4 marca 2014

31. ,,Mrs. Lynch''

Tak, to ostatni rozdział Mine Again. Wiem, że w ostatnim fragmencie pojawiają się pewne nieścisłości, ale nie martwcie się - wszystko pomału będzie się wyjaśniać ;)
Epilog jest tak niemiłosiernie krótki (analogiczny do prologu), że rozważałam opublikowanie tego rozdziału i epilogu tego samego dnia. Ostatecznie podjęłam inną decyzję, jak widzicie. Ogólnie polecam przed epilogiem wrócić na chwilkę do prologu... :)
Także epilog to tylko formalność i przeczytanie go zajmie Wam jakieś 2 minuty, ale mam nadzieję, że mimo wszystko skusicie się na niego. Ja jestem z niego zadowolona.
Dziękuję za miłe słowa :*
Wracam tu 16 marca z epilogiem ;)
***
Adele - Love Song

Cztery miesiące później, maj...


Kobieta podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Latarnie rzucały blade światło na ulicę i w pierwszej chwili Paige nie zauważyła na niej żywego ducha. Właśnie wtedy jej oczom ukazały się dwie postaci - około dwudziestoletni chłopak i jego rówieśniczka. Spacerowali beztrosko w ten majowy wieczór, a ich dłonie były ze sobą tak mocno splecione, że tworzyły spójną całość. Byli młodymi ludźmi, których pierwszą myślą, gdy otwierali oczy rano, była miłość - byli tak zakochani, że nie istniało dla nich nic, co mogłoby okazać się ważniejsze od tego uczucia. Wiedzieli, że związki z reguły zaczynają się wspaniale, ale z czasem zauroczenie może zacząć wygasać, jednak mimo to wierzyli, że to, co ich łączy, przetrwa każdą burzę. Nagle zakochani zatrzymali się w miejscu i zwrócili twarzami ku sobie. Długowłosa dziewczyna była o głowę niższa od wybraka swojego serca, więc aby spojrzeć mu w oczy, musiała stanąć na palcach. Zarzuciła dłonie na jego kark, a Paige zauważyła, że brunet wyszeptał coś do swej partnerki. Musiało to być coś naprawdę cudownego, ponieważ już po chwili blondynka pocałowała go łapczywie, jakby miało to być ich ostatnie spotkanie. Dopiero, kiedy młodzi oderwali się od siebie, chłopak ukląkł na ziemi, a z kieszeni kurtki wyjął niewielkie pudełeczko. Otworzył je, a w ciemności zalśnił pierścionek, który chwilę później wylądował na palcu uradowanej dwudziestolatki.
Paige wycofała się i zasłoniła okno. Choć młodzi z pewnością nie zorientowali się, że byli przez nią obserwowani, czuła się dziwnie, uczestnicząc w tak intymnym dla nich momencie. Przez jej twarz przemknął nikły uśmiech. Spojrzała na szafę, na której drzwiach wisiała jej suknia ślubna. Wspomniała, co czuła, kiedy sama została poproszona o rękę. W życiu każdej kobiety jest to jeden z najważniejszych i najpiękniejszych momentów, jednak ona nie była pewna, czy powinna się cieszyć, że sama doświadczyła tego już dwa razy.

