28 czerwca 2013

8. ,,Możemy wybaczyć, ale nigdy nie uda nam się zapomnieć''

Dziękuję za wszystkie komentarze i wspaniałe słowa! Mam nadzieję, że ten rozdział nie rozczaruje Was.
Tak, jak obiecałam, teraz skupię się na Waszych opowiadaniach - ponadrabiam zaległe rozdziały i od teraz będę już raczej na bieżąco u Was :)
To chyba na tyle ode mnie dzisiaj.
Przyjemnej lektury i do napisania!

***
Measure - Begin Again

Obudź się, wstaje nowy dzień, a przed tobą szansa, by podnieść się z ziemi i ruszyć w dalszą drogę.

Jej długie włosy posłuszne były wiatrowi, który delikatnie unosił je, po czym uspokajał się i pozwalał im opadać. Wykonywały każde jego polecenie, wiedząc, że taniec, który był dyktowany przez każdy powiew, będzie tym najpiękniejszym, bowiem szczerym i spontanicznym, a nie od dziś wiadomo, że to, co nieplanowane, ma najwięcej uroku w sobie. Paige Belle bez wahania mogła potwierdzić swoje słowa, patrząc na swoją czteroletnią córeczkę, która każdego dnia udowadniała jej swą obecnością, że jest największym cudem, jakiego kiedykolwiek doświadczyła. Wcale nie była ona przemyślaną decyzją, a jednak kobieta nie wyobrażała sobie dzisiaj życia bez swojej małej księżniczki.
Ostatnie dni były dla Paige czasem próby, wyjątkowo wymagającej, bo musiała zmierzyć się z nią całkiem sama. Co prawda różni ludzie oferowali jej wsparcie, na czele z Peterem i Joshem, jednak jej brakowało pomocnej dłoni samego Austina i czuła to tak wyraźnie, że aż ją to bolało. Chciałaby, aby wziął ją za rękę i wyszeptał, że wszystko będzie dobrze i cokolwiek ich czeka, razem zdołają przez to przejść i pokonać każdą przeszkodę. Póki co mężczyzna był zbyt słaby, by rozmowa z nim faktycznie mogła przynieść jej ukojenie, ale nie miała do niego o to żalu. Kiedy odwiedzała go w szpitalu, a on akurat spał, cieszyła się w duchu, bo czuła, że przynajmniej teraz blondyn się nie męczy. Patrząc na jego minę, która w zabawny sposób zmieniała się podczas spania, próbowała odgadnąć, co mu się śni i choć nic by to nie zmieniło, miała cichą nadzieję, że chociaż raz w jego sennych marzeniach była ona. Sama niewiele spała, wszystko to za sprawą nerwów, jednak kiedy już udawało jej się zmrużyć oko, właśnie Lyncha widziała i była tym szczęśliwsza, że ani na jeden moment nie dawał jej o sobie zapomnieć. Minie jeszcze trochę czasu, zanim któregoś wieczoru położą się spać o tej samej godzinie i zasną, ufając, że Morfeusz pokaże im identyczne, przepiękne obrazy, ale w końcu do tego dojdzie i choć naprawdę trudno wymusić w sobie cierpliwość, ciemnowłosa postanowiła spróbować i dać temu szansę. Pragnęła, by Austin jak najszybciej wydobrzał, bo życie bez niego pozbawione było entuzjazmu, którym on w jakiś magiczny sposób ją zaraził. Uwielbiała w nim to, że co by się nie działo, potrafił szybko stanąć na nogi i wziąć się w garść, zresztą jego siostra była w tym do niego całkiem podobna. Kiedy Naomi dowiedziała się, że nigdy nie będzie mogła zajść w ciążę, przepłakała parę dobrych nocy, jednak pozbierała się i nie porzuciła marzenia o macierzyństwie. Oboje byli dla Paige dowodem na to, że zawsze trzeba doszukiwać się tej drugiej strony medalu. Co prawda jest ona niekiedy zamazana i trudna do zlokalizowania, ale warto wiedzieć, że z każdej sytuacji, nawet podbramkowej, są przynajmniej dwa rozwiązania. Nie wolno rezygnować ani się poddawać. Walczmy, bo kiedy już nasze życie się unormuje, będziemy mogli być z siebie dumni - bo nie zwątpiliśmy w to, że kiedyś będzie lepiej.
