14 lipca 2013

10. ,,Wrócić do początku, by zobaczyć, jak to wszystko się zaczęło''

Mamy dziesiątkę ;) Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu.
Dziękuję za cudowne komentarze i obecność ;)
Do następnego!
***
Three Days Grace - Lost In You

Kiedy tylko dziewczyna wyszła spod kołdry, natychmiast podeszła do kalendarza i flamastrem zakreśliła kolejny dzień, który upłynął. Przeciągnęła zasłony, wpuszczając do pokoju promienie słoneczne, choć wcale nie było to konieczne - jej uśmiech był wystarczająco pogodny. Jak to możliwe, że choć z drzew zaczynały spadać pierwsze pożółkłe liście, w jej sercu panowała wiosna, gdzie właśnie kwitły kwiaty, a ludzie zaczynali odczuwać potrzebę zakochania się? Isabel wyszczerzyła się. Do tej pory jedynie fantazjowała o tym, że kiedyś znajdzie swoją drugą połówkę i wyobrażała sobie, jak razem robią wszystkie te rzeczy, które są zarezerwowane wyłącznie dla par. Czasem przyłapywała siebie samą na tym, że z przyzwyczajenia myślała o sobie jak o singielce, po czym zaczynała się śmiać i dziękować losowi za to, że to już nie była prawda. Nareszcie miała kogoś, komu mogła się wyżalić i kogo mogła tak po prostu pocałować, patrząc, jak zazdrośnice zielenieją na ten widok. W tym wszystkim najprzyjemniejsze było łapanie Logana na gorącym uczynku, jak ze złością patrzył w kierunku jej i Giovanniego. Może zrozumiał, że potraktował ją po prostu paskudnie? Może chciał przeprosić i spróbować jeszcze raz? Siedemnastolatka nie zamierzała dowiadywać się, co też kłębiło się w głowie rówieśnika. Miał swoją szansę, ale nie wykorzystał jej, więc teraz mógł jedynie żałować, że dobrowolnie wypuścił z rąk dziewczynę, która gotowa była otworzyć dla niego swoje serce. To on popełnił błąd, nie Isabel, więc z nich dwojga to nie ona powinna się przejmować całą tą sytuacją. Ona była dziś najszczęśliwszą osobą na świecie i w jej myślach na pewno nie było miejsca na rozpamiętywanie tego, co było kiedyś. Skoro doradziła Joshowi, by zapomniał o przeszłości i ruszył do przodu z wysoko uniesioną głową, sama musiała być dla niego wzorem do naśladowania. Zamierzała raz na zawsze wyrzucić Logana ze swojego serca, bo było oczywiste, że on nie zasługiwał na jej uczucie. A Giovanni? Czas pokaże, czy jest to tylko zauroczenie, czy coś więcej, co może przetrwać nawet wiele lat. Na razie nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Póki co Isabel Hartley była zakochana po uszy i nie miała zamiaru zajmować sobie myśli kimkolwiek innym, liczył się tylko on - a w każdym razie tak właśnie podpowiadała jej intuicja.
Nastolatka musnęła wargi błyszczykiem, po czym wydęła usta w dzióbek i cmoknęła kilka razy. Malinowa koszulka z dość sporym dekoltem z pewnością nie spodoba się Peterowi, który najbardziej cieszyłby się, gdyby jego córka chodziła w habicie, dlatego dziewczyna miała nadzieję, że ojciec jest teraz poza domem. Szybko naciągnęła czarne rurki, które idealnie eksponowały jej zgrabne i długie nogi, a stopy wetknęła w ciemne szpilki, pożyczone od koleżanki. Kilka dni wcześniej dopiero uczyła się w nich chodzić i choć ostateczne efekty dalekie były od ideału, wiedziała, że zwykłe baleriny zepsułyby efekt. Dzisiaj musiała być perfekcyjna. Zamrugała parę razy do swojego odbicia w lustrze, po czym wzięła do ręki torebkę i wyszła z pokoju. W kuchni tradycyjnie natknęła się na brata, sączącego sok pomarańczowy prosto z kartonu.
- Świnia - powiedziała Isabel, wkładając dwie kromki do tostera.
- Nawzajem - odparł Josh, a ona spojrzała na niego ze zdziwieniem. - A co, może nie? Tylko skończony prosiak idzie na wagary, zamiast do szkoły. Co, myślałaś, że dam się nabrać, że idziesz na lekcje odwalona jak na rozdanie Oscarów?
- Przesadzasz - mruknęła. - Musisz mi podnosić ciśnienie z samego rana? Nie masz ciekawszych zajęć?
- Na przykład? - zapytał zaintrygowany brunet.
- Hm, niech no pomyślę... O, już wiem! Może powinieneś zacząć rozglądać się za swoją drugą połówką?
- Paige? - spytał z rozpędu, a siostra pacnęła go po głowie. - Isabel, grabisz sobie! Jeszcze chwila, a powiem staremu, że idziesz na wagary. Na pewno ucieszy się na tą wiadomość.
- Jesteś cholernym kablem, Josh - warknęła, jednak po chwili postanowiła zmienić taktykę. Spojrzała na niego wielkimi, maślanymi oczami, a jej głos ze stanowczego przeobraził się w błagalny. - Braciszku, proszę, nie mów nic tacie. Ja już się umówiłam i nie mogę w ostatniej chwili odwołać spotkania.
- Wzruszające - prychnął. - Zgodzę się tylko, jeśli powiesz, że powodem twoich wagarów jest chłopak.
Siedemnastolatka po namyśle pokiwała głową twierdząco.
- A zatem będę udawał, że nie mam o niczym pojęcia - westchnął. - Pierwszej miłości nie wolno przeszkadzać.
- Skończ, bo się zarumienię - powiedziała, choć było już za późno, bo jej policzki na samą myśl o Giovannim automatycznie pokrywały się czerwienią. Nagle oboje usłyszeli pisk opon, hamujących pod ich domem. Wyjrzeli przez okno i zobaczyli czarny, sportowy samochód.
- Kim trzeba być, żeby jeździć dwieście na godzinę po spokojnym osiedlu i to w biały dzień? - zapytał zdenerwowany Josh.
- Moim chłopakiem... - odparła Isabel i czym prędzej wybiegła z domu (a nie było to proste, zważywszy na jej marne umiejętności przemieszczania się w szpilkach), po chwili lądując w ramionach Gio. Całej scenie przyglądał się Josh, który nie mógł odpędzić od siebie wspomnienia swojego pierwszego związku, oczywiście z Paige. Gdyby nie Austin, ich uczucie nadal trwałoby i radowało jego serce każdego dnia coraz mocniej. Takie jednak jest życie - jak raz wypuścimy swój skarb z rąk, bardzo możliwe, że już go nie odzyskamy.