***

Delikatnie zaokrąglony brzuszek dziewczyny wyzierał spod ładnej, ciemnofioletowej sukienki. Długie włosy dzisiaj wyjątkowo zaplecione były w warkocz, który uroczo kołysał się przy każdym ruchu jego właścicielki. Z podekscytowaniem szła przed siebie, a jej dłoń cały czas spoczywała na brzuchu. Pod jej sercem była maleńka istota, którą Paige kochała całą sobą, mimo, iż nie miała jeszcze szansy, by zobaczyć swoje dzieciątko. Wiadomość o ciąży spadła na nią jak grom z jasnego nieba, a wraz z nią pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Całe szczęście, że mogła liczyć na Josha. Zachował się tak, jak każdy mężczyzna powinien. Choć kochała go najmocniej na świecie, nie spodziewała się, że niebieskooki wykaże się aż taką dojrzałością - wielu przyszłych ojców po prostu ucieka od odpowiedzialności, z góry zakładając, że nie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami. Josh, choć miał dopiero osiemnaście lat, zepchnął strach i niepewność na boczny tor. Wiedział, że jest potrzebny ukochanej i ich potomkowi i stanął na wysokości zadania. Paige była największą szczęściarą na świecie. Czasem łapała się na tym, że wciąż nie wierzyła w to, że tak wspaniały chłopak stracił dla niej głowę. Josh był najlepszym, co jej się przytrafiło i każdego dnia obiecywała sobie, że zrobi wszystko, aby nigdy go nie stracić. Teraz, kiedy wiedzieli, że wkrótce zostaną rodzicami, byli zgodniejsi, niż kiedykolwiek przedtem.
- Nareszcie jesteś! - zawołał Josh, biegnąć w stronę ukochanej. - A już zaczynałem się bać, że coś się stało.
- Jakoś się dotoczyłam - westchnęła Paige. - No co? Wyglądam, jakbym połknęła arbuza.
- Bzdura - rzekł Hartley, po czym dodał pod nosem: - Co najwyżej melona.
Brunetka szturchnęła go lekko, po czym ruszyła we wskazanym przez niego kierunku. Otaczała ich malownicza polana, która teraz oświetlona była pochodniami i blaskiem gwiazd, jarzących się ponad ich głowami. Na środku stał stolik przystrojony świecami i kwiatami, z których najbardziej rzucał się w oczy wielki bukiet tulipanów. Spoczywał spokojnie na blacie, najwyraźniej czekając na swoją kolejkę.
- Podoba ci się? - zapytał Josh, pozwalając ukochanej, aby lepiej przyjrzała się niespodziance, którą dla niej przygotował. Na jej twarzy gościło szczere zadowolenie. - Szkoda, że nie jest trochę jaśniej, bo w tej ciemności nie widzę, czy jesteś już zarumieniona, czy jeszcze nie...
- Jest cudownie - powiedziała w końcu, uśmiechnięta od ucha do ucha i tego akurat Hartley nie byłby w stanie przeoczyć, nawet gdyby chciał.
Przez dłuższą chwilę stali w milczeniu, jakby Josh nagle się zestresował i zapomniał, po co ją tu zaprosił. Paige odchrząknęła nieznacznie, a brunet zamrugał, wzdrygnął się i wrócił do normy. Podszedł do stolika, z którego ściągnął bukiet, a także drugą, o wiele mniejszą rzecz, której jednak nie zamierzał pokazywać od razu.
- Tamtej nocy, kiedy tak naprawdę się poznaliśmy, powiedziałaś mi, że uratowałem ci życie. Minęło trochę czasu, zanim zorientowałem się, że ty zrobiłaś to samo dla mnie. Pokazałaś mi, co to znaczy naprawdę kogoś kochać. Sam nie wiem, jak to się stało, ale wpadliśmy na siebie w najwłaściwszym momencie, kiedy potrzebowaliśmy siebie, a jednak nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Dzięki tobie jestem innym człowiekiem. Cieszę się, że cię mam i chcę każdy kolejny dzień dzielić z tobą, aż do końca. Teraz, kiedy jesteś matką mojego dziecka, kocham cię jeszcze bardziej i coś w środku podpowiada mi, że jest to idealny moment, by to zrobić - ukląkł i wyciągnął dłoń, na której spoczywało tajemnicze pudełeczko. Paige wydała zduszony okrzyk, a po jej policzkach płynęły łzy. - Jesteś moja. Chcę, aby cały świat zrozumiał, że serce tej piękności jest już zarezerwowane. Paige Belle, moja bratnia duszo, czy zechcesz zostać moją żoną?
- Tak - szepnęła, ponieważ głos uwiązł jej w gardle i było to jedyne, co zdołała z siebie wydusić.
Przyjrzała się pierścionkowi - był doskonały i nie mogłaby marzyć o piękniejszym. Kiedy opadły największe emocje, narzeczeni usiedli przy stoliku. Światło świec uwidoczniło wyraźną satysfakcję na twarzy młodego mężczyzny. Paige cały czas słyszała w głowie słowa, które tej nocy Josh Hartley jej ofiarował. Była pewna, że zapamięta je na zawsze.
- Mam pytanie - zaczęła, kiedy Josh nakładał sałatkę na jej talerz. - Wyrzuciłeś tą przemowę? Bo chciałabym zatrzymać ją na pamiątkę.
Ciemnowłosy uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową.
- Nie musiałem jej nawet spisywać. Napisało ją moje serce, właśnie przed chwilą.
Paige nie pytała już o nic więcej. Była pewna, że jej oczy zaszkliły się już po raz dziesiąty tej nocy i mogła się założyć, że wzruszenie da o sobie znać jeszcze nieraz.

