Jestem zadowolona z tego rozdziału i mam nadzieję, że i Wam się on spodoba. Za wszystkie słowa dziękuję z całego serducha. Wstęp dzisiaj krótki, jakoś nie mam weny. Publikacja nieprzypadkowo dzisiaj, w dniu urodzin mojej przeogromnej inspiracji, J.K. Rowling.
Przyjemnej lektury!
***
The XX - Stars
***
The XX - Stars
Kiedy chciałam być przy tobie, zamknąłeś mi drzwi przed nosem.
Kiedy ty zechcesz być przy mnie, zrobię to samo.
W dzieciństwie bardzo często niemal zakochujemy się w swoich idolach. Na każdą ścianę wieszamy ich plakaty i rumienimy się, kiedy tylko widzimy ich w telewizji czy w gazecie. W głębi duszy wiemy, że prawdopodobnie nawet tej osoby nie spotkamy, a jednak przyjemnie jest pofantazjować - co by było, gdyby jednak nasze drogi kiedyś się przecięły. Przez całe dnie układamy w głowie przeróżne scenariusze i to zabawne, że nieoczekiwanie zostajemy wyleczone z uczucia, którego nawet nie można było nazwać miłością. Zapominamy o motylkach w brzuchu, które pojawiały się automatycznie, gdy tylko w radiu leciała piosenka ulubionego wykonawcy, na punkcie którego miałyśmy fioła. Po latach, kiedy mamy już realnych mężów, piękny dom i dziecko w drodze, śmiejemy się na wspomnienie o tamtych czasach. Prawda jest taka, że nie da się wyleczyć z uczucia, które było nam zapisane w gwiazdach. Nawet, jeśli jesteś z kimś przez kilkanaście lat, a potem rozstajecie się w burzliwej atmosferze, odczujesz przyjemne ciepło w sercu, kiedy przypadkowo wpadniecie na siebie na mieście. Być może wiesz, że wasz związek nigdy już nie przejdzie reaktywacji, jednak to wcale nie odbiera ci prawa, by tęsknie wspominać każdą pojedynczą minutę, kiedy byliście razem, tylko wy dwoje, trzymając się za ręce i wsłuchując się w bicie swych serc. Taka jest prawdziwa miłość - niezapomniana. Na zawsze pozostaje gdzieś na dnie serca, w odróżnieniu od zwykłego zauroczenia, zadurzenia. Kiedy po latach miniesz kolegę, z którym kiedyś próbowałaś pobawić się w związek, nie poczujesz nic innego, jak tylko radość ze spotkania dawnego znajomego. On nie zagrzał miejsca w twoim życiu, nie wywarł wielkiego wpływu na to, kim jesteś. Jest tylko częścią przeszłości, którą kojarzysz jak przez mgłę - bo ona wcale nie była taka ważna.
Paige miała tego dnia bardzo wyraziście pomalowane oczy. Odkąd dowiedziała się o chorobie narzeczonego, unikała makijażu, ponieważ zdarzało jej się płakać, co momentalnie rujnowało jej pracę nad wyglądem. Dziś, po raz pierwszy od tygodni, zapragnęła poczuć się piękną, ale wcale nie z powodu próżności czy zadufania w sobie. Ciemnowłosa chciała zobaczyć siebie taką, jaką pokochał Josh przed laty. Kiedy dorastała, w znacznym stopniu wyniszczała swój organizm narkotykami i zbyt wieloma nieprzespanymi nocami, jednak mimo to była atrakcyjną dziewczyną. Kiedy Hartley ostatecznie wyciągnął ją z nałogu, uwierzyła w swoje piękno. On pokazał jej, że ją kocha właśnie taką, jaka jest. Przez tyle czasu wierzyła w każde jego słowo, a za każdym razem, kiedy wyznawał jej miłość, była pewna, że chłopak jest pewien swoich uczuć. Prawdziwa miłość jest niezapominana... Czyżby? To dlaczego Josh teraz nie chce nawet patrzeć na Paige, unika jej i zamyka jej drzwi przed nosem, kiedy ta do niego przychodzi? Dlaczego nie chce nawet z nią porozmawiać czy spędzić czasu w jej towarzystwie? Mimo wszystkiego, co wydarzyło się między nimi i co ostatecznie ich rozłączyło, mieli za sobą wyjątkową przeszłość. Kochali się. Dlaczego rozstanie się w zgodzie w ich przypadku nawet nie wchodziło w grę? Dlaczego nie potrafili się przyjaźnić, albo przynajmniej patrzeć na siebie normalnie, a nie jak na najserdeczniejszego wroga? Przez tyle czasu wierzyli, że miłość jest im pisana. Czy to możliwe, że tak bardzo się mylili?
Dziewczyna zatrzymała się i kilkakrotnie zapukała do drzwi. Czarny lakier na jej paznokciach zdążył odprysnąć w paru miejscach, jednak Paige nie przejmowała się tym. Dla Austina jej obecność była teraz o wiele ważniejsza, niż wygląd. Kiedy drzwi się otworzyły, zza progu wyjrzał Josh. Kobieta z trudem powstrzymała się przed przewróceniem oczami. Jego widok wcale nie przywołał stada motylków w jej brzuchu, wręcz przeciwnie.
- Ładnie wyglądasz - powiedział po namyśle i uśmiechnął się, a było to coś, czego Paige nie widywała ostatnimi czasy zbyt często na jego twarzy.
- Cześć - rzekła posępnie, zupełnie ignorując komplement mężczyzny.
- Dziękuję za prezent - rzekł Hartley, by jakoś podtrzymać rozmowę, a trzeba przyznać, że szło mu to tym razem wyjątkowo opornie.
- Byłoby dużo lepiej, gdybyś dał mi szansę, bym dała ci go osobiście - stwierdziła Paige, po czym dodała: - Jest Isabel?
Brunet wyglądał tak, jakby dziewczyna mówiła do niego w zupełnie obcym języku. Chyba był przekonany, że Paige przyszła do niego. ,,Cóż za rozczarowanie'' pomyślała Belle. Josh zamrugał kilka razy, by przywołać siebie samego do porządku.