Zawsze wiedziałem, że zechcesz po mnie wrócić,
A ty zawsze wiedziałaś, że to nie będzie proste.
Wrócić do początku, by zobaczyć, jak to wszystko się zaczęło
Albo skończyć na dnie i obserwować, jak to wszystko się kończy.*


Zastanawiała się, jak to możliwe, że choć w przeszłości wiele razy poważnie narozrabiała, to jednak nigdy nie stanęła przed sądem. Tak czy siak, dzisiaj już nie musiała się domyślać, jak czują się ludzie, którzy w napięciu czekają na wyrok - Paige Belle przechodziła przez to właśnie teraz, kiedy razem z Austinem modlili się o nowe serce dla niego. Każdego ranka budzili się z nadzieją, że to właśnie ten dzień, jednak wieczorem zasypiali rozczarowani i przybici. Tak naprawdę wszystko zależało od tego, czy i kiedy otrzymają telefon z informacją, że pojawiła się zgoda na przeszczep, a im więcej czasu mijało, tym bardziej malały szanse Austina na wyrwanie się ze szponów choroby. Ciemnowłosa musiała być dla niego wsparciem, choć dobrze wiedziała, że sama również potrzebuje obok siebie ramienia, w które mogłaby się wypłakać i dać upust skołatanym nerwom. Mogła zwrócić się chociażby do Petera, który był dla niej jak ojciec, mogła też spędzić cały dzień z Adrianą, bo dziewczynka zarażała ją swoim przekonaniem, że wszystko będzie dobrze, a mimo to Paige nie skontaktowała się z żadną z tych osób. Za każdym razem, kiedy myślała o tym, by zadzwonić do kogoś i poprosić o rozmowę, pierwszą osobą, która przychodziła jej do głowy, był Josh Hartley.
- Coś się stało, skarbie? - zapytał Austin Lynch z czułością, widząc, jak jego partnerka wykrzywia usta w grymasie.
- Hę? - mruknęła po chwili, wyraźnie rozkojarzona. - Przepraszam, trochę się zawiesiłam.
- Właśnie widzę - odparł blondyn. - Może jednak pójdziesz do domu i prześpisz się?
- Nie, słońce, potrzebujesz mnie tutaj.
- Z półprzytomnej ciebie i tak nie będzie wielkiego pożytku - stwierdził, po czym uśmiechnął się. - Idź i nie przejmuj się mną.
- Będę z powrotem za parę godzin - zapewniła go.
- Nie dasz mi się za tobą stęsknić, co?
- Nie ma opcji - odrzekła, po czym pocałowała mężczyznę w usta, obróciła się na pięcie i szybko opuściła szpital.
Nie potrafiła przestać myśleć o ich ostatnim spotkaniu. Josh był pijany, ale to, co mówił, w gruncie rzeczy nie mijało się z prawdą. Nie zdziwiłaby się, gdyby mężczyzna zapragnął zerwać z nią wszelkie kontakty. Wiedziała, że takie rozwiązanie byłoby całkiem rozsądne, jeśli w ogóle nie najlepsze ze wszystkich możliwych, a jednak odczuwała też negatywne skutki takiego rozwoju akcji. Wyciągnęła komórkę z kieszeni i wybrała jego numer, jednak mężczyzna odrzucał każde połączenie. Paige przeklęła na głos. Przecież ona nie chciała się z nim skontaktować, by go odzyskać. Ona potrzebowała tylko wsparcia, a Hartley sprawdziłby się w tej roli najlepiej. Mimo to dotarło do niej, że nie powinna się narzucać. Za którymś razem Josh odbierze, albo, co byłoby jeszcze przyjemniejsze, sam do niej zatelefonuje, póki co jednak Paige Belle musiała uzbroić się w cierpliwość i czekać.

