12 lutego 2014

29. ,,Kiedy się kogoś kocha, to chce się być zawsze przy tej osobie''

Hej :)
Po dokładnie 2 tygodniach pojawia się kolejna nowość. Chciałabym, aby udało się opublikować epilog 16 marca, dokładnie rok od publikacji prologu, no ale zobaczymy, jak to wyjdzie. Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu :)
Nie przepraszajcie mnie w komentarzach za ewentualne spóźnienia. Każdy ma swoje życie i obowiązki, ja też, ale zawsze daję Wam czas i czekam cierpliwie :) Wszystko rozumiem.
Dziękuję za cudowne słowa pod poprzednim odcinkiem!
Całuję i do następnego :*
***
Simple Plan - Save You

Kobieta sięgnęła po mleko, przygotowując śniadanie swojej czteroletniej córeczce. Wlała odpowiednią ilość do czerwonej miseczki w kropki, wsypała dużą garść czekoladowych płatków, po czym przysunęła Adrianie, bawiącej się obrusem w milczeniu. Wzięła do ręki łyżkę i zaczęła jeść, raz po raz zalewając sobie spodnie. Cokolwiek robiła, Paige nie mogłaby być z niej bardziej dumna. Choć czuła się tak, jakby przejechał po niej walec drogowy, zmusiła się do najszerszego uśmiechu, na jaki było ją stać, by dziewczynka była zadowolona. Ściereczką wytarła krople mleka z ubrania Adi, która nagle ożywiła się i zaczęła opowiadać matce o swoim śnie. Brunetka usiadła naprzeciwko małej, oparła twarz na dłoni i chłonęła każde jej słowo, ciesząc się, że czterolatka nie gniewała się na nią zbyt długo za wszystkie błędy, które popełniła. Nie była idealną matką, ale chciała być jak najlepszą i dać swemu dziecko wszystko, na co zasługiwało. Gdyby nie Adriana, Paige zamknęłaby się w pokoju i nie wychodziła z niego przez co najmniej kilka miesięcy, by przez ten czas wypłakać się za wszystkie czasy i poużalać nad swoim beznadziejnym losem. To dla córki kobieta wzięła się w garść, pomimo bólu, który wciąż nie ustępował. Minie trochę czasu, może będą to dni, a może długie tygodnie, ale w końcu Paige obudzi się po świetnie przespanej nocy z uśmiechem na twarzy, zamiast z zapuchniętymi ze zmęczenia oczami po godzinach nierównej walki o odrobinę snu. Musiała być cierpliwa i czekać, a Adriana była jej siłą i nadzieją.
- Smakowało? - zapytała brązowooka, zauważając, że dziewczynka wyciera sobie buzię wierzchem dłoni, pochylając się nad pustą miseczką.
- Właściwie... - zawahała się, a Paige natychmiast wyczuła, co się święci.
- Już szykuję dokładkę - odparła i zabrała naczynie od córki, by po chwili zaserwować jej drugą porcję płatków.
- Dziękuję - czterolatka wyszczerzyła się, a w jej wielkich oczach tańczyły radosne ogniki.
- To ja dziękuję - rzekła Belle, choć mówiła to bardziej do samej siebie. - Za to, że jesteś - odpowiedziała, tym razem patrząc już na zaintrygowaną córeczkę.
- Kocham cię - zapiszczała wesoło dziewczynka, odchodząc od stołu i wskakując mamie na kolana. - A kiedy się kogoś kocha, to chce się być zawsze przy tej osobie.
Paige poczuła, jak w jej sercu nagle robi się cieplej. Pocałowała córkę delikatnie w czubek nosa, po czym poprosiła, by mała dokończyła jeść. Kiedy Adriana wróciła na miejsce, niezmiennie z uśmiechem przyklejonym do twarzy, brunetka zaczęła zastanawiać się, po kim to dziecko odziedziczyło taką mądrość? Raczej nie po mamie, która więcej rzeczy w swoim życiu zmasakrowała, niż zrobiła poprawnie. ,,Kiedy się kogoś kocha, to chce się być zawsze przy tej osobie''. Widocznie on nie czuł już do niej tego, co kiedyś, skoro go tu nie było. Nie mogła go za to winić, rozumiała jego decyzję. Było jej przykro, ale nie miała do niego o to żalu. Chciałaby powiedzieć mu to prosto w twarz, jednak liczyła się z tym, że może się to okazać niemożliwym.
- Ja otworzę! - zawołała Adriana, a Paige zdała sobie sprawę, że była aż tak zamyślona, iż nawet nie usłyszała dzwonka. Wstała od stołu i ruszyła za swoją córką, która zdążyła wdrapać się na stołek i nacisnąć klamkę. Brunetka była pewna, że zobaczy u swego progu listonosza albo akwizytora, więc przeżyła niemały szok, kiedy prawda okazała się zupełnie inna.