- Tak, jest u siebie - oznajmił, nadal skołowany, a brunetka minęła go i udała się schodami na piętro.
Kiedy Josh zamknął drzwi i odwrócił się, zobaczył ojca, który najwyraźniej przysłuchiwał się tej rozmowie z ukrycia. Chłopak nie miał mu tego za złe, mało tego, spodziewał się teraz kazania i czuł, że właśnie pouczenia potrzebuje teraz najbardziej, gdyż nie miał pojęcia, jak się zachować i jak wytłumaczyć oziębłość byłej narzeczonej.
- Nie mąć jej w głowie - powiedział surowo Peter. - Ostatnio zmusiłeś ją, by pocałowała klamkę, kiedy tu przyszła, a teraz chwalisz jej wygląd. Musisz być konsekwentny.
- Obiecałem Austinowi, że nie będę już walczyć o Paige - szepnął, by nie było szans na to, aby Belle mogła usłyszeć jego słowa. - Chciałem tylko podziękować jej za prezent.
- I oczywiście musiałeś też posłać kilka czułych słówek pod jej adresem, tak? - spytał poirytowany mężczyzna, na co żołnierz zmarszczył brwi.
- Siła przyzwyczajenia - warknął. - Idę się przewietrzyć - dodał i wyszedł z domu, zanim ojciec zdążył go powstrzymać.
Peter dobrze wiedział, że jego syn poszedł się napić. Coraz częściej sięgał po alkohol, jednak mężczyzna nie zamierzał teraz interweniować. Kiedy zrozumiał, jak okropne przeżycia ma za sobą Josh, uświadomił sobie, że chłopak w jakiś sposób musi sobie z tym wszystkim poradzić. Mimo to Peter na pewno nie pozwoli swojemu dziecku stoczyć się na dno. W najwłaściwszym momencie będzie przy nim i pomoże mu raz na zawsze odciąć się od traumatycznych wspomnień.
***
Nastolatka zaczynała mieć poważne wątpliwości, czy ma jeszcze kontrolę nad swoim życiem. Z dnia na dzień rozpoczęła swój pierwszy związek, jak dotąd niemal idealny. To dzięki Giovanniemu poznała smak pocałunku, który stanowił najprzyjemniejsze uciszenie jej, kiedy wpadała w furię. Mężczyzna pokazał jej rzeczy, o których Isabel wcześniej jedynie słyszała. Wśród nich była również amfetamina. Nie była z siebie dumna, bo zawsze, kiedy narkotyk przestawał działać, dopadał ją kac moralny i poczucie winy. To, co robiła coraz częściej, było jak zakazany owoc - wiedziała, że nie powinna, a i tak nie potrafiła się pohamować, by po niego nie sięgnąć.
- Można? - zapytała Paige zza drzwi, czym wprawiła siedemnastolatkę w osłupienie. Ona? Tutaj? Dziewczyna niechętnie otworzyła jej drzwi, jednak zachowawczo nie wpuściła jej do środka.
- Chyba pomyliłaś mnie z moim bratem - rzekła Isabel ponuro. - Josh jest na dole.
- Wiem, ale ja nie przyszłam do niego, tylko do ciebie - odparła brunetka stanowczo. - Dasz mi pięć minut?
- A mam jakąś inną opcję? Jeśli tak, to powiedz, bo każda będzie lepsza od perspektywy siedzenia z tobą w jednym pomieszczeniu przez tak długi czas.
- Dobra, zatem będę mówić szybko, żeby ukrócić ci tą męczarnię - Paige uśmiechnęła się jadowicie, po czym spojrzała w bok i ściszyła głos. - Będzie lepiej, jeśli wpuścisz mnie do środka.
- Nie za dużo masz tych życzeń? - skrzywiła się.
- Po prostu mi zaufaj - rzekła. - Nie chcesz, żeby Peter podsłuchał naszą rozmowę.
Siedemnastolatka zastanowiła się, jednak nie wywęszyła podstępu. Paige sprawiała wrażenie śmiertelnie poważnej, dlatego Isabel otworzyła drzwi szerzej, a po chwili usiadła leniwie na łóżku. Nie zaproponowała brunetce krzesła, co ta skwitowała jedynie milczeniem.
- Pamiętasz, jak widziałam w szpitalu ciebie i tamtego faceta? - zapytała Paige. - Nie zaniepokoiło cię to, że koleś uciekł na mój widok?
- Nie on pierwszy, no bo wiesz, urodą to ty nie grzeszysz - drwiła.
- Zamknij się na chwilę i posłuchaj - powiedziała Belle, tracąc cierpliwość. - Ten facet od razu wydał mi się znajomy, ale widziałam go tylko przez moment. Długo próbowałam sobie przypomnieć i w końcu mi się udało. Giovanni Montez, zgadza się? - spytała, choć doskonale znała odpowiedź. Isabel właśnie wtedy zrozumiała, że kobieta naprawdę ma coś ważnego do przekazania. - Pochwalił ci się już, że jest dilerem? Że sprzedaje kokę i inne gówno dzieciakom nawet młodszym od ciebie, przez co przyczynia się do ich nałogu i nic sobie z tego nie robi?
- To jego sprawa, czym się zajmuje - rzekła Isabel niepewnie.
- Myślisz, że nie widzę, jak zeszczuplałaś? - zapytała ciemnowłosa. - Pewnie nie czujesz głodu. Przekonałaś się już, jak smakuje amfa?
- Zamknij się!
- Byłam taka sama, jak ty! Ciekawa wszystkiego i przekonana, że świat stoi przede mną otworem. Kiedy po raz pierwszy odleciałam, byłam pewna, że się nie uzależnię od tego świństwa, ale w którymś momencie straciłam nad tym panowanie. A wiesz, kto mnie wprowadził w ten świat? Twój chłopak. Był o dwa lata starszy ode mnie, kiedy poczęstował mnie amfetaminą, a po jakimś czasie dostarczał mi coraz mocniejszy towar. W którymś momencie zaczął mnie do tego zmuszać, groził mi. Otarłam się o dno i gdyby nie twój brat, wylądowałabym na nim i tam bym skończyła, jako wrak człowieka. Chcę, żebyś natychmiast zakończyła tę znajomość, Isabel!
