25 sierpnia 2013

15. ,,Chcę, żebyś żył wiecznie pod tym błękitnym niebem''

Dzisiejszy rozdział jest króciutki, ale taki właśnie miał być. Chciałam skupić się na Paige i Austinie, resztą bohaterów zajmiemy się następnym razem. Mam nadzieję, że odcinek przypadnie Wam do gustu.
Dziękuję za komentarze! :)
Pozdrawiam!
***
Drew Holcomb - Live Forever

I want you to live forever
Underneath the sky so blue.*

Zastanawiałeś się kiedyś, co czują ludzie, kiedy są już jedną nogą po drugiej stronie? Czy są wtedy szczęśliwi, bo ich cierpienie się skończyło? A może żałują, że nie wykorzystali życia maksymalnie, z całych sił? Niekiedy słyszy się o nieprawdopodobnych historiach ludzi, którzy cudem unikają ciężkiego wypadku i nagle przed oczami przelatuje im wszystko to, czego dokonali, ale też rzeczy, które niepotrzebnie odkładali na później. Może żyjemy zbyt ostrożnie? Może czasami boimy się wykonać krok, aby potem nie zaznać smaku porażki? Nie szkodzi, że się sparzymy - ten jeden raz nawet warto. Jeśli nie powiedziałeś dziewczynie, która od lat tak bardzo ci się podoba, że chciałbyś z nią być, zrób to teraz, kiedy leżysz na łożu śmierci. Dziś nie masz nic do stracenia, zresztą przedtem było dokładnie tak samo. Co by było, gdyby odrzuciła cię i wyśmiała twoje uczucia? Na pewno trochę by bolało, ale po pewnym czasie otrząsnąłbyś się i ruszył w dalszą drogę - a przynajmniej miałbyś serce lżejsze o to jedno wyznanie, które aż szkoda dusić w sobie.
Czego mógł żałować Austin, patrząc wgłąb jaskrawego, niemal oślepiającego światła? Na pewno tego, że nie pozostawił po sobie nikogo na tym świecie. Nie miał dzieci, choć czasem łapał się na tym, że nazywał Adrianę swoją własną córką. Może gdyby chociaż miał potomka, mógłby być spokojny o to, że jego nazwisko nie zginie? Dodatkowo mógł żałować tego, że nie stanął na ślubnym kobiercu, choć teoretycznie niewiele mu już do tego brakowało. Podobno to kobiety są romantyczkami, jednak i jemu zdarzało się zastanawiać nad tym, jak Paige wyglądałaby w dniu ich ślubu. Czy jej suknia byłaby prosta i skromna, a może bogato zdobiona z imponującym trenem? Co zrobiłaby z włosami - upięłaby w szykowny kok, czy może rozpuściła luźno? I które z nich stresowałoby się bardziej? Choć nie był facetem, który zbyt łatwo się wzrusza, z ręką na sercu wytypowałby siebie. W momencie, kiedy nakładałby obrączkę na palec ukochanej, z pewnością w jego oczach pojawiłyby się łzy i nie mógłby nic na to poradzić. Zresztą czego miałby się wstydzić? Gdyby ktokolwiek próbował go wyśmiać, pokazałby mu środkowy palec, po czym uśmiechnąłby się serdecznie. Właśnie spełniłoby się jego wielkie marzenie, więc czemu miałby nie uronić łzy, kiedy poziom satysfakcji sięgałby zenitu?
Wyobrażając sobie suknię ślubną Paige, mężczyzna przez cały czas widział intensywne światło. Pomyślał nawet, że może to jej kreacja tak mocno odbija słoneczne promienie, że aż zmusza go, by mrużył oczy co jakiś czas.
Wtedy otworzył oczy.
Wydawało mu się, że przy łóżku zobaczył narzeczoną oraz Naomi, a także lekarzy, jednak szybko dotarło do niego, że jest jeszcze o wiele za słaby, by móc teraz odbierać gratulacje. Powieki ciężko opadły na jego oczy, a blondyn ponownie odpłynął.
Po jakimś czasie znów otworzył oczy.
Na krześle obok szpitalnego łóżka siedziała jasnowłosa kobieta. Miała zapuchnięte oczy i bladą twarz, a kiedy zorientowała się, że Austin wybudził się ze snu, wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać - a mężczyzna wcale nie był przekonany, że to z jego powodu.
- Braciszku... - zaczęła Naomi, mocno ściskając dłoń Austina. - Jak się czujesz?
Chciał odpowiedzieć, jednak głos uwiązł mu w gardle - chyba minęło trochę czasu, odkąd wypowiedział swoje ostatnie słowa. Dopiero po chwili odzyskał głos, choć nadal był dość słaby.
- Jak się czuję? - powtórzył. - Chyba lepiej, niż ty.
- Wydaje ci się - odparła Naomi niezbyt przekonująco, jednak teraz Austin przejmował się czymś innym.
- Gdzie jest Paige? - zapytał, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- W domu, musiała pilnie tam pojechać, ale spokojnie. Zawiadomię ją o tym, że się obudziłeś.
- Dzięki - szepnął chłopak i wtedy zauważył walizkę na podłodze. - Wyjeżdżasz?
- Tak, tak... - wymruczała Naomi, choć najwyraźniej wcale nie miała ochoty mówić o tym bratu. - Taki mały urlop.
- Myślę, że to dobry pomysł - stwierdził Austin. - Wyglądasz gorzej, niż ja, a to dziwne, bo w końcu to ja miałem przeszczep.
- Patrzyłeś ostatnio w lustro? Nie, więc się nie wypowiadaj. Wyglądasz w porządku - rzekła i zmusiła się do uśmiechu, choć równocześnie odczuła potrzebę wybuchnięcia rozpaczliwym płaczem.
- A ty wyglądasz tragicznie - powiedział bez ogródek. - Dokąd jedziesz?
- Do Londynu - odparła bez entuzjazmu.
- Średnie miejsce wybrałaś na wypoczynek - powiedział. - Utopisz się w tym deszczu.
- Dobrze wiesz, że kocham to miasto - upierała się. - To jak powrót do korzeni.
- My Angole - uśmiechnął się pogodnie. - Zabiorę tam kiedyś Paige i Adrianę.
- Dobry pomysł - odrzekła. - Zadzwonię do Paige i powiem jej, żeby tu przyjechała.
Naomi wstała z krzesła i była już w połowie drogi do drzwi, kiedy blondyn zatrzymał ją.
- Russell dostał wolne? - zapytał ze zdziwieniem. - Niesamowite, zawsze był taki zapracowany, a teraz...
- Jadę sama - skwitowała krótko i wyszła, nim brat zadałby kolejne pytanie, a była przekonana, że na to następne nie będzie mu umiała odpowiedzieć.

