20 lutego 2014

30. ,,Mine again''

Hej!
Po tygodniu z kawałkiem pojawia się nowy, przedostatni już rozdział. Początkowo Mine miało zakończyć się na 30 odcinkach, jednak napisałam mały bonus, bez którego to nie byłoby to samo. Mam nadzieję, że końcówka opowiadania nie została przeze mnie schrzaniona - a odnoszę wrażenie, że mam do tego tendencję. Ja na ten moment mam lekki mętlik w głowie i mieszane uczucia, także pozostawię to Waszej ocenie, zapewne pod epilogiem ;) Za ewentualne błędy, literówki czy cokolwiek innego, przepraszam z góry!
Choć epilog napisałam parę miesięcy temu, dopiero teraz dociera do mnie, że za chwilkę tak naprawdę koniec Mine. Kurczę.
Zanim się rozkleję, dziękuję za wszystko spod poprzedniego odcinka! ;)
Całuję i do następnego, przedostatniego spotkania tutaj! :*
***
Passenger - Let Her Go

Wiemy, że prawdziwie doceniamy coś lub kogoś, kiedy go tracimy, ale czy ktokolwiek zna odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje? Los jest po prostu wredny, chcąc, abyśmy wycierpieli się z tęsknoty i smutku, kiedy opuszczają nas najbliżsi? A może to nasza wina? Chłopak usiadł na lichej, drewnianej ławeczce, a światełko, które wydostawało się ze szkarłatnego znicza, rzucało blask na jego twarz. Dziś, pod koniec stycznia, był jego wyjątkowy dzień - osiemnaste urodziny. Dla wielu ludzi ten moment jest wręcz przełomowy. On sam miał w planach wielką imprezę, której planowanie zaczął ponad rok wcześniej. Zdążył nawet porozdawać znajomym zaproszenia. Wszyscy byli podekscytowani i wręcz nie mogli doczekać się tego dnia, a właściwie wieczora, bowiem w planach było balowanie przez całą noc, aż do białego rana. Logan bardzo cieszył się na ten moment, zastanawiając się, jakie prezenty dostanie i czy rzeczywiście będzie się tak dobrze bawił, jak mógł podejrzewać. Pewnie dlatego, że nie ukrywał swych emocji przed tym wielkim wydarzeniem, wszystkimi wstrząsnęła informacja, którą podzielił się z nimi wczoraj - odwołał przyjęcie z ostatniej chwili, nie wyjaśniając, czemu podjął właśnie taką decyzję. Nie musiał nic mówić. Kiedy jego znajomi trochę ochłonęli, natychmiast przypominali sobie o Isabel - o tym, że jakimś dziwnym zrządzeniem losu, ta dwójka przyjaźniła się ze sobą. Loganowi musiało być bardzo ciężko bez niej. W szkole w niczym nie przypominał dawnego siebie, zawsze roześmianego, raczącego innych żartami naprawdę z wyższej półki. Robił dwie rzeczy naprzemiennie - albo siedział na każdych zajęciach, jak mysz pod miotłą, gapiąc się na zegar i czekając niecierpliwie, aż będzie mógł stamtąd wyjść, albo po prostu nie przychodził do szkoły. Nikt nie robił mu z tego żadnych problemów, jego rodzice o to zadbali. Prawdopodobnie obawiali się, że skoro ich syn spędzał tak dużo czasu z Isabel, to jemu również może wpaść do głowy, by nawiać z domu, a tego jego zatroskani rodzice z pewnością nie mogliby przetrawić. Nie chciał sprawiać im przykrości ani przysparzać zmartwień, jednak istotnie czekała go maleńka wyprawa poza dom, być może nawet poza miasto. Teraz siedział tutaj, przy grobie Rose Hartley, bowiem coś w środku podpowiadało mu, że nigdzie indziej nie będzie tak spokojnie, jak tutaj. Ściskał w dłoni telefon tak mocno, że bez trudu mógłby go zaraz roztrzaskać w drobne kawałeczki. Czekał na znak, na natchnienie, na cokolwiek.
I właśnie wtedy trafiło go to z siłą prawdziwego pocisku. Wybrał jej numer i wstał z ławki, nie wiedząc, czy gadanie przez telefon jest taktowne na cmentarzu, czy nie. Okazało się, że niepotrzebnie się nad tym zastanawiał - Isabel nie odebrała, zresztą olewanie go było chyba jej ulubionym zajęciem. Logan mimo to nie dawał za wygraną. Szybko napisał wiadomość, którą bez wahania wysłał.
- ,,Jeśli powiesz mi, gdzie jesteś, będę tam za pięć minut'' - przeczytał na głos, po czym spojrzał na fotografię Rose. - Dobre, nie uważa pani?
Chłopak zaczął śmiać się z samego siebie, jakby przez łzy. Był tak zdesperowany, by odnaleźć Isabel, że bez problemu posuwał się do aż tak zaskakujących środków. Rozmawiał z jej nieżyjącą matką. Zwariował? I w momencie, kiedy dopadło go potężne zwątpienie w to wszystko, otrzymał wiadomość zwrotną. Przetarł oczy ze zdumienia, po czym szybko przeczytał ją głośno i wybiegł z cmentarza, ile sił z nogach.
Dostał ten adres.

Oddychałem ciężko, a ty uciekałaś przede mną, póki starczyło oddechu. Prawdziwi przyjaciele nigdy nie przestaną biec.

