15 czerwca 2013

7. ,,Tego, który jest między nami, gotów jestem pominąć''

Hej :)
Jeszcze tylko kilka dni i już będę miała więcej czasu na pisanie, czytanie i komentowanie. Póki co mam dla Was 7 rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Sporo osób pyta o Josha i o to, co tak naprawdę się wydarzyło, kiedy wszyscy myśleli, że zginął. Wyjaśnienie nastąpi już za parę odcinków, a więc niedługo.
Pozdrawiam :*
***
Peter Bradley Adams - Between Us

Naomi zaczerpnęła kolejny łyk wina, w myślach karcąc się za to, bo przecież był dopiero ranek. Tej nocy niemal nie zmrużyła oka, tak bardzo martwiła się o swoje małżeństwo oraz o życie brata. Wszystko to było tak absorbujące, że jej organizm po prostu nie zgadzał się na sen. Z czasem przestała już kłaść się do łóżka, bo zrozumiała, że każda kolejna próba zakończy się jeszcze większą klęską, a ona należała do kobiet, które po prostu nienawidzą przegrywać. Była osobą, która bardzo emocjonalnie podchodzi do wszystkiego, co dzieje się w jej życiu. Pozostawała optymistką, choć kilka razy zdarzyło jej się histeryzować. Najbardziej nienawidziła bezczynnego czekania, aż coś się zmieni. Nic nie dzieje się bez przyczyny i żadne szkody nie naprawiają się samoczynnie. Tak, jak czuła, że jej brat jest pod odpowiednią opieką, tak sama czuła się osamotniona i zapomniana. Analizowała swoje życie i próbowała zlokalizować moment i miejsce, w których jej związek nagle stał się tak chłodny i ubogi w uczucia. Nigdy nie przestała kochać Russella, ale może on miał rację? Może faktycznie zaniedbywała go, próbując doprowadzić sprawę z adopcją do upragnionego finału? Tylko, że to wszystko było pozbawione sensu, nawet, kiedy chciała ze wszystkich sił usprawiedliwić męża i uniewinnić go od zepsucia ich małżeństwa. Przecież dziecko było ich wspólnym marzeniem, o którym nigdy nie bali się mówić na głos. Sądziła, że dobrze postępuje, wkładając w to cały swój czas i serce. Widocznie właśnie tu popełniła błąd, który tak mocno zabolał Russella. Wczoraj jej się to nie udało, ale dziś postanowiła ostatecznie go przeprosić. Zasługiwał na to, nawet, jeżeli Naomi nie wyrządziła mu krzywdy specjalnie.
Blondynka postawiła pustą szklaneczkę na blacie, po czym dolała sobie kolejną jednostkę trunku. Kiedy usłyszała kroki za swoimi plecami, obejrzała się i zobaczyła rudowłosego mężczyznę, przyglądającego się jej ze zdziwieniem.
- Nie sądziłem, że moja żona zacznie topić smutki w alkoholu - rzekł posępnie.
- To miłe - stwierdziła Naomi. - Jednak pamiętasz, że jestem twoją żoną, a nie obcą ci osobą.
- Jestem zmęczony - powiedział Russell, nalewając sobie wody. - A ty jak spałaś?
- Jak widać - odparła, a mężczyzna dopiero teraz zwrócił uwagę na jej mizerną minę. Podszedł bliżej i sprawiał wrażenia osoby, w której coś pękło. - Zanim coś powiesz, pozwól, że ja zacznę. Chciałam cię przeprosić za to, że ostatnio zepchnęłam cię na drugi plan.
- Daj spokój, Naomi - przerwał jej.
- A ty? - zapytała blondynka. - Uważasz, że powinieneś mnie za coś przeprosić?
Momentalnie Knight pobladł na twarzy i dopiero po chwili zdobył się na uśmiech, choć nie należał on do najszczerszych, jakimi kiedykolwiek obdarzył żonę. Objął ją i oparł twarz na jej barku, robiąc to, by dziewczyna nie mogła widzieć teraz jego miny. Był zmieszany i zakłopotany, ale nie chciał, by Naomi musiała patrzeć na niego w takim stanie.
- Przepraszam za wczoraj - powiedział, choć Naomi odniosła wrażenie, że to wcale nie było główne przewinienie męża. - Ja też denerwowałem się, kiedy do szpitala trafił Austin. Powinienem był cię wspierać. Ja...
- Tak, ja wiem, że mnie kochasz - roześmiała się, co ostatnio nie należało do najczęstszych zjawisk. - I że zawsze będziemy razem.
Russell przełknął głośno ślinę. Nagle poczuł się tak, jakby rozgrzana do temperatury wrzenia dłoń uderzyła go prosto w twarz z taką siłą, że powaliłaby na ziemię największego mocarza. Czy tak właśnie boli poczucie winy?       

