Nowość wyjątkowo szybko, następna raczej nie pojawi się w aż tak krótkim odstępie czasu, ale nie mogłam się powstrzymać przed opublikowaniem jej właśnie dzisiaj. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Dziękuję za fantastyczne słowa! :)
Pozdrawiam i przyjemnej lektury :*
***
Christina Perri - The Lonely
Dziękuję za fantastyczne słowa! :)
Pozdrawiam i przyjemnej lektury :*
***
Christina Perri - The Lonely
Przez całe życie marzył, by być naprawdę doskonałym lekarzem, który na całym świecie zasłynie dzięki swym wybitnym osiągnięciom. Chciał, by ludzie zapamiętali jego nazwisko i kojarzyli go z wszystkimi udanymi operacjami, które wykonał i które ocaliły ludzkie życia. Spędził mnóstwo czasu na nauce, kiedy jego rówieśnicy latali beztrosko po ulicy, kopiąc piłkę. Jak skończyli jego koledzy, którzy dostawali najgorsze stopnie w szkole, bo po prostu brakowało im ambicji? Paru wylądowało na kasie w sklepie, kilkunastu na budowie, a dwóch w więzieniu, bo kradzieżą próbowali polepszyć jakość swojej egzystencji. Z drugiej jednak strony, oni wszyscy mieli u swego boku kobietę, którą kochali i to właśnie dla niej gotowi byli nawet popełnić przestępstwo, aby im wszystkim żyło się dostatnio. Russell nigdy nie miał problemu z pieniędzmi. Nawet, gdyby nie przykładał się na zajęciach i skończyłby tak, jak jego znajomi, to zamożni rodzice z pewnością nie daliby mu zginąć. Pewnie przekupiliby dyrektora jakiegoś szpitala, aby tylko ich synek dostał wymarzoną robotę. Baliby się, że ich przyjaciele z wyższych sfer, przestaną się do nich przyznawać, kiedy wyjdzie na jaw, że ich syn wolał się bawić, niż siedzieć z nosem w książkach. To dla nich rezygnował z wszelkich przyjemności i choć w gniewie niekiedy wykrzyczał rodzicom parę przykrych słów, to jednak dziś, po upływie lat, był im wdzięczny za to, że nie pozwolili mu zbłądzić. To dzięki nim był prawdziwym bohaterem jako lekarz i przez kilka ładnych lat był nim również na polu osobistym, jako idealny mąż, żywiciel rodziny i przyszły tatuś, no a potem oczywiście ziścił się ten najbardziej oczywisty scenariusz - Russell Knight zdradził żonę i tym samym zrujnował całe ich małżeństwo. Nie było godziny, której nie poświęciłby na żałowanie tego, co się stało. Gdyby tylko mógł cofnąć czas, nawet by się nie zastanawiał. Tak bardzo chciał móc znowu dotknąć jej skóry, ale wiedział, że na to nie zasłużył. Naomi traktowała go jak powietrze. Mijały kolejne dni, a między nimi rosła coraz większa ściana i wkrótce nie będą już w stanie jej rozbić. Dlaczego tak bardzo chciała, żeby się nie wyprowadzał? Dlaczego nawet słówkiem nie pisnęła o rozwodzie? Russell czuł się jak dziecko, które nie rozumie świata dorosłych ludzi. Nie miał pojęcia, dlaczego żona zachowuje się w taki, a nie inny, bardziej właściwy sposób.
- Zrobić ci śniadanie? - zapytała blondynka łagodnie. Była blada na twarzy, oczy miała zmęczone, a biała koszulka, która jeszcze niedawno była obcisła, dziś luźno wisiała na jej ciele, ledwie do niego przylegając. Widząc ją w takim stanie, Russell z trudem powstrzymywał się przed przytuleniem jej. Bóg mu świadkiem, że chęć zrobienia tego wręcz rozsadzała go od środka, a jednak był bezsilny. Stracił prawo robienia z nią tego, co kiedyś wydawało im się zupełnie naturalne. Jakim trzeba być idiotą, by pozbyć się swojego największego szczęścia?
- Nie, dziękuję - odparł w końcu, a kiedy Naomi zniknęła w kuchni, mężczyzna szybko poszedł za nią.
Blondynka krzątała się po kuchni niczym zjawa, niemal bezszelestnie. Dłonie jej drżały, a oczy z obłędem krążyły po pomieszczeniu, sprytnie unikając jednak kontaktu wzrokowego z mężem. Wzięła do ręki pojemnik z płatkami śniadaniowymi, które po chwili rozsypały się po podłodze.
- Zostaw, ja posprzątam - powiedział Russell szybko i uklęknął na ziemi, natomiast Naomi skryła bezradną twarz w dłoniach.
- Nie daję sobie rady z tym wszystkim - przyznała w chwili słabości, również klękając na podłodze. Zimno, które biło od kafelków, nie mogło równać się z chłodem, jakim otulone było każde słowo jasnowłosej. Kiedy rozmawiała z mężem, brzmiała tak, jakby prowadziła luźną konwersację z nieznajomym. Russell tak bardzo chciałby jej pomóc, ale nie miał już nawet pomysłu, jak. - Dzisiaj jest operacja Austina.
- Tak, wiem - szepnął ze spokojem. - Wiem, kto będzie wykonywał przeszczep i naprawdę są to znakomici fachowcy. Mogę ci przysiąc, że...
- Przysiąc? - prychnęła, a Russell aż osłupiał. Jego żona nigdy przedtem nie była aż tak cyniczna. - Tak samo, jak przysięgałeś mi wierność? Dziękuję za takie słowa. Są bezwartościowe.
- Naomi, o co ci właściwie chodzi? - zapytał prosto z mostu. - Ja wiem, że popełniłem błąd. Miałem już spakowane walizki, kiedy ty zatrzymałaś mnie i kazałaś zostać. Jestem tutaj, bo mnie o to poprosiłaś.
- Widocznie miałam swoje powody.
- Jakie powody, do cholery? - wrzasnął, tracąc nad sobą kontrolę. Już po chwili poczuł się jak potwór, bo tylko dokładał zmartwień już i tak załamanej kobiecie.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, w jednej chwili nastąpił przełom. Mężczyzna poczuł, że jest to odpowiedni moment, by po raz pierwszy od dawna pocałować usta ukochanej i odniósł wrażenie, że i ona właśnie tego pożądała. Właśnie wtedy Naomi wstała z podłogi i minęła go w przejściu, uciekając na piętro i zamykając się w łazience. Rudowłosy zaklął soczyście pod nosem, a kilka minut później był już w drodze do pracy. Jeżeli nigdy nie odzyska uczucia żony, będzie skreślony jako człowiek. Zrobił coś, czego nigdy sobie nie wybaczy.
***
Kiedy mężczyzna wyszedł na korytarz, oniemiał. Gdyby Austin mógł być teraz na jego miejscu, chyba rozpłynąłby się z zachwytu, widząc wszystkich swoich przyjaciół w jednym miejscu. Byli tu po to, by dać mu wsparcie w krytycznym momencie, kiedy nikt nie mógł być pewien, co wydarzy się za chwilę. Paige siedziała na krześle, patrząc, jak Josh bije rekordy w marszobiegu - był tak zestresowany, że wręcz nie mógł usiedzieć na miejscu. Potrafili zapomnieć o tym, że pomiędzy nimi wszystko skończone właśnie z powodu Austina. Odstawili na bok wszelkie nieporozumienia, by być teraz oparciem dla ich wspólnego przyjaciela. Właśnie po tym można poznać szczerość ludzkich uczuć - że są one silniejsze, niż nienawiść czy gniew. Te pozytywne wrażenia zawsze biją negatywne na głowę.
- Paige, mogę cię prosić na słówko? - zapytał Russell lekko zachrypniętym głosem, a brunetka szybko ruszyła w jego kierunku. W jej oczach iskrzyła się ogromna niepewność i obawa przed tym, co miało dopiero nadejść. Mężczyzna na chwilę zapomniał o tym, że w tym miejscu powinna być pomiędzy nimi typowa relacja, jaka jest między lekarzem, a rodziną pacjenta. Przytulił ją, mając nadzieję, że to doda jej otuchy. - Chcesz z nim porozmawiać? - szepnął jej do ucha, a ciemnowłosa pokiwała głową twierdząco i już po chwili zniknęła za drzwiami sali Austina.
- Wszystko będzie dobrze? - spytał Josh, który pojawił się obok Russella natychmiast po odejściu Paige.
- Musimy mieć taką nadzieję - odrzekł i szybko zrozumiał, że jego odpowiedź wcale nie usatysfakcjonowała niebieskookiego. - Stary, ja rozumiem, że się boisz. My wszyscy się martwimy, ale nie możemy nic zrobić, jak tylko być tu, wspierać go i modlić się, aby wszystko...
- Panie doktorze, mogę prosić na chwilę? - zawołała Vanessa, która pojawiła się znikąd, jak zwykle.
Rudowłosy przewrócił oczami, po czym westchnął, poklepał Hartleya po ramieniu i odszedł. Kiedy razem z Vannie byli już w bezpiecznej odległości od pozostałych, Russell spojrzał na nią pytająco. Uśmiech, który nigdy nie znikał jej z twarzy, tego dnia wyjątkowo go drażnił.
- Co jest aż tak pilne? - zapytał, nawet nie próbując być uprzejmym.
- Mam odpowiedź na twoje pytanie - rzekła, jak gdyby nigdy nic.
- Byłbym ci wdzięczny, jakbyś zaczęła mówić jaśniej.
- Chciałeś wiedzieć, dlaczego Naomi dała ci drugą szansę... - mówiła, a mężczyzna skrzywił się. - Weź wyluzuj, dobra?
- Po prostu mów trochę ciszej.
- A co ja mówię złego? - zapytała niewinnie. - Opanuj się. Nie mam zamiaru rozwieszać plakatów z informacją, że ty i ja... No, ale wracając do sedna, wiem już, po co Naomi zatrzymała cię w domu, kiedy każda inna laska na jej miejscu wyrzuciłaby cię natychmiast za próg. Russell, nie patrz tak na mnie. Dobrze wiesz, że znam się na ludziach i...
- Dobrze już, dobrze... - mruknął, pocierając dłońmi obolałe skronie. - Mów, co wiesz.
***
Lucy Rose - Don't You Worry
- Odchodzę od zmysłów - powiedziała Paige, przyglądając się twarzy ukochanego. Pomimo, iż był świadom tego, co go czeka, zachowywał się tak, jakby za chwilę miał jechać na wakacje do ciepłych krajów. Tak, jakby z góry wiedział, że cokolwiek się wydarzy, będzie dobrze. Jakby nawet myśl o swojej ewentualnej śmierci na stole operacyjnym, była dla niego łatwa do przełknięcia. - Podzieliłbyś się ze mną swoim spokojem... - mruknęła, a Austin uśmiechnął się pogodnie.
- Daj mi rękę - szepnął ledwie słyszalnie, a dziewczyna szybko spełniła jego prośbę. Kiedy poczuła jego dotyk na swej skórze, automatycznie odczuła potrzebę rozpłakania się. A co, jeśli mogą po raz ostatni być tak blisko siebie, czuć siebie nawzajem i rozkoszować się swoją obecnością? - Nie denerwuj się tak.
- Żartujesz? - spytała rozpaczliwie.
- Porozmawiajmy o czymś przyjemnym - zaproponował. - Na przykład o tym, jak się poznaliśmy.
- To ma być przyjemne? Nienawidziłeś mnie - rzekła i musiała przyznać, że jego metoda rozweselenia jej, naprawdę działała, ponieważ na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Dwóch osiemnastolatków siedziało w salonie, co jakiś czas spoglądając na zegarek. Wszystkiemu przyglądała się jasnowłosa dziewczyna w śliwkowej sukience za kolana i z burzą loków na głowie. Na nosie miała kilkanaście piegów, które dodawały jej uroku, ale niewinny wygląd był tylko pozorny, ponieważ Letizia nie miała opinii grzecznej dziewczynki. Pech chciał, że jej chłopak rzucił ją na dzień przed balem i musiała szybko znaleźć kogoś na zastępstwo, a jedyną sensowną osobą, która się napatoczyła, był Austin Lynch. Chłopak poprawił krawat i uśmiechnął się do blondynki, która nie odrywała wzroku od wyświetlacza swojej komórki. Scenariusz tego wieczoru był oczywisty - Letizia dumnym krokiem wejdzie na salę, pod rękę z przypadkowo poznanym Austinem, aby po paru drinkach zacząć obściskiwać się ze swoim byłym. Blondyn nie łudził się - miał być króciutkim epizodem w życiu szkolnej divy, jednak to mu całkowicie wystarczało. Odkąd tylko pamiętał, nigdy nie czuł pociągu do popularności, jak większość znajomych z jego szkoły. On i Josh trzymali się na uboczu, jako chłopcy z porządnych domów, dobrze ułożeni i kulturalni. Austin miał za sobą dwa związki, z czego ten drugi trwał ponad dwa lata. Obecnie był na ostatniej prostej, by stanąć na nogi i może poszukać nowej miłości, ale na razie jego myśli zajmowała przede wszystkim Letizia. Już sobie wyobrażał miny kolegów i koleżanek, którzy zobaczą, jak zwyczajny i nie wywołujący żadnych skandali osiemnastolatek, przeżyje pierwszy taniec z właścicielką najgorętszego nazwiska tego roku.
- A może jednak pojedziemy już do szkoły? - zapytała Letizia, ostentacyjnie żując gumę, czemu towarzyszyło odpychające mlaskanie.
- Przecież sama mówiłaś, że dobrze jest się trochę spóźnić i zrobić mocne wejście - zauważył Austin, a przysłuchujący się tej rozmowie Josh uśmiechnął się pod nosem.
- Tak, ale miałam na myśli co najwyżej kwadrans, a nie godzinę!
- Nie panikuj! - powiedział głośno blondyn i podszedł do przyjaciela, coraz mocniej poirytowany zachowaniem dziewczyny. - Na co my jeszcze czekamy?
- Nie na co, tylko na kogo - poprawił go Hartley. - I dobrze wiesz, więc naprawdę nie rozumiem, po co pytasz.
- Po co? - zdziwił się Austin. - Laska nie ma zegarka?
- Dobra, mam dosyć, wychodzę - oznajmiła Letizia, jednak zanim wyszła, zdążyła poczekać dwie minuty na jakąś spektakularną reakcję chłopaków. Odeszła dopiero, kiedy zrozumiała, że obydwaj nawet nie zauważyliby jej nieobecności.
- Widzisz, jakiego masz super przyjaciela? - zapytał Lynch, rozsiadając się wygodnie na kanapie. - Straciłem partnerkę w imię czekania razem z tobą na... A, no właśnie. Nie rozumiem, dlaczego trzymasz w tajemnicy, kim jest ta szczęściara.
- Jak tylko ją zobaczysz, zrozumiesz - odparł Josh krótko i ruszył w stronę drzwi.
Austin w napięciu czekał, aż zobaczy ukochaną przyjaciela po raz pierwszy. Odkąd tylko pamiętał, Hartley unikał angażowania się w związki. Nie mógł narzekać na brak powodzenia u płci przeciwnej, wiele razy jakaś nieznajoma piękność próbowała się z nim umówić, jednak on z reguły odmawiał - jakby czekał na kogoś naprawdę wyjątkowego. Nagle oznajmił, że znalazł sobie partnerkę na bal, co wszystkich wprawiło w osłupienie. To naprawdę musiała być szczególna osoba, skoro udało jej się zdobyć serce nieugiętego dotychczas Hartleya.
- Strasznie cię przepraszam, ale samochód mamy jest stary i złapałyśmy gumę, a komórka mi się rozładowała i nie mogłam do ciebie zadzwonić... - dziewczyna mówiła bardzo szybko, odkąd Josh otworzył jej drzwi.
Austin wstał z miejsca, by zobaczyć twarz tajemniczej nieznajomej po raz pierwszy, a kiedy już mu się to udało, zamarł.
- Josh, mogę cię prosić na słówko? - zapytał niepewnym głosem blondyn, nawet nie witając się z ciemnowłosą. - To jest naprawdę pilne.
- Poczekam na zewnątrz - stwierdziła pogodnie i skradła pocałunek z ust niebieskookiego, po czym wyszła, zostawiając przyjaciół sam na sam. Josh spojrzał na Austina z wyrzutem.
- Coś ci się nie podoba? - spytał.
- Coś? - powtórzył Lynch z niedowierzaniem. - Nawet więcej, niż coś! Stary, ty wiesz, kim jest ta dziewczyna? Już zapomniałeś, jak nabijała się z ciebie? Przecież to jest ta mała ćpunka, która...
- Ma na imię Paige - przerwał Hartley stanowczo. - Myślałem, że jako mój przyjaciel ucieszysz się z tego, że w końcu jestem szczęśliwy.
- A ja myślałem, że obaj jesteśmy ulepieni z jednej gliny - rzekł smętnie Austin. - Do tej pory gardziliśmy takimi, jak ona i mieliśmy ku temu powody. Ta laska cię wykiwa, zobaczysz. Poudaje grzeczną, a potem poczęstuje cię koksem, okradnie z całej kasy i zostawi.
- Twoja wyobraźnia jest po prostu zabójcza.
- Lepsza wybujała, niż żadna - warknął. - Wiesz co? W dupie mam cały ten bal.
Austin minął przyjaciela i wyszedł, a kiedy minął brunetkę na zewnątrz, posłał jej mordercze spojrzenie. Martwił się o Josha, czuł się bowiem za niego odpowiedzialny. Zawsze to Lynch szalał bardziej, Hartley był raczej typem harcerzyka. Po raz pierwszy dał szansę drugiemu człowiekowi i akurat musiała to być narkomanka, która niejednokrotnie okryła się hańbą na oczach całego miasta. Austin był pewny, że ta dziewczyna pociągnie Josha na dno, a jednak czuł się bezradny, choć był zdeterminowany, by uchronić niebieskookiego przed problemami.
- Idziemy w końcu na ten bal? - zapytała Paige niepewnie. - Bo wiesz, twój przyjaciel chyba nie był zachwycony moją obecnością.
- Nie chcę go teraz widzieć - odparł Josh i podszedł do brunetki, po czym bez pytania o zgodę objął ją w pasie. - Urządzimy sobie nasz własny bal tutaj, co ty na to? - zapytał, jednak nie usłyszał odpowiedzi, ponieważ Paige natychmiast zamknęła mu usta namiętnym pocałunkiem.
***
Kiedy bez pytania wszedł do jej domu, natychmiast do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach jej ulubionych perfum. Zdziwiło go to, bo odkąd Josha nie było z nimi, dziewczyna nie dbała o siebie, nie wychodziła z domu i nie zależało jej na tym, by czuć się dobrze w swoim własnym ciele. Żyła, oddychała, a mimo to nie funkcjonowała tak, jak każdy inny człowiek. Była skupiona tylko i wyłącznie na żałobie, która okazała się wyzwaniem o wiele bardziej wymagającym, niż odwyk czy zmierzenie się z nieplanowaną ciążą. Wielu ludzi próbowało jej pomóc, jednak w którymś momencie wykrzyczała im, że chyba są naiwni, skoro sądzą, że mogłaby kiedykolwiek otrząsnąć się po stracie najbliższej osoby. Kiedy Adrianą zajmowała się babcia, Paige izolowała się od ludzi, całe dnie spędzając w łóżku. Miała depresję i choć nikt tego nie potwierdził, nie byłoby zaskoczeniem, gdyby próbowała odebrać sobie życie. Lynch wykorzystał moment, kiedy brunetka nie zamknęła drzwi na klucz. Zatrzymał się przed jej sypialnią, po czym zajrzał do środka.
Brunetka stała przed lustrem w czarnej sukience, która podkreślała jej sylwetkę, ostatnio aż zbyt szczupłą, co z pewnością spowodowane było silnymi przeżyciami. Ciało spryskiwała perfumami, łapczywie wdychając ich woń, jakby miało to dla niej o wiele większe znaczenie, niż po prostu troszczenie się o samą siebie.
- Dostałam je od Josha - wyjaśniła, a Austin nie był pewien, czy mówiła do niego. Dotychczas sądził, że znajduje się w bezpiecznym miejscu, a ciemnowłosa nie wie, że pojawił się w jej domu. - Dzień przed wyjazdem na jego ostatnią misję - mówiła dalej. - Kiedy Adriana już spała, Josh zawołał mnie do sypialni i wręczył perfumy w prezencie. Początkowo ich zapach trochę mnie odstraszył, był tak słodki, kompletnie nie pasujący do mnie. Wtedy Josh opryskał nimi swój mundur, a także każdą rzecz, którą zabierał ze sobą i powiedział, że chce dobrze zapamiętać ten zapach. Miał go trzymać przy życiu i sprawiać wrażenie, że pomimo dystansu, jaki nas dzieli, ja jestem cały czas blisko niego. Obiecałam mu, że w dniu jego powrotu perfumy będą jedyną rzeczą, jaka znajdzie się na moim ciele. Od tamtej pory zakochałam się w tym zapachu tak samo, jak Josh we mnie i ja w nim. Każdego dnia czekałam na moment, kiedy będziemy mogli razem cieszyć się z wizji, którą nakreślił nam Josh. Nie mogliśmy doczekać się tej chwili. Zabijała nas rozłąka, a jednocześnie byliśmy szczęśliwi na myśl o tym, że każda upływająca godzina przybliża nas do kolejnego spotkania.
Dziewczyna przerwała.
- Gdybym była całkiem sama, wycofałabym się z życia, żeby być z tobą, najdroższy - powiedziała, a Austin poczuł, że serce zaczyna bić mu mocniej. - Ale ja nie jestem sama. Mam Adrianę.
- Masz też mnie - rzekł wreszcie Austin, wychodząc z ukrycia, a ciemne oczy Paige szybko powędrowały w jego kierunku.
- Przecież ty mnie nienawidzisz i to od samego początku - zauważyła. - Zasłużyłam sobie na to.
- Josh był dla mnie jak brat - stwierdził blondyn, z każdym słowem stawiając kolejny krok w stronę kobiety. - Byłem jego najlepszym przyjacielem, a teraz jestem też twoim. Josh życzyłby sobie, abym zaopiekował się tobą i Adrianą. Nie pozwolę wam cierpieć, rozumiesz? Będę przy tobie, abyś nie zrobiła niczego głupiego.
- I jakoś wytrzymasz widok mojej wstrętnej twarzy? - zapytała, a on uśmiechnął się.
- W dzieciństwie nienawidziłem brukselek, ale z czasem przywykłem - odpowiedział, po czym przytulił ją, po raz pierwszy w życiu będąc obok niej tak blisko. - Do ciebie też będę musiał się przyzwyczaić.
Kiedy łzy brunetki lądowały na ramieniu blondyna, mężczyzna czuł, że robi coś naprawdę dobrego i pożytecznego, jednak mimo to w jego głowie krążyła myśl: ,,Josh, ty skurczybyku, jak mogłeś wpakować mnie w coś takiego?''. Będzie musiał się zmusić, by polubić Paige, jednak życie wymaga poświęceń, a to, które stało przed Austinem, było w imię prawdziwej przyjaźni, co automatycznie czyniło je silniejszym od pozostałych.
***
- Przyznaj, że wtedy nawet ty sam nie wierzyłeś, że zdołasz się do mnie przekonać - powiedziała Paige, ocierając łzę wzruszenia, jaka pojawiła się na jej policzku już kilka minut wcześniej. - Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
- Dobrze, że to powiedziałaś - rzekł Austin z powagą. - Oboje wiemy, że przede mną trudna i bardzo ryzykowna operacja. Nie, Paige, daj mi dokończyć - powiedział stanowczo, kiedy brunetka już miała mu przerwać. - Jeśli coś pójdzie nie tak, będziesz musiała nauczyć się tego, co przeraża cię najbardziej - życia beze mnie. Wiem, że się boisz, ale jestem pewien, że dasz sobie radę. Cokolwiek się stanie, ty musisz być silna i nie wolno ci się załamać. Masz córkę, która potrzebuje mamy. Masz wokół ludzi, którzy będą nad tobą czuwać, kiedy ja już nie będę mógł tego robić. Rozmawiałem z Peterem. Obiecał, że się tobą zajmie, podobnie jak Naomi i Russell.
- Ale ja chcę ciebie... - powiedziała przez łzy. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Austin.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie - poprosił, a kiedy Paige spojrzała na niego, poczuła się przytłoczona. Szeroki uśmiech na twarzy blondyna nijak nie pasował do rozmowy, którą prowadzili. - Jeśli moje życie się zakończy, ty będziesz musiała żyć dalej. Chcę mieć pewność, że będziesz szczęśliwa i szybko staniesz na nogi po moim odejściu. Obiecaj mi, że będziesz walczyć jak lew i nie odtrącisz żadnej dłoni, które zaoferuje ci pomoc i wsparcie. Chcę też, abyś mi obiecała, że po jakimś czasie dasz szansę miłości.
- O czym ty w ogóle mówisz? - zapytała, kompletnie zdezorientowana. - Kocham tylko ciebie.
- Ale będziesz potrzebowała kogoś, kto mnie zastąpi - Austin szedł w zaparte. - Nie bój się zakochać, Paige. Miłość to tak cudowny wynalazek, że pomoże ci przez to wszystko przejść. Każdy z nas potrzebuje drugiej połówki, a ty jesteś wspaniała i na pewno...
- Zamknij się już - szepnęła i pocałowała go tak, jakby po raz ostatni mogła to zrobić.
To, co działo się później, pamiętała jak przez mgłę. Kiedy lekarze wieźli Austina na salę operacyjną, Paige szła za nimi i nie odrywała wzroku od blondyna, który powoli zamykał oczy. Na moment, nim odpłynął, wyszeptał: ,,Kocham cię'', a ona odpowiedziała mu tym samym i zatrzymała się, kiedy jakaś kobieta w kitlu oznajmiła, że nie może iść dalej. Paige usiadła na krześle obok Petera i westchnęła, czując, jak jej serce bije niczym oszalałe. Teraz miało nadejść to najgorsze - czekanie na upragnioną informację, że operacja się udała. Tak bardzo chciała to usłyszeć, że powtarzała to sobie w myślach jak mantrę. Odliczała minuty do finału batalii o zdrowie i życie Austina, modląc się o jej pomyślne zakończenie.
- Daj mi rękę - szepnął ledwie słyszalnie, a dziewczyna szybko spełniła jego prośbę. Kiedy poczuła jego dotyk na swej skórze, automatycznie odczuła potrzebę rozpłakania się. A co, jeśli mogą po raz ostatni być tak blisko siebie, czuć siebie nawzajem i rozkoszować się swoją obecnością? - Nie denerwuj się tak.
- Żartujesz? - spytała rozpaczliwie.
- Porozmawiajmy o czymś przyjemnym - zaproponował. - Na przykład o tym, jak się poznaliśmy.
- To ma być przyjemne? Nienawidziłeś mnie - rzekła i musiała przyznać, że jego metoda rozweselenia jej, naprawdę działała, ponieważ na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Dwóch osiemnastolatków siedziało w salonie, co jakiś czas spoglądając na zegarek. Wszystkiemu przyglądała się jasnowłosa dziewczyna w śliwkowej sukience za kolana i z burzą loków na głowie. Na nosie miała kilkanaście piegów, które dodawały jej uroku, ale niewinny wygląd był tylko pozorny, ponieważ Letizia nie miała opinii grzecznej dziewczynki. Pech chciał, że jej chłopak rzucił ją na dzień przed balem i musiała szybko znaleźć kogoś na zastępstwo, a jedyną sensowną osobą, która się napatoczyła, był Austin Lynch. Chłopak poprawił krawat i uśmiechnął się do blondynki, która nie odrywała wzroku od wyświetlacza swojej komórki. Scenariusz tego wieczoru był oczywisty - Letizia dumnym krokiem wejdzie na salę, pod rękę z przypadkowo poznanym Austinem, aby po paru drinkach zacząć obściskiwać się ze swoim byłym. Blondyn nie łudził się - miał być króciutkim epizodem w życiu szkolnej divy, jednak to mu całkowicie wystarczało. Odkąd tylko pamiętał, nigdy nie czuł pociągu do popularności, jak większość znajomych z jego szkoły. On i Josh trzymali się na uboczu, jako chłopcy z porządnych domów, dobrze ułożeni i kulturalni. Austin miał za sobą dwa związki, z czego ten drugi trwał ponad dwa lata. Obecnie był na ostatniej prostej, by stanąć na nogi i może poszukać nowej miłości, ale na razie jego myśli zajmowała przede wszystkim Letizia. Już sobie wyobrażał miny kolegów i koleżanek, którzy zobaczą, jak zwyczajny i nie wywołujący żadnych skandali osiemnastolatek, przeżyje pierwszy taniec z właścicielką najgorętszego nazwiska tego roku.
- A może jednak pojedziemy już do szkoły? - zapytała Letizia, ostentacyjnie żując gumę, czemu towarzyszyło odpychające mlaskanie.
- Przecież sama mówiłaś, że dobrze jest się trochę spóźnić i zrobić mocne wejście - zauważył Austin, a przysłuchujący się tej rozmowie Josh uśmiechnął się pod nosem.
- Tak, ale miałam na myśli co najwyżej kwadrans, a nie godzinę!
- Nie panikuj! - powiedział głośno blondyn i podszedł do przyjaciela, coraz mocniej poirytowany zachowaniem dziewczyny. - Na co my jeszcze czekamy?
- Nie na co, tylko na kogo - poprawił go Hartley. - I dobrze wiesz, więc naprawdę nie rozumiem, po co pytasz.
- Po co? - zdziwił się Austin. - Laska nie ma zegarka?
- Dobra, mam dosyć, wychodzę - oznajmiła Letizia, jednak zanim wyszła, zdążyła poczekać dwie minuty na jakąś spektakularną reakcję chłopaków. Odeszła dopiero, kiedy zrozumiała, że obydwaj nawet nie zauważyliby jej nieobecności.
- Widzisz, jakiego masz super przyjaciela? - zapytał Lynch, rozsiadając się wygodnie na kanapie. - Straciłem partnerkę w imię czekania razem z tobą na... A, no właśnie. Nie rozumiem, dlaczego trzymasz w tajemnicy, kim jest ta szczęściara.
- Jak tylko ją zobaczysz, zrozumiesz - odparł Josh krótko i ruszył w stronę drzwi.
Austin w napięciu czekał, aż zobaczy ukochaną przyjaciela po raz pierwszy. Odkąd tylko pamiętał, Hartley unikał angażowania się w związki. Nie mógł narzekać na brak powodzenia u płci przeciwnej, wiele razy jakaś nieznajoma piękność próbowała się z nim umówić, jednak on z reguły odmawiał - jakby czekał na kogoś naprawdę wyjątkowego. Nagle oznajmił, że znalazł sobie partnerkę na bal, co wszystkich wprawiło w osłupienie. To naprawdę musiała być szczególna osoba, skoro udało jej się zdobyć serce nieugiętego dotychczas Hartleya.
- Strasznie cię przepraszam, ale samochód mamy jest stary i złapałyśmy gumę, a komórka mi się rozładowała i nie mogłam do ciebie zadzwonić... - dziewczyna mówiła bardzo szybko, odkąd Josh otworzył jej drzwi.
Austin wstał z miejsca, by zobaczyć twarz tajemniczej nieznajomej po raz pierwszy, a kiedy już mu się to udało, zamarł.
- Josh, mogę cię prosić na słówko? - zapytał niepewnym głosem blondyn, nawet nie witając się z ciemnowłosą. - To jest naprawdę pilne.
- Poczekam na zewnątrz - stwierdziła pogodnie i skradła pocałunek z ust niebieskookiego, po czym wyszła, zostawiając przyjaciół sam na sam. Josh spojrzał na Austina z wyrzutem.
- Coś ci się nie podoba? - spytał.
- Coś? - powtórzył Lynch z niedowierzaniem. - Nawet więcej, niż coś! Stary, ty wiesz, kim jest ta dziewczyna? Już zapomniałeś, jak nabijała się z ciebie? Przecież to jest ta mała ćpunka, która...
- Ma na imię Paige - przerwał Hartley stanowczo. - Myślałem, że jako mój przyjaciel ucieszysz się z tego, że w końcu jestem szczęśliwy.
- A ja myślałem, że obaj jesteśmy ulepieni z jednej gliny - rzekł smętnie Austin. - Do tej pory gardziliśmy takimi, jak ona i mieliśmy ku temu powody. Ta laska cię wykiwa, zobaczysz. Poudaje grzeczną, a potem poczęstuje cię koksem, okradnie z całej kasy i zostawi.
- Twoja wyobraźnia jest po prostu zabójcza.
- Lepsza wybujała, niż żadna - warknął. - Wiesz co? W dupie mam cały ten bal.
Austin minął przyjaciela i wyszedł, a kiedy minął brunetkę na zewnątrz, posłał jej mordercze spojrzenie. Martwił się o Josha, czuł się bowiem za niego odpowiedzialny. Zawsze to Lynch szalał bardziej, Hartley był raczej typem harcerzyka. Po raz pierwszy dał szansę drugiemu człowiekowi i akurat musiała to być narkomanka, która niejednokrotnie okryła się hańbą na oczach całego miasta. Austin był pewny, że ta dziewczyna pociągnie Josha na dno, a jednak czuł się bezradny, choć był zdeterminowany, by uchronić niebieskookiego przed problemami.
- Idziemy w końcu na ten bal? - zapytała Paige niepewnie. - Bo wiesz, twój przyjaciel chyba nie był zachwycony moją obecnością.
- Nie chcę go teraz widzieć - odparł Josh i podszedł do brunetki, po czym bez pytania o zgodę objął ją w pasie. - Urządzimy sobie nasz własny bal tutaj, co ty na to? - zapytał, jednak nie usłyszał odpowiedzi, ponieważ Paige natychmiast zamknęła mu usta namiętnym pocałunkiem.
***
Kiedy bez pytania wszedł do jej domu, natychmiast do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach jej ulubionych perfum. Zdziwiło go to, bo odkąd Josha nie było z nimi, dziewczyna nie dbała o siebie, nie wychodziła z domu i nie zależało jej na tym, by czuć się dobrze w swoim własnym ciele. Żyła, oddychała, a mimo to nie funkcjonowała tak, jak każdy inny człowiek. Była skupiona tylko i wyłącznie na żałobie, która okazała się wyzwaniem o wiele bardziej wymagającym, niż odwyk czy zmierzenie się z nieplanowaną ciążą. Wielu ludzi próbowało jej pomóc, jednak w którymś momencie wykrzyczała im, że chyba są naiwni, skoro sądzą, że mogłaby kiedykolwiek otrząsnąć się po stracie najbliższej osoby. Kiedy Adrianą zajmowała się babcia, Paige izolowała się od ludzi, całe dnie spędzając w łóżku. Miała depresję i choć nikt tego nie potwierdził, nie byłoby zaskoczeniem, gdyby próbowała odebrać sobie życie. Lynch wykorzystał moment, kiedy brunetka nie zamknęła drzwi na klucz. Zatrzymał się przed jej sypialnią, po czym zajrzał do środka.
Brunetka stała przed lustrem w czarnej sukience, która podkreślała jej sylwetkę, ostatnio aż zbyt szczupłą, co z pewnością spowodowane było silnymi przeżyciami. Ciało spryskiwała perfumami, łapczywie wdychając ich woń, jakby miało to dla niej o wiele większe znaczenie, niż po prostu troszczenie się o samą siebie.
- Dostałam je od Josha - wyjaśniła, a Austin nie był pewien, czy mówiła do niego. Dotychczas sądził, że znajduje się w bezpiecznym miejscu, a ciemnowłosa nie wie, że pojawił się w jej domu. - Dzień przed wyjazdem na jego ostatnią misję - mówiła dalej. - Kiedy Adriana już spała, Josh zawołał mnie do sypialni i wręczył perfumy w prezencie. Początkowo ich zapach trochę mnie odstraszył, był tak słodki, kompletnie nie pasujący do mnie. Wtedy Josh opryskał nimi swój mundur, a także każdą rzecz, którą zabierał ze sobą i powiedział, że chce dobrze zapamiętać ten zapach. Miał go trzymać przy życiu i sprawiać wrażenie, że pomimo dystansu, jaki nas dzieli, ja jestem cały czas blisko niego. Obiecałam mu, że w dniu jego powrotu perfumy będą jedyną rzeczą, jaka znajdzie się na moim ciele. Od tamtej pory zakochałam się w tym zapachu tak samo, jak Josh we mnie i ja w nim. Każdego dnia czekałam na moment, kiedy będziemy mogli razem cieszyć się z wizji, którą nakreślił nam Josh. Nie mogliśmy doczekać się tej chwili. Zabijała nas rozłąka, a jednocześnie byliśmy szczęśliwi na myśl o tym, że każda upływająca godzina przybliża nas do kolejnego spotkania.
Dziewczyna przerwała.
- Gdybym była całkiem sama, wycofałabym się z życia, żeby być z tobą, najdroższy - powiedziała, a Austin poczuł, że serce zaczyna bić mu mocniej. - Ale ja nie jestem sama. Mam Adrianę.
- Masz też mnie - rzekł wreszcie Austin, wychodząc z ukrycia, a ciemne oczy Paige szybko powędrowały w jego kierunku.
- Przecież ty mnie nienawidzisz i to od samego początku - zauważyła. - Zasłużyłam sobie na to.
- Josh był dla mnie jak brat - stwierdził blondyn, z każdym słowem stawiając kolejny krok w stronę kobiety. - Byłem jego najlepszym przyjacielem, a teraz jestem też twoim. Josh życzyłby sobie, abym zaopiekował się tobą i Adrianą. Nie pozwolę wam cierpieć, rozumiesz? Będę przy tobie, abyś nie zrobiła niczego głupiego.
- I jakoś wytrzymasz widok mojej wstrętnej twarzy? - zapytała, a on uśmiechnął się.
- W dzieciństwie nienawidziłem brukselek, ale z czasem przywykłem - odpowiedział, po czym przytulił ją, po raz pierwszy w życiu będąc obok niej tak blisko. - Do ciebie też będę musiał się przyzwyczaić.
Kiedy łzy brunetki lądowały na ramieniu blondyna, mężczyzna czuł, że robi coś naprawdę dobrego i pożytecznego, jednak mimo to w jego głowie krążyła myśl: ,,Josh, ty skurczybyku, jak mogłeś wpakować mnie w coś takiego?''. Będzie musiał się zmusić, by polubić Paige, jednak życie wymaga poświęceń, a to, które stało przed Austinem, było w imię prawdziwej przyjaźni, co automatycznie czyniło je silniejszym od pozostałych.
***
- Przyznaj, że wtedy nawet ty sam nie wierzyłeś, że zdołasz się do mnie przekonać - powiedziała Paige, ocierając łzę wzruszenia, jaka pojawiła się na jej policzku już kilka minut wcześniej. - Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
- Dobrze, że to powiedziałaś - rzekł Austin z powagą. - Oboje wiemy, że przede mną trudna i bardzo ryzykowna operacja. Nie, Paige, daj mi dokończyć - powiedział stanowczo, kiedy brunetka już miała mu przerwać. - Jeśli coś pójdzie nie tak, będziesz musiała nauczyć się tego, co przeraża cię najbardziej - życia beze mnie. Wiem, że się boisz, ale jestem pewien, że dasz sobie radę. Cokolwiek się stanie, ty musisz być silna i nie wolno ci się załamać. Masz córkę, która potrzebuje mamy. Masz wokół ludzi, którzy będą nad tobą czuwać, kiedy ja już nie będę mógł tego robić. Rozmawiałem z Peterem. Obiecał, że się tobą zajmie, podobnie jak Naomi i Russell.
- Ale ja chcę ciebie... - powiedziała przez łzy. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Austin.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie - poprosił, a kiedy Paige spojrzała na niego, poczuła się przytłoczona. Szeroki uśmiech na twarzy blondyna nijak nie pasował do rozmowy, którą prowadzili. - Jeśli moje życie się zakończy, ty będziesz musiała żyć dalej. Chcę mieć pewność, że będziesz szczęśliwa i szybko staniesz na nogi po moim odejściu. Obiecaj mi, że będziesz walczyć jak lew i nie odtrącisz żadnej dłoni, które zaoferuje ci pomoc i wsparcie. Chcę też, abyś mi obiecała, że po jakimś czasie dasz szansę miłości.
- O czym ty w ogóle mówisz? - zapytała, kompletnie zdezorientowana. - Kocham tylko ciebie.
- Ale będziesz potrzebowała kogoś, kto mnie zastąpi - Austin szedł w zaparte. - Nie bój się zakochać, Paige. Miłość to tak cudowny wynalazek, że pomoże ci przez to wszystko przejść. Każdy z nas potrzebuje drugiej połówki, a ty jesteś wspaniała i na pewno...
- Zamknij się już - szepnęła i pocałowała go tak, jakby po raz ostatni mogła to zrobić.
To, co działo się później, pamiętała jak przez mgłę. Kiedy lekarze wieźli Austina na salę operacyjną, Paige szła za nimi i nie odrywała wzroku od blondyna, który powoli zamykał oczy. Na moment, nim odpłynął, wyszeptał: ,,Kocham cię'', a ona odpowiedziała mu tym samym i zatrzymała się, kiedy jakaś kobieta w kitlu oznajmiła, że nie może iść dalej. Paige usiadła na krześle obok Petera i westchnęła, czując, jak jej serce bije niczym oszalałe. Teraz miało nadejść to najgorsze - czekanie na upragnioną informację, że operacja się udała. Tak bardzo chciała to usłyszeć, że powtarzała to sobie w myślach jak mantrę. Odliczała minuty do finału batalii o zdrowie i życie Austina, modląc się o jej pomyślne zakończenie.
Nie bój się zakochać, Paige... Nie bój się zakochać...
***
Christina Perri - Distance
Mężczyzna siedział na kanapie w salonie z zamyśloną miną. W jego głowie wciąż pojawiały się sytuacje, których był świadkiem. W swoim zawodzie wielokrotnie widział ludzi, którzy w napięciu czekali na wynik operacji jak na wyrok. Jego zadaniem nie było po prostu pomóc pacjentowi, ponieważ ci ludzie, którzy na korytarzu odchodzili od zmysłów, również potrzebowali jego wsparcia. Mówił im wówczas, że wszystko będzie dobrze i dotychczas nikogo nie oszukał - faktycznie, każdy zabieg kończył się łzami, lecz nie smutku, a szczęścia i wdzięczności. Dziś, choć to nie on wykonywał operację Austina, nie wiedziałby, co powiedzieć Paige, Joshowi i pozostałym, wiedział jednak, jakie słowa musiał skierować pod adresem żony. Niewiele miało to wspólnego z przeszczepem serca jej brata, mimo to Russell nie mógł zrezygnować. Kiedy usłyszał, jak Naomi wchodzi do domu, wstał i poczekał, aż wejdzie do salonu. Spojrzała na niego, jak gdyby nigdy nic, po czym uśmiechnęła się i podeszła do męża, chcąc go uściskać, jednak ten odsunął się, uniemożliwiając jej to.
- O co chodzi? - zapytała niewinnie. - Pewnie masz mi za złe, że nie byłam dzisiaj w szpitalu. Zanim zarzucisz mi, że nie kocham własnego brata...
- Naprawdę masz mnie za aż takiego potwora? - spytał Russell, a blondynka pokręciła głową.
- Chciałam być przy nim, ale musiałam być gdzieś indziej.
- Niech zgadnę - rzekł. - Cokolwiek dzisiaj robiłaś, było to związane z adopcją.
- Mówisz to tak, jakby było w tym coś złego - zauważyła. - Mam ci przypomnieć, że robię to dla nas obojga? Jestem dziś najszczęśliwszą osobą na świecie, bo właśnie się dowiedziałam, że mały Angelo może wkrótce...
- Naomi, to koniec - przerwał jej, a dziewczyna nie od razu zrozumiała, co powiedział. - Kiedy cię zdradziłem, wiedziałem, że zniszczyłem nasze małżeństwo. Byłem pewien, że mnie kochasz, ale ja sam nie wybaczyłbym, gdybym był na twoim miejscu. A ty tak po prostu postanowiłaś o wszystkim zapomnieć i udawać, że nic się nie stało. Początkowo nawet nie zamierzałem się zastanawiać, dlaczego tak zadecydowałaś. Cieszyłem się, jak dziecko, kiedy zrozumiałem, że nie chcesz się ze mną rozwieść. A jednak, nic nie wyglądało tak, jakbyś naprawdę mi wybaczyła. Odtrącałaś mnie, nie odzywałaś się ani słowem, traktowałaś mnie jak kogoś obcego w swoim domu. Nie wiedziałem, co robić. Tak bardzo chciałem znów na ciebie zasługiwać, ale ty nie dawałaś mi na to szansy. Może gdybyś zareagowała jak każda inna kobieta, miałbym motywację, by o ciebie walczyć? Bo ja nie umiałem walczyć, kiedy cały czas zachowywałaś się tak, jakby tej zdrady w ogóle nie było, jednocześnie mną gardząc.
- Naprawdę musimy to teraz rozgrzebywać? Przyszłam z radosną nowiną, a ty...
- Dzisiaj zrozumiałem - powiedział i uśmiechnął się ironicznie. - Byłem ci potrzebny, bo nikt nie pozwoliłby ci na adopcję, gdybyś nie miała cudownego męża u boku, wielkiego domu i kasy jak lodu, słowem wszystkiego, aby zapewnić dziecku dobrobyt. Bałaś się, że jak odejdę, będziesz musiała się wyprowadzić, bo to mój dom. Gdyby nie ja, nie miałabyś niczego i tylko idiota dałby ci dzieciaka do opieki.
Naomi nie wytrzymała i spoliczkowała męża w policzek. Już po chwili pożałowała swojej impulsywności, rzadko bowiem zdarzało jej się stracić nad sobą panowanie.
- Przepraszam... - szepnęła, chcąc podejść do Russella i przytulić go, ten jednak zmusił ją do zachowania dystansu. - Przecież oboje chcieliśmy mieć to dziecko.
- Chcieliśmy być rodziną, Naomi - poprawił ją. - Wiesz, jak ja widziałem naszą przyszłość? Ja i gdzieś dalej ty i twoje dziecko. Odpychałabyś mnie tak, jak robiłaś to dotychczas, bo cokolwiek powiem, ty od razu przypominasz sobie błąd, jaki popełniłem, zdradzając cię. Pragnę być z tobą i mieć z tobą dziecko, ale ty wcale nie pożądasz mnie. Ty chcesz tylko zostać matką i wiesz, życzę ci tego z całego serca. Zostawiam ci dom. Być może z innym facetem uda ci się spełnić to marzenie.
- Russell! - krzyknęła, kiedy rudowłosy zaczął zbliżać się w stronę drzwi, wlokąc za sobą walizkę. - Nie próbuj zwalać winy na mnie! To nie moja wina, że już nie potrafię ciebie kochać.
Mężczyzna spojrzał na nią i widział w jej oczach prawdziwy żal. Czuł dziś dokładnie to samo, teraz jednak był o wiele bardziej przygnębiony. Dotychczas nie sądził, że Naomi faktycznie nie czuje już do niego tego, co w dniu ślubu. Chciał wierzyć, że to nie może być prawda, a jednak.
- A ja nie potrafię cię nie kochać - powiedział cicho i spojrzał na blondynkę po raz ostatni, nim wyszedł z domu. - I nigdy się tego nie nauczę.
***
- O co chodzi? - zapytała niewinnie. - Pewnie masz mi za złe, że nie byłam dzisiaj w szpitalu. Zanim zarzucisz mi, że nie kocham własnego brata...
- Naprawdę masz mnie za aż takiego potwora? - spytał Russell, a blondynka pokręciła głową.
- Chciałam być przy nim, ale musiałam być gdzieś indziej.
- Niech zgadnę - rzekł. - Cokolwiek dzisiaj robiłaś, było to związane z adopcją.
- Mówisz to tak, jakby było w tym coś złego - zauważyła. - Mam ci przypomnieć, że robię to dla nas obojga? Jestem dziś najszczęśliwszą osobą na świecie, bo właśnie się dowiedziałam, że mały Angelo może wkrótce...
- Naomi, to koniec - przerwał jej, a dziewczyna nie od razu zrozumiała, co powiedział. - Kiedy cię zdradziłem, wiedziałem, że zniszczyłem nasze małżeństwo. Byłem pewien, że mnie kochasz, ale ja sam nie wybaczyłbym, gdybym był na twoim miejscu. A ty tak po prostu postanowiłaś o wszystkim zapomnieć i udawać, że nic się nie stało. Początkowo nawet nie zamierzałem się zastanawiać, dlaczego tak zadecydowałaś. Cieszyłem się, jak dziecko, kiedy zrozumiałem, że nie chcesz się ze mną rozwieść. A jednak, nic nie wyglądało tak, jakbyś naprawdę mi wybaczyła. Odtrącałaś mnie, nie odzywałaś się ani słowem, traktowałaś mnie jak kogoś obcego w swoim domu. Nie wiedziałem, co robić. Tak bardzo chciałem znów na ciebie zasługiwać, ale ty nie dawałaś mi na to szansy. Może gdybyś zareagowała jak każda inna kobieta, miałbym motywację, by o ciebie walczyć? Bo ja nie umiałem walczyć, kiedy cały czas zachowywałaś się tak, jakby tej zdrady w ogóle nie było, jednocześnie mną gardząc.
- Naprawdę musimy to teraz rozgrzebywać? Przyszłam z radosną nowiną, a ty...
- Dzisiaj zrozumiałem - powiedział i uśmiechnął się ironicznie. - Byłem ci potrzebny, bo nikt nie pozwoliłby ci na adopcję, gdybyś nie miała cudownego męża u boku, wielkiego domu i kasy jak lodu, słowem wszystkiego, aby zapewnić dziecku dobrobyt. Bałaś się, że jak odejdę, będziesz musiała się wyprowadzić, bo to mój dom. Gdyby nie ja, nie miałabyś niczego i tylko idiota dałby ci dzieciaka do opieki.
Naomi nie wytrzymała i spoliczkowała męża w policzek. Już po chwili pożałowała swojej impulsywności, rzadko bowiem zdarzało jej się stracić nad sobą panowanie.
- Przepraszam... - szepnęła, chcąc podejść do Russella i przytulić go, ten jednak zmusił ją do zachowania dystansu. - Przecież oboje chcieliśmy mieć to dziecko.
- Chcieliśmy być rodziną, Naomi - poprawił ją. - Wiesz, jak ja widziałem naszą przyszłość? Ja i gdzieś dalej ty i twoje dziecko. Odpychałabyś mnie tak, jak robiłaś to dotychczas, bo cokolwiek powiem, ty od razu przypominasz sobie błąd, jaki popełniłem, zdradzając cię. Pragnę być z tobą i mieć z tobą dziecko, ale ty wcale nie pożądasz mnie. Ty chcesz tylko zostać matką i wiesz, życzę ci tego z całego serca. Zostawiam ci dom. Być może z innym facetem uda ci się spełnić to marzenie.
- Russell! - krzyknęła, kiedy rudowłosy zaczął zbliżać się w stronę drzwi, wlokąc za sobą walizkę. - Nie próbuj zwalać winy na mnie! To nie moja wina, że już nie potrafię ciebie kochać.
Mężczyzna spojrzał na nią i widział w jej oczach prawdziwy żal. Czuł dziś dokładnie to samo, teraz jednak był o wiele bardziej przygnębiony. Dotychczas nie sądził, że Naomi faktycznie nie czuje już do niego tego, co w dniu ślubu. Chciał wierzyć, że to nie może być prawda, a jednak.
- A ja nie potrafię cię nie kochać - powiedział cicho i spojrzał na blondynkę po raz ostatni, nim wyszedł z domu. - I nigdy się tego nie nauczę.
***
Wracam jutro :)
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* tak jak pisałam wczoraj, wracam dzisiaj. Wczoraj i przedwczoraj miałam tyle na głowie, że nie wiedziałam za co się zabrać. Na szczęście dzisiaj już mam troszkę więcej luzu, więc jak zawsze wykorzystuję to na chwilę przyjemności z Twoim opowiadaniem. Nowość pojawiła się naprawdę szybko, aż sama byłam zaskoczona. Rozpieszczasz nas, a jak się przyzwyczaimy to co wtedy? :P nie no, lepiej, żeby częstotliwość dodawania nowości była mniejsza, bo wtedy tak szybko nie zakończysz tej historii, co dla mnie jest dużym plusem :) dobrze, koniec gadania, zabieram się za najważniejsze :)
OdpowiedzUsuńZawsze podobały mi się tytuły Twoich rozdziałów. Niby zwyczajne, ale czasami potrafią naprawdę chwycić za serce i bardzo dużo wprowadzają do rozdziału. Zawsze mówiłaś, że nie jesteś z nich zadowolona i nigdy nie rozumiałam dlaczego... dla mnie są one naprawdę piękne i nie chciałabym, żebyś cokolwiek w nich zmieniała :) Naomi wkurzyła mnie swoim zachowaniem. Od początku opowiadania nic do niej nie miałam. Uważałam, że jest naprawdę fajną osobą, a kiedy czytałam o tym jaka jest szczęśliwa ze swoim mężem, to aż jej zazdrościłam. Ja sama na początku też myślałam, że pozwoliła Russellowi zostać w domu, bo nie chciała rozwodu, że chciała jakoś odbudować ich małżeństwo. Ale po przeczytaniu tego fragmentu chyba zacznę zmieniać zdanie... sama jestem ciekawa, co wstąpiło w tą kobietę, że tak się zmieniła. Rozumiem, że zdrada ukochanej osoby boli niemiłosiernie, ale takie zachowanie aż nie pasuje do Naomi.
Tak właśnie myślałam, że Vanessa miała swój udział w rozpadzie małżeństwa Naomi i Russella. Na początku nie podejrzewałam nawet, że to ona mogła być powodem zdrady, ale taka atrakcyjna dziewczyna jak ona z pewnością nie miałaby problemu z uwiedzeniem niejednego mężczyzny. Sama jestem ciekawa co też się dowiedziała odnośnie Naomi, dlaczego chciała by Russell został w domu. Ja już mam swoje podejrzenia, ale na razie zachowam je dla siebie i w odpowiedniej chwili się nimi z Tobą podzielę :) już nawet ja zaczęłam się denerwować operacją Austina. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, że przeszczep się uda i nie będzie już tych nerwów o życie chłopaka. Wspomnienie jak Paige i Austin się poznali wywołało uśmiech na mojej twarzy mimo, że nie darzyli się wielką sympatią. Sama jestem ciekawa co takiego się wydarzyło, że nienawiść Austina do Paige przerodziła się w wielką miłość... to aż nieprawdopodobne, że coś takiego mogło się w ogóle wydarzyć. Teraz ja sama będę się denerwować o życie Austina i czekać na finał operacji. Oby wszystko się udało :)
Czyli moje podejrzenia się potwierdziły. Naomi chciała zatrzymać Russella w domu tylko po to, by adopcja poszła sprawniej i żeby w ogóle miała możliwość adoptowania dziecka. To chyba logiczne, że nikt nie przyznałby dziecka Naomi, gdyby była bez dachu nad głową, jednym słowem, gdyby nie umiała zapewnić dziecku godziwych warunków do wychowywania. Oczywiście ciesze się, że jej marzenie o byciu mamą się spełniło, ale jednocześnie coś straciła. Russell odszedł zostawiając jej wszystko tak po prostu i zastanawiam się jak to dalej będzie. Czy jeszcze będą szczęśliwą rodziną? Mam taką nadzieję :)
Pozdrawiam i do następnego :) buziaki :* :* :*
Hej :)
UsuńNie wiem czemu, ale moje tytuły z reguły wydają mi się nijakie. Cieszę się, że Ty sądzisz inaczej ;) Gratuluję intuicji odnośnie Naomi.
Dziękuję kochana za opinię i do następnego ;) ;*
Hej Kochana:* Docieram tutaj dopiero teraz, ale nie miała ostatnio czasu. Wiem, że mi to wybaczysz, bo masz dobre serce. Mimo to, przepraszam Cię najmocniej. Postaram się, aby ten komentarz zrekompensował moje spóźnienie.
OdpowiedzUsuńJak pisałam pod poprzednim rozdziałem, wygląd bloga bardzo mi się podoba. Zachwyciły mnie słowa, które znalazły się na nagłówku. Proste, aczkolwiek niebanalne. W dosłowny sposób mówią o uczuciu, które odczuwają wszyscy bohaterowie tej historii. Na dodatek połączenie barw lekkich i przyjemnych dla oka, dodaje uroku temu opowiadaniu.
Teraz przechodzę do komentowania treści odcinka.
Przykro mi czytać o tym chłodzie, który zapanował między Naomi i Russellem. Myślałam, że będą oni przykładem idealnego małżeństwa, chociaż rzeczywistości zrzuca z naszych oczu różowe okulary i pokazuje nam, że idealizm nie istnieje. Sądziłam jednak, że oni wszystkie problemy będą rozwiązywać razem i nic ich nie zniszczy, bo mają siebie. Russell popełnił błąd - najgorszy z możliwych. Rozumiem Naomi. Ciężko jej zrezygnować z mężczyzny, którego kocha ponad wszystko i któremu oddała własne życie, aczkolwiek niełatwo jest jej zapomnieć o zdradzie. Russellowi jest ciężko i niecierpliwi się, ale powinien nie zapominać w takich momentach, że to on wszystko zepsuł. Powinien się bardziej starać. Być obok, aby podać Naomi pomocną dłoń, gdy zabraknie jej sił, nie dokładać zmartwień i nie naciskać, a dać jej czas, aby uporała się z tym, co się wydarzyło. Niełatwo zapomnieć o zdradzie i zacząć żyć, jakby nigdy to nie miało miejsca. Czuję, że to jeszcze długo będzie się odbijać na ich małżeństwie, ale chcę wierzyć, że pewnego dnia odnajdą się ponownie. Uwielbiam ich i to, co czują do siebie. Chciałabym, aby się im udało.
Od początku czułam, że Russell zdradził Naomi z Vanessą. Jak dla mnie jest ona przekreślona na całej linii. Może i wydaje się być sympatyczną, zakręconą i jednocześnie twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, ale każdy kto wpycha swój nos w życie innych jest dla mnie skreślony. Nie wiem jak dalej potoczą się jej losy, ale nie ważne co zrobi, w moich oczach jest skreślona. Przez swój egoizm zniszczyła coś pięknego. I chociaż wiem, że nie powinnam obwiniać tylko jej, bo Russell też brał w tym udział, to jednak.. Gdyby mu nie dała, to on nigdy by nie wziął. Taka prawda.
Wczoraj rozmawiałam z koleżanką o facetach i ich iście irytującym (czasami) stoickim spokoju. Zazdroszczę im tego, że w nawet najbardziej krytycznych sytuacjach, potrafią utrzymać emocje na wodzy. Chciałabym się tego nauczyć, a nie wszystkim się przejmować i biec na złamanie karku, aby się nie spóźnić. Wydaje mi się jednak, że to jest przeznaczone tylko dla mężczyzn, niestety. Austin jest doskonałym tego przykładem.
Pierwsze spotkanie Austina i Paige nie było kolorowe. Nie krytykuję Austina, bo chciał dobrze. Nie znał wtedy Paige na tyle dobrze, by mieć pewność, że przeszłość zostawiła za sobą i teraz stała się normalną dziewczyną. Martwił się o przyjaciela i ja to sobie cenię. Mimo to, nigdy w życiu żadne z nich nie mogło przypuszczać, że kiedyś będą darzyć się tak szaleńczym uczuciem. I chociaż moje serce dalej kibicuje Joshowi i Paige, to jednak staram się nie skreślać Paige i Austina.
OdpowiedzUsuńUroniłam łzę, gdy czytałam ten fragment o perfumach. To co łączyło (nadal łączy według mnie) Paige i Josha była niesamowite. Taka miłość o której marzą wszyscy ludzie na świecie. Miłość, która obdarowuje nadzieją, wiarą, ciepłem, pewnością, bezpieczeństwem i tym wyjątkowym stanem, gdy wiesz, że gdzieś na świecie jest ktoś, co czuje dokładnie to samo, co Ty w tej właśnie chwili. Żałuję, że nie mogę poznawać ich wspólnych losów dalej, że los ich rozdzielił. Pragnę jednak wierzyć, że pewnego dnia znowu znajdą się w tej sypialni, a Paige będzie miała na sobie tylko te perfumy, co oczaruje Josha. Tak, chciałabym tego doczekać. :)
Rozmowa Austina i Paige wywarła na mnie ogromne wrażenie. Mogę się tylko domyślać jak ciężko było Paige słuchać tego wszystkiego, ale wydaje mi się, że człowiek oczekujący na ważną operację, potrzebuje tego. To jest chyba coś w rodzaju oczyszczenia i uporządkowania spraw na wypadek, gdyby już nigdy nie miało się okazji tego zrobić. Mam nadzieję, że operacja się uda, chociaż znacząca część mnie mówi coś innego. Dziwne przeczucie wręcz krzyczy, że to są ostatnie momenty Austina. Sama nie wiem dlaczego.
Kocham tą piosenkę i anielski głos jej autorki. Cieszę się, że się na nią zdecydowałaś, bo pasowała idealnie do tych fragmentów.
Serce mi pękło. Po tym fragmencie mam wrażenie, że oboje wykorzystali się nawzajem. Po takim ciosie jaki zafundował Russell Naomi nie mam prawa jej obwiniać, że oddała się totalnie adopcji. Ale mimo wszystko powinna mu o tym powiedzieć. Powinni spróbować przejść przez to razem - jako rodzina. I nie wierzę, że przez jeden błąd można tak nagle kogoś przestać kochać. Może byłoby tak, gdyby Russell był jedynie przygodną miłostką. Ale nie wtedy, gdy jest jej mężem. Przecież nie za każdego się wychodzić. Trzeba naprawdę darzyć taką osobę niemałym uczuciem, aby odważyć się na taki krok i mieć pewność, że nie będzie się tego żałować. Nie wierzę w słowa Naomi. Po prostu w to nie wierzę!
Kolejny emocjonalny odcinek. Jesteś mistrzynią. Twoje opisy oczarowują, fabuła zachwyca, a kreacja bohaterów powala na nogi. Chciałoby się to czytać jak niekończącą się opowieść. Uwielbiam to opowiadanie. :*
Dziękuję za cudowny komentarz, spóźnienie całkowicie zrekompensowane, choć tak czy inaczej zawsze bym Ci wybaczyła. Czy pojawi się fragment z Joshem i Paige w tej sypialni... Hm, ja oczywiście wiem, ale nie powiem - dowiesz się w swoim czasie ;) Biedna Vanessa, nie ma u Ciebie lekko. Może kiedyś się do niej przekonasz, ale kto to wie...
UsuńDziękuję raz jeszcze i do następnego :*
Jaki ten rozdział smutny i piękny. Przez to jak opisywałaś to żegnanie się Paige z Austinem, zrobiło mi się bardzo przykro i zaczynam się obawiać o przebieg tej operacji. Cały czas jednak mam nadzieję, ze operacja zakończy się pomyślnie. Bo przecież trzeba mieć nadzieję, prawda? Ach, chyba za bardzo wczuwam się w to opowiadanie. :D Ale może to i dobrze? Tak, to bardzo dobrze. Fajnie jest przeżywać to wszytko wraz z bohaterami. Fantastyczne uczucie.
OdpowiedzUsuńBardzo podobały mi się te wspomnienia. Było mi przez to trochę smutno, ale też w niektórych momentach się uśmiechałam. Piękne wspomnienia, a zwłaszcza to z perfumami. Pokazałaś w ten sposób jak bardzo Paige i Josh się kochali. Bardzo spodobał mi się ten pomysł z perfumami. To takie wyjątkowe i romantyczne. Szkoda, że nie mogli zrealizować pomysłu Josha. A to co powiedział Austin było piękne i bardzo mądre. Pokazał, że nawet po rzekomej śmierci Josha cały czas był jego przyjacielem. Opiekował się jego żoną, pomimo tego, ze jej nienawidził.
Nie mogę uwierzyć w to, że Russell odszedł od Naomi. Nie spodziewałam się tego. Jednak to co powiedział jest prawdą. To wszystko wyglądało właśnie tak, jakby Naomi go wykorzystywała, byle móc zaadoptować dziecko. Na miejscu mężczyzny też bym odeszła od takiej osoby. To przykre, być wykorzystywanym przez kogoś kogo się kocha. Ogólnie ten ostatni fragment był bardzo, bardzo przykry. Russell tak bardzo kocha swoją żonę, a ona już nie potrafi go kochać. To co powiedział na końcu bardzo mnie wzruszyło. Szkoda, że musiało to się tak zakończyć.