Hej :)
Tym razem troszkę szybciej, niż poprzednio. Dziękuję za cudowne komentarze! Postaram się odpisać na nie jak najszybciej, a jeśli nie, to przynajmniej pod tym rozdziałem spróbuję zrobić to na czas.
To tyle na dziś ode mnie. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba :)
Do napisania :*
***
Andrew Belle - In My Veins
Tym razem troszkę szybciej, niż poprzednio. Dziękuję za cudowne komentarze! Postaram się odpisać na nie jak najszybciej, a jeśli nie, to przynajmniej pod tym rozdziałem spróbuję zrobić to na czas.
To tyle na dziś ode mnie. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba :)
Do napisania :*
***
Andrew Belle - In My Veins
Coś się zmieniło. Wcześniej myślał o niej całymi dniami, teraz nie potrafił zapomnieć o niej również w nocy. Kiedy dowiedział się o jej ucieczce z domu, poczuł się tak, jakby cały świat stanął na głowie. Nagle stał się małym chłopcem, który zagubił się w lesie i zamarza - ona była jedyną siłą, która mogła rozgrzać jego serce. Stał się zwierzęciem, spragnionym i głodnym, nie mogącym zaspokoić swych żądz - ona była jedyną osobą, która mogła zrobić dla niego wszystko. Stał się nieistotną materią, niezdolną, by wołać o pomoc - ona była tą jedyną, która potrafiłaby go uratować. Był sam. Tak naprawdę nie miał jej od dłuższego czasu, jednak dopiero teraz zrozumiał, że nigdy przedtem nie brał pod uwagę życia całkowicie pozbawionego jej obecności. Kiedy groziło jej niebezpieczeństwo, robił wszystko, by udowodnić jej, że może na niego liczyć. Czatował pod jej domem, jak jakiś psychopata, choć w głębi duszy wiedział, że Isabel nie otworzy mu drzwi. Nie zasługiwał na nią. Był na siebie wściekły, że w porę nie powiedział jej tego, co teraz gotów był wykrzyczeć całemu światu. Minęło tak wiele czasu, odkąd po raz ostatni obdarowała go swym uśmiechem, a on go odwzajemnił - było to w tamte wakacje, kiedy zrodziła się między nimi przyjaźń. Była dla niego kimś wyjątkowym. Może gdyby był starszy i dojrzalszy, stanąłby na wysokości zadania, kiedy Isabel wyznała mu, że czuje do niego coś więcej? Był nadal dzieciakiem, wiecznie z głową w chmurach. Złamał jej serce i był przekonany, że to z jego powodu siedemnastolatka uciekła z domu. Zrobiłby wszystko, by ściągnąć ją tu z powrotem. Zmusiłby ją, by spojrzała na niego, po czym wytłumaczyłby jej wszystko, w duchu modląc się, by zechciała go wysłuchać. Kiedy dopiero się poznawali, wydawała mu się tak silna i twarda i nawet nie pomyślałby, że tak naprawdę była bardzo wrażliwą dziewczyną, która swoje w życiu wycierpiała. On miał wszystko, o czym mogli marzyć jego rówieśnicy, a ona? Bez matki, za to z ojcem, z którym nie potrafiła się dogadać, z potwornymi uzależnieniami i z toksycznym związkiem, którego z pewnością nie będzie wspominać z uśmiechem na twarzy. W bardzo krótkim czasie spadło na nią całe mnóstwo nowych wyzwań, którym nie podołała. Dlaczego nie poprosiła nikogo o pomoc, tylko wybrała ucieczkę od problemów? A może ona poprosiła o wsparcie każdego, kto tylko się napatoczył, jednak żadna z tych osób nie podała jej ręki, kiedy Isabel potrzebowała tego najbardziej?
Logan kucnął na trawniku pod jej domem - wydawało mu się, że znał to miejsce aż za dobrze. Wymasował dłońmi swoje obolałe skronie. Ostatnimi czasy praktycznie nie spał, cały czas zastanawiając się, czy Isabel nadal jest cała i zdrowa. Był w kiepskiej formie i sen na pewno by mu pomógł, jednak nie zamierzał marnować ani chwili. W każdej minucie mogło się okazać, że jest jej potrzebny, dlatego chciał być na to gotowy przez cały czas.
- Dobrze się czujesz? - odezwał się głos, który postawił Logana na nogi. Kiedy nastolatek spojrzał w stronę drzwi wejściowych, zauważył Austina, przyglądającego mu się uważnie. Chłopak skinął lekko głową. - Jesteś kolegą Isabel, zgadłem?
- Chyba raczej wrogiem - odburknął. Nie chciał być nieuprzejmy, po prostu był wkurzony na siebie za to, że sprawił siedemnastolatce tak wiele przykrości. Austin zrozumiał wszystko doskonale. - Nadal nie wróciła?
- Nie - odrzekł blondyn.
- Ale szukacie jej, prawda?
- Robimy, co możemy.
Logan przestąpił z nogi na nogę, czując nagły przypływ gniewu. Był w stanie zrobić dosłownie wszystko, by odnaleźć Isabel, a jednak nie miał pomysłu, gdzie mogłaby się schować. Ta bezsilność była nie do zniesienia.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytał Austin i widać było, że chodziło mu to po głowie od samego początku.
Na to pytanie Logan odwrócił się od rozmówcy, nie wiedząc, czy za chwilę nie wybuchnie płaczem, jak małe dziecko, któremu rodzice odmówili nowej, upragnionej zabawki. Gdyby Isabel tu była, na pewno zignorowałaby go, chociaż mogłaby też obdarować go kolejnymi gorzkimi słowami, które tak trudno zaakceptować, a z którymi jednak nie można się nie zgodzić. Nie był tu mile widziany i dobrze o tym wiedział, a jednak czuł, że jest to najodpowiedniejsze miejsce, w jakim powinien się teraz znajdować.
Poczuł, jak ból głowy nagle mu przechodzi, zmęczenie również, a zamiast tego wstępuje w niego energia, która wręcz rozsadzała go i wprawiała nogi w ruch. Nastolatek spojrzał znów na Austina, nie wiedząc, czy jest bardziej rozzłoszczony, czy wdzięczny za tę rozmowę, która jeszcze szerzej otworzyła mu oczy, pozwalając lepiej zobaczyć pewne rzeczy.
- Przekaż jej ojcu i bratu, że tu byłem. Nie musisz podawać imienia, wystarczy, że powiesz jej tacie o takim jednym wariacie, który kilka tygodni temu nocował na jego trawniku, wrzeszcząc, by Isabel otworzyła mu drzwi i zgodziła się z nim porozmawiać - będzie wiedział, o kogo chodzi - Austin uśmiechnął się łagodnie na te słowa, jednak potraktował je z należytą powagą. - Przekaż im, że zrobię absolutnie wszystko, co w mojej mocy, aby sprowadzić Isabel z powrotem do domu. Nie mam pojęcia, gdzie jest, ale to mnie nie powstrzyma. Znajdę ją wszędzie, nawet na końcu świata.
Chłopak odwrócił się, jednak kiedy przeszedł parę kroków, głos Austina zmusił go, by się zatrzymał.
- Mówiłeś, że jesteś jej wrogiem? - spytał, wspominając wypowiedź Logana sprzed kilku minut. - Bo brzmisz mi raczej jak jej najlepszy przyjaciel.