Ciemnooka tęsknym wzrokiem spojrzała na park. Praktycznie w tym momencie zaczynała się kalendarzowa jesień, jednak temperatura nadal była dość wysoka, a ludzie nie schowali jeszcze letnich ubrań na dnie szafy. Ona sama ubrana była w delikatną sukienkę w kolorze pudrowego różu, który śmiało mogła porównać do kwiatka, jaki wpięła sobie we włosy tego ranka. Co z tego, że był sztuczny, skoro wyglądał niemalże jak prawdziwy? I co z tego, że wyglądała na radosną, choć tak naprawdę w środku cały czas była niepoukładana? Może właśnie w taki sposób zamierzała oszukać los? Może zamiast letnich ciuchów, Paige Belle próbowała upchnąć w szafie cały swój smutek i przygnębienie oraz uwierzyć w to, że lada moment błękit nieba zostanie przecięty kolorową tęczą? Jednego była pewna: Austin będzie z niej dumny, kiedy ją dzisiaj zobaczy w takim stanie. Może chociaż on uwierzy w to, że Paige jakoś sobie radzi, bo ona sama z trudem wchodziła w rolę wiecznej optymistki.
Czteroletnia dziewczynka szła w kierunku matki, swoją maleńką rączkę kryjąc pomiędzy palcami ojca. Mężczyzna co jakiś czas próbował zająć uwagę Adriany malowniczą okolicą, jednak ta przez cały czas skupiona była przede wszystkim na spotkaniu z Paige. Zadziwiające, z jaką powagą dziewczynka podchodziła do tego tematu. Nikt nie mógł mieć wątpliwości w to, że było to naprawdę wyjątkowe dziecko, a jej rodzice powinni być z niej dumni i zarazem zaszczyceni faktem, że to właśnie im trafiła się taka perełka.
- Cześć, słoneczko - powiedziała Paige i uśmiechnęła się, jednak dziewczynka nie zrewanżowała jej się tym samym. Brunetka mogła się tego spodziewać. Zabolało ją to, że przez ostatni czas bardziej skupiała się na Joshu i Austinie, zamiast poświęcać maksimum czasu swojej latorośli. Postanowiła mimo wszystko nie rezygnować. Rozłożyła ręce, a po chwili jej życzenie, którego nie wypowiedziała na głos, zostało spełnione: czterolatka rzuciła się matce w ramiona, a kiedy ta uniosła ją wysoko do góry, roześmiała się rozkosznie. - Bardzo za tobą tęskniłam, wiesz?
- Ja za tobą też, mamusiu - odparła Adriana, przecierając oczka.
Paige dopiero po chwili oderwała wzrok od swojego dziecka i spojrzała na Josha, który stał obok i z zakłopotaniem wbijał wzrok w ziemię. Kiedy ich oczy się spotkały, mężczyzna jeszcze bardziej się zmieszał.
- Nie chcę wam przeszkadzać, więc już pójdę - rzekł w końcu Hartley, po czym uśmiechnął się do córeczki i dodał: - Bawcie się dobrze, dziewczyny!
- Josh, nie wygłupiaj się - zareagowała Paige. - Założę się, że nasza mała królewna chciałaby spędzić cały dzień z obojgiem rodziców, mam rację, Adi? - spytała, a dziewczynka energicznie pokiwała głową.
- Chyba nie mam wyjścia - stwierdził niebieskooki, a kiedy Paige postawiła czterolatkę z powrotem na ziemi, każde z rodziców chwyciło po jednej dłoni małej i wszyscy troje ruszyli w stronę stawu, by razem nakarmić kaczki i porozmawiać, jak za dawnych czasów, nie przejmując się absolutnie niczym.

***

Jeśli powiedziałabyś mi, że uwielbiasz mój głos, ani na chwilę nie zamykałbym ust, byś mogła przez cały czas go słyszeć.