 ***

To miało być ich miejsce. Cztery ściany, które ochrzcili jako swój azyl, schronienie przed złem całego świata, przed którym zamykali się na klucz. Tutaj istniało tylko ich życie, ich szczęście i miłość, którą planowali udowadniać sobie każdego dnia. Oboje przeszli wiele w życiu i wśród tych doświadczeń były też takie, o których najchętniej by zapomnieli. Razem wierzyli, że mogą odciąć się od przeszłości i zbudować przyszłość, z której kiedyś będą dumni. Kiedy patrzyła, jak Austin opiekował się Adrianą, odnosiła wrażenie, że blondyn traktuje ją jak własną córkę, choć dobrze wiedział, że w sercu czterolatki zawsze obecny będzie Josh. Za każdym razem, kiedy tylko na nią spojrzał, w jego oczach mieniło się światełko, iskierka nadziei w to, że pewnego dnia naprawdę będą rodziną. Paige zamknęła oczy, chcąc przywołać do siebie dzień, w którym po raz pierwszy przekroczyli próg tego domu. Wciąż była w żałobie po stracie Josha, na dodatek niepewna, czy to, co robi, jest słuszne, jednak Lynch złapał ją za rękę i powiedział, że ją poprowadzi i nie da jej zabłądzić. Tutaj miała odnaleźć odpowiedź na każde trudne pytanie, jakie zada jej kiedyś los. Dzisiaj w jej głowie kotłowało się multum takich pytań, a jednak nie potrafiła sobie pomóc, choć spędziła w tym domu już blisko godzinę, patrząc na fotografie narzeczonego, zawieszone niemal na każdej ścianie. Może to nie tak miało działać? Może nie ona sama miała dochodzić do odpowiedzi, lecz miał jej w tym pomagać Austin? Być może właśnie teraz docierało do niej, jak bardzo go tu brakuje i jak mocno jest jej potrzebny.
,,Musimy być pewni, co mu dolega, by móc przekazać wam diagnozę''. Paige podziwiała opanowanie Russella w tak krytycznym momencie. Był świetnym lekarzem, w to nigdy nie wątpiła. Ona pewnie umarłaby ze strachu i z poczucia, że na jej barkach spoczywa czyjeś życie, jednak on był profesjonalistą. Wróciła do domu z ciężkim sercem, bo chciała cały czas czuwać przy łóżku Austina, jednak musiała zabrać stąd te najważniejsze rzeczy, których potrzebował. Miała szybko wrócić do szpitala, jednak kiedy tylko weszła do środka, coś w niej pękło. W tym domu wszystko wyglądało tak, jak przed atakiem Austina - wokół panował nieskazitelny porządek, a na stole stała jego szklanka z niedopitą colą. Gdyby ktoś obcy wszedł tutaj, nawet nie zorientowałby się, że stało się coś złego. Tak samo jest też z ludźmi. Paige może nie wyglądała na załamaną i zdezorientowaną, kiedy powrót Josha wywrócił jej świat do góry nogami, ale tak właśnie się czuła.
- Myślę, że teraz już naprawdę musimy porozmawiać - powiedział Hartley, który pojawił się za jej plecami znienacka. Niepewnie spojrzała na niego, w jednej chwili nabierając chęci, by wykrzyczeć mu całą swoją złość. Kto wie, może to właśnie jego powrót był aż takim wstrząsem dla Austina? Może była okrutna, myśląc w taki sposób, ale czy nie byłoby lepiej, gdyby Josh nigdy nie wrócił?