Ostatnie dni były dla niej kompletnie bezbarwne, nijakie. W pracy była swoim własnym cieniem, nie obdarowując żadnego pacjenta swym uśmiechem, czy zabawną uwagą, a to już było naprawdę podejrzane w jej przypadku. Po skończonym dyżurze, wracała do domu, choć wcale nie robiła tego z przyjemnością - wręcz przeciwnie, te puste ściany napawały ją smutkiem i poczuciem bezsilności. Niedbale rzucała torbę na podłogę, ściągała buty i kurtkę, po czym siadała na kanapie, gładząc ją dłońmi. Pamiętała, jak Josh zasnął na niej, kiedy po raz pierwszy przekroczył próg jej domu. Był pijany. Rozbrajał ją swym poczuciem humoru, zresztą od początku wiedziała, że Hartley jest wyjątkowy pod każdym względem. Spojrzała na zegar, by upewnić się, że czas nie stanął w miejscu, choć takie właśnie odnosiła wrażenie ostatnimi czasy. Z chęcią cofnęłaby wskazówki zegara, by znów obściskiwać się z Joshem na tej kanapie, co robili zresztą nie tak dawno, raptem kilkanaście dni temu. Uwielbiała, kiedy jego silne ramiona oplatały ją całą, bo czuła się wówczas naprawdę bezpieczna. On chronił ją przed złem całego świata, był jej rycerzem, choć nigdy nie ośmieliłaby się nawet marzyć o podobnym szczęściu. I choć przez te ponad dwadzieścia lat swojego życia, Vanessa Yorke zdążyła zwątpić w miłość, ten mężczyzna pomógł jej uwierzyć w nią na nowo. Odkrywała z nim wszystko to, co wspomina się z najszerszym uśmiechem na twarzy. Pokazał jej świat, o którym zaczynała już zapominać, wiodąc życie, w którym na próżno szukać choćby zauroczenia. Przez moment była przekonana, że to, co ich łączy, nie będzie tylko ulotną chwilą, o której za jakiś czas i tak przestaną pamiętać. Bała się w to wierzyć, bo kurczowe trzymanie się swych pragnień, z reguły nie wróży niczego dobrego. Dziś zobaczyła, że poległa. Pośliznęła się na swej naiwnej wierze w miłość, straciła równowagę i upadła z hukiem na podłogę, lądując boleśnie.
Kiedy usłyszała, jak drzwi otwierają się, a do środka ktoś wchodzi, natychmiast zerwała się z kanapy. Nie spodziewała się, że go tu zobaczy. Zdawać by się mogło, że minęły wieki od jego ostatniej wizyty. Niebieskooki wszedł do salonu i przez chwilę oboje milczeli, przyglądając się sobie badawczo. Hartley miał inną minę, niż zwykle. Najwyraźniej on też zdążył się już zorientować, że między nimi nie dzieje się najlepiej.
- Przyszedłem po resztę swoich rzeczy - rzekł Josh, a Vannie dopiero wtedy zauważyła torbę podróżną, którą żołnierz trzymał w ręku.
- Jasne - szepnęła, odsuwając się, by chłopak mógł dostać się do szafy. Z poszczególnych szuflad zaczął wyciągać swoje ubrania, które nawet nie zdążyły się jeszcze zakurzyć - przyniósł je tu przecież tak niedawno.
Kiedy mężczyzna skończył się pakować, minął Vanessę, położył torbę na podłodze, po czym spojrzał na kobietę, a w jego oczach gościł żal.
- Nawet nie wiem, co powinienem teraz powiedzieć - zaczął niepewnie. Dochodząc do wniosku, że rozmowa o ich związku może go przerosnąć, postanowił minimalnie zmienić temat. - Ojciec potrzebuje mnie teraz. Uznałem, że będzie lepiej, jeśli wrócę do domu.
- Oczywiście - przytaknęła Vannie. Nie chciała, by Hartley wyczuł jej emocje, a były one na tyle silne, że dziewczyna z trudem powstrzymywała łzy. A jednak, Josh wyczuł ją bez większego trudu. Podszedł nieco bliżej, zmuszając, by spojrzała mu prosto w oczy. Dłonią dotknął jej ramię.
- Kocham cię - powiedział, choć nie sądził, że to wyznanie cokolwiek zmieni.
- Myślę, że powinieneś też zaopiekować się Paige - rzekła, a po minie chłopaka mogła stwierdzić, że mocno go zszokowała. - Dla dobra Adriany. Mała zasługuje na matkę, która radzi sobie ze sobą.
- Tak, masz rację - odparł w końcu Josh, kiwając głową energicznie. - Vannie, naprawdę przykro mi, że to wszystko tak się potoczyło.
- Są sprawy ważne i ważniejsze - oświadczyła ze spokojem. Brzmiała serdecznie, choć przez jej twarz ani przez chwilę nie przemknął uśmiech. W życiu nie czuła się tak przybita, jak teraz. Chciała rzucić wszystko inne i znów wylądować z nim na tej cholernej kanapie, jednak było to już niemożliwe. Zrozumiała, że im wszystkim będzie o wiele lepiej, kiedy nie będzie jej w pobliżu.
Brunet zrobił krok w jej stronę, chcąc ją pocałować, jednak Vanessa odsunęła się w ostatniej chwili.
- Kocham cię - powtórzył, choć wcale nie musiał tego robić. Kiedy wyznał jej to po raz pierwszy, Vannie słyszała każde słowo bardzo wyraźnie.
- Idź już - zakończyła smętnie, podchodząc do okna.
Stała tyłem do mężczyzny i było to naprawdę rozsądne posunięcie, ponieważ teraz Hartley nie miał prawa zauważyć słonych łez, spływających po jej policzkach. Usłyszała, jak westchnął zniechęcony. Gwałtownie podniósł torbę i wyszedł, aż za głośno zamykając za sobą drzwi.
Została sama, choć to nie była żadna nowość - czuła się samotna, odkąd tylko poznała Josha. Od samego początku wiedziała, że kochał Paige całym sercem. Jak mogła być tak głupia i uwierzyć w to, że w jego sercu znajdzie się miejsce również dla niej? Odwróciła się, a jej wzrok automatycznie zatrzymał się na tej przeklętej kanapie. Zrozumiała, że nie ma już innego wyjścia. Sprzeda ją, aby nie przypominać sobie przez cały czas o tym, co łączyło ją z Joshem. Z drugiej strony, cały Mediolan nosił teraz jego imię. Dla niej każdy metr, który pokonywała, pachniał tak samo, jak on. Wszystko było jednym wielkim wspomnieniem, które rozdzierało jej serce, jak kartkę papieru. Nie sprzeda tej kanapy. Wyjedzie, by zostawić to miasto za swoimi plecami, wliczając w to również Josha Hartleya, jej największą, najprawdziwszą miłość.
***
Mężczyzna spędził tę noc w pracy, ponieważ miał dyżur. Było spokojnie, sama papierkowa robota, nic trudnego, a jednak Russell Knight kilkakrotnie popełnił błąd i gdyby nie podpowiedź kolegi po fachu, który cały czas zaglądał mu przez ramię i pilnował go, jak oka w głowie, konsekwencje mogłyby okazać się poważne. Roztargnienie mężczyzny nie było jednak spowodowane zmęczeniem, jego myśli były bowiem przez cały czas zajęte. Całą przestrzeń w jego głowie zapełniał kilkumiesięczny kawaler, który zaskakująco szybko przywiązał się do swojego przyszłego ojca. Za każdym razem, kiedy Russell odwiedzał Angelo, chłopiec machał rączkami, a na jego twarzy pojawiał się uśmiech - dla młodego lekarza był to chyba najcudowniejszy widok, jaki kiedykolwiek mogły obserwować jego oczy. Ucałował malutkie dłonie dziecka, z dnia na dzień dostrzegając w nim coraz większe podobieństwo do Naomi. Skąd ona wiedziała, że Angelo po prostu musi któregoś dnia należeć do ich rodziny? Czy zobaczyła w nim coś, czego nikt inny nie potrafił dostrzec? Jeśli było to to samo, co teraz tak radowało Russella, kiedy patrzył na małego rozrabiakę, to mężczyzna nie powinien mieć już żadnych wątpliwości.
- Już niedługo ja i mama zabierzemy cię do domu - powiedział, a chłopczyk sprawiał przedziwne wrażenie, jakby rozumiał każde słowo rudowłosego.