Mężczyzna wyciągnął ręce, by zdjąć czterolatkę ze stołka, co ta skwitowała chichotem. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi, czemu towarzyszyła przedziwna aura, ponieważ nie odezwał się ani słowem, odkąd się pojawił. Paige poczuła, że ją to przerasta. Nie wiedziała, co w nią wstąpiło, jednak było to na tyle silne, że nie mogła tego zatrzymać. Wróciła do kuchni, gdzie zatrzymała się przy oknie, wiedząc, że nie ma tu żadnego miejsca, w którym mogłaby się schować - a gdyby była wzrostu Adriany, wcisnęłaby się do pierwszej lepszej szafki, byle tylko uniknąć rozmowy, która wisiała w powietrzu.
- Mam coś dla ciebie, Adi - odezwał się głos mężczyzny, kiedy oboje cały czas stali w przedpokoju. Paige rzuciła okiem dyskretnie i zobaczyła, jak w dłoniach dziewczynki ląduje książeczka w pięknej, kolorowej okładce. Czterolatka podskoczyła z zachwytu. Zawiesiła mu się na szyi, dziękując.
- Poczytasz mi? - zapytała piskliwie.
- Z przyjemnością - odparł. - Poczekaj na mnie w swoim pokoju. Muszę porozmawiać przez chwilę z mamą, ale zaraz do ciebie przyjdę.
Paige szybko odwróciła wzrok, nie chciała, by mężczyzna przyłapał ją na tym, jak obserwowała tamtą scenę. Słyszała, jak się zbliżał, a jego twarz odbijała się w szybie, więc mogła ją widzieć, udając, że tak naprawdę patrzy na widoki za oknem. Zdjął swój długi, czarny płaszcz i powiesił go niedbale na oparciu krzesła. Stał tuż za ciemnowłosą, tak, że jego zapach docierał do jej nozdrzy bez większego trudu. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, nie po tym wszystkim, co się stało. Czekała, co się stanie, wiedząc, że to nie ona zrobi pierwszy krok. Po chwili otrzymała potwierdzenie, bowiem mężczyzna odezwał się do niej, po raz pierwszy od całkiem długiego czasu.
- Odsłuchałem twoją wiadomość - powiedział, a Paige przypomniała sobie o wszystkich słowach, które nagrała dla niego wczorajszego wieczora, będąc w kompletnej rozsypce. Nie odpowiedziała, zresztą on chyba wcale tego nie chciał. - Zacząłem myśleć o tym, co nas łączyło. Przez cały czas trwania naszego związku to ty dyktowałaś warunki. Decydowałaś, czy w tej chwili kochasz mnie, czy może już Josha, a ja zgadzałem się na to wszystko, bo bałem się, że w przeciwnym razie stracę cię na zawsze. Tak bardzo mi na tobie zależało. I kiedy odsłuchałem tą wiadomość, dotarło do mnie, że nie mogę pozwolić ci odejść. Zbyt długo milczałem, ale zrozumiałem swój błąd. Posłuchaj mnie teraz uważnie, Paige - rzekł, a jego głos był bardziej stanowczy i ponury, niż kiedykolwiek wcześniej. - Przejmuję dowodzenie. Zrobisz dokładnie to, co powiem. Pamiętasz, o co cię prosiłem, kiedy byłem chory? Abyś spróbowała mnie pokochać. Wyprowadzimy się, wyjedziesz ze mną daleko stąd i dasz mi szansę, abym to ja mógł na nowo pokochać ciebie. Nie obchodzi mnie, co o tym wszystkim myślisz. A teraz wybacz, idę czytać naszej córce bajkę.
Brunetka odwróciła się, jednak zdążyła zobaczyć tylko zarys jego sylwetki, kiedy opuszczał kuchnię i zniknął w pokoju Adriany. A więc Austin postanowił dać jej szansę i spróbować, choć nie obiecywał jej, że ostatecznie znowu będą razem, szczęśliwi i zakochani. Może właśnie za to tak bardzo go kochała? Był wspaniałym człowiekiem, który dla tych, którzy są mu bliscy, gotów jest zrobić absolutnie wszystko. I choć serce musiało mu pękać za każdym razem, kiedy na nią patrzył, bo pamiętał o jej zdradzie, to postanowił wrócić na plac boju i walczyć. Nie wiedziała, czy uda im się odzyskać to, co kiedyś mieli, gdziekolwiek będą, jednak cieszyła się, że dostała tę szansę - choć nie była pewna, czy na nią zasłużyła. Po cichu weszła do pokoju córki, gdzie zobaczyła ją na łóżku, wsłuchaną w głos Austina, czytającego ,,Śpiącą Królewnę''. Paige w milczeniu usiadła obok obojga, czego Lynch nie skomentował, jednak brunetka mogłaby przysiąc, że przez jego twarz przemknął uśmiech, a w każdym razie jego cień.

- Austin, skarbie, nie zgadniesz, czego się właśnie dowiedziałam - mówiła.
- Też mi zagadka - prychnął. - Będzie przeszczep. Będę zdrowy.
- Wiedziałeś? - spytała nieco zawiedzionym głosem, chyba jednak wolała osobiście go o tym poinformować.
- A mam być szczery? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Kciukiem delikatnie gładził jej policzek. - Wiedziałem, że jeśli naprawdę mnie kochasz, właśnie w taki sposób zareagujesz na wieść o tym, że jednak mogę się z tego wygrzebać. Dzisiaj spełniły się moje dwa największe marzenia, tak potężne, że aż bałem się wymawiać je na głos. Wygrałem życie i to nie byle jakie, bo u boku kobiety, którą kocham bardziej, niż siebie samego.