Był to jeden z najczarniejszych momentów w jej życiu i żeby nie wpaść w dół, z którego bardzo trudno byłoby się wygrzebać, postanowiła przywołać do siebie słowa, które budziły w niej najlepsze wspomnienia i najcieplejsze emocje. Na chwilę zapragnęła zapomnieć o tym, czego właśnie się dowiedziała i co sprawiło jej przeogromny ból.
Witaj. Bardzo prawdopodobne, że było to pierwsze słowo, które usłyszałeś, kiedy pojawiłeś się na tym świecie. Twoi rodzice wlepiali w ciebie oczy, nie mogąc uwierzyć w to, że sami stworzyli tak przepiękną istotę i powołali ją do życia. Brawo. Usłyszałeś to, kiedy udało ci się o własnych siłach pokonać pierwszy metr w swoim życiu, a także kiedy po raz pierwszy przyniosłeś do domu swój sprawdzian oceniony na szóstkę. Przyjaciel. Jak to było, kiedy dowiedziałeś się, że znaczysz dla kogoś o wiele więcej, niż dla innych? Z pewnością poczułeś się tak, jakbyś wygrał milion, albo przynajmniej jakbyś właśnie obchodził urodziny i rozpakowywał największy z prezentów. Świadomość, że jesteś czyjąś bratnią duszą, w pozytywny sposób wywraca twoje życie do góry nogami. Kocham. Jeśli twoje serce rośnie na samo wspomnienie dnia, w którym ktoś po raz pierwszy wyznał ci miłość, patrząc prosto w twoje oczy, możesz być pewien, że doświadczyłeś czegoś, o czym każdy z nas marzy - czasem po cichu, a czasem wykrzykując to całemu światu. Ktoś potraktował cię jak spełnienie swych pragnień. Dziękuję. Na pewno usłyszysz to słowo, kiedy oboje zdążycie posiwieć i będziecie przygotowywali się na odejście jednego z was. Osoba, z którą dzieliłeś zarówno te najszczęśliwsze, jak i najsmutniejsze chwile, podziękuje ci za to, że byłeś przy niej i nie żądałeś niczego w zamian.
Naomi z trudem nabrała powietrze w płuca. Miała ochotę zapalić, choć nigdy przedtem tego nie robiła. Ludzie robili tak, kiedy musieli się odstresować i w jakiś sposób zająć roztrzęsione dłonie. Choć jej mąż patrzył na nią, nie odzywał się i dobrze, bo cokolwiek by powiedział, na pewno oberwałby za to jednym z tych słów, których nigdy nie chcemy usłyszeć.
Żegnaj. Słyszymy to, kiedy ktoś rezygnuje z udziału w naszym życiu, co nie zawsze odbywa się zgodnie z naszą wolą. Przeważnie tracimy kogoś w momencie, kiedy najbardziej go potrzebujemy. Jak na złość nagle musimy zmierzyć się z samotnością, na którą nikt nigdy nie może się przygotować. Ona trafia w nas znienacka, nawet nie dając nam szansy na odpowiednią reakcję. Boimy się, że któregoś dnia rozejrzymy się i dotrze do nas, że zostaliśmy całkiem sami. Kiedy już tego doświadczamy, mamy ochotę zniknąć. Porażka. Wiele razy się potykamy i jednych dotyka to głęboko, innych