Kiedy Knight wyszedł z sali, nie po raz pierwszy napotkał wzruszone twarze lekarek. Pożegnał się z nimi, życząc miłego dnia, po czym wyszedł na zewnątrz. Pod szpitalem już czekała na niego taksówka. Żałował, że tamtej nieszczęsnej nocy wsiadł za kierownicę po alkoholu, jednak jak najbardziej zgadzał się z karą, jaką mu wymierzono. I tak powinien się cieszyć, że skończyło się tylko odebraniem prawa jazdy, a nie czymś poważniejszym. Przez przyciemnianą szybę obserwował świat, a im bliżej domu był, tym mniej myślał o Angelo, za to intensywniejsze stawały się te myśli poświęcone Naomi. Mężczyzna przekazał wąsatemu taksówkarzowi należną zapłatę, po czym wysiadł z auta i ruszył w stronę domu. Wszedł do środka i od progu głośno wykrzyknął jej imię, chcąc ją przywołać, jednak jasnowłosa nie odpowiedziała. Zaczął jej szukać, jednak na marne. Dopiero po chwili usłyszał jej głos.
- Jestem w sypialni - zawołała, a Russell bez wahania obrał wskazany przez nią kierunek.
Drzwi były uchylone. Nie wiedział, czego powinien się po niej spodziewać - z pewnością nie tego, co faktycznie zobaczył, kiedy tylko wszedł do środka. Blondynka siedziała na łóżku, starannie przyklejając coś do kartki papieru. Mężczyzna podszedł bliżej, nie chcąc przeszkadzać żonie pytaniem o to, co robi. Zauważył, że Naomi robiła ogłoszenia informujące o zaginięciu Isabel. Na krawędzi łóżka leżała pokaźna sterta identycznych kartek z tą samą, uśmiechniętą twarzą siedemnastolatki, uwiecznioną na fotografii.
- Robiłam je od samego rana - rzekła Knight, odkładając gotowe ogłoszenie na kupkę, po czym sięgnęła po czystą kartkę i następne zdjęcie Isabel. - Jak skończę, pojedziemy je rozwiesić i może porozdajemy przechodniom. Wiesz, jak się czasem daje ulotki z ofertą firmy budowlanej czy kupony na pizzę. Myślę, że to może pomóc nam odnaleźć tą dziewczynę. Co o tym sądzisz?
Russell był pod tak dużym wrażeniem, że nawet nie potrafił zabrać głosu. Dotychczas dla Naomi istniała tylko jedna sprawa - adopcja. Wystarczyło, że się pogodzili, by jej życie zmieniło się nie do poznania. Wciąż chciała być matką, jednak potrafiła też dostrzec innych ludzi. Była skłonna zarwać noc, by im pomóc. Zaangażowała się w poszukiwanie Isabel, choć nie była ona dla niej kimś bliskim. Mężczyzna usiadł w końcu na łóżku, zajmując miejsce tuż obok żony, po czym pocałował ją czule w policzek.
- Dobra robota, naprawdę - przyznał, przytulając ją.
Jej zabandażowana dłoń kazała mu odsunąć się od niej, by mogła dalej pracować nad zawiadomieniem. Rudowłosy zdjął marynarkę i przyłączył się do pracy. Naomi nie skomentowała tego, jednak po jej minie widać było, że była szczęśliwa - a dla Russella ten widok był naprawdę niesamowity.
***
Wieczór był chłodny, wiał wiatr, a niebo wyglądało niepokojąco - jakby w każdej chwili mógł lunąć na nich deszcz. Nastolatka wyciągnęła z torby szarą bluzę, o wiele na nią za dużą, po czym usiadła z powrotem obok Tylera, przyglądającego jej się z zainteresowaniem. Zasinienie na jego twarzy stawało się coraz bledsze, a atmosfera między nimi uległa znacznej poprawie. Znowu byli przyjaciółmi, którzy całymi dniami rozmawiali na każdy temat, nie unikając również tych bolesnych. Isabel była tak wdzięczna za to, że miała tak wspaniałego przyjaciela, że nawet nie potrafiła tego opisać. Nie chciała myśleć, co by się teraz z nią działo, gdyby nie on. Zamknęła oczy, czując, jak powietrze chłodzi jej twarz nieprzyjemnie. Zobaczyła jedno ze swych najszczęśliwszych wspomnień - chwilę, kiedy Tyler Belle pojawił się w jej życiu. Przypomniała sobie okoliczności, w jakich się poznali i właśnie wtedy ulotnił się jej dobry nastrój. Spojrzała na bruneta, a ten od razu wyczuł, że czeka ich kolejna, poważna rozmowa.
- Pamiętasz, jak się poznaliśmy? - zapytała, a ciemnooki przytaknął. - Nigdy nie pytałeś, co robiłam wtedy na stacji benzynowej, ani dlaczego pokazałam środkowy palec tamtym starszym paniom. Naprawdę cię to nie interesowało?
- Czułem, że nie będziesz chciała o tym gadać - odparł ze spokojem, a Isabel uśmiechnęła się łagodnie. Tyler był po prostu kochany.
- A więc, byłam tam, ponieważ musiałam kupić test ciążowy, a tamto miejsce wydawało mi się najdyskretniejsze z możliwych. Kiedy tylko odeszłam od kasy, staruszki zbulwersowały się i przez cały czas czekały w napięciu, aż powiem im, jaki jest wynik - Isabel zrobiła pauzę, musiała przecież przewrócić oczami, nadal irytując się, kiedy przypominała sobie o tamtej sytuacji. - Miałam wtedy na sobie właśnie tą bluzę i wcale nie jest ona przypadkowa. Należała do chłopaka, z którym mogłam być w ciąży. Na szczęście, wynik pokazał co innego.
- Lekko mną to wstrząsnęło - przyznał Tyler. - Kiedy cię wtedy zobaczyłem, wyglądałaś na zadowoloną. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że akurat wtedy dowiedziałaś się, że nie wpadłaś.
- Gdybyś znał Giovanniego, zrozumiałbyś, dlaczego mi ulżyło - stwierdziła dziewczyna.
- A opowiesz mi o nim? - zapytał. - Bo póki co wiem tylko, że kawał chłopa z niego.
Siedemnastolatka spojrzała na rękawy bluzy, które były tak długie, że nie wystawały z nich nawet koniuszki jej palców.
- A więc, poznałam Giovanniego w niecodziennych okolicznościach. Sprzedawał prochy pod moją szkołą, choć ja wtedy nie zawracałam sobie tym głowy. Chciałam, żeby Logan był o mnie zazdrosny i muszę przyznać, że udało mi się chyba osiągnąć ten efekt. Spędziłam z Gio trochę czasu i nagle, nawet nie wiem, kiedy dokładnie, poczułam do niego coś więcej. To był mój pierwszy i jak dotąd jedyny związek. Zaczęłam z przytupem, biorąc pod uwagę fakt, że to Giovanni zapoznał mnie z narkotykami, od których się uzależniłam. Na początku nie widziałam żadnego problemu. Czułam ulgę, kompletną obojętność na wszystkie swoje problemy. To było naprawdę fajne uczucie i pragnęłam, aby towarzyszyło mi ono przez cały czas. Wkrótce okazało się jednak, że przyszłość nigdy nie miała prawa być tak kolorowa, jak to sobie wyobrażałam.
- Nie znam tego Giovanniego, ale mogę stwierdzić, że był kompletnym kretynem i gdybym tylko go spotkał...
- Masz rację, nie znasz go - przerwała mu Isabel. - To nie jego wina, że uzależniłam się od narkotyków. Gio próbował namówić mnie, abym przestała brać. Wiem, że nie byłabym w stanie do niego wrócić, jednak mimo wszystko nie skreślam go jako człowieka. Chciał mnie chronić, jakoś mi pomóc, dlatego przestał do mnie dzwonić, pisać. Wycofał się, a ja stanęłam na nogi i teraz buduję swój świat od nowa, z daleka od niego, jednak nosząc w sercu lekcję, jaką mi dał.
- Jesteś nieprawdopodobna - powiedział Tyler, kręcąc głową. - Ty chyba w każdym potrafisz dostrzec coś dobrego.
Uśmiechnęła się, po czym przytuliła się do chłopaka, zamykając oczy. Poczuła, jak Morfeusz zaprasza ją, by rozgościła się w jego ramionach. Zasnęła, wsłuchując się w bicie serca swego przyjaciela. Nigdzie i z nikim nie mogłaby czuć się bezpieczniej.
