Hej :)
Z lekkim poślizgiem, ponieważ publikacja miała pojawić się w sobotę. Na wstępie dziękuję za wszystkie cudowne słowa pod poprzednim rozdziałem. Dodajecie skrzydeł każdym komentarzem!
Odnośnie samego odcinka, nie wnosi on może zbyt wiele i generalnie jest jednym z tych najbardziej spokojnych, jakie tu przeczytacie. W dodatku nie powala długością. Mimo to wiem, że musiał się tu pojawić i mam nadzieję, że Wam się spodoba. W kolejnym rozdziale znowu doznacie szoku - gwarantuję :)
Pozdrawiam i do następnego!
***
Rosi Golan & William Fitzsimmons - Hazy
Z lekkim poślizgiem, ponieważ publikacja miała pojawić się w sobotę. Na wstępie dziękuję za wszystkie cudowne słowa pod poprzednim rozdziałem. Dodajecie skrzydeł każdym komentarzem!
Odnośnie samego odcinka, nie wnosi on może zbyt wiele i generalnie jest jednym z tych najbardziej spokojnych, jakie tu przeczytacie. W dodatku nie powala długością. Mimo to wiem, że musiał się tu pojawić i mam nadzieję, że Wam się spodoba. W kolejnym rozdziale znowu doznacie szoku - gwarantuję :)
Pozdrawiam i do następnego!
***
Rosi Golan & William Fitzsimmons - Hazy
Kiedy na ciebie patrzę, jestem szczęściarą, bo wiem, że jesteś mój.
Naomi szła przed siebie w zwiewnej, błękitnej sukience, która doskonale współgrała z kolorem jej oczu. To był jeden z tych dni, kiedy czuła się najpiękniejsza, najmądrzejsza i najlepsza, a przy tym nie stając się zadufaną w sobie zołzą. Obudziła się rano z uśmiechem przyklejonym do twarzy, bo gdy spojrzała w bok, na poduszce odnalazła liścik od Russella. Nie mógł wyjść do pracy bez stosownego pożegnania się z nią i poinformowania, że ją kocha, jednocześnie nie miał serca, by budzić ją ze snu. Uwielbiała to, że choć znali się od dawna, byli ze sobą i wiedzieli o sobie wszystko, co jakiś czas wybranek jej serca zaskakiwał ją w jak najbardziej pozytywny sposób. Czasami zastanawiała się, jak to się stało, że zainteresował się nią mężczyzna, który już przed ich poznaniem miał w zasadzie wszystko. Otrzymał od losu willę, sportowe auto, a także niemal wszystkie cechy charakteru, które ludzie bardzo wysoko cenią, Naomi z kolei była prostą dziewczyną, wychowaną w wielodzietnej rodzinie, w której nikt nigdy nie szastał pieniędzmi, bo zwyczajnie nie istniała taka możliwość. Wszyscy doceniali każdą monetę, jaką mieli, choćby nawet był to najmniej wartościowy nominał. Byli z dwóch różnych i pozornie niepasujących do siebie światów, a jednak w jakiś cudowny sposób zakochali się w sobie i niemal natychmiast zadecydowali o tym, że chcą być razem aż do końca życia. Była prawdziwą szczęściarą, bo skradła serce facetowi, który mógłby zawrócić w głowie niejednej dziewczynie, a jednak wybrał właśnie ją. Nie było dnia, by nie dziękowała Bogu za to, że kiedyś postawił na jej drodze kogoś takiego, jak Russell.
Z uśmiechem weszła do szpitala, gdzie została powitana niemalże jak członek rodziny tudzież pracownik. Lubiła wyobrażać sobie siebie jako ambitną lekarkę, wiedziała jednak, że to nigdy nie mogłoby się udać - na sam widok krwi robiło jej się niedobrze. Podziwiała męża za to, że on w tak profesjonalny sposób podchodził do swojego zawodu. Tak naprawdę mógłby w ogóle nie pracować, w końcu to rodzice kupili mu dom, jednak on nie zamierzał pozostać darmozjadem. Uczył się, studiował, zawsze wracał do domu pięć minut przed czasem, był wspaniałym synem, niemal idealnym, a teraz również lekarzem, szanowanym i jednym z najlepszych w swojej dziedzinie.