tylko powierzchownie. Im bardziej ambitny jesteś i im poważniejsze były twoje cele, tym trudniej jest ci pogodzić się z klęską - zwłaszcza, kiedy ktoś wyda cię całemu światu i ukaże wszystkim ciekawskim twój upadek. Wróg. Czasami nie lubimy drugiego człowieka od pierwszego wejrzenia, bo przykładowo źle mu z oczu patrzy albo ma na sobie koszulkę zespołu, którego ty nienawidzisz całym sercem. O wiele gorzej, jeśli zaczynamy kogoś nienawidzić po latach przyjaźni albo związku, mając za sobą całą masę wspaniałych momentów. Z dnia na dzień mamy ochotę wbić tej osobie sztylet prosto w serce, zapominając o tym, że to wcale nie ukoiłoby naszych nerwów. Jesteśmy skazani na ból, bo pamiętamy relacje, jakie łączyły nas przedtem i cierpimy, bo wiemy, że nigdy już tego nie odzyskamy. Nienawidzę. Sytuacja odwrotna, bo teraz to ktoś inny zaczyna nienawidzić ciebie. Jak się czujesz? Jak napiętnowany? Z pewnością jesteś bezsilny. Powinieneś od samego początku modlić się o to, by nikt nigdy nie dostrzegł w tobie śmiertelnego wroga, bo uwierz, że nigdy nie chciałbyś przekonać się, jak gorzko to smakuje. Przepraszam. Kiedy ktoś złamie nam serce, pragniemy usłyszeć to słowo, jednak w głębi duszy wiemy, że to jest równoznaczne z jego przyznaniem się do winy. Ktoś nas zawiódł i cokolwiek zrobił, zawsze jego przewinienie będzie obecne w naszym sercu. Możemy wybaczyć, ale nigdy nie uda nam się zapomnieć.
Jasnowłosa z niedowierzaniem spojrzała na Russella, który od dobrych kilkunastu minut nic nie mówił. Dobrze robił. Powiedział już wystarczająco dużo słów, które Naomi odczuła tak, jakby nóż rozcinał jej skórę. On nie podarował jej jednego ze słów, których zawsze bała się usłyszeć. On dał jej cały katalog wyrazów, które łamały jej serce, kawałek po kawałeczku.
- Naomi...
- Nic nie mów - przerwała mu natychmiast, a po jej policzkach spłynęły łzy. - Wracam do domu. Nie mam siły dzisiaj patrzeć Austinowi w oczy. Mam nadzieję, że to zrozumie.
Opuściła gabinet męża, z hukiem zamykając za sobą drzwi. Szerokim łukiem ominęła salę, w której leżał jej brat. Gdyby tylko go zobaczyła, niemal natychmiast pękłaby i powiedziała mu prawdę. Tylko czy to nie oczywiste, że jego owa prawda zaboli jeszcze mocniej, niż ją? Bo czego niby miałaby się spodziewać, mówiąc mu dokładnie to, co sama usłyszała od swojego męża?
Zatrzymała się przed wejściem do szpitala, kiedy powietrze mocno uderzyło ją w twarz. Wolała nie wyobrażać sobie reakcji Paige na diagnozę, a właściwie na wyrok, jaki postawił Russell. Wiedziała jedno: tego dnia poleje się jeszcze niejedna łza i niejedno serce zostanie wystawione na ciężką próbę.