***

Brunetka nie pamiętała już, kiedy śmiała się tak po raz ostatni. Trzymała w rękach swoją córeczkę, okręcając ją wokół własnej osi, a jej sukieneczka wirowała razem z nimi. Paige czuła pod bosymi stopami przyjemny dotyk letniej trawy, a ciepłe powietrze muskało jej skóry z niezwykłą delikatnością. Po raz pierwszy od dawna czuła się całkowicie wolna od problemów, zmartwień i tęsknoty za Joshem, z którą zazwyczaj nie potrafiła się rozstać ani na chwilę. Nie chciała zapeszyć, jednak zdawało jej się, że powoli brała się w garść, traktując dawnego ukochanego jako wspomnienie, część przeszłości, do której wkrótce zacznie powracać nie ze łzami w oczach, lecz z uśmiechem, ponieważ był dla niej kimś wyjątkowym. Kobieta postawiła córeczkę na ziemi, chcąc odzyskać równowagę. Adriana podniosła z ziemi jedną ze swych zabawek, a kiedy Paige przyjrzała się jej dokładniej, zorientowała się, że za moment otulą ją dziesiątki mydlanych baniek. Promienie słońca sprawiały, iż bąble mieniły się wieloma kolorami, a łagodne podmuchy wiatru wprawiały bańki w ruch, dając dziewczynce mnóstwo radości.
- Mamo, a kiedy będę potrafiła dosięgnąć bańki, które fruną najwyżej? - zapytała Adriana, podskakując z wyciągniętymi w górę rączkami.
- No nie wiem, mała - odrzekła Paige z wypiekami na twarzy. - Lada chwila kończysz cztery lata. Myślę, że z każdym rokiem będziesz sięgała coraz wyżej.
- A ty dosięgniesz tą bańkę? - spytała Adi, rzucając mamie wyzwanie.
Brunetka nie zastanawiała się długo. Za namową córki zaczęła podskakiwać, wymachując rękami we wszystkie strony. Śmiech Adriany brzmiał w głowie Paige niczym najpiękniejsza muzyka.
Kiedy dziewczynka ponownie zajęła się sama sobą, ciemnowłosa postanowiła zajrzeć na chwilę do domu. Wiedziała, że w środku jest Austin i akurat teraz czuła wielką potrzebę, by być przy nim. Wróciła do rozmyślań o tym, że zaczynała godzić się z odejściem Josha. Spośród wszystkich osób, które okazywały jej wsparcie w tak trudnych chwilach, to właśnie Austin pomógł jej najbardziej. Sprawił, że zaczęła znów wychodzić z domu i to dzięki niemu na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Miała takie dni, kiedy czuła, że nigdy nie pokocha nikogo tak, jak Josha, jednak Austin był dla niej niezwykle ważny i gdyby i jego musiała stracić, prawdopodobnie już by się nie pozbierała. Dzięki niemu odzyskała wiarę w to, że jeszcze może być szczęśliwa. Choć minęło stosunkowo mało czasu, by powiedzieć w pełni świadomie, że to, co ich łączyło, to była właśnie miłość, Paige Belle wiedziała już teraz, że chce się przy nim zestarzeć.
Ciemnooka weszła do salonu, gdzie zobaczyła Austina. Mężczyzna stał przy oknie i wczytywał się z zamiłowaniem w treść wymiętej kartki, którą trzymał trzęsącymi się dłońmi. Paige odkaszlnęła, by przykuć jego uwagę, na co blondyn pospiesznie zwrócił się ku niej, chowając kawałek papieru za plecami.
- Wszystko w porządku? - zapytała, uśmiechając się przyjaźnie.
- A u ciebie? - odpowiedział pytaniem na pytanie, ewidentnie grając na zwłokę. Kobieta zignorowała jednak wyraźny stres Austina.
- Owszem - odparła. - Myślisz, że Adriana ucieszy się z tego, że jej urodziny spędzimy u dziadka Petera?
- No pewnie - wyjąkał.
- Serio, wszystko gra? - zapytała ponownie, tym razem robiąc to o wiele bardziej stanowczo.
Mężczyzna pokręcił głową, rezygnując z dalszego trzymania ukochanej w niepewności. Podszedł do stolika, z którego zabrał bukiet kwiatów, którego Paige dotąd nie zauważyła. Kiedy Austin znów znalazł się blisko niej, bez zapowiedzi wręczył jej róże, po czym ukląkł.
- Paige, gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że któregoś dnia będę chciał cię poślubić, wyśmiałbym go natychmiast - powiedział nieco drżącym głosem Austin. - Chyba będę musiał odnaleźć tego gościa i przeprosić go za to, że mu nie wierzyłem. Paige, zakochałem się w tobie tak nagle i niespodziewanie, że właściwie do tej pory jestem w szoku. Chcę wierzyć w to, że czujesz do mnie to samo, co ja do ciebie. Pragnę, abyś nosiła ten pierścionek z dumą i abyś któregoś dnia została moją żoną.
- To są oświadczyny? - zapytała Paige, choć wcale nie musiała tego robić - była pewna, że zna odpowiedź na to pytanie, w końcu raz już przechodziła przez coś podobnego.
- Wyjdziesz za mnie?
Przed oczami brunetki przesuwały się obrazy z niedalekiej przeszłości. Widziała, jak Austin ocierał łzy z jej policzków, kiedy wspomnienia o Joshu okazywały się zbyt bolesne. Widziała, jak przytulał ją, kiedy budził ją w nocy koszmar. Widziała, jak Austin rezygnował ze swojego własnego życia, by być wsparciem dla ukochanej swego najlepszego przyjaciela i ich córeczki. Poczuła ogromną wdzięczność i zanim zdążyła porządnie się nad tym zastanowić, powiedziała:
- Tak.
Mężczyzna wsunął na jej palec pierścionek zaręczynowy, choć nie tak dawno miejsce to zajmował ten, który dostała od Josha. Wstał z ziemi i przytulił ukochaną mocno, a Paige zauważyła skrawek papieru, wystający z tylnej kieszeni spodni Austina. Była pewna, że gościły na niej słowa, które chciał jej powiedzieć w tak ważnej chwili. Nie potrafiła powstrzymać wspomnienia z wieczoru, w którym to Josh poprosił ją o rękę. Do jej oczu napłynęły łzy i choć chciała wierzyć, że były one spowodowane jedynie wzruszeniem i radością, przyjęcie tego do wiadomości wychodziło jej wyjątkowo nieporadnie.