Naomi cmoknęła z satysfakcją, patrząc na swojego męża w kitlu. Uwielbiała go właśnie takiego, on z kolei nie przepadał za jej wizytami w szpitalu, twierdził bowiem, że przez nią nie może się skupić na pracy przez resztę dnia. Dziś wiedziała, że musi nagiąć ich zasadę, miała mu bowiem zbyt ważną wiadomość do przekazania. Zasłoniła mu oczy dłońmi, a on uśmiechnął się mimowolnie, rozpoznając ją po zapachu jej ulubionych perfum, którymi zawsze spryskiwała nadgarstki.
- Co tu robisz, skarbie? - zapytał z czułością, po czym odwrócił się twarzą do niej i pocałował ją w usta, mocno przyciągając do siebie. Była zaskoczona tym, że tak entuzjastycznie zareagował na jej przyjście.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że w domu czeka na ciebie niespodzianka - rzekła Naomi, nagle zauważając ciekawskie spojrzenie Vannie, młodziutkiej lekarki. Dziewczyna natychmiast uśmiechnęła się i pokręciła głową, co wydało się Naomi całkiem urocze.
- Przepraszam, po prostu widok szefa tak wyluzowanego to coś bardzo niecodziennego - powiedziała Vanessa, a blondynka uśmiechnęła się do niej pogodnie.
- Vannie, wracaj do pracy - rozkazał Russell stanowczym, choć nadal nieco miękkim głosem. Chyba nie potrafił być bezwzględny, wiedząc, że żona mu się przygląda. - A my pogadamy w domu - oznajmił i jeszcze raz pocałował jasnowłosą.
- Pracuj, moja ty pszczółko i nie znęcaj się nad swoimi pracownikami! - skwitowała Naomi, żegnając się z Vanessą wymianą uśmiechów. Blondynka pomyślała, że bardzo fajna dziewczyna z tej Vannie. Pod czujnym okiem Russella któregoś dnia na pewno zostanie okrzyknięta królową wszystkich lekarek, Naomi po prostu czuła to w kościach. Radosna wyszła ze szpitala i postanowiła zająć się czymś, zanim mąż wróci do domu, a miała ochotę, by stało się to jak najszybciej.
***
- Co z ciebie za matka, skoro własnym dzieckiem nie chcesz się zaopiekować?! - krzyknęła Isabel, która tego dnia nie była w stanie oszczędzić Paige gorzkich słów. Tego samego dnia dostała kosza od Logana, jak zatem mogłaby być spokojna? Adriana chciała spać, a jej matka, zamiast się nią zająć, zamknęła się w pokoju pod pretekstem złego samopoczucia. Może siedemnastolatka powinna zrozumieć, że dla Paige powrót Josha był wielkim szokiem? Może, ale ona wcale nie zamierzała tego zrobić. Uważała jej słowa za zwykłą wymówkę, którą wymyśliła na poczekaniu. Dlaczego miałaby nie chcieć zaopiekować się czterolatką? To akurat byłoby bez sensu, ale Isabel nie zamierzała usprawiedliwiać Paige. Nienawidziła jej, a dziś czuła to na całym swoim ciele. - Tylko spróbuj udawać teraz, że kochasz mojego brata, bo ja ci w to nigdy nie uwierzę.
Isabel walnęła pięścią w drzwi, na co brunetka musiała w końcu zareagować. Wyjrzała zza progu, włosy miała rozczochrane, a oczy podpuchnięte, prawdopodobnie od płaczu. Na siedemnastolatce nie zrobiło to większego wrażenia.
- Nie będę ci się spowiadać, dzieciaku - powiedziała ostro Paige, wyprowadzona z równowagi, a jednak próbująca nie wybuchnąć, nie była przecież u siebie, a w domu rodzinnym Josha.
- Nie musisz - odparła Isabel. - Twoja spowiedź i tak nic by nie zmieniła. Nie ufam ci i mam nadzieję, że Austin i Josh przejrzą na oczy.
- Co masz na myśli?