***

Niebieskooki zrozumiał, że nie może wiele zdziałać w poszukiwaniach młodszej siostry. Gotów był uczynić, co tylko będzie konieczne, aby sprowadzić ją bezpiecznie do domu, jednak mijały dni, a oni nijak nie posuwali się do przodu. Stanie w miejscu zaczęło go przytłaczać. Skoro nie mógł przydać się policji, postanowił zająć się drugą z tych najsilniej absorbujących go spraw - taką ładną dziewczyną, na wszystko odpowiadającą sarkazmem i przyglądającą się ludziom tak, jakby miała rentgen w swych błękitnych oczach, bowiem wystarczyła chwila, by miała wyrobione zdanie na ich temat. Mężczyzna doskonale znał drogę prowadzącą do jej domu, choć kiedy szedł tam po raz pierwszy, był pijany i nie zapamiętał ani jednego szczegółu - nauczył się wszystkiego nieco później. Potrzebował czasu, by zrozumieć, że ich wspólne wspomnienia były zbyt wyjątkowe, aby tak po prostu zrezygnować z tworzenia kolejnych. Wiedział, że Paige już zawsze będzie obecna w jego życiu, nie było to zresztą spowodowane tylko i wyłącznie tym, że mieli córkę - przez parę ładnych lat naprawdę ją kochał, nie widział poza nią świata, więc zapomniałby o niej tylko wtedy, kiedy coś ciężkiego rąbnęłoby go z wielką siłą w głowę, przyprawiając o amnezję. A jednak, od jakiegoś czasu to nie o niej myślał, kiedy zamykał oczy i powoli zasypiał. To nie jej brązowe oczy były dla niego najpiękniejszym widokiem, o jaki mógłby poprosić - coraz częściej widział bowiem te jasne, w kolorze wiosennego nieba. Wierzył, że zobaczy je również za chwilę, kiedy Vanessa otworzy mu drzwi i zechce go wysłuchać. Chciał powiedzieć jej, że ją kocha, bez względu na trudności, jakie stawiało przed nimi życie. Jeśli będą razem, pokonają je wszystkie, a na samym końcu będą najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Oczami wyobraźni widział ten moment, kiedy kobieta zarzuca mu ręce na kark, po czym obcałowuje go za wszystkie czasy i tym samym udowadnia mu, że i ona chce walczyć o ten związek. Był optymistą. Ostatnio wszystko, co działo się w jego życiu, było złe - na samym szczycie tej listy gościło oczywiście imię Isabel. Pomyślał, że dla odmiany mogłoby się wreszcie wydarzyć coś pozytywnego, a tą najlepszą rzeczą, o jaką mógłby prosić, było właśnie pogodzenie się z Vannie i spróbowanie jeszcze raz.
Wszedł na znajomą klatkę schodową, pokonując po dwa stopnie za jednym zamachem, aby już po chwili stać pod jej drzwiami, kilkakrotnie dzwoniąc bez pamięci. Po raz ostatni powtarzał w myślach słowa, które za moment wypowie na głos, patrząc na nią i czekając na jej odpowiedź. Nie otwierała. Był pewien, że była tam i dzieliła ich tylko ta drewniana płyta, więc przysunął twarz do drzwi i rzekł cicho:
- Vanessa, otwórz. Musimy porozmawiać. Zachowałem się jak osioł, ale chcę to naprawić i wiem, że nie jest jeszcze za późno.
- Niestety, chyba jest - odezwał się kobiecy głos, jednak niewątpliwie nie należał on do Vannie.
Były żołnierz odwrócił wzrok, a tuż obok siebie zauważył przysadzistą starszą panią, w ręku ściskającą smycz. Jej bokser ochoczo wyrywał się do przodu, opryskując spodnie Hartleya śliną.
- Mówiła pani do mnie? - zapytał Josh, ignorując psa, który ewidentnie go polubił.
- Tak, mój drogi - odparła i nagle posmutniała. - Panna Yorke wyjechała do Londynu.
Niebieskooki poczuł, jakby jego żołądek nagle zaczął ważyć znacznie więcej, niż dotychczas. Doznał szoku, którego nijak się nie spodziewał, a potem pojawiła się maleńka iskierka nadziei.
- Ale wróci, prawda? - spytał takim tonem, jakby chciał wymusić na kobiecie, aby przytaknęła. - Pojechała na kilka dni, może do rodziny, ale niedługo znowu tu będzie, tak?
- Niestety, wątpię - odparła sąsiadka. - Przykro mi.
Jasnowłosa opuściła blok razem ze swoim pupilem, a Hartley wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer Vannie. W odpowiedzi dostał głuchą ciszę, choć zdecydowanie wolałby usłyszeć jej głos. Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się do dziewczyny, Josh oparł się dłońmi o drzwi jej mieszkania, oddychając ciężko. Nie tak to sobie wyobrażał. Kiedy rozmawiali po raz ostatni, nie spodziewał się, że Vanessa postanowi odejść. Chłopak ponownie spojrzał na wyświetlacz, po czym wybrał inny numer.
- Słucham? - odezwał się Russell, a w tle słychać było wesołe gaworzenie dziecka. Widocznie był w odwiedzinach u małego Angelo.
- Russell, przepraszam, jeśli przeszkadzam, ale musisz mi coś...
- Vanessa dostała propozycję pracy w Londynie - rzekł, jakby czytając Joshowi w myślach. - Wiedziałem, że zadzwonisz w tej sprawie. Vannie otrzymała ofertę jakiś tydzień temu, jednak wówczas odmówiła. Byłem zaskoczony, kiedy zmieniła zdanie.
- A ja jakoś wcale nie jestem zaskoczony - mruknął Hartley. - Już nie.
- Stary, Londyn to nie koniec świata. W każdej chwili możesz tam pojechać - mówił Knight, chcąc jakoś podnieść kolegę na duchu, jednak jego słowa podziałały wręcz odwrotnie.
- Skoro wyjechała, to znaczy, że przestała w nas wierzyć - stwierdził Josh. - Chce zacząć nowe życie beze mnie. Powinienem uszanować jej decyzję.
- Ale jeśli ją kochasz, to chyba powinieneś walczyć, no nie?
- Nie - powiedział smętnie. - Dzięki za rozmowę, cześć.
Rozłączył się. Zarzucił kaptur na głowę i szybkim krokiem wyszedł z bloku, rozwścieczony, lecz nie na nią - na samego siebie, bo doprowadził do tego, że wyjechała. Zależało mu na tym, by była szczęśliwa. Jeśli oznacza to, że nie powinni być razem, zrobi wszystko, by przestać o niej myśleć. Od teraz będzie wierzył, że gdzieś tam Vanessa jest zadowolona. Może któregoś dnia będzie mógł powiedzieć to samo o sobie.