***

Paige spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jej szczupłe ciało zakrywała piękna, subtelnie zdobiona suknia, odsłaniając jednak zgrabne nogi w eleganckich szpilkach. Zawsze wyobrażała sobie, że w dniu ślubu będzie wyglądać jak księżniczka w rozłożystej sukni z długim trenem, jednak kiedy przyszło co do czego, postanowiła nieco zmodyfikować ten pomysł. Długie włosy miała wyprostowane, każdy ich kosmyk lśnił przepięknie i lądował wdzięcznie na ramionach panny młodej. Była ciekawa, jak zareaguje Austin, kiedy zobaczy ją tego dnia po raz pierwszy, po nocy, którą przespali osobno. Nie musiała zastanawiać się, czy jej strój przypadnie mu do gustu, wiedziała bowiem, że dla niego zawsze jest piękna, obojętnie, co na siebie włoży. Jej serce zaczynało bić coraz bardziej niespokojnie, kiedy rzuciła szybkie spojrzenie na tarczę zegara. Odnosiła wrażenie, że wskazówki ścigały się ze sobą, poruszały się bowiem o wiele dynamiczniej, niż zwykle.
- Zamknij oczy, bo jak nie, to nigdy nie skończę cię malować - powiedziała Isabel, cmokając z niezadowoleniem. Niecierpliwiła się, robiąc makijaż Paige, ponieważ sama również była jeszcze niegotowa.
- Wyluzuj, mała - wtrącił Tyler, który siedział w fotelu z Adrianą na kolanach. Czterolatka bawiła się wiankiem matki, póki ten nie wylądował jeszcze na jej głowie. - Mamy dużo czasu, zdążysz ze wszystkim.
- Łatwo ci powiedzieć - warknęła osiemnastolatka. - Ty nawet nie musiałeś się czesać, wystarczyło wbić się w garnitur i gotowe, a ja muszę się przebrać, uczesać, pomalować...
- Nie musisz - przerwał jej Tyler ze zdecydowaniem. - Dla mnie nawet teraz wyglądasz, jak bogini.
Paige, wciąż z zaciśniętymi powiekami, wiedziała, że Isabel zechce niewerbalnie podziękować ukochanemu za komplement, który jej sprawił, odchrząknęła więc, by doprowadzić oboje do porządku. Niespodziewanie usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, by zaraz potem w jej głowie zabrzmiał tak dobrze znany jej głos.
- Siostra, kończysz już?
- A jak ci się wydaje? - burknęła Isabel do brata. - Pomalowałam jej dopiero jedno oko. Nie wiem, jak tobie, ale mi to nie wygląda na ukończone dzieło.
- Skarbie, mogę cię prosić na słówko? - zapytał Tyler, wstając z fotela z czteroletnią dziewczynką na rękach.
Choć Isabel nie zamierzała poddać się bez walki, ugięła się i wyszła razem z chłopakiem i bratanicą na zewnątrz, zostawiając Josha i Paige samych. Brunetka dobrze wiedziała, o co chodziło Tylerowi i po raz kolejny poczuła wdzięczność za to, że trafił jej się tak wspaniały brat. Było jasne, że skoro Josh tu przyszedł, chciał zostać z Paige sam na sam. Dziewczyna czuła lekki niepokój, była jednak szczęśliwa, że dawny narzeczony chciał być z nią tu i teraz.
- Jak się ma Austin? - zapytała, patrząc, jak Josh siada na miejscu dotąd zajmowanym przez Tylera.
- Jak to on, panikuje i narzeka - odparł Hartley, uśmiechając się. - Od rana marudzi, że łóżko Isabel jest diabelnie niewygodne i sto razy bardziej wolałby spać w swoim.
- Trzeba mu było powiedzieć, że...
-...że noc poślubna jeszcze przed nim? - zapytał Josh. - Właśnie to mu powiedziałem.
Paige uśmiechnęła się nieśmiało.
- No dobra, a teraz powiedz mi, co cię tu sprowadza.
- A nie domyślasz się? - spytał mężczyzna. - To ostatni moment, zanim zgubisz mi się w tłumie gości i u boku swojego nowo poślubionego męża. Zanim to się stanie, chciałem coś ci powiedzieć. Będę się streszczać, żeby dłużej nie złościć Isabel.
- Myślę, że wcale nie jest wściekła - szepnęła Paige, a do uszu Josha dotarł cichy chichot osiemnastolatki i Tylera.
- My w ich wieku byliśmy tacy sami - rzekł mężczyzna, patrząc na brunetkę porozumiewawczo, po czym jego mina zmieniła się, a Paige była już pewna, że Josh przejdzie teraz do konkretów. - Wiem, że to wasze święto, jednak mam dziś prezent dla Adriany. Nie martw się, dla ciebie i Austina też coś załatwiłem.
Paige uśmiechnęła się.
- Chcę, aby Adriana miała jak najszczęśliwsze życie. Od teraz Austin będzie głową waszej rodziny. Obiecałem sobie, że nie będę wchodzić między waszą dwójkę, aby nigdy więcej nie sprawić nikomu bólu. Ty i Austin jesteście dla mnie bardzo ważni i choć cieszę się, że odnaleźliście miłość, chyba zawsze będę żałował, że nam nie wyszło. Nawet, jeśli po drodze pokocham kogoś innego, ty zawsze będziesz w moim sercu. Wiem, że będziemy się widywać, przede wszystkim ze względu na małą. Chcę, aby o mnie pamiętała, nawet, jeśli od teraz w części ojcowskich obowiązków wyręczy mnie Austin. Właśnie dlatego, gdziekolwiek będę, chcę, aby Adriana miała coś ode mnie i jedyną rzeczą, którą mogę jej teraz dać, jest mieszkanie po mojej matce.
- Ale Josh...
- Daj spokój - machnął ręką lekceważąco. - Adi jest dla mnie najważniejsza.
- Dziękuję w jej imieniu - powiedziała dogłębnie wzruszona Paige. - Ale co teraz z tobą będzie? Myślałam, że jak skończysz remont, sam tam zamieszkasz.
Brunet rozejrzał się dookoła, jakby chciał upewnić się, że nikt go nie podsłucha. Paige była pierwszą osobą, z którą chciał podzielić się swoimi planami.
- Wiem, że czeka mnie podróż do Londynu. Nie mówię, że nastąpi to jutro, bo może będę potrzebował paru lat, by podjąć taką decyzję. Właśnie dlatego nie będę się tutaj zakotwiczać. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
- Myślę, że tobie może już przynieść tylko to, co najlepsze.
Paige wstała z miejsca, a Josh szybko poszedł w jej ślady. Choć nie płakała, jej oczy zdawały się lśnić intensywniej, niż zwykle. Bez zapowiedzi objęła mężczyznę z całych sił, czując coś na pograniczu smutku i radości. Oboje wiedzieli, że właśnie w tym momencie historia ich miłości dobiega końca. Pogodzili się z tym, że nigdy już nie będą razem. Ona kochała dziś Austina i była stuprocentowo pewna swych uczuć, jednak Josh był jej pierwszą prawdziwą miłością i zawsze będzie wspominać go z motylkami w brzuchu.
- Na pewno o tobie nie zapomnę, bez względu na to, jak daleko ode mnie będziesz - powiedziała brunetka łamiącym się głosem.
Josh odsunął się, uśmiechając się, choć w nie do końca przekonujący sposób.
- Jeszcze trochę, a się popłaczesz i trzeba będzie malować cię od nowa - powiedział żartobliwie, a ona zaśmiała się uroczo. - Wracam do twojego przyszłego męża, o ile jeszcze nie nawiał, gdzie pieprz rośnie.
- Tylko by spróbował - szepnęła Paige i w dalszym milczeniu pożegnała oddalającą się sylwetkę Josha Hartleya.