***

Na ten moment Paige nie wyobrażała sobie powrotu do rodzinnego domu, w którym po raz ostatni widziała swojego ojca. Przekroczenie progu byłoby dla niej zbyt ciężkim przeżyciem, nie była jeszcze gotowa na tak odważny krok. Z drugiej strony, czego tak naprawdę się obawiała, myśląc o tamtym miejscu? Przecież to było oczywiste, że nie spotka tam ojca - on odszedł i nie wróci, kropka. Może to wspomnienia tak bardzo ją przerażały? A może poczucie winy? Gdyby nie zaczęła brać narkotyków, prawdopodobnie Roger byłby nadal idealnym tatą i mężem, dbającym o rodzinę lepiej, niż o siebie samego. To ona zniszczyła wszystko to, co mieli najcenniejszego. Nie chciała zrujnować szczęścia tylu osób, po prostu w pewnym momencie sprawy wymknęły się jej spod kontroli. Im więcej i im częściej zażywała, tym mniej myślała o konsekwencjach swoich czynów. Gdyby mogła cofnąć czas, nigdy nie sięgnęłaby po strzykawkę. Momentalnie zaczęła gardzić sobą i tym, co zrobiła ze swoim życiem. Po co w ogóle to robiła? Przecież miała tak cudowne życie, o którym wielu ludzi może tylko pomarzyć. Miała troskliwych rodziców, którzy na każdym kroku dbali o jej bezpieczeństwo i dobro. Ufała im i wiedziała, że może się do nich zwrócić z każdym problemem. Finansowo również ją wspierali, bo chcieli zapewnić jej naprawdę fantastyczną przyszłość. A ona to zepsuła, zresztą nie była to jedyna rzecz, którą roztrzaskała na kawałki.
- Napijesz się czegoś? - zapytała Paige, a kiedy jasnowłosa kobieta pokręciła głową przecząco, brunetka wróciła do salonu i usiadła naprzeciwko matki. - Nie mówiłaś, że przyjedziesz. Nie przygotowałam się.
- Nie przejmuj się - odparła Lisa obojętnie. - Pewnie byłaś zajęta czymś ważniejszym, niż sprzątanie.
- Byłam przy Austinie - powiedziała Paige i wiedziała, że było to o jedno słowo za dużo dla jej rodzicielki. Kobieta spojrzała na nią krytycznym wzrokiem, po czym mruknęła coś pod nosem. - Mamo, mogłabyś wreszcie przestać się na mnie boczyć?
- Nie o ciebie mi chodzi i dobrze o tym wiesz - odrzekła blondynka. - Po prostu...
- Tak, ja wiem - Paige skrzywiła się. - Po prostu zawsze wolałaś Josha.
- A dziwisz mi się? - zapytała Lisa. - Ten chłopak zrobił dla ciebie więcej, niż ja, ojciec i wszyscy inni ludzie razem wzięci. Wyciągnął cię z nałogu. Uratował ci życie.
- Tak, wiem - przerwała jej brunetka z poirytowaniem, jednak kobieta machnęła ręką lekceważąco, co miało oznaczać, że ona jeszcze nie skończyła.
- Byłam taka szczęśliwa, kiedy dowiedziałam się, że planujecie ślub. Urodziła ci się córka i byłam przekonana, że od teraz będziesz rozsądniejsza i nie przyjdzie ci do głowy, by wrócić do brania narkotyków.
- Ja nic nie biorę! - zauważyła Paige błyskawicznie. - Od prawie pięciu lat jestem czysta.
- No i obydwie wiemy, czyja to zasługa - powiedziała kobieta stanowczo, wyraźnie zadowolona z siebie. - Ja po prostu uważam, że Josh powinien być teraz przy tobie. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz spotykać się z kimś innym, skoro tak rozpaczałaś, kiedy Hartley odszedł. Pragnęłaś, aby to wszystko było nieprawdą i marzyłaś o jego powrocie. Dostałaś to, czego chciałaś, a teraz nagle już ci się to nie podoba?
- Nic nie rozumiesz - ciemnowłosa pokręciła głową. - Kochałam Josha. Do końca swoich dni będę mu wdzięczna za to, co dla mnie zrobił. Potem go straciłam, mój świat nagle runął. Wielu ludzi próbowało mi pomóc, lecz udało się to dopiero Austinowi. To dzięki niemu...
- Kogo ty chcesz oszukać? - spytała Lisa. - Chcesz porównać ich zasługi? Spróbuj, a zobaczysz, że to Josh jest bardziej odpowiednim mężczyzną dla ciebie. I wiesz, co ja o tym wszystkim myślę? Że jesteś z Austinem tylko ze względu na jego chorobę. Wiesz, że jesteś mu potrzebna i dlatego go nie zostawisz, choć sto razy bardziej wolałabyś być teraz przy Joshu.
- Jeszcze jedno słowo, a wyproszę cię stąd - powiedziała Paige ze spokojem, choć krew wrzała w jej żyłach ze wściekłości. - Nie zachowuj się tak, jakbyś lepiej ode mnie wiedziała, co czuję i z kim chcę być.
- W odróżnieniu od ciebie ja zawsze miałam nosa do facetów - stwierdziła Lisa.
- Doprawdy? - teraz Paige nie zamierzała silić się na zbędne uprzejmości. - Skoro taka z ciebie specjalistka, to gdzie jest twój mąż, co? Gdzie jest ten facet od ponad pięciu lat?
Blondynka wstała i z pogardą spojrzała na córkę.
- Gdyby nie ty, Roger nigdy by mnie nie zostawił - skwitowała i wyszła, nawet się nie żegnając.
Nim Paige zdążyła dostatecznie przetworzyć jej słowa w swojej głowie, zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Naomi.