***

Dzień był chłodny, jednak mężczyzna nie czuł z tego powodu dyskomfortu - wiedział, że od razu, kiedy spojrzy na twarz ukochanej, zrobi mu się cieplej. W oczekiwaniu, aż nadejdzie ta upragniona chwila, brunet pokonywał kolejne metry, a jego nogi dokładnie wiedziały, w którą stronę należy iść. W idealnym świecie jego spotkanie z Rose wyglądałoby trochę inaczej - przede wszystkim dlatego, że gdyby to od niego zależało, kobieta byłaby dziś żywa. Choć czuł jej ciągłą obecność i wiedział, że Rose patrzy z góry na niego i ich dzieci, oddałby wiele, by móc choć raz jeszcze jej dotknąć. Marzył o tym, by usiąść z nią na trawie i razem patrzeć w przyszłość, tak, jak zwykli robić to, kiedy byli młodsi. Dla nich świat nigdy nie miał granic - mogli zrobić wszystko, co tylko przyszło im do głowy, pod warunkiem, że wspierali się w tym nieustannie. Na świecie jest wiele przeróżnych par, jednak oni byli wyjątkowi i nawet nie przyjmowali jakichkolwiek sprzeciwów. Udało im się odnaleźć szczęście i prawdziwą, niepokonaną miłość w świecie, w którym coraz trudniej tego dokonać. Ich historia została brutalnie przerwana, jednak nie zakończona. Mężczyzna musiał być silny, bowiem tego potrzebowały jego dzieci. Schował żałobę do kieszeni i stanął na nogi, jednak nigdy nie zapomniał o niej. Nie mógłby, nawet, gdyby z jakiegoś dziwnego powodu rzeczywiście chciał, ponieważ Josh i Isabel posiadali bardzo dużo cech zmarłej Rose - a to był największy komplement, o jaki można by zabiegać.
Peter Hartley westchnął, kiedy zorientował się, że jest już na miejscu. Grób jego żony był wysprzątany, a na jej nazwisko padało mętne światło - znicz, który mężczyzna postawił tu wczorajszego dnia, nadal się nie wypalił. Mimo to brunet wyciągnął z foliowej torebki nowy, czerwony. Odpalił zapałkę, a kilka iskier momentalnie przylgnęło do knota. Postawił znicz na kamiennej płycie, pomodlił się, po czym usiadł na ławce, nie odrywając wzroku od niewielkiej fotografii żony. Przyglądał się jej, jednak widział ją zupełnie inaczej - w jego myślach nie była czarno-biała, lecz w zdrowych, naturalnych kolorach, na czele z ognisto rudymi włosami, które sięgały jej pasa. Liczne piegi zdobiły jej zgrabny nosek, uroczo zmarszczony zawsze, kiedy się uśmiechała.
- Pamiętasz, jaki byłem szczęśliwy, kiedy powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży? - zaczął Peter lekko zachrypniętym głosem. - Oboje chcieliśmy, aby najpierw urodził nam się syn, aby to drugie dziecko miało starszego brata, jednak i tak najważniejsze było zdrowie maleństwa. Tak oto pojawił się Josh, wspaniały dzieciak, naprawdę. Nasze marzenie spełniło się, bo Isabel ma dziś najlepszego starszego brata, o jakiego można prosić. Wiem, że Josh zrobiłby dla niej wszystko, gdyby zaistniała taka potrzeba. Teraz, kiedy Isabel... - urwał, czując, że emocje dają o sobie znać. Odczekał chwilę, a kiedy uznał, że jest na to gotowy, kontynuował: - Josh robi wszystko, aby nasza córka wróciła do domu cała i zdrowa. Postawiliśmy na nogi cały Mediolan, wszyscy jej szukają. Wszyscy, prócz jednej osoby. Rose, nie prosiłem cię jeszcze o to i być może to był ten najważniejszy błąd. Jeśli wiesz, gdzie jest Isabel, daj nam znać. Pozwól nam pomóc jej. Wiem, że popełniłem masę błędów i nigdy nie byłem idealnym ojcem, ale chciałbym dostać drugą szansę. Chcę się zmienić, ale nie będzie to możliwe, jeśli Isabel nie odnajdzie się. Dlatego proszę, miej na nią oko i opiekuj się nią, gdziekolwiek jest. Jeśli kiedyś wróci, to przysięgam ci, że zapomnę o wszystkim, co zdarzyło się złego. Będę się starał. Obiecałem ci to przecież, kiedy poprosiłem cię o rękę - że jeśli będziemy mieć dzieci, będę najlepszym ojcem, jakim tylko będę mógł. Nie wypada nie dotrzymać danego ci słowa, Rose.
Mężczyzna wiedział, że nie powie już nic więcej, jednak wcale nie zamierzał odchodzić. Będąc tutaj, czuł spokój. Choć poszukiwania Isabel utknęły w martwym punkcie, Peter był przekonany, że niepewność nie potrwa długo. Wkrótce znów zobaczy swoją zbuntowaną córkę i zamiast prawić jej kazania, tudzież karać ją szlabanem, wybaczy jej wszystko i ją również poprosi o przebaczenie.