***

- Dzwoniła mamusia? - zapytała Adriana, ubrana w niebieską sukieneczkę. Siedziała na podłodze i rysowała, podczas gdy jej ojciec nie odrywał wzroku od swojego telefonu. - Tato! - czterolatka rzuciła w Josha kredką, by wyciągnąć go z transu, w jakim się znajdował. Niebieskooki spojrzał na nią, marszcząc brwi.
- Co to miało być? - spytał Hartley. - Od kiedy rzucamy kredkami w tatusia?
- Ale dzwoniła mama czy nie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, śmiejąc się pod nosem, podczas gdy Josh zdał sobie sprawę z tego, że jego córka to wykapana Paige. Nie chodziło tylko o to, że odziedziczyła po niej wielkie oczy ciemne jak węgielki, ale też, a może przede wszystkim, o charakter. Umiała postawić na swoim, była małym uparciuchem i umiejętnie wykorzystywała swoje atuty, by otrzymać to, na czym jej zależało.
- Dzwoniła, ale nie miałem czasu, żeby odebrać telefon.
- A niby czym byłeś zajęty? - dopytywała Adriana, a kiedy mężczyzna wstał z ziemi i ruszył w jej kierunku, dziewczynka zapiszczała: - O nie!
- O tak! - krzyknął Josh, podniósł dziewczynkę i zaczął okręcać ją wokół własnej osi. Dobrze pamiętał, że bawili się tak jeszcze przed jego wyjazdem na ostatnią, nieszczęśliwą w skutkach misję, teraz jednak było to o wiele zabawniejsze. Adi podrosła i widać było, że czerpała jeszcze większą radochę, kiedy cały świat wirował jej przed oczami. Po chwili oboje wylądowali na kanapie. Czterolatka napięła mięśnie i zaczęła porównywać swoje ramię do okazałego bicepsa ojca.
- A czemu ja takiego nie mam? - zapytała dziewczynka.
- Jak pójdziesz do wojska, to kto wie, może się takiego dorobisz - odrzekł Josh. W tym samym momencie w salonie pojawił się Peter.
- Niechcący podsłuchałem - powiedział mężczyzna szeptem, żeby dziecko nie mogło przysłuchiwać się tej rozmowie. - Skoro już zaczynasz mówić o wojsku, to może jest to najlepszy czas, by porozmawiać o tym, co się naprawdę stało...
- Pytasz o to, jakim cudem przeżyłem własną śmierć? - zdziwił się Josh, choć dobrze wiedział, że w końcu ojciec pęknie i zacznie upraszać się o prawdę. - Ojciec, przecież wiesz, że to nie jest dla mnie proste, tak? Jak będę gotowy do zwierzeń, będziesz pierwszą osobą, która się dowie.
- Trzymam cię za słowo, synu - rzekł Peter. Nieoczekiwanie zadzwonił telefon. Mężczyzna wstał, by odebrać, po czym rozłączył się gwałtownie, wyraźnie zdenerwowany.
- Ojciec, co jest? - zapytał Josh, jednak starszy z mężczyzn pokręcił głową. - Nie ściemniaj, przecież widzę.
- Isabel jest w szpitalu - odparł w końcu. - Na razie nie wiem nic więcej, ale trzeba tam jechać. Zadzwonię po opiekunkę i razem...
- Nie, tata - przerwał mu Josh. - Ja zostanę z Adrianą, a ty jedź do Isabel i dzwoń, jak tylko się czegoś dowiesz.
Peter czym prędzej zarzucił na siebie kurtkę i wybiegł z domu z taką prędkością, że aż się za nim kurzyło, tymczasem czterolatka spojrzała pytająco na tatę.
- Isabel jest chora?
- Nie wiem, myszko - odpowiedział. - Ale na wszelki wypadek możesz narysować coś dla niej. Na pewno się ucieszy.
Adriana jak najszybciej chwyciła kredkę i zaczęła tworzyć, podczas gdy Hartley zaczął zastanawiać się, czy opieka nad córką była jedynym powodem, dla którego zrezygnował z wizyty w szpitalu. Momentalnie odpowiedział sobie na to pytanie: on po prostu nie chciał przypadkowo natknąć się w szpitalu na Paige.