Jeśli powiedziałabyś mi, że moje słowa sprawiają ci przykrość, potrafiłbym zamilknąć na wieki.

***

Niebo, do niedawna błękitne, z biegiem czasu zdążyło przybrać niemal brzoskwiniową barwę, a temperatura nie była już tak wysoka, jak w samo południe. Brunetka podziwiała uroki Mediolanu, który za kilka godzin pogrąży się we śnie razem ze swoimi mieszkańcami, co jakiś czas zerkając na Josha. Mężczyzna trzymał na rękach swoją czteroletnią córeczkę, która, znużona tym dniem i atrakcjami, jakie zapewnili jej rodzice, nie mogła doczekać się, aż będzie mogła schować się pod kołdrą i zasnąć. Dawni kochankowie nawet nie poruszyli tematu tego, co jest między nimi, całą swą uwagę skupili wyłącznie na Adrianie i spędzili przemiły dzień, który z pewnością był potrzebny im obojgu. A co, jeśli Paige już dojrzeje, by wybrać, z którym z mężczyzn chce iść dalej przez życie? Czy jeśli zapragnie, by był to Austin, Josh nie będzie miał jej tego za złe i będą potrafili się przyjaźnić? Równie dobrze mógłby ją znienawidzić, ale nawet, gdyby tak było, nie mógłby zerwać z nią kontaktu. Cokolwiek się wydarzy w przyszłości, Paige i Josh będą na zawsze połączeni, mają przecież dziecko, które potrzebuje zarówno mamy, jak i taty. To dla niej powinni stworzyć stabilny świat, a nie życie na huśtawce emocjonalnej. Adriana powinna być dla nich obojga najważniejsza i póki co odnosili wrażenie, że z roli rodziców wywiązują się wzorowo.
Kiedy zbliżyli się do domu Hartleyów, zatrzymali się, by się pożegnać. Właśnie wtedy zza drzwi wyszedł Peter, odbierając czterolatkę z ramion syna. Odszedł o kilka kroków, jednak obejrzał się, a po zlustrowaniu brunetki wzrokiem, uśmiechnął się i powiedział:
- Prześlicznie dzisiaj wyglądasz, Paige.
Dziewczyna poczuła, jak jej policzki zalewają się rumieńcem. Starszy mężczyzna wrócił do domu z wnuczką, Josh jednak stał wciąż obok dawnej narzeczonej. Spojrzeli na siebie trochę jak nastolatkowie, którzy wpadli sobie w oko, a jednak nie mają tyle odwagi, by się do siebie odezwać. Mężczyzna rył czubkami butów dołki w piasku, ewidentnie stresując się tą sytuacją.
- Będę się zbierać - powiedziała Paige, również czując się dziwnie.
- Sorry - mruknął Josh. - Po prostu nie wiem, jak mam się z tobą pożegnać - przerwał. Nie chciał znowu rozmawiać o ich związku, którego już nie ma. Kobieta wyczuła go od razu. Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się, chcąc dodać mu otuchy.
- Dziękuję ci za ten dzień - rzekła. - Dzięki tobie w moim życiu pojawił się przebłysk normalności.
- Do usług - odpowiedział entuzjastycznie. - A może chcesz, żebym cię odprowadził?
- Dzięki, ale i tak nie idę jeszcze do domu - odparła Paige. - Austin...
- Dasz mi znać, jak poznasz diagnozę? - zapytał Hartley.
- Oczywiście - uśmiechnęła się i nachyliła, by pocałować go w policzek, ostatecznie jednak nie zrobiła tego. - Teraz już rozumiem, dlaczego tak się zmieszałeś.
- Stare przyzwyczajenie - szepnął niebieskooki, po czym wyciągnął dłoń w kierunku ciemnowłosej. - Do zobaczenia, Paige.
Dziewczyna uścisnęła jego dłoń, po czym zawróciła i ruszyła w kierunku szpitala. Obejrzała się, a jej serce podskoczyło w piersi, kiedy zorientowała się, że Josh przez cały czas nie odrywał od niej wzroku.