***

Miesiąc później...

Nie planowała tego, ale jej nogi nawet nie pytały jej o zdanie - same poprowadziły ją do pokoju, który od jakiegoś czasu omijała szerokim łukiem. Naomi otworzyła drzwi, wiedząc, że jedyne, co usłyszy, to niezmącona żadnym odgłosem cisza, choć w idealnym świecie do jej uszu dobiegłby śmiech jej dziecka. Zapaliła światło i przypomniała sobie, dlaczego tak trudno było tu przychodzić. Patrzenie na puste pomieszczenie, gotowe, by je urządzić, sprawiało jej ogromny ból. Gdyby jakaś wróżka oznajmiła, że spełni dowolne życzenie Naomi, jasnowłosa nawet nie musiałaby się zastanawiać - dziecko było najskrytszym pragnieniem jej serca, zakorzenionym na samym jego dnie. Kobieta uśmiechnęła się szeroko, oczami wyobraźni widząc ten sam pokój, a jednak gotowy już na pojawienie się maleństwa w ich życiu. Drewniane łóżeczko z miękką pościelą w delikatnych, pastelowych barwach, kolorowe zabawki ułożone na półkach, książeczki i bajki z dziecięcych lat Naomi, a na ścianie wielkiego kalibru zdjęcie w ozdobnej ramce.
Blondynka westchnęła. W jej dotychczasowych myślach owa fotografia przedstawiałaby dumnych rodziców i ich dziecko pierwszego dnia, który spędziliby wszyscy razem.

Jasnowłosa czuła się dziwnie, wspominając tamte chwile. Wówczas była na rozdrożu, wahając się, czy wybaczyć Russellowi zdradę, czy jednak zrezygnować z ich małżeństwa. Bez względu na to, jakie przeszkody pojawiały się na jej drodze, Naomi nigdy nie przestała marzyć o tym, by któregoś dnia zostać matką. Z czasem coraz częściej zaglądała do pustego pokoju, a teraz, kiedy ona i Russell znów byli szczęśliwi, właściwie z niego nie wychodziła. Wreszcie wszystko wyglądało tak, jak chciała. Ściany były śnieżnobiałe, przyozdobione malunkami dzikich zwierząt. Imponujących rozmiarów żyrafa znajdowała się tuż nad okrągłym łóżeczkiem, tak, że jej czarne oczy przez cały czas mogły obserwować maleństwo. Półki, przymocowane na haczykach i kołkach, niemal całkowicie zajęte były przez liczne maskotki i zabawki, a szafa i komoda wypełnione były po brzegi ubrankami dla chłopczyka, który lada moment pojawi się w swoim nowym domu. Naomi usłyszała, jak ktoś dzwoni do drzwi, zanim jednak zeszła na dół, rzuciła ostatnie spojrzenie na gigantyczną fotografię na jednej ze ścian. Zdjęcie przedstawiało ją, Russella i Angelo, a zostało wykonane kilka dni wcześniej, jeszcze w szpitalu, choć wówczas byli już niemal pewni, że będą mogli zabrać chłopca do domu. Tak też się stało, za co kobieta nigdy nie przestanie dziękować Bogu. Zbiegła po schodach na dół, po czym otworzyła drzwi, wpuszczając męża do środka. Niósł on fotelik samochodowy, w którym leżał kilkumiesięczny bobas, śliniąc się podczas uśmiechania. Oboje uznali, że to Russell pojedzie po małego - skoro i tak nie mógł prowadzić samochodu, to nie ma sensu, aby wszyscy troje tłukli się taksówką. Teraz, kiedy Naomi widziała już swego synka we właściwym miejscu, mogła z ręką na sercu powiedzieć, że nigdy nie była szczęśliwsza. Patrzyła, jak mąż odwiesza płaszcz na kołek, po czym bierze chłopca na ręce, robiąc to fachowo, choć tak naprawdę dopiero uczył się nowej życiowej roli. Radził sobie wspaniale.
- Witaj w domu, Angelo - szepnęła kobieta, delikatnie całując maleńką dłoń dziecka.
Wszyscy troje przechodzili z jednego pokoju do drugiego, z kuchni do salonu, by jak najszybciej zapoznać nowego mieszkańca z jego miejscem na ziemi. Kiedy poszli na górę, od razu wpadli do dziecięcego pokoiku i choć Angelo nie mógł jeszcze powiedzieć, czy mu się podobało, jego mina pozwalała wierzyć, że tak właśnie było.
- Właśnie tak to sobie wyobrażałam - rzekła blondynka, kiedy Russell położył synka do łóżeczka. - Tylko ja i moi dwaj cudowni mężczyźni.
Rudowłosy odnalazł jej dłoń, przyciągnął do swych ust i pocałował delikatnie, a kobieta oparła głowę na jego ramieniu, robiąc to jednak zaskakująco, jakby bezwładnie. Po chwili okazało się, dlaczego tak było. Gdyby nie Russell, Naomi osunęłaby się na podłogę kompletnie nieprzytomna. Uchronił ją przed upadkiem, jednak nie miał powodów do dumy ani radości. Pochylił się nad nią, chcąc, aby się ocknęła, jednak nic takiego się nie działo. Szybko zadzwonił po pogotowie, zerkając to na żonę, to na Angelo.
- Chyba jednak nie do końca tak to sobie wyobrażałaś - mruknął pod nosem. Nie panikował, przecież był lekarzem, jednak mimo to czuł, jak serce łomotało mu niespokojnie w klatce piersiowej.