***

Dziewczyna energicznie wrzucała swoje rzeczy do plecaka, robiąc to niestarannie, jednak nie obchodziło jej to. Dawno już nie była na nikogo tak wściekła, jak na Tylera. Nie sądziła, że kiedykolwiek zechce od niego uciec, przecież do tej pory było im tak cudownie w swojej obecności. Naprawdę musiał popsuć to, co było między nimi? A najgorsze w tym wszystkim było to, że zrobił to specjalnie. Zawiodła się na nim tak bardzo, że nie odnajdowała wystarczająco mocnych słów, aby opisać, co teraz czuła. Przechodziła obok niego w milczeniu, a kiedy chciał z nią porozmawiać, odpychała go bezlitośnie. Jeszcze chwila, a ucieknie stąd, zostawiając go na zawsze za sobą, łącznie z przeszłością, z której nijak nie mogła być dumna. Zasunęła zamek plecaka i rzuciła go na ziemię bezceremonialnie, po czym zatrzymała się nad siedzącym na ziemi brunetem. Spojrzał na nią niewinnie, a na ten widok krew w jej żyłach osiągnęła temperaturę wrzenia. Mimo emocji, które sięgały zenitu, siedemnastolatka postanowiła trzymać je na wodzy, a przynajmniej spróbować.
- Naprawdę nie widzisz w tym nic złego? - zapytała, krzyżując ręce na piersi. Czuła się, jak matka, karcąca swoje dziecko za jego wybryk. Nie sądziła, że wcieli się w tą rolę akurat teraz. Brązowooki wzruszył ramionami. - Dlaczego mu odpisałeś? Dlaczego w ogóle ruszasz mój telefon bez pytania?
- Powinnaś wrócić do domu, Isabel - odezwał się wreszcie Tyler. Miał lekko zarośniętą twarz i w normalnych okolicznościach dziewczyna byłaby pod wrażeniem jego nieziemskiego wyglądu, teraz jednak była na niego maksymalnie wkurzona, więc tego typu zachowania nawet nie mogły przyjść jej do głowy.
- Nie będziesz mi mówił, co powinnam, a czego nie - żachnęła się. - Mam ci przypomnieć, kto w ogóle wymyślił całą tą ucieczkę? Mam ci przypomnieć, jakich argumentów używałeś, aby mnie do tego przekonać?
- Nie mam sklerozy - odparł, nie do końca uprzejmie, jednak na jego twarzy nadal gościł spokój. - Twój ojciec popełnił błędy, ale kto z nas tego nie robi? Wiem, że próbowałaś jakoś to naprawić, ale zawsze kończyło się kłótnią. Ten jeden raz olej słowa, zamknij się i po prostu go przytul.
- To ma być rada? - zapytała z pogardą. - Od kiedy jesteś taki mądry? Może jeszcze powiedz, że ta ucieczka to był szczeniacki wybryk, który nigdy nie powinien mieć miejsca?
- Ty to powiedziałaś - odrzekł pod nosem. - Posłuchaj, chcę, żebyś była szczęśliwa. Masz szansę to wszystko osiągnąć i zasługujesz na to. Ta ucieczka była potrzebna bardziej mi, niż tobie.
- Więc dlaczego zabrałeś mnie ze sobą? - spytała, tym razem jednak spokojniej.
Przez jego twarz przemknął uśmiech, a w oczach coś zalśniło. On znał odpowiedź na pytanie, które mu zadała, jednak nie chciał wypowiedzieć tych słów na głos. Wyznaniu, że czuł do niej coś więcej, nie sprzyjał ani czas, ani okoliczności.
- Ale dlaczego odpisałeś Loganowi? - ponowiła pytanie, a uśmiech momentalnie znikł z twarzy chłopaka.
- Twojej wielkiej miłości? - zapytał. - Bo wiem, że on bezpiecznie odprowadzi cię do domu.
Wstał z ziemi, otrzepał spodnie z piasku i odszedł, po czym usiadł nad brzegiem rzeki, w bezpiecznej odległości od Hartley, z którą najwyraźniej nie chciał już rozmawiać. Co zrobiła źle? Jeszcze wczoraj wszystko było między nimi tak, jak być powinno, a teraz? Dziewczyna westchnęła. Teraz pozostaje czekać na Logana. Co ma mu powiedzieć? Jak ma się zachować? Była w kropce, a złość na Tylera nadal jej nie przeszła. Gdyby nie jego idiotyczny pomysł, aby odpisać Loganowi, teraz nie musiałaby zadawać sobie tych wszystkich trudnych pytań, na które nie znała odpowiedzi.

Prosiłem, abyś była przy mnie, teraz jednak chcę, abyś odeszła. Prawdziwi przyjaciele zawsze najbardziej pragną szczęścia tego drugiego.

***

Blade światło wpadało przez okna, przypominając mglistą poświatę. Naomi widziała wszystko niewyraźnie, ponieważ liczne łzy negatywnie wpływały na ostrość obrazu. Raz po raz kręciła głową z niedowierzaniem, nie mogąc dopuścić do siebie myśli, że to wszystko dzieje się naprawdę. Dotychczas zawsze powtarzała sobie w myślach, że coś takiego nigdy jej nie spotka, a jednak - od teraz grała główną rolę w sztuce, która zdawała się zarezerwowana dla innych. Energicznie mrugała powiekami, chcąc upewnić się, że nie śni, jednak mimo potwierdzenia, nadal czuła się przedziwnie i nie umiała sobie z tym poradzić. Kiedy drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem, a w sali pojawił się rudowłosy mężczyzna, niosący fotelik samochodowy z kilkumiesięcznym bobasem w środku, Naomi automatycznie otworzyła usta, by powiedzieć:
- Uszczypnij mnie.
Jego brązowe tęczówki spoczęły dla odmiany na jej przedramieniu. Kiedy wykonał polecenie żony, ta skrzywiła się na chwilę, by zaraz na jej twarz mógł znowu wstąpić uśmiech. Bladoniebieskie oczy kobiety wpatrywały się to w męża, to w Angelo, a język uwiązł jej w gardle, przez co nie mogła wydusić z siebie ani słowa. W powietrzu unosiło się milczenie, jednak żadne z nich nie czuło się wówczas niekomfortowo. Choć byli w szpitalu, a nie w domowym zaciszu, ta chwila była jedną z najpiękniejszych w ich życiu. Nadal odnosili nieprzyjemne wrażenie, że są ofiarami czyjegoś żartu, jednak uczucie to malało z każdą sekundą - rosło natomiast podekscytowanie i radość, objawiająca się wesołymi ognikami w ich oczach.
- Kiedy zemdlałaś, bałem się, że mogę cię stracić - powiedział cicho Russell, jakby obawiając się, że Angelo może zrozumieć sens jego słów, a wcale tego nie chciał. - Wiem, spanikowałem, ale to wszystko działo się tak nagle. Ledwie staliśmy się najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi, pokazując synowi jego nowy dom i nagle pojawił się kolejny problem. Najadłem się strachu. Bałem się, że szczęście, które mieliśmy przez chwilę, rozpłynie się i nie zdołamy go zatrzymać.
- Rozumiem to - przerwała Naomi. - Też się bałam. Kiedy obudziłam się w karetce, niewiele do mnie docierało. Z drugiej strony, teraz też nie jestem pewna, czy to, co słyszę, jest prawdą, czy złudzeniem.
- A ja już wiem - stwierdził Russell, ostrożnie dobierając słowa, nie chcąc zepsuć uroku tej chwili. Jego dłonie trzęsły się w nerwach, jednak zdołał bezpiecznie przenieść Angelo z fotelika prosto do rąk matki. - Czekają nas trudne miesiące. Niewykluczone, że przez cały ten czas będziesz musiała leżeć i jak najbardziej się oszczędzać.
- Możesz już teraz przywiązać mnie do łóżka - rzekła Naomi, a mąż spojrzał na nią, jak otępiały. Jasnowłosa roześmiała się. - Przecież wiesz, że zawsze o tym marzyłam! Wiem, że powinnam być ostrożna i nie nastawiać się od razu na szczęśliwe rozwiązanie, ale... Ach, Russell, ja po prostu nie mogę uwierzyć w to, że to wszystko dzieje się naprawdę. To, o co przez tyle lat oboje się modliliśmy, staje się prawdą, kiedy zdążyliśmy stracić resztki nadziei.
- Lepiej bym tego nie ujął - przyznał mężczyzna, składając na dłoni ukochanej czuły pocałunek. - Będzie dobrze, tylko nie mdlej mi już.
- Co ty nie powiesz? - zapytała, pokazując mu język, a następnie oczy obojga spoczęły na maluszku, który zasnął spokojnie w ramionach rodzicielki. - Śpiochu, wolałbyś braciszka, czy siostrzyczkę?