Siedemnastolatka przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie chociaż słowa. To, co powiedziała Paige, odbijało się echem w głowie dziewczyny. Nagle brunetka chciała jej pomóc, tylko czy Isabel faktycznie powinna jej ufać? Czy powinna rezygnować ze szczęścia, jakiego zaznawała u boku Giovanniego, bo laska, której nawet nie lubi, naopowiadała jej stek bzdur na jego temat? Dziewczyna wstała z łóżka i spojrzała na Paige takim wzrokiem, jakby gotowa była wbić jej nóż prosto w serce, choćby zaraz.
- Wzruszająca historyjka, prawie się popłakałam - przyznała Isabel. - Otarłaś się o dno, przykre. Przylazłaś tu, żeby mnie ostrzec i żebym nigdy nie uzależniła się od narkotyków. Ale wiesz co? Ja nie jestem tobą. Nigdy nie będę wyglądać jak jakaś menelka i na pewno nie stanę się pośmiewiskiem całego miasta. Co, myślałaś, że ludzie już nie pamiętają, jak paskudną ćpunką byłaś? - zapytała i tym razem przesadziła. Paige machnęła ręką i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. - Prawda w oczy kole? - krzyknęła za nią siedemnastolatka, po czym jak najszybciej chwyciła telefon i wybrała numer Giovanniego.
***
- Można? - zapytała Paige zza drzwi, czym wprawiła siedemnastolatkę w osłupienie. Ona? Tutaj? Dziewczyna niechętnie otworzyła jej drzwi, jednak zachowawczo nie wpuściła jej do środka.
- Chyba pomyliłaś mnie z moim bratem - rzekła Isabel ponuro. - Josh jest na dole.
- Wiem, ale ja nie przyszłam do niego, tylko do ciebie - odparła brunetka stanowczo. - Dasz mi pięć minut?
- A mam jakąś inną opcję? Jeśli tak, to powiedz, bo każda będzie lepsza od perspektywy siedzenia z tobą w jednym pomieszczeniu przez tak długi czas.
- Dobra, zatem będę mówić szybko, żeby ukrócić ci tą męczarnię - Paige uśmiechnęła się jadowicie, po czym spojrzała w bok i ściszyła głos. - Będzie lepiej, jeśli wpuścisz mnie do środka.
- Nie za dużo masz tych życzeń? - skrzywiła się.
- Po prostu mi zaufaj - rzekła. - Nie chcesz, żeby Peter podsłuchał naszą rozmowę.
Siedemnastolatka zastanowiła się, jednak nie wywęszyła podstępu. Paige sprawiała wrażenie śmiertelnie poważnej, dlatego Isabel otworzyła drzwi szerzej, a po chwili usiadła leniwie na łóżku. Nie zaproponowała brunetce krzesła, co ta skwitowała jedynie milczeniem.
- Pamiętasz, jak widziałam w szpitalu ciebie i tamtego faceta? - zapytała Paige. - Nie zaniepokoiło cię to, że koleś uciekł na mój widok?
- Nie on pierwszy, no bo wiesz, urodą to ty nie grzeszysz - drwiła.
- Zamknij się na chwilę i posłuchaj - powiedziała Belle, tracąc cierpliwość. - Ten facet od razu wydał mi się znajomy, ale widziałam go tylko przez moment. Długo próbowałam sobie przypomnieć i w końcu mi się udało. Giovanni Montez, zgadza się? - spytała, choć doskonale znała odpowiedź. Isabel właśnie wtedy zrozumiała, że kobieta naprawdę ma coś ważnego do przekazania. - Pochwalił ci się już, że jest dilerem? Że sprzedaje kokę i inne gówno dzieciakom nawet młodszym od ciebie, przez co przyczynia się do ich nałogu i nic sobie z tego nie robi?
- To jego sprawa, czym się zajmuje - rzekła Isabel niepewnie.
- Myślisz, że nie widzę, jak zeszczuplałaś? - zapytała ciemnowłosa. - Pewnie nie czujesz głodu. Przekonałaś się już, jak smakuje amfa?
- Zamknij się!
- Byłam taka sama, jak ty! Ciekawa wszystkiego i przekonana, że świat stoi przede mną otworem. Kiedy po raz pierwszy odleciałam, byłam pewna, że się nie uzależnię od tego świństwa, ale w którymś momencie straciłam nad tym panowanie. A wiesz, kto mnie wprowadził w ten świat? Twój chłopak. Był o dwa lata starszy ode mnie, kiedy poczęstował mnie amfetaminą, a po jakimś czasie dostarczał mi coraz mocniejszy towar. W którymś momencie zaczął mnie do tego zmuszać, groził mi. Otarłam się o dno i gdyby nie twój brat, wylądowałabym na nim i tam bym skończyła, jako wrak człowieka. Chcę, żebyś natychmiast zakończyła tę znajomość, Isabel!
Siedemnastolatka przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie chociaż słowa. To, co powiedziała Paige, odbijało się echem w głowie dziewczyny. Nagle brunetka chciała jej pomóc, tylko czy Isabel faktycznie powinna jej ufać? Czy powinna rezygnować ze szczęścia, jakiego zaznawała u boku Giovanniego, bo laska, której nawet nie lubi, naopowiadała jej stek bzdur na jego temat? Dziewczyna wstała z łóżka i spojrzała na Paige takim wzrokiem, jakby gotowa była wbić jej nóż prosto w serce, choćby zaraz.
- Wzruszająca historyjka, prawie się popłakałam - przyznała Isabel. - Otarłaś się o dno, przykre. Przylazłaś tu, żeby mnie ostrzec i żebym nigdy nie uzależniła się od narkotyków. Ale wiesz co? Ja nie jestem tobą. Nigdy nie będę wyglądać jak jakaś menelka i na pewno nie stanę się pośmiewiskiem całego miasta. Co, myślałaś, że ludzie już nie pamiętają, jak paskudną ćpunką byłaś? - zapytała i tym razem przesadziła. Paige machnęła ręką i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. - Prawda w oczy kole? - krzyknęła za nią siedemnastolatka, po czym jak najszybciej chwyciła telefon i wybrała numer Giovanniego.