***
Po spotkaniu z Austinem jasnowłosa wemknęła się na zupełnie inny oddział, do którego doprowadził ją płacz maleńkich dzieci. Kiedy odnalazła źródło hałasu, wbiła wzrok w noworodki, które lada moment będą gotowe, by razem z rodzicami opuścić szpital i po raz pierwszy zobaczyć swój dom. Mikroskopijne ciałka otulone były raz różowymi, a raz błękitnymi kocykami. Jedne z nich słodko drzemały, inne właśnie były karmione, a jeden chłopczyk wrzeszczał wniebogłosy. Naomi miała nieodpartą ochotę podejść i wyściskać każde z tych maleństw, jednak z oczywistych przyczyn nie mogła tego zrobić. Tak bardzo chciała zostać matką i być teraz na miejscu kobiet, które czekają na wypis, by zabrać swoje pociechy do domu. Początkowo marzyła o tym, że zobaczy na teście ciążowym dwie kreski i w jakiś oryginalny sposób powiadomi Russella o tym, że zostanie tatą. Wyobrażała sobie swój brzuch, teraz płaski, ale w ciąży przybierający kształt piłki plażowej. Kiedy była w galerii handlowej zawsze trafiała do działu dla ciężarnych, a widząc ładną sukienkę czy bluzkę, zawsze chciała od razu ją kupić, jednak powstrzymywała się, mówiąc: ,,Jeszcze przyjdzie na to czas''. Dziś, po serii badań, nie mogła już się łudzić - nigdy nie zajdzie w ciążę, jednak to wcale nie przekreślało jej szansy na bycie matką. Pragnęła już teraz dostać zgodę na adopcję i jakiemuś biednemu, porzuconemu lub osieroconemu dzieciątku, dać nowe, lepsze życie.
- Ten mały awanturnik to Angelo - powiedziała pielęgniarka, która znienacka pojawiła się tuż obok Knight. Uśmiechnęła się pogodnie. - Tak dałyśmy mu na imię zeszłej nocy.
- Przykro mi, ale muszę już iść - rzekła Naomi i minęła kobietę, po raz ostatni zerkając na wszystkie te urocze maluchy.
Kiedy szła korytarzem, niespodziewanie zobaczyła Petera Hartleya. Mężczyzna w pierwszej chwili w ogóle nie zwrócił na nią uwagi.
- Peter! - zawołała Naomi donośniej, a ten spojrzał na nią zdezorientowany. - Coś się stało?
- Nie teraz - odrzekł i minął ją, a kiedy blondynka obejrzała się, zobaczyła siedemnastoletnią dziewczynę, w której kierunku zmierzał Peter. ,,Uroki rodzicielstwa'' pomyślała kobieta. Była tak zdeterminowana, by zostać matką, że nawet użeranie się z dorastającym dzieckiem, które się buntuje, uważała za wspaniałe.

***

- Co ty sobie myślałaś, co? - zapytał Peter, podchodząc do córki, która siedziała na korytarzu z wysoko podpartą stopą. - Nie dość, że opuszczasz zajęcia w szkole, to na dodatek przez cały dzień...
- Tato, poznaj Gio - powiedziała Isabel ze stoickim spokojem. Wysoki brunet wyciągnął dłoń w kierunku starszego mężczyzny, po czym usiadł znów obok dziewczyny w bezpiecznej odległości od jej rozzłoszczonego staruszka. - Skręciłam kostkę, to nic wielkiego, ale Giovanni uparł się, żeby mnie tu przywieźć.
- A ty jesteś... - zaczął Peter, uważnie przyglądając się ciemnowłosemu.
- To mój kolega - stwierdziła szybko Isabel.
- Peter? - zapytała Paige z drugiego końca korytarza, na co siedemnastolatka przewróciła oczami.
- Ta to już chyba nocuje w tym szpitalu - burknęła dziewczyna. Niespodziewanie Giovanni również się zmieszał. Nie pożegnał się z nastolatką pocałunkiem, jak to robili zazwyczaj. Skoro przyjęli wersję, że był tylko kolegą Isabel, to nie mógł przecież nagle zachowywać się jak jej chłopak.
- Do widzenia, panie Hartley - rzucił szybko, po czym opuścił szpital, niemal biegiem. Paige była równie podenerwowana, co Gio.
- Znacie tego gościa? - zapytała brunetka dociekliwie, czego Isabel nie mogła puścić mimo uszu.
- Nie, skąd - odparła siedemnastolatka. - Po prostu ja i tata lubimy spędzać czas z kolesiami, których widzimy pierwszy raz w życiu.
- Paige, przepraszam za nią - zareagował Peter, rzucając córce krytyczne spojrzenie. - Miała mały wypadek i to pewnie z tych wszystkich emocji jest taka...
- Taka jak zwykle - dokończyła Belle, jednak Isabel była zbyt zajęta swoim telefonem, by to usłyszeć. - Wiesz może, dlaczego Josh nie odbiera, kiedy do niego dzwonię?
- Myślę, że to są wasze sprawy, Paige - odparł mężczyzna łagodnie. Po chwili lekarz wyczytał imię nastolatki, więc Peter przeprosił brunetkę i pomógł córce dojść do gabinetu doktora. Ciemnowłosa z kolei znów pomyślała o tajemniczym chłopaku, który zmył się tak błyskawicznie, jakby przed nią uciekał. Wydawał jej się dziwnie znajomy, ale pewnie wcale tak nie było. Ostatnio praktycznie nie spała i to pewnie z tego zmęczenia stała się tak nerwowa i podejrzliwa.