***

7 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* tak właśnie myślałam, że kolejna nowość pojawi się na dniach. Ale oczywiście czekałam na nią cierpliwie, tak jak na każdą poprzednią i jeszcze na te, które nas czekają. To prawda, każdy z nas ma swoje życie i swoje obowiązki, a ja wiem, że jesteś jedną z najbardziej wyrozumiałych osób, więc było wiadome, że nie będziesz zła za jakiekolwiek spóźnienie z komentarzem. Dzisiaj od niepamiętnych już czasów jestem punktualna z czego bardzo się ciesze i już zabieram się za czytanie :)
    Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Właściwie to od początku tego opowiadania dzieją się rzeczy o których nawet mi się nie śniło, że się wydarzą, a jednak tak się stało. Początkowo myślałam, że Paige nagrała się na automatyczną sekretarkę Joshowi, więc pojawienie się w jej domu Austina lekko mnie zdziwiło. Chyba zaczyna powoli docierać do niej fakt, że Josh ułożył sobie życie z inną kobietą i nie ma sensu dalej zabiegać o to, co już jest praktycznie nieosiągalne. Pamiętam, że od początku kibicowałam Paige i Joshowi jako parze, ale później bardziej zaczęłam skłaniać się jednak ku Austinowi, sama do końca nie wiem dlaczego... pewnie dlatego, że w jakiś sposób zaimponował mi, podobnie jak Paige tą dobrocią, którą mógłby się podzielić dosłownie z każdym. Widać, że szczęście swoje i swoich najbliższych stawia na pierwszym miejscu, nie jest egoistą, który dba tylko i wyłącznie o swój tyłek, lekceważąc wszystkich dookoła. Możliwe, że przez chorobę zmieniło się jego podejście do niektórych spraw, zwłaszcza jeśli chodzi o jego związek z Paige. Powalił mnie swoją stanowczością i argumentami praktycznie nie do przebicia. Ja sama jestem ciekawa, czy jak wyjadą, odseparują się od niektórych ludzi, czy uda im się odbudować to, co mieli kiedyś? Zanim Austin zachorował i zanim w ich życiu ponownie pojawił się Josh? Obiecywać sobie też niczego nie mogą, ale ja mimo wszystko życzę im jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W ostatnim rozdziale nie działo się najlepiej między Vanessą a Joshem. Przez chwilę nawet nie brałam na poważnie tego, że kobieta chce wyjechać, ale jak widać zrobiła dokładnie to, co sobie zaplanowała. Czytałam Twoją odpowiedź pod moim poprzednim komentarzem w której napisałaś, że Vanessa miała dość obecności Paige w życiu Josha i pewnie stąd taka, a nie inna decyzja. A mnie się z kolei wydaje, że w tym co wtedy napisałam jest jakaś cząstka prawdy. Zamiast walczyć, zwyczajnie usunęła się na bok i chyba nie do końca wzięła pod uwagę uczucia Hartleya. Chociaż postawa Josha też mnie zdziwiła, bo do tej pory sądziłam, że skoro już wybrał Vanessę jako swoją życiową partnerkę, to będzie starał się o nią walczyć i o to, żeby to uczucie nie wyparowało przy pierwszej lepszej okazji. W każdym związku bywają wzloty i upadki, ale czy to jest powód do tego, żeby od razu się rozstawać? Gdyby faktycznie ją kochał, to nie poddałby się tak od razu i poleciał za nią do tego Londynu i zrobił wszystko, by było między nimi jak dawniej. Oczywiście zrobi jak będzie uważał, ale ja nie zmarnowałabym ani chwili, gdyby to chodziło o moje szczęście :) wiem, że w pewnych sytuacjach trzeba zwyczajnie odpuścić i odejść, ale wydaje mi się, że w tym przypadku jeszcze nie wszystko stracone :)
    To dobrze, że Peter poszedł w końcu po rozum do głowy. Jest przecież dorosłym człowiekiem, a dorośli ludzie nie zachowują się tak jak on. Jego postawa naprawdę mnie rozczarowała. Możemy oczywiście go usprawiedliwiać i mówić, że pewne sprawy po prostu go przerosły i nie umiał sobie z tym poradzić. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że świadomie swoim postępowaniem ranił osobę, która jest mu przecież najbliższa. Odepchnął od siebie własną córkę tylko dlatego, że nie podobało mu się to, że wpakowała się w kłopoty. Wiadomo, że każdy rodzic chciałby mieć grzeczne, dobrze uczące się dziecko, które zawsze słucha rodziców bez względu na wszystko. Uważam, że nie dostrzegł w tym wszystkim tej ogromnej samotności Isabel, tego, że ktoś bardzo ją zranił i że być może to było powodem sięgnięcia po narkotyki. Jak trwoga, to do Rose. Zauważyłam to od początku tego opowiadania. Widać, jak bardzo brakuje tej kobiety w życiu całej rodziny, zarówno jako żony i chyba przede wszystkim jako matki. Oby pomogła odnaleźć Isabel, żeby te całe nerwy i niepewność już się skończyły, żeby znowu mogli być szczęśliwą rodziną :)
    Ostatni fragment po prostu cudowny! Oczami wyobraźni widziałam w końcu szczęśliwą rodzinę, która naprawdę wiele przeszła, ale chyba warto było tyle czekać, żeby mogło być tak jak jest teraz :) spełniło się największe marzenie Naomi i Russella w sumie też. Teraz mogą otwarcie powiedzieć, że są szczęśliwą rodziną i chyba nic już im do szczęścia nie jest potrzebne. Koniec rozdziału bardzo mnie jednak zaniepokoił... mam nadzieję, że zasłabnięcie Naomi to nie będzie nic poważnego.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział. Buziaki :*