***
Gdybyś pięć minut temu zapytał ją, czy zna swoje największe marzenie, odpowiedziałaby ze smutkiem, że nie.
Naomi weszła do szpitala i tradycyjnie została powitana serdecznymi uśmiechami niemal wszystkich pracowników. Tęsknym wzrokiem spojrzała w przeszłość, kiedy każda jej wizyta tutaj wiązała się bezpośrednio z Russellem. Choć on uważał, że jej obecność przeszkadza mu w skupieniu się na pracy, blondynka i tak była pewna, że w jakimś stopniu sprawia mu przyjemność takimi niespodziankami. Personel różnie reagował na ludzi, którzy obnosili się ze swoimi uczuciami, jednak na nich nikt nigdy nie spojrzał krzywo. Oboje byli szanowanymi i lubianymi osobami, a do tego małżeństwem idealnym, które kłóci się chyba tylko od święta. Knight uśmiechnęła się, co ostatnimi czasy nie zdarzało jej się często. Chciała, aby tamte czasy wróciły, ale to nie mogło być takie proste. Mąż zawiódł jej zaufanie, nawalił na całej linii, a ona potrzebowała czasu, by rany, jakie jej zadał, choć trochę się podgoiły. Liczyła się też z tym, że być może nigdy nie nadejdzie pora na przebaczenie. Brała pod uwagę rozstanie, jednak pokrzepiający mógł być fakt, że to nie ona zniszczyła ten związek - a w każdym razie nie znajdowała w swoim postępowaniu żadnej winy. Kiedy zobaczyła męża, wychodzącego ze swojego gabinetu, automatycznie zrobiła krok w jego stronę, jednak w ostatniej chwili zrezygnowała, czym zaintrygowała przyglądających się tej scenie lekarzom. O dziwo, to nie Russella przyszła dzisiaj odwiedzić, a na spotkanie z Austinem była umówiona dopiero za dwadzieścia minut. Po co przyszła? Sama chciałaby znać odpowiedź na to pytanie, jednak nawet nie pamiętała momentu, kiedy zadecydowała, że musi być tu i teraz. Musiała podjąć ją pod wpływem silnego impulsu, nie zastanawiając się nad prawdziwymi przyczynami swojej wyprawy. Kiedy do jej uszu dobiegł charakterystyczny hałas, poczuła, że właśnie tutaj powinna być i żadne inne miejsce nie było dla niej tak bardzo odpowiednie, jak to. Przez szybę spojrzała na kilkanaścioro noworodków. Od ich ostatniego spotkania ubyło parę dzieci, które zostały wypisane i zabrane do domu przez kochających rodziców, jednak pojawiły się dwie nowe dziewczynki, w dodatku bliźniaczki. Były maleńkie, sporo mniejsze od pozostałych dzieci, w dodatku obydwie w oddzielnych inkubatorach.
- Wcześniaki - powiedziała pielęgniarka, ta sama, z którą Naomi rozmawiała ostatnio. Znów pojawiła się znienacka, jednak niezmiennie miała na twarzy niewinny uśmiech. - W przypadku bliźniąt to zupełnie naturalne. Ich stan jest już stabilny, choć tuż po porodzie obydwie napędziły nam niezłego stracha. No, ale ja zawsze powtarzam, że jak dzieciaczki mają rodziców, którzy świata poza sobą nie widzą, to wiedzą, że dla nich warto walczyć z całych sił. O wilku mowa! - rzekła kobieta, pokazując zmieszanej jasnowłosej dwójkę ludzi, podchodzących do inkubatorów, w których leżały ich maleńkie córki. Rodzicami byli ludzie mocno po trzydziestce, czyli filigranowa brunetka oraz wysoki, wysportowany blondyn.
- Chciałabym być teraz na ich miejscu - przyznała Naomi.
- Nie jestem pewna, czy się rozumiemy - pielęgniarka pokręciła głową. - Ci ludzie przeżyli koszmar. Życie ich dzieci wisiało na włosku.
- Tak, wiem - odparła jasnowłosa. - Ale proszę mi wierzyć, że bycie matką to coś, czego pożądam, a czego nigdy nie zaznam. Kiedy patrzę na tych ludzi, widzę, że kochają swoje córki i razem jakoś przetrwają trudne chwile. Chcę wierzyć, że i ja potrafiłabym ofiarować całe swoje serce dziecku, ale...
- Spokojnie, nie musisz o tym mówić - pielęgniarka uśmiechnęła się życzliwie, gdy głos Naomi zaczął się załamywać. - Rzadko się zdarza, by nasz mały awanturnik był aż tak spokojny.
- Właśnie mi pani przypomniała, po co tu przyszłam - powiedziała blondynka, zerkając na chłopca, który co kilka minut przekręcał główkę podczas snu. - Ostatnio mówiła pani, że nazwałyście go Angelo. Wtedy mnie to nie zdziwiło, ale jak się tak zastanowiłam... Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego pielęgniarki wybierały imię dla noworodka, a nie jego rodzice.
- Uprzedzam, że to nie będzie cukierkowa historia - rzekła kobieta, o wiele poważniej, niż dotychczas. - Ten malec trafił do tak zwanego okna życia, a stamtąd został przeniesiony na ten oddział. Przeszedł serię szczegółowych badań i do tej pory jest pod pilnym okiem specjalistów. Od początku powtarzam, że jest silny i wyrośnie na naprawdę zaradnego młodego mężczyznę.
- Jak można tak po prostu zostawić swoje dziecko? - zapytała Naomi, której podobna historia nie mieściła się w głowie.