***

Nie planowała tego, ale jej nogi nawet nie pytały jej o zdanie - same poprowadziły ją do pokoju, który od jakiegoś czasu omijała szerokim łukiem. Naomi otworzyła drzwi, wiedząc, że jedyne, co usłyszy, to niezmącona żadnym odgłosem cisza, choć w idealnym świecie do jej uszu dobiegłby śmiech jej dziecka. Zapaliła światło i przypomniała sobie, dlaczego tak trudno było tu przychodzić. Patrzenie na puste pomieszczenie, gotowe, by je urządzić, sprawiało jej ogromny ból. Gdyby jakaś wróżka oznajmiła, że spełni dowolne życzenie Naomi, jasnowłosa nawet nie musiałaby się zastanawiać - dziecko było najskrytszym pragnieniem jej serca, zakorzenionym na samym jego dnie. Kobieta uśmiechnęła się szeroko, oczami wyobraźni widząc ten sam pokój, a jednak gotowy już na pojawienie się maleństwa w ich życiu. Drewniane łóżeczko z miękką pościelą w delikatnych, pastelowych barwach, kolorowe zabawki ułożone na półkach, książeczki i bajki z dziecięcych lat Naomi, a na ścianach wielkiego kalibru zdjęcie w ozdobnej ramce.
Blondynka westchnęła. W jej dotychczasowych myślach owa fotografia przedstawiałaby dumnych rodziców i ich dziecko pierwszego dnia, który spędziliby wszyscy razem.
Kobieta wzdrygnęła się, kiedy usłyszała czyjeś kroki na dole. Po namyśle zeszła po schodach. Musiała robić to naprawdę cicho, bo Russell dopiero po chwili zorientował się, że nie jest sam. Kiedy ją zobaczył, w geście czystych intencji podniósł ręce, po czym wrócił do pakowania swoich płyt do kartonowego pudła.
- Przepraszam - powiedział ledwie słyszalnie. - Mogłem cię uprzedzić, że przyjadę dzisiaj po resztę rzeczy.
- Nic nie szkodzi - odrzekła, krzyżując ręce na piersi. - Dużo myślałam o tym, co się stało, Russell.
- Pewnie doszłaś do wniosku, że jestem jeszcze większym palantem, niż mogłaś przypuszczać na początku? - zapytał. - Dobra, może lepiej nie odpowiadaj.
- Próbuję ci coś powiedzieć - stwierdziła Naomi stanowczo. Mężczyzna oderwał się od dotychczasowego zajęcia i spojrzał na jasnowłosą pytająco. - Wiele razem przeszliśmy. Każdy popełnia błędy, tacy już jesteśmy i mamy prawo, by czasami zrobić coś, czego nie powinniśmy. Tak czy siak, nie chcę, aby nasze małżeństwo się skończyło.
Rudowłosy patrzył na żonę jak na ducha, a każde jej słowo było odtwarzane w jego głowie sto razy na sekundę, jakby chciał sobie udowodnić, że się nie przesłyszał.
- Nic nie powiesz? - zapytała dziewczyna, poirytowana ciszą, która pojawiła się między nimi.
- Trochę mnie zatkało - przyznał. - To znaczy, że mogę wrócić?
Kobieta kiwnęła głową. Knight nadal wyglądał tak, jakby nie docierało do niego to, czego właśnie się dowiedział. Uśmiechnął się i niepewnie ruszył w jej kierunku.
- Tak bardzo się cieszę... - rzekł, chcąc ją pocałować, jednak Naomi odsunęła się na bezpieczną odległość. - Potrzebujesz czasu?
- Oboje go potrzebujemy - powiedziała Naomi. - Pościelę ci w pokoju gościnnym, dobrze?
- Cokolwiek powiesz - odparł mężczyzna i usiadł na kanapie, patrząc, jak ukochana znika za ścianą. No tak, narozrabiał, więc musiał zostać ukarany. I tak otrzymał dzisiaj tak wiele, że nawet nie śmiałby o tyle prosić.
 