***

Brunetka siedziała na krześle w gabinecie Russella Knighta. Mężczyzna wciąż nie zaczął mówić, usprawiedliwiając to natłokiem pracy, jednak był zbyt słabym aktorem, by ukryć swoje zdenerwowanie. Widać było, że miał do przekazania bardzo złe wieści, które nie były ciężkie tylko dla Paige, ale i dla niego samego. Musiało być naprawdę fatalnie, skoro przejmował się tak losem brata swojej żony. Nie przyjaźnili się, nigdy nie poszli razem na piwo i nie umawiali się razem na mecz. A może to Paige była Russellowi bliska? Może właśnie dlatego słowa, które jeszcze dusił w sobie, piekły go w gardle i sprawiały mu ból?
- Zaraz stracę cierpliwość - oznajmiła dziewczyna, odczuwając coraz większe nerwy. - Russell, rozumiem, że nie jest ci łatwo, ale podejdź do tego tematu nie jako rodzina, a jako lekarz. Ja muszę wiedzieć, co dolega Austinowi.
- Wiem, Paige - przerwał jej, masując skronie. - Głowa mi pęka.
- Jest aż tak źle? - zapytała, nie zamierzając odpuścić. Mężczyzna spojrzał na nią dopiero po chwili, a kiedy delikatnie przytaknął, po ciele brunetki rozbiegły się dreszcze. - Nowotwór?
- Skąd w ogóle taki pomysł? - prychnął, co wyraźnie spowodowane było stresem.
- A skąd ja mam wiedzieć? Nie jestem lekarzem, w odróżnieniu od ciebie! - Paige wstała z krzesła i podeszła do rudowłosego. - Proszę cię.
- Austin ma bardzo chore serce - powiedział w końcu Russell, a ciemnowłosej zakręciło się w głowie na tą wiadomość. - Przykro mi.
- Jak to ci przykro? - tym razem to ona się roześmiała. - Przecież Austin nie umiera! Z tego na pewno da się wyjść. Proszę, powiedz coś!
- Paige, chciałbym cię pocieszyć, ale...
- Ja nie potrzebuję pocieszenia, tylko prawdy - skwitowała stanowczo. - Więc co dalej?
- Jedyna szansa na ratunek dla Austina to przeszczep - rzekł Russell, o wiele spokojniej, gdyż najwidoczniej opadły te najsilniejsze emocje. - Niestety, to skomplikowana procedura, a czekanie na dawcę może się przeciągnąć do nawet kilku miesięcy, a czasem i dłużej.
- I my nic nie możemy zrobić? - spytała. - Mogę tylko patrzeć, jak jego organizm staje się coraz słabszy?
- Twoje zadanie to być przy nim, wspierać go i nie dopuścić do tego, by się załamał - powiedział mężczyzna. - Jeśli Austin będzie walczył, będzie miał o wiele większe szanse na...
Paige nie chciała już tego wszystkiego słuchać. Podobnie jak Naomi, miała ochotę uciec jak najdalej stąd, by nie musieć stawać dziś oko w oko z Lynchem. W jej głowie echem odbijały się słowa Russella: ,,Twoje zadanie to być przy nim, wspierać go i nie dopuścić do tego, by się załamał''. Właśnie teraz musiała zacząć wywiązywać się ze swoich obowiązków.
Kiedy otworzyła drzwi, zobaczyła blondyna, leżącego na łóżku. Mimo dość późnej pory, nie spał i powitał ją uśmiechem, choć o wiele mniej radosnym, niż zazwyczaj. Czuła, jak jej serce pęka, kiedy patrzyła na niego i sądziła, że on jeszcze nie poznał wyroku.
- Chodź tu do mnie - powiedział Austin, robiąc dla niej miejsce na łóżku. Brunetka usiadła niepewnie, unikając kontaktu wzrokowego z chłopakiem. - Wszystko jest w porządku, jasne? Damy sobie radę, ty i ja.
- Ty już wiesz? - zdziwiła się.
- Posłuchaj, przed nami trudny czas, ale jeśli będziemy mogli na siebie liczyć, pokonamy moją chorobę razem. Musisz mi tylko obiecać, że będziesz przy mnie.
- A niby gdzie indziej miałabym być? - roześmiała się przez łzy, po czym oparła głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchała się w bicie jego serca, niespokojne i niepewne. Zamknęła oczy. To niemożliwe, by mogła stracić Austina. To się nie stanie. Wiele związków tak się kończy, ale nie ten ich. Oni na pewno będą razem, pokonają wszystko, a któregoś dnia będą się jeszcze śmiać ze swojej paniki. Może już następnego dnia pojawi się informacja, że znalazło się nowe serce dla niego? Może niepotrzebnie się martwią?

***

Russell przez dłuższą chwilę przyglądał się Paige i Austinowi przez uchylone drzwi. Na własne oczy zobaczył dowód na to, że miłość, jeśli jest prawdziwa, może przetrwać dosłownie każde zawirowanie, nawet to największe i siejące największe zniszczenie. Tego wieczoru podjął decyzję. W odpowiednim momencie przyzna się Naomi do błędu, który popełnił. Oni też dadzą sobie radę. Ich miłość jest prawdziwa i jedyna. Na pewno.