- Powody takiej decyzji mogą być o wiele bardziej dramatyczne, niż sądzisz - odpowiedziała. - O jego biologicznej matce nic nie wiemy, na tym właśnie polega idea okna życia. Kobiety, które nie mogą lub nie chcą zapewnić swojemu dziecku opieki, mogą oddać je w bezpieczne miejsce pod opiekę innych ludzi, zostając przy tym postaciami anonimowymi.
- I co dalej dzieje się z takimi dziećmi?
- A dalej... - kobieta westchnęła, po czym uśmiechnęła się słabo. - Pozostaje czekać, aż znajdą się ludzie, którzy zechcą dać im dom. Niestety, ten maluch ma wadę serca, co prawda niedużą, jednak to automatycznie zmniejsza jego szansę na pomyślną adopcję. Rodzice adopcyjni z oczywistych przyczyn zawsze wybiorą stuprocentowo zdrowe dziecko, a nie obarczone jakimiś schorzeniami. Mimo wszystko wierzę, że Angelo zazna w życiu miłości i jeszcze będzie miał mamę i tatę. Przepraszam, muszę wracać do zabiegowego - pielęgniarka pożegnała się i odeszła, wybierając najlepszy moment, bo Naomi nie chciała, by ktokolwiek zauważył łzy, jakie pojawiły się w jej oczach.
Patrzyła na chłopczyka, owiniętego błękitnym kocykiem w chmurki, co idealnie pasowało do jej wyobrażenia o nim. Był niczym aniołek, który sfrunął z nieba w momencie, kiedy najmocniej go potrzebowała. Miał pomóc jej odzyskać nadzieję i zrobił to, choć pewnie nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Uśmiechnęła się i wybuchła płaczem, jednak wcale nie był on spowodowany smutkiem, bardziej wzruszeniem i radością. Jej życie w jednej chwili odzyskało sens, albo wręcz stało się bardziej sensowne, niż kiedykolwiek przedtem.
- Tak, wiem - odparła jasnowłosa. - Ale proszę mi wierzyć, że bycie matką to coś, czego pożądam, a czego nigdy nie zaznam. Kiedy patrzę na tych ludzi, widzę, że kochają swoje córki i razem jakoś przetrwają trudne chwile. Chcę wierzyć, że i ja potrafiłabym ofiarować całe swoje serce dziecku, ale...
- Spokojnie, nie musisz o tym mówić - pielęgniarka uśmiechnęła się życzliwie, gdy głos Naomi zaczął się załamywać. - Rzadko się zdarza, by nasz mały awanturnik był aż tak spokojny.
- Właśnie mi pani przypomniała, po co tu przyszłam - powiedziała blondynka, zerkając na chłopca, który co kilka minut przekręcał główkę podczas snu. - Ostatnio mówiła pani, że nazwałyście go Angelo. Wtedy mnie to nie zdziwiło, ale jak się tak zastanowiłam... Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego pielęgniarki wybierały imię dla noworodka, a nie jego rodzice.
- Uprzedzam, że to nie będzie cukierkowa historia - rzekła kobieta, o wiele poważniej, niż dotychczas. - Ten malec trafił do tak zwanego okna życia, a stamtąd został przeniesiony na ten oddział. Przeszedł serię szczegółowych badań i do tej pory jest pod pilnym okiem specjalistów. Od początku powtarzam, że jest silny i wyrośnie na naprawdę zaradnego młodego mężczyznę.
- Jak można tak po prostu zostawić swoje dziecko? - zapytała Naomi, której podobna historia nie mieściła się w głowie.
- Powody takiej decyzji mogą być o wiele bardziej dramatyczne, niż sądzisz - odpowiedziała. - O jego biologicznej matce nic nie wiemy, na tym właśnie polega idea okna życia. Kobiety, które nie mogą lub nie chcą zapewnić swojemu dziecku opieki, mogą oddać je w bezpieczne miejsce pod opiekę innych ludzi, zostając przy tym postaciami anonimowymi.
- I co dalej dzieje się z takimi dziećmi?
- A dalej... - kobieta westchnęła, po czym uśmiechnęła się słabo. - Pozostaje czekać, aż znajdą się ludzie, którzy zechcą dać im dom. Niestety, ten maluch ma wadę serca, co prawda niedużą, jednak to automatycznie zmniejsza jego szansę na pomyślną adopcję. Rodzice adopcyjni z oczywistych przyczyn zawsze wybiorą stuprocentowo zdrowe dziecko, a nie obarczone jakimiś schorzeniami. Mimo wszystko wierzę, że Angelo zazna w życiu miłości i jeszcze będzie miał mamę i tatę. Przepraszam, muszę wracać do zabiegowego - pielęgniarka pożegnała się i odeszła, wybierając najlepszy moment, bo Naomi nie chciała, by ktokolwiek zauważył łzy, jakie pojawiły się w jej oczach.
Patrzyła na chłopczyka, owiniętego błękitnym kocykiem w chmurki, co idealnie pasowało do jej wyobrażenia o nim. Był niczym aniołek, który sfrunął z nieba w momencie, kiedy najmocniej go potrzebowała. Miał pomóc jej odzyskać nadzieję i zrobił to, choć pewnie nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Uśmiechnęła się i wybuchła płaczem, jednak wcale nie był on spowodowany smutkiem, bardziej wzruszeniem i radością. Jej życie w jednej chwili odzyskało sens, albo wręcz stało się bardziej sensowne, niż kiedykolwiek przedtem.
Teraz, po pięciu minutach, gdybyś zadał jej to samo pytanie, uśmiechnęłaby się promiennie i z radością oznajmiła całemu światu, że tak, zna już swoje najskrytsze pragnienie.