***

Dziewczyna przeczesała swoje brązowe włosy z delikatnie rozjaśnionymi końcówkami, po czym związała je w koński ogon. Lubiła siebie w takim wydaniu, jednak nigdy nie wychodziła z domu w takiej fryzurze, ponieważ jej odstające ucho odbierało jej uroku, w każdym razie taka była jej prywatna opinia. Ponownie rozpuściła włosy i przystąpiła do wykonywania makijażu. Ostatnimi czasy malowała się o wiele intensywniej, niż wcześniej, co chyba miało być swoistą tarczą obronną, osłaniającą ją przed innymi ludźmi. Kiedy jej oczy obramowane były grubą czarną kreską, czuła się pewniej i niemal zabijała wzrokiem, zwłaszcza Logana. Odkąd potraktował ją jak śmiecia w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, Isabel nie próbowała już się do niego odezwać. Parę razy przyłapała go na tym, jak zerkał w jej kierunku na przerwie, jednak dla niej nic to już nie znaczyło. Zamierzała zapomnieć o tym, co do niego poczuła w wakacje. To było tylko młodzieńcze zauroczenie, a one nigdy nie są prawdziwe. Najbliższy przykład? Josh i Paige. Wiele razem przeszli i jako młodzi ludzie zostali rodzicami, jednak czy można mówić, że ich uczucie przetrwało? No właśnie. Za kilka lat Isabel pewnie spotka na swojej drodze faceta, który odwzajemni jej miłość, a potem wezmą ślub i razem powitają jej rozstępy, kiedy na świecie pojawi się ich pierwsze dziecko. Miała rację, że Logan Barrow to zwykły zarozumialec, skupiony wyłącznie na samym sobie. W jego świecie istniało miejsce tylko dla jednej osoby i był nią on sam, w związku z czym Isabel nie zamierzała wpychać się tam na siłę. Dał jej do zrozumienia, że nic z tego nie będzie i choć mógł zrobić to o wiele delikatniej, była mu wdzięczna za to, że otworzył jej oczy. Istnieje szansa, że jej scenariusz z pięknym ślubem i potomstwem, nigdy się nie ziści. Być może miłość już zawsze będzie dla niej czymś obcym? A może po prostu Bóg trzymał ją na koniec, rezerwując ją dla kogoś naprawdę wyjątkowego?
- Cholera... - zaklęła Isabel, kiedy maskara wypadła jej z dłoni, pozostawiając paskudną smugę pod jej okiem i na brodzie.
- Nieładnie tak mówić! - wtrąciła Adriana, przypominając dziewczynie o tym, że od wczoraj dzieliły razem ten pokój.
- Zobaczymy, czy ty będziesz mówić pięknym językiem, kiedy sama zaczniesz się malować - siedemnastolatka wyszczerzyła się, zmywając z twarzy szkody, jakie spowodowała przez chwilową dekoncentrację. - Wiesz, jakie to jest stresujące?
- Pomaluj mnie! - wykrzyknęła dziewczynka, wesoło machając rączkami. 
- Chętnie bym to zrobiła, ale niestety muszę iść do szkoły - westchnęła. - Ale jak wrócę, zrobię cię na bóstwo i nawet mama cię nie pozna.
- Ona i bez tego mnie nie pozna - powiedziała Adriana ze smutkiem. - Czemu wczoraj po mnie nie przyszła?
Isabel nie wiedziała, co odpowiedzieć i jak delikatne muszą być słowa, by nie zabolały one czteroletniej dziewczynki, która po raz kolejny udowodniła, jak bardzo jest wrażliwa.
- Ja cię pomaluję - wtrącił Peter, wchodząc do pokoju i biorąc Adrianę na ręce. Uśmiechnął się do niej, a następnie spojrzał na swoją własną córkę z troską. - Nie powinnaś już być w szkole?
- Dzięki, tata - szepnęła Isabel, po czym chwyciła torebkę i wybiegła z domu, z trwogą uświadamiając sobie, że za kilka minut powinna już siedzieć w ławce i zakuwać biologię.
Kiedy była już pod szkołą, z trudem łapiąc oddech, bo przez cały czas biegła, ile sił w płucach, po drugiej stronie ulicy zobaczyła grupkę mężczyzn. Wszyscy byli ewidentnie po dwudziestce i nawet nie zwracali na nią uwagi, prócz jednego. Wysoki brunet nie odrywał od niej wzroku, a kiedy zahipnotyzowana Isabel niemal wpadła na śmietnik, uśmiechnął się, co ta bez wahania odwzajemniła. Weszła do budynku i po raz ostatni spojrzała na chłopaka przez okno. Choć miał w sobie coś, co ją magnetyzowało, wiedziała, że nie powinna się z nim zadawać. Nie znała go. Była rozsądna i wiedziała, że nawet w takich sytuacjach warto zachować chłodny umysł. Posłusznie usiadła w ławce i wyjęła podręcznik oraz zeszyt, łudząc się, że to pozwoli jej zapomnieć o miłym incydencie sprzed kilku minut.