***

- Powiedz mi, jak długo jeszcze kazałabyś mi na siebie czekać? - spytał Logan, trafiając w sedno. Po chwili Isabel uśmiechnęła się bezczelnie, a więc we właściwy sobie sposób.
- Po co czekać? - zapytała dziewczyna. - Przecież ty i tak nigdy mnie nie chciałeś, prawda?
Zapanowała niezręczna cisza. Przez chwilę Isabel odnosiła wrażenie, że chłopak pokręci przecząco głową, oleje to, co powiedzą inni, pocałuje ją i powie, że od samego początku nie widział poza nią świata. Właśnie wtedy siedemnastolatka wróciła na ziemię. Logan skinął twierdząco głową i spuścił wzrok.
- Dzięki za szczerość - rzekła Hartley i odeszła, a chłopak tym razem nie próbował jej zatrzymać.

Kiedy zobaczyła go, jak niemal biegł w jej kierunku, poczuła nieprzyjemną sensację w okolicach żołądka, jednak z całą pewnością nie były to motyle. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się uważnie. Jego brązowe, modnie ostrzyżone włosy, teraz rozbiegały się we wszystkie strony świata, a jego policzki ozdabiały niemal szkarłatne rumieńce. Oddech miał bardzo przyspieszony, jednak nie skłoniło go to, by zwolnić. Wyglądał tak, jakby stanięcie twarzą w twarz z Isabel, było najskrytszym pragnieniem jego serca. Zastanawiała się, co zrobi, kiedy już będą obok siebie. Co powie? A może będzie milczał? Gdyby tylko mogła, zatrzymałaby czas, by móc na spokojnie przemyśleć to wszystko i wpaść na pomysł, jak powinna się zachować. Poczuła się, jak małe dziecko, które niby chce nauczyć się pływać, jednak zostaje wrzucone od razu na głęboką wodę, przez co zaczyna panicznie się bać. Oczami wyobraźni widziała samą siebie na środku basenu, wymachującą rękami na oślep, chlapiąc wodą we wszystkie strony, przerażona świadomością, że nawet jej czubki palców nie wyczuwają żadnego dna.
To, czego się tak obawiało, nagle urzeczywistniło się. Kiedy siedemnastolatka wyszła z głębokiego zamyślenia, Logan stał już w bliskiej odległości, pochylając się, by jakoś uspokoić oddech. Teraz, kiedy mieli niepowtarzalną okazję, by porozmawiać, Isabel czuła się tak, jakby zabrakło jej języka w ustach. Korzystając w okazji, jaką była chwilowa niedyspozycja chłopaka, dziewczyna spojrzała w bok. Tyler wrzucał kamyki do wody, raz po raz rzucając ukradkowe spojrzenie na nią. Na jego twarzy gościła złość, a Hartley była bardzo ciekawa, na kogo tak naprawdę był wściekły - na nią, czy na siebie samego.
Ponownie została ściągnięta na ziemię, kiedy poczuła dotyk czyjejś dłoni na swoim barku. Zanim zdążyła to przemyśleć, spojrzała na Logana, jak na karalucha. Nie mogła nic na to poradzić - była teraz o wiele bardziej zainteresowana kimś innym, a obecność szkolnego kolegi tylko ją irytowała. Chłopak nie zraził się jednak. Jego twarz przeciął pogodny i pełen ufności uśmiech, a w oczach zamigotało coś, czego Isabel nie mogła się spodziewać. Logan wyglądał tak, jakby był wdzięczny losowi za to, że udało mu się ją odnaleźć.
- Miło cię widzieć - zaczął nastolatek, nadal z trudem panując nad swym oddechem. Dziewczyna nic nie powiedziała, skinęła jednak nieznacznie głową, by brunet mógł kontynuować. - Nigdy w życiu nie bałem się tak bardzo, jak przez cały ten czas, kiedy byłaś całkiem sama.
- Nie byłam sama - zaperzyła się. - A poza tym, daj spokój, nie było mnie tylko miesiąc.
- Prawie dwa - poprawił ją, jednak, pomimo chłodu w jej głosie, chłopak nie zrażał się i nie tracił entuzjazmu. - Chociaż wiesz co? Tak naprawdę martwiłem się o ciebie od samego początku naszej znajomości. Tamtego lata zobaczyłem, że jesteś wyjątkowa. Przy tobie zapominałem o całym świecie. Przestawałem być bogatym, egoistycznym gnojkiem, a kiedy patrzyłaś na mnie, ujawniało się to, kim jestem w głębi duszy. Pomogłaś mi dostrzec we mnie to, czego nawet nie śmiałem się spodziewać. Zrobiłaś dla mnie naprawdę dużo.
- I z wdzięczności postanowiłeś złamać mi serce, tak? - zapytała, krzyżując ręce na piersiach.
- Znowu wyciągasz z kieszeni swój ulubiony argument - zauważył Logan, nadal niewzruszony jej postawą. - Isabel, wiem, że jesteś dojrzalsza, niż my wszyscy razem wzięci. Przeszłaś w życiu mnóstwo prób, z którymi ja na pewno nie dałbym sobie rady. Pewnie dlatego zapomniałaś, że wciąż jesteśmy tylko dzieciakami, uczącymi się życia. Popełniamy błędy, jak każdy, ale błędy nastolatków bywają o wiele głupsze, niż dorosłych. Zachowałem się, jak skończony kretyn, kiedy zacząłem cię unikać, ale robiłem to, bo bałem się, że cię stracę.
- Zgłupiałeś już do reszty? - spytała dziewczyna, robiąc krok do tyłu, by móc ukradkiem spojrzeć w stronę Tylera, jednak jego już tam nie było. Już miała spojrzeć za siebie, mając nadzieję, że dostrzeże go tam, jednak właśnie wtedy Logan chwycił jej dłoń, by na nowo skupić jej uwagę na sobie.
