot.
- Mogę teraz rozpakować? - zapytała rozpromieniona Adriana, na co siedemnastolatka pokiwała głową twierdząco. Dziewczynka zaczęła rozrywać ozdobny papier, rozrzucając kolejne jego skrawki na boki. Zapiszczała głośno i mimowolnie, kiedy jej oczom ukazał się portret jej taty w pięknej ramce.
- Sama malowałam - rzekła Isabel, a na jej policzki wstąpiły dwa wielkie rumieńce.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - mówiła Adriana, jakby wpadła w trans, co działo się zawsze, kiedy znów widziała twarz ojca. Bez namysłu rzuciła się nastolatce w ramiona, a ta poczuła się naprawdę dobrze, ponieważ na własne oczy widziała owoce swojej ciężkiej pracy. Natrudziła się, malując ten portret, ale warto było, zwłaszcza dla widoku szczęśliwej i uśmiechniętej od ucha do ucha czterolatki. I choć Isabel otwarcie przyznawała, że nie darzy Paige sympatią, to jednak musiała zaznaczyć, że kochała Adrianę całym sercem. Była wspaniałą, mądrą dziewczynką, w dodatku posiadała mnóstwo cech Josha, a nie od dziś wiadomo, że za obecność brata siedemnastolatka byłaby w stanie oddać bardzo wiele.

***

Paige przez chwilę czuła, jak w jej sercu robi się ciepło na widok Isabel i Adriany razem. Po części rozumiała, dlaczego jej stosunki z siostrą Josha stały się tak chłodne, cieszyła się jednak, że jej córka wciąż może liczyć na siedemnastoletnią ciocię. Nie chciałaby, żeby dziecko cierpiało przez jej błędy, których Isabel nie potrafiła zaakceptować. Uśmiech znikł momentalnie z twarzy brunetki, kiedy zobaczyła prezent, jakim obdarowana została czterolatka. W głowie zaczęło jej wirować, a obraz stawał się podejrzanie niewyraźny. Nim się spostrzegła, straciła równowagę, a jej ciało zrównało się z podłogą.
Kiedy otworzyła oczy, leżała na łóżku w sypialni, przykryta kocem. Na skraju łóżka siedział jej niedoszły teść, który uśmiechnął się delikatnie, gdy zorientował się, że Paige odzyskała przytomność.
- Długo mnie nie było? - zapytała żartobliwie brunetka.
- Ze dwie minuty - odparł Peter z ulgą w głosie. - Nie zdążyłem nawet zadzwonić po karetkę, zresztą Russell powiedział, że nie ma takiej potrzeby. Powiedział, że to tylko niegroźne zasłabnięcie, a ja mu wierzę, w końcu jest świetnym lekarzem. Od zawsze ci powtarzam, że jesz jak wróbelek, więc twój organizm zaczyna się buntować.
- Nic mi nie jest, tato - powiedziała Paige, kręcąc głową, choć mężczyzna miał rację. Od śmierci Josha dziewczyna zaniedbywała siebie, a z nerwów schudła kilka kilogramów.
- Austin bardzo chciał tu do ciebie wejść, ale udało mi się go uspokoić - kontynuował Peter. - Chciałem z tobą porozmawiać na osobności, więc twój nagły wypadek jest mi całkiem na rękę - uśmiechnął się promiennie. - Widzę, że atmosfera nie jest taka, na jaką zasługuje ten wyjątkowy dzień. Ty i Isabel nie odezwałyście się do siebie ani słowem, to chyba nawet lepiej, bo gdyby moja córka miała coś ci dzisiaj powiedzieć, to uwierz, nie byłoby to przyjemne. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie jesteś na nią zła. Spróbuj ją zrozumieć. To dobra dziewczyna, ale bardzo przeżyła śmierć brata, podobnie jak i odejście jej matki.
- Nie mam jej tego za złe - stwierdziła Paige i żadne jej słowo nie mijało się z prawdą. - Dziwi mnie tylko, że ty nie gniewasz się na mnie o to, że zaręczyłam się z Austinem.
- Powiem ci teraz coś, czego pewnie wcześniej nie wiedziałaś - zaczął Peter z powagą. - Jesteś dla mnie jak córka i przede wszystkim chcę, żebyś była szczęśliwa. Z Joshem, z Austinem, a może z kimś innym, dla mnie nie ma to większego znaczenia. Kiedy widzę twój uśmiech, jestem w stanie zrozumieć, że podjęłaś dobrą decyzję. Jeśli Austin ma być człowiekiem, który cię uszczęśliwi i zapewni ci bezpieczeństwo aż do grobowej deski, to ja nie zamierzam się sprzeciwiać waszemu związkowi.
- Ja naprawdę kochałam Josha... - powiedziała Paige łamiącym się głosem. - Zawdzięczam mu wszystko, co mam i to, kim jestem. On uratował mi życie - zamilkła, czując, jak do jej oczu zaczynają napływać łzy. Peter uszanował to, jedynie mocniej ścisnął jej dłoń, zapewniając ją, że jest przy niej. Nagle Paige uśmiechnęła się. - Isabel to jednak zdolna bestia. Zdołała na obrazku uchwycić hipnotyzujące spojrzenie Josha. Było dla mnie zaszczytem móc jeszcze raz je zobaczyć - skwitowała i wybuchła płaczem, jednak nie ze smutku, bardziej ze wzruszenia. Peter zamknął jej drżące ciało w swych ramionach, czując każde uderzenie jej serca. Oboje nie musieli mówić nic więcej.