***

Kogokolwiek teraz kochasz, kogokolwiek całujesz, tego, który jest między nami, gotów jestem pominąć.*

Nie musiał być blisko, by przywołać jej zapach. Nie musiał jej słyszeć, by w jego głowie rozbrzmiał na nowo jej głos. Nie musiał jej dotykać, by czuć delikatność jej skóry. Nie musiał widzieć jej uśmiechu, by uznać, że jest szczęśliwa. Nie musiał chwytać jej łez, by ocenić wielkość jej smutku. Nie musiał pytać, bo wiedział, że za nim tęskniła. Nie musiał jej wołać, bo ona zawsze była obok. Jedyne, co musiał zrobić, to dowiedzieć się, czy nadal go kochała, po tym wszystkim, co się między nimi stało.
Josh po raz kolejny spojrzał na ukochaną, a potem na zegarek. Choć na własne oczy widział, jak wskazówki pędziły bez opamiętania po tarczy, dla niego czas jakby stanął w miejscu i był przekonany, że Paige odnosi dokładnie takie samo wrażenie. Oboje nie zdołali jeszcze zacząć tej rozmowy. Wiedzieli, że przed nią nie uciekną, a jednak żadne z nich nie potrafiło wyjść z inicjatywą. Mężczyzna wiedział, że cokolwiek powie, ciemnowłosa może wybuchnąć płaczem albo w gniewie wyznać mu, że go nienawidzi. Nie chciał wierzyć w to, że to w ogóle było możliwe, jednak musiał być gotowy na wszystko. Znał ją nie od dziś i zapamiętał ją głównie jako tą silną kobietę, którą stała się, gdy tamtej nocy uratował jej życie, odmieniając cały jej świat, jednak odkąd wrócił, nie widział w niej tej siły. Czas sprawił, że dzisiaj Paige Belle była krucha i w każdej chwili mogła pęknąć, niczym szkło. Zaskoczyła go, kiedy w końcu postanowiła zabrać głos.
- Po prostu mnie to przerosło - powiedziała, nie patrząc jednak na niego. - Miałam wszystko. Miałam ciebie i Adrianę oraz cztery ściany, w których czułam się bezpieczna. Wiesz, jak czuje się osoba, która nagle traci to, co miała najcenniejszego? Doskonale pamiętam tamten dzień. Robiłam śniadanie dla siebie i Adi i odliczałam dni do twojego powrotu. Trzy tygodnie.
Przerwała, kiedy emocje zacisnęły pętlę wokół jej szyi. Dopiero po chwili mogła kontynuować, choć Josh i tak wiedział, co zamierzała mu powiedzieć.
- Trzy tygodnie dzieliły nas od twojego powrotu - szepnęła. - Po trzech tygodniach pojechałabym na lotnisko, by cię z niego odebrać. Zapewne przestraszyłyby mnie twoje nowe blizny, jednak byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie, mogąc znów przytulić się do ciebie. Czekałam na ten moment tak samo niecierpliwie, jak na narodziny Adriany.
- Nie musisz kończyć - powiedział Josh, widząc, z jakim trudem każde słowo wydostawało się z jej ust, jednak ona udała, że go nie słyszy.