6 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* zaskoczyłaś mnie. Myślałam, że teraz nowość pojawi się na Owned Me, a tutaj taka miła niespodzianka. Oczywiście ucieszyłabym się z nowości jednocześnie tutaj i na Owned Me, ale liczę na to, że już niedługo i tam będę mogła przeczytać kolejny rozdział :) a za komentarz oczywiście nie masz za co dziękować. Będę to pisać do upadłego, bo zawsze dziękujesz mi za coś, za co tak naprawdę dziękować nie musisz :) ja ciesze się podwójnie, że czytasz moje komentarze i przede wszystkim na nie odpowiadasz i to jest dla mnie najważniejsze. Dzisiaj słowo wstępu raczej króciutkie, więc już zabieram się za czytanie.
    Pierwszy fragment bardzo mi się spodobał. Miał w sobie niesamowicie dużo uroku. Lubię takie obrazki na których widać szczęśliwą rodzinę. Zawsze zadziwia mnie to, że Adriana jak na swój wiek rozumie naprawdę wiele. Aż nie chce się wierzyć w to, że czteroletnie dziecko może być takie rozumne i rezolutne. Czasami wydaje mi się, że mała rozumie więcej niż się wszystkim wydaje. Z pewnością nie jest jej łatwo, kiedy patrzy na obecną sytuację swoich rodziców, ale z pewnością cały czas wierzy w to, że jeszcze będą szczęśliwi w trójkę. Faktycznie Paige postąpiła lekkomyślnie odstawiając córkę na drugi plan. Oczywiście uczucia też są ważne, ale nie może sobie znów pozwolić na zaniedbanie własnej córeczki. Adriana potrzebuje obojga rodziców i mam nadzieję, że oboje będą jej teraz poświęcali więcej uwagi niż przedtem.
    Przeraził mnie drugi fragment. Naprawdę, przestraszyłam się nie na żarty. Wynika z niego, że z Austinem musi być naprawdę ciężko, skoro Naomi zareagowała tak, a nie inaczej. Jak to jest, że jedno omdlenie przewraca nasze życie do góry nogami? Nasze i przede wszystkim naszych najbliższych, którzy mogą tylko patrzeć i bezsilnie rozkładać ręce. Możliwe, że nie wszyscy tacy są. Możliwe, że najbliższa rodzina Austina zacznie działać, by przywrócić mężczyznę do normalnego życia. To dopiero ósmy rozdział a tutaj już takie niepokojące wieści. Ale żeby nie było tak smutno, to powiem Ci, że ten fragment dosłownie powalił mnie na kolana. Jest niesamowity, musiałam go przeczytać po raz drugi, bo nie mogłam się nadziwić jak pięknie ujęłaś te wszystkie słowa w jedną całość. Jesteś wielka i to przed duże W! Każdym kolejnym rozdziałem udowadniasz, że warto śledzić Twoje historie, bo są naprawdę cudowne :)
    Choroba serca, jakakolwiek to już nie przelewki. To naprawdę poważna sprawa, tym bardziej, jeśli w grę wchodzi przeszczep. Teraz chyba naprawdę trudno znaleźć dawcę. Ale ciekawi mnie skąd ta choroba? Pojawiła się przecież tak nagle, nie wiadomo skąd. Ja na miejscu Austina już dawno bym się poddała. Nie wiedziałabym co ze sobą zrobić, przede wszystkim jak z tym żyć... ja sama zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko się dalej potoczy. Podziwiam tą pogodę ducha Austina. Mimo wszystko jest optymistą i wierzy, że już niedługo wyzdrowieje i będzie mógł wieść normalne życie. Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy to czytam. Widzisz co ze mną robisz? Za chwilę będę beczeć jak dziecko. A zachowanie Russella bardzo mnie dziwi. Już od poprzedniego rozdziału bardzo dziwnie się zachowuje i sama jestem ciekawa co tak skrzętnie ukrywa przed Naomi. Wydaje mi się, że ma na sumieniu jakąś zdradę, chociaż oczywiście mogę się mylić i może chodzić o coś o wiele poważniejszego.
    No nic, czekam na kolejny rozdział tutaj i oczywiście na Owned Me ;)
    Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że właśnie co do drugiego fragmentu, który tak Ci się spodobał, miałam ogromne wątpliwości :) Cieszę się, że je rozwiałaś, serio :) Bardzo mi było miło, czytając Twój komentarz! Nie ma opcji, żebym miała Ci za niego nie podziękować, bo rozłożyłaś mnie na łopatki. Na Owned wrzucę nowość naprawdę niedługo.
      DZIĘKUJĘ! <3
      I mam nadzieję, że jeszcze nie raz Cię ta historia wzruszy, bo to chyba największy komplement - kiedy czytelnik płacze podczas czytania ;)