- Powiedziałem ci, że nigdy nie chciałem być z tobą. To była prawda i gdybym wtedy nie stchórzył, wytłumaczyłbym ci, dlaczego tak było - tutaj zrobił pauzę, a Isabel bała się, że chłopak za chwilę padnie na kolana i poprosi ją o rękę, atmosfera była bowiem bardzo napięta. - Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Jesteś moją przyjaciółką i siostrą. Kocham cię właśnie w taki, bezwarunkowy sposób. Nie chcę, żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakała i nie chcę cię stracić. Nie potrafiłem powiedzieć ci tego, co czułem przez cały ten czas. Potwornie tęsknię za tym naszym przesiadywaniem nad rzeką. Przepraszam cię za swoje błędy i proszę, abyś dała naszej przyjaźni jeszcze jedną szansę.
Przyglądał się jej, cały w emocjach. Mógł spodziewać się po niej dosłownie wszystkiego - wiele razy udowodniła już, że jest prawdziwym wulkanem, który w każdej chwili może wybuchnąć. Obserwował ją badawczo, by po chwili poczuć wielką ulgę, kiedy zauważył na jej twarzy uśmiech. Tak, Isabel Hartley postanowiła dać mu możliwość zawalczenia o ich przyjaźń. Wyciągnęła ręce, by dać mu sygnał, że może się do niej przytulić. Kiedy przytknęła policzek do jego bluzy, pomyślała, że to wszystko jest jednym wielkim paradoksem. Kilka miesięcy temu dałaby się pokroić za to, by móc go chociaż złapać za rękę, a teraz stała sobie z nim, z daleka od wszystkich ludzi, i tak po prostu, po ludzku, wsłuchiwała się w bicie jego serca, wiedząc, że po części bije ono również dla niej.
Cofnęła się, kiedy uznała, że nie ma już czasu na dłuższe czułości. Obejrzała się za siebie, a kiedy w oddali zauważyła ciemną, niewyraźną, jednak tak dobrze znaną jej postać, rzuciła szybkie spojrzenie Loganowi, wyraźnie rozpromienionemu.
- Skoro już wiemy, że nigdy nie będziemy razem, masz coś przeciwko, abym zostawiła cię na chwilę?
Zaintrygowany Logan również spojrzał w dal, a kiedy i on zauważył ciemny zarys, wyszczerzył się głupkowato, a Isabel była już stuprocentowo pewna - oto wrócił ten jej wariat.
- No leć, na co czekasz? - krzyknął, aby się ocknęła, kiedy ta przyglądała mu się z błyskiem w oczach.
- Dzięki, braciszku - rzekła, odgarniając pasmo włosów z twarzy. - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - skwitowała i obróciła się, po czym zaczęła biec, o wiele szybciej, niż przedtem Logan.
Ciemna sylwetka Tylera stawała się coraz wyraźniejsza, coraz bliższa. Musiał usłyszeć jej kroki, ponieważ obejrzał się, a kiedy ją zobaczył, szybko odwrócił wzrok, jednak stanął w miejscu. Wahał się, czy chce tego samego, co ona, jednak ostatecznie ugiął się i już po chwili stali twarzą w twarz, patrząc na siebie niepewnie.
- Przez cały ten czas, kiedy się znamy, sądziłam, że jesteś bystry i spostrzegawczy - rzekła dziewczyna. - A ty co? Naprawdę nie zauważyłeś, jak bardzo zawróciłeś mi w głowie?
- Trudno było nie zauważyć - mruknął ledwie słyszalnie, a jego policzki zaróżowiły się delikatnie.
- Posłuchaj, wiem, że dotąd nie miałam szczęścia w miłości, jednak nie boję się spróbować jeszcze raz. Chcę, aby nasze drogi nie musiały się rozchodzić, bez względu na to, czy wrócimy dziś do domów, czy nie. Tyler, jesteś dla mnie kimś więcej, niż tylko przyjacielem, który pomógł mi w tych najtrudniejszych chwilach. Jesteś...
Zamilkła, lecz nie z własnej woli - to on zamknął jej usta niespodziewanym pocałunkiem. Kiedy odsunął się od niej, wyglądał tak, jakby nie mógł uwierzyć, że zdobył się na coś takiego.
- A ja myślałem, że ty jesteś zakochana w tym Loganie... - powiedział. - Nie chciałem, abyś się we mnie zakochała, bo nie chciałem być tym, który złamie ci serce.
- Złamiesz mi je dopiero wtedy, kiedy mnie odrzucisz - rzekła z powagą. - Masz wybór.
- Jaki wybór? - zapytał ze zdziwieniem, po czym bez zapowiedzi ujął obie jej dłonie. - Kocham cię i już. Chcę być z tobą.
Kiedy ich usta ponownie się złączyły, tym razem z inicjatywy Isabel, siedemnastolatka ucieszyła się w duchu. W porównaniu do burzliwego związku z Giovannim, ten z Tylerem zaczynał się naprawdę wspaniale - przede wszystkim dlatego, że zdążyli się zaprzyjaźnić, zanim pocałowali się po raz pierwszy. Czuła się przy nim bezpieczna i szczęśliwa. Dawał jej wszystko to, o czym mogła marzyć i miała nadzieję, że on czuje teraz to samo.
Kiedy wracali do Logana, trzymając się za ręce, Isabel dostrzegła na twarzy szkolnego przyjaciela szczery wyraz zadowolenia - jakby jej radość była dla niego najlepszym prezentem urodzinowym pod słońcem. Wszyscy troje ruszyli w dalszą drogę, tym razem powrotną, rozmawiając ze sobą tak, jakby wszyscy znali się od lat. Tyler i Logan szybko złapali ze sobą kontakt, a po kwadransie byli już tak pochłonięci rozmową o samochodach, że Isabel zaczynała się nudzić, a mimo to chwila ta była jedną z najwspanialszych w jej życiu.