***
Nie miała wyrzutów sumienia, zostawiając czteroletnią córkę z opiekunką. Dziewczynka chyba wybaczyła już matce jej niecodzienne zachowanie, spowodowane silnymi emocjami i alkoholem, płonącym w jej krwi niczym lawa. Od godziny Paige chodziła po mieście, zaglądając do kolejnych barów i bardzo szybko wychodząc z powrotem na ulicę, wciąż nie znajdując tego, na czym jej naprawdę zależało. Marzyła, że zobaczy pod którymś z budynków jego czarny samochód, albo jego samego wewnątrz lokalu, sączącego drinka, jednak chwila ta nie nadchodziła. Właśnie wtedy ciemnooka wpadła na pomysł, który właściwie nie miał wad. Na liście kontaktów znalazła jego numer. Zaskoczyło ją to, była przekonana, że usunęła go wieku temu. Nabrała chłodnego powietrza w usta, po czym nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha, wsłuchując się w sygnał, a potem chłonąc jego głos. Rozłączyła się, upojona informacją, że ma na niego czekać. W umówionym miejscu brunetka usiadła na ławce, dmuchając na swe dłonie, chcąc je w ten sposób rozgrzać. Póki miała chwilę czasu, postanowiła zastanowić się, czy naprawdę chce zrobić to, co powiedziała mu przez telefon. Zanim podejmie ostateczną i być może najważniejszą decyzję, powinna rozważyć wszystkie za i przeciw, a tych pierwszych było zdecydowanie więcej, niż tych drugich. Przypomniała sobie, jak wyglądało jej życie pół roku temu, zanim Josh wrócił z zaświatów. Tęskniła za nim, jednak czuła się szczęśliwa u boku Austina, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji i w którym odnalazła prawdziwego przyjaciela. Miała wzorowy kontakt z córeczką, która była wpatrzona w mamę, jak w obrazek. Choć nie była to zbyt oczywista sytuacja, Paige mogła liczyć na nieustanne wsparcie Petera, ojca swego dawnego narzeczonego, który nie miał do niej żalu o to, że postanowiła poszukać szczęścia w ramionach innego mężczyzny. Była na tyle usatysfakcjonowana swoim życiem, że ani myślała, by złamać swe postanowienie i wrócić do narkotyków.
A jak to wszystko wyglądało teraz?
Obecnie nie tęskniła już za Joshem, nie marzyła o tym, by się do niego przytulić, ponieważ nie minęło wiele czasu, odkąd doświadczyła właśnie tego wszystkiego. Była tak zakochana, że aż zaślepiona, przez co zniszczyła swój związek z Austinem, a także ich przyjaźń. Dziś nie mogła skontaktować się z żadnym z nich, ponieważ obydwaj zaczynali już reperować swój świat z dala od niej. Czuła się tak, jakby własnoręcznie popsuła wszystko, co jeszcze nie tak dawno wydawało się być najstabilniejszą konstrukcją, jaką świat kiedykolwiek widział. Adriana nie była już tak zachwycona swoją matką, jak to miało miejsce do niedawna. Kiedy Hartley wrócił, Paige zaczęła zaniedbywać córkę, chcąc za wszelką cenę zaspokoić swój własny głód, którym był Josh. Miała ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, wspominając, jak beznadziejnie zachowała się ostatnio, pod wpływem alkoholu. Pamiętała to wszystko, jak przez mgłę, jednak wiedziała, że cała ta akcja rozegrała się na oczach czterolatki i nigdy nie wybaczy sobie, że do tego dopuściła. Peter miał jej za złe, że Isabel zaczęła brać narkotyki - a przecież Paige nigdy jej do tego nie namawiała. Jego zarzuty były śmieszne, wręcz pozbawione jakiejkolwiek logiki, jednak brunetka nie zamierzała dłużej walczyć o jego wybaczenie. Nie zrobiła nic złego, mało tego, to ona była przy Isabel, kiedy w jej życiu działo się źle, choć to Peter powinien być największym wsparciem dla swej córki. Paige każdego dnia za nim tęskniła, jednak nie mogła nic zrobić. Miała do niego żal o te wszystkie podłe słowa, które usłyszała, a które nigdy nie powinny wydostać się z jego ust. A skoro już o narkotykach mowa...
- Przyjechałem najszybciej, jak mogłem - powiedział mężczyzna, siadając na ławce obok niej. Oddychał szybko, co mogło świadczyć o tym, że naprawdę się do niej spieszył. Na głowę naciągnięty miał kaptur, a jego policzki zdobiły rumieńce. - A więc? Wiadomo coś więcej o Isabel?
Dziewczyna poczuła się zakłopotana. Wygląda na to, że chłopak nie pędził tak z jej powodu, lecz z myślą o siedemnastolatce i o tym, że mogła być obecnie dosłownie wszędzie.
- Nie - odparła chłodno Paige, a mężczyzna spojrzał na nią z zawodem. - Dzwoniłam, bo chciałam, abyś załatwił mi towar.
- Słucham? - zapytał Gio, a jego oczy nagle zrobiły się nienaturalnie duże. Skinęła głową, by potwierdzić to, co powiedziała przed momentem. - Nie wierzę. Wróciłaś do tego? A sądziłem, że udało ci się z tego wygrzebać raz na zawsze.
- Daruj sobie te moralizatorskie teksty - warknęła. - Masz coś?
- Nie i nawet nie jest mi przykro z tego powodu - odpowiedział. - Już się tym nie zajmuję, Paige. Wiem, że sprzedawałem dzieciakom ten syf, robiąc z nich narkomanów. Przyczyniłem się do tego, że osoba, która była dla mnie bardzo ważna, niemal dotknęła dna.
- Mówisz o Isabel - zauważyła ciemnooka.
- Zmieniła mnie. Wiem, że to dobrze, że już nie jestem z nią. Od samego początku zasługiwała na kogoś lepszego, niż ja. Codziennie staję się kimś lepszym, dzięki niej, ale pogodziłem się już z tym, że nigdy nie będę dla niej wystarczająco dobry.
- Zależy ci na niej.
- Bardzo - przyznał. - Cały czas sprawdzam wiadomości, chcąc dowiedzieć się, że Isabel wróciła do domu cała i zdrowa. Nie wierzę, że stało jej się coś złego - spojrzał na nią, a kiedy w jej oczach dostrzegł przeraźliwy smutek, który chwycił go za serce, chwycił jej dłoń, co zdarzyło mu się chyba po raz pierwszy. Była wyraźnie zaskoczona, jednak on nie zamierzał jej puścić. - Posłuchaj mnie, Paige. Przepraszam cię za to, że w ogóle pojawiłem się w życiu twoim i Isabel. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwe, bez ćpania i oszukiwania samych siebie, z facetami, którzy docenią, jak wyjątkowe jesteście. Bądź silna, Paige. Walcz i nie poddawaj się.
Siedzieli tak przez chwilę, milcząc. W końcu Giovanni wstał i odszedł, zostawiając Belle sam na sam z przemyśleniami, jednymi z najtrudniejszych, z jakimi się zmagała przez te dwadzieścia trzy lata swojego życia. Ona również wstała z ławki, obrała jednak zupełnie inny kierunek - ten, który prowadził do jej mieszkania. Dłonie jej drżały i nie potrafiła nad nimi zapanować. Tak niewiele brakowało, by wróciła do punktu wyjścia, biorąc znowu narkotyki, które przecież zrujnowały całe jej życie. Czy ona kiedykolwiek zmądrzeje? Czy w ogóle będzie miała jeszcze okazję, by dojrzeć?
Przekręciła klucz w zamku i weszła do środka. Opiekunka opowiadała jej o tym, jak fantastycznie zachowywała się dzisiaj Adriana, jednak Paige nie słuchała jej zbyt uważnie, czekając, aż ta w końcu wyjdzie. Kiedy została sama, zajrzała do pokoiku córeczki. Spała spokojnie w swym łóżeczku, śniąc zapewne o świecie o wiele lepszym, niż ten, na którym rzeczywiście przyszło nam żyć. Brunetka zamknęła drzwi, robiąc to najciszej, jak tylko mogła, po czym usiadła w fotelu w dużym pokoju i ponownie wzięła do ręki telefon. Słowa Giovanniego wciąż rozbrzmiewały w jej głowie, godząc ją w serce. Była poruszona. On naprawdę kochał Isabel i zmienił się dla niej, a jednak wybrał życie bez niej, bo wiedział, że tak będzie najlepiej. Gdyby Paige zrobiła to samo i w porę dała sobie spokój z Joshem, dziś wciąż byłaby szczęśliwą narzeczoną Austina. Miłość bywa jednak podstępna, o czym Belle zdążyła się przekonać na własnej skórze.