A jeśli zaczniesz lecieć w dół, ja owinę swe ramiona wokół ciebie. Nie pozwolę ci upaść.
***

Three Days Grace - Lost In You *

8 komentarzy:

  1. Wybacz komentarz poprzedzający ten, ale nie mogłam się powstrzymać. Przeważnie udaje się komuś mnie wyprzedzić, ale tym razem - niczym Kubica - pierwsza tutaj dotarłam! Ha! Jestem z siebie dumna!:)
    Teraz przechodzę do właściwej części komentarza. Jejku, to już 10 część? Jak ten czas szybko leci. Mam wrażenie, że dopiero co weszłam tutaj, aby przeczytać Prolog. Ach.. mam nadzieję, że przed nam jeszcze ze sto odcinków, bo ja nie mam ochoty się szybko rozstawać z tą historią! Proszę sobie to zapamiętać, Mrs.Deluxe! :*
    Pierwszej piosenki wcześniej nie znałam. Ogólnie nie są to do końca moje klimaty, bo raczej nie przepadam za taką hałaśliwą muzyką, ale tutaj wpasowała się idealnie. W fantastyczny sposób oddała klimat tego fragmentu. Bardzo przyjemnie czyta się o szczęśliwej i pełnej entuzjazmu Isabel. Jest to miłą odmianą, bo do tej pory dziewczyna była przeważnie zła lub smutna. Chciałabym jednak naprawdę uwierzyć, że Isabel ma w nosie Logana. Wydaje mi się, że Giovanni jest idealnym zastępstwem i w pewnym sensie dobrym sposobem na odegranie się na Loganie. Mam nadzieję, że Giovanni jej nie skrzywdzi w żaden sposób.
    Nie mogę nie wspomnieć o Joshu. Jest przeuroczy, a najbardziej chwytają mnie za serce momenty, w których myślami powraca do Paige. Tylko człowiek, który kocha naprawdę potrafi, w każdym najmniejszym drobiazgu lub zwyczajnej sytuacji, odnaleźć wspomnienie o ukochanej osobie.
    Oni się kochają - Paige i Josh. Oboje chcą wyprzeć się tego, ale przecież to widać gołym okiem. Oni nie są wstanie żyć bez siebie i z jednej strony jest to piękne, ale z drugiej smutne. Smutne, bo oboje starają się uciec od tego uczucia. Skoro Paige postanowiła być z Austinem, to powinna pozwolić Joshowi odejść. Wiem, że jest jej ciężko i potrzebuje teraz wsparcia, ale nie może go żądać, a tym bardziej oczekiwać od człowieka, który nadal ją kocha. Powinna zdać sobie sprawę, że każdym takim telefonem - nawet jeśli nie został odebrany - wbija Joshowi kolejną drzazgę w serce.
    Naprawdę dobija mnie świadomość, że oboje się ranią, gdy tak naprawdę powinni budować teraz wspólną i szczęśliwą przyszłość.
    Zakochałam się w tych beztroskich momentach, które Josh spędza ze swoją córcią. Adriana ma naprawdę waleczny charakter, ale nie ma się czemu dziwić, przecież otaczają ją same silne i mądre kobiety. Rozumiem zachowanie Josha. Nie jest mu łatwo rozmawiać z kobietą, którą kocha, gdy ta jest z jego najlepszym przyjacielem. Chora sytuacja, ale ile takich sytuacji zdarza się w prawdziwym życiu? Mnóstwo.
    Z niecierpliwością czekam momentu, gdy Josh wyjaśni to, co zaszło na misji. Dlaczego wszyscy uważali go za zmarłego? To jeden z najbardziej intrygujących tematów w tym opowiadaniu! :)
    Nie wiem dlaczego, ale od początku miałam złe przeczucia, co do Giovanniego. Mam nadzieję, że Isabel nic się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drugiej piosenki też nie kojarzę, ale jest bardziej w moim stylu. Jest taka uspakajająca ;)
    Szkoda mi Naomi. Los nie jest dla niej łaskawy. Najpierw odebrał jej możliwość urodzenia własnego dziecka, a teraz na dodatek zabrał jej męża i poukładane życie, które do tej pory wiodła. Mam jednak przeczucie, że mały Angelo, będzie jej Aniołkiem. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że nie pojawił się on tutaj bez powodu.
    Czyżby Giovanni był kimś z dawnej, ciemnej przeszłości Paige? Od samego początku nie ufam temu chłopakowi i chyba w ogóle się to nie zmieni. Dobrze, że Isabel skręciła tylko kostkę. Pewnie przez te obcasy, które są naszą słabością i zmorą jednocześnie. ;))
    Podziwiam Noami! Naprawdę, silna z niej kobieta. Cieszę się, że dała Rusellowi drugą szansę. Oby mężczyzna już jej nigdy nie zawiódł. Wierzę, że razem są wstanie pokonać wszystko i tylko razem mogą zrealizować tyle wspólnych, pięknych marzeń. Kibicuję im! :)
    Kochana, cudowny, piękny i wzruszający odcinek. Ubóstwiam to opowiadanie równie mocno, co Ciebie i Twój niesamowity talent. Pisz tak dalej, a zajdziesz daleko! :*