Wyrywałaś mi się, a jednak tkwisz teraz w mym uścisku. Prawdziwi przyjaciele nigdy nie zawodzą.

Jej długie palce, zakończone paznokciami pomalowanymi na ciemnoczerwony kolor, drżały lekko. Siedziała w samochodzie na miejscu pasażera. Pojazd zaparkowany był równo już od dobrych paru minut, jednak Paige nadal nie zdecydowała się wysiąść. Jej narzeczony i czteroletnia córka czekali w milczeniu na jakiś przełom - zresztą, Adriana i tak nie była obecnie zbyt zainteresowana sytuacją, ponieważ pochrapywała cichutko ze swojego fotelika. Austin nie spuszczał oczu z ukochanej. Chciał powiedzieć coś, albo po prostu ją dotknąć, by dodać jej otuchy. Wyobrażał sobie, co teraz czuła, jednak wcale nie było to łatwe. Zanim wyjadą, by ratować swój związek, brunetka chce naprawić jeszcze jedną rzecz, jednak wymagała ona od niej nie lada odwagi. Zastanawiała się, czy faktycznie jest już na to gotowa. Coś, do czego próbowała przekonać się w ciągu ostatnich kilku tygodni. Coś, co było szlachetne, a zarazem graniczyło z naiwnością. Coś, co i tak zrobi, prędzej czy później.
Kiedy blondyn nie wytrzymał i położył dłoń na jej przedramieniu, przestraszona ciemnooka wciągnęła powietrze przez ledwie otwarte usta. Spojrzała na niego przepraszająco, jednak on nie przejął się jej nerwowością.
- Pamiętaj, że wcale nie musisz tego dzisiaj robić - odezwał się Austin, a jego głos był przyciszony, by nie wybudzić małej dziewczynki ze snu. - Jeśli czujesz, że wolisz z tym zaczekać, po prostu się wycofaj.
- Nigdy nie będę pewniejsza, niż teraz - rzekła stanowczo. Instynktownie odnalazła dłoń ukochanego, którą połączyła ze swoimi palcami i ścisnęła mocno. - Poza tym, kto wie, czy za jakiś czas nie będzie już za późno, by cokolwiek zmienić?
Jej pytanie zawierało w sobie również odpowiedź, przynajmniej dla niej. Austin nic nie odpowiedział, zresztą wyczuł, że wcale tego od niego nie oczekiwała. Uśmiechnęła się ledwie zauważalnie, by dać mu znać, że jakoś się trzymała.
- Będziemy tu na ciebie czekać - szepnął mężczyzna.
- Dziękuję - odparła Paige.
Przez chwilę siedzieli w samochodzie, oddychając w jednakowym tempie, po czym kobieta wysiadła z auta i ruszyła w kierunku dużego domu. Z kilku pomieszczeń wydostawało się światło, co upewniło ją, że zastanie go w środku. Stanęła przed drzwiami i nabrała powietrza w usta, po czym wypuściła je powoli, niczym dym tytoniowy, a następnie zapukała. Usłyszała czyiś głos, biegnący z wnętrza domu, a po chwili drzwi otworzył młody chłopak o wyjątkowo ciemnych oczach - takie same miała Paige.
- Tyler... - mruknęła, jakby nieprzytomnie. - Tyler! - tym razem niemal krzyknęła.
- Tak, tak... Wróciłem - odpowiedział, najwyraźniej zmęczony tematem. - Pół miasta zaczepiało mnie na ulicy, pytając, gdzie się podziewałem, a pozostali gapili się na mnie, jak na ducha.
- Wcale nie jestem zdziwiona - rzekła, wchodząc do środka, kiedy Tyler przepuścił ją w drzwiach. - Boże, chłopaku, martwiłam się o ciebie! Ale czy to znaczy, że...
- Tak, Isabel też wróciła do domu, cała i zdrowa - powiedział, tym razem o wiele żywiej. Rozpromienił się na samą myśl o dziewczynie. - No dobra, ale skoro dopiero się dowiedziałaś, to znaczy, że nie przyszłaś tu do mnie. A to z kolei znaczy, że przyszłaś... Nie.
Pokręcił głową, nie mogąc w to uwierzyć, jednak Paige skinęła głową. Nastolatek był w szoku i nawet nie próbował tego zamaskować.
- Jest w salonie - rzekł chłopak. - Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki - odparła. - Myślę zresztą, że powinieneś się przespać. Pewnie jesteś zmęczony po tym wszystkim.
- Jakbyś zgadła - przyznał.
Podszedł nieco bliżej i uścisnął ją, chyba po raz pierwszy naprawdę czując, że ma siostrę, po czym zniknął jej z pola widzenia, zapewne kryjąc się w swojej sypialni.
Brunetka ruszyła niepewnym krokiem w stronę salonu. Zastanawiała się, w jakim stanie będzie Roger, kiedy go zobaczy. Namierzyła go. Widok nie był ani gorszy, ani lepszy od jej wyobrażeń. Mężczyzna siedział na kanapie, miał zamknięte oczy - spał. Nie chciała go budzić, nie teraz, kiedy był tak spokojny, wolny od rzeczywistości, tak dalekiej od ideału. Przeszła do kuchni, gdzie od progu uderzył ją intensywny zapach alkoholu. Zobaczyła resztki trunku w zlewie, spływające leniwie na dół. Obok stała pusta butelka, a nieco dalej kolejna, również pusta. Brązowooka nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Odpowiedź pojawiła się sama, nim odważyła się o nią poprosić.
- Wylałem do zlewu wszystkie swoje zapasy - oświadczył donośny głos za jej plecami. - Codziennie pozbywałem się kolejnej butelki. Dzisiaj skończyłem z ostatnią.
Paige odwróciła się w końcu i zobaczyła ojca w drzwiach. Miał ciemne, nieco rozczochrane włosy, a jego czarne oczy ciskały błyski w każdą stronę. Kiedy mówił, robił to powoli, jakby był kompletnie wyczerpany, jednak w gruncie rzeczy chyba nieźle się trzymał. Sam fakt, że nie pił, tylko sukcesywnie pozbywał się alkoholu z domu, świadczył o tym, że Roger Belle był znacznie silniejszy, niż można się było spodziewać.
- Nie oczekuję, że mi pogratulujesz - mówił dalej tym samym, wszechogarniającym głosem. Nie patrzył na córkę, jakby ponad wszystko bał się jej widoku. - To tylko mój mały sukces. Mam na swoim koncie jeszcze dwa, znacznie większe. Ciebie i Tylera. Nie musieliście być przy mnie, bym do tego doszedł. Cały czas miałem wasze twarze przed oczami i zrozumiałem, że skrzywdziłem was wystarczająco. Nie chcę, abyście kiedykolwiek jeszcze musieli przeze mnie cierpieć. Już nie piję. Myślę, że to może nam wystarczyć, jako dobry początek.
- I co dalej? - wtrącił głos, którego żadne z nich nie mogło się spodziewać, a należał on do nastolatka, który właśnie wkroczył do kuchni. Stanął tuż obok siostry i, tak samo, jak ona, wbił wzrok w nieco zakłopotanego ojca.
- Jeśli kiedykolwiek zechcecie mi wybaczyć, będzie to dla mnie cud, ale jeśli nigdy nie zdecydujecie się tego zrobić, zrozumiem. Nie mówię tego po to, by was zmiękczyć. Jestem z wami szczery - urwał, zastanawiając się, co powiedzieć. Ukradkiem spojrzał na córkę - jego ciało przeszył dreszcz, kiedy ich oczy się zbiegły. - Tyler, dziękuję ci za szansę, którą od ciebie dostałem. Kiedy byłem tu sam, miałem sporo czasu, by poważnie zastanowić się nad sobą. Nadal uważam, że nie zasłużyłem na taką szansę, jednak staram się wykorzystywać ją, aż do granic.
- Wiem - mruknął Tyler, a Roger znów spojrzał na córkę. Tym razem jednak to ona zabrała głos, po raz pierwszy, odkąd dotarło do niej, że ojciec nie śpi.
- Przyjechałam tu po to, by spróbować jeszcze raz - powiedziała Paige. - Nie chcę do końca swoich dni zastanawiać się, co tam u mojego taty i jak mu się żyje. Przez prawie sześć lat byłam pewna, że odszedłeś od nas z mojej winy, ale prawda była inna. Kilka dni temu zauważyłam, że jestem dokładnie taka sama, jak ty - zagubiona i wyjątkowo podatna na popełnianie błędów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, za kilka miesięcy stanę na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego kocham całym sercem. Kiedy byłam mała, marzyłam o tym dniu, myśląc, że poprowadzisz mnie do ołtarza i będziesz ze mnie dumny. Nie chcę za te kilka miesięcy żałować, że cię z nami nie ma.
Brunetka mogła przysiąc, że przez chwilę oczy Rogera zaszkliły się. Podeszła bliżej, choć nie była pewna, czy świadomie steruje własnymi nogami, czy to one same prowadzą ją w stronę mężczyzny.
- Spróbujmy, wszyscy troje - rzekła, przywołując brata, który zbliżył się do nich posłusznie. Paige spojrzała znów na ojca. - Nie wiem, czy będę potrafiła kiedykolwiek cię pokochać, ale przynajmniej nie chcę cię znienawidzić. Nie chcę, aby cię zabrakło. Chcę, żebyś znowu był moim tatą.
- Naszym - dodał Tyler.
Był to gest tak niewyobrażalny dla Rogera, że aż zamrugał parokrotnie oczami, chcąc powstrzymać słone łzy przed wydostaniem się na zewnątrz. Właśnie wtedy Paige i Tyler, dokładnie w tym samym momencie, objęli ojca z obydwu stron, jakby chcieli go obezwładnić.
Przed oczami Paige mignęły te najbardziej ponure wspomnienia, związane z narkotykami i ze wszystkimi ludźmi, którzy kiedykolwiek zapłakali przez nią. Popełniła mnóstwo błędów, jednak niedawno zaczęła spłacać dług, jaki miała wobec losu. Naprawiała wyrządzone krzywdy. Wiedziała, że pojednanie z ojcem - a w każdym razie jego próba - to nieunikniony punkt na liście jej celów. Teraz, kiedy pierwszy krok miała już za sobą, poczuła się niepokonana. Zrobiła coś, czego tak bardzo się obawiała i okazało się, że to wcale nie było takie straszne. Była dumna z siebie, bo przełamała lęk i dała ojcu kolejną, być może już ostatnią szansę. Zaufała mu i wierzyła, że nie zawiedzie jej już nigdy.