- Odstawiłam pudełko z płatkami na blat, kiedy zadzwonił telefon. Mężczyzna przedstawił się jako Mike Adams, twój kolega, o którym mi opowiadałeś. Byłam przekonana, że chce mi powiedzieć, że wrócisz wcześniej. Tak bardzo chciałam, żeby właśnie po to dzwonił, ale okazało się, że miał zupełnie inny powód - Paige przełknęła ślinę, po czym wybuchła, po raz pierwszy od kilkunastu minut patrząc na dawnego narzeczonego. - Powiedział, że misja się nie powiodła i że nie żyjesz! Może gdybym się nie rozłączyła, dowiedziałabym się czegoś więcej, ale ja nie potrafiłam z nim rozmawiać. Nie umiałam przyjąć do wiadomości tego, co się stało. Cały mój świat nagle się rozpadł, jak domek z kart, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Jedyne, co mogłam robić, to patrzenie, jak wszystkie karty upadają na ziemię. A potem postanowiłam go odbudować, bo wiedziałam, że muszę być silna, przede wszystkim dla naszej córki. Wtedy pojawił się człowiek, który mi w tym pomógł, tak jak kiedyś ty, bo sama nigdy nie zdołałabym dojść do szczęścia.
- Ten człowiek to Austin - rzekł Hartley, co w pierwszej chwili zamurowało ciemnowłosą. - Myślałaś, że nie wiem? Paige, nie jestem ślepy ani głuchy i widzę, jak na niego patrzysz. Tak samo kiedyś patrzyłaś na mnie.
- Wcale nie jestem tego pewna - powiedziała.
- Nie wiesz, czy kochasz mnie, czy jego? - zapytał. - A może nie wiesz, którego z nas kochasz bardziej?
- Odkąd wróciłeś, mam wrażenie, że niczego już nie wiem - pokręciła głową. - Nie zdradziłam cię, Austin też nie. Byliśmy przekonani, że straciliśmy cię na zawsze. A teraz jesteś tu z nami i...
- Paige, uspokój się - szepnął Josh. - Może tego po mnie nie widać, ale i ja przeżywam trudne chwile. Ty wiesz, że dwaj faceci są w tobie zakochani, a ja? Ja miałem tylko ciebie i dziś już nie mogę nazwać cię moją. Jestem całkiem sam.
- Masz ojca i Isabel... Masz Adi.
- Mógłbym mieć wszystkich ludzi na tym świecie, a jednak nigdy nie przestanę pragnąć ciebie - wyznał. - Austin jest dla mnie jak brat i nigdy nie będę miał do niego żalu o to, że się z tobą związał. Tak naprawdę powinienem mu być wdzięczny za to, że się tobą zaopiekował.
- Jeśli chcesz, by Austin był szczęśliwy, zapomnij o mnie - rzekła Paige, a do jej oczu napłynęły łzy, które chciała ukryć przed Joshem. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Chyba nie wierzysz w to, że potrafiłbym to zrobić - stwierdził. - Mało tego, jestem pewien, że i ty nie zapomniałaś o mnie, o nas. Zobacz, jesteśmy dla siebie stworzeni. Ty i ja. Nigdy z ciebie nie zrezygnuję, Paige - powiedział i był niemal pewien, że za chwilę nie wytrzyma, podejdzie bliżej i pocałuje ją tak, jakby miało to być ich ostatnie spotkanie, jednak opanował się. Spojrzał na nią tym razem nie jak na ukochaną, a raczej jak na znajomą. - Widzimy się w szpitalu. Austin nas potrzebuje.
Kiedy Hartley wyszedł, dziewczyna otarła łzę z policzka. Jak po czymś takim mogłaby dzisiaj spojrzeć Austinowi w oczy? Jak, skoro cały czas czuła żar, jaki Josh na nowo zapalił w jej sercu?

