Dzisiaj nie będzie wstępu dotyczącego opowiadania, bo moje serce skupia się na czymś zupełnie innym. Dziś my kibice na naszym Old Trafford pożegnaliśmy Sir Alexa Fergusona, legendę, której zawdzięczamy to, jak wielki w tym momencie jest nasz klub. Przez blisko 27 lat Sir Alex był sercem Manchesteru United i wierzę, że pomimo, iż przechodzi na zasłużoną emeryturę, to nadal pozostanie tym sercem.
Piszę dzisiaj chaotycznie i nieskładnie, ale czego się spodziewać, jak wzruszenie jest duże ;)
GLORY GLORY SIR ALEX FERGUSON!
***
Courrier - Between
Piszę dzisiaj chaotycznie i nieskładnie, ale czego się spodziewać, jak wzruszenie jest duże ;)
GLORY GLORY SIR ALEX FERGUSON!
P.S. Sir Alex z wnukami, mega mnie to rozczuliło ;)
***
Courrier - Between
Nawet, kiedy dookoła nie odnajdujesz innych ludzi, nie jesteś sam.
Pierwszy września, od urodzin Adriany minęły pełne trzy tygodnie. Niebieskooki
mężczyzna siedział na kanapie w salonie w swym rodzinnym domu i nerwowo
przełączał kanał w telewizji blisko co sekundę. Nie do końca panował
nad emocjami, zwłaszcza odkąd Paige zabrała jego córkę i wróciła do
domu, który niegdyś nazywał ich wspólnym. Rozmawiał ze swoim ojcem,
który zresztą był dla niego niezastąpionym wsparciem w chwilach
bezsilności. To Peter doradził synowi, by ten nie naciskał, poczekał
cierpliwie, aż Paige sama się otworzy i zechce się z nim spotkać.
Oczywiście Josh widywał się z córeczką prawie codziennie, jednak w tym
wszystkim odczuwał coraz większą potrzebę porozmawiania z narzeczoną.
Paige najpierw zbywała go, potem jednak odebrała jeden z jego telefonów,
przeprosiła go i poinformowała, że nie jest jeszcze gotowa na
spotkanie. A Austin? O dziwo Josh dogadywał się z nim bez problemu,
często pisali do siebie wiadomości, a co kilka dni wychodzili razem na
piwo. Nie poruszali niewygodnych tematów, bo niewinna wzmianka o Paige
nagle sprawiała, że Austin zaczynał się stresować. Wszystko to zaczynało
być coraz dziwniejsze.
Hartley uśmiechnął się, kiedy do pokoju weszła jego młodsza siostra, ubrana w białą koszulę i długie czarne spodnie.
- Lepiej by ci było w sukience - stwierdził niczym zawodowy krytyk.
- Mam zbyt obdrapane kolana - odparła Isabel jakby od niechcenia, leniwie mieszając łyżeczką swoje cappuccino.
-
Tak to jest, jak się chodzi po drzewach - powiedział, przypominając
sobie, że jego siostra od najmłodszych lat uwielbiała typowo chłopięce
zajęcia.
- Nie ma co się stroić, to tylko głupie rozpoczęcie kolejnego beznadziejnego roku w mojej irytującej szkole.
- Słyszę, że się cieszysz - rzekł Josh wesoło. - Siostra, głowa do góry!
-
Dobrze wiesz, że takie gadanie mi nie pomoże - powiedziała. - A co,
może sam poczujesz się niezwykle szczęśliwy i wyluzowany, kiedy powiem:
,,Głowa do góry!''?
Josh musiał
przyznać przed samym sobą, że tym razem jego siostra miała rację, choć
wolałby, aby było inaczej i aby jej słowa faktycznie poprawiły mu
nastrój i sprawiły, że wszelkie troski odejdą w niepamięć.
-
Trzymaj się - zawołał, kiedy siedemnastolatka skierowała się do
wyjścia. Niemal w tym samym momencie do pokoju wszedł Peter, wyraźnie
zmartwiony. - Co jest, staruszku?
-
Martwię się o Isabel - odparł mężczyzna bez ogródek, siadając obok syna
na kanapie, a ten wyłączył telewizor. - Założę się, że jest tak przybita
z powodu jakiegoś chłopaka. Czasami myślę, że lepiej byłoby, gdyby
ludzie się nie zakochiwali.
- Tak, to
by wiele ułatwiło - przyznał Josh. - Ale pamiętasz taką kobietę, Rose,
która po jakimś czasie została twoją żoną? Ty też się zakochałeś i idę o
zakład, że wspominasz wasz związek z wypiekami na twarzy.