Jeśli kiedykolwiek prawdziwie cię kochałam, wiedz, że już na zawsze jesteś mój.
***

8 komentarzy:

  1. Pierwsza! :) wracam niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec! Bardzo związałam się z tą historią i jej bohaterami, dlatego tak ciężko jest mi się z nimi rozstać. Wiem, że zawsze będę tutaj mogła powrócić i przeczytać to wszystko od nowa, ale to już nie będzie to samo. Mimo to jestem dumna z Ciebie, bo po raz kolejny doprowadzasz opowiadanie do końca i to w jakim stylu. Jesteś najbardziej zdeterminowaną i utalentowaną osobą jaką znam. Mówię to zupełnie szczerze i z ogromnym podziwem. Wiem, że pewnego dnia zajdziesz daleko i tym bardziej cieszy mnie fakt, że mogę być tutaj teraz i rozkoszować się Twoimi początkami. Wtedy - gdy wydasz już książkę - będę z zachwytem podziwiać Twój pisarski rozkwit. Jesteś prezentem od Boga. Nigdy, przenigdy w to nie wątpiłam i nigdy mam nadzieję, że nie zwątpisz Ty! Tyle słowem wstępu. Resztę pozostawię na ten ostateczny komentarz, a teraz zabieram się za czytanie!
    Już jestem zauroczona, bo widzę, że wybrałaś piosenkę, którą ostatnimi czas mogę słuchać i słuchać i ciągle nie mam dosyć. Poza tym jest kapitalny utwór. Z świetnym tekstem, boską muzyką i cudownym, męskim głosem! Kolejny raz udowadniasz jak dobry posiadasz słuch i gust muzyczny!
    Nie spodziewałam się tego po Loganie. Chłopakowi naprawdę zależy na Isabelli. Teraz jestem tego pewna. Chciałabym, aby ta dwójka dała sobie szansę. Może połączy ich miłość, a może zostaną przyjaciółmi. Niemniej jednak obojętnie jak potoczą się ich losy, to jestem pewna, że już nigdy się nie rozdzielą. Co do słów, którymi rozpoczęłaś rozdział. Moim zdaniem doceniamy obecność drugiej osoby dopiero po jej utracie, bo dopiero wtedy dostrzegamy jak wiele dla nas zrobiła. Zaczyna nam brakować głupkowatych rozmów, które nagle sprawiają wrażenie tych najważniejszych i najistotniejszych. Mamy świadomość, że gdzieś obok kręci się ta druga osoba i wystarczy wybrać numer telefonu, aby usłyszeć jej głos. I nagle, gdy to wszystko umiera.. Pojawia się pustka, której nie idzie uzupełnić. Dopiero wtedy, gdy zapada cisza, doceniamy hałas, który wprowadzał dany człowiek w nasze życie. Przykre, że tak często nie potrafimy tego dostrzec wcześniej.. Na szczęście Isabella i Logan mają jeszcze szansę wszystko naprawić.
    Tyler od początku zrobił na mnie dobre wrażenie. Chłopak jest pełen empatii, miłości i dobroci. Stara się pomóc każdemu, a jednocześnie zapomina o samym sobie. Wierzę, że pewnego dnia znajdzie się ktoś, kto go odciąży i weźmie na swoje barki część jego problemów. Sama już nie wiem, czy chcę, żeby tą osobą była Isabella. Myślę, że Tyler zasługuje na nią, ale jest jeszcze Logan. Co prawda ten drugi dał ciała, ale każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę. Będzie jak ma być - mam nadzieję, że Isabella dobrze wybierze.
    WIEDZIAŁAM! Czułam to w moich chudych kościach. Jestem taka szczęśliwa, że Naomi jest w ciąży. Kto by pomyślał, że to wszystko skończy się tak szczęśliwie? Dali sobie z Russellem drugą szansę. Mają Angelo i teraz będą mieć jeszcze jedno maleństwo. Ależ się cieszę. Normalnie, aż mam ochotę skakać do nieba! Uwielbiam tą dwójkę i to co ich łączy. Marzę, że pewnego dnia będę w stanie stworzyć tak piękną i kochającą się rodzinę jak ich. Cudownie! :)
    Uwielbiam pozytywne zakończenia. Logan i Isabella będą fantastycznymi przyjaciółmi, a Tyler będzie wiernym i kochającym chłopakiem dla Isabelli. Czy nie mogło być lepiej? Dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu. I wszyscy są szczęśliwi. Ja również! :) Buzia zaczyna mnie boleć od uśmiechania się.
    Podziwiam Tylera i Paige. Nie wiem czy ja byłabym wstanie dokonać czegoś takiego. Wybaczyć ojcu, który tyle raz ich skrzywdził. Podziwiam ich za to, że chcą spróbować. Mam nadzieję, że nigdy tego nie będą żałować.
    Piękny odcinek. Jestem nim zauroczona. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że to już jeden z tych ostatnich.. Jesteś wielka! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tylko nadzieję, że jeśli faktycznie kiedyś wydam książkę, dalej będziesz obok jako jeden z najważniejszych krytyków, jacy kiedykolwiek przeczytali coś mojego. A ja czekam na Twoją książkę, to tak swoją drogą :P
      Co do ciąży Naomi, muszę przyznać, że intuicja Cię nie zawiodła. Gratuluję ;)
      Do następnego! :*

      Usuń