Gdziekolwiek teraz żyjesz, gdziekolwiek spacerujesz, dystans między nami jestem gotów pokonać.*

***

Wrześniowe słońce otuliło ciało siedemnastolatki każdym swym promieniem, kiedy ta siedziała na murku pod szkołą razem z niemal całą swoją klasą. Wszyscy o czymś rozmawiali, jedni przekrzykiwali drugich i tylko Isabel nie odzywała się ani słowem, myślami bowiem była bardzo daleko stąd. Kilkanaście metrów od niej Logan popisywał się przed kolegami, jak zwykle zresztą. Wszyscy byli nim oczarowani, a siedemnastolatka zastanawiała się, czy mieli oni klapki na oczach, czy po prostu byli niewidomi. Jak mogli się nabierać na jego urocze minki? Sama czuła się o wiele dojrzalsza od swoich rówieśników, ponieważ ona już zdążyła przekonać się, jaki naprawdę jest Logan Barrow. Kiedy byli sami, stawał się urzeczywistnieniem nastoletnich marzeń, bo miły i przystojny, a w dodatku utalentowany, jednak gdy jego znajomi patrzyli, przeobrażał się w zadufanego małolata, pomiatającego ludźmi. Hartley była szczęśliwa, że dziś już uodporniła się na niego i niemal zapomniała o tym, że straciła dla niego głowę. Był jej pierwszym zauroczeniem i na pewno nieprędko zaufa kolejnemu chłopakowi.
Nagle jej serce niemal podskoczyło, kiedy zorientowała się, że pomimo upływu kilku godzin, mężczyzna, który rano się do niej uśmiechnął, wciąż stał w tym samym miejscu i nie odrywał od niej wzroku. Co prawda została jej jeszcze ostatnia lekcja, jednak pokusa okazała się zbyt silna. Zostawiła swoje towarzystwo i podeszła do grupki starszych od niej mężczyzn.
- Macie trochę miejsca w samochodzie? - zapytała Isabel, uzbrojona w swój najpromienniejszy uśmiech, którego nie używała ostatnio zbyt często.
- A co, chciałabyś się przejechać? - brunet odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Pójdę tylko po torbę i zaraz będę z powrotem - szepnęła siedemnastolatka i ruszyła w stronę szkoły. Szybko wyjęła z szafki wszystkie swoje rzeczy, a kiedy zawróciła, wpadła na Logana.
- Isabel, znam tych gości - powiedział chłopak.
- Brawo! - dziewczyna klasnęła w dłonie. - Widzę, że nawet znasz już moje imię. Gratulacje, amnezja ci przeszła.
- Nie wygłupiaj się i po prostu mnie wysłuchaj...
- To jest ostatnia rzecz, na jaką mam teraz ochotę - prychnęła. - A teraz wybacz, wsiadam do samochodu z kolesiami po dwudziestce, którzy mogą okazać się psychopatami, bandytami albo zboczeńcami. Nic mnie to nie obchodzi.
Minęła chłopaka, choć ten cały czas próbował ją zatrzymać. Widziała ciekawskie spojrzenia uczniów i słyszała szepty, kiedy podchodziła znów do grupki nieznajomych. Był to jeden z takich momentów, kiedy naprawdę nie interesowało ją zdanie innych. Niech gadają, skoro nie mają nic lepszego do roboty. A Logan? Niech patrzy, jak dziewczyna, którą mógł mieć, gdyby tylko tego zechciał, odjeżdża spod szkoły z innym. Niech cierpi tak, jak ona cierpiała, kiedy wyrwał jej serce z piersi i podeptał, przyduszając do ziemi i patrząc, jak to przestaje bić.

***

Peter Bradley Adams - Between Us *

3 komentarze:

  1. Hej Kochana:* dziwnie się czuje wchodząc tutaj jako pierwsza. Chyba już zapomniałam jak to jest, kiedy byłam tutaj na czas, chociaż z drugiej strony nie mogę też przesadzać, bo przecież wcale tak bardzo Cię nie zaniedbuje, prawda? Chodzi mi tutaj oczywiście o opowiadanie za którym naprawdę się stęskniłam, bo ostatnio naprawdę brakuje mi odrobiny wolnego czasu na cokolwiek. A relaks, kiedy mam możliwość czytania Twojej twórczości jest jednym z tych lepszych wierz mi :)
    Te pytania o których wspomniałaś przed rozdziałem w ogóle mnie nie dziwią. To oznacza, że osoby czytające są naprawdę zaintrygowane tą historią, zresztą u mnie jest dokładnie tak samo. Ale oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że nie udzieliłabyś mi konkretnej odpowiedzi na moje pytanie, więc wolę cierpliwie poczekać, aż sama nam wszystko stopniowo wyjaśnisz. Do tej pory uważałam małżeństwo Naomi i Russella za wręcz idealne. Nie często spotyka się tak dobranych i kochających się ludzi, więc ogromnym zaskoczeniem była dla mnie ich kłótnia. Trzeba przyznać, że Russell miał trochę racji. Naomi nie powinna skupiać się tylko i wyłącznie na sobie i na tym, żeby to jej było wygodnie. Faktycznie oboje marzyli o dziecku, ale adopcja też nie powinna powodować, że wszystko inne schodzi na drugi plan. Bardziej jednak zastanawia mnie zachowanie Russella o którym napisałaś w końcówce fragmentu... czyżby jakaś zdrada Russella? Oj to wtedy faktycznie przeżyje szok, jeśli okaże się, że to prawda. Kto jak kto ale Russella nigdy nie podejrzewałabym o coś takiego.
    Paige sama nie wie czego tak naprawdę chce. Oczywiście wypadek Austina nie jest rzeczą przyjemną, ale uważam, że powinna teraz przede wszystkim pomyśleć o sobie. Dziewczyna ewidentnie się pogubiła i nie wie jak się z tego wszystkiego wydostać, jak to rozwiązać, żeby niewinna osoba nie cierpiała. Kiedyś na pewno będzie musiała porozmawiać z Joshem, wyjaśnić mu o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Myślę, że jak się od tego uwolni, będzie wiedziała na czym stoi, to jej życie chociaż trochę się ustabilizuje. Zasmuciła mnie ta scena z Adrianą. Jestem pod mega wielkim wrażeniem, że takie małe dziecko dostrzega już tak wiele. Sprawiała wrażenie, jakby zawiodła się na mamie od której niewątpliwie oczekuje teraz wsparcia. Nigdy nie chciałam tego pisać, ale ostatnie wydarzenia pokazują, że Paige ewidentnie zaniedbuje córkę, co może się naprawdę źle na małej odbić. Rozmowa Paige i Josha nie należała do najłatwiejszych. Strasznie ciekawi mnie to jak dalej się to wszystko potoczy? Czy Paige faktycznie zapomni o Joshu? Osobiście w to wątpię, ale pożyjemy, zobaczymy.
    W dzisiejszym rozdziale Isabel bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiego zachowania z jej strony. Niby dojrzała jak na swój wiek, ale wsiadając do samochodu tych mężczyzn chyba nie myślała trzeźwo. Takie znajomości z tego typu ludźmi nie kończą się zbyt dobrze, najczęściej wychodzą z tego różnego rodzaju kłopoty. Oby Isabel w porę się opamiętała. Nawet sam Logan chciał ją ostrzec, co też mnie zaskoczyło. Czyżby w przyszłości miał ocalić Isabel życie?
    Czekam na kolejne nowości. Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że związek Naomi i Russella się rozpada, ale może też to być poważny kryzys w ich związku. Naomi zrozumiała, że źle zrobiła i szczerze przeprosiła swojego męża, ale Russell... jak to facet. Uważa, że w niczym nie zawinił. Ta jego ucieczka przed tym, by Naomi nie zobaczyła jego wyrazu twarzy, była żałosna. Tak uważam. Nie zachowuje się jak mężczyzna. Coś mi w nim nie pasuje, ale jeszcze nie odkryłam do końca co takiego. Mam jednak nadzieję, że się ocknie i ich związek się nie rozleci. W końcu wcześniej byli parą idealną i było widać ich miłość. A teraz ja tego nie widzę.
    Cieszę się, że Paige i Josh wreszcie porozmawiali choć nie była to zbyt wyczerpująca rozmowa. Tak naprawdę nic sobie nie wyjaśnili, jedynie tyle, że Josh wiedział o tym, że Austin i Paige się związali. Ja na miejscu kobiety nie pozwoliłabym mu tak łatwo odejść. Wymagałabym wyjaśnień, bo w końcu na nie zasłużyła. Powinien jej wreszcie wszystko wyjaśnić. I nie tylko jej, ale też całej rodzinie. W ogóle jestem bardzo ciekawa co tam sobie wymyśliłaś. To musi być coś mądrego i sensownego, ale też bardzo ciekawego i intrygującego. Nie mogę doczekać się tego rozdziału, gdy nam to wyjaśnisz. Mam nadzieję, że Paige i Josh jeszcze ze sobą porozmawiają, bo według mnie mają dużo do obgadania. I co zrobi kobieta? Kogo wybierze?