***

A jeśli istnieje miłość silniejsza niż ta, która łączy matkę i dziecko? A jeśli tylko nieliczni mogą doświadczyć czegoś równie potężnego? A jeśli ulegamy złudzeniu, że znaleźliśmy tego jedynego lub tą jedyną, a tak naprawdę nie spotkaliśmy jeszcze swojego realnego przeznaczenia? A jeśli to, co nas czeka, nie jest zależne od nas, lecz jest od dawna zapisane w gwiazdach? A jeśli pieniądze i kariera to tak naprawdę bezwartościowe rzeczy, nawet dla kogoś, kto od zawsze nie myślał o niczym innym, jak o pomnażaniu majątku i promowaniu nazwiska?
Jeśli kiedykolwiek spotkasz na swojej drodze kogoś, kto faktycznie jest ci pisany, poczujesz, że wszystko to, co przez lata swego życia udało ci się zgromadzić, tak naprawdę nie jest ci potrzebne. Przeżyjesz bez tych dodatkowych zer na koncie, bez luksusowego samochodu i wakacji w egzotycznych miejscach, lecz nie przetrwasz bez jednego dotyku, jednego słowa, jednej minuty spędzonej razem. Wystarczy jedno spojrzenie, by twój dzień ze zwyczajnego i nijakiego zamienił się w najpiękniejszy. Kiedy twoje policzki płoną na samą myśl o ukochanej osobie i kiedy jesteś gotowy rzucić wszystko, by być przy tej jedynej, możesz już być pewien, że doszedłeś do celu.
Paige Belle nie miała jeszcze tej pewności. Doceniała każdą chwilę, jaką dzięki Bogu mogła spędzić z Austinem, jednak wciąż jej serce było podzielone, choć z całych sił starała się to zwalczyć. Marzyła o tym, by któregoś ranka obudzić się i zacząć nowe życie, nie rozpamiętując już tego, co było kiedyś, ale z drugiej strony cały czas jej się to nie udawało. Może w głębi duszy ona wcale nie chciała zapominać o tamtych chwilach? Może wciąż wierzyła w to, że były to najszczęśliwsze dni jej życia? A były tak piękne, bo Josh Hartley pokolorował je niczym artysta, używając jedynie tych najszlachetniejszych barw. To smutne, że wspomnienia, które były dla niej tymi najdroższymi, wiązały się z Joshem, a nie z Austinem.
Co poczuła brunetka, kiedy otworzyła drzwi sali, w której powinien leżeć jej narzeczony, lecz zamiast niego zobaczyła puste łóżko? Rozpacz, bezradność i dezorientację. Co się stało? Dlaczego? Przecież miało być zupełnie inaczej...
- Siostro, gdzie jest... - zaczęła, wybiegając na korytarz. Niebieskooka dziewczyna w białym kitlu spojrzała na nią z niechęcią, po czym jednak postanowiła udzielić pomocy.
- Zacznijmy od tego, że nie jestem siostrą - burknęła Vanessa. - Nazwisko?
- Paige Belle - odrzekła ciemnowłosa, a kobieta spojrzała na nią tak, jakby wcale nie były sobie obce. W sumie miała rację, w końcu była to dziewczyna, o której Josh cały czas nie potrafił przestać myśleć. Vannie zastanawiała się, czym właściwie urzekła go ta panna.
- Proszę za mną - powiedziała w końcu, po niezręcznej minucie milczenia i lustrowania siebie nawzajem wzrokiem.
Vanessa ruszyła przed siebie, a Paige posłusznie szła za nią, choć z każdą sekundą czuła się coraz mniej pewnie. Zatrzymały się obok wyjścia na patio.