  3. Hej Kochana:* kolejna nowość tak szybko? Tego to się w ogóle nie spodziewałam. Myślałam, że będziesz dłużej trzymała mnie w niepewności co też takiego wydarzy się w tych końcowych już rozdziałach, ale tak naprawdę chyba sama byłaś ciekawa tego, jakie będą moje odczucia co do losów głównych bohaterów, prawda? Nie chcę też za dużo pisać, żebym mogła napisać stosowny komentarz pod epilogiem, a nie chciałabym, żeby to było pięć oklepanych zdań i to wszystko, dlatego zabieram się za czytanie, tym samym kończąc słowo wstępu :)
    Logan - chyba najbardziej zaskakująca postać tego opowiadania. Nie mogę wyjść z podziwu jak wielka zmiana w nim zaszła. Prawda jest taka, że praktycznie podpadł wszystkim czytelnikom swoim zachowaniem. Zranił dziewczynę, która poczuła do niego coś więcej, a on zwyczajnie stchórzył, tym samym przysparzając cierpienia drugiej osobie. Ale teraz swoim zainteresowaniem, troską pokazał, że zależy mu na Isabel bardziej niż na kimkolwiek innym. Szkoda, że zrozumiał to troszkę późno i w takich, a nie innych okolicznościach. To prawda, że zaczynamy doceniać kogoś, kiedy już go stracimy i w przypadku Logana jest dokładnie tak samo. Obudził się dopiero wtedy, kiedy Isabel uciekła z domu, a sam wcześniej nie miał odwagi podejść i porozmawiać jak normalny, dorosły człowiek. Ten chłopak jest w czepku urodzony, dosłownie! Opłaciło się czekanie, naleganie i wydzwanianie bez końca, żeby wreszcie dostać to czego chciał. Jestem bardzo ciekawa ich spotkania, dlatego czytam dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż trudno w to uwierzyć. Historia Naomi i Russella pokazuje, że cuda naprawdę się zdarzają. Nie wszystkie kobiety mają tyle szczęścia i niestety nie wszystkie mogą powiedzieć, że spełniło się ich największe marzenie. Naomi dostała to czego od zawsze pragnęła i wydaje mi się, że wzruszenie w tej chwili jest jak najbardziej wskazane. Ich szczęście jest tym większe, bo przecież stracili już resztki nadziei, że kiedykolwiek będą mieli własne dziecko, dlatego też zdecydowali się na adopcję. I kiedy Angelo pojawił się w ich domu, dowiedzieli się, że już niedługo pojawi się drugi maluch :) nic tylko się cieszyć :) mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle, żeby Naomi musiała całą ciążę przeleżeć w łóżku, niech szybko wraca do zdrowia i sił, żeby mogła opiekować się swoimi pociechami.
    Kolejny szok. Nie sądziłam, że to właśnie Tyler przekaże Loganowi miejsce pobytu Isabel. Co prawda nigdy nie zauważyłam u niego szczególnej nienawiści względem Logana, ale nie sądziłam, że to właśnie on doprowadzi do zgody między nastolatkami. Zaszło między nimi małe nieporozumienie, bo Tyler sam przyznał, że myślał, że Isabel kocha Logana, a nie zauważył tego, co działo się między nimi. Ja początkowo też myślałam, że dla Isabel będzie to tylko i wyłącznie przyjaźń przez wzgląd na jej pecha do chłopaków. Wyznanie Logana mnie zaskoczyło. Myślałam, że kocha Isabel, ale jak dziewczynę, a nie jak siostrę... ale mimo wszystko ciesze się, że wszystko sobie wyjaśnili. Teraz przynajmniej sprawa jest jasna, wszyscy wiedzą na czym stoją. Uważam, że Tyler jest odpowiednim chłopakiem dla Isabel. Z pewnością będzie czuła się przy nim bezpieczna i przede wszystkim ufają sobie nawzajem co jest naprawdę bardzo ważne w związku. Czyli Isabel w końcu jest szczęśliwa? Ciesze się, że doczekałam tego momentu :)
    Nie spodziewałam się tego, że Paige postanowi wybaczyć swojemu ojcu. Byłam wręcz pewna tego, że Roger już nie pojawi się w tej historii, że jego wybryki były wręcz niewybaczalne i nie zasługuje na drugą szansę. Tym fragmentem zmusiłaś mnie do myślenia, bo ja sama nie wiem, czy dałabym drugą szansę. Myślę, że Roger wyrządził naprawdę wiele złego, chociażby matce Tylera, kiedy zignorował ją, kiedy była poważnie chora. Tak samo, kiedy skrzywdził własną córkę i jej matkę odchodząc bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Później doszły jego problemy z alkoholem i przemoc, bo przecież doszło nawet do tego, że uderzył własne dziecko. Ale gdybym ja była na takim etapie swojego życia jak Paige, kiedy wychodziłabym za mąż, to też chciałabym, żeby moja rodzina była w komplecie. Tu nie chodzi o to, że wybaczyłabym właśnie z tej okazji, ale u Rogera widać to, że chce się zmienić, że pracuje nad sobą. Nie każdy widzi problem u siebie, bagatelizuje sprawę, a tutaj widać tą chęć poprawy i to jest najważniejsze. Możliwe, że wspólnymi siłami osiągną cel i będą szczęśliwą rodziną :)
    To tyle. Czekam na kolejne nowości :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu uspokoję - kolejna nowość raczej nie pojawi się tak szybko :)
      Z całego komentarza najbardziej podobał mi się ostatni akapit. Niestety ja jestem przykładem osoby, która na dawaniu kolejnych szans nie wyszła za dobrze. W tym wypadku Paige jest moim pozytywnym przeciwieństwem... :)
      Do napisania i dziękuję Ci bardzo! ;) <3