Kiedy sygnał w telefonie ucichł, a automatyczna sekretarka przestała biadolić, Paige zabrała głos, robiąc to wyjątkowo niepewnie, a jednak wiedząc, że nie stać jej na nic lepszego.
- Wiem, że cię skrzywdziłam, jednak od teraz nie będę już stać na twej drodze do szczęścia. Mam nadzieję, że któregoś dnia mi wybaczysz. Naprawdę cię kochałam, wiem to nie od dziś, jednak dopiero teraz dotarło do mnie, że już nigdy się z ciebie nie wyleczę. Płyniesz w moich żyłach, jak narkotyk, a oboje wiemy, że kiedyś było to dla mnie najcenniejsze doznanie - powiedziała, nie mogąc powstrzymać się od wygłoszenia tej uwagi. - Bądź szczęśliwy. Zawsze będę cię kochać.
Zakończyła połączenie, po czym skuliła się w kłębek, nadal wstydząc się, że choć przez chwilę pomyślała o tym, by sięgnąć po używki. Była słaba, a jednak podjęła jedną z najdojrzalszych decyzji w swoim życiu. Od teraz wszystko mogło być już tylko lepsze.
***
- Jestem w sypialni - zawołała, a Russell bez wahania obrał wskazany przez nią kierunek.
Drzwi były uchylone. Nie wiedział, czego powinien się po niej spodziewać - z pewnością nie tego, co faktycznie zobaczył, kiedy tylko wszedł do środka. Blondynka siedziała na łóżku, starannie przyklejając coś do kartki papieru. Mężczyzna podszedł bliżej, nie chcąc przeszkadzać żonie pytaniem o to, co robi. Zauważył, że Naomi robiła ogłoszenia informujące o zaginięciu Isabel. Na krawędzi łóżka leżała pokaźna sterta identycznych kartek z tą samą, uśmiechniętą twarzą siedemnastolatki, uwiecznioną na fotografii.
- Robiłam je od samego rana - rzekła Knight, odkładając gotowe ogłoszenie na kupkę, po czym sięgnęła po czystą kartkę i następne zdjęcie Isabel. - Jak skończę, pojedziemy je rozwiesić i może porozdajemy przechodniom. Wiesz, jak się czasem daje ulotki z ofertą firmy budowlanej czy kupony na pizzę. Myślę, że to może pomóc nam odnaleźć tą dziewczynę. Co o tym sądzisz?
Russell był pod tak dużym wrażeniem, że nawet nie potrafił zabrać głosu. Dotychczas dla Naomi istniała tylko jedna sprawa - adopcja. Wystarczyło, że się pogodzili, by jej życie zmieniło się nie do poznania. Wciąż chciała być matką, jednak potrafiła też dostrzec innych ludzi. Była skłonna zarwać noc, by im pomóc. Zaangażowała się w poszukiwanie Isabel, choć nie była ona dla niej kimś bliskim. Mężczyzna usiadł w końcu na łóżku, zajmując miejsce tuż obok żony, po czym pocałował ją czule w policzek.
- Dobra robota, naprawdę - przyznał, przytulając ją.
Jej zabandażowana dłoń kazała mu odsunąć się od niej, by mogła dalej pracować nad zawiadomieniem. Rudowłosy zdjął marynarkę i przyłączył się do pracy. Naomi nie skomentowała tego, jednak po jej minie widać było, że była szczęśliwa - a dla Russella ten widok był naprawdę niesamowity.
***
Wieczór był chłodny, wiał wiatr, a niebo wyglądało niepokojąco - jakby w każdej chwili mógł lunąć na nich deszcz. Nastolatka wyciągnęła z torby szarą bluzę, o wiele na nią za dużą, po czym usiadła z powrotem obok Tylera, przyglądającego jej się z zainteresowaniem. Zasinienie na jego twarzy stawało się coraz bledsze, a atmosfera między nimi uległa znacznej poprawie. Znowu byli przyjaciółmi, którzy całymi dniami rozmawiali na każdy temat, nie unikając również tych bolesnych. Isabel była tak wdzięczna za to, że miała tak wspaniałego przyjaciela, że nawet nie potrafiła tego opisać. Nie chciała myśleć, co by się teraz z nią działo, gdyby nie on. Zamknęła oczy, czując, jak powietrze chłodzi jej twarz nieprzyjemnie. Zobaczyła jedno ze swych najszczęśliwszych wspomnień - chwilę, kiedy Tyler Belle pojawił się w jej życiu. Przypomniała sobie okoliczności, w jakich się poznali i właśnie wtedy ulotnił się jej dobry nastrój. Spojrzała na bruneta, a ten od razu wyczuł, że czeka ich kolejna, poważna rozmowa.
- Pamiętasz, jak się poznaliśmy? - zapytała, a ciemnooki przytaknął. - Nigdy nie pytałeś, co robiłam wtedy na stacji benzynowej, ani dlaczego pokazałam środkowy palec tamtym starszym paniom. Naprawdę cię to nie interesowało?
- Czułem, że nie będziesz chciała o tym gadać - odparł ze spokojem, a Isabel uśmiechnęła się łagodnie. Tyler był po prostu kochany.
- A więc, byłam tam, ponieważ musiałam kupić test ciążowy, a tamto miejsce wydawało mi się najdyskretniejsze z możliwych. Kiedy tylko odeszłam od kasy, staruszki zbulwersowały się i przez cały czas czekały w napięciu, aż powiem im, jaki jest wynik - Isabel zrobiła pauzę, musiała przecież przewrócić oczami, nadal irytując się, kiedy przypominała sobie o tamtej sytuacji. - Miałam wtedy na sobie właśnie tą bluzę i wcale nie jest ona przypadkowa. Należała do chłopaka, z którym mogłam być w ciąży. Na szczęście, wynik pokazał co innego.
- Lekko mną to wstrząsnęło - przyznał Tyler. - Kiedy cię wtedy zobaczyłem, wyglądałaś na zadowoloną. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że akurat wtedy dowiedziałaś się, że nie wpadłaś.
- Gdybyś znał Giovanniego, zrozumiałbyś, dlaczego mi ulżyło - stwierdziła dziewczyna.
- A opowiesz mi o nim? - zapytał. - Bo póki co wiem tylko, że kawał chłopa z niego.
Siedemnastolatka spojrzała na rękawy bluzy, które były tak długie, że nie wystawały z nich nawet koniuszki jej palców.
- A więc, poznałam Giovanniego w niecodziennych okolicznościach. Sprzedawał prochy pod moją szkołą, choć ja wtedy nie zawracałam sobie tym głowy. Chciałam, żeby Logan był o mnie zazdrosny i muszę przyznać, że udało mi się chyba osiągnąć ten efekt. Spędziłam z Gio trochę czasu i nagle, nawet nie wiem, kiedy dokładnie, poczułam do niego coś więcej. To był mój pierwszy i jak dotąd jedyny związek. Zaczęłam z przytupem, biorąc pod uwagę fakt, że to Giovanni zapoznał mnie z narkotykami, od których się uzależniłam. Na początku nie widziałam żadnego problemu. Czułam ulgę, kompletną obojętność na wszystkie swoje problemy. To było naprawdę fajne uczucie i pragnęłam, aby towarzyszyło mi ono przez cały czas. Wkrótce okazało się jednak, że przyszłość nigdy nie miała prawa być tak kolorowa, jak to sobie wyobrażałam.
- Nie znam tego Giovanniego, ale mogę stwierdzić, że był kompletnym kretynem i gdybym tylko go spotkał...