    PS. Czy nie można nic zrobić z tym, by komentarz dodawał się w całości, a nie w częściach? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po raz pierwszy od dawna jestem punktualna z odpowiedzią na komentarz :) Tylko trochę nie wiem, co napisać, bo zgadzam się właściwie ze wszystkim, co napisałaś. Sprawa z Joshem i Vanessą jest bardziej pokręcona, niż mogłabyś przypuszczać. Za jakiś czas sama się przekonasz. Jestem ciekawa, jaka będzie Twoja opinia, ale minie sporo czasu, zanim się dowiem :) Ale myślę, że warto czekać :) Mogę Cię uspokoić i powiedzieć, że nie zamierzam psuć szczęścia Naomi i Russella, które dopiero co się pojawiło. Także nie będzie aż tak źle, chociaż... :P
      Kochana, dziękuję bardzo za obecność i cudowne słowa :*
      Trzymaj się :*
      PS. Komentarze mają limit słów, który przekraczasz i musiałabyś mocno skrócić swoje przemyślenia, aby zmieścić to wszystko w jeden. Jednak mam nadzieję, że tego nie zrobisz, bo Twoich przemyśleń nigdy dość ;)

      Usuń
  3. Cześć! :)
    Tak czułam, że Paige dzwoniła do Austina. Gdy Adriana powiedziała te mądre słowa, to oprócz tego, że się uśmiechnęłam, poczułam, że wydarzy się coś zaskakującego. Nie myślałam, jednak, że Austin przyszedł po to, by dać kobiecie drugą szansę. I na dodatek to on teraz rządzi i to też mnie bardzo zdziwiło, ale też ucieszyło. Zaczną teraz nowe życie i mam nadzieję, że w nowym miejscu Austin przypomni sobie uczucie, którym darzył Paige. Scena, gdy mężczyzna czytał książeczkę dziewczynce, a Paige do nich dołączyła, była bardzo urocza i dała mi nadzieję na to, że wszystko się dobrze ułoży. Bardzo się cieszę, że w życiu kobiety zaczyna dziać się dobrze. Zasłużyła sobie na to. :)
    Przykre, że Josh nie może już nic zrobić w poszukiwaniach Isabel. Stara się, ale co on może poradzić? Nawet nie wie gdzie jej szukać. W sumie się ucieszyłam, że chciał naprawić związek z Vanessą. Przykre, że wyjechała. Nie myślałam, że nastąpi to tak szybko. uważam jednak, że Josh nie powinien rezygnować z ich miłość. Kochają się. Powinien pojechać do Londynu i powiedzieć to kobiecie. Ona na pewno się ucieszy i wszystko mu wybaczy. Może razem zamieszkali by w stolicy Anglii? Nie Josh się nie poddaje! Niech działa! Mam nadzieję, że tak tego nie zostawisz. ;)
    Smutny był ten moment na cmentarzu. Peter tak bardzo kochał swoją żoną, a ona musiała odejść. To kochane, że tak często odwiedza jej grób i się jej zwierza. Dobrze, że poprosił żonę o pomoc. Wydaje mi się, że dzięki temu odnajdą Isabel. A Peter wreszcie zrozumiał i zmądrzał. Dobrze, że nie będzie krzyczeć na córkę i w ogóle. Wszystko się ułoży, tylko niech ona już wróci.
    Cudownie, że Angelo wreszcie jest w domu Naomi i Russella! <3 Ten moment był bardzo uroczy i nawet wzruszający. Nareszcie są naprawdę szczęśliwi. Ale co się stało Naomi? Co jej jest? Zaczynam się bać. Mam nadzieję, że nie jest jej nic poważnego. Inaczej zwariuje. :(
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję, że wątek Vanessy i Josha nie zostanie tak zakończony, ucięty! :)
      Wyjaśnienie, co z Naomi, w następnym rozdziale ;)
      Dziękuję ślicznie za cudowne słowa!
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Jest! Udało mi się przybyć tutaj w miarę na czas i jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwa! :) :* Bez zbędnych słów wstępu zabieram się za czytanie nowości! :-)