    Coś czuję, ze ta przejażdżka z nieznajomymi bardzo źle się skończy dla Isabel. Logan jest jaki jest, jednak w te wakacje spędzili ze sobą dużo czasu i może jej nie kocha, ale na pewno się zaprzyjaźnili, dlatego wątpię, żeby wtedy przemawiała przez niego zazdrość. Chciał ją ostrzec i przed czymś ochronić. Mam jednak nadzieję, że nic złego się jej nie stanie. Oj, głupia, głupia. Wie, że nie powinna z nimi nigdzie jechać, bo ich nie zna, ale jednak to robi. Mam wrażenie, że dlatego, by Logan poczuł się zazdrosny. Boję się jak to się zakończy.
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie udało mi się dotrzeć na Twoje opowiadanie. Przepraszam, że nie skomentowałam wcześniej, ale nie miałam ostatnio najlepszego humoru i nie chciałam, aby miało to wpływ na mój komentarz. Dzisiaj jest już nieco lepiej, więc mogę zabrać się za to na co od dawna miałam ochotę. :)
    Kocham piosenkę, której użyłaś w tym odcinku. Według mnie ma bardzo wyjątkowy tekst.
    W życiu bardzo często jest tak, że za bardzo skupiamy się na czymś konkretnym, pozwalając innym sprawą czmychnąć obok nas niepostrzeżenie. Wydaje mi się, że tak właśnie stało się między Rusellem a Naomi.Domyślam się, co może czuć kobieta, która nie może dać ukochanemu mężczyźnie ich własnego potomka. Może dlatego łatwiej mi trochę zrozumieć i usprawiedliwić Naomi. Owszem, słowa, które wypowiedziała swego czasu pod adresem swojego męża były niemiłe i niesprawiedliwe, ale dzisiaj wiem, że była pod wpływem silnych emocji. Nie oczyszczam ją z win, bo jakby nie było zaniedbała małżeństwo, to fakt, ale Rusell też nie pozostaje bez winy. Powinien zrozumieć żonę i jej wybaczyć, a nie zachowywać się jak mały, urażony chłopiec. Oboje stanęli na zakręcie i tylko od nich zależy, czy nadal będą kroczyć tą samą drogą. Trochę zmartwiły mnie wyrzuty sumienia Rusella. Bo chyba nie boli go aż tak, to jak potraktował żonę w szpitalu? ;>
    Szkoda mi Paige. Naprawdę, ilekroć się zastanawiam nad tym, co zrobiłabym na jej miejscu, zamieram i w duchu cieszę się, że nie jestem w jej skórze. To musi być bardzo trudne. Patrzeć na mężczyznę, którego niegdyś się kochało, planowało przyszłość, ma się dziecko i którego opłakiwało się na jego pogrzebie, aby znowu przywitać go nieoczekiwanie wśród żywych. I jeszcze Austin, który moim zdaniem nigdy nie zajął i nie zajmie miejsca Josha, aczkolwiek nigdy nie pozostanie też obojętny dziewczynie. To wszystko się tak skomplikowało. Naprawdę, szkoda mi Paige. Uważam, że nie zasługuje na to, co ją spotkało. Mam nadzieję, ze Austin z tego wyjdzie, nie dlatego, że kibicuję mu i Paige, bo jednak wolę Josha, ale... Gdzieś tam darzę go sympatią.
    Isabella potrafi mnie zirytować, rozbawić i jednocześnie wzbudzić we mnie współczucie i sympatię. Szkoda mi jej, bo Logan potraktował ją paskudnie i z każdym dniem udowadnia, że w ogóle nie zasługuje na jej uwagę. Mimo to, nie można nie zauważyć, że dziewczynie nadal na nim zależy. Wierzę jednak, że pewnego dnia o nim zapomni i ruszy do przodu. A epizod pod szkołą mnie zaintrygował. :)
    "Nie musiał być blisko, by przywołać jej zapach. Nie musiał jej słyszeć, by w jego głowie rozbrzmiał na nowo jej głos. Nie musiał jej dotykać, by czuć delikatność jej skóry. Nie musiał widzieć jej uśmiechu, by uznać, że jest szczęśliwa. Nie musiał chwytać jej łez, by ocenić wielkość jej smutku. Nie musiał pytać, bo wiedział, że za nim tęskniła. Nie musiał jej wołać, bo ona zawsze była obok. Jedyne, co musiał zrobić, to dowiedzieć się, czy nadal go kochała, po tym wszystkim, co się między nimi stało" - zakochałam się w tych kilku zdaniach. Poezja. Jesteś wielka i to bardzo! :*
    Ich rozmowa mnie powaliła mnie na łopatki. Łzy płyną mi po policzkach. I jak im nie kibicować? Bardzo często słyszę lub czytam słowa, że w życiu można pokochać prawdziwie tylko raz, a każda kolejna miłość to słaba imitacja tej pierwszej. I tutaj to widzę. Bo chociaż Paige się pogubiła, to ja czuję w każdej mojej małej kosteczce, że jej serce należy do Josha. Matko.. ileż ja bym dała, żeby oni byli razem!
    Końcówka odcinka trochę mnie zmartwiła. Isabella postąpiła pochopnie i chcę wierzyć, że nie przyjdzie jej za to słono zapłacić. A Loganowi chyba jednak taka obojętna nie jest.
    Świetny odcinek, zresztą jak każdy tej historii. Czekam na nowość, Mój Talencie :*

    OdpowiedzUsuń