-
Rozgryzłeś mnie, synu - powiedział Peter, po czym obydwaj uśmiechnęli
się do siebie i w jednej chwili spojrzeli na fotografię Rose, wiszącą
nad kominkiem. Wierzyli, że kobieta wciąż zerkała na nich z góry i miała
ich w swej opiece. A jeśli tak właśnie było, chyba mogli być całkowicie
spokojni o Isabel i pewni, że nie stanie jej się żadna krzywda.
***
Siedemnastolatka
nie była aż tak najeżona, jak zazwyczaj, zapewne z nerwów. Zmuszała się
do uśmiechu, kiedy kolejne koleżanki podchodziły do niej i pytały, jak
jej minęły wakacje. Jakby od niechcenia rzucała, że fajnie, po czym
rozglądała się w poszukiwaniu Logana. Kiedy wyznała mu miłość, chłopak
się zmieszał, ale zapewniał ją, że się odezwie. Czas pokazał, że wcale
nie miał takiego zamiaru. Nie zadzwonił, nie napisał, nie chciał się z
nią spotkać. Trzy tygodnie minęły, lecz nie minął jej smutek i
rozczarowanie. Naprawdę miała nadzieję, że Logan zareaguje w inny
sposób. Tak dobrze im się rozmawiało, tak bardzo lubili spędzać czas w
swoim towarzystwie. Czasami zastanawiała się, jak udało jej się w ogóle
zagadać do tego chłopaka. Wiedziała, że był bogaczem i zanim odbyli
swoją pierwszą rozmowę, uważała go za zarozumialca, z którym nie chciała
mieć absolutnie nic do czynienia. Ich pierwsza konwersacja była
właściwie efektem przypadku, zwyczajnie wpadli na siebie w sklepie
muzycznym. Chciała kupić płytę ulubionej wokalistki, na którą długo
odkładała pieniądze. Przeklęła na głos, kiedy zorientowała się, że
wzięła z domu o kilka euro za mało. Logan roześmiał się, po czym
podszedł do dziewczyny, którą znał jedynie z widzenia i zaproponował, że
kupi tą płytę, jeśli Isabel zdoła go przekonać, że warto. Tak naprawdę
to ona przyczyniła się do tego, że chłopak zaczął pisać piosenki,
ekspresowo poprawił się też jako gitarzysta. W pewnym sensie była matką
jego kariery, którą zapewne rozpocznie w niedalekiej przyszłości.
Powiedziałaby mu, jak bardzo jest z niego dumna, że odważył się
spróbować, gdyby nie jedna maleńka przeszkoda: on nie chciał się z nią
kontaktować.
Isabel poczuła, jak jej
serce niemal wyskakuje z jej piersi na widok Logana, zmierzającego w jej
kierunku w towarzystwie kolegów. Isabel odeszła od koleżanek i wyszła
siedemnastolatkowi naprzeciw. Nie planowała tego, to była całkowicie
spontaniczna reakcja. Była ciekawa, czy Logan pocałuje ją w policzek,
jak to mieli w zwyczaju robić, póki jeszcze spędzali ze sobą czas. W
idealnym świecie chłopak objąłby ją, nie zważając na reakcje pozostałych
ludzi, pocałowałby tak, jak jeszcze nikt przed nim, a potem wyciągnął
na zewnątrz, przeprosił za swoje zachowanie i zapewnił, że chce być jej
partnerem, bo kocha ją na zabój.
-
Cześć, Logan! - powiedziała Isabel radośnie, zatrzymując wyraźnie
zszokowaną grupkę chłopaków, w tym swój główny cel, który spojrzał na
nią jakby był pod przymusem. Nachyliła się, by pocałować go w policzek,
jednak brunet odsunął się gwałtownie, po czym minął ją razem z
gwiżdżącymi i wygłupiającymi się nastolatkami.
Ciemnowłosa
nie miała pojęcia, co się właśnie wydarzyło i za nic w świecie nie
potrafiła wytłumaczyć sobie całej tej sytuacji. Poczuła, jak się
czerwieni, a do jej oczu zaczynają napływać łzy, więc czym prędzej
pognała do toalety, gdzie zamknęła się w jednej z kabin i dała upust
swym emocjom, uderzając pięścią w drzwi. Kiedy jeszcze była na szkolnym
korytarzu, na chwilę po tym, jak Logan kompletnie ją zignorował, dałaby
przysiąc, że słyszała, jak rozbawiony mówił do kolegów: ,,Ja nawet nie
znam tej laski''. Zdecydowała się nie wychodzić stąd, aż wszyscy inni
sobie nie pójdą. Nie mogła mu się teraz pokazać, dodatkowo nie mogła się
opanować i z nerwów gotowa była znokautować jednym ciosem pierwszą
osobę, która się napatoczy.
***
Od
jakiegoś czasu Russell i Naomi mijali się, bo kiedy on wracał z pracy,
ona akurat wychodziła z domu, a wieczorem byli już zbyt zmęczeni, by
rozmawiać czy po prostu być ze sobą, jak to bywało dotychczas. Właśnie
dlatego mężczyzna ucieszył się na ten dzień wolny i nie przestawał
planować, jak spędzi go z ukochaną. Do głowy przychodziło mu dziesięć
nowych pomysłów co minutę, ale czuł, że cokolwiek wybierze, to i tak
będzie idealnie, bo skoro jemu brakuje żony, to ona z pewnością umiera z
tęsknoty - w końcu to była Naomi, jedna z najbardziej uczuciowych osób,
jakie kiedykolwiek spotkał na swej drodze. Rudzielec rozłożył się
wygodnie na hamaku w ogrodzie, a kiedy kołysał się delikatnie, wpadł mu
do głowy kolejny pomysł, jego zdaniem najlepszy ze wszystkich. Wstał i
ruszył w kierunku domu, by jak najszybciej zadzwonić do nieobecnej Naomi
i powiedzieć jej, że tym razem to on ma dla niej niespodziankę.
- Kiedy wracasz, słońce? - zapytał Russell, kiedy ukochana odezwała się w słuchawce.
-
Aż tak tęsknisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, a mężczyzna dałby
sobie rękę uciąć, że była wówczas uśmiechnięta od ucha do ucha.
-
Mam dla ciebie prezent - oznajmił z podekscytowaniem. - Twoja ostatnia
niespodzianka jest co prawda trudna do przebicia, ale nie zaszkodzi
spróbować.
- A zatem będę jak najszybciej! - zawołała wesoło. - Kocham cię bardzo.
Russell
rozłączył się. Zabrał kluczyki, portfel i dokumenty, po czym wyszedł z
domu, wsiadł do samochodu i ruszył w drogę po prezent dla żony. Już nie
mógł doczekać się jej reakcji.
***
Czuła
się dokładnie tak, jakby ktoś spuścił z niej całe powietrze - była
pozbawiona jakichkolwiek pokładów energii i zrezygnowana. Przez cały
dzień błąkała się po Mediolanie, aż w końcu wdrapała się na jedno z
największych drzew w parku. Solidna gałąź wygięta była w taki sposób, że
człowiek mógł wygodnie się na niej rozsiąść, co Isabel robiła
regularnie, odkąd była małą dziewczynką. Kiedy jej matka jeszcze żyła,
przychodziły tu razem i rozmawiały na tematy, których nie mogłaby
przerobić z tatą. Peter, jako, że był mężczyzną, miał inne podejście,
niż kobiety i dzisiaj Isabel absolutnie nie żałowała, że kiedyś niemal
faworyzowała swoją mamę. Dziś już nie mogą ze sobą pogadać, w dodatku
było oczywiste, że nigdy już nie staną przed taką szansą. Właśnie teraz,
kiedy siedemnastolatka nie miała pojęcia, co zrobić, potrzebowała rady
swojej rodzicielki. Była wściekła, że los jej ją odebrał, nagle
pomyślała jednak o Joshu. Przez rok myślała, że i jego straciła
bezpowrotnie, a jednak w cudowny sposób odzyskała go. Dziewczyna otarła
łzy z policzków, zeszła z drzewa i ruszyła w kierunku domu, czując
bardziej niż przedtem, że po prostu potrzebuje starszego brata obok
siebie.
***
Russell
kątem oka oglądał komedię, jednak ta działała mu na nerwy, zamiast go
śmieszyć. Był wściekły, a nie należał do osób, które skutecznie maskują
swoje emocje. Czekanie na Naomi z każdą kolejną godziną przestawało być
zabawne, a zaczęło być naprawdę uciążliwe. W myślach powtarzał
nieprzyjemne słowa, jakie śmiało mógł rzucić w jej kierunku, bo przecież
miał do tego prawo. On był dzisiaj mężem, który czeka z obiadem i
prezentem, a ukochana osoba nawet nie informuje go, że może się trochę
spóźnić. Była już dziewiąta wieczorem, kiedy Russell usłyszał dźwięk
klucza przekręcanego w zamku. Wyprostował się na kanapie i poczekał w
milczeniu, aż jasnowłosa wejdzie do pokoju. Był bardzo ciekaw, w jaki
sposób będzie mu się tłumaczyć.
- Co tak pięknie pachnie? - zapytała Naomi, zapalając duże światło, jednak nie zauważając krzywej miny męża.
- Uroczysty obiad - odparł lekko zachrypniętym głosem. - Teraz to już właściwie kolacja.
-
Nie gniewaj się - poprosiła. - Dobrze wiesz, że byłam u koleżanki.
Opowiadałam ci o niej. Poznałam ją przez Internet. Ma dwie adoptowane
córeczki, obydwie prześliczne. Świetnie mi się z nią rozmawiało i po
prostu straciłam poczucie czasu.
-
Nie jestem zły - odpowiedział Russell i faktycznie jego gniew nieco
zmalał. - Chcesz jeść ten zimny makaron, czy może od razu przejdziemy do
prezentu?
- A jak ci się wydaje? -
spytała, po czym usiadła koło niego i w promiennym uśmiechu pokazała mu
wszystkie swoje zęby. Rudowłosy sięgnął po kopertę, która leżała na
stoliku, po czym podał ją żonie i mruknął:
- Mam nadzieję, że dobrze wybrałem.
Naomi sprawnie rozdarła papier, a następnie wyjęła z koperty dwa bilety lotnicze do Madrytu.
-
Widzę, że zaniemówiłaś z wrażenia - powiedział, gdy cisza między nimi
zaczęła być niezręczna. Blondynka pokiwała głową, po czym spojrzała na
męża z nieukrywaną przykrością. Absolutnie nie takiej reakcji się
spodziewał.
- Przecież wiesz, że
musimy być na miejscu, jeśli pojawi się jakikolwiek przełom w sprawie
adopcji - powiedziała, nawet nie kryjąc niezadowolenia z jego podarunku.
-
Chciałem po prostu spędzić z tobą trochę czasu, Knight - skrzywił się i
wstał. - Jeśli to zbyt wielkie oczekiwania, to może pora pomyśleć
poważnie o naszym związku?
- Będziesz się teraz na mnie obrażał? Mogłeś dla odmiany pomyśleć o dziecku, zamiast przez cały czas myśleć wyłącznie o sobie
- Naomi również wstała, a kiedy mijała męża, potrąciła go i ciężko było
stwierdzić, czy zrobiła to przez przypadek, czy specjalnie. Russell
położył się z powrotem na kanapie i przetarł oczy z niedowierzania.
Czekał na nią tyle godzin z prezentem po to, by otrzymać od niej tak
bolesny cios? Warto było się starać, by w ramach podziękowań dostać
jeszcze w łeb?
***
-
Cały dzień gniłeś na tej kanapie? - zapytała Isabel, kiedy weszła do
domu i zastała w salonie Josha, będącego w dokładnie tej samej pozycji, w
jakiej był rano, kiedy się żegnali.
-
Daruj sobie te uprzejmości i zacznij się spowiadać - odparł Josh
stanowczo, na co ona rzuciła mu pytające spojrzenie. - Dotarło do
ciebie, że wakacje się skończyły? Powinnaś wracać do domu wcześniej.
- Próbujesz przejmować obowiązki taty?
-
Zastępuję go, bo tak długo na ciebie czekał, że aż w końcu zasnął -
powiedział Hartley. - Cokolwiek się dzieje, nie możesz go od siebie
odsuwać. Nasz staruszek naprawdę się o ciebie troszczy i gdyby stało ci
się coś złego, do końca życia nie przestałby się obwiniać, że cię nie
upilnował.
Isabel zmiękła. Usiadła obok brata i oparła głowę na jego barku i przez dłuższą chwilę oboje milczeli.
- Mam złamane serce - wyznała w końcu.
-
Ja miałem kiedyś złamaną rękę, a popatrz, co dzisiaj mogę nią zrobić -
rzekł i wyciągnął dłoń, by pogłaskać siedemnastolatkę po głowie, na co
ta zareagowała uśmiechem. - Wojsko nauczyło mnie, że nieważne, jak
poważna jest rana, ważne, by nigdy się nie poddawać. Zapewne nie chcesz
mi powiedzieć, co spowodowało chwilową niedyspozycję twojego serca? -
spytał, a ona pokręciła głową. Dokładnie tego się spodziewał. - Jestem
przy tobie, mała. Nie pozwolę nikomu, by cię krzywdził.
Isabel
spojrzała na fotografię matki nad kominkiem i niemal poczuła jej
obecność. Z pewnością jej cząstka znajdowała się teraz w każdym z nich,
również w Joshu, który nigdy wcześniej nie przeprowadził z młodszą
siostrą aż tak poważnej rozmowy. Ufała mu. Skoro powiedział, że będzie
ją bronił, to z pewnością mogła od tego momentu czuć się bezpieczna. Co
prawda Josh na pewno nie znał leku na złamane serce, bowiem sam będzie
miał z nim problem, kiedy dowie się o romansie Paige i Austina, jednak
mimo wszystko jego wsparcie było dla siedemnastolatki bezcenne.
-
Nawet nie wiesz, jak to dobrze, że wróciłeś - szepnęła Isabel, mocniej
przytulając się do brata i niemal po chwili zasypiając przy nim i
zapominając o kłopotach, przez które płakała tego dnia.
Ja jestem przy tobie.
***
P.S. Dziękuję za komentarze! ;)
Cześć Kochana :)
OdpowiedzUsuńJak się spóźniam i to bardzo z dodawaniem komentarzy, tak dziś chcę prześcignąć innych i dodaje już teraz :)
W poprzednim rozdziale Naomi i Russell byli tacy szczęśliwi, aż chciało się czytać i czytać o nich. No bo nie ma się co dziwić, podjęli jedną z najważniejszych w ich życiu decyzję. Przepełniało ich szczęścia a dziś wielkie bum. Nie wiem które tak na dobrą sprawę zawiniło. Z jednej strony Russell chciał dobrze, sprawić swojej ukochanej żonie niespodziankę, a wyszło jak wyszło. Sadzę, że decyzja o adopcji trochę przerasta Naomi. Nie, nie myślę, że żałuje, czy coś w tym stylu. Chodzi mi bardziej o to, że za bardzo wzięła to do siebie, za bardzo chce tego maleństwa. Pewnie z czasem wszystko się uspokoi i będzie dobrze :) Przynajmniej mam taką nadzieję!
Na pierwszy rzut oka widać, jak Josh i Isabel tęsknili za sobą. Może i nie ma wielkiej wylewności z ich strony, jednak po rozmowie można tak wywnioskować. Dogadują się i wspierają. Fajne rodzeństwo. Rodzeństwo, które ma problemy. Jedne większe, drugie mniejsze. Isabela została potraktowana przez tego dupka jak nie powiem co! Może i sobie myślałam, że Logan to młodziak, dla którego ostatnie wydarzenie mogło przerosnąć jego oczekiwania, czy co tam jeszcze. Jednak nie spodziewałam się, że zachowa się jak ostatni kretyn! pocieszeniem dla dziewczyny może być fakt, że nie wszyscy faceci są tacy jak właśnie Logan, albo to, że jednak ona jest młoda. Młoda i całe życie przed nią. Niekoniecznie z Loganem tuż obok. Teraz może trochę pocierpi, jednak w końcu to przejdzie. Niejedno się jeszcze wydarzy w jej zyciu ...
Co do Josha i Paige. I jemu i jej jest bardzo ciężko. Oboje żyją w kłamstwie i niewiedzy. Kłamie Paige, albo jak kto woli, nie mówi całej prawdy. A istotne fakty zatrzymuje dla siebie Josh. I tak źle i tak nie dobrze. Minęło trochę czasu a jak widać, nic nie zostało jeszcze wyjaśnione. Co jakby nie patrzeć nieuniknione. Kłamstwo ma krótkie nogi. Pewnie przy jednym z kolejnych wyjść Josha z Austinem, ten drugi pod wpływem alkoholu może ujawnić pewne konkretne szczegóły. A wtedy miło nie będzie.
Dobrze, że chociaż Josh ma kontakt z córką. Dla niego to na pewno bardzo dużo, zwłaszcza po tak długim okresie rozstania. A reszta spraw wyjaśni się pewnie niedługo...
Kochana widzę że szybko dodajesz rozdziały, tak więc czekam z niecierpliwością na następny! Pozdrawiam, :* :* :*
Gratuluję Ci prześcignięcia wszystkich innych w komentowaniu :P
UsuńDziękuję i ściskam :* :*
Hej Kochana:* chyba coraz częściej zaczynasz mnie zaskakiwać. Dwie nowości w ciągu jednego tygodnia to już naprawdę coś, ale powiem Ci szczerze, że czegoś takiego się nie spodziewałam. Oczywiście nie będę ukrywać, że taki stan rzeczy bardzo by mnie ucieszył, ale z drugiej strony nie chciałabym, żebyś zbyt szybko zakończyła to opowiadanie. Więc myślę, że chyba najlepszym rozwiązaniem była wcześniejsza opcja, czyli nowe rozdziały pojawiały się co dwa tygodnie. Ale oczywiście decyzja należy do Ciebie i zrobisz jak będziesz chciała ;)
OdpowiedzUsuńKażdy z nas ma jakieś problemy, większe lub mniejsze, ale zawsze jakieś są. Josh znalazł się w naprawdę trudnej i jednocześnie krępującej sytuacji. Ja na jego miejscu czułabym się jak w jakimś miłosnym trójkącie, w którym każda podjęta przeze mnie decyzja nie kończy się najlepiej. Ja nawet zaczynam rozumieć Paige. Nie można powiedzieć, że tylko ona w całej tej sytuacji jest poszkodowana, ale znając życie, z pewnością ta sprawa najmocniej odbije się na niej. Uważam, że przeprowadzka była dobrą decyzją. Oboje muszą sobie pewne sprawy przemyśleć, by mogło dojść między nimi do poważnej rozmowy, a jak wszyscy wiemy jest ona nieunikniona żeby wiedzieli na czym stoją.
Złamane serce to nic przyjemnego. Wiem coś o tym, bo niedawno byłam w podobnej sytuacji i czułam się dokładnie tak samo jak Isabel. Tylko różnica między nami jest taka, że ja tego chłopaka nie widuję na co dzień. U Isabel jest zdecydowanie gorzej, bo dziewczyna musi widywać go codziennie w szkole, a to wcale nie ułatwia sprawy. Logan zachował się po prostu bezczelnie. Staram się używać delikatnych zwrotów, póki jeszcze nie straciłam do reszty cierpliwości. Tacy niedojrzali egoiści zawsze mocno mnie irytują i z Loganem jest dokładnie tak samo. To mnie najbardziej wkurza u facetów, że nie umieją powiedzieć wprost o co im tak naprawdę chodzi. Isabel za chwilę będzie dorosła, zresztą Logan tak samo, więc chyba mogą porozmawiać o swoich uczuciach jak dorośli ludzie, prawda? Tymczasem on ośmieszył ją przed swoimi kolegami i na dodatek był z siebie dumny jak paw, no ludzie! Na miejscu Isabel dałabym sobie z nim spokój, bo w tym rozdziale pokazał, że naprawdę nie nadaje się na chłopaka.
Ostatnio pisałaś, że w tym rozdziale przeżyjemy szok i oznajmiam, że ja właśnie go przeżyłam. Do tej pory uważałam małżeństwo Russella i Naomi za idealne, wręcz nieskazitelne. To aż dziw, że na świecie jest w ogóle taka para, która w ogóle się nie kłóci i jest zgodna ze sobą niemal we wszystkich kwestiach. Dla mnie reakcja Naomi była co najmniej dziwna. Mąż robi jej niespodziankę, chciałby spędzić z nią trochę czasu poza miastem, a ona tak na niego naskoczyła? Po ostatnim rozdziale wiedziałam, że sprawa adopcji będzie dla Naomi priorytetem, ale czy faktycznie trzeba rzucać wszystko inne i skupiać się tylko na tym? Oby nie doszło do tego, że ta adopcja zamiast ich połączyć, to tylko ich poróżni...
Chyba zaczynam zazdrościć Isabel takiego dobrego kontaktu z bratem. U mnie niby też nie jest źle, ale momentami i tak nie potrafimy się dogadać. O takich sprawach jak ta poruszona w ostatnim fragmencie nie mogłabym z nim porozmawiać. Myślę, że po prostu by tego nie zrozumiał, on od pięciu lat ma jedną i tą samą dziewczynę i jego nie dotyczy problem złamanego serca. Ciesze się, że Isabel ma wsparcie u brata i może na niego liczyć. Oczywiście minie trochę czasu zanim dziewczyna jakoś się pozbiera, ale tym lepiej dla niej, jeśli zrozumie, że Logan to nie jest chłopak dla niej. Zasługuje na kogoś zdecydowanie lepszego :)
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział, buziaki :* :* :*
2 rozdziały w tygodniu to zdecydowanie sytuacja jednorazowa i ekstremalna. Musiałam zamieścić gdzieś tego gifa z Bossem i to opowiadanie bardziej mi do tego odpowiada :)
UsuńJak Twoje złamane serduszko? Goi się w miarę?
Dziękuję za komentarz. Nie mogę obiecać, że w tą niedzielę rozdział nie pojawi się tutaj, ale już od następnego weekendu wracamy znowu do Owned Me.
Całuję bardzo bardzo :*
Powoli, ale się goi :) Nie no, wydaje mi się, że z każdym kolejnym dniem jest coraz lepiej :) nie ma sensu cały czas wspominać jedno i to samo. Człowiek tylko stoi wtedy w miejscu i nie potrafi ruszyć do przodu. Oczywiście ciężko zapomnieć, ale jeżeli nie ma innego wyjścia? Czasami po prostu trzeba odpuścić i tyle :) pocieszam się faktem, że może kiedyś trafi mi się ktoś o wiele lepszy :)
UsuńNa pewno tak będzie. Poboli, ale przestanie ;)
UsuńWczorajszy dzień był bardzo emocjonujący. Oglądałam mecz Diabłów i zastanawiałam się, jak ta drużyna będzie wyglądać po tych wszystkich odejściach. Nie umiem sobie tego wyobrazić na dzień dzisiejszy, ale wierzę w nasze Diabły i ich determinację oraz miłość wobec klubu i kibiców. Bezgranicznie ufam Fergusonowi i jego decyzją, więc wierzę, że wybrał nam najlepszego z najlepszych trenerów. Oczywiste jest, że nigdy nie będzie takiego drugiego trenera jak Sir Alex Ferguson. Jestem dumna, że mogłam podziwiać grę Diabłów pod jego wodzą, że za kilka lat będę mogła powiedzieć, że 'znałam' najlepszego trenera na świecie. Wczoraj płakałam i śmiałam się jednocześnie, to było bardzo dziwne zwycięstwo. Łzy spływały po moich policzkach, gdy słuchałam Fergusona, gdy zdałam sobie sprawę, że to jego ostatni raz na trenerskim krześle i uśmiechałam się, gdy na murawę wskoczyli szczęśliwi piłkarze. Byłam dumna z tego, że jestem częścią takiej niesamowitej historii. Najpiękniejszy jednak był moment, gdy kamery pokazały uśmiechniętego Sir Alexa Fergusona, to był uśmiech człowieka spełnionego. Dzisiaj przeczytałam jego wypowiedź odnośnie powodu swojej rezygnacji i serce mi zabiło szybciej. Sir Alex Ferguson, to nie tylko znakomity trenera ale przede wszystkim wielki człowiek. Życzę mu, aby spędził wraz ze swoją ukochaną żoną piękny, spokojny i pełen miłości czas na emeryturze. Glory, Glory Sir Alex Ferguson! :)
OdpowiedzUsuńWybacz za taki długi wstęp, ale nie mogłam się powstrzymać. Zresztą wiem, że zrozumiesz to, bo obie mamy czerwone i Diabelne serca! :) A teraz przechodzę do komentowania odcinka, który przeczytałam wczoraj.
Śliczna piosenka. Powiem Ci, że nawet mojej mamie się spodobała, bo akurat była w moim pokoju, gdy leciała. Minęły już trzy tygodnie, a Paige i Josh unikają się. Teraz bardziej dziewczyna unika chłopaka niż on jej. Niemniej jednak oboje boją się konfrontacji do której musi dojść. Sama nie wiem, co czułabym, gdybym była na miejscu Paige. Na pewno rozsadzałoby mnie niesamowite szczęście, ale byłabym też zagubiona. Nie wiem, dlaczego tak często lubimy odkładać trudne sprawy na później, tak jakbyśmy wierzyli, że czas rozwiąże je za nas (ja tak mam!). Rzeczywistość jest jednak inna i musi sami zadbać o własne życie, nie zdając się na los. Myślę, że Josh i Paige powinni spotkać się jak najszybciej i rozmówić, bo i tak niczego nie można już cofnąć. Pewne decyzje zostały podjęte, pewne rzeczy się wydarzyły, a oni nie są właścicielami magicznej gumki, która to wszystko by wygumkowała.
Podoba mi się bardzo relacje Josha z ojcem. W ogóle mam straszną słabość do starszego pana. Wydaje mi się być taką dobrą duszką tej historii. Wszystkim chce pomóc, nikogo nie osądza i każdemu daje szanse. Wyjątkowy człowiek.
Zrobiło mi się strasznie przykro. Logan zachował się jak kompletny idio*ta. Rozumiem wszystko - nawet jego zachowanie po tym jak dziewczyna wyznała mu miłość, można wybaczyć - ale to już było przegięcie na całej linii. Zachował się jak totalny egoista i ch*am. Isabella nie zasługuje na takie traktowanie, a tym bardziej na PRZYJACIELA (bo przecież się przed tym wszystkim przyjaźnili), który się jej wstydzi przed znajomymi. Kiedyś Logan tego pożałuje, a ja mam cichą nadzieję, ze Isabella mu nie wybaczy i zakocha się w odpowiedniejszym chłopaku.
UsuńBardzo niepokoi mnie sytuacja między Russelem i Naomi. Jestem kobietą i wiem jakie ważne jest dla nas urodzenie dziecka lub posiadanie go. Dlatego jestem w stanie zrozumieć zaangażowanie Naomi w adopcję i jej obawy, że mogą przegapić okazję na zabranie dziecka do domu. Mimo wszystko, nie powinna przez to spychać Russela na boczny tor. Mogła mu spokojnie wytłumaczyć swoje obawy i zaproponować wyjazd na weekend do jakieś pobliskiej miejscowości niż rezygnować z wszystkiego. Jej słowa były bardzo bolesne i egoistyczne. Jakby nie było to ten facet poświęcił dla tej kobiety wszystko, wspierał ją i był wyrozumiały jak nikt inny. A już w ogóle nie można mu zarzucić tego, że myśli wyłącznie osobie, bo prawda jest taka, że on myśli tylko i wyłącznie o szczęściu Naomi. Mam nadzieję, że się pogodzą i przejdą razem przez ten trudny - dla ich związku - okres. Bardzo ich lubię i nie chciałaby, aby cokolwiek stanęło im na przeszkodzie.
Zawsze chciałam mieć starszego brata, ale cóż los podarował mi młodszego. :) Zazdroszczę Isabelli jej relacji z Joshem. Tego, że nie musi mu mówić o wszystkim, a i tak otrzymuje od niego wsparcie. W momencie, gdy wszystko się wali, bardzo istotna jest świadomość, że jest ktoś, kto nas ochroni i dla kogo jesteśmy najcudowniejsi, najpiękniejsi i najmądrzejsi (nawet jeśli to trochę naciągana wersja). Chciałabym, aby w życiach Josha oraz Isabelli wszystko się poukładało.
Piękny odcinek. Ja to opowiadanie kupuję w stu procentach i kocham je najmocniej na świecie. Dawno żadna historia nie wywoływała u mnie taki uczuć. Dziękuję Ci za to cudo, które leczy duszę i pozwala na chwilę zapomnienia.. Uwielbiam Cię - ale to już wiesz! :*
Wybacz, że w dwóch częściach, ale w jednej się nie dało:)
UsuńMasz rację, doskonale rozumiem tą część Twojego komentarza, poświęconą wyłącznie Bossowi. Wielki człowiek. Jak sobie pomyślę, że pojutrze czeka nas jego ostatni mecz w roli menagera... No po prostu nie potrafię sobie wyobrazić United bez niego. Mam nadzieję, że Diabły zgotują mu fantastyczne pożegnanie w wielkim stylu, bo chyba nikt nie wątpi, że Sir Alex zasłużył właśnie na coś takiego :)
UsuńTo, że Twojej Mamie spodobała się piosenka, którą wykorzystałam, to dla mnie ogromny komplement - szczerze! :) Baaardzo się cieszę, że 'kupujesz to opowiadanie w stu procentach'! :) Coś wspaniałego móc czytać takie słowa - dziękuję :*
Pozdrawiam, Czerwona Diablico Ty! :*
P.S. Ja mam dwóch starszych braci i uwierz mi, że oni potrafią dać w kość młodszej siostrzyczce! :P
UsuńPrzepraszam, że tak późno komentuję, ale nie dość, że szkoła, to jeszcze poinformowałaś mnie o tym na gg, a potem o tym zapomniałam i dzisiaj mnie olśniło. Przepraszam. :*
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się spodobał. Naomi mnie wkurzyła swoim zachowaniem. Mężczyzna się postarał, kupił bilety lotnicze, a ona co? to raczej ona myśli tylko i wyłącznie o tym dziecku i zapomina o mężu. Mam nadzieję, że ich związek przez to się nie rozpadnie.
Isabel ma świetne kontakty z Joshem. dobrze, że tak jest. Płakała, była smutna i tylko brat ją pocieszył. To było kochane.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie. ;3
http://kontury-zycia.blogspot.com/
Dziękuję :*
Usuń