***

Josh, jako świadek pana młodego, stał blisko ołtarza i czekał na Naomi. Kiedy jasnowłosa pojawiła się w pobliżu, w oczy dawnego żołnierza natychmiast rzucił się jej okazały, ciążowy brzuszek, ładnie podkreślony przez granatową sukienkę. Jej włosy spięte były w elegancki kok, a twarz muśnięta delikatnym makijażem. Jej ciąża była zagrożona, więc właściwie nie wychodziła z domu, biorąc sobie do serca zalecenia lekarza, aby leżała i odpoczywała, zresztą Russell codziennie mówił jej to samo. Teraz, kiedy Angelo stawiał pierwsze kroki i wszędzie było go pełno, Naomi chciała mu towarzyszyć i bawić się razem z nim, wiedziała jednak, że dobro maleństwa, spoczywającego pod jej sercem, było ważniejsze. Za parę miesięcy do Angelo dołączy jego młodszy braciszek, który zapewne zrekompensuje chłopcu chwilową niedyspozycję matki.
- Witaj, Josh - powiedziała blondynka i pocałowała Hartleya w policzek.
- Jak się trzymasz? - zapytał.
- Świetnie. Wiesz, czasem prawie zapominam, że jestem w ciąży - w ogóle nie czuję żadnych dolegliwości. Russell przejmuje się o wiele bardziej. Niewiele brakowało, a nie pozwoliłby mi tutaj przyjść. W kółko powtarza, że mam się oszczędzać i tak dalej, no ale w końcu dał się przekonać. To ślub mojego brata i przyjaciółki. Nie mogłabym tego przegapić.
Josh spojrzał na siedzących w jednej z przednich ławek Russella i Angelo, którego rozpierała energia. Cieszył się, że Naomi i jej mąż doczekali się w końcu pełnej, szczęśliwej rodziny, o której tak długo marzyli.
- A ty? - głos dziewczyny sprawił, że Josh wrócił do rzeczywistości.
- Co ja?
- Jak się trzymasz?
- W porządku - mruknął.
- Wiesz, podziwiam cię. Nie zdziwiłabym się, gdybyś nie chciał tu przyjść. Cała ta sytuacja na pewno jest dla ciebie trudna. Prawdziwy z ciebie przyjaciel, Josh.
- Dzięki - odrzekł Hartley i znów pocałował przyszłą mamę w policzek.
Mężczyzna poczuł, jak ktoś ciągnie go za rękaw. Kiedy spojrzał w dół, zobaczył Adrianę w ślicznej sukience i ze wstążkami we włosach.
- Co jest, córcia? - zapytał Josh.
- Czemu nie ma cioci Vanessy? - spytała dziewczynka bezceremonialnie.
- Adi, miałaś sypać kwiatki! - powiedział wyraźnie zestresowany Austin, a prawie pięcioletnia Adriana wyszła z powrotem na zewnątrz. - Zaraz dostanę zawału...
- Niepotrzebnie się nakręcasz - rzekła Naomi, szturchając brata. - Z własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że ślub to wspaniałe przeżycie i nie powinieneś się aż tak denerwować.
- A jak coś pójdzie nie tak? A co, jeśli...
Josh nie słuchał wątpliwości przyjaciela. Po raz kolejny przeczesał każdą ławę w kościele, wyłapując znajome twarze. Isabel siedziała między Peterem i Tylerem, dzierżąc w dłoniach aparat. Hartley nie mógł przezwyciężyć wrażenia, że wśród gości brakuje jednej osoby, jednak nieobecność Vannie wcale go nie zdziwiła.
- Zaczyna się - westchnął Austin, a Josh spojrzał w kierunku dużych, drewnianych drzwi kościoła.
Paige sunęła ku nim w towarzystwie swojego ojca, do którego przez te kilka miesięcy zdążyła się zbliżyć. Wyglądała tak, że szczęka pana młodego o mało nie wypadła z zawiasów z zachwytu - była po prostu piękna. Kiedy stanęła obok swojego przyszłego męża, posłała mu pokrzepiający uśmiech, a Josh zauważył, że Austin nagle zaczął wyglądać pewniej. Wszyscy czworo stali naprzeciwko księdza, który niedługo połączy dwoje ludzi węzłem małżeńskim. Choć Josh nie zapominał o tym, że gdyby nie niefortunne zrządzenie losu, sam byłby teraz mężem Paige, dziś cieszył się przede wszystkim ich szczęściem. Definitywnie rezygnując z tego, co czuł do Paige, czuł się jak bohater, bo wiedział już, że nigdy nie zagrozi miłości tej dwójki.
- Jesteś moja, pani Lynch - szepnął Austin, nie odrywając wzroku od ukochanej.

Kiedy tak na nich patrzył, pragnął z całych sił wierzyć w to, że i jego czeka szczęśliwe zakończenie.


