Hej, Kochane!
Zorientowałam się, że minęło sto lat od ostatniej publikacji, więc udało mi się znaleźć chwilę, by tu wejść. Zaczęła się szkoła, ostatnia już klasa, więc już od początku jest trochę zamieszania, dodatkowo jestem ostatnio stałym bywalcem w różnego rodzaju placówkach med. (przykładowo dziś o 11.30 mam dentystę :P). No i na koniec... Ten krótki tekst piszę już z 10 minut (komputer nie ogarnia USB, więc zamiast zwykłej klawiatury mam taką na monitorze. Muszę klikać w literki, a strasznie to niewygodne).
Właśnie stąd moja długa nieobecność i drobne zaległości, za które obiecuję zabrać się, jak tylko bd mogła. Przepraszam!
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu :)
Dziękuję za cudowne słowa w Waszych komentarzach! :)
Całuję! :*
Siedemnastoletnia dziewczyna otworzyła oczy i przez kilka następnych minut wpatrywała się w sufit. Wydawać by się mogło, że leżała bezczynnie, jednak w jej głowie toczyła się prawdziwa walka z myślami, które niekiedy sprawiały, że miała ochotę schować się w szafie i nigdy z niej nie wychodzić. Dzień wcześniej wracała ze szkoły, oczywiście pod wpływem narkotyków, bo od jakiegoś czasu była to jej codzienna norma. Potknęła się, kiedy obraz przed jej oczami zaczął wirować niczym płatki śniegu sfruwające z zimowego nieba. Starsza kobieta, która widziała to zdarzenie, natychmiast posłała w kierunku Isabel prawdziwą wiązankę, mieszając ją z błotem i wyzywając od brudasek, ćpunek i tak dalej. Zignorowała ją, bo gdyby odpowiedziała cokolwiek, kobieta z pewnością odwdzięczyłaby się i mogłoby się to wszystko różnie skończyć. Udała, że jest głucha na wszystkie zarzuty, ale w głębi duszy płakała, bo w którymś momencie swojego życia - a dziś już nie umiała go nawet namierzyć - stała się osobą, której nienawidziła z całego serca. Straciła panowanie nad swoim życiem, kiedy główną rolę zaczęły odgrywać używki. Nigdy nie przypuszczałaby, że naprawdę się uzależni, ale teraz stała już przed faktem dokonanym. Dotychczas słyszała, że osoby, które mają problem z narkotykami, przez większość czasu nawet nie dostrzegają swojego kłopotu - dla nich potrzeba sięgnięcia po proszek to po prostu normalna czynność. Ona przechodziła przez to zupełnie inaczej. Wiele razy dziennie zamykała się w łazience i płakała, bo brzydziła się swoim postępowaniem. Doskonale wiedziała, że sprawy zaszły za daleko, a jednak nie potrafiła zrobić nic, co mogłoby jej samej pomóc w wyjściu z tego bagna. Była kompletnie bezradna i z każdą godziną uzależniała się coraz bardziej.
Dziewczyna wstała w końcu z łóżka i narzuciła na siebie pierwsze ciuchy, jakie znalazła. Szybko rozczesała włosy, które i tak błagały o pomstę do nieba, po czym zeszła na dół, przecierając oczy. Kiedy tylko weszła do salonu, przeżyła szok, prawdopodobnie największy w swoim życiu. Choć trudno było w to uwierzyć, na podłodze siedziała Adriana, bawiąc się białym proszkiem, którego spora część zdążyła już wysypać się z torebki. Isabel błyskawicznie podbiegła do czterolatki i panicznie zaczęła zabierać to, co nigdy nie powinno wpaść w ręce dziecka.
- Co ty robisz?! - wrzasnęła siedemnastolatka, chowając to, co udało jej się zebrać, na dnie kieszeni.
Wystraszona dziewczynka zalała się łzami, co przecież nie zdarzało jej się zbyt często. Josh i Peter w mgnieniu oka znaleźli się w salonie.
- Co się stało? - zapytał zdenerwowany Peter, kiedy młodszy z Hartleyów wziął córkę na ręce, próbując ją uspokoić.
- Ogłuchłaś? - spytał Josh, patrząc na siostrę jak na jakąś trędowatą.
- Nic się nie stało - odparła Isabel i zrobiła krok, chcąc minąć obu mężczyzn i jak najszybciej wyjść z domu, jednak obydwaj zablokowali jej drogę. - Boże, to nie moja wina, że bierze nie swoje rzeczy. Zgodziłam się na to, żeby spała w moim pokoju, ale o grzebaniu po moich szafkach nie było mowy!
- A co ci niby zabrała? - zapytał Peter, chcąc jak najszybciej rozwiązać konflikt, jednak siedemnastolatka pokręciła głową, z oczywistych przyczyn chcąc uniknąć odpowiedzi.
- Pewnie jakąś pierdołę, a ty zachowujesz się tak, jakby ukradła ci sztabkę złota - warknął Josh.
- Taki jesteś mądry? - spytała Isabel, podchodząc bliżej brata. - Może lepiej zajmij się swoim życiem, zamiast wtrącać się w moje? Ja sobie radzę, w odróżnieniu od ciebie, kretynie.
- Jak ty się odzywasz do brata? - krzyknął zdenerwowany Peter i tym razem było już wiadomo, że miarka się przebrała.
Isabel uśmiechnęła się lekceważąco. Przepchnęła się na korytarz i zaczęła zakładać kurtkę. Zrozumiała, że Josh postanowił jej odpuścić i zająć się Adrianą, jednak Peter nie dawał za wygraną. Podszedł do nastolatki i spojrzał na nią smutnymi oczami, w których można było dostrzec również zawód i zniesmaczenie.
- Nie poznaję własnej córki - szepnął, a każde słowo zdawało się palić go w gardle, było bowiem tak bolesne. - Gdyby mama tu była...
- No właśnie - rzekła Isabel pogardliwie. - Gdyby mama tu była, wiedziałaby, że coś jest nie tak. Nie darłaby się na mnie, tylko zapytała, jaki mam problem. Ale ty masz to w nosie. Wszystkim się wydaje, że jesteś idealnym tatusiem, który dba o swoje dziecko i skoczyłby za nim w ogień. Co ty tak naprawdę o mnie wiesz?
- Chyba oceniasz mnie zbyt surowo - powiedział Peter, chcąc się obronić, jednak siedemnastolatka dobrze wiedziała, że to ona ma rację.
- A więc jak nazywał się mój chłopak? - zapytała, po czym klasnęła w dłonie triumfalnie. - Ty nawet nie wiedziałeś, że mnie rzucił! Jesteś beznadziejny!
Dziewczyna wybiegła z domu i trzasnęła drzwiami, a kiedy była już w drodze do szkoły, jej policzki utonęły we łzach. Dotychczas nawet nie zwracała uwagi na to, że jej własny ojciec nie pyta jej, jak jej minął dzień. On potrafił tylko zakazywać, nakazywać i wymagać, nic poza tym. Isabel zeszła na pobocze, a kiedy zorientowała się, że jest sama, wysypała na okładkę zeszytu odrobinę amfetaminy, po czym ułożyła ją w równą linię i wciągnęła. Akurat dziś miała zamiar podjąć walkę o wyjście z nałogu. Akurat dziś musiało się wydarzyć coś, co wyprowadziło ją w równowagi.
***
Lekcje były dla niej prawdziwą męką. Nie dość, że nauczyciele jakby uwzięli się na nią od samego rana, to na dodatek nikt nie chciał z nią gadać. Hipokryci. Isabel dobrze wiedziała, że akurat w jej szkole mało kto nigdy nie próbował narkotyków. Z pewnością nie ona jedna była dziś od tego syfu uzależniona, a jednak tylko ona już nie potrafiła się maskować. Czuła się jak wygnaniec, tylko z jakiego powodu jej problem miał być także ich zmartwieniem? To było jej życie i jej sprawa. Jeśli tak bardzo irytowało ich to, że była coraz bardziej zaniedbana, to może któreś z nich powinno wyciągnąć pomocną dłoń w jej kierunku? Tymczasem nikt nic nie zrobił, by ją wesprzeć, po prostu zaczęli jej dokuczać, czym tylko dokładali jej kolejnych kłopotów. Tak bardzo chciałaby już zakończyć edukację i zacząć się spotykać z ludźmi starszymi od siebie. Odkąd zmarła jej matka, dziewczyna czuła, że jest dojrzalsza od swoich rówieśników, a teraz, po tych wszystkich przejściach, wrażenie to stało się jeszcze intensywniejsze. Ona z pewnością nie zignorowałaby osoby, która ewidentnie potrzebowałaby pomocy i zrozumienia.
Isabel pokręciła głową ze smutkiem. Zarzekała się, że byłaby wyrozumiałą przyjaciółką, ale czy była taka, kiedy to Paige zmagała się z uzależnieniem? Potrafiła tylko z niej szydzić, a jej wyjście z nałogu traktowała jako jednorazowy i krótkotrwały sukces, ufając, że Paige któregoś dnia nie wytrzyma i znów sięgnie po narkotyki. Swoją drogą, czy to nie ironiczne, że Isabel tak długo gardziła Paige, a dziś była jej odbiciem w lustrze, popełniając te same błędy, co ona kiedyś?
Siedemnastolatka zerwała się z ławki natychmiast, kiedy tylko usłyszała dzwonek. Wyciągnęła z kieszeni telefon, który już po chwili upadł z trzaskiem na podłogę. Podniosła go, a kiedy uniosła wzrok, zauważyła wysokiego bruneta nad sobą, który wraz z kolegami nabijał się z niej na całego.
- Laska, patrz pod nogi następnym razem - powiedział, choć wcale nie brzmiało to na troskę.
- To nic nie da - wtrącił jego kolega, piegowaty rudzielec. - Idę o zakład, że jest tak naćpana, że obraz jej się rozmazuje.
- Mogę przejść? - zapytała Isabel, chcąc zachować spokój, jednak koledzy tylko się roześmiali.
- Głuchy jesteś? - spytał Logan, pojawiając się znikąd i zajmując uwagę chłopaków na tyle skutecznie, że nastolatce udało się ich minąć i wyjść ze szkoły.
Isabel mogłaby już odejść, jednak postanowiła poczekać na kolegę - była bowiem pewna, że powinna tu zostać i podziękować mu za to, że pomógł jej wydostać się z tarapatów. Po upływie około minuty chłopak podszedł do niej, oblizując rozciętą wargę.
- Nic ci nie jest? - zapytała dziewczyna, jednak brunet uśmiechnął się łagodnie.
- Rozumiem, że nie chcesz już wracać na lekcje - zauważył, a ona kiwnęła głową. - Może chcesz, żebym odprowadził cię do domu?
- Nie chcę iść do domu - powiedziała ponuro. - Ale dzięki.
- Nie ma sprawy - odrzekł i złapał ją za rękę, co mocno ją zdziwiło, jednak nie wyrwała się. Oboje wyszli poza teren szkoły i zaczęli zmierzać w nieokreślonym jeszcze kierunku. - Teraz wiem, jak się czujesz.
- Ty? - wybałuszyła oczy. - Chłopczyk z gitarą wie, jak smakuje amfa?
- Akurat miałem na myśli coś innego, ale odnośnie twojego pytania... - Logan wbił wzrok w chodnik, co zmusiło Isabel, aby się zatrzymała i oswobodziła dłoń z jego uścisku.
- Ty brałeś? - zapytała z niedowierzaniem.
- A nigdy przedtem nie zastanawiało cię, skąd znam Giovanniego i jego kumpli? - odpowiedział pytaniem na pytanie i skrzywił się. - Isabel, nie jest mi łatwo o tym mówić, ale ja mam to już dawno za sobą i chciałbym ci pomóc, naprawdę. Masz szansę z tego wyjść.
- Skąd taka pewność?
- Isabel, ty zaczęłaś brać, bo zakochałaś się w Giovannim i chciałaś robić to, co on.
- Nieprawda...
- Oboje dobrze wiemy, że nie miałaś większych powodów, by zacząć ćpać. Okazało się, że twój brat żyje, byłaś taka szczęśliwa... A potem nagle sięgnęłaś po narkotyki, akurat w momencie, kiedy zaczęłaś się spotykać z Gio.
- Zapomniałeś o czymś - zauważyła i przeszła kilka kroków, a chłopak szybko ją dogonił. - Zapomniałeś o tym, jak złamałeś mi serce i udawałeś, że mnie nie znasz! - wykrzyknęła mu prosto w twarz i znów zalała się łzami.
- Isabel, ja nie sądziłem, że to...
- Że co? - zapytała nerwowo. - Że to miało dla mnie aż takie znaczenie? Tak, miało! To wszystko twoja wina!
- Moja wina? - zdziwił się. - Dziewczyno, zastanów się, o co ci tak naprawdę chodzi, wtedy pogadamy.
- Nie mam zamiaru z tobą gadać - prychnęła. - Jesteś największym błędem mojego życia.
Siedemnastolatka zaczęła biec i wdzięczna była Bogu za to, że Logan nie próbował jej dogonić. Z drugiej strony, może właśnie na tym jej najbardziej zależało? Może w głębi duszy pragnęła, by chłopak pobiegł za nią i zatrzymał ją, pocałował i powiedział, że się nią zaopiekuje? Tak właśnie wyglądało jej życie - wieczna niepewność i konflikt pomiędzy tym, co mówi serce, a co rozum. Biegła ile sił w płucach, teraz już znając cel swojej podróży. Otworzyła czarną żelazną furtkę i od tego momentu stopy same podpowiadały jej, gdzie iść.
***
Usiadła na ziemi, nie przejmując się zimnem, jakie natychmiast zawładnęło jej ciałem. Choć dłonie jej drżały, nie zamierzała się stąd ruszać. Wzrok wlepiła w kamienną płytę, na której widniało tak dobrze znane jej nazwisko. Dotychczas zawsze, kiedy tu przychodziła, czuła się tak, jakby ramiona matki oplatały jej ciało, dając jej przyjemne ciepło. Przeżyła szok, kiedy tego dnia wcale tego nie zaznała - wciąż było jej tak samo zimno.
- Nie jestem córką, z której mogłabyś być dumna - powiedziała Isabel, nienawidząc siebie za to, że do tego doprowadziła. Przygryzła wargi, chcąc za wszelką cenę uniknąć ponownego rozklejenia się. - Pamiętam, co mi powiedziałaś na kilka dni przed swoim odejściem. Mówiłaś, że kiedy umrzesz, twój anioł zakorzeni się głęboko w moim sercu i zawsze, cokolwiek się wydarzy, będzie wskazywał mi tą właściwą drogę. Przez jakiś czas naprawdę czułam się bezpieczna, a kiedy musiałam podjąć jakąś decyzję i miałam problem, ty zawsze podpowiadałaś mi, co robić. Czułam twoją obecność, choć fizycznie już nie było cię obok. Teraz już cię nie czuję.
Dziewczyna odwróciła wzrok, oddychając coraz ciężej. Serce biło jej jak szalone, a dłonie trzęsły się już nie tylko z zimna.
- Wiem, że cię zawiodłam - powiedziała Isabel, kiedy już mogła kontynuować. - Nawaliłam na całej linii. Nie zasługuję na to, byś nadal obserwowała każdy mój krok. Ja nawet nie chcę, żebyś to robiła, bo nie zniosę myśli, że widzisz wszystkie te paskudne rzeczy, których się dopuszczam. Chciałabym cię przeprosić i powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy, ale po prostu nie potrafię... Naprawdę chciałabym skończyć z tym nałogiem, ale to jest silniejsze ode mnie.
Nastolatka wstała z ziemi i po raz ostatni spojrzała na grób matki.
- Może dzisiaj jest za zimno, by anioły mogły latać? - zapytała samą siebie. - Może to dlatego cię nie czuję?
***
Dziewczyna dobrze wiedziała, że nie wygląda szczególnie wyjściowo, jednak nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Kiedy do jej uszu dotarła klubowa muzyka, odetchnęła z ulgą i poczuła, że trafiła do miejsca, w którym tak bardzo potrzebowała się znaleźć. Momentalnie poczuła, że musi się z nim skontaktować, jednak jej telefon nie przeżył upadku z dużej wysokości w szkole i niestety nie chciał się ponownie włączyć. A skoro nie mogła do niego zadzwonić, musiała go wywęszyć niczym pies. Kiedy zobaczyła jego sportowy samochód na poboczu zdecydowanym ruchem poprawiła włosy i ruszyła śmielej w jego kierunku.
Giovanni co jakiś czas rozglądał się na boki, wyraźnie obawiając się policji. Isabel któregoś razu towarzyszyła mu, kiedy sprzedawał towar dzieciakom w jej wieku, które wydają kieszonkowe, by przez parę godzin czuć się wolnymi od wszelkich zakazów, nakazów i problemów. Przez przyciemnione szyby przyglądała się im w ukryciu, analizując ich zachowanie. Byli tacy sami, jak ona, jednak krytykowali jej zachowanie w szkole, zgrywając świętoszków. Co by zrobiła, gdyby zobaczyła wówczas Logana, kupującego narkotyki u Gio? Isabel postanowiła nie gdybać, bo w gruncie rzeczy do niczego to nie prowadziło. Kiedy klient oddalił się od Giovanniego, dyskretnie chowając torebeczkę z proszkiem do kieszeni, siedemnastolatka podeszła do bruneta i uśmiechnęła się czarująco. Mężczyzna szybko odwrócił od niej wzrok.
- Nawet się nie przywitasz? - zapytała Isabel.
- Mówiłem ci już, że nic ci nie sprzedam - powiedział chłodno. - Idź stąd, jestem zajęty.
- Nie przyszłam po dragi - rzekła, wówczas brunet spojrzał na nią ze zdziwieniem. Po przeanalizowaniu jej słów roześmiał się.
- Mam ci uwierzyć? - spytał. - Mała, zrozum jedno. Naprawdę mi na tobie zależało i skoro nie możemy być razem, to przynajmniej nie chcę faszerować cię tym syfem. Wyjdzie ci to na dobre.
- Przyszłam, bo chciałam cię zobaczyć - powiedziała i brzmiało to naprawdę przekonująco, choć tak naprawdę to Giovanni miał rację. Przyszła, by na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, a wiedziała, że tylko narkotyki mogą jej zapewnić ten stan.
- Powiadasz? - zapytał podejrzliwie.
Isabel uśmiechnęła się i podeszła bliżej. Jedną dłoń przytknęła do jego klatki piersiowej, a drugą zjechała niżej. Spojrzała na niego kusząco i wiedziała, że jej broń działa prawidłowo.
Giovanni machnął ręką na swojego kolegę, który właśnie chował do kieszeni kolejny banknot, jaki zarobił.
- Poradzisz sobie dzisiaj beze mnie - oznajmił brunet, po czym wsiadł do samochodu i poprosił siedemnastolatkę, aby zrobiła to samo.
- Dokąd jedziemy? - zapytała.
- A co, chcesz podesłać tatusiowi współrzędne? - zaśmiał się. - Za miastem jest takie fajne miejsce. Spodoba ci się.
- Już mi się podoba - rzekła, choć wcale nie była pewna, czy powiedziała prawdę.
Jechali dalej w ciemność, a ich ciała raz po raz stykały się. Tej nocy byli naładowani czymś, co nieustannie przyciągało ich ku sobie. W głowie Isabel tliła się tylko jedna myśl: aby w jej krwi znalazł się wreszcie środek, którego pożądała o wiele bardziej, niż mężczyzny. Nie zwracając uwagi na to, że Giovanni musi skupić się na drodze, odpięła pas i pochyliła się w jego kierunku, mocno przywierając do jego ust. Szybko powędrowała niżej, kąsając jego policzek, brodę, szyję. Mężczyzna zatrzymał samochód na poboczu, wiedząc, że nim dojadą do hotelu, dziewczyna zdąży go wymęczyć. Zgasił silnik i rozpiął pasy. Siedemnastolatka usiadła na brunecie okrakiem i po raz ostatni pocałowała go w usta, po czym jednak spojrzała na niego z powagą.
- Niczego nie dostaniesz za darmo - powiedziała i była stuprocentowo pewna, że tym razem Gio ugnie się i spełni jej zachciankę.
Ciemnowłosy skrzywił się. Widać było, że wcale nie chciał, aby Isabel brała narkotyki, jednak z drugiej strony akurat dzisiaj nie potrafił jej odmówić - nie tutaj, nie w takich okolicznościach, kiedy byli tylko oni dwoje pośród ciemności. Giovanni sięgnął ręką do kieszeni kurtki i wyciągnął z niej niewielką strzykawkę. Isabel wróciła na miejsce pasażera, przyglądając się temu z zainteresowaniem.
- Wyprostuj rękę - rzekł, jednak dziewczyna wstrzymała się.
- Dlaczego nie dasz mi tego, co zwykle? - zapytała niepewnie.
- Isabel, zdecyduj się, po co ty właściwie do mnie przyszłaś - powiedział z poirytowaniem i odwrócił wzrok. Wpatrywał się w ulicę, po której mknęły samochody. Właśnie wtedy poczuł, jak sztywna dłoń nastolatki ląduje na jego udzie. Mężczyzna spojrzał na nią z uwagą. - Jesteś pewna?
Dziewczyna skinęła głową i już po chwili poczuła ostrze wbijające się w jej skórę. Właśnie po to przyszła - aby po raz kolejny się naćpać i uciec od tego beznadziejnego życia. Zapomnieć o Loganie, który tak naprawdę spowodował to wszystko. Przecież nie podeszłaby do Giovanniego wtedy pod szkołą, gdyby nie chęć uczynienia Logana zazdrosnym. Brała coraz więcej i więcej, bo rzeczywistość stawała się coraz bardziej okrutna, a fakt, że Logan cały czas był na nią obojętny, tylko pogarszał sprawę. Gdyby nie on, nie byłoby jej tu dzisiaj. Tak bardzo go nienawidziła, a zarazem kochała nad życie. Pojęła, że już nic jej z niego nie wyleczy, więc postanowiła to zakończyć.
Kiedy siedemnastolatka poczuła dłonie mężczyzny na swoich udach, w pierwszej chwili wystraszyła się i miała ochotę się wycofać, jednak wówczas narkotyk zaczął działać. Wszystko stało się o wiele przyjemniejsze, a ona nie mogłaby uciec, nawet gdyby nadal tego chciała. Pocałowała go, choć w głębi duszy pragnęła, by był to Logan, po czym zamknęła oczy i przygryzła wargę. Po pewnym czasie przestała w ogóle myśleć o Loganie. Kim właściwie był ten koleś? Isabel uśmiechnęła się, wiedząc, że za kilkanaście minut wszelkie jej problemy odejdą w niepamięć - pozostanie tylko rzeczywistość, która być może była nieodpowiednia, jednak jej już to wcale nie obchodziło.
***
- Dokąd jedziemy? - zapytała.
- A co, chcesz podesłać tatusiowi współrzędne? - zaśmiał się. - Za miastem jest takie fajne miejsce. Spodoba ci się.
- Już mi się podoba - rzekła, choć wcale nie była pewna, czy powiedziała prawdę.
Jechali dalej w ciemność, a ich ciała raz po raz stykały się. Tej nocy byli naładowani czymś, co nieustannie przyciągało ich ku sobie. W głowie Isabel tliła się tylko jedna myśl: aby w jej krwi znalazł się wreszcie środek, którego pożądała o wiele bardziej, niż mężczyzny. Nie zwracając uwagi na to, że Giovanni musi skupić się na drodze, odpięła pas i pochyliła się w jego kierunku, mocno przywierając do jego ust. Szybko powędrowała niżej, kąsając jego policzek, brodę, szyję. Mężczyzna zatrzymał samochód na poboczu, wiedząc, że nim dojadą do hotelu, dziewczyna zdąży go wymęczyć. Zgasił silnik i rozpiął pasy. Siedemnastolatka usiadła na brunecie okrakiem i po raz ostatni pocałowała go w usta, po czym jednak spojrzała na niego z powagą.
- Niczego nie dostaniesz za darmo - powiedziała i była stuprocentowo pewna, że tym razem Gio ugnie się i spełni jej zachciankę.
Ciemnowłosy skrzywił się. Widać było, że wcale nie chciał, aby Isabel brała narkotyki, jednak z drugiej strony akurat dzisiaj nie potrafił jej odmówić - nie tutaj, nie w takich okolicznościach, kiedy byli tylko oni dwoje pośród ciemności. Giovanni sięgnął ręką do kieszeni kurtki i wyciągnął z niej niewielką strzykawkę. Isabel wróciła na miejsce pasażera, przyglądając się temu z zainteresowaniem.
- Wyprostuj rękę - rzekł, jednak dziewczyna wstrzymała się.
- Dlaczego nie dasz mi tego, co zwykle? - zapytała niepewnie.
- Isabel, zdecyduj się, po co ty właściwie do mnie przyszłaś - powiedział z poirytowaniem i odwrócił wzrok. Wpatrywał się w ulicę, po której mknęły samochody. Właśnie wtedy poczuł, jak sztywna dłoń nastolatki ląduje na jego udzie. Mężczyzna spojrzał na nią z uwagą. - Jesteś pewna?
Dziewczyna skinęła głową i już po chwili poczuła ostrze wbijające się w jej skórę. Właśnie po to przyszła - aby po raz kolejny się naćpać i uciec od tego beznadziejnego życia. Zapomnieć o Loganie, który tak naprawdę spowodował to wszystko. Przecież nie podeszłaby do Giovanniego wtedy pod szkołą, gdyby nie chęć uczynienia Logana zazdrosnym. Brała coraz więcej i więcej, bo rzeczywistość stawała się coraz bardziej okrutna, a fakt, że Logan cały czas był na nią obojętny, tylko pogarszał sprawę. Gdyby nie on, nie byłoby jej tu dzisiaj. Tak bardzo go nienawidziła, a zarazem kochała nad życie. Pojęła, że już nic jej z niego nie wyleczy, więc postanowiła to zakończyć.
Kiedy siedemnastolatka poczuła dłonie mężczyzny na swoich udach, w pierwszej chwili wystraszyła się i miała ochotę się wycofać, jednak wówczas narkotyk zaczął działać. Wszystko stało się o wiele przyjemniejsze, a ona nie mogłaby uciec, nawet gdyby nadal tego chciała. Pocałowała go, choć w głębi duszy pragnęła, by był to Logan, po czym zamknęła oczy i przygryzła wargę. Po pewnym czasie przestała w ogóle myśleć o Loganie. Kim właściwie był ten koleś? Isabel uśmiechnęła się, wiedząc, że za kilkanaście minut wszelkie jej problemy odejdą w niepamięć - pozostanie tylko rzeczywistość, która być może była nieodpowiednia, jednak jej już to wcale nie obchodziło.
***
Hej Kochana:* ciesze się, że nowość wreszcie się pojawiła, bo nawet ja sama zaczęłam się zastanawiać nad Twoją długą nieobecnością. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że przecież zaczęła się szkoła, no i tak jak przypuszczałam przed Tobą ostatnia klasa liceum. Sama pamiętam jak to było u mnie. Tyle nerwów, a do tego wszystkiego jeszcze nauczyciele, którzy wcale nie motywowali do dalszej nauki przynajmniej w mojej szkole tak było. Zmartwiło mnie to co napisałaś. Co się dzieje, że musisz tak często bywać u lekarza? Mam nadzieję, że to nic poważnego. Ja w sumie od czwartku też jestem chora, a najgorsze jest to, że nie mam nawet kiedy się podleczyć, bo niestety mam taki okres, że nie mogę wziąć wolnego w pracy, więc nie wiem jak długo jeszcze mój stan będzie się ciągnął. To tyle jeśli chodzi o słowo wstępu. Zabieram się za czytanie, bo strasznie mnie ciekawi co tym razem nam zaprezentujesz :)
OdpowiedzUsuńŻycie Isabel ewidentnie się posypało. Ja sama jestem w szoku, że taka dziewczyna jak ona świadomie doprowadziła się do takiego stanu. Można powiedzieć, że nigdy nie miała łatwo, w tak młodym wieku musiała się zmierzyć ze śmiercią swojej matki, a to też mogło się na niej w jakiś sposób odbić. Ja sama poznałam kilka takich osób i naprawdę podziwiam je, że sobie radzą z czymś takim. Wiadomo, że nie chodzi przecież o to, by siedzieć cały dzień zamkniętym w czterech ścianach i płakać w poduszkę, ale o takich rzeczach naprawdę ciężko zapomnieć. I zawsze jest tak, że na kogoś lub coś trzeba zwalić całą winę za swoje życiowe niepowodzenia. Padło na Petera, ale ja sama nie jestem w stanie powiedzieć czy to faktycznie w dużej mierze jest jego wina... dotąd uważałam go za porządnego człowieka, który dosłownie ma serce na dłoni, ale może faktycznie zaniedbał Isabel i przestał jej poświęcać tyle czasu co kiedyś? Rodzice już tacy są, że tylko zakazują, wymagają i nakazują i czasami naprawdę ciężko zrozumieć, że robią to dla naszego dobra, a mimo to i tak nie zdołają uchronić nas przed złem całego świata. Nie wiedziałam, że osoba uzależniona ma w szkole takie ciężkie życie... ja w ogóle byłam zdziwiona faktem, że Isabel nie jest lubiana w szkole i w tym rozdziale dobitnie to pokazałaś. Współczuje jej, ale ludzie niestety tacy są, że dbają tylko o własne cztery litery i nie będą się przejmowali kimś, kto naprawdę może potrzebować pomocy. Dobrze, że Logan pojawił się na miejscu, bo nawet nie chcę myśleć jakby ta sytuacja się skończyła. Myślałam, że dojdą w końcu do porozumienia, ale tak się niestety nie stało i sama się zastanawiam czy w ogóle do tego dojdzie. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że Logan był kiedyś uzależniony, ale jak widać pozory mylą i nigdy nie wiadomo czego tak naprawdę można się spodziewać po drugiej osobie. Ja sama zaczynam coraz mniej rozumieć Isabel... skoro chce, żeby ktoś jej pomógł, to dlaczego odrzuciła pomocną dłoń Logana? Co prawda było między nimi nieporozumienie, oboje oczekiwali od siebie czegoś innego, ale czy warto zwracać uwagę na takie rzeczy, kiedy w grę wchodzi całe nasze dalsze życie? Może dzięki niemu dziewczyna wydostałaby się z nałogu? Ja uważam, że źle zrobiła, mimo, że mam uprzedzenia do Logana to jest to jedyna osoba, która bezinteresownie się zainteresowała i zaoferowała swoją pomoc. Może właśnie to jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyło? Spodziewałam się, że Giovanni tak szybko nie zniknie z życia Isabel i miałam rację. Chociaż w tym przypadku to ona cały czas zabiega o kontakty z nim wiadomo z jakich powodów. Jakoś ciężko uwierzyć mi w to, że Gio nie chce sprzedawać brunetce narkotyków, że nie chce jej tym faszerować. W końcu na tym zarabia, więc myślę, że nie potrafiłby sobie odmówić zarobienia kolejnych pieniędzy. Sprawy naprawdę zaszły za daleko i nawet boję się użyć stwierdzenia, że już jest za późno na ratunek dla Isabel. Mam tylko nadzieję, że między nią a Giovannim do niczego nie dojdzie. Liczę na cud, ale sama mam wątpliwości czy w ogóle nadejdzie...
Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
Pozdrawiam i całuję :* :* :*
Nie martw się o mnie, nie jest tak źle ;) Jeszcze nie wiem, skąd moje różne problemy, lekarza mam dopiero we wtorek. Po morfologii wiem tylko, że to nie tarczyca, choć to było takie główne podejrzenie. Więc aktualnie jesteśmy w kropce i pewnie będzie neurolog, a potem zobaczymy.
UsuńKomentarz przeczytałam już wieki temu, teraz pozostaje mi już tylko za niego podziękować! ;) A więc dziękuję i do następnego, kochana ;*
Mam dobrą wiadomość. Znalazłam czas na nadrobienie Twoich rozdziałów! :D Naprawdę żałuję że przychodzę tak późno ale ciężko mi nad tym zapanować. Teraz na szczęście mam dużo wolnego i mogę na spokojnie przeczytać tę trzy zaległe rozdziały.
OdpowiedzUsuń16 baaardzo mi się podoba. Skupiłaś się na Isabel i to mi się podoba. O niej zawsze było najmniej, dlatego taki rozdział się przydał. Dzięki niemu jeszcze bardziej polubiłam Isabel i zrozumiałam ją i jej problem. Najsmutniejsze jest to, że ona zdaje sobie sprawę ze swojego problemu, ale nie umie nic z tym zrobić. Jest już na tyle uzależniona, że pomóc jej może tylko druga osoba. Żal mi jej. Wcale nie dziwię się jej że sięgnęła po narkotyki. Złamane serce to najgorsze co może być. Ona sobie z tym nie poradziła, a musiała jakoś żyć. I dzięki Gio jej się to udało. Jestem ciekawa czy Logan jej pomoże. Może się w niej zakocha? Czuję że gdyby on chciał jej pomóc to ona by mu na to pozwoliła.
Niestety, ostatniego zachowania Isabel nie mogę zaakceptować. Dla narkotyków straciła dziewictwo. Bo jak dobrze pamiętam to jeszcze tego nie robiła, prawda? Ach, te dragi.
Biorę się za resztę rozdziałów! :)