Isabel uśmiechnęła się z nienawiścią, jakby uszczęśliwiona tym, że może wykrzyczeć Paige prosto w oczy wszystko to, co o niej myślała.
- Życzę ci z całego serca, żeby oni obaj cię zostawili całkiem samą, żałośnie ryczącą w jakimś kącie, bo jedyne, na co zasługujesz, to samotność.
Paige zatrzasnęła dziewczynie drzwi przed nosem i przez ułamek sekundy Isabel żałowała słów, które wypowiedziała, widząc, że sprawiły one ból.
- Czy ty postradałaś zmysły? - zapytał ze złością Peter, szeptem, by Paige nie mogła go usłyszeć. Na rękach miał śpiącą już Adrianę, wtuloną mocno w jego ramię. - Obiecałaś, że się postarasz. Paige ma prawo być w takim stanie.
- A czy ja mam czasem prawo mieć gorszy dzień? - spytała siedemnastolatka z wyrzutem, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy słabości i bezsilności. Zostawiła ojca samego i zatrzasnęła się w swoim pokoju. Opadła bezwładnie na łóżko i przytuliła się do poduszki, chcąc zagłuszyć swój rozpaczliwy szloch. Tego dnia nic jej się nie udało. Musiała wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce, tylko, że kiedy cierpimy, słowa te wydają się kompletnie irracjonalne.
***
Poczuła się tak, jakby ktoś właśnie wylał na nią kubeł lodowatej wody. Trzęsła się, z trudem hamując kolejny wybuch płaczu. Jedyne, co mogłoby jej teraz pomóc, to przytulenie się do człowieka, który oddałby każdą sekundę swojego życia, by być przy niej. Od razu na myśl przyszły jej dwa imiona: Josh i Austin. Nie była w stanie określić, o którym z nich pomyślała najpierw. Właśnie to było w tym wszystkim tak trudne do zrozumienia i jeśli tak dalej pójdzie, Paige zwariuje i wyląduje w psychiatryku. Im dłużej będzie okłamywać samą siebie, że jej serce jest w stanie kochać dwóch mężczyzn równie mocno i w tym samym czasie, tym trudniej będzie potem spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Mijały kolejne minuty, a ona wciąż nie miała pomysłu, jak rozwiązać problem. Nigdy przedtem nie była aż tak skołowana. Wiedziała, że którykolwiek z wariantów wybierze, to i tak wyrządzi komuś krzywdę, a przecież nie chciała nikogo zranić. Jedyne, czego chciała, to móc kogoś kochać bez zastanawiania się, co ludzie pomyślą. Przez chwilę doświadczała czegoś takiego z Austinem, a przez trzy lata z Joshem, teraz natomiast tkwiła gdzieś pomiędzy, modląc się o pomoc i o radę.
Brunetka wzdrygnęła, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem, a do pokoju wparowali wyraźnie podchmieleni mężczyźni. Josh podtrzymywał Austina, który nawet nie kontaktował, bełkotał coś pod nosem i potykał się o własne nogi.
- Co wy... - zaczęła Paige, przyglądając się całej scenie z boku, jednak nim dokończyła zdanie, Austin wylądował na łóżku, wybuchając śmiechem i zagłuszając ją. Hartley jak gdyby nigdy nic wyprostował się i po raz pierwszy od dnia wczorajszego spojrzał na dawną narzeczoną.
Oddałaby wiele, by móc w pełni docenić jego spojrzenie, jednak nie potrafiła zapomnieć o Lynchu. Była wściekła na nich obu, ale mogła przysiąc, że kochała ich nawet teraz, kiedy tak mocno zawiedli ją swym szczeniackim zachowaniem.
- Dobrej nocy, Austin! - zawołał Josh pogodnie, nie zważając, czy jego krzyk nie obudzi Adriany, która spała za ścianą. Skierował się do drzwi, co jeszcze bardziej rozzłościło Paige.
- Nie zamierzasz się w ogóle do mnie odezwać? - zapytała ze złością. Brunet zatrzymał się, westchnął i spojrzał ponownie w jej kierunku. Otworzył usta, jakby chciał jej odpowiedzieć, jednak zrezygnował i ponownie ruszył w stronę drzwi. - Ledwo przyjechałeś i już udało ci się wszystko zepsuć. Wiedz jedno: nie pociągniesz Austina za sobą na dno. Nie pozwolę ci na to.
- Nie zamierzam go nigdzie ciągnąć - oznajmił bezceremonialnie, nagle brzmiąc jak zupełnie trzeźwy człowiek. Po raz kolejny spojrzał na Paige. - To mój najlepszy przyjaciel. A ty jesteś moją narzeczoną.
Nawet się nie uśmiechnął. Chwiejnym krokiem oddalił się, a zdezorientowana brunetka zamknęła za nim drzwi. Aż podskoczyła, kiedy Austin czknął znienacka.
- Chodź, maleńka, jest dużo miejsca! - nagabywał Lynch, zerkając na nią przymrużonymi oczami. Paige pokręciła głową, zabrała z szafy dodatkową pościel i zostawiła mężczyznę samego. Potrzebowała pobyć przez moment bez niego, zresztą widok go w tak paskudnym stanie nie wpływał na nią korzystnie. Zaczynała się obawiać, jak dużo Austin powiedział Joshowi podczas ich spotkania w pubie.
***
- Czy ty postradałaś zmysły? - zapytał ze złością Peter, szeptem, by Paige nie mogła go usłyszeć. Na rękach miał śpiącą już Adrianę, wtuloną mocno w jego ramię. - Obiecałaś, że się postarasz. Paige ma prawo być w takim stanie.
- A czy ja mam czasem prawo mieć gorszy dzień? - spytała siedemnastolatka z wyrzutem, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy słabości i bezsilności. Zostawiła ojca samego i zatrzasnęła się w swoim pokoju. Opadła bezwładnie na łóżko i przytuliła się do poduszki, chcąc zagłuszyć swój rozpaczliwy szloch. Tego dnia nic jej się nie udało. Musiała wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce, tylko, że kiedy cierpimy, słowa te wydają się kompletnie irracjonalne.
***
Poczuła się tak, jakby ktoś właśnie wylał na nią kubeł lodowatej wody. Trzęsła się, z trudem hamując kolejny wybuch płaczu. Jedyne, co mogłoby jej teraz pomóc, to przytulenie się do człowieka, który oddałby każdą sekundę swojego życia, by być przy niej. Od razu na myśl przyszły jej dwa imiona: Josh i Austin. Nie była w stanie określić, o którym z nich pomyślała najpierw. Właśnie to było w tym wszystkim tak trudne do zrozumienia i jeśli tak dalej pójdzie, Paige zwariuje i wyląduje w psychiatryku. Im dłużej będzie okłamywać samą siebie, że jej serce jest w stanie kochać dwóch mężczyzn równie mocno i w tym samym czasie, tym trudniej będzie potem spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Mijały kolejne minuty, a ona wciąż nie miała pomysłu, jak rozwiązać problem. Nigdy przedtem nie była aż tak skołowana. Wiedziała, że którykolwiek z wariantów wybierze, to i tak wyrządzi komuś krzywdę, a przecież nie chciała nikogo zranić. Jedyne, czego chciała, to móc kogoś kochać bez zastanawiania się, co ludzie pomyślą. Przez chwilę doświadczała czegoś takiego z Austinem, a przez trzy lata z Joshem, teraz natomiast tkwiła gdzieś pomiędzy, modląc się o pomoc i o radę.
Brunetka wzdrygnęła, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem, a do pokoju wparowali wyraźnie podchmieleni mężczyźni. Josh podtrzymywał Austina, który nawet nie kontaktował, bełkotał coś pod nosem i potykał się o własne nogi.
- Co wy... - zaczęła Paige, przyglądając się całej scenie z boku, jednak nim dokończyła zdanie, Austin wylądował na łóżku, wybuchając śmiechem i zagłuszając ją. Hartley jak gdyby nigdy nic wyprostował się i po raz pierwszy od dnia wczorajszego spojrzał na dawną narzeczoną.
Oddałaby wiele, by móc w pełni docenić jego spojrzenie, jednak nie potrafiła zapomnieć o Lynchu. Była wściekła na nich obu, ale mogła przysiąc, że kochała ich nawet teraz, kiedy tak mocno zawiedli ją swym szczeniackim zachowaniem.
- Dobrej nocy, Austin! - zawołał Josh pogodnie, nie zważając, czy jego krzyk nie obudzi Adriany, która spała za ścianą. Skierował się do drzwi, co jeszcze bardziej rozzłościło Paige.
- Nie zamierzasz się w ogóle do mnie odezwać? - zapytała ze złością. Brunet zatrzymał się, westchnął i spojrzał ponownie w jej kierunku. Otworzył usta, jakby chciał jej odpowiedzieć, jednak zrezygnował i ponownie ruszył w stronę drzwi. - Ledwo przyjechałeś i już udało ci się wszystko zepsuć. Wiedz jedno: nie pociągniesz Austina za sobą na dno. Nie pozwolę ci na to.
- Nie zamierzam go nigdzie ciągnąć - oznajmił bezceremonialnie, nagle brzmiąc jak zupełnie trzeźwy człowiek. Po raz kolejny spojrzał na Paige. - To mój najlepszy przyjaciel. A ty jesteś moją narzeczoną.
Nawet się nie uśmiechnął. Chwiejnym krokiem oddalił się, a zdezorientowana brunetka zamknęła za nim drzwi. Aż podskoczyła, kiedy Austin czknął znienacka.
- Chodź, maleńka, jest dużo miejsca! - nagabywał Lynch, zerkając na nią przymrużonymi oczami. Paige pokręciła głową, zabrała z szafy dodatkową pościel i zostawiła mężczyznę samego. Potrzebowała pobyć przez moment bez niego, zresztą widok go w tak paskudnym stanie nie wpływał na nią korzystnie. Zaczynała się obawiać, jak dużo Austin powiedział Joshowi podczas ich spotkania w pubie.
***
Przez cały dzień myślał tylko o tym, by jak najszybciej skończyć pracę i pojechać do domu, do żony, którą tak bardzo pragnął teraz zobaczyć. Zastanawiał się, czy Naomi wie, jaki ma na niego wpływ i czy celowo rozprasza go w godzinach pracy. Teraz, kiedy już nie musiał nikogo operować i nie zależało od niego ludzkie zdrowie ani życie, z uśmiechem na ustach wspominał ich dzisiejsze spotkanie w szpitalu. Sama jej wizyta była niespodzianką, więc aż bał się pomyśleć, co przygotowała dla niego w domu. Może wystawna kolacja przy świecach? A może wspólny seans House'a, którego uwielbiał i którego miał wszystkie sezony na DVD? Na pewno będzie to coś wyjątkowego, Naomi zawsze stawała na głowie, byle tylko wszystko było idealne i upewniała się pięć razy, że jej prezent na pewno zachwyci Russella. Marzył, by ich szczęście nigdy się nie skończyło. Kochał ją i zrobiłby wszystko, by móc jak najczęściej czuć dotyk jej skóry, jej charakterystyczny zapach i słyszeć jej spokojny oddech.
Russell zaparkował samochód na podjeździe i obejrzał się w lusterku. Wyglądał w porządku, ale mógłby się założyć, że podobałby się Naomi nawet, gdyby zapuścił brodę do kolan i drapał ją zarostem przy każdym pocałunku. Wysiadł z auta i po cichu wszedł do domu, zdejmując marynarkę i starannie wieszając ją na kołku.
- Kochanie, wróciłem! - zawołał i wytężył słuch, by jak najszybciej namierzyć wybrankę swego serca.
- Jestem w jadalni - odpowiedziała blondynka.
Rudowłosy mężczyzna jak na skrzydłach poleciał we wskazane przez żonę miejsce, a kiedy ją zobaczył, był przekonany, że oczy za moment wyskoczą mu z orbit. Wyglądała olśniewająco w kremowej sukience i z uroczo pofalowanymi włosami. Czerwona szminka podziałała na jego zmysły, zwłaszcza gdy Naomi pocałowała go i odbiła na jego policzku ślad swych ust.
- Jak było w pracy? - zapytała, jakby od niechcenia, zapalając jedną z wielu świec stojących na stole.
- Naprawdę sądzisz, że po takim powitaniu mam teraz ochotę rozmawiać o pracy? - odpowiedział pytaniem na pytanie, rozbawiając ją. Kiedy go o to poprosiła, usiadł przy stole, sama jednak wciąż stała na nogach, a dłonie jej drżały. - Skarbie, przecież widzę, że nie możesz już tego w sobie dłużej dusić. Mów mi szybko, co to za niespodzianka.
- Boję się, że ze wzruszenia poryczę się w połowie przemówienia... - przyznała Naomi, a wyglądała przy tym tak słodko, że Russell z trudem powstrzymywał się przed przytuleniem jej i zabraniem z tego miejsca prosto do sypialni. - Nie śmiej się, wiesz przecież, że jestem dość uczuciowa!
Blondynka wciągnęła powietrze mocno do ust, po czym wypuściła je wciąż nieskazitelne i uśmiechnęła się lekko do swojego ukochanego.
- Będziemy rodzicami, Russell - powiedziała w końcu, a mężczyznę zatkało na dobrą minutę.
- Jesteś w ciąży? - zapytał wreszcie, jednak Naomi szybko pokręciła głową przecząco, sprawiając, że młody lekarz przestał rozumieć cokolwiek.
- Pamiętasz, jak kiedyś zaproponowałeś adopcję, a ja się nie zgodziłam, bo tak bardzo chciałam być w ciąży? - spytała, a oszołomiony mężczyzna skinął głową. - Zmieniłam zdanie. Jeśli tylko chcesz, możemy jutro zacząć załatwiać wszystkie formalności związane z adopcją - Naomi rozłożyła ręce, czekając, aż rudowłosy powie cokolwiek. Ten wstał w końcu od stołu, podszedł do niej i bez wahania podniósł ją do góry, po czym kilka razy okręcił wokół własnej osi. Mówi się, że chłopaki nie płaczą, jednak on z trudem powstrzymał łzy tego wieczoru. Kiedy postawił blondynkę z powrotem na ziemi, pocałował ją namiętnie, a następnie uśmiechnął się, co ona bardzo szybko odwzajemniła.
- Jesteś wspaniała - przyznał Russell. - Kocham cię.
- Ja ciebie kocham bardziej - odparła Naomi i tym razem to ona pocałunkiem zamknęła usta mężczyźnie swojego życia. Za jakiś czas ich rodzina się powiększy i jeśli rzeczywiście nie marzyli o niczym innym, staną się stuprocentowo spełnionymi ludźmi.
***
***
Naomi i Russell są idealną parą. Pięknie opisujesz ich relacje i wielką miłość, jednak przez tą wielką idealność, boję się, że zaraz coś się wydarzy. Albo ona, albo on ją zdradzi, któryś z nich umrze. Naprawdę się boję, bo przecież nie może być aż tak idealnie, prawda? Może nawet za idealnie. A ja bardzo ich lubię i nie chcę by coś w ich związku zaczęło się psuć, więc może dodasz jakąś mała awanturę czy coś w tym stylu? :D Cieszę się, że Naomi zgodziła się wreszcie na tą adopcję. W końcu ich marzenie się spełni.
OdpowiedzUsuńKiedy wreszcie wyjaśnisz nam o co chodzi z Joshem? :D Bo ja już się nie mogę doczekać i zżera mnie ciekawość. Wszyscy myśleli, że on umarł, a on tak nagle wraca w urodziny swojej córeczki. Wydaje mi się to trochę dziwne, tak samo fakt, że nikt z rodziny go o to nie wypytuje. Rozumiem, że nie chcą go męczyć ani zadręczać, no ale bądźmy szczerzy - kot by tak długo wytrzymał bez takich ważnych wyjaśnień?
Zachowanie Isabel bardzo, ale to bardzo mi się nie spodobało. Jak ona mogła tak powiedzieć Paige? Wkurza mnie ta dziewczyna.
Rozdział ogólnie jak zwykle udany i bardzo przyjemnie mi się go czytało. :)
Zapraszam do siebie na nowy rozdział. ;)
Pozdrawiam ;3
www.otchlan-czasu.blogspot.com
Jeśli chodzi o Naomi i Russella, awantura będzie i wcale nie wiem, czy taka mała :P Sprawa z Joshem wyjaśni się za kilka rozdziałów :)
UsuńDziękuję za opinię i pozdrawiam :*
Odcinek przeczytałam praktycznie zaraz po publikacji, ale jak pisałam ostatnio, komentowanie odkładam na później. Po pierwsze odcinek faktycznie jest krótszy, ale nie powiedziałabym, że spokojniejszy, gdyż wywołał u mnie takie same emocje jak każdy poprzedni. :) Ale tradycyjnie skomentuję wszystko po kolei, aby niczego nie opuścić..
OdpowiedzUsuńPowalił mnie tekst pisany kursywą. Jest krótki, ale mówi więcej niż milion słów. Na dodatek prześliczna piosenka. Nie słyszałam jej wcześniej, dlatego cieszę się, że mogłam ją poznać dzięki Tobie.
Myślę, że nie ma dziewczyny, która nie chciałaby stworzyć w przyszłości takiego związku małżeńskiego jak ten Naomi i Russella. Oboje pochodzą z różnych światów, a jednak potrafili poskładać w piękną całość wszelakie różnice i przeciwieństwa. Dzięki temu tworzą piękny, barwny związek, który jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Zazdroszczę Naomi takiego czułego i kochającego mężczyzny, a jeszcze bardziej tej pewności, że on jest jej i czuje dosłownie to samo, co ona.
Relacja Isabel i Paige smuci mnie. Rozumiem, że Isabel ma gorszy dzień i może mieć pretensje o pewne rzeczy do Paige, ale nie ma prawa obwiniać ją o wszystko i odnosić się do niej w ten sposób. Uważam, że jest to niesprawiedliwe i egoistyczne. Nie lubię oceniania ludzi, gdyż to przychodzi każdemu łatwo, nieco trudniej jest spojrzeć na to obiektywnie i zastanowić się, co ta druga osoba tak naprawdę czuję. Paige się pogubiła. Może za szybko związała się z innym mężczyzną, ale tak naprawdę ani ja, ani Isabel nie wie czym się kierowała i co czuła, gdy przyjmowała pierścionek od Austina. Sądzę, że tym razem Isabel przesadziła.
Nie podoba mi się, że Josh unika Paige. Domyślam się, że jemu też może być ciężko rozmawiać o tym, co się stało, ale jest mężczyzną, więc powinien wziąć się w garść i coś zrobić. Obawiam się bardzo tej szczerej rozmowy, bo nie skończy się dobrze. Serca pękną i myślę, że nie jedno.. Ale pewne rzeczy należy wyjaśnić. Odkładanie tego na później niczego nie zmienia, a tylko pogarsza sprawę.
Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, gdy Naomi zdecydowała się na adopcję. Moja koleżanka przed świętami Bożego Narodzenia też dostała córeczkę i traktuje oraz kocha ją jak swoją. I nie ma tutaj żadnego znaczenia fakt, że nie nosiła jej przez dziewięć miesięcy pod sercem. Czekała na nią całe swoje życie i teraz jest prze szczęśliwa. Wiem, że Naomi i Russell też będą. Ubóstwiam ich.
Kochana, cudowny, zapierający dech w piersiach i wywołujący uśmiech na twarzy odcinek. Opisy powalają mnie na łopatki. I bardzo podoba mi się sposób w jaki przeplatasz losy bohaterów. Pokazujesz tak wiele rodzai miłości. I każda - nawet ta bolesna - jest piękna. Dziękuję za to cudo :*
Hej Kochana:* dopiero dzisiaj znalazłam wolną chwilę, więc postanowiłam z niej skorzystać no i jestem. Nie spodziewałam się nowości tak szybko. W takim razie teraz czekam również na nowy rozdział na Owned Me i tak po cichu liczę na to, że nie będę musiała tak długo czekać jak ostatnio :) dzisiaj wstęp krótki, ale myślę, że nic więcej nie trzeba dodawać, więc przechodzę do najważniejszego :)
OdpowiedzUsuńTy to jednak wiesz jak zachęcić czytelnika do śledzenia dalszych losów bohaterów. Jeszcze nie zaczęłam czytać aktualnej nowości, a już chciałabym czytać następną. Mam tak za każdym razem, kiedy czytam Twoje opowiadanie. Widzisz co ze mną robisz? Ale to dobrze, bo przynajmniej jest coś, co naprawdę mnie ciekawi i za to Ci dziękuje :* wydaje mi się, że niewielu jest takich ludzi jak Russell. Ktoś, kto faktycznie otrzymał od losu dosłownie wszystko co tylko możliwe, nie zawsze pozostaje sobą. Takim ludziom zazwyczaj uderza woda sodowa do głowy i nie myślą już o niczym innym jak tylko o tym, w jaki sposób można dorobić się jeszcze większej kasy. Russell to po prostu ambitny facet, wciąż chce się uczyć, pracować na siebie i swoją rodzinę i za to właśnie go lubię :) jego związek z Naomi jest wręcz idealny, co też mnie dziwi, bo aż nie chce się wierzyć, że między dwojgiem ludzi może być aż tak idealnie. To, że się kochają to jedno, ale czy faktycznie będzie tak słodko przez cały czas? Czuję, że ta sielanka nie potrwa zbyt długo, że za jakiś czas wydarzy się coś, co może mocno wpłynąć na małżeństwo Naomi i Russella. Obym się myliła, bo fajnie się o nich czyta jak są tacy szczęśliwi i zakochani w sobie bez pamięci :)
Liczyłam na to, że relacje między Isabel a Paige jakoś zaczną się poprawiać, ale po dzisiejszym rozdziale stwierdzam, że raczej nie nastąpi to zbyt szybko, jeśli oczywiście w ogóle dojdzie do pogodzenia dziewczyn. Mówiąc delikatnie zachowanie Isabel było po prostu niegrzeczne. Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy, w końcu niecodziennie dostaje się kosza od chłopaka w którym dziewczyna jest zakochana i rozumiem też to, że dziewczyna musi wyładować swoje frustracje, ale dlaczego to zawsze musi być Paige? Ona też ma prawo mieć gorszy dzień, przecież ją powrót Josha też wytrącił z równowagi i wcale mnie to nie dziwi, bo nie zawsze jest tak, że zaginiony, czy też umarły powraca nagle do domu, do swojej rodziny. Mam nadzieję, że jak Isabel trochę pobędzie sama, wypłacze się w poduszkę to jej przejdzie i chociaż przeprosi Paige za te pełne bólu słowa, bo naprawdę sprawiły tej dziewczynie przykrość i nie trzeba być wielkim znawcą, czy wzrokowcem żeby tego nie zauważyć.
Szczerze mówiąc nie lubię tematu adopcji. W mojej rodzinie już był taki przypadek. Ciotka z wujem nie mogą mieć dzieci, więc zdecydowali się na adopcję. Teraz mają dwójkę chłopców, a dla mnie są to najbliżsi kuzyni. Ja sama już dawno zdecydowałam, że nie chciałabym dziecka z adopcji. Wiem, że teraz wszyscy mogą mnie uznać za bezuczuciową egoistkę, ale uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania, własnych poglądów i jeżeli ktoś tak postanowił, to nie powinno się wywierać na tej osobie presji, by zmieniła zdanie. Bo prawda jest taka, że nie wiadomo jacy byli rodzice tego dziecka, jakie ono będzie za 10 czy 20 lat. Wiem, że można wychować to dziecko jak swoje własne, ale jednak w genach coś się odziedzicza po rodzicach i chyba nie można tak po prostu tego lekceważyć. Dla mnie ogromne znaczenie ma fakt, że dziecko jest ze mną od początku i tym bardziej nie chciałabym, żeby obca kobieta wychowywała moje dziecko. Myślę, że na tym zakończę swoje przemyślenia, bo nie chciałabym później jakiś kłótni z powodu moich poglądów :) Ale wierzę, że Russell i Naomi będą wspaniałymi rodzicami, w końcu tak długo czekają na swoje dziecko. Oby spełniło się ich marzenie i oby byli jeszcze szczęśliwsi niż są teraz :)
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział :)
Buziaki :* :* :*