- Masz rację, nie znasz go - przerwała mu Isabel. - To nie jego wina, że uzależniłam się od narkotyków. Gio próbował namówić mnie, abym przestała brać. Wiem, że nie byłabym w stanie do niego wrócić, jednak mimo wszystko nie skreślam go jako człowieka. Chciał mnie chronić, jakoś mi pomóc, dlatego przestał do mnie dzwonić, pisać. Wycofał się, a ja stanęłam na nogi i teraz buduję swój świat od nowa, z daleka od niego, jednak nosząc w sercu lekcję, jaką mi dał.
- Jesteś nieprawdopodobna - powiedział Tyler, kręcąc głową. - Ty chyba w każdym potrafisz dostrzec coś dobrego.
Uśmiechnęła się, po czym przytuliła się do chłopaka, zamykając oczy. Poczuła, jak Morfeusz zaprasza ją, by rozgościła się w jego ramionach. Zasnęła, wsłuchując się w bicie serca swego przyjaciela. Nigdzie i z nikim nie mogłaby czuć się bezpieczniej.
***
Nie miała wyrzutów sumienia, zostawiając czteroletnią córkę z opiekunką. Dziewczynka chyba wybaczyła już matce jej niecodzienne zachowanie, spowodowane silnymi emocjami i alkoholem, płonącym w jej krwi niczym lawa. Od godziny Paige chodziła po mieście, zaglądając do kolejnych barów i bardzo szybko wychodząc z powrotem na ulicę, wciąż nie znajdując tego, na czym jej naprawdę zależało. Marzyła, że zobaczy pod którymś z budynków jego czarny samochód, albo jego samego wewnątrz lokalu, sączącego drinka, jednak chwila ta nie nadchodziła. Właśnie wtedy ciemnooka wpadła na pomysł, który właściwie nie miał wad. Na liście kontaktów znalazła jego numer. Zaskoczyło ją to, była przekonana, że usunęła go wieku temu. Nabrała chłodnego powietrza w usta, po czym nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha, wsłuchując się w sygnał, a potem chłonąc jego głos. Rozłączyła się, upojona informacją, że ma na niego czekać. W umówionym miejscu brunetka usiadła na ławce, dmuchając na swe dłonie, chcąc je w ten sposób rozgrzać. Póki miała chwilę czasu, postanowiła zastanowić się, czy naprawdę chce zrobić to, co powiedziała mu przez telefon. Zanim podejmie ostateczną i być może najważniejszą decyzję, powinna rozważyć wszystkie za i przeciw, a tych pierwszych było zdecydowanie więcej, niż tych drugich. Przypomniała sobie, jak wyglądało jej życie pół roku temu, zanim Josh wrócił z zaświatów. Tęskniła za nim, jednak czuła się szczęśliwa u boku Austina, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji i w którym odnalazła prawdziwego przyjaciela. Miała wzorowy kontakt z córeczką, która była wpatrzona w mamę, jak w obrazek. Choć nie była to zbyt oczywista sytuacja, Paige mogła liczyć na nieustanne wsparcie Petera, ojca swego dawnego narzeczonego, który nie miał do niej żalu o to, że postanowiła poszukać szczęścia w ramionach innego mężczyzny. Była na tyle usatysfakcjonowana swoim życiem, że ani myślała, by złamać swe postanowienie i wrócić do narkotyków.
A jak to wszystko wyglądało teraz?
Obecnie nie tęskniła już za Joshem, nie marzyła o tym, by się do niego przytulić, ponieważ nie minęło wiele czasu, odkąd doświadczyła właśnie tego wszystkiego. Była tak zakochana, że aż zaślepiona, przez co zniszczyła swój związek z Austinem, a także ich przyjaźń. Dziś nie mogła skontaktować się z żadnym z nich, ponieważ obydwaj zaczynali już reperować swój świat z dala od niej. Czuła się tak, jakby własnoręcznie popsuła wszystko, co jeszcze nie tak dawno wydawało się być najstabilniejszą konstrukcją, jaką świat kiedykolwiek widział. Adriana nie była już tak zachwycona swoją matką, jak to miało miejsce do niedawna. Kiedy Hartley wrócił, Paige zaczęła zaniedbywać córkę, chcąc za wszelką cenę zaspokoić swój własny głód, którym był Josh. Miała ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, wspominając, jak beznadziejnie zachowała się ostatnio, pod wpływem alkoholu. Pamiętała to wszystko, jak przez mgłę, jednak wiedziała, że cała ta akcja rozegrała się na oczach czterolatki i nigdy nie wybaczy sobie, że do tego dopuściła. Peter miał jej za złe, że Isabel zaczęła brać narkotyki - a przecież Paige nigdy jej do tego nie namawiała. Jego zarzuty były śmieszne, wręcz pozbawione jakiejkolwiek logiki, jednak brunetka nie zamierzała dłużej walczyć o jego wybaczenie. Nie zrobiła nic złego, mało tego, to ona była przy Isabel, kiedy w jej życiu działo się źle, choć to Peter powinien być największym wsparciem dla swej córki. Paige każdego dnia za nim tęskniła, jednak nie mogła nic zrobić. Miała do niego żal o te wszystkie podłe słowa, które usłyszała, a które nigdy nie powinny wydostać się z jego ust. A skoro już o narkotykach mowa...
- Przyjechałem najszybciej, jak mogłem - powiedział mężczyzna, siadając na ławce obok niej. Oddychał szybko, co mogło świadczyć o tym, że naprawdę się do niej spieszył. Na głowę naciągnięty miał kaptur, a jego policzki zdobiły rumieńce. - A więc? Wiadomo coś więcej o Isabel?
Dziewczyna poczuła się zakłopotana. Wygląda na to, że chłopak nie pędził tak z jej powodu, lecz z myślą o siedemnastolatce i o tym, że mogła być obecnie dosłownie wszędzie.
- Nie - odparła chłodno Paige, a mężczyzna spojrzał na nią z zawodem. - Dzwoniłam, bo chciałam, abyś załatwił mi towar.
- Słucham? - zapytał Gio, a jego oczy nagle zrobiły się nienaturalnie duże. Skinęła głową, by potwierdzić to, co powiedziała przed momentem. - Nie wierzę. Wróciłaś do tego? A sądziłem, że udało ci się z tego wygrzebać raz na zawsze.
- Daruj sobie te moralizatorskie teksty - warknęła. - Masz coś?
- Nie i nawet nie jest mi przykro z tego powodu - odpowiedział. - Już się tym nie zajmuję, Paige. Wiem, że sprzedawałem dzieciakom ten syf, robiąc z nich narkomanów. Przyczyniłem się do tego, że osoba, która była dla mnie bardzo ważna, niemal dotknęła dna.
- Mówisz o Isabel - zauważyła ciemnooka.
- Zmieniła mnie. Wiem, że to dobrze, że już nie jestem z nią. Od samego początku zasługiwała na kogoś lepszego, niż ja. Codziennie staję się kimś lepszym, dzięki niej, ale pogodziłem się już z tym, że nigdy nie będę dla niej wystarczająco dobry.
- Zależy ci na niej.
- Bardzo - przyznał. - Cały czas sprawdzam wiadomości, chcąc dowiedzieć się, że Isabel wróciła do domu cała i zdrowa. Nie wierzę, że stało jej się coś złego - spojrzał na nią, a kiedy w jej oczach dostrzegł przeraźliwy smutek, który chwycił go za serce, chwycił jej dłoń, co zdarzyło mu się chyba po raz pierwszy. Była wyraźnie zaskoczona, jednak on nie zamierzał jej puścić. - Posłuchaj mnie, Paige. Przepraszam cię za to, że w ogóle pojawiłem się w życiu twoim i Isabel. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwe, bez ćpania i oszukiwania samych siebie, z facetami, którzy docenią, jak wyjątkowe jesteście. Bądź silna, Paige. Walcz i nie poddawaj się.