      Usuń
  5. Cześć! :)
    Na samą myśl, że to już przedostatni rozdział tego opowiadania, chce mi się płakać. Gdy opublikujesz epilog, to wezmę ze sobą z trzy paczki chusteczek. Nie możliwe, żebym go czytając, nie płakała. To dziwne jak człowiek przywiązuje się do opowiadania, prawda? Ale zarazem piękne, bo popatrz jakie cuda może stworzyć człowiek, że ktoś inny się do tego przywiązuje, wywołuje to w nim wiele emocji i przeżywa wszystko wraz z bohaterami. Ach, brzmi to tak końcowa. Już kończę, bo nie będę miała co pisać pod epilogiem. :D Teraz o rozdziale.
    Logan naprawdę zaangażował się w poszukiwanie Isabel. Nie sądziłam, że jej ucieczka tak bardzo odegra się na życiu chłopaka. Pokazał wszystkim jaki jest i jak ta dziewczyna jest dla niego ważna. Nareszcie jest sobą, takiego go uwielbiam. Nie sądziłam, że Isabel odpisze mu na smsa i byłam w wielkim szoku, gdy tak się stało. A potem się wyjaśniło. To Tyler. bardzo dobrze zrobił. Wreszcie ich ucieczka się zakończyła i pokazał Isabel, że się o nią martwi. Od samego początku byłam przekonana, że Logan kocha Isabel. Bardzo mnie zaskoczyłaś, że w tym wszystkim chodzi o tą przyjacielską, siostrzaną miłość, która tak na marginesie, jest najpiękniejszą (według mnie). Taką jest bardzo trudno znaleźć, a gdy ktoś ją odnajduje, to tak jakby znalazł prawdziwy skarb. Ten moment był piękny i naprawdę wzruszający. Wyobraziłam sobie jak Isabel wtula się w Logana i zatrzymała się na dłużej, by móc tak na nic patrzeć. Cudowni przyjaciele. Zaskoczyłaś mnie też uczuciami Tylera. Zwątpiłam, że może on kochać Isabel, a tu proszę. Kolejna cudowna niespodzianka! Już myślałam, że się na zawsze rozejdą, ale dzięki Loganowi są razem. Ach, ten ich pocałunek. Długo na niego czekałam. Piękna para. :) Ten fragment gdy wracali do domu był najpiękniejszy i najbardziej wzruszający z całego rozdziału, a nawet z całego opowiadania. Bardzo podbił moje serce. :)
    Jak się cieszę, że Naomi jest w ciąży! Jejku, takie szczęście! A ja się bałam, że coś poważnego jej jest. Cudowne małżeństwo się pogodziło, zaadaptowali cudownego chłopczyka i wreszcie będą mieć własne dziecko, o które tak bardzo się starli. Prawdziwi szczęściarze. Teraz dopiero są naprawdę szczęśliwi. :)
    Dobrze, że Paige postanowiła dać drugą szansę Rogerowi. To ważny krok i zmiana w jej życiu. Widać, że mężczyzna się zmienił i będzie robił wszystko, by choć trochę było tak jak dawniej. Tworzą prawdziwą rodzinę. Fajnie, że Paige ma za brata Tylera. Już teraz są dla mnie świetnym rodzeństwem. Mam nadzieję, że Paige uda się pokochać ojca. Byłoby cudownie! Isabel już nigdy nie uwolni się od Paige. To siostra jej chłopaka, a może w przyszłości męża. :D Ale teraz kontakty między nimi są lepsze, nawet dobre. Wiec będzie okey. :)
    Dużo w tym komentarzu słowa 'cudnie'. :D Nie piszę nic więcej, bo czuję, że zaraz się poryczę.
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowny to jest Twój komentarz :) Dziękuję! :*

      Usuń