***

Był już wieczór, kiedy Paige postanowiła zejść na dół do pozostałych i przeprosić ich za swoją niedyspozycję. Kiedy zobaczyła na kanapie puste miejsce między Austinem a Naomi, bez wahania zajęła je. Poczuła się niesamowicie, kiedy mężczyzna wyszeptał jej do ucha, że ją kocha i że martwił się o nią. Nie wydarzyło się nic wielkiego, a jednak dobrze było wiedzieć, że mu zależy, bo właśnie teraz udowadniał jej, że starzenie się u jego boku będzie prawdziwą przyjemnością.
- Kochani, będziemy się zbierać - oznajmił Russell, kiedy Naomi wstała. - Miło było spotkać się w takim gronie.
- No i wszystkiego najlepszego po raz kolejny dla księżniczki - powiedziała blondynka, głaszcząc czterolatkę po głowie, na co ta odpowiedziała uśmiechem. - Paige, uważaj na siebie - dodała, patrząc na brunetkę, a chwilę później była już z mężem za drzwiami.
- Wspaniali ludzie - stwierdził Peter, nakładając sobie na talerz kolejny kawałek tortu. Wziął do ręki portret Josha, który namalowała jego córka, po czym zacmokał z zadowoleniem. - Isabel, dobra robota.
- Właśnie - dodała szybko Paige, patrząc na siedemnastolatkę.
- Dziękuję, tato - Isabel wyszczerzyła się, ignorując kompletnie pochwałę ciemnowłosej, na co zresztą położyła nacisk tego dnia. Austin mocniej objął ukochaną, aby dodać jej otuchy, wiedział bowiem, że brak akceptacji ze strony nastolatki, jest dla niej poważnym ciosem. Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi.
- Czyżby Naomi i Russell zawrócili z drogi? - zdziwiła się Paige, która już miała wstać, jednak nie zdążyła, gdyż gość sam otworzył drzwi.
Wydawać by się mogło, że właśnie wtedy wskazówki zegara stanęły w miejscu, niezdolne, by ruszyć w dalszą drogę. Adriana bez wahania ruszyła w kierunku drzwi, po czym wylądowała w silnych ramionach mężczyzny, wyraźnie przygotowanego na właśnie taką reakcję dziewczynki. Jego twarz tonęła we włoskach czterolatki, więc z trudem mówił, jak bardzo za nią tęsknił, wplótł w to również urodzinowe życzenia. Z nią na rękach zrobił krok do przodu i zamknął za sobą drzwi. Wszyscy zamarli, widząc go i minęła blisko minuta niezręcznej ciszy, nim Isabel i Peter ruszyli, by powitać niespodziewanego gościa. Siedemnastolatka płakała, co nie zdarzało się jej często, w każdym razie nie publicznie.
Paige nie była w stanie zrozumieć, co się właściwie dzieje, w jej głowie kotłowało się tyle sprzecznych myśli. Przestała się zadręczać, kiedy jej czekoladowe oczy napotkały te błękitne, lecz już nie namalowane, a prawdziwe. Nie myślała już o niczym, nie obchodziło ją, skąd wziął się tu Josh, skoro przecież nie żył już od roku. Nie istniała żadna przeszłość ani przyszłość, oboje zawisnęli w ich własnej teraźniejszości, kiedy po raz pierwszy od tak dawna spojrzeli na siebie.


A co, jeśli twoje życzenie spełni się w niewłaściwym momencie?