Siedzieli tak przez chwilę, milcząc. W końcu Giovanni wstał i odszedł, zostawiając Belle sam na sam z przemyśleniami, jednymi z najtrudniejszych, z jakimi się zmagała przez te dwadzieścia trzy lata swojego życia. Ona również wstała z ławki, obrała jednak zupełnie inny kierunek - ten, który prowadził do jej mieszkania. Dłonie jej drżały i nie potrafiła nad nimi zapanować. Tak niewiele brakowało, by wróciła do punktu wyjścia, biorąc znowu narkotyki, które przecież zrujnowały całe jej życie. Czy ona kiedykolwiek zmądrzeje? Czy w ogóle będzie miała jeszcze okazję, by dojrzeć?
Przekręciła klucz w zamku i weszła do środka. Opiekunka opowiadała jej o tym, jak fantastycznie zachowywała się dzisiaj Adriana, jednak Paige nie słuchała jej zbyt uważnie, czekając, aż ta w końcu wyjdzie. Kiedy została sama, zajrzała do pokoiku córeczki. Spała spokojnie w swym łóżeczku, śniąc zapewne o świecie o wiele lepszym, niż ten, na którym rzeczywiście przyszło nam żyć. Brunetka zamknęła drzwi, robiąc to najciszej, jak tylko mogła, po czym usiadła w fotelu w dużym pokoju i ponownie wzięła do ręki telefon. Słowa Giovanniego wciąż rozbrzmiewały w jej głowie, godząc ją w serce. Była poruszona. On naprawdę kochał Isabel i zmienił się dla niej, a jednak wybrał życie bez niej, bo wiedział, że tak będzie najlepiej. Gdyby Paige zrobiła to samo i w porę dała sobie spokój z Joshem, dziś wciąż byłaby szczęśliwą narzeczoną Austina. Miłość bywa jednak podstępna, o czym Belle zdążyła się przekonać na własnej skórze.
Kiedy sygnał w telefonie ucichł, a automatyczna sekretarka przestała biadolić, Paige zabrała głos, robiąc to wyjątkowo niepewnie, a jednak wiedząc, że nie stać jej na nic lepszego.
- Wiem, że cię skrzywdziłam, jednak od teraz nie będę już stać na twej drodze do szczęścia. Mam nadzieję, że któregoś dnia mi wybaczysz. Naprawdę cię kochałam, wiem to nie od dziś, jednak dopiero teraz dotarło do mnie, że już nigdy się z ciebie nie wyleczę. Płyniesz w moich żyłach, jak narkotyk, a oboje wiemy, że kiedyś było to dla mnie najcenniejsze doznanie - powiedziała, nie mogąc powstrzymać się od wygłoszenia tej uwagi. - Bądź szczęśliwy. Zawsze będę cię kochać.
Zakończyła połączenie, po czym skuliła się w kłębek, nadal wstydząc się, że choć przez chwilę pomyślała o tym, by sięgnąć po używki. Była słaba, a jednak podjęła jedną z najdojrzalszych decyzji w swoim życiu. Od teraz wszystko mogło być już tylko lepsze.
***
Wracam niedługo :)
OdpowiedzUsuńNie ma pośpiechu :)
UsuńPowiem Ci, że mnie zaskoczyłaś. Zwłaszcza tą końcówką. Ale po kolei.
OdpowiedzUsuńCzułam, że Isabel dal Logana jest kimś więcej. Nie rozumiem tylko czemu nie mógł jej tego wcześniej powiedzieć? Wtedy sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. A teraz Logan zranił Isabel i samego siebie. Kiedyś go lubiłam i miałam nadzieję, że kiedyś będą razem. A teraz? Teraz uważam, że nie zasługuje na Isabel. Według mnie jest niedojrzały, boi się brać odpowiedzialność za swoje czyny i boi się swoich uczuć. Uważam, że dziewczyna nie byłaby z nim szczęśliwa. Mam nadzieję, że da w końcu jej spokój. Albo niech już będą tymi przyjaciółmi (ewentualnie), ale nic więcej.
Nie wiem czemu sprawa z Vanessą i Joshem tak się potoczyła. I nie wiem czy kobieta m rację co do Paige. Na moje on już jej nie kocha. Ale to nie oznacza, że kocha Vanessę. Nie wiem już co on czuje. Jest dość skomplikowany. Ale teraz jednak mi trochę żal Vanessy. Naprawdę go kochała i teraz ma złamane serce. Może byłoby dla niej lepiej, gdyby wyjechała? Jestem ciekawa czy to zrobi. Bo w sumie Josh nigdy nie odetnie się od Paige. W końcu to matka jego córki. Vanessa mogłaby mieć potem myśli, że ją zdradza, w ich związku byłyby ciągle kłótnie i w ogóle. Tak, lepiej byłoby gdyby wyjechała. Ale jak to się potoczy, to na razie wiesz tylko Ty. :D
U Russella i Naomi wsyztsko okey. Nawet lepiej niż było wcześniej. Cieszę się z tego powodu. :)
A teraz to czym mnie zaskoczyłaś. Po pierwsze myślałam, że Paige dzwoni do Josha. A tu nagle Gio. Po drugie ona znów chciała sięgnąć po narkotyki. Oburzyłam się. Bardzo się cieszę, że ich nie dostała. Po trzecie Gio się zmienił i naprawdę kocha Isabel. Wcześniej myślałam, że to zwykły palant, który ją wykorzystuje. A teraz widzę jak było i jak jest naprawdę. Mam wrażenie, że w sprawie Isabel wszystko się komplikuje. Chodzi mi o miłość. Jest Tyler, Logan i Gio. Z całej tej trójki, to Gio wydaje mi się najlepszym partnerem dla Isabel. On by o nią zadbał. i pięknie postąpił pozwalając jej odejść dla jej dobra, pomimo że ją kocha. To jest prawdziwa miłość. Opinię o Loganie już znasz. A co do Tylera, to on chyba traktuje Isabel tylko jak siostrę i nic by z tego nie wyszło. Jestem ciekawa czy będzie z którymś z nich i jak to dalej będzie wyglądać.
Dobrze, że Paige rozumie, że chciała zrobi głupotę. To dobry znak. Wydaje mi się, że zadzwoniła do Austina. Mam taką nadzieję. Jeśli tka, to bardzo bym się cieszyła, gdyby jej odpowiedział i może znów się zeszli? I ma rację, to co zrobiła było bardzo dojrzałe. :) Znów przykład prawdziwej miłości.
Jestem ciekawa jak się zakończą te poszukiwania Isabel. My wiemy, że nic jej nie jest, ale wszyscy się o nią martwią. Oby ją znaleźli, albo niech sama wróci do domu. A może zobaczy plakat ze swoim zdjęciem i się wzruszy i coś zrozumie?
Czekam niecierpliwie na nowy rozdział. :)
Zapraszam do siebie. ;)
Pozdrawiam :*
www.otchlan-czasu.blogspot.com
Bardzo dziękuję za opinię :) Teraz już wszystko będzie się wyjaśniać i mam nadzieję, że nie rozczaruję do samego końca.
UsuńDo Ciebie wpadam za moment!