Dziewięć miesięcy później, luty

Josh siedział na lotnisku, czekając na przyjaciela. Przez szybę widział ludzi, którzy dokądś pędzili, wlekąc za sobą walizki. Był świadkiem upragnionych spotkań po miesiącach nie widzenia oraz samotnych powrotów do domu, w którym nikt na ciebie nie czeka. Doskonale pamiętał, jak sobie wyobrażał swój własny powrót z wojny. Chciał, aby Paige wypatrzyła go w tłumie i rzuciła mu się w ramiona. Chciał podnieść ją bez większego trudu i szepnąć do ucha, że nigdy nie pozwoli jej odejść, zniknąć. Chciał, aby jego marzenie urzeczywistniło się. Dziś, kiedy był już pewien, że tak się nie stanie, wcale nie żałował. Przypominał sobie tamte niespełnione obietnice z bardziej obojętną miną. Dziś jego serce biło już w nieco innym rytmie i cieszył się, że chociaż Paige odnalazła prawdziwe szczęście. Niebieskooki pokręcił głową. Nie potrafił uwierzyć w to, że kiedyś przeszkadzała mu obecność Austina w życiu byłej narzeczonej. Teraz był mu jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wdzięczny za to, że się nią zaopiekował i był przy niej, kiedy potrzebowała czyjegoś wsparcia. Austin był prawdziwym przyjacielem i naprawdę dobrym człowiekiem o złotym sercu. Zrobiłby absolutnie wszystko, by uszczęśliwić tych, na których mu zależy. Gdyby nie on, nigdy nie odbudowałby tego, co miał z Paige. Teraz oboje nie widzieli świata poza sobą i Adrianą. Choć Paige nie kontaktowała się z Joshem, on rozumiał to doskonale - w końcu sam też do niej nie dzwonił, nie nalegał na spotkanie. To była najrozsądniejsza rzecz, jaką mogli zrobić - odciąć się od siebie i widywać się raz na jakiś czas ze względu na Adrianę, która dzień w dzień dopytywała, kiedy zobaczy tatusia. To właśnie ze względu na pięciolatkę Hartley nigdy nie potrafił całkowicie zapomnieć o Paige. Dziewczynka sprawiła, że ciemnowłosa zawsze będzie w jego sercu w tym samym, ciepłym miejscu, co na samym początku ich znajomości.
Brunet wiedział już, że Austin jest blisko - w tłumie dostrzegł jego jasną czuprynę. Mężczyzna po raz ostatni spojrzał na gazetę z lekką odrazą, po czym odłożył ją na stolik i wypił ostatni łyk kawy, która już dawno zdążyła wystygnąć.
- Tata! - krzyknęła Adriana, puszczając rękę Austina i biegnąć w stronę Josha.
Mężczyzna bez wahania posadził dziewczynkę na swoich kolanach, po czym delikatnie pocałował ją w czubek głowy. Pięciolatka miała tego dnia dwa warkoczyki zwieńczone wstążkami w niebieskim, białym i czerwonym kolorze.
- Prawie jak flaga Wielkiej Brytanii - mruknął Josh, zerkając pytająco na Austina, który rozłożył ręce i uśmiechnął się pogodnie.
- Od razu mówię, że to nie był mój pomysł - rzekł blondyn. - Kurczę, nadal nie mogę uwierzyć, że wyjeżdżasz.
- Daj spokój - Josh machnął ręką. - Przecież wrócę.
- Wiem - odparł mężczyzna. - Mógłbyś jednak obiecać, że nie zapewnisz nam takich atrakcji, jak wcześniej.
- Czy mi się zdaje, czy chcesz mnie poprosić o to, abym więcej nie umierał? - Josh uśmiechnął się, rozbawiony sytuacją, która parę miesięcy wcześniej była ostatnią rzeczą, która mogłaby go śmieszyć.
- Powiedz mi, po co ty właściwie tam jedziesz? - zapytał Austin.
Josh w pierwszej chwili zawahał się. Wcale nie chciał o tym wszystkim opowiadać, pomyślał jednak, że ktoś powinien znać przyczyny jego wyjazdu. Austin nadawał się na powiernika jego zamiarów.
- Spójrz - powiedział Josh i podał przyjacielowi gazetę, której pierwszą stronę znał już na pamięć.
Były żołnierz przyglądał się z zainteresowaniem, jak mina Austina zmieniała się wraz z każdym przeczytanym wierszem. Kiedy Austin skończył, wyglądał tak, jakby nie bardzo wiedział, jak powinien się zachować.
- Do artykułu dołączone jest jeszcze zdjęcie - rzekł Josh.
Kiedy jasnowłosy zapoznał się z fotografią, odłożył gazetę i spojrzał na bruneta z powagą.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie - zaczął Austin. - Każdy ma prawo ułożyć sobie życie. Vanessa nie jest wyjątkiem.
- Ciocia Vanessa? - wtrąciła Adriana ochoczo, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, bez żalu wróciła do zaginania strony menu jak origami.
- Skoro pozwoliłeś jej odejść, powinieneś chyba być konsekwentny.
- Na nic jej nie pozwalałem - żachnął się Josh. - Sama uciekła.
- Słuchaj - rzekł Austin, pokazując przyjacielowi zdjęcie z gazety, aby nadać swoim słowom jeszcze silniejszy wyraz. - Nie wiem, jak tobie, ale mi Vanessa wygląda na szczęśliwą. A skoro tak jest, to czy nie powinieneś się z tego cieszyć i poszukać miłości gdzie indziej?
- Muszę być przy niej - odparł Josh. - Muszę pilnować, by nie stała jej się krzywda.
- Niby jaka krzywda mogłaby się jej stać? - zapytał zdziwiony Austin, jednak Josh pokręcił przecząco głową. Na to pytanie nie zamierzał odpowiadać.
- Chodźcie, bo spóźnię się na samolot - powiedział Hartley.
Kiedy wszyscy troje doszli już do miejsca, w którym mieli się pożegnać, mężczyzna postawił torbę na podłodze i w pierwszej kolejności wziął na ręce córkę.
- Kocham cię, mała - rzekł Josh. - Niedługo znowu się spotkamy.
- Kocham cię - odrzekła dziewczynka, po czym zwolniła uścisk i bez sprzeciwów pozwoliła postawić się na ziemi.
- Opiekuj się Adi i Paige - powiedział Josh, patrząc kontrolnie na Austina, choć i bez tego miał do niego pełne zaufanie. Wiedział, że obydwie będą bezpieczne pod jego skrzydłami. - Trzymaj się, stary.
- A ty znajdź wreszcie swoje szczęście - rzekł Austin, po czym oboje uścisnęli się przyjaźnie.
Kiedy Josh odchodził, sądził, że to już koniec ich pożegnania. Zdumiony chciał już stwierdzić, że nie było ono aż tak trudne, jak mógł się tego spodziewać, wtedy właśnie Austin postanowił o sobie przypomnieć.
- I nie rób więcej głupstw! - krzyknął tak, by Josh zdołał go usłyszeć.
Niebieskooki nie odwrócił się, by dać przyjacielowi znać, że dotarło do niego każde słowo. Pozwolił, aby wszystkie wyrazy utkwiły na dnie jego serca wraz z przekonaniem, że ma tutaj ludzi, którzy zawsze będą go wspierać. Opuszczał Mediolan, miejsce, o którym tak marzył, kiedy wojenna trauma nie była jeszcze blaknącym wspomnieniem, lecz smutną rzeczywistością. Robił to, bo wiedział, że sam również powinien pomagać tym, na których mu zależy. Choć wiele miesięcy wcześniej podjął ostateczną decyzję o zrezygnowaniu z wojska, teraz wyruszał na kolejną misję - być może ostatnią w jego życiu. Kiedy wyjrzał przez okienko na pokładzie samolotu, uśmiechnął się do swojego niewyraźnego odbicia. Nie chciał i nie mógł uwierzyć w to, że cokolwiek mogłoby pójść nie po jego myśli. Postanowił walczyć do ostatniego uderzenia serca, by na końcu tej drogi móc znowu nazwać się spełnionym. Miał obowiązek, który przypominał o sobie każdego dnia, a on był człowiekiem, który nie zwykł chować głowy w piasek i uciekać od odpowiedzialności. Zrobi wszystko, by doprowadzić to zadanie do końca, wiedziony tym, co stale dyktował mu rozum i podpowiadało serce.