***
Wcale nie był aż tak pijany, jak mogłaby na to wskazywać ilość kieliszków, którą opróżnił tego dnia. Całkiem nieźle się trzymał, w dodatku był pewien, że przyjdzie tu było całkowicie świadomą i przemyślaną decyzją. Paige była kobietą, której kiedyś wyznał miłość i bez względu na to, czy dziś miał jeszcze prawo nazywać ją swoją ukochaną, czy też nie, zasługiwała ona na szacunek, którego nie okazał jej poprzedniego dnia. Był ostrożny. Miał do niej słabość i każda chwila, kiedy widział w jej oczach błysk, stanowiła ogromne ryzyko, że złamie słowo, jakie dał przyjacielowi. Paige była kobietą, o której względy nie mógł i nie powinien zabiegać, jednak dziś nie przyszedł tu po to, by jej to powiedzieć. Wnioskował, że Austin jeszcze nie wyjawił jej ich wspólnego sekretu i cieszył się, że wciąż była to ich tajemnica, więc gdyby Josh teraz nagle poruszył ten temat w rozmowie z ciemnowłosą, naraziłby się na kolejną niewygodną sytuację. On przyszedł tu po to, by przeprosić ją za to, co zrobił i obiecać, że nie będzie jej ignorował. Musiał zrozumieć, że jej też było ciężko ze wszystkim tym, co na nią spadło po jego powrocie, dodatkowo teraz stresowała się również sprawą przeszczepu Lyncha. Josh byłby skończonym draniem i egoistą, gdyby celowo dokładał jej zmartwień. Przyszedł dzisiaj do szpitala, bo chciał zdjąć z jej barków kłopot, a także poprosić, by się na niego nie gniewała, bo tego ranka, kiedy przyszła do jego domu, patrzyła na niego jak na jakiegoś śmiecia.
Mężczyzna zrozumiał, że nie może sobie przypomnieć, w której sali leżał Austin - a więc jednak trochę tego alkoholu wypił. Kiedy już miał pytać pielęgniarkę o drogę, niespodziewanie drzwi gabinetu Russella otworzyły się, a ze środka wyszedł Knight we własnej osobie oraz Vanessa. Kobieta miała na twarzy ten sam bezczelny i wyzywający uśmiech, co zwykle, natomiast Russell wyglądał na wybitnie zdenerwowanego. Mężczyzna nawet nie zauważył Josha, w odróżnieniu od młodej dziewczyny, która niemal natychmiast do niego podeszła.
- Wiedziałam, że do mnie wrócisz, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko - przyznała Vannie, po czym przewróciła oczami, widząc, jak mocno Josh jest zdezorientowany. - Pamiętasz, co wczoraj powiedziałam? Że jak będziesz chciał pogadać, to...
- Jasne, że pamiętam - skłamał i uśmiechnął się. - A masz teraz czas?
- Zależy, co proponujesz - powiedziała. - Jeśli to samo, co piłeś przez cały dzień, to niestety podziękuję.
- No to może kawa? Albo po prostu spacer.
- Daj mi pięć minut, przebiorę się i możemy ruszać na podbój świata - skwitowała i szybkim krokiem oddaliła się, pozostawiając Hartleya sam na sam ze swoim roześmianym od ucha do ucha obliczem.
- Jasne, że pamiętam - skłamał i uśmiechnął się. - A masz teraz czas?
- Zależy, co proponujesz - powiedziała. - Jeśli to samo, co piłeś przez cały dzień, to niestety podziękuję.
- No to może kawa? Albo po prostu spacer.
- Daj mi pięć minut, przebiorę się i możemy ruszać na podbój świata - skwitowała i szybkim krokiem oddaliła się, pozostawiając Hartleya sam na sam ze swoim roześmianym od ucha do ucha obliczem.
Mogę wyznaczyć granicę na pierwszej randce.
Pozwolę ci ją przekroczyć.
Pozwolę ci przekroczyć każdą granicę, jaką mam,
Kiedy robi się późno.*
W jej krwi powstała wybuchowa mieszanka silnych emocji i kolejnej dawki amfetaminy, a także alkoholu, którego chyba wpompowała w siebie litry - a w każdym razie tak się czuła. Isabel Hartley wiedziała, że przeholowała. Wcale nie była dziewczyną, na jaką teraz mogła wyglądać, kiedy osuwała się bezwładnie na kanapie, patrząc na świat zmrużonymi oczami, które same się zamykały. Wszyscy inni bawili się w najlepsze, tylko nie ona, przytłoczona zarówno odurzającym działaniem wszystkiego, czym się nafaszerowała, a także obciążona poczuciem winy. Przez cały czas nie mogła zapomnieć o wyznaniu Paige. Przez tyle czasu widziała w niej zwykłą ćpunkę, która jakimś cudem rozkochała w sobie Bogu ducha winnego Josha, tymczasem ciemnowłosa miała też pozytywną stronę i dzisiaj ją zademonstrowała. Troszczyła się o nastolatkę, jakby była jej rodzoną siostrą. Isabel potraktowała ją tak okrutnie, że dostawała gęsiej skórki na samo wspomnienie słów, które wypowiedziała. Gdyby mogła cofnąć czas...
Hartley niespodziewanie poczuła się tak, jakby trzeźwiała i dochodziła do siebie. Co się z nią działo, skoro usprawiedliwiała nawet tą kłamliwą sukę Paige? Dziewczyna wstała i ruszyła przed siebie, choć świat wirował przed jej oczami, a nogi były jak z waty - właściwie wcale ich nie czuła, odnosiła raczej wrażenie, że frunie w powietrzu. Kiedy podeszła do Giovanniego, momentalnie rzuciła mu się na szyję, a już po kilku minutach znaleźli się sam na sam w jego sypialni, z dala od licznych gości jego dzisiejszej imprezy. Całowali się tak, jakby świat miał się skończyć wraz z końcem tej nocy. Ich dłonie dobrze wiedziały, którą trasę obrać, zwłaszcza jego - widać było, że miał już wprawę. Kiedy brunet popchnął siedemnastolatkę na łóżko, ta roześmiała się uroczo i zaczęła zdejmować koszulkę. Już po chwili dwudziestopięciolatek leżał na niej, czule całując jej szyję i łapczywie wykorzystując jej stan.
No właśnie, stan. Dziś nie była sobą i gdyby nie alkohol i narkotyki, na pewno nie odważyłaby się, by zajść z Giovannim tak daleko i przekroczyć granicę, o której do niedawna nawet nie myślała. Czy to miała być ta noc? Czy to dobrze, jeśli nazajutrz nie będzie nawet pamiętać momentu, w którym wykonała tak istotny krok w swoim życiu?