Pozdrawiam :*
Hej Kochana:* w końcu dotarłam. Przepraszam, że trwało to tak długo, ale niestety jestem w trakcie sesji, nauki naprawdę dużo, więc sama rozumiesz. Ten tydzień mam troszkę luźniejszy, więc korzystam póki mogę. Faktycznie, pospieszyłaś się z tą nowością, nawet ja sama się zdziwiłam, bo zostało już naprawdę niewiele do końca. Ale teraz z każdym kolejnym rozdziałem wszystkie wątki będą się wyjaśniać, a to cieszy mnie najbardziej, bo wreszcie dostanę odpowiedzi na moje pytania o których Ty niekoniecznie musiałaś wiedzieć :) to tyle jeśli chodzi o wstęp. Zabieram się za czytanie :)
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment zdążyłam przeczytać już wcześniej, ale swoją opinię chciałam napisać później, żeby miało to wszystko ręce i nogi. Logan - jak dla mnie typowy facet. Sam tak do końca nie wie, czego chce od życia, a później, gdy jednak zdecyduje się co wybrać, to jest już na to zwyczajnie za późno. Nie oszukujmy się, ale sam zawalił sprawę na własne życzenie. To prawda, gdyby był dojrzalszy (niekoniecznie musi być starszy) z pewnością załatwiłby tą sprawę zupełnie inaczej. Nie wiem co mam o nim myśleć... być może pokazał, że zależy mu na Isabel, ale czy teraz to coś zmieni? Bardzo ją skrzywdził i wątpię, żeby Isabel tak po prostu o wszystkim zapomniała i darowała mu to co zrobił. Ale ona go kocha, więc może jest jakiś cień szansy na wybaczenie? Skoro już się uparł i chce zaangażować się w poszukiwania dziewczyny, to przecież nie ma w tym nic złego, ale na jego miejscu nie liczyłabym na zbyt wiele. Czas pokaże jaką decyzję podejmie Isabel, czy zapomni i przyjmie Logana z powrotem, czy jednak da mu kosza, tak jak on zrobił to wcześniej. Możliwe, że to czegoś nauczyło tego chłopaka i od teraz będzie szanował uczucia drugiej osoby, bo sama jestem ciekawa jak wyglądaliby razem :)
Jestem w głębokim szoku. Tak głębokim, że nawet nie wiem co powinnam napisać. Nie sądziłam, że związek Vanessy i Josha zakończy się w taki sposób. Przecież nie musieli rozstawać się tylko dlatego, że siostra Josha uciekła z domu i chciałby przez ten czas mieszkać z ojcem. Nie z takich powodów ludzie powinni się rozstawać. Vanessa miała rację mówiąc, że są rzeczy ważne i ważniejsze, ale najbardziej w tym wszystkim zaskoczyło mnie to, że tak łatwo pozwoliła Joshowi odejść. Skoro tak bardzo go kochała i chciała z nim być, to dlaczego nie zatrzymała go, kiedy się pakował? Zawsze służyła wszystkim innym dobrą radą, a kiedy jej życie zaczęło się walić, tak po prostu odpuściła... gdzie się podziała ta waleczna, zawsze mająca jakieś rozwiązanie Vanessa? Nigdy nie darzyłam jej jakąś szczególną sympatią, ale dopiero ten rozdział pokazał, że w tym opowiadaniu nie miała odegrać roli czarnego charakteru. To zwyczajna dziewczyna, która też chce być szczęśliwa w życiu. Skoro czuła się samotna w związku z Joshem, to dlaczego pozwoliła, żeby to zaszło tak daleko? Nie wiem, ale możliwe, że wyjazd pomoże jej to wszystko uporządkować i może wtedy odnajdzie szczęście, którego tak pragnie? Ja mimo wszystko nie życzę jej źle :)
OdpowiedzUsuńFaktycznie, Naomi bardzo się zmieniła od czasu, kiedy wrócili do siebie z Russellem. To wszystko co robi, jej zachowanie... widać, że już nie ma w głowie tylko i wyłącznie adopcji, ale też zauważyła, że są też inne sprawy na tym świecie, być może równie ważne, gdzie można pomóc drugiemu człowiekowi. Do tej pory sama zastanawiałam się, czy Naomi i Russella łączy jakieś pokrewieństwo z rodziną Petera, ale sama napisałaś, że dla Naomi Isabel nie jest kimś bliskim, więc wnioskuję, że żadnego pokrewieństwa między rodzinami nie ma. Ale pomoc w poszukiwaniu siedemnastolatki na pewno przyda się od każdego, więc uważam, że gest Naomi jest bardzo miły i oby jej pomysł pomógł osiągnąć zamierzony cel :)
Aż trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie może zrodzić się taka przyjaźń. Isabel od pewnego czasu widziała wszystko w tych najciemniejszych barwach, dosłownie całe swoje życie i wystarczyło pojawienie się w jej życiu Tylera, by wszystko uległo diametralnej zmianie. Na początku myślałam, że Tyler zastąpi w sercu Isabel Logana, ale z czasem zaczynam dostrzegać, że tutaj nie ma miejsca na coś więcej, niż tylko przyjaźń. Wiem, że Isabel byłaby szczęśliwa z Tylerem, z tym trudno się nie zgodzić, ale teraz już sama nie wiem, kto zasłużył sobie na miejsce w jej sercu. To prawda, ta dziewczyna jest niesamowita mimo kilku błędów, które popełniła w swoim życiu. Ja od początku ją lubiłam i tak już pozostanie do końca :) życzę jej jak najlepiej i oby w końcu była szczęśliwa :)
Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że Giovanni się zmienił. Czy tacy ludzie w ogóle się zmieniają? Tak samo trudno mi uwierzyć w to, że zakochał się w Isabel. Do tej pory pokazywał, że ona sama nic dla niego nie znaczy, że sprzedawał jej te narkotyki, bo sam czerpał z tego korzyści i teraz nagle taka przemiana? Zachowanie Paige wręcz mnie zbulwersowało. Widać, że dziewczyna nie radzi sobie z tym co się dzieje w jej życiu. Ta jej miłość do Josha jest taka... niezdrowa? Czasami mam wrażenie, że ona tkwi w jakimś toksycznym związku, z którego nijak nie potrafi się uwolnić. Pomyślała o narkotykach, ale czy w tym wszystkim pomyślała o własnej córce? To ona powinna być teraz dla niej najważniejsza, a nie chwila przyjemności po której miałaby jeszcze więcej kłopotów, niż ma teraz. Chyba musiałaby otrzymać solidnego kopniaka w tyłek, może wtedy by się ogarnęła. Ach ta Paige, mam nadzieję, że będzie coraz mniej rozrabiała :)
Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość. Buziaki :*
Vanessa miała bardziej dość obecności Paige w życiu Josha, niż jego chwilowych zawirowań z siostrą i ojcem. Trochę ją to wszystko przerosło, ale nie powiem nic więcej, co by nie chapnąć za dużo :P
UsuńCoraz bliżej do końca, coraz więcej będzie się wyjaśniać, tak jak zauważyłaś. Oby Ci się spodobało i dobrze Ci radzę, wytrwaj do epilogu - warto ;)
Całuję i nie przemęczaj się na tych studiach za bardzo :*
Hej Słońce:* Przepraszam, że zjawiam się tutaj dopiero dzisiaj ale naprawdę wcześniej nie miałam czasu. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz! :*
OdpowiedzUsuńLogan jest dla mnie zagadką. Nie potrafię rozgryź tego chłopaka. Niby zależy mu na Isabelli, a jednak okazuje to w dziwny sposób. Nie wiem czy chciałabym, aby dziewczyna skończyła z nim. Bo prawda jest taka, że gdy potrzebowała pomocy, to go nie było... A teraz nagle się 'obudził' i doszedł do wniosku, że jednak chce mieć Isabellę w swoim życiu.
Czy to źle, że nie jest mi ani trochę szkoda Vanessy? Po prostu ja od początku kibicowałam i nadal kibicuje Paige i Joshowi. Kocham moje wyobrażenie o ich miłości. Pragnę wierzyć, że pewnego dnia oni znowu będą razem, a Vanessa znajdzie odpowiedniego mężczyznę dla siebie :)
Uśmiecham się, gdy czytam o Russellu i Naomi. Tak bardzo cieszę się, że znowu są razem. :) Teraz czekam aż ich domu rozbrzmi dziecięcy płacz :)
Isabella ma wielkie serce. Podziwiam tą dziewczynę, że po tym wszystkim, co przeszła, potrafi dostrzec dobro w ludziach. Cieszę się, że ma przy sobie Tylera. Dobry z niego chłopak! :)
Matko! Co to się porobiło z Paige! Jestem w szoku. I czy tylko ja mam to dziwne uczucie, że stanie się z nią coś złego? Nie wiem, dlaczego ale na obecną chwilę mam wrażenie jakby to był ostatni odcinek, w którym przeczytałam o niej jako o żywej osobie. Może się mylę. Mam taką nadzieję. Aż mam ciarki.
Kochana, cudowny odcinek! Jak każdy. Poza tym zakochałam się w nowym, subtelnym wyglądzie bloga! :) Muzykę dobrałaś idealnie. I po raz kolejny oczarowałaś mnie opisami. Jesteś genialna! :*
Przepraszam za ten beznadziejny komentarz. Obiecuję poprawę :*
Całuję!
Dziękuję za wcale nie beznadziejny komentarz :*
Usuń