- O co chodzi? - dopytywała brunetka, coraz mniej panując nad sobą. - Gdzie jest mój narzeczony?
,,Zależy, którego ze swoich narzeczonych masz na myśli'' pomyślała Vanessa, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język.
- Na zewnątrz - skwitowała ponuro i oddaliła się, zostawiając ciemnooką samą.
Kiedy Paige wyszła na patio, zobaczyła Austina w towarzystwie lekarzy, którzy jednak wcale nie ratowali mu teraz życia. Blondyn siedział sobie spokojnie na wózku, wywracając oczami, jak gdyby nic złego się nie wydarzyło.
- Co ty tu robisz? - zapytała Paige słabo, a uśmiech ukochanego wcale nie ułatwiał jej uporania się z tą sytuacją. - Wiesz, przez co ja przeszłam? Kiedy zobaczyłam puste łóżko, pomyślałam o najgorszym.
- Usiądź - powiedział Austin i palcem wskazał na krzesło stojące nieopodal. Kiedy Paige wykonała jego polecenie, postanowił mówić dalej. - Przepraszam za szok, jakiego musiałaś doznać, kiedy nie znalazłaś mnie w łóżku.
- A no właśnie... Czy ty przypadkiem nie powinieneś leżeć i odpoczywać?
- Pozwolono mi wyjść na te dziesięć minut - wyjaśnił. - Powiedzmy, że zrozumieli, że mam naprawdę poważne powody.
- Na przykład jakie? - spytała brunetka, czując się trochę niezręcznie, kiedy dwóch lekarzy wciąż przysłuchiwało się tej rozmowie.
- Spójrz na gwiazdy - rzekł Lynch i kontynuował dopiero, gdy dziewczyna uniosła wzrok. - Zdałem sobie sprawę z tego, że gdyby coś poszło nie tak, mógłbym już tam być i patrzeć na ciebie z góry. Mogło tak być, a jednak jestem tutaj. Paige, od dzisiaj nie pozwolę, by umknęła mi choćby jedna minuta, którą mógłbym przeżyć razem z tobą. Prosiłem cię już o rękę, teraz błagam o twoją miłość. Pozwól mi poczuć, że naprawdę mnie kochasz.
- Czego ode mnie oczekujesz, Austin? - zapytała Paige, kiedy odzyskała głos. Była wielce wzruszona, a zarazem odczuwała poczucie winy, bowiem mężczyzna sprawiał wrażenie pewnego swoich uczuć, podczas gdy ona cały czas nie potrafiła podjąć decyzji.
- Chcę cię widzieć w białej sukni, jak anioła - powiedział, patrząc jej głęboko w oczy. Jego serce zabiło mocniej, kiedy coś w nich zalśniło. - Kiwnij głową, jeśli pożądasz tego samego, Paige.
Kocha, nie kocha... To wszystko przypominało rwanie płatków kwiatu z czasów, kiedy była jeszcze nastolatką. Może życie właśnie w swojej zawiłej naturze kryje swój największy urok? Skinęła głową, zapominając o wątpliwościach. Jej ciało przeszywał przyjemny dreszczyk, kiedy myślała o dniu, których od teraz miał być ich wspólnym celem. Mężczyzna pocałował ją, nie kryjąc radości i wzruszenia, po czym znów zmusił ją, by spojrzała na coraz ciemniejszą taflę ponad ich głowami.
- Pani Lynch - wyszeptał jej do ucha, a Paige zamknęła oczy.
Musiała pragnąć tego z całych sił. Oddałaby wszystko, by Austin żył wiecznie pod tym błękitnym niebem i z każdą minutą była coraz pewniejsza, że chciałaby tą wieczność z nim dzielić.

***

Drew Holcomb - Live Forever *

5 komentarzy:

  1. Piękny rozdział. Zresztą jak każdy, jednak ten wreszcie uspokoił moje serce. austin żyje, wszystko poszło dobrze, a Paige zgodziła się za niego wyjść. Czyż nie tka powinno być? Mam nadzieję, że Paige wreszcie przestanie mieć te obawy czy go kocha. Ja wiem, że bardzo go kocha i ona chyba wreszcie też to zrozumie. Jestem bardzo ciekawa co będzie działo się w dalszych rozdziałach. Teraz wszystko się układa. Mam nadzieję, że nic ani nikt nie rozdzieli Paige i Austina.
    A teraz przyszedł czas na przeprosiny. Miałam u ciebie bardzo dużo zaległości. Aż mi wstyd. Nie sądziłam, że tego jest tak dużo. Sama się zdziwiłam. Bardzo Cię przepraszam. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Pod każdym rozdziałem, którego wcześniej nie przeczytałam, zostawiłam komentarz. Zerknij na nie, proszę. Niektóre zawierają ważne słowa. :) Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz i będziesz mnie dalej informować o nowych rozdziałach. :)
    Przy okazji zapraszam do siebie. Mam nadzieję, że zajrzysz. :)
    http://otchlan-czasu.blogspot.com/
    http://marzenia-duszy.blogspot.com/
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, jestem pierwsza! :D

      Usuń
    2. Wszystko napisałam Ci już na Gadu, więc tutaj pozostaje mi już tylko podziękować za ten i inne komentarze, które czytało mi się z wielką przyjemnością, zwłaszcza ten pod rozdziałem 13 ;) Naprawdę cieszę się, że to opowiadanie aż tak Ci się podoba! Mam nadzieję, że kolejne rozdziały Cię nie rozczarują, wręcz przeciwnie. I jeszcze raz dziękuję za te wszystkie słowa! ;)
      Pozdrawiam i do następnego! ;) ;*

      Usuń
  2. Hej Kochana:* strasznie Cię przepraszam, że zjawiam się dopiero teraz. Jutro minie równy tydzień, ale uwierz, że naprawdę nie miałam wcześniej czasu. Korzystam z obecnej wolnej chwili, bo później może być różnie. Strasznie zaciekawiły mnie Twoje słowa wstępu, więc nie przedłużam już i zabieram się za czytanie :)
    Pierwszy fragment tego rozdziału zmusił mnie do myślenia. Z jednej strony faktycznie nie mamy zbyt wiele do stracenia w niektórych sytuacjach, ale są ludzie, którzy zwyczajnie nie potrafią rozmawiać o swoich uczuciach. Niby nie można mieć o to do nich pretensji, ale gdyby wszyscy byli ze sobą szczerzy i mówili prosto z mostu czego od siebie nawzajem oczekują, to pewne sprawy byłyby prostsze do rozwiązania. Później z takich niedomówień wynika nie wiadomo co, a nawet może być tak, że nieświadomie, bądź świadomie doprowadziliśmy kogoś do smutku, a nawet płaczu. Ja osobiście uważam, że warto być szczerym jeśli chodzi o uczucia. Mnie osobiście nie bawi cierpienie drugiej osoby. Lepiej od razu powiedzieć, że nic z tego nie będzie, zamiast oszukiwać i bawić się uczuciami innych. Oczywiście, że takie wyznania mogą zaboleć, ale warto być optymistą i myśleć, że gdzieś na świecie jest osoba, która jest pisana tylko nam. Ja właśnie tak myślę i nawet chcę wierzyć, że już niedługo ją spotkam :) na tą chwilę stwierdzam, że Austin nie ma czego żałować w swoim życiu. Do chwili, kiedy dowiedział się, że jest chory miał praktycznie wszystko: kochającą narzeczoną, najlepszego przyjaciela i niezastąpioną siostrę. W takich sytuacjach raczej nie powinno się poruszać tematu jego związku z Paige. Oboje byli dla siebie ogromnym wsparciem po rzekomej śmierci Josha, więc mieli prawo się do siebie zbliżyć. Ten temat zawsze będzie wywoływał kontrowersje, a ja sama cały czas się zastanawiam jak to dalej z nimi będzie. Mimo wszystko ciesze się, że przeszczep się powiódł, oby Austin był już zdrowy i nie musiał martwić się o swoje zdrowie :)
    Nie ukrywam, że byłam ciekawa spotkania Lisy i Paige. Ogólnie byłam ciekawa czy jej rodzice jeszcze pojawią się w tym opowiadaniu i w sumie długo czekać nie musiałam. Teraz pytanie tylko, kiedy pojawi się Roger? Tego spotkania też jestem ciekawa. Myślałam, że matka Paige jest o wiele bardziej wyrozumiała niż jej ojciec, ale swoim zachowaniem udowodniła, że jednak jest inaczej. Niby zawsze była po stronie córki, wspierała ją, a teraz takie pretensje? Nie ma to jak skłócona rodzina, która nie odzywa się do siebie od tylu lat. Ja nie umiałabym powiedzieć czegoś takiego własnemu dziecku. Nie wiem co Lisa chciała osiągnąć przez takie wyznanie, ale uważam, że tylko sprawiła Paige przykrość. Możliwe, że mogła mieć rację, ale tego dowiemy się w niedalekiej przyszłości. Myślałam, że to spotkanie będzie normalne, ale ta sytuacja pokazuje, że Paige nigdy nie miała wsparcia u rodziców. Jej matka nie może wybaczyć jej tego, że przez jej uzależnienie straciła ukochanego męża. W takim razie nie rozumiem celu jej wizyty. Dla mnie coś takiego nie ma kompletnie żadnego sensu...
    Kiedyś pisałam, że Paige sama nie wie czego chce i widzę, że tak jest nadal. Nie dziwie jej się, bo ciężko wymazać z pamięci te piękne chwile, które przeżyła razem z Joshem. Sama powiedziała, że jej serce jest nadal podzielone na dwie części, a nie wcale nie jest łatwo zdecydować się, którego mężczyznę kocha bardziej. Wydaje mi się, że decyzję o wyjściu za mąż za Austina podjęła pod wpływem chwili. Nie chce go zranić, ani tym bardziej mu zaszkodzić ze względu na jego zdrowie. Sama jestem ciekawa jak to dalej będzie, czy w ogóle dojdzie do tego ślubu...
    Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości.
    Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak obiecałam ostatnio, przybywam tutaj w weekend. Przepraszam za to okropne spóźnienie, ale mój laptop odmówił posłuszeństwa i chyba szybko nie zostanie naprawiony, tak więc pozostanie mi przez jakiś czas korzystanie z laptopa mojej siostry. A z dostępnością do niego jest raczej trudno. Przepraszam! :*
    Zacznę od pochwalenia utworu, który wybrałaś do tego odcinka, bo jest niesamowity. Nie słyszałam go nigdy wcześniej i cieszę się, że mogłam go odkryć u Ciebie. Jest bardzo inspirujący!
    Jak to mówią lepiej kochać nawet jeśli to ma się skończyć, niż nie poznać nigdy miłości. Świetne wprowadzenie do odcinka. Bardzo życiowe i jestem niemalże pewna, że każdy odnalazł w nim coś dla siebie. Ja na pewno! :)
    Ciężko jest mi czytać o sytuacji Naomi i Russella. Na początku tej historii przedstawiłaś nam idealne, kochające się małżeństwo, po którym teraz nie został już nawet ślad. Szkoda, bo bardzo ich lubiłam i strasznie im kibicowałam - nadal to robię. Ale z każdym odcinkiem widzę jak bardzo się od siebie oddalają i zaczynam się martwić, że w pewnym momencie ta przepaść będzie niemożliwa do przeskoczenia. Myślę, że wyjazd Naomi ma swoje plusy i minusy. Czasami warto spojrzeć na pewne rzeczy z dystansu, trochę ochłonąć i zdobyć się na szczerą rozmowę z samym sobą. Z drugiej strony może to być ucieczka, z której ciężko będzie powrócić. Zobaczymy jak to dalej się potoczy.
    Cieszę się, że Austin się obudził. Wierzę, że teraz z jego zdrowiem będzie już tylko i wyłącznie lepiej. Nie mam pojęcia jak potoczą się jego losy z Paige (ja nadal jestem za jej powrotem do Josha), ale mam nadzieję, że będzie szczęśliwy!
    Relację Paige z Lisą są bardzo napięte. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym sensie (dotyczącym Josha) muszę przyznać Lisię rację. Nie chodzi mi tutaj o zasługi, bo każdy człowiek ma jakiś w pływ na nasze życie. Chodzi mi bardziej o uczucie, którym darzyła Paige żołnierza. Jeśli kochała go tak bardzo, że nie wyobrażała sobie życia bez niego, to jak teraz potrafi funkcjonować bez niego, gdy on jest obok? Nie wiem, co zrobiłabym na jej miejscu, ale wydaje mi się, że gdybym odzyskała ukochanego, którego uważałam za martwego, to zrobiłabym wszystko, aby z nim być. Taka miłość przecież nie umiera. Myślę też, że w jakimś stopniu Paige jest z Austinem tylko dlatego, że chłopak jest chory oraz dlatego, że boi się go zranić, gdy on tak jej pomógł. Może nie jest gotowa przyznać tego przed samą sobą, ale ja myślę, że tak jest.
    Wracając jeszcze do relacji córka-matka, to uważam, że ostatnie zdanie dotyczące ojca Paige, mogła sobie Lisa darować. W życiu nie chciałabym usłyszeć czegoś takiego.
    Jestem w szoku i mam mieszane uczucia. Nie spodziewałam się tego. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi Paige. Nie wiem, czy postępuje rozsądnie. Jeśli sama nie jest pewna swoich uczuć, to jak może podjąć decyzję o ślubie? Myślę, że postąpiła pochopnie i pod wpływem emocji. Pozostaje mi jedynie wierzyć, że nie będzie żałować słowa: 'tak'.
    Cudowny, wzruszający i łapiący za serce odcinek. Kocham to w jaki sposób poruszasz mną i jak bardzo oddalam się od rzeczywistości, gdy zagłębiam się w Twoją twórczość. Uwielbiam Cię! :**

    OdpowiedzUsuń