- Nie dzisiaj - mruknęła z uśmiechem, próbując wydostać się z uścisku bruneta, ten jednak mocno przycisnął ją do łóżka, uniemożliwiając ruch.
- Daj spokój, mała - wyszeptał, po czym roześmiał się. - Oboje tego chcemy.
Pocałował ją, a ona wykorzystała moment jego nieuwagi. Odepchnęła go i czym prędzej zeszła z łóżka, próbując odzyskać równowagę. Kiedy spojrzała na mężczyznę, nie widziała w jego oczach wyrozumiałości, której początkowo oczekiwała. Była pewna, że chłopak pogodzi się z jej obawami i poczeka na lepszy moment, jednak on był wyraźnie zbulwersowany. Oddychał niespokojnie, a minę miał groźną. Isabel nie znała go od tej strony.
- Czego ty się spodziewałaś, gówniaro? - krzyknął Giovanni, a siedemnastolatka dopiero wtedy zauważyła, jak bardzo jest pijany. - Ja załatwiam ci dragi, więc chcę czegoś w zamian.
- Gio... - rzekła łagodnie, jednak mężczyzna szybko podbiegł do niej, popchnął prosto na ścianę i przytrzymał tak mocno, że Isabel dosłownie czuła, jak na jej skórze pojawiają się zaczerwienienia. Puścił ją dopiero, kiedy ruszyło go sumienie. Dziewczyna powoli ruszyła w stronę drzwi, nie chcąc znowu sprowokować go do agresji.
- Jeśli teraz wyjdziesz, nas już nie będzie, krótka piłka - oznajmił Giovanni i usiadł na łóżku.
Isabel spojrzała na niego, chcąc w jego twarzy odnaleźć coś, co należało do niej, jednak jedyne, co zobaczyła, to zupełnie obcy człowiek, traktujący ją jak przedmiot. Dłonią przycisnęła lodowatą klamkę. Wyszła.
***
The XX - Stars *
Hej Kochana:* informuję, że właśnie odpisałam na Twoją wiadomość na Gadu. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś na spokojnie pogadać :) dziękuję za słowa pod poprzednim komentarzem. W końcu ktoś docenił moje słowa, ogólnie moją obecność co naprawdę bardzo mnie cieszy :) póki co nigdzie się nie wybieram także możesz być spokojna :) gdyby faktycznie taka sytuacja miała się wydarzyć to wcześniej na pewno o tym poinformuję. Ale ja z kolei nie wyobrażam sobie tego, że nagle z dnia na dzień miałabym nie czytać Twoich historii. Tak jak mówiłam póki co nie biorę nawet takiej opcji pod uwagę, bo zamierzam zostać tutaj do samego końca :) nie zanudzam dłużej i zabieram się za czytanie :)
OdpowiedzUsuńPaige i Josh. Chyba tak naprawdę oboje nie wiedzą czego chcą. Zachowanie Josha skomentowałabym tak: przemyślał sobie swoje ostatnie zachowanie względem Paige i pewnie chciał jakoś załagodzić napiętą sytuację między nimi, z kolei Paige chciała mu dać nauczkę i potraktowała go w podobny sposób. Będą sobie teraz nawzajem dogryzać jak małe dzieci? Na swój sposób jest to urocze, ale na dłuższą metę strasznie męczące. Josh pewnie trzyma się swojego postanowienia, że rezygnuje z ukochanej dla przyjaciela. Ale jeżeli chce już jej unikać to niech wymyśli coś lepszego, naprawdę :) Paige przyszła w odwiedziny do Isabel? Chyba nie będzie to najprzyjemniejsza rozmowa... mam tutaj na uwadze ogromną niechęć Isabel względem Belle. Ciekawa jestem, kiedy dojdzie do zgody między dziewczynami, o ile w ogóle do tego dojdzie.
No tak. Moje przypuszczenia się potwierdziły. Isabel zachowała się naprawdę paskudnie. Mówiąc delikatnie potraktowała Paige bardzo nieładnie. Niby po co miała kłamać w sprawie Giovanniego? Myślę, że nikt z nudów nie wymyśla sobie takich historyjek. Wypominanie przeszłości w tak dobitny sposób zawsze zaboli, obojętnie jak silni byśmy nie byli. Nie wiem czy to odpowiednie słowo na ten moment, ale Isabel chyba już jest uzależniona. Branie narkotyków w tak młodym wieku to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Widocznie znudziła jej się rola grzecznej córeczki i uczennicy i postanowiła zmienić swoje życie. Wielka szkoda, że zmienia je na gorsze. Tylko Paige zauważyła jej problem, więc wydaje mi się, że Isabel powinna jej być raczej wdzięczna za ostrzeżenie, a nie jeszcze bardziej pokazywać jak bardzo jej nie lubi.
Naomi nadal dąży do tego by zostać mamą. Od początku tej historii strasznie jej współczuję. Musiało się to zdarzyć akurat jej? Tyle młodych dziewczyn zachodzi w ciążę przez tzw wpadkę, a są kobiety, które świadomie pragną dziecka i nie mogą go mieć. To jest w tym wszystkim najbardziej dobijające. Historia małego Angelo faktycznie nie jest usłana różami. To prawda, że rodzice najczęściej wybierają dzieci zdrowe, a te chore z wadami są po prostu na starcie skreślane. Powody mogą być różne. Najczęściej chodzi o pieniądze i strach, że nie będą w stanie zapewnić temu dziecku należytej opieki. Ciekawa jestem czy Naomi już zdecydowała się na adopcję Angelo... domyślam się, że byłaby najszczęśliwsza na świecie, gdyby jej marzenie o byciu mamą wreszcie się spełniło. Mam nadzieję, że pojawienie się dziecka poprawi też chociaż w minimalnym stopniu jej relację z Russellem. W końcu oboje zostaną rodzicami, więc myślę, że to powinno ich ponownie do siebie zbliżyć :)
Od początku czułam, że z Giovannim będą kłopoty. Wpędził Isabel w niezłe bagno i sama nie wiem, czy uda jej się samej z tego wygrzebać... czytając początek fragmentu przez chwilę myślałam, że Isabel doceni troskę Paige i przyzna jej rację. Niestety okazało się inaczej, ale to i tak dobrze, że w porę się opamiętała i wyszła. Ale i tak czuję, że kłopoty dopiero nadejdą...
Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości. Buziaki :* :* :*
Hej Dzióbek! :* Dzisiaj bez zbędnych słów przejdę do komentowania odcinka.
OdpowiedzUsuńKocham muzykę, którą tworzą The XX, dlatego cieszę się, że zdecydowałaś się na ich utwór!
Wstęp tego odcinka przypomniał mi mnie, gdy miałam bodajże 16 lat i byłam bardzo zauroczona Ronaldo. Dzisiaj, gdy o tym pomyśle to wybucham śmiechem. Kompletnie nie wiem, co w nim wtedy widziałam, zważywszy na fakt, że nie lubię takich lalusiowatych facetów. Niemniej jednak miło wspominam tamten okres, ponieważ dzięki niemu wiem, jaką długą drogę pokonałam od tamtych czasów i jak dojrzała jestem obecnie.
Relacje między Joshem i Paige są napięte i mam wrażenie, że z każdym odcinkiem komplikują się bardziej. Przykro mi, że dwoje kochających się niegdyś (a nawet i teraz) ludzi, nie potrafi ze sobą normalnie rozmawiać. Każde z nich jest wytrącone z równowagi. Nagły powrót Josha i wiadomość, że Paige jest zaręczona z jego przyjacielem, to wszystko nie jest proste do zaakceptowania, a nie wspominając już o nauczeniu się z tym żyć. Ojciec Josha miał rację, chociaż wydaje mi się, że nie tylko Josh powinien przestać mącić. Paige też musi zdecydować czego chce.
Miłość jest ślepa i Isabella jest tego najlepszym powodem. Nie będę mówić, że jest głupia czy naiwna, chociaż właśnie tak się zachowuje. Nie chcę jej oceniać, bo nie wiem, co myślałabym na jej miejscu. Wreszcie spotkała faceta idealnego (według niej), który ją uszczęśliwia, więc nie dostrzega jego ciemnej strony. Niestety, tak to bywa, gdy się zakochujemy. Idealizujemy facetów, chociaż czasami na to nie zasługują. Cieszę się, że Paige porozmawiała z Isabellą mimo ich chłodnej relacji. Ostrzegła ją, a resztę musi pozostawić w rękach nastolatki.
Chyba nie muszę pisać, jak bardzo kocham tą piosenkę? ;>
Uwielbiam ten fragment. Uśmiechałam się przez cały czas. Od początku miałam przeczucie, że malutki Angelo nie pojawił się tutaj przez przypadek. Mam wrażenie, że wkrótce stanie się on spełnieniem największego i najbardziej pożądanego marzenia Naomi. Życzę jej tego z całego serca, bo dobra z niej kobieta. Zasługuje na szczęście :)
Dlaczego mam przeczucie, że Russell zdradził Naomi z Vanessą? Zaczynam mieć wątpliwości, co do niej. I coraz mniej podoba mi się fakt, że zainteresowała się Joshem.
Wiedziałam, że z tego kolesia to jeden, wielki dup*ek. Mam nadzieję, że teraz Isabel zacznie słuchać innych i bardziej przychylnym okiem spojrzy na Paige. Nastolatka miała naprawdę sporo szczęścia, że to spotkanie skończyło się tak, a nie inaczej... Chociaż mam dziwne przeczucie, że Giovanni jej tak po prostu nie odpuści.
Kochana, to już dwunasty odcinek! Jestem z Ciebie bardzo dumna! Twoje opisy zapierają mi dech w piersiach, a pomysł na tą historię jest kapitalny. Cieszę się, że mogę być świadkiem narodzin przyszłej królowej pisarskiego świata!
Całuję i czekam na nowość! :*
Bardzo podoba mi się to, że na początku Twoich rozdziałów są takie filozoficzne myśli, które są bardzo mądre i zawsze prawdziwe. To co napisałaś w tym rozdziale o tej miłości do idoli, to czysta prawda. Aż się śmiałam, gdy to czytałam. Wywołałaś u mnie bardzo miłe wspomnienia. :) Dziękuję ci za to. :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Paige postanowiła ostrzec Isabel. Niestety ta jak zwykle zachowała się jak dzieciak. Zresztą ma siedemnaście lat, więc zbyt dużo nie można od niej oczekiwać. Ale może po tym wszystkim co się stało, przekona się do Paige? Choć trochę. Słowa nastolatki musiały zaboleć kobietę. Biedna Paige.
Bardzo spodobał mi się ten moment z Naomi. Pięknie to wsyztsko opisałaś. Naomi to wrażliwa i kochana osoba. Wiedziałam to od zawsze, ale w tym rozdziale pokazałaś to jeszcze bardziej. Czuję, że zaadoptuje tego małego chłopczyka. Czuję, że do niej i do niego wreszcie los się uśmiechnie. Chłopczyk wreszcie zazna prawdziwej miłości, a kobieta wreszcie będzie miała upragnione dziecko. Czuję, że będzie kochała je jak swoje własne. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Och, ta Isabel! Dobrze, że w ostatnim momencie się powstrzymała i wreszcie zrozumiała jaki jest Giovanni. Teraz ich związek się zakończył, więc może wreszcie wsyztsko będzie dobrze i Isabel nie sięgnie już po narkotyki? Mam nadzieję. I może przeprosi i podziękuje Paige? Miło by było.
Wiesz, takie nadrabianie ma też swoje zalety. :D Bo teraz gdy czytam rozdział i go kończę, to jestem bardzo ciekawa co będzie dalej. I nie muszę czekać na dalszy ciąg, bo rozdział już na mnie czeka. :D No, ale już nie będę robiła sobie zaległości. To jednak jest trochę męczące. :d Ale tylko trochę. :P