Gdziekolwiek jesteś.
Kogokolwiek kochasz.
Kimkolwiek ja jestem dla ciebie.
Zawsze jestem twój.


***

6 komentarzy:

  1. Cześć, kochana! :)
    Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ostatni rozdział. Tak mi się płakać chce, że hej. Ale postaram się zachować je do epilogu. Jest mi bardzo smutno, że to koniec tej historii, bo naprawdę zżyłam się z bohaterami. :(
    Rozdział jest cudowny, pełen szczęścia i miłości. Ślub Paige i Austina to idealne wydarzenie na zakończenie tej historii. Dobrze to sobie obmyśliłaś. ;)
    Wspomnienie zaręczyn było cudowne. Niestety stwierdzam, że Josh bardziej się postarał. :D Ale nie ważne jest to jak wyglądają zaręczyny, a to kto się oświadcza, czyli prawdziwa miłość. :)
    Niby wszystko pięknie i w ogóle, ale przez cały czas miałam i mam wątpliwości co do uczuć Josha i Paige. Rozumiem, że wiele razem przeszli, dużo dla siebie znaczyli, ale ich uczucia do siebie cały czas są silne. Wiem, że Paige naprawdę kocha Austina, a Josh Vanessę, jednak jak czytałam te rozdział, to zrobiło mi się strasznie smutno, ze oni już nie są razem. Kurcze, byli bratnimi duszami. Naprawdę się kochali. Tyle przeszli. Am teraz klapa. Ona wychodzi za najlepszego przyjaciela Josha. No, ale cóż. Na to nie mamy wpływu. Ważne, że Paige jest szczęśliwa. Mam nadzieję, że Josh też będzie i wkrótce stanie na ślubnym kobiercu. :)
    Według mnie, to dobrze, że Josh pojechał do Londynu. Nawet jeśli jakieś tam gazeta ukazały jej zdjęcia z jakimś mężczyznom. Może to było specjalnie? Zaplanowane? Ona na pewne go jeszcze kocha. Mam nadzieję, że tka szybko go nie odrzuci, i że w końcu im się uda. Bo teraz już nic nie stoi im na przeszkodzie. Zobaczymy. :) Oby wyjaśniło się to w epilogu. :D
    Pięknie to wszystko przedstawiłaś i opisałaś. I piękna jest przyjaźń Josha i Austina. Naprawdę godna podziwu. :)
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile cudownych słów :) Dziękuję za każde z nich :*
      Cieszę się, że rozdział tak bardzo przypadł Ci do gustu. Tak przypuszczałam, że ostatni fragment wywoła trochę zamieszania :) Wszystko na pewno się wyjaśni, spokojnie, ja tak tego nie zostawię, ale teraz nie mogę zdradzić nic więcej :)
      Do epilogu ;) :*