    Cieszę się, że Paige nie zrobiła sobie niczego i postanowiła podjąć walkę o lepsze jutro! Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy :) Adriana jest taką mądrą dziewczynką, że aż brakuje mi słów. To niesamowite jak wiele rzeczy dostrzegają małe dzieci. Sama mam nadzieję, że pewnego dnia w moim życiu pojawi się taka Kruszynka, która stanie się moją siłą, radością i obrazem miłości. Pojawienie się Austina mnie zaskoczyło. Ja byłam święcie przekonana, że Paige zadzwoniła do Josha, a tutaj ... bum ! :) Sama nie wiem, czy cieszę się z takie obrotu sprawy. Chyba po raz setny napiszę, że od początku kibicowałam Joshowi i Paige. I chociaż wiem, że już praktycznie nie ma szans na ich powrót, to jednak w sercu tli mi się mała iskierka nadziei. Niemniej jednak jeśli Austin jest tym przy którym Paige ma odnaleźć szczęście, to niech tak będzie. A co do samego Austina, to cieszę się, że wreszcie dojrzał na tyle, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Jestem ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie! :)
    Fragment cudowny. Jedynie muzyka mi nie przypasowała. Dla mnie była za głośna do tego fragmentu, więc postanowiłam ją wyłączyć. Poza tym idealnie. Aż się rozmarzyłam! :)
    Nie mogę uwierzyć, że Vannie wyjechała! Okej. Nie lubiłam jej od początku, ale teraz jestem jeszcze bardziej na nią zła. Skrzywdziła Josha - mojego Josha. I teraz już kompletnie nie wiem, co mam myśleć. Chciałabym wierzyć, że Josh się ogarnie i poleci do ukochanej, ale zdaję sobie sprawę, że to tylko czcze życzenie. On już się poddał. I to jest przykre. Bo czy żołnierz nie powinien walczyć do ostatniego tchu?
    Słowa Petera sprawiły, że wzruszyłam się. Mężczyzna popełnił wiele błędów, ale kto ich nie robi? Pod wpływem emocji mówimy lub robimy rzeczy, których później żałujemy, gdy się uspokoimy. Myślę, że ucieczka Isabelli otworzyła mu oczy. Zrozumiał, że pretensjami i karami niczego nie zmieni. Że tak naprawdę szczera rozmowa może rozwiązać nawet najgorszy problem. Czuję, że gdy tylko Isabella wróci do domu, to do takiej dyskusji dojdzie. I nie będzie ona pełna krzyku, lecz spokojna i przepełniona uczuciami, które może zrozumieć tylko córka i ojciec.
    Mój uśmiech zniknął z twarzy, gdy dobiegłam do końca tekstu. Co się stało Naomi?! Mam nadzieję, że to nic poważnego, bo chyba nie przeżyję jeśli ją uśmiercisz. Nie, nie, nie ! Nie ma takiej opcji. Czekaj... A może ona jest w ciąży?! Przecież cuda się zdarzają. Matko, mam nadzieję, że to będzie to.
    Kochana, cudowny odcinek. Nie wiem jak to robisz, ale Twoje dialogi są po prostu obłędne, a opisy.. Czarujesz. Najbardziej jednak podoba mi się to, że Twoje historie są prawdziwe. Nie piszesz bajki, lecz opisujesz życie. Niełatwe, skomplikowane, a mimo to szczęśliwe. I za to Ci dziękuję:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało Ci się dotrzeć tak szybko :)
      Co do piosenki, pisało mi się przy niej fantastycznie. Małe pudło, ale mam nadzieję, że dalszych muzycznych rozczarowań nie będę Ci już serwować :P
      Naomi nie zamierzam uśmiercić, ale nie powiem Ci nic więcej. Musisz poczekać na następny rozdział - tam wszystko się wyjaśni.
      Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu :)
      Pozdrawiam! ;*

      Usuń