Dziewczyna wzdrygnęła się, kiedy dotarło do niej, że przez cały czas i to na oczach Josha, ściskała mocno dłoń Austina, również niezdolnego, by wypowiedzieć chociaż słowo. Stało się dokładnie to, czego bała się najbardziej, a czego jednak nie brała nawet pod uwagę - została nakryta na ofiarowywaniu swego serca innemu mężczyźnie. Miała ochotę zniknąć, rozpłynąć się, byle już nie czuć tego wstydu. Choć Josh Hartley widział to zdarzenie, zignorował je ku jej wielkiemu zdziwieniu. Uśmiechnął się do niej najpiękniej, jak tylko potrafił, a ona, choć czuła, że na to nie zasłużyła, odpowiedziała mu tym samym, przełykając słoną łzę.
***

9 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* to ja na początek oczywiście bardzo dziękuje za życzenia :) to nic, że spóźnione, ale szczere, prawda? I to jest najważniejsze. Po za tym pisałam już coś Tobie na ten temat na Gadu, więc nie będę się za bardzo rozpisywać. Jeszcze raz bardzo dziękuje za życzenia jak również za dedykację rozdziału. Akurat tego się nie spodziewałam, więc tym bardziej byłam zaskoczona, kiedy to przeczytałam :) dzisiaj wstęp krótki, bo sama nie wiem co mogłabym jeszcze napisać, więc przechodzę już do komentowania rozdziału.
    Tak, Adriana to bardzo mądra dziewczynka. Widać też tą dojrzałość jak na tak młody wiek. To aż dziw, że czterolatka jest w stanie zrozumieć tak skomplikowane sprawy ze świata dorosłych. Ja uważam, że Paige nie powinna ukrywać przed córką prawdy o jej ojcu. Wiadomo, że każde dziecko chciałoby mieć przy sobie oboje rodziców, ale w tym przypadku to chyba nie będzie możliwe. Josh nie żyje i nic nie wskazuje na to, by życzenie Adriany o powrocie taty miało się spełnić. Mała jest naprawdę niesamowita, mimo wszystko powiedziała, że obie z Paige muszą czekać na powrót taty. Ona naprawdę w to wierzy i grzechem byłoby odbierać dziecku taką nadzieję. Jeżeli tak bardzo wierzy w powrót Josha to może faktycznie kiedyś to nastąpi? Byłabym mile zaskoczona tym faktem :)
    Jak tak czytam opis postaci Russella to sama zaczynam zazdrościć Naomi. Taki facet to skarb, dosłowny ideał. I nie chodzi tutaj wcale o to, że jest przystojny i zarabia krocie. Może w jakimś sensie też to ma znaczenie, ale najbardziej liczy się to jaki jest w środku. Udowodnił, że żona może na niego liczyć w każdej sytuacji, nawet jeśli nie jest ona za wesoła. To przykre, że Naomi jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Ale dużo osób powtarza, że współczesna medycyna poszła do przodu, że są metody leczenia bezpłodności. Może takie leczenie przyniosłoby oczekiwany efekt? Mimo wszystko życzę im jak najlepiej, przede wszystkim życzę im tego upragnionego dziecka i myślę, że wtedy już nic więcej nie będzie im potrzebne do szczęścia :)
    Zastanawiam się czy kiedyś relacje Paige i Isabel się poprawią. Pod moim poprzednim komentarzem napisałaś, że Isabel nie ma żalu do Paige o śmierć brata. Przepraszam za taki argument, ale kiedy czytam fragmenty z udziałem obu dziewczyn to z mojego punktu widzenia tak to właśnie wygląda. Chociaż znając mnie, gdybym była na miejscu Isabel pewnie zachowywałabym się podobnie. Mimo tych zaręczyn z Austinem uważam, że Paige ma prawo ułożyć sobie życie z kimś innym. Ma prawo do szczęścia jak każdy inny człowiek. Nie sądzę, żeby Isabel kiedyś to zaakceptowała, ale chciałabym, żeby dziewczyny się pogodziły. Prezent od cioci z pewnością był cudowny, ale chyba niesie z sobą zbyt wiele bolesnych wspomnień. Oczywiście Adriana była szczęśliwa widząc tatę na portrecie, ale dla Paige nie było to przyjemne doświadczenie. Ojciec Josha to mądry i dojrzały mężczyzna. Przynajmniej on jeden powiedział jak jest, przede wszystkim nie darzy niedoszłej synowej niechęcią. Mam nadzieję, że nie zmieni zdania i dalej będzie wspierał Paige :)
    Chyba czegoś nie zrozumiałam. Josh nie żyje? Bo w sumie ostatni fragment rozdziału stanowczo temu zaprzeczył. Wszyscy zgodnie twierdzili, że Josh nie żyje, a tymczasem on pojawia się nagle w domu swojej rodziny i to w dodatku w dniu urodzin swojej córeczki. Czyżby życzenie Adriany się spełniło? Na to wychodzi. Pisałaś wcześniej, że to rozdział przełomowy no i tak rzeczywiście jest. Zaciekawiłaś mnie bardzo tym co wydarzy się dalej, więc z niecierpliwością oczekuję kolejnego rozdziału zarówno tutaj jak i na Owned Me :)
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie dedykacji, nie ma za co dziękować. Za rok życzenia będą już punktualne :P
      Co do Isabel i Paige... Hm, to co napisałaś dało mi trochę do myślenia. Z mojego punktu widzenia Isabel chodzi głównie o to, że Paige tak szybko związała się z nowym mężczyzną, ale gdzieś po części możliwe, że masz rację.
      Co do pytania, czy Josh żyje, odpowiadam, że TAK :D Mam nadzieję, że Cię to zszokowało, bo takie właśnie było moje założenie :)
      Dziękuję ślicznie za opinię!
      Pozdrawiam :* :*