    P.s. Zakochałam się w tych dwóch, krótkich zdaniach, które potwierdzają tylko to jak znakomitą pisarką jesteś: ''A jeśli zaczniesz lecieć w dół, ja owinę swe ramiona wokół ciebie. Nie pozwolę ci upaść.''
    Czasami Twoja twórczość jest dla mnie, jak takie ramiona! Dziękuję Ci za to:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałam opublikować komentarz w dwóch częściach, bo w jednej się nie dało. Przepraszam!;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah, Kubico Ty :D A więc w odpowiedzi zacznę od kwestii rozdziałów. Mrs Deluxe mówi, że 100 niestety nie będzie, ale i tak jeszcze przez kilka miesięcy nie będziesz musiała rozstać się z Mine Again. Myślę, że to pozytyw :) Dobór muzyki był ryzykowny, wiem o tym, ale czasami trzeba ryzykować, więc stąd taka a nie inna piosenka. Mimo to cieszę się, że nie było tak źle ;) Resztę napisałam Ci na priv, a tutaj tylko podziękuję Ci po raz kolejny za wspaniałe słowa! :) Rozbawiłaś mnie i wzruszyłaś, wszystko jednocześnie :) Cieszę się, że tu jesteś i mam nadzieję, że to się nie zmieni do samego końca. Bez Twoich opinii nie potrafiłabym pisać - serio!
      Całuję i przepraszam za tak beznadziejnie poplątaną odpowiedź! :*