      Usuń
  2. olka19928/3/14 18:23

    Hej Kochana:* wstyd się przyznać, ale dopiero dzisiaj odebrałam powiadomienie o nowości. Zwyczajnie nie miałam czasu, żeby siedzieć przed komputerem, ale dzisiaj z racji wolnego weekendu korzystam z tej wolnej chwili. Dzisiaj mamy swoje święto, więc można sobie pozwolić na przyjemności, prawda? Wiesz jak trudno mi uwierzyć w to, że to już naprawdę koniec, że został już tylko epilog? Nie mogę też za dużo pisać, bo przed nami jeszcze epilog, dlatego na tym chyba zakończę swoje przemyślenia i przejdę do komentowania rozdziału :)
    Powiem szczerze, że końcowe rozdziały bardzo mnie zaskoczyły. Nie będę ukrywać, że spodziewałam się zupełnie innego zakończenia tej historii, ale oczywiście wiedz, że nie mam o to do Ciebie żalu. Wiem, że zaplanowałaś to sobie zupełnie inaczej i w Twojej głowie zakończenie tego opowiadania wyglądało właśnie w ten sposób, dlatego ja to szanuję. Nigdy nie krytykowałam Twoich opowiadań, a raczej ich treści i nie mam zamiaru tego robić, bo naprawdę podoba mi się to co piszesz. Ja sama wiem, że pewnych rzeczy nie opisałabym tak pięknie jak Ty, dlatego opinię na ten temat pozostawiłabym osobom, które faktycznie się na tym znają, a ja zajmę się samą fabułą opowiadania. Paige i Austin. Ile oni tak naprawdę musieli przejść, żeby ostatecznie być razem? Początkowo myślałam, że to Josh zajmie miejsce Austina, ale jak widać miało być inaczej. Ja od początku tej historii bardzo polubiłam Austina. Uważam, że zdziałał wiele dobrego w życiu Paige i Adriany, dlatego byłam i nadal jestem skłonna powiedzieć, że to odpowiedni facet dla Belle. Wszystko opisałaś naprawdę bardzo ładnie, te całe przygotowania do ślubu, moment, kiedy Paige i Austin ponownie się zaręczyli, naprawdę miło się czytało :) a najbardziej w tym wszystkim podoba mi się przyjaźń Josha z Austinem. Mimo tych wszystkich trudności potrafili dojść do porozumienia i najważniejsze, że oboje nie mają do siebie żalu. Na początku bałam się, że ich przyjaźń zostanie wystawiona na ciężką próbę ze względu na Paige, ale jak widać prawdziwa przyjaźń zniesie naprawdę wszystko :) to dobrze, że Josh walczy o swoje, że postanowił walczyć o Vanessę. Nawet nie zraził go ten artykuł w gazecie i próbuje walczyć. Mam nadzieję, że dojdą do porozumienia, a jeśli nie, to chciałabym wierzyć, że Josh znajdzie szczęście podobnie jak Paige. Jego prezent dla Adriany był cudowny. Widać, że bardzo kocha córeczkę i chce, żeby była szczęśliwa i żeby nie popełniała tych samych błędów co rodzice :)
    Ode mnie to tyle. To chyba mój najkrótszy komentarz na tym opowiadaniu, no ale to dlatego, że czekam na epilog i dopiero tam postaram się napisać coś więcej :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jestem ciekawa, jakie było zakończenie, które sobie wyobraziłaś. Może mi to kiedyś zdradzisz? :) Przyjaźń Josha i Austina to też mój ulubiony aspekt opowiadania, taka wisienka na torcie.
      Tak jak już powiedziałam, epilog jest króciutki i możliwe, że nawet go nie zauważysz, więc nie spodziewam się potoku słów z Twojej strony w komentarzu. No ale kto wie...
      Dziękuję :*

      Usuń
  3. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Co prawda jest jeszcze przed nami epilog, ale Ty jednak już teraz dobiegłaś do mety. Jestem dumna z Ciebie i tego opowiadania, bo wyszła Ci naprawdę niesamowita historia wielu ludzi, których życia w różny sposób były ze sobą powiązane. Na dodatek nie pogubiłaś się w fabule, o co ciężko, gdy spisuje się losy kilku bohaterów. Więc tym bardziej Cię podziwiam! Mogłabym napisać jeszcze ze 100 słów i każde byłoby pełne zachwytu, ale pozwolę sobie to zostawić na epilog! :)
    I już masz moje serce. Jak ja kocham twórczość Adele. Nie mogę się doczekać jej nowej płyty. Mam nadzieję, że będzie równie zniewalająca, co ostatni album. To tyle odnośnie muzyki, teraz zabieram się za treść. :)
    Jak sama doskonale wiesz od początku kibicowałam Paige i Joshowi, dlatego strasznie żałuję, że ich historia dobiegła do końca. Cóż.. takie jest już życie. Niemniej jednak zaręczyny tych dwojga chwyciły mnie za serce. Chyba nie ma na świecie kobiety, która nie chciałaby usłyszeć takich słów od swojego mężczyzny. A co więcej przeżyć takich zaręczyn! :)
    Drugie oświadczyny, aż tak mnie nie oczarowały. Może to kwestia tego, że nigdy nie kibicowałam Paige i Austinowi. Cieszę się jednak, że chłopak pomógł wyjść Paige z dołka i sprawić, że jej życie wróciło do normy. :)
    Rozmowa Paige i Josha sprawiła, że zalśniły mi się łzy w oczach. Cieszę się, że po tym wszystkim, co przeszła ta dwójka, nadal mogą być dla siebie oparciem i potrafią ze sobą rozmawiać. Chyba nigdy nie przestanę ich uwielbiać. Nawet jeśli kończą to opowiadanie jako przyjaciele. Ubóstwiam ich od samego początku, aż po ostatnią kropkę. Najbardziej jednak z tego wszystkiego doceniam fakt, że przyjaźń Austina i Josha nie umarła. Fajnie było czytać o nich wspierających się wzajemnie. I chociaż nadal nie mogę przestać wyobrażać sobie Josha przed ołtarzem, to i tak kocham koniec tej historii. Jest pełen miłości i ciepła. Żaden z tych bohaterów nie miał lekko, a mimo to nie zgubili siebie nawzajem po drodze i dotarli do tego momentu. Razem!
    Mam nadzieję, że Josh wreszcie odnajdzie szczęście, które mu się należy. Nie wiem, czy będzie nim życie u boku Vanessy, czy też innej kobiety. Najważniejsze, żeby był szczęśliwy. Jak sama wiesz, to mój ulubiony bohater i zawsze będę stała za nim murem.
    Słowa pisane kursywą są chyba najlepszy podsumowaniem tego opowiadania. Proste, a mówiące tak wiele. :)
    Wybacz ten chaotyczny komentarz, ale to przez te wszystkie emocje. Przysięgam, że ostatnia wiadomość jaką opublikuję tutaj będzie o niebo lepsza. Piękne zakończenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Twoja sympatia do Josha nie wyblaknie aż do samego końca naszej wspólnej przygody z tym cudownym panem :) Tak, ja też go uwielbiam (wydało się :O) :)
      Dziękuję :* I w takim razie czekam na Ciebie pod epilogiem :)

      Usuń