      Usuń
  2. Tytuł odcinka jest mi strasznie bliski, bo sama bardzo często powtarzam te słowa, gdy chodzi o zdradzę. Dosłownie słowo w słowo, jakbyś czytała mi w myślach. :) Odwołam się również do Twoich słów przed odcinkiem. Cieszę się, że będziesz miała teraz więcej czasu, bo bardzo brakuje mi Twoich komentarzy, a poza tym więcej czasu = więcej czasu na pisanie. Także jestem niebywale uradowana,że wakacje wreszcie nadeszły i będziesz miała dużo okazji do tego, aby pisać, pisać i jeszcze raz pisać. A teraz zabieram się za odcinek.
    Bardzo często jest tak, że doceniamy ludzi dopiero wtedy, gdy ich stracimy lub po prostu odejdą od nas. Niestety, tak już jest i podejrzewam, ze nigdy to się nie zmieni. Przykro mi patrzeć na Paige w takim stanie, ale jednocześnie podziwiam jej waleczny charakter. Niejedna kobieta na jej miejscu zamknęłaby się w pokoju i rozpaczała, a Paige walczy i stara się jakoś przeżywać dzień za dniem.
    Macierzyństwo to największy dar jaki istnieje na świecie. Patrzę na moje koleżanki, które są już mami i zazdroszczę im czasami. Sama chciałabym mieć kiedyś takiego malutkiego Aniołka, który będzie dla mnie wszystkim i dla którego ja będę tym samym. Uważam, że w dłużej mierze to właśnie dzięki Adriannie, Paige dalej walczy, bo ma dla kogo.
    Kocham tą piosenkę i piosenkarkę, która ją wykonuje. Świetnie, że jej użyłaś akurat w tym fragmencie. Grey ma kapitalny głos.
    Kapitalnie napisany drugi fragment. Nawet nie wiem, co mam napisać, bo mnie po prostu zamurowało. Jedno jest pewne - nie raz wrócę do tego odcinka, właśnie dla tego momentu. Poezja.
    Mam dziwne przeczucie, że Naomi nie była zła na męża tylko z powodu diagnozy jaką postawił jej bratu. Myślę, że tutaj chodzi o coś więcej, o coś czego jeszcze nie zdradziłaś, ale co wkrótce wyjdzie. Szkoda mi, bo naprawdę lubiłam ich małżeństwo, a teraz to wszystko się rozpada. Nie mam pojęcia dokąd to wszystko prowadzi, ale wierzę, że będzie lepiej, że wyjdą na prostą i znowu odnajdą miłość, która ich połączyła.
    Kocham ich. Josh i Paige przeciwko światu. Tak powinno być i naprawdę wierzę całym sercem, że tak będzie. Gołym okiem widać, że ta dwójka kocha się i nie wyobraża sobie życia bez siebie. Rozumiem, że sprawy się skomplikowały i teraz kilka rzeczy musi zostać wyjaśnionych, ale naprawdę oni muszą być razem. Błagam!
    Szkoda mi Austina. Nie chcę, żeby umierał. Mam nadzieję, że wkrótce znajdzie się dla niego serce i wyjdzie z tego.
    W każdym odcinku widać jak bardzo zaangażowałaś się w tą historię. Czytam ją z ogromną przyjemnością i z jeszcze większą podziwiam postępy, które czynisz. Jesteś coraz lepsza i lepsza.. :) Wkrótce nie będzie takiego autora, który mógłby Ci zagrozić. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa z tytułu powiedziała mi kiedyś mama, wiadomo o kim była wtedy rozmowa... Strasznie mi było miło, kiedy czytałam Twój komentarz. Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie słowa ;) Wiem, że kochasz Josha i Paige, ale nie mogę Ci obiecać, że będą razem. Możesz tylko trzymać kciuki ;)
      Buziaki ;*

      Usuń
  3. Mój komentarz dzisiaj będzie krótki, bo nie dość, że mam dużo zaległości, to jeszcze zaraz wychodzę z domu i wszystko robię w biegu. :D
    Rozdział jak zwykle bardzo mi się spodobał. Urzekł mnie ten pierwszy fragment. Cudnie to wsyztsko napisałaś. Paige chyba zrozumiała, że to Austina kocha i chce dalej wieść z nim życie. Tylko co z Joshem? Jednak ja teraz jestem właśnie za Austinem, dlatego jestem zadowolona. :D
    Nie myślałam, że z Austinem jest aż tak źle. W końcu na dawcę można czekać bardzo długo, a jego organizm może długo nie wytrzymać. Wydaje mi się jednak, że blondyn się nie podda i będzie walczył. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie. Nie możesz go uśmiercić. :c
    Zapraszam do siebie na nowy rozdział. :)
    Pozdrawiam ;3
    http://otchlan-czasu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ktoś jest za Paige i Austinem, a nie za nią i Joshem - taka odmiana ;) Dziękuję, że znalazłaś czas i oczywiście dziękuję za komentarz ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń