Witam!
Dwa tygodnie odstępu między rozdziałami to takie maksimum, dlatego dziś publikuję nowość, choć może powinnam poczekać na spóźnialskich, ale z pewnych przyczyn nie mogę. Pod koniec tego roku/na początku nowego roku zapoznam Was z czymś nowym, co tworzę od jakiegoś czasu. Byłoby dobrze, gdybyśmy z Mine Again wyrobili się właśnie na przełom grudnia i stycznia. A więc, jak wszystko dobrze pójdzie i po drodze nie wyskoczą jakieś komplikacje, nowości tutaj będą pojawiać się najpóźniej po dwóch tygodniach - może szybciej, ale to już raczej nie ode mnie zależy.
Pozdrawiam ;)
***
Yael Naim - Far Far
Dwa tygodnie odstępu między rozdziałami to takie maksimum, dlatego dziś publikuję nowość, choć może powinnam poczekać na spóźnialskich, ale z pewnych przyczyn nie mogę. Pod koniec tego roku/na początku nowego roku zapoznam Was z czymś nowym, co tworzę od jakiegoś czasu. Byłoby dobrze, gdybyśmy z Mine Again wyrobili się właśnie na przełom grudnia i stycznia. A więc, jak wszystko dobrze pójdzie i po drodze nie wyskoczą jakieś komplikacje, nowości tutaj będą pojawiać się najpóźniej po dwóch tygodniach - może szybciej, ale to już raczej nie ode mnie zależy.
Pozdrawiam ;)
***
Yael Naim - Far Far
Jesteś moim skarbem, ale wiem, że najlepsze dopiero przed nami.
Jej oczy rozszerzały się pod wpływem uroku tego świata. Choć Mediolan najpiękniej wyglądał latem, to tego ranka naprawdę niczego mu nie brakowało do ideału. Szczupłe palce brunetki zdecydowanym ruchem odsłoniły okna, dzięki czemu w sypialni momentalnie zrobiło się jaśniej. W takich chwilach Paige czuła się tak, jakby wszystko to, co złe, nigdy nie wydarzyło się w jej życiu. Jedyne, czego mogła doświadczać, to szczęście i poczucie spokoju - zupełnie tak, jak teraz. Uśmiechnęła się i podeszła z powrotem do łóżka, gdzie spoczywało maleńkie ciałko jej czteroletniej córki. Dziewczynka smacznie drzemała i nawet nie poczuła, kiedy jej naga nóżka wydostała się spod kołdry. Ciemnowłosa delikatnie pocałowała policzek swojego dziecka, po czym na palcach wyszła z sypialni prosto do kuchni. Nalała sobie wody do szklanki i zaczęła przechadzać się po domu, tęsknym wzrokiem witając się z każdym jego milimetrem. Wokół panowała niczym niezmącona cisza, zupełnie tak, jakby wskazówki zegara stanęły w miejscu. Choć Paige doceniała każdą chwilę, kiedy mogła oderwać się od problemów i poczuć się od nich wolną, teraz chciałaby już mieć Austina obok. Jeszcze kilka dni, jeszcze kilka chwil, a będzie mogła odebrać go ze szpitala, pomóc mu usiąść w fotelu i zaparzyć jego ulubioną herbatę. Naiwnie spoglądała na puste miejsce przed telewizorem, próbując urzeczywistnić swoje wyobrażenie powrotu Austina do domu. Potrzebowała mieć go przy sobie, bo choć lekarze zapewniali ją, że jego zdrowiu nie zagraża już niebezpieczeństwo, ona będzie spokojna dopiero, kiedy mężczyzna przekroczy próg ich mieszkania.
Paige nałożyła na stopy trampki i w piżamie wyszła na zewnątrz, gdzie przyjemny powiew wiatru przylgnął do jej skóry niczym pocałunek najdroższego. Rozpierał ją entuzjazm. Miała szczerą ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo jest szczęśliwa, będąc tu i teraz i mając w rękach swój największy skarb. Ze wstydem i niechęcią spoglądała wstecz na swoje życie. Gdyby miała pecha, dziś mogłoby jej nie być wśród żywych, zresztą na jej własne życzenie - przecież nikt nie kazał jej brać narkotyków. Kiedy była nastolatką nawet nie chciała wyobrażać sobie swojego życia za parę lat. Oczami wyobraźni widziała siebie w równie paskudnym stanie, w jakim była, mając siedemnaście lat. Rzeczywistość mocno ją zaskoczyła. Dziś była spełnioną kobietą, kochaną i kochającą, mającą swoje własne miejsce na ziemi. Była po prostu szczęśliwa.
Kobieta wyjęła z kieszeni szlafroka telefon, po czym wybrała numer, który znała na pamięć o każdej porze dnia i nocy. Kiedy usłyszała męski głos po drugiej stronie, poczuła, jak stado motylków rozpoczęło swój taniec w jej brzuchu.
- Piękny mamy dzisiaj dzień - powiedziała Paige, okręcając sobie pasmo włosów wokół palca. - Szkoda tylko, że nie możesz tego zobaczyć.
- Akurat patrzę przez szpitalne okno - odparł Austin, a dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
- Myślisz, że lekarze pozwolą ci wyjść na krótki spacer z narzeczoną? - zapytała z nadzieją w głosie. Właśnie wtedy Paige zauważyła szczupłą postać na ulicy, która przyglądała się jej spode łba. - Albo wiesz co? Może poczekajmy ze spacerami, aż zostaniesz wypisany ze szpitala.
- Czemu tak nagle zmieniłaś zdanie?
- Wpadnę do ciebie wieczorem, to porozmawiamy - skwitowała i rozłączyła się, mając nadzieję, że blondyn nie wyczuł, że stało się coś złego.
Brunetka podeszła do siedemnastolatki, która tak nagle pojawiła się pod jej domem. Nie miała słów, by skomentować wygląd Isabel, więc skinęła tylko głową i obydwie zgodnie ruszyły w kierunku drzwi wejściowych.
Kobieta wyjęła z kieszeni szlafroka telefon, po czym wybrała numer, który znała na pamięć o każdej porze dnia i nocy. Kiedy usłyszała męski głos po drugiej stronie, poczuła, jak stado motylków rozpoczęło swój taniec w jej brzuchu.
- Piękny mamy dzisiaj dzień - powiedziała Paige, okręcając sobie pasmo włosów wokół palca. - Szkoda tylko, że nie możesz tego zobaczyć.
- Akurat patrzę przez szpitalne okno - odparł Austin, a dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
- Myślisz, że lekarze pozwolą ci wyjść na krótki spacer z narzeczoną? - zapytała z nadzieją w głosie. Właśnie wtedy Paige zauważyła szczupłą postać na ulicy, która przyglądała się jej spode łba. - Albo wiesz co? Może poczekajmy ze spacerami, aż zostaniesz wypisany ze szpitala.
- Czemu tak nagle zmieniłaś zdanie?
- Wpadnę do ciebie wieczorem, to porozmawiamy - skwitowała i rozłączyła się, mając nadzieję, że blondyn nie wyczuł, że stało się coś złego.
Brunetka podeszła do siedemnastolatki, która tak nagle pojawiła się pod jej domem. Nie miała słów, by skomentować wygląd Isabel, więc skinęła tylko głową i obydwie zgodnie ruszyły w kierunku drzwi wejściowych.
Paige wróciła do salonu z kubkiem gorącej herbaty, którą chciała podać siedemnastolatce, jednak ta nawet nie zareagowała. Brunetka postawiła więc kubek na stoliku i zajęła miejsce naprzeciwko dziewczyny, wyraźnie zamyślonej i jakby nieobecnej. Dla Belle był to naprawdę fatalny widok - tak, jakby patrzyła na samą siebie sprzed kilku lat. Nikomu nie życzyła takiego losu, a już na pewno nie Isabel, jednak widocznie jej prośby nie zostały uszanowane. Dramatycznie rozmazany makijaż ułożył się w strugi na jej policzkach, wyznaczając ślad łez, które musiały tej nocy wypłynąć z jej oczu. Paznokcie miała obgryzione z nerwów, włosy rozczochrane i gdzieniegdzie splątane w niechlujne kołtuny. Jej oczy były smutne, wręcz przygnębione.
Brunetka wzięła do ręki telefon, jednak nastolatka szybko zareagowała, powstrzymując ją.
- Nie dzwoń do niego, proszę - powiedziała Isabel, przełykając ślinę.
- W co ty pogrywasz, co? - zapytała Paige, odkładając komórkę na stół.
- Nie chcę go denerwować - mruknęła słabo, a krew w żyłach ciemnowłosej osiągnęła temperaturę wrzenia.
- Denerwować? - prychnęła. - Isabel, twój ojciec odchodzi od zmysłów, jestem tego pewna. Mogłaś chociaż powiedzieć, że nie wrócisz na noc.
- I co jeszcze? - zdziwiła się. - Może powinnam mu od razu wyznać, że nie wracam do domu, bo zamierzam się naćpać i...
- Spokojnie - rzekła Paige łagodnie, kiedy siedemnastolatka była bliska wybuchnięcia. Dziewczyna upiła łyk herbaty, by choć trochę się rozluźnić, po czym znów spojrzała na brunetkę.
- Wiesz, dlaczego przyszłam akurat do ciebie? - zapytała Isabel niepewnie, na co ciemnooka pokręciła głową przecząco. - Bo to ty ostrzegałaś mnie przed narkotykami. Mówiłaś, że tak będzie, ale ja nie chciałam cię słuchać.
- Najważniejsze, że widzisz, że masz problem - szepnęła Paige.
- Jestem narkomanką - powiedziała Isabel z obrzydzeniem. - Nie panuję nad swoim życiem. Widziałam, jak wszystko, co było dla mnie ważne, wypadało mi z rąk i rozpadało się na kawałeczki, ale mogłam tylko się temu przyglądać. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... A ojciec? Jeśli on się o tym dowie, chyba się mnie wyprze.
- Ty chyba samej siebie nie słyszysz - rzekła Paige. - Twój tata jest jednym z najszlachetniejszych ludzi, jakich poznałam. To jasne, że nie będzie zachwycony, ale na pewno nie zostawi cię samej. Ja zresztą też nie.
- Po tym, jaka byłam dla ciebie wredna, ty jeszcze chcesz mi pomagać?
Brunetka nie od razu wiedziała, że odpowie na to pytanie. W pierwszej chwili chciała po prostu udać, że tego nie usłyszała, jednak zrozumiała, że nie powinna uciekać od prawdy - zwłaszcza, że na Isabel i tak nie zrobi ona większego wrażenia. Paige usiadła obok nastolatki i delikatnie ją objęła.
- Kiedy byłam w twoim wieku, straciłam ojca - powiedziała brązowooka. - Nie mógł wytrzymać stanu, do jakiego się doprowadziłam, więc w którymś momencie podjął decyzję o odejściu. Zrobiłabym wszystko, aby wrócić do tamtych dni i odmówić, kiedy po raz pierwszy zaproponowano mi narkotyki, ale wiem już, że to niemożliwe. W odróżnieniu ode mnie, ty nadal masz szansę, by wyjść z tego cało. Nie powielaj moich błędów, Isabel. Porozmawiaj z ojcem w cztery oczy. Pozwól mu na ciebie nakrzyczeć, to normalne. Potem, kiedy emocje opadną, Peter będzie dla ciebie niezastąpiony. Nie poddawaj się, bo ty możesz wygrać tą wojnę. Bądź lepsza ode mnie.
- To wręcz irytujące, że moje życie zamienia się w kopię twojego - stwierdziła Isabel smętnie.
Paige uśmiechnęła się delikatnie.
- To wręcz irytujące, że moje życie zamienia się w kopię twojego - stwierdziła Isabel smętnie.
Paige uśmiechnęła się delikatnie.
- Brakuje ci tylko dwóch rzeczy - szepnęła, jednak wcale nie chciała kontynuować.
Siedziały tak jeszcze przez jakiś czas, potem Paige namówiła siedemnastolatkę na krótki spacer. Ściskając dłoń Adriany brunetka zastanawiała się nad tym, co powiedziała Isabel. Odnosiła wrażenie, że choć przez tyle czasu nie potrafiły się ze sobą dogadać, to tak naprawdę więcej je łączyło, niż dzieliło.
***
Mężczyzna snuł się niczym duch i przez cały czas milczał. Żadne słowo nie było na tyle silne, by pokonać jego tęsknotę za życiem, z którego dobrowolnie zrezygnował. Wiedział, że ludzie, z którymi pracował w szpitalu, wysnuli już pewne wnioski i jego małżeństwo z Naomi to dla nich sprawa o wiele ważniejsza, niż służbowe obowiązki. Wcale nie chciał stawać się gwiazdą w ich oczach, ale było to niezależne od jego woli. Niektórzy próbowali go pocieszyć, jakoś podnieść na duchu, ale wszelkie ich wysiłki były z góry skazane na niepowodzenie. Russell Knight wolał przeżywać swój ból w samotności, odtrącając każdą dłoń, która oferowała mu pomoc. To naprawdę śmieszne, bo przecież on faktycznie potrzebował czyjegoś wsparcia. Świadomie rezygnował z czegoś, co było mu niezbędne do przetrwania. Może chciał ukarać samego siebie, skoro Naomi tego nie zrobiła, choć jako jedyna miała do tego realne prawo? Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby jego żona zareagowała tak, jak każda inna kobieta na jej miejscu. Ona nawet nie chciała, by o nią walczył. Udawała, że nic się nie stało i zmuszała się, by być z nim, choć tak naprawdę nie potrafiła nawet na niego patrzeć. Oszukiwała jego i siebie, a także ludzi, którzy się temu przyglądali. Wszystko to przez jej marzenie o posiadaniu dziecka. Przecież to było także pragnienie Russella. Był idiotą, kiedy zdradził ukochaną. Pogubił się i niczego nie żałował tak bardzo, jak tamtej chwili zapomnienia, jednak czasu już nie zdoła cofnąć.
Siedziały tak jeszcze przez jakiś czas, potem Paige namówiła siedemnastolatkę na krótki spacer. Ściskając dłoń Adriany brunetka zastanawiała się nad tym, co powiedziała Isabel. Odnosiła wrażenie, że choć przez tyle czasu nie potrafiły się ze sobą dogadać, to tak naprawdę więcej je łączyło, niż dzieliło.
***
Od początku byłaś moim szczęściem. Bez ciebie jestem przegrany.
Mężczyzna snuł się niczym duch i przez cały czas milczał. Żadne słowo nie było na tyle silne, by pokonać jego tęsknotę za życiem, z którego dobrowolnie zrezygnował. Wiedział, że ludzie, z którymi pracował w szpitalu, wysnuli już pewne wnioski i jego małżeństwo z Naomi to dla nich sprawa o wiele ważniejsza, niż służbowe obowiązki. Wcale nie chciał stawać się gwiazdą w ich oczach, ale było to niezależne od jego woli. Niektórzy próbowali go pocieszyć, jakoś podnieść na duchu, ale wszelkie ich wysiłki były z góry skazane na niepowodzenie. Russell Knight wolał przeżywać swój ból w samotności, odtrącając każdą dłoń, która oferowała mu pomoc. To naprawdę śmieszne, bo przecież on faktycznie potrzebował czyjegoś wsparcia. Świadomie rezygnował z czegoś, co było mu niezbędne do przetrwania. Może chciał ukarać samego siebie, skoro Naomi tego nie zrobiła, choć jako jedyna miała do tego realne prawo? Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby jego żona zareagowała tak, jak każda inna kobieta na jej miejscu. Ona nawet nie chciała, by o nią walczył. Udawała, że nic się nie stało i zmuszała się, by być z nim, choć tak naprawdę nie potrafiła nawet na niego patrzeć. Oszukiwała jego i siebie, a także ludzi, którzy się temu przyglądali. Wszystko to przez jej marzenie o posiadaniu dziecka. Przecież to było także pragnienie Russella. Był idiotą, kiedy zdradził ukochaną. Pogubił się i niczego nie żałował tak bardzo, jak tamtej chwili zapomnienia, jednak czasu już nie zdoła cofnąć.
Rudowłosy wstał zza biurka, na którym wciąż stała jego fotografia ślubna w srebrnej, eleganckiej ramce. Naomi wyglądała tamtego dnia jak księżniczka, zresztą to w sumie nic wyjątkowego, bo dla niego ta kobieta była jedyną i najpiękniejszą. Od początku wiedział, że ta drobna blondynka jest osobą, u boku której chciałby oddać swe ostatnie tchnienie. Mężczyzna wyszedł na korytarz, a kiedy zobaczył szczupłą dziewczynę, przyspieszył kroku. Zatrzymał się, a ona spojrzała na niego swymi wielkimi błękitnymi jak ocean oczami.
- Możemy porozmawiać? - zapytał Russell lekko zachrypniętym głosem.
Dziewczyna przyglądała mu się z uwagą. Był blady na twarzy, oczy miał zmęczone, a minę pozbawioną jakichkolwiek emocji, zupełnie tak, jakby wyszedł z wprawy, spędzając całe dnie wyłącznie w swoim własnym towarzystwie. Vanessa przechyliła głowę, a na jej twarzy pojawił się łagodny uśmieszek.
- Teraz chcesz rozmawiać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Ale czego tak naprawdę ode mnie chcesz? Rozgrzeszenia?
Mężczyzna skrzywił się i złapał dziewczynę delikatnie za ramię, po czym przeszli w bardziej zaciszne miejsce, gdzie mogli być niemal pewni, że nikt nie podsłucha ich rozmowy.
- Chciałem po prostu, abyś wiedziała, że zniszczyłaś mi życie - oznajmił, a Vannie wybałuszyła oczy.
- Powiedz, że się przesłyszałam - rzekła, jednak rudowłosy był nieugięty. - Dobra, więc teraz to ty mnie posłuchaj. Nie jesteś jedyną osobą, której nasza noc była nie na rękę. Sądzisz, że planowałam to, odkąd tylko cię poznałam? Nie schlebiaj sobie, nie jesteś aż takim Adonisem.
- Do czego zmierzasz? - zapytał, niecierpliwiąc się.
- Żałuję tego, co się stało, doktorku - powiedziała, a w jej oczach żarzyła się nienawiść. - Uważasz, że jestem z tych, co to czerpią niesamowitą przyjemność z rozbijania cudzych rodzin? Naprawdę nie sądziłam, że cenisz mnie aż tak nisko - dziewczyna zatrzymała się i odwróciła wzrok. Russell nigdy przedtem nie widział jej w takim stanie. Jego ciało przeszył dreszcz, kiedy jej niebieskie oczy znów przylgnęły do jego twarzy. - Zanim po raz kolejny zmieszasz mnie z błotem, przypomnij sobie, że do niczego cię nie zmuszałam. Skoro było ci tak dobrze z żoną, to po jaką cholerę zapraszałeś mnie na wino?
- Nie odwracaj kota ogonem...
- Dorośnij - westchnęła z pogardą, oddalając się od swojego przełożonego.
Kiedy Vannie wyszła na zewnątrz, miała ochotę się rozpłakać, po raz pierwszy od bardzo dawna. Powstrzymała się w ostatniej chwili, wiedząc, że łzy i tak nie ukoją jej nerwów ani nie naprawią za nią tego, co popsuła. Mogła przysiąc, że Naomi była ostatnią osobą, o jakiej myślała, kiedy poszła ze swoim szefem do łóżka. Tak naprawdę nie pamiętała, co siedziało jej wówczas w głowie - była pijana i zaślepiona. Nie było dnia, aby nie zastanawiała się, o ile lepsze byłoby jej życie, gdyby wtedy nie popełniła tak zasadniczego błędu. Russell spędzał czas na robieniu z siebie ofiary, czym coraz bardziej zrażał ją do swojej osoby. Ona, w odróżnieniu od niego, brała pełną odpowiedzialność za to, do czego doszło między nimi. Tylko co z tego? Bycie dojrzałą wcale nie czyni z niej bohaterki i nie sprawia, że jej potknięcia nagle odchodzą w niepamięć. Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów, po czym włożyła jednego do ust i zapaliła. Wydychając dym miała nadzieję, że przyniesie jej to upragnioną ulgę i faktycznie tak się stało, jednak efekt ten był wyjątkowo krótkotrwały.
***
Za każdy błąd, nawet ten najmniejszy, będziemy musieli zapłacić.
Brunetka za żadne skarby świata nie chciałaby być teraz w skórze Isabel. Kiedy obydwie stały pod drzwiami domu Hartleyów, siedemnastolatka trzęsła się ze strachu, a jej zagubione oczy uciekały w jak najdalsze zakamarki, byle tylko nie patrzeć na ojca, który lada momentu wyjdzie do nich. Paige wyobrażała sobie reakcję Petera na widok córki w tak podłym stanie. Jak ona by się zachowała, gdyby to Adriana, będąc już nastolatką, nie wróciła do domu, a kiedy w końcu by się pojawiła, byłaby cała brudna, zaniedbana i cuchnąca alkoholem? Kto wie, być może postąpiłaby tak, jak Roger Belle, kiedy nałóg córki okazał się dla niego zbyt dużym wyzwaniem. Tak naprawdę nikt nie może przewidzieć, jak odebrałby podobną sytuację - jako dramat i porażkę wychowawczą, czy jednak jako zwykłą rzecz, niewielki problem, który dotyka coraz więcej osób i nie warto go rozdmuchiwać. Mimo, iż Paige nie zamierzała w żaden sposób usprawiedliwiać zachowania Isabel, to jednak modliła się w duchu, aby Peter nie zareagował impulsywnie. Dziewczyna potrzebowała wsparcia i zrozumienia. Otrzymała obydwie te rzeczy od Paige, ale to nie ona była najważniejszą osobą w życiu siedemnastoletniej dziewczyny. Miała nadzieję, że Peter Hartley okaże się silniejszy i odporniejszy, niż Roger Belle przed laty.
- Oddychaj spokojnie - powiedziała brunetka do nastolatki, która odchodziła od zmysłów, po czym zapukała do drzwi lekko.
Mężczyzna przybiegł niemal sprintem i gwałtownym ruchem otworzył drzwi, a kiedy zobaczył swoją córkę, wyglądał tak, jakby jego oczom ukazała się zjawa.
- Co to ma znaczyć? - zapytał po chwili niekomfortowego milczenia. Isabel cały czas uciekała wzrokiem, więc Paige postanowiła mówić za nią, przynajmniej na razie.
- Chciałam do ciebie zadzwonić i powiedzieć, że Isabel jest cała i zdrowa, ale nie pozwoliła mi na to. Potrzebowała czasu - wyjaśniła ciemnowłosa.
- Obdzwoniłem wszystkie szpitale i zawiadomiłem policję o jej zaginięciu - oznajmił Peter z grobową miną, po czym spojrzał na córkę pogardliwie. - Do ciebie mówię. Odchodziłem od zmysłów i teraz nie zasługuję nawet na to, żebyś na mnie spojrzała i przeprosiła?
- Peter, ona...
- Nie wtrącaj się - warknął mężczyzna stanowczo, nie odrywając wzroku od siedemnastolatki. Wyglądał tak, jakby miał ochotę zdzielić ją pasem, równocześnie chcąc mocno przytulić ją do swej piersi i obiecać, że nie pozwoli jej zginąć. Pokręcił głową, kiedy zrozumiał, że nie jest w stanie rozmawiać z Isabel, nie po tym wszystkim, co się stało. - Idź do łazienki i doprowadź się do porządku.
Dziewczyna minęła ojca niepewnie w przejściu, po czym szybkim krokiem udała się na piętro, po drodze szlochając rozpaczliwie. Mężczyzna westchnął i skrył twarz w dłoniach, a następnie wyszedł na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi. Chciał, aby ta rozmowa pozostała pomiędzy nim, a Paige. Kobieta z każdą kolejną sekundą czuła się coraz gorzej.
- Kiedy dowiedziałem się o tym, że twój ojciec odszedł, bo nie mógł poradzić sobie z twoim uzależnieniem, poczułem do niego wstręt. Nie rozumiałem, jak on mógł odwrócić się od swojego własnego dziecka i obiecałem sobie, że go zastąpię. Chciałem dać ci to, czego on już nie potrafił i wierzę, że mam swój udział w twoim wyjściu na ludzi. Dziś patrzę na Isabel i nie widzę w niej swojej małej córeczki, lecz ciebie - powiedział Peter. - Widzę słabą, żałosną narkomankę, której wydaje się, że kiedy się naćpa, świat stanie się lepszy. Widzę ciebie.
Paige spuściła wzrok, czując się jak mała dziewczynka, która nabroiła i właśnie wysłuchuje kazania zawiedzionego rodzica. Każde słowo, jakie wypowiedział Peter, a także sposób, w jaki na nią patrzył - wszystko to sprawiało jej niemożliwy do opisania ból. To nie ona narozrabiała, ponieważ od lat była czysta, jednak nieoczekiwanie została przedstawiona jako ta zła, a jej wina okazała się większa od występków Isabel.
- Gdyby nie ty, moja córka nie sięgnęłaby po narkotyki - kontynuował Peter, ignorując wyraźną niechęć brunetki do wysłuchiwania kolejnych wyznań mężczyzny. - Wyszłaś z nałogu, zakochałaś się, urodziłaś dziecko. Jesteś szczęśliwa. Być może Isabel sądziła, że i ją czeka historia z happy endem?
- Mam cię przeprosić za błędy, które popełniłam w przeszłości? - zapytała Paige, z trudem panując nad łamiącym się głosem.
- Chcę od ciebie tylko jednego - rzekł ponuro i wycofał się. - Pamiętasz, jak nazywałem cię swoją córką? Zapomnij o tym.
Kiedy ciemnowłosa usłyszała dźwięk zamykanych z hukiem drzwi, z jej oczu wydostały się łzy bezsilności i wstydu. Może ktoś pomyślałby, że Peter niepotrzebnie wypominał jej to, co stało się przed laty, jednak ona widziała tylko i wyłącznie swoją własną winę. Sądziła, że zrywając z nałogiem na zawsze odcina się od tamtego życia, ale okazało się to nieprawdą. W rzeczywistości wciąż jest tą beznadziejną nastolatką, która regularnie doprowadzała się do stanu, w jakim dziś była Isabel. Była zagubioną dziewczyną, całkowicie bezbronną, która krzycząc prosi o pomoc, ale nikt jej nie słucha. Wśród tłumu ludzi, którzy tylko udają zainteresowanych jej losem, znalazła się tylko jedna osoba, która faktycznie pragnęła ją uratować.
Nagle stało się coś, czego Paige w najśmielszych snach nie mogła przewidzieć - ukazał jej się człowiek, który ją ocalił. Był jak zawsze niezawodny, gotowy, by jej pomóc w tym najbardziej krytycznym momencie.
Uśmiechnęła się, jakby nie wierząc w swoje szczęście. Zatrzymała się na środku chodnika i odczekała chwilę, aż jego niebieskie oczy znalazły się blisko jej twarzy, mokrej od łez.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał Josh, całkowicie nieświadom tego, co się stało. - Coś z Austinem?
Paige pokręciła głową przecząco, po czym wybuchła płaczem. Brunet otworzył ramiona i już po chwili twarz ciemnowłosej przytknięta była do jego klatki piersiowej, tak że mogła policzyć każde uderzenie jego serca. Kiedy jej oddech się uspokoił, podniosła wzrok i spojrzała prosto w oczy Hartleya. Ułamek sekundy, chwila słabości, a ich usta nagle zaczęły zmierzać ku sobie. Paige nie mogła powiedzieć, czy pragnęła, aby móc znów bezkarnie pocałować Josha, czy wręcz przeciwnie. Akurat teraz była bardziej niepewna swych uczuć, niż kiedykolwiek wcześniej. Odsunęła się od bruneta, nim oboje popełnili być może najpoważniejszy błąd w swoim życiu.
- Nigdy na ciebie nie zasługiwałam - powiedziała z ręką na sercu, po czym odeszła, nie reagując na wołającego ją mężczyznę.
Josh miał ochotę zdzielić się w głowę. Nie dość, że o mały włos nie wykorzystałby trudnego momentu brunetki, by spełnić własną zachciankę, to na dodatek prawie złamał obietnicę, jaką złożył swemu najlepszemu przyjacielowi. Powinien być o wiele bardziej sumienny i konsekwentny, ale... Czy to aby na pewno jego wina, że Paige ma nad nim władzę, odkąd tylko pamiętał?
Niebieskooki ruszył smętnie w stronę domu, nie wiedząc jeszcze, że kiedy tylko przekroczy jego próg, wyląduje w piekle.***
Hej Słońce:* Poprzedni rozdział przeczytałam już jakiś czas temu, ale niestety z wiadomych przyczyn, nie dałam rady go skomentować. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w połowie miesiąca, a może wcześniej będę miała swój laptop i wtedy już nie będą się pojawiały żadne zaległości z mojej strony. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz? :*
OdpowiedzUsuńA teraz przechodzę do komentowania nowości :)
Cieszę się, że w życiu Paige nareszcie nastał spokój. Czytając te piękne opisy, aż sama zapragnęłam się przenieść nie tylko w czasie, ale przede wszystkim teleportować się i znaleźć w tym ogródku. Wyciągnąć telefon i zadzwonić do ukochanej osoby. To musi być niesamowite uczucie wiedzieć, że gdzieś tam na drugim końcu miasta, a nawet świata jest ktoś, kto myśli o nas w ten wyjątkowy sposób. :) Isabel bardzo przypomina mi Paige, chociaż pewnie sama by temu zaprzeczyła. Czytając poprzedni odcinek byłam przerażona zachowaniem Isabelli. Wpadła po same uszy i niestety, ale bez specjalistycznej pomocy, nie uda się jej wyjść z nałogu. Myślę, że Paige przekona ją do leczenia. Swoją drogą, jakie życie potrafi być przewrotne - kiedyś Isabella gardziła Paige, a teraz sama stała narkomanką.
Rozmowa Paige i Isabel złapała mnie za serce. Chyba od dawna potrzebowały takiej szczerej pogadanki. Cieszę się przede wszystkim z tego, że Isabella dostrzegła problem i postanowiła przed nim uciekać. A Peter na pewno jej pomoże. To nie jest człowiek, który pozbywa się problemu, lecz robi wszystko, aby go rozwiązać. Isabella jest naprawdę wielką szczęściarą, że ma takiego ojca.
Pierwszy raz muszę się zgodzić z Vanessą, a przede wszystkim stanąć po jej stronie. Faceci są jak dzieci. Nigdy nie widzą winy po swojej stronie i na dodatek użalają się nad sobą. Denerwuje mnie Rusell. Popełnił karygodny błąd i czy tego chce, czy też nie - takie są fakty. Niech więc się ogarnie i zamiast obwiniać wszystkich dookoła, zrozumie, że to on wszystko spiep**ył.
Jestem w szoku. Mogłam spodziewać się wszystkiego, ale w życiu nie przypuszczałabym, że Peter zwali winę na Paige. Okej, popełniła w przeszłości błąd, ale to nie jest powód, aby zwalać na nią winę za postępowanie Isabel. Owszem, można powiedzieć, że historia się powtarza, tylko zmieniły się bohaterki, ale na ludzie. A najgorsze, co mogła paść z jego ust, to słowa w których wyrzekł się Paige. Drugi raz dziewczyna została opuszczona przez człowieka, którego kochała bezwarunkowo. Szkoda mi jej i to bardzo.
Lubię Austina i naprawdę uważam go za dobrego człowieka, ale to co czuję, gdy czytam o Paige i Joshu jest nie do opisania. Ja po prostu czuję to miłość przepływającą między nimi. Oboje na siłę próbują temu zaprzeczyć, ale prawda jest taka, że nie potrzebują na świecie nikogo tak bardzo jak samych siebie.
Kochana, wybacz za ten beznadziejny odcinek, ale korzystam z chwili, gdy mogę być na laptopie siostry. Chcę, abyś wiedziała, że jestem tutaj, nawet jeśli czasami milczę. Obiecuję, że już wkrótce będę tutaj regularnie, a komentarze będą o niebo lepsze. Cudowny odcinek! Uwielbiam Cię :*
nie odcinek tylko komentarz* Wybacz za błędy, ale tak to jest jak chciałam jeszcze zdążyć skomentować. Przepraszam! :*
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* a już myślałam, że będę pierwsza, ale jak widać ktoś mnie wyprzedził. Podejrzewam, że gdybym wcześniej odebrała Twoje powiadomienie o nowości, to mój komentarz pojawiłby się szybciej, ale w sumie nie jest to chyba aż takie istotne. Ważne, że w ogóle się tutaj pojawiłam póki mam jeszcze troszkę luzu. Niestety od następnego weekendu zaczynam zajęcia, ale myślę, że nawet to nie będzie stało na przeszkodzie, by dotrzeć tutaj, obojętnie czy spóźniona, czy na czas. Nie wiedziałam, że tworzysz kolejną historię, ale z drugiej strony skąd miałam to wiedzieć? Bardzo się cieszę z tego powodu i już teraz nie mogę się doczekać kolejnych Twoich pomysłów :) no i chciałam również zaoferować swoją ewentualną pomoc gdybyś miała problemy z dodaniem rozdziału, gdyby laptop szwankował lub gdybyś nie miała po prostu czasu. Postaram się wtedy jakoś pomóc, żeby wszystko szło zgodnie z Twoim planem :) oczywiście zrobisz jak będziesz chciała, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć i jak tylko będę mogła postaram się pomóc :)
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment naprawdę mi się podobał. Był taki spokojny, wnoszący wiele pozytywnych wydarzeń zarówno w teraźniejszości jak i w niedalekiej przyszłości. Czytając go miałam wrażenie, że Paige w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi i z pełnym przekonaniem może powiedzieć, że jest szczęśliwa. Wiele w swoim życiu przeszła, więc uważam, że należy jej się szczęście, nawet jeśli miałoby trwać tylko krótką chwilę. Osobiście nie chciałabym, żeby trwało tylko chwilę :) wydaje mi się, że Paige dopiero teraz jest pewna swoich uczuć. Chyba dotarło do niej, że to właśnie Austin jest miłością jej życia, że to z nim chciałaby iść przez życie. Chociaż z drugiej strony, jeżeli w pobliżu nie ma Josha, to jest wszystko ok, bo gdy on się pojawia na jej drodze, to automatycznie jest niepewna swoich uczuć i tak naprawdę sama nie wie czego chce, którego mężczyznę kocha najbardziej. Niewątpliwie oboje dużo dla niej zrobili, głównie dzięki pomocy i wsparciu Josha dziewczynie udało się wyjść z nałogu, a dzięki Austinowi stanęła na nogi po rzekomej śmierci Hartleya. Obojgu powinna być wdzięczna, ale prawda jest taka, że kiedyś będzie musiała podjąć ostateczną decyzję którego z nich tak naprawdę kocha. Nie może mieć przecież ich obu, niestety ktoś będzie musiał cierpieć, by ten drugi mógł być szczęśliwy. Wierzę, że już niedługo cała ta sytuacja się wyjaśni i to wszystko jakoś normalnie się poukłada :)
W dalszym ciągu jestem zaszokowana tym, co Isabel zrobiła ze swoim życiem. Osobiście uważam, że nie miała powodów do tego, by zacząć brać narkotyki. Oczywiście, jej życie wcale nie było takie idealne, ale to chyba nie jest powód do tego, by od razu sięgać po to świństwo. W swoim życiu miała gorzej, niż jej rówieśnicy, wychowywała się bez matki, ale akurat w tym przypadku miała tak wspaniałego ojca, że można by uznać, że Peter swoją osobą zastąpił im brak matki. Był jednocześnie wspaniałym ojcem i starał się postępować tak, by wynagrodzić im nieobecność Rose. Do teraz jestem w szoku, że Isabel przyszła akurat do Paige. To prawda, wiele je łączy, praktycznie na takim samym etapie swojego życia znalazły się na zakręcie, na którym wydawało się, że nie ma już żadnego wyjścia z tej paskudnej sytuacji, jednak Paige się udało wyjść na prostą i chcę wierzyć, że z Isabel będzie tak samo. Ja sama nie jestem w stanie przewidzieć reakcji Petera, na pewno będzie zdruzgotany, kiedy dowie się, że jego córka bierze narkotyki, ale z pewnością nie zostawi tak tej sprawy i będzie starał się zrobić wszystko, by nigdy więcej do podobnej sytuacji nie doszło. Konfrontacja Isabel z ojcem na pewno będzie trudna, ale kiedyś przecież musi do niej dojść, nie będzie przecież całe życie od tego uciekać. Sama jestem ciekawa jak to dalej będzie, więc czytam dalej :)
OdpowiedzUsuńOd momentu, w którym Vanessa pojawiła się w tym opowiadaniu nie polubiłam jej. Dla mnie była ewidentną postacią z czarnym charakterem, która tylko będzie szkodzić innym. Okazało się to prawdą, bo jakby na to nie patrzeć ona też jest winna temu, że małżeństwo Russella się rozpadło. Wina jednak leży po obu stronach, a Russell zwyczajnie nie przyjmuje tego do wiadomości. Facet nigdy nie widzi winy po swojej stronie. Zawsze będzie się bronił, całą winę zrzuci na kobietę, żeby czasami nie ucierpiało na tym jego męskie ego. Sama wiem coś na ten temat, bo jeszcze nie tak dawno byłam w takiej sytuacji. Tutaj po raz pierwszy muszę przyznać rację Vanessie. Trafiła w czuły punkt, ale uważam, że miała rację. Jeżeli Russell naprawdę kochał Naomi, to wystarczy zadać jedno pytanie: po co umawiał się z inną kobietą? Ktoś inny mógłby stwierdzić, że widocznie Naomi mu nie wystarczała, skoro jeszcze musiał zadowolić się inną kobietą. Jedyny mały plusik u Vanessy jest taki, że kobieta faktycznie żałuje tego co się stało. Są kobiety naprawdę perfidne, które nie cofną się przed niczym by zdobyć jakiegoś faceta, nawet nie przeszkadza im fakt, że mają żonę, dzieci. Ja sama jestem ciekawa jak teraz będzie się zachowywać Naomi po powrocie z Londynu. Kiedyś pisałam, że ona też ma swoją winę w rozpadzie małżeństwa, bo całą swoją uwagę poświęcała adopcji. Ale prawda jest taka, że nie tylko ona przecież chciała mieć dziecko. Oboje z Russellem pragnęli tego tak samo mocno. Ale nawet brak czasu Naomi nie tłumaczy zdrady Russella. Popełnił błąd i teraz za niego płaci. Nigdy nie chciałam tego pisać, ale wydaje mi się, że tu już nie ma czego ratować. Oczywiście mogę się mylić, dlatego czekam na kolejne rozdziały, które wszystko wyjaśnią :)
Do tej pory uważałam Petera za porządnego człowieka, który nie rzuca słów na wiatr. Praktycznie od początku go polubiłam, był takim dobrym duchem tego opowiadania. Początkowo przypominał mi Richarda z Vain Hope. Zawsze niezawodny, gotowy do pomocy innym, a sam swoje problemy i troski odkładał na później. Różnica między nimi jest taka, że Peter ewidentnie przegiął i nawet nie wiem czy jest tego świadomy. Zwalił całą winę na Paige, która przecież wcale nie kazała Isabel brać narkotyków. Zapewne będzie tak, że będzie obwiniał brunetkę za całą tą sytuację, chociaż tak naprawdę Paige nie miała z tym nic wspólnego. Nikt nie zmuszał Isabel do brania narkotyków, sama dobrowolnie zaczęła je brać i jeśli już mówimy o czyjejś winie, to raczej jest to wina tylko i wyłącznie Isabel. Jestem zdruzgotana oskarżeniami Petera, tym samym diametralnie zmieniło się moje zdanie na jego temat. Zawsze łatwo rzucić na kogoś swoje oskarżenia. Mogą tutaj pomóc ewentualne wyjaśnienia Isabel, która pomoże oczyścić Paige z tych nieprawdziwych oskarżeń. Ciekawi mnie reakcja Josha na całą tą sytuację i czy tym razem też stanie w obronie Belle. Oby znalazły się jakieś osoby, które staną po jej stronie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne nowości.
Ściskam i całuję :* :* :*
PS. Przepraszam, że komentarz dodaję w 3 częściach, ale był po prostu za długi, by dodał się w całości za pierwszym razem :)
Ten rozdział jest bardzo smutny. :( Na początku zapowiadał się całkiem przyjemnie i radośnie. Niestety wizyta Isabel to popsuła. Dobrze, że do niej przyszła. Znalazła wsparcie i pocieszenie. Gdyby nie Paige, Isabel nie porozmawiałaby z ojcem i potem było by za późno. A co zrobił Peter?! Zamiast to zauważyć, wytknął wszystkie błędy kobiety i jeszcze powiedział, że już nie jest jego 'córką'. Jak on mógł być tak okrutny?! Kobieta tyle przeszła i wcale nie było i nie jest jej łatwo, a on mówi jej takie przykre rzeczy i na dodatek oskarża o to wszytko. To nie wina Paige! To nie jej wina, że Isabel postanowiła się stoczyć. Przez to zachowanie znienawidziłam Petera. Już nic nie sprawi, że go na nowo polubię. Nie jest taki idealny jak mi się wydawało.
OdpowiedzUsuńSpotkanie Paige i Josha było na swój sposób też przykre. To on ją uwolnił z nałogu. Co jeśli Paige cały czas go kocha? Co wtedy będzie z Austinem? Zastanawiam się nad słowami Paige. Czy ona nigdy nie zasługiwała na Josha? Nie jestem pewna. Ach, tyle się dzieje! Ryczeć mi się chce. :( Szybko czytam 18 rozdział. Jestem naprawdę ciekawa co tam się będzie działo.