      Usuń
  4. Hej! :)
    Na początku chcę Cie bardzo przeprosić za to, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału. Przeczytałam go, ale w telefonie, w którym nie mogę dodawać komentarzy, a potem zapomniałam, że nie skomentowałam. Teraz już nie pamiętam co chciałam napisać, ale jest jedna rzecz, która mną wstrząsnęła. Jak Russell mógł zdradzić Naomi?! Właśnie czegoś takiego się obawiałam i niestety to się stało. Dlaczego on to zrobił? Bydlak! Bardzo dobrze, że kobieta wyrzuciła go z domu. Później dokończę ten wątek, ale to później, bo chcę zrobić wszystko po kolei. Ta część jest do poprzedniego rozdziału, a teraz zaczynam komentować ten rozdział. :D
    Bardzo spodobał mi się ten pierwszy fragment. Świetnie opisałaś to uczucie Isabel, to co ona czuje. Naprawdę mi się to spodobało. Pięknie to napisałaś. Jedyne co mnie martwi, to ten obiekt jej zainteresowania. Jakoś od samego początku nie podoba mi się ten Gio. Mam nadzieję, że tylko się mylę, ale mam złe przeczucia.
    Już miałam nadzieję, że Josh powie ojcu prawdę i wreszcie ta zagadka zostanie rozwiązana, ale nie. Josh nie jest jeszcze gotowy na wyznania. Ale czy już zbyt długo z tym nie zwleka? Mógłby wreszcie wziąć się w garść, przecież jest mężczyzną i żołnierzem, i powiedzieć prawdę chociaż ojcu. No, ale niestety ja na to nic nie poradzę. Muszę spokojnie czekać. :D
    Jak dobrze, że Isabel skręciła tylko kostkę! Już myślałam, że Gio spowodował wypadek i coś jej się stało. ale na szczęście nic takiego się nie stało. Uf! I znów mam powód, by martwić się o dziewczynę, że znalazła nieodpowiedniego chłopaka. Dlaczego Gio tak się przestraszył na widok Paige? I tak nagle uciekł. Oni się znają, jestem tego pewna i idzie za tym coś niemiłego. Już nie mogę doczekać się tego, aż wreszcie nam wyjaśnisz co z nim jest nie tak. :D Mam nadzieję, że nie zrobi krzywdy Isabel. Niech Paige go rozpozna i powie jej kim jest (ja też jestem tego ciekawa :D).
    Żal mi Naomi. Chciałaby mieć swoje dziecko, ale wie, że to jest niemożliwe. Może jedynie zaadoptować, ale to i tak nie będzie to samo co własne. Ale mam nadzieję, że nawet takie z adopcji da jej dużo szczęścia. Świetnie opisałaś jej ból, mogłam bez problemu wczuć się w tą sytuację. Ten moment z pokojem... Ach, aż mi się płakać zachciało. Dlaczego ona pozwoliła wrócić Russellowi?! Powinna dać sobie więcej czasu. Może i będą żyli teraz inaczej, na dystansie, ale ja bym już nigdy nie wpuściła do swojego domu mężczyzny, który mnie zdradził. Z jednej strony ją podziwiam. Musi być silna skoro zgodziła się na takie coś.
    To już chyba wszystko, mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. :D Przepraszam za błędy, które mogły się pojawić.
    Zapraszam do siebie. :)
    Pozdrawiam ;3
    http://otchlan-czasu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej Kochana:* na początku chciałam przekazać informację o niespodziance ode mnie, która pojawiła się na Owned Me. Mam nadzieję, że na dniach znajdziesz troszkę więcej czasu i przeczytasz co tam dla Ciebie zostawiłam. Naprawdę bardzo się starałam i liczę na to, że moje starania zostaną docenione. Chciałam też przeprosić za to, że dopiero dzisiaj się tu zjawiam. Minął dokładnie tydzień od publikacji rozdziału, a ja po prostu nie miałam wolnej chwili, żeby tutaj wpaść. Ale zostawiłam już wszystkie swoje komentarze na Owned Me i teraz ze spokojem mogę komentować tutaj :) nie przedłużam już i zabieram się za czytanie.
    Kobiety takie już są. Może nie wszystkie, ale większość odczuwa głęboką satysfakcję z faktu, że mają okazję utrzeć nosa swojemu niedoszłemu facetowi. Nie ma się co dziwić, że Isabel przyjęła podobną taktykę. Chce się odegrać na Loganie za to, jak ją potraktował, a jej związek z Giovannim jest do tego najlepszym rozwiązaniem. Nie znam tego chłopaka, ale już samo imię tego gościa mi się nie podoba. I zaczynam się nawet bać, że Isabel może mieć przez tego gościa spore kłopoty, jeśli oczywiście w porę się nie opamięta... ja myślę, że to tylko chwilowe zauroczenie Isabel, a z Giovannim może być różnie. Ja twierdzę, że nie traktuje on Isabel poważnie i że tak naprawdę płakać będzie dopiero przez niego. Oczywiście chciałabym się mylić, ale naprawdę mam złe przeczucia.
    Paige naprawdę sama nie wie czego chce. Przecież sama zrezygnowała z Josha dla Austina, a teraz szuka wsparcia u tego pierwszego jakby nic się nie stało. Oczywiście może traktować Josha jak przyjaciela, tego nikt jej nie może zabronić, ale uważam, że powinna skierować się po pomoc do kogoś innego. Josh niewątpliwie cierpi z powodu straty ukochanej, ale widać też po Paige, że ją również w jakiś sposób to dotknęło. Ja też za każdym razem zastanawiam się, czy znajdzie się dawca dla Austina. Takie czekanie jest najgorsze, kiedy nie możesz zrobić totalnie nic. To czekanie jest jeszcze bardziej irytujące niż wszystko inne.
    Podziwiam Naomi. Ja nie byłabym w stanie wybaczyć mężowi zdrady. Ona jest po prostu niesamowita :) mimo takiego bólu i upokorzenia ze strony Russella dała mu jeszcze jedną szansę. Wydaje mi się, że to ze względu na dziecko, którego tak bardzo pragnie. Gdyby się rozwiodła, mogłaby nie mieć szans na adopcję.
    Kochana, jak dla mnie możesz już publikować kolejny rozdział, bo sama jestem ciekawa jak to dalej będzie z tymi naszymi bohaterami :)
    Pozdrawiam :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak troszkę mnie zatkało, jak mi o niespodziance powiedziałaś. Kompletnie się nie spodziewałam. Zaraz lecę czytać Twoje komentarze. Kochana jesteś, tyle powiem ;)
      W tym komentarzu rozszyfrowałaś pewien wątek bez trudu, ale nie powiem Ci, o który mi chodzi, żeby nie psuć zabawy. Potrzymam Cię w niepewności :P
      Zgodnie z życzeniem być może jeszcze dzisiaj opublikuję tutaj nowy rozdział. A potem zmykam na Owned...
      Dziękuję za opinię :* Pozdrawiam!
      P.S. Gratuluję utarcia nosa niedoszłemu facetowi!

      Usuń