      Usuń
    2. Zszokowało to mało powiedziane :D wprowadziłaś mały zamęt już na samym starcie, ale to dobrze, przynajmniej będzie się coś działo :D
      Buziaki :*

      Usuń
  2. Bez jakiegokolwiek wstępu, zabieram się za czytanie i komentowanie odcinka.
    Adriana to bardzo mądra dziewczynka, która w swoim sercu nosi ogromne pokłady nadziei. Ale takie chyba są dzieci? Często wierzą w coś, co inni przekreślili już dawno. I to chyba jeden z największych uroków bycia dzieckiem, niedoświadczonym jeszcze przez życie, nieobdartym z marzeń i nie odtrąconym przez rzeczywistość, którą chciało się zbudować. Na dodatek Adriana ma jeszcze jedną dużą zaletę - jest niesamowitym oparciem dla Paige. Jej słowa, które wpędziły Paige w stan niepewności, dodały jej tak naprawdę siły. Każda matka chciałaby wiedzieć, że jej dziecko nie obwinia ją za to, co się stało i chociaż nadejdzie rozczarowanie, to nie będzie to spowodowane działaniami matki. Sama Paige jest przykładem matki, która stara się być szczera ze swoją córką, która darzy ją przeogromnym uczuciem i troską. Można powiedzieć, że rok to niewiele, ale z drugiej strony - rok bez człowieka, którego kochało się całym sercem, to jak podróż przez pustynię. Wydaje mi się, że Paige zdecydowała się przyjąć oświadczyny Austina, ponieważ potrzebowała kogoś, kto zagłuszy i wypełni pustkę, która pojawiła się po odejściu Josha. Ja nie krytykuję jej. Myślę, że chyba sama zaczęła zdawać sobie sprawę, że niekoniecznie kierowała się sercem przy tej decyzji i za bardzo się pospieszyła, ale przecież jeszcze nic straconego, prawda?
    Russel to wyjątkowy facet. Dzisiaj tak naprawdę większość facetów ucieka, gdzie pieprz rośnie, gdy tylko na drodze zaczynają się pojawiać problemy. On jednak do tego grona nie należy. Dzielnie wspiera Naomi i co przede wszystkim - napełnia ją nadzieją, że pewnego dnia sami będą patrzeć jak ich pociecha zdmuchuje świeczki z tortu. Chciałabym, aby tak było i kibicuję im z całego serca, bo gdzieś w głębi duszy chciałabym tak kochać i tak być kochaną jak oni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Isabel. Jest zbuntowaną nastolatką, ale przede wszystkim kochającą i tęskniąca siostrą, która podobnie jak mała Adrianna marzy o powrocie Josha. To zabawne, że dzieli ich tyle lat różnicy, a ja mimo to widzę duże podobieństwo między nimi. Lepszego prezentu Isabel nie mogła podarować dziewczynce.
      Aż mnie w sercu zabolało, gdy czytałam rozmowę Paige i jej niedoszłego teścia. Ta dziewczyna naprawdę cierpi i to bardzo, a to wszystko dlatego, że ona też nie pogodziła się ze śmiercią chłopaka. Myślę, a wręcz zaczynam się przekonywać coraz bardziej, że Austin, chociaż fantastyczny z niego facet, to jest jedynie zastępstwem, plastrem na ranę, którą wyrządziła śmierć Josha. A Peter jest strasznie dobrym człowiekiem. Myślę, że te słowa, chociaż trochę pomogą Paige zagłuszyć wyrzuty sumienia.
      Matko! Czytam ten fragment chyba po raz setny. Z moich oczu - nie mam pojęcia dlaczego - wypłynęły łzy, a w brzuchu poczułam motyle. To jest jeden z najpiękniejszych i najbardziej nieprzewidywalnych fragmentów jaki miałam okazję czytać. Ciarki mam na całym ciele. Josh żyje i wrócił do nich. Nie mam pojęcia, dlaczego wszyscy myśleli, że nie żyje, dlaczego powrót do rodziny zajął mu rok.. to wszystko nie ma znaczenia. Najważniejsze, że wrócił i chociaż będzie ciężko, to ja wierzę, że odzyskają z Paige to, co mieli kiedyś i razem z Adrianną będą znowu tworzyć rodzinę. Teraz to im kibicuję najbardziej, bo właśnie w tym momencie wysunęli się na prowadzenie wśród wszystkich par, które zaczarowały mnie w tym opowiadaniu. Jestem w takim szoku.
      Po pierwsze zakochałam się w utworze, którego użyłaś w tym odcinku. Nieprzerwanie naciskam play. Po drugie przeczytałam ten odcinek chyba z trzy raz i za każdym razem na końcówce czuję taką niesamowitą ekscytację, falę uczuć i chęć poznania tego, co będzie dalej. Po trzecie jesteś niesamowicie dojrzałą pisarką. Czuję, że to opowiadanie będzie dla Ciebie tak samo ważne i przełomowe jak dla mnie Jokasta, a uwierz mi, że żadnego mojego opowiadania nie kocham tak jak właśnie ją. Po czwarte to jak piszesz, to jak grasz na moich uczuciach jest niebywałe i nie chcę, abyś kiedykolwiek przestawała to robić. Twoim powołaniem jest pisanie i może się walić i nie wiem, co jeszcze, ale Ty nie możesz zaprzepaścić w sobie tego daru. Obiecaj mi to! A po piąte (chyba, bo straciłam rachubę) z tego opowiadania mogłaby być bestsellerowa książka, wiesz? To opowiadanie jest fenomenalne i czuję jak nigdy dotąd, że to jest Twoje miejsce. A po któreś tam.. to chyba mój najdłuższy komentarz, ale nie mogłam się powstrzymać.
      Czekam na nowość. Mam nadzieję, że pojawi się szybciej niż zaplanowałaś. Proooszę.. W końcu od każdej reguły są jakieś ustępstwa, prawda?

      P.s. Wczoraj skończyłam czytać fenomenalną książkę niezawodnego Sparksa "Dla Ciebie wszystko". Polecam. Ja się popłakałam i nie umiałam zasnąć, bo cały czas o niej myślałam. Swoją drogą dzisiaj to przez Ciebie nie zasnę. :)

      Usuń
    2. Przepraszam, że w dwóch częściach, ale w jednej się nie dało.. Buziam:*

      Usuń
    3. Kiedy czytałam Twój komentarz, sama się popłakałam ze wzruszenia. Nawet nie potrafię sensownie odpowiedzieć na to, co mi napisałaś. Dobrze wiedzieć, że wierzysz we mnie i w tą historię. Dla mnie jest ona bardzo ważna i zarazem jest to największe wyzwanie, jakiego kiedykolwiek się podjęłam. Właśnie dlatego doceniam fakt, że mam w Tobie wsparcie. Jeśli kiedykolwiek zwątpię w Mine Again, wiem już, do kogo mam się zgłosić po motywację :)
      Dziękuję z całego serducha za te cudowne słowa! :* Mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą wywoływać u Ciebie podobne emocje :)

      Usuń
  3. Co za cudowny rozdział! Bardzo mi się spodobał. Pięknie opisałaś relacje Paige z córką, Naomi z Russellem, Paige z teściem. Bardzo mi się to spodobało. A teraz najważniejsze. Co Josh tu robi?! O co w tym wszystkim chodzi? Przecież on umarł, więc jak teraz znalazł się w tym domu...? Mam masę pytań i niepewności. Nie spodziewałam się czegoś takiego, jednak fajnie, że dałaś taki moment. Będzie się teraz dużo działo. Czy Josh wybaczy Paige? I co ona zrobi? Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale wyjaśnisz nam choć część. Nie